Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beskidy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beskidy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 lipca 2020

Trail of Icons - San Valley


The history of art fans will find here, in the orthodox churches, unique icons, which are the sacral paintings on the wood). The polish icons were made mainly in 15th to 17th century in the Eastern and South-eastern areas, precisely in the area of the Sanok commune.


You just have to see it!

Hiking or biking along the blue and white trail are a perfect opportunity to see the most amazing landmarks of the sacral art. The trail in the San Valley is a didactic route (labeled in blue) and leads to the oldest wooden orthodox church in Poland (in Ulucz). The total length of the trail is 70 km and allows to see 10 orthodox churches and 2 museums. You can follow the trail on foot, by horseback, mountain or road bike and sail through the San valley.

The main touristic and sightseeing attractions of this trail are:

Sanok - Icon Museum is located at Sanok castle, which used to be a Rus borough, on which place a Casimir's Gothic castle was built and rebuilt in 1523 - 1548 in Renaissance style In its rooms 106 icons of about 700 owned by the museum are exposed. The rest will be exposed after the refurbishing of the other rooms is finished. The collection owned by the museum is the biggest one in Poland. Additionally the museum hosts exhibitions of: paintings of Z. Beksinksi's and other contemporary artists, historical and archaeological exhibits related to the area.

Sanok - cathedral - otrhodox cathedral church of the Holy Trinity, seat of the Bishop of the Diocese of Przemysl and Nowy Sacz, brick, built in 1784

Sanok - Rural Architecture Museum - the Heritage park occupies the area of 38 ha, presents about 120 objects of wooden architecture from the regions of the the Bieszczady Mountains, Low Beskid Mountains and Foothills, including orthodox church from Ropki from 1801, Grąziowa from 1731, Rosolin from 1750, church from Bączal Dolny from 1667. The heritage park owns also about 500 icons, a part of which is distributed among the abovementioned orthodox churches and the rest is exhibited in a separate building. The heritage park in Sanok is the biggest institution of this kind in Poland.

Międzybrodzie - old orthodox Greek-Catholic parish of Holy Trinity, brick, built between 1899 - 1900, next to which the pyramid-shaped Kulczycki family tomb is located.

Tyrawa Solna - wooden orthodox church of John Baptiste built in 1837. Now used as Roman-Catholic church.

Hłomcza - Greek-Catholic orthodox church of the Council of the Blessed Virgin Mary, wooden, built in 1859. In 1946-1960 used by the Roman-Catholic church and then by Orthodox church, and from 1991 the church services in Byzantine-Ukrainian rite are held.

Łodzina - old Greek Catholic filial orthodox church of the Nativity of the Blessed Virgin Mary, built in 1743, now a filial Roman Catholic Church. Next to the church grows a beautiful old oak.

Dobra Szlachecka - old Greek Catholic orthodox parish of St. Nicholas, wooden, built in 1879, now a filial Roman Catholic church of Exaltation of the Cross. In front of the church there is a three-storey bell tower defense gate from 17th century with chapel on the first floor and bells from 1624 and 1625.

Ulucz - the oldest wooden orthodox church in Poland of Ascension of the Lord, built in 1510. Belonged to the Basilian monastery complex. Currently, branch of Rural Architecture Museum in Sanok. Located on the top of a steep Dębnik hill, about which legends are circulated, at the north end of the village.

Siemuszowa - wooden, filial Greek Catholic church of Transfiguration of the Lord, built in1841. Currently used as Roman Catholic church.

Sanok - Olchowce - old orthodox parish of Ascension of the Lord, wooden, built in 1844. Currently used by Roman Catholic church.

Słonne Mountains Landscape Park - was founded by Krosno Voivode Regulation of 27 March 1992, is situated in the northeastern part of voivodship, north of Sanok, Zagórz, Lesko and Ustrzyki Dolne. Covers the Area of Słonne Mountains, southern part of the Przemyskie Foothills. The highest summits are Słonne Mointains - 672 m above sea level and Chwianów - 658 m above sea level. The area is particularly valuable due to its natural and cultural values. Beautifully shaped ridges have the grate layout. They are drained by thick, trellis-shaped network of rivers and streams. The attractiveness of this area is boosted by a very sparse population, which guarantees an undisturbed contact with nature.


San Valley - picturesque meanders of the river, which in this section separates the steep, wooded slopes of Słonne Mountains and Przemyskie Foothills from slightly milder hills of Dynowskie Foothills, are a big attraction for canoeing, fishing enthusiasts and swimmers. In the fifties it was planned to become a reservoir after the dam construction in Niewistka would have been completed. Currently, very poorly urbanized, and as a result has retained its natural pristine nature.

Rock outcrops - the original sandstone formations on the ridges of the Słonne Mountains, creating fantastic shapes reminiscent of the ghosts of folk tales. On the trail two of them can be fund - Eagle's Stone and Granicka Stone.

niedziela, 5 lipca 2020

[Kult świętych i błogosławionych] - św. Krzysztof

Autor: Michał "Wittkacy" Witkowski



Męczennik za wiarę prawdopodobnie z III w.

Legenda grecka widzi w Krzysztofie barbarzyńcę, który zaciągnął się do wojsk rzymskich i tam zapoznał się z wiarź chrześcijańską. Legenda zachodnia zaś mówi, iż był on rycerzem, który zmienia swoich panów, gdyż stara się służyć najpotężniejszemu. Tutaj spotykamy się z teologiczną wymową, że człowiek szukający prawdziwej wielkości musi w końcu zetknąć się z Bogiem. Najmłodsza legenda ukazuje Krzysztofa jako tego, który przenosi Dzieciątko Jezus przez rzekę. Z takim obrazem spotykamy się najczęściej w ikonografii.

W dawnych czasach, żyło plemię kynocefalów, co tłumaczy się- psiogłowcy. Spośród tego plemienia, być może, wywodzi się Krzysztof. Równie dobrze mógł być kananejskim olbrzymem o imieniu Replolus lub Adokymes. Szukał on kogoś, kto byłby wszech potężny, nie mający równego sobie. W swoich poszukiwaniach trafił na dwór cesarza.

Pewnego razu zauważył, że cesarz przeżegnał się trwożnie, gdyż śpiewak wykonujący pieśń wymówił imię diabła. Krzysztof opuszcza dwór i wyrusza dalej, by odnaleźć owego diabła. Odnajduje go i przystaje do niego na służbę. Ale i diabeł okazuje się być także trwożną istotą, która na widok krzyża umyka w ciemności. Jego również opuszcza nasz poszukiwacz. Odtąd Krzysztof postanawia znaleźć Chrystusa. Po długich poszukiwaniach znajduje pustelnika, który uczy go wiary i udziela chrztu. Za jego radź postanawia osiedlić się na brzegu rwącej rzeki i pomagać podróżnym przeprawiać się na drugą stronę. Pewnego dnia pojawił się nad wodą mały chłopiec i nalegając prosi o przeniesienie. Krzysztof bierze go na swoje barki i przenosi.

Jednak w połowie drogi dziecko zaczyna mu niezmiernie ciążyć. Z trudem przedostają się na drugi brzeg.

Z rozmowy dowiaduje się, że niósł na swych ramionach Pana wszechświata, który przepowiada mu męczeńską śmierć. Od tego wydarzenia Krzysztof staje się gorliwym wyznawcą Chrystusa i prowadzi życie pełne umartwień. Oddaje cześć Chrystusowi przez posługi względem bliźniego. Sporo naucza, a swoją naukę potwierdza życiem w czystości i trzeźwości oraz liczny- Mi cudami, np.: Pewnego razu kij, który nosił ze sobą wbił w ziemię, a ten zamienił się w kwitnącą gałąź. Za swoją postawę zostaje pojmany i wrzucony do ciemnicy. Tam starano się wszystkimi sposobami odwieźć go od wiary. Posłano nawet do niego dwie piękne dziewczyny lekkich obyczajów- Nicetę i Akwilię. Ale one widząc wrogość i srogość na twarzy więźnia przestraszyły się i nie śmiały przystąpić do niego. Zaczęły natomiast polecać się jego modlitwom.

Po opuszczeniu więzienia przyznały się, że żałują swego czynu i życia, które było grzeszne i pełne bałwochwalstwa, i bezwstydności. Nakazano im zaraz złożyć ofiary Apollinowi, ale one odmówiły. To stało się przyczyną ich straszliwych cierpień. Krzysztofa zaś postawiono przed są dem i namawiano, by przestał bluźnić na starych bogów. Próbowano też odwieźć go od wiary mówiąc, że jest to głupota i szaleństwo. Poddano go licznym torturom. Nałożono mu na głowę rozżarzony hełm, który mocno Krzysztofa poparzył. Gdy to jednak nie poskutkowało, położono go na ławie rozgrzanej do czerwoności i polewano olejem. Ale on nadal był wierny Bogu i nie odniósł żadnych ran. Wybawiony cudownie opowiadał ludziom o Chrystusie, radząc, by uznali Go za Boga. Nawróciła się wtedy duża liczba ludzi. Jednak cesarz nie dawał za wygraną. Kazał strzelać do niego, ale strzały zawisały w powietrzu, a jedna z nich ugodziła cesarza w oko. Krzysztof polecił, aby pomazano ranę jego krwią i oko zostało natychmiast uleczone. Po tym cudzie cesarz uwierzył w Chrystusa i został Jego wyznawcą.

Krzysztof zaś zgodnie z przepowiednią poniósł śmierć męczeńską w III wieku za cesarza Decjusza.

Pod wpływem legendy stał się jednym z 14 świętych wspomożycieli i patronem wielu zawodów. Czcili go zwłaszcza przewoźnicy, flisacy i pielgrzymi. Był także opiekunem podróżnych. wzywa się jego pomocy w czasie burzy i zarazy. Dzisiaj jest patronem kierowców. Jego wizerunek był na wielu wieżach obronnych, bramach miejskich, a nawet na domach, np. krakowskie Krzysztofory i herb Wilna. Spojrzenie na ten wizerunek chroniło od niebezpieczeństw. Istniały hospicja pod wezwaniem św. Krzysztofa. Pod jego opiekę uciekały się miasta.

O autorze:
Niegdyś wielki górołaz, dziś psycholog pracowy;) Półprzewodnik. W ramach kursu przewodnickiego kilka lat temu popełnił rewelacyjną pracę przekrojową dotyczącą miejsc kultu i osób świętych w Beskidach.

[Kult świętych i błogosławionych] - Św. Kosma i Św, Damian

Autor: Michał "Wittkacy" Witkowski


Kult tych świętych szczególnie rozwinął się na wschodzie w V w. Mieli oni według podań historycznych być braćmi z Arabii. Jako lekarze poświęcili swoje życie na leczenie ubogich. Ponieśli śmierć za wiarę podczas prześladowań za Dioklecjana.

Są patronami aptekarzy i lekarzy.


O autorze:
Niegdyś wielki górołaz, dziś psycholog pracowy;) Półprzewodnik. W ramach kursu przewodnickiego kilka lat temu popełnił rewelacyjną pracę przekrojową dotyczącą miejsc kultu i osób świętych w Beskidach.

[Kult świętych i błogosławionych] - Św. Dymitr z Salonik




Autor: Michał "Wittkacy" Witkowski


Należy do tych świętych, którym najczęściej dedykowano cerkwie.

Prawdopodobnie był diakonem i poniósł śmierć męczeńską w Sirmium w Dalmacji podczas prześladowań chrześcijan za Dioklecjana (284 – 306 n.e.). Podobno był on wysokim rangą carskim urzędnikiem cesarskim – legendy wręcz robią go konsulem Achai i rycerzem na podobieństwo św. Jerzego. Przed męczeństwem miał pobłogosławić swego przyjaciela Nestora, który na gladiatorskiej arenie pokonał ulubieńca pogan. Rozgniewani tym czynem niewierni zabili obu chrześcijan .



O autorze:
Niegdyś wielki górołaz, dziś psycholog pracowy;) Półprzewodnik. W ramach kursu przewodnickiego kilka lat temu popełnił rewelacyjną pracę przekrojową dotyczącą miejsc kultu i osób świętych w Beskidach.

środa, 1 lipca 2020

KULT ŚWIĘTYCH I BŁOGOSŁAWIONYCH w Beskidach

Autor: Michał "Wittkacy" Witkowski

Mówiąc o jakimkolwiek regionie ciężko nie wspomnieć o religii. Może i za parę ładnych lat sytuacja ulegnie zmianie (w co szczerze wątpię), ale jak na razie kulty świętych osób odgrywają jeszcze rolę dość znaczną w życiu społeczności. A już w szczególności tyczy to się regionów mniej zurbanizowanych jakimi są właśnie Beskidy. Ze świętymi, błogosławionymi i sanktuariami Matki Boskiej podczas wędrówki po górach przyjdzie się spotkać nie raz. Tym bardziej, że w regionach, gdzie zamieszkuje prosty, wiejski lud gremialne obchody na część świętych są dość popularne. Dlatego dla lepszego zrozumienia życia, a zwłaszcza sfery obrzędowej warto się "zapoznać" ze świętymi czy też błogosławionymi postaciami.

Zdaję sobie sprawę, że opis wszystkich takich osób jest wręcz niemożliwy, dlatego ograniczyłem się do tych, o których wiadomo coś więcej niż tylko fakt, że istnieli. Ponadto w związku z różną dostępnością informacji jednych udało mi się opisać bardziej- innych zaś mniej dokładnie. W pewnym momencie komuś może się zdawać, że rozpisuję się zbytnio nad rzeczami mało istotnymi – wynika to stąd, że czasem poszukiwanie tych informacji zajęło mi dużo czasu i śmiem sądzić, że są mało dostępne, a przez to ciekawe. Nie trzeba od razu wszystkiego zapamiętywać – wystarczy mgliste pojęcie – wychodzę z założenia, że lepsze takie niż żadne. W swojej pracy zwykle starałem się poruszać tylko fakty historyczne. Nie wiem jednakże, czy takie rozgraniczenie na legendę i prawdę jest w tym przypadku w ogóle możliwe. Każda historia świętego związana jest z pewnymi cudami i ciężko powiedzieć na ile jest to tylko wytwór wyobraźni zbiorowej. Z legend przytoczyłem co najciekawsze i najbardziej znane – na wszystkie potrzebna by mi była chyba książka o objętości encyklopedii.

Zacznę więc od postaci osób świętych. Przy niektórych zatrzymuję się odrobinę dłużej opisując też fakty z tła historycznego- w szczególności gdy wydaje mi się, że jest to potrzebne do zrozumienia pobudek kierujących zachowaniem tych świętych.

"Ja nigdy nie przestanę dziękować Bogu za to, że zechciał mnie niegodnego powołać do Zakonu. Jeżeli bowiem żyjąc w zakonie wykazuję pewne niedoskonałości, to jak sądzicie, ile grzechów bym popełnił żyjąc na świecie, gdzie są często, niemal nieustannie, okazje do grzechu"

  • Święta Kinga - Postać ta związana ze Starym Sączem. Za czasów św. Kingi była tu wieś. Bolesław Wstydliwy podniósł ją do rangi miasta.

Sanktuarium św. Kingi bywa dość licznie nawiedzane przez pielgrzymów i turystów. Doroczną uroczystość celebruje zawsze jeden z biskupów diecezji tarnowskiej. Przybywają pielgrzymki z całej Nowosądecczyzny. Sanktuarium św. Kingi nawiedzili w ciągu wieków m.in.: Władysław Łokietek i jego małżonka, Jadwiga, której ciało spoczywa w podziemiach kościoła, Kazimierz Wielki, Władysław Jagiełło, Ludwik Węgierski i Jan III Sobieski, który po zwycięstwie pod Wiedniem tu właśnie spotkał się ze swoją żoną, Marią Kazimierą. 

"Uczy on (Andrzej) przede wszystkim ludzi naszych czasów, tak bardzo skłaniających się ku przyjemnościom i przemijalnym dobrom ziemskim, że tylko Bóg jest jedynym Dobrem, którego całym sercem, całą duszą i ze wszystkich sił należy pragnąć".


Powyżsi święci związani są głównie z tradycją rzymskokatolicką. W Beskidach mamy jednak także do czynienia z kościołem greckokatolickim. Dlatego też przypominam postacie świętych popularnych i w tym obrządku.

Przez wiele lat św. Mikołaj należał do najbardziej znanych i czczonych w Kościele świętych. Dopiero w wiekach średnich palmę pierwszeństwa w popularności odebrał mu św. Antoni z Padwy († 1231). 
Ciało św. Maksyma pochowano w Gorlicach, a w 1922 przeniesiono na cmentarz parafialny w Zdyni- tam też stoi pomnik wzniesiony dopiero w latach 30. Grób św. Maksyma stał się miejscem pielgrzymek prawosławnych z Łemkowszczyzny i z dalszych stron. 
Należy do tych świętych, którym najczęściej dedykowano cerkwie. 
Są patronami aptekarzy i lekarzy. 
Na koniec wspominam św. Krzysztofa. Z tej racji, że jest on patronem podróżnych. Nigdy wcześniej nie udało mi się znaleźć całej legendy o tym świętym , stąd teraz przytaczam ją całą.

A teraz trochę o tych, którzy wyróżnili się z ludu, ale jeszcze nie dostąpili zaszczytu uznania za świętych.
Urodził się w 1882 r. w Nagórzanach k. Sanoka w wielodzietnej rodzinie rolniczej. W 1900 r. wstąpił do zakonu Braci Mniejszych (Prowincji Bernardyńskiej) we Lwowie.


I trójka błogosławionych z Lipnicy Murowanej ...
Miejscem rodzinnym bł. Szymona jest Lipnica, niewielka miejscowość, położona na południe od Bochni. Dziś nosi ona nazwę Lipnicy Murowanej dla odróżnienia od powstałych później po jej stronie wschodniej i zachodniej dwóch wsi: Lipnicy Dolnej i Lipnicy Górnej. W metryce wpisano: "Szymon, syn Grzegorza z Lipnicy" i tak do dzisiaj jest On nazywany- bł. Szymon z Lipnicy.
Urodziła się w Austrii, w Loosdorf 29 kwietnia 1863 r. jako pierwsze z dziewięciorga dzieci hr. Antoniego Ledóchowskiego i hr. Józefy Salis- Zizers. x
Błogosławiona Urszula urodziła się 17 kwietnia 1865 w Loosdorf /Austria/ i otrzymała imię Julia. Od wczesnego dzieciństwa wyróżniała się pogodnym usposobieniem i wieloma uzdolnieniami: posługiwała się 5 językami, grała na fortepianie i cytrze, umiała również pływać oraz jeździła konno i na łyżwach 


O autorze:
Niegdyś wielki górołaz, dziś psycholog pracowy;) Półprzewodnik. W ramach kursu przewodnickiego kilka lat temu popełnił rewelacyjną pracę przekrojową dotyczącą miejsc kultu i osób świętych w Beskidach.

wtorek, 5 listopada 2019

Szubienna Góra nad Myslenicami

Tekst pochodzi z: 
https://www.geocaching.com/geocache/GC4E6BQ_korona-gor-myslenickich-gora-szubienna

Szubienna Góra to posępne i owiane złą sławą wzgórze, doskonale widoczne ze śródmieścia Myślenic. Właśnie z powodu swego wybitnego wyeksponowania zostało ono wybrane jako miejsce przeprowadzania egzekucji. 





To właśnie tu miała znajdować się miejska szubienica, na której tracono skazańców. I tu zapewne skazańcy ci spoczęli na wieki - przestępców grzebano bowiem zwyczajowo w niepoświęconej ziemi, w pobliżu miejsca kaźni, nierzadko w fundamentach samej szubienicy (która zwykle była całkiem pokaźnym budynkiem). Dziś nieopodal szczytu wzniesienia znajduje się zwieńczona krzyżem barokowa kolumna, wystawiona w roku 1767 celem upamiętnienia zaprzestania wykonywania w tym miejscu wyroków śmierci. Obiekt, ponad którym czuwa stary dąb, został wyremontowany gruntownie w okresie dwudziestolecia międzywojennego.



poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Mała chatka stoi na wzgórzu // Little hut is staying on the top of the hill...

...cienki dym leci z komina,
małe światło w oknie migocze...
przytuleni do kubków z herbatą
grzeją ręce wędrowcy zmarznięci...
chatka 1
sł. Arkadiusz "Hermes" Herma; 
muz. Grzegorz "Śmiały" Śmiałowski



Nie ulega żadnej wątpliwości, że chatki studenckie spełniają marzenia o górskich schroniskach. Takich, gdzie można pograć na gitarze przy huczącym piecu, gdzie zziębnięty turysta dostanie kubek gorącej herbaty, bez wydawania horrendalnych kwot na wrzątek, gdzie przebywają normalni ludzie, nie myślący o tym, jak dojechać na szczyt samochodem....
Chatka "na końcu świata - Lupków Stary

Herbata na wejście

- wejdźcie, wejdźcie- zapraszają. Okazuje się, że trafiłyśmy na bazę studencką na Niemcowej- Trześniowy Groń 5. Wchodzimy do środka. 
- cześć. Wychodzicie na dwór, czy na pole?- Są to pierwsze słowa, jakie padają z ust Hrabiego, jednego ze stałych bywalców. 
- Na pole- odpowiadam oszołomiona. 
- Galicja! Zróbcie im herbaty.- jestem przekonana, że gorącą herbatę dostajemy wyjątkowo. Niedługo później okazuje się, że w większości chałup panuje taka przyjazna, górsko-domowa atmosfera, Mile widziany jest każdy turysta i to nie dlatego że płaci, tylko dlatego, że jest.

Bywają oczywiście wyjątki. Na przykład chatka na Potrójnej. rządzi tam niejaki Leszek, a o jego stosunku do przychodzących najlepiej świadczy ostrzegawczy napis "Turysto uważaj, Leszek na chatce. lepiej zawróć". Z drugiej strony, od strony banku, gdzie robi się przelewy i składa depozyty (czyli od strony latryny) miała zostać umieszczona tabliczka "Kubuś wita!!!". Kuba to ogromny wilczur, na co dzień przyjazny, ale kiedy wieczorem wypuszczany jest na zewnątrz, nie radzę podchodzić nawet ogromnemu niedźwiedziowi. Obie tabliczki nie odstraszają jednak plecakowiczów, gdyż w gruncie rzeczy Leszek jest bardzo miłym człowiekiem, a jego niechęć skierowana jest głównie do turystów zmotoryzowanych, którzy nie zważając na zakaz wjazdu, przyjeżdżają tu samochodami pseudoterenowymi. Dla nich Leszek przygotowuje specjalne pułapki- doły na drodze. Spędziłam na Potrójnej tydzień i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że jest to jedna z sympatyczniejszych chatek. Tłumy wrzątkowców omijają chałupę z daleka, ze względu na charakter Leszka. Dlatego można tu znaleźć ciszę i spokój, tak potrzebne do obcowania z naturą...

Chatkowe zasady

Chatka na Potrójnej jest jedną z niewielu chatek prywatnych, większość prowadzona jest przez oddziały międzyuczelniane, bądź studenckie koła PTTK. Ze względu na dotacje z instytucji ceny noclegów kształtują sie w okolicach 6-9 złotych, przy czym cena ulega rozmaitym negocjacjom. Zależą one od charakteru bazowego i turysty. Tu zawsze jest coś do zrobienia: trzeba porąbać drewno, napalić w piecu, pójść na zakupy, pomyć garnki... Stali chatkowicze muszą czasem zrobić mały (lub wielki remont) czy wykopać studnię....

Na bazach (czy to chatkach, czy bazach namiotowych, czynnych w wakacje) obowiązuje kilka niepisanych zasad:
  • każdy sprząta po sobie
  • traktuje chałupę jak własny dom, a więc pracuje na jej rzecz
  • w chatce obowiązuje zakaz picia alkoholu (oczywiście bywają wyjątki jak do niedawna Zyndranowa, czy Skalanka, oraz przymykanie oczu, ale to już zależy od bazowego)
  • palenie papierosów odbywa się na zewnątrz
  • w większości chałup obowiązuje zmiana obuwia, chyba, że chcecie później sprzątać całą chałupę
  • jedzenie należy przynieść ze sobą, a generalnie panuje zasada, że wyjeżdżający zostawiają jedzenie bazowemu i reszcie zostających. Osobiście siedząc na dyżurze w Hawiarskiej Kolibie nie zeszłam na dół ani razu. Przez miesiąc cały prowiant miałam od turystów. Bóg raczy wiedzieć czemu najwięcej zostawiali mi keczupu....
  • zazwyczaj gotuje się wspólnie- każdy daje swój wkład w potrawę zwaną zależnie od bazy: pulpą, glumzą lub pawiem... Szczególną tradycją cieszy sie Chatka Górzystów w Górach Izerskich. Przychodzący turysta zostawia całe jedzenie w kuchni i odgórnie wyznaczane są  pory posiłków.

Studencka; nie- studencka

Nazwa studencka nie ma zastosowania wewnątrz. Spotykają się tu wszyscy: licealiści, prawnicy, lekarze, robotnicy, urzędnicy. Zacierają się różnice wiekowe, pochodzeniowe, kulturowe. Przy gitarze, herbacie i Rąbaniu drewna każdy jest sobą, nikt się nie wywyższa, traktowany jest na równych prawach.

Klimat panujący w chatkach studenckich nie ma sobie równych. Tu można odnaleźć to czego zabrakło dla niektórych w normalnym świecie: przyjaźń, zrozumienie wśród ludzi, którzy, wcześniej Cię nie znając, oceniają Cię po tym jaki jesteś, nie jakich masz rodziców i jak wysoko postawione znajomości...


Towarzystwo ludzi o podobnych zainteresowaniach, wieczory przy gitarze i świeczkach, ogień buzujący w piecu i zapach przypalonych podpłomyków sprawiają, ze chce się tu wrócić jeszcze raz i jeszcze raz.....

Będę odchodził i na pewno wrócę, do tej chatynki pełnej ziół i malin, 
gdzie serdeczności zachłanny uczeń kochałem tych co mnie kochali, 
będę odchodził i wrócę niebawem do was przyjaciół w tej starej chacie,
powiemy sobie co z dawna dawien wpisali ludzie w poufny pacierz..

"chatka 2"
sł. autor nieznany;
muz.Grzegorz " Śmiały" Śmiałowski


chatka pod Niemcową- maj'1999

środa, 7 lutego 2018

ČERGOV

PO TAMTEJ STRONIE POPRADU Marcin Żyła

Niechęć do przewodników z pewnością nie należy do cech pożądanych u turysty górskiego, ale Czasami ma swoje dobre strony. W Góry Czerchowskie pojechałem dlatego, że odrzuciłem szablon i celu wycieczki nie wybrałem studiując mapę i turystyczne poradniki. Wtedy nigdy bym tu nie trafił – i nigdy nie dowiedział się, ile straciłem...

Foto: www.zlavadna.sk

Góry Czerchowskie (dla Słowaków prościej: Čergov) nie przyciągają turystów. Brak im wyniosłości Tatr, rozległości Małej Fatry, nie urodził się tu iy Warchol, zaś w pobliżu nie ma właściwie niczego interesującego. Na mapie prezentują się jako niepozorny ciąg wzniesień w północno-wschodniej części Słowacji, przy granicy z Polską. Takie miejsca inspirują tych, którzy wiedzą, że "kartograficzne" spojrzenie na świat nie zawsze dobrze oddaje rzeczywistość. Wtedy najlepiej zdać się na intuicję i dla siebie samego odkryć takie miejsca jak Čergov!

Na orawskich chodnikach / On the Oravian pavements

Zatrzymajmy się Czasami po drodze- nie tylko na stacji benzynowej...

Marcin Żyła

Kilkaset lat temu beskidzkie wzniesienia porastała rozległa Puszcza Karpacka. Gdzieś pomiędzy jednym dzikim lasem a drugim przebiegała umowna granica królestw Polski i Węgier. Zwierząt żyło tam co niemiara, ludzi- prawie w ogóle. Człowiek wierzył, że w nieskończonym borze mają swe źródła powodzie, choroby i wszelkie inne nieszczęścia. Jedna była pośród gór kraina, w której stali mieszkańcy zjawili się dość wcześnie, a miejsce przesądów szybko zajął dochodowy handel. 


Była to Orawa.

Pierwszych osadników, przybyłych tu w XIII wieku, zaś koczył łagodny charakter okolic. Choć położona w sercu najwyższych wzniesień, Orawa była śródgórską niziną. Od zachodu zamykał ją masyw Babiej Góry, południową granicę wyznaczały pasma Małej i Wielkiej Fatry. Tylko wschodnia krawędź regionu słabo zaznaczała się w terenie, grzęznąc w licznych mokradłach, oddzielających go od Liptowa i skalnego Podhala. Gęsta wszędzie indziej puszcza, na Orawie porastała z rzadka. Człowiek, ciągnący z południa w imieniu włodarzy węgierskich komitatów, prędko przystosował niezamieszkane obszary do swoich potrzeb.

wtorek, 6 lutego 2018

NIEZNAJOWE UJŚCIE ZAWOI

Wysiedlona wieś Nieznajowa



Jest sierpień, więc schronisko turystyczne stoi otworem. Wstępujemy w gościnne progi... Studenci zajęci są  suszeniem drewna, które zniosły, wezbrane po ostatnich ulewach, wody Wisłoki. Przy odrobinie szczęścia starczy na ogrzewanie chałupy przez miesiąc. Zaledwie 15 kilometrów od źródeł Wisłoka wykazuje ogromną zmienność. podczas  suszy szerokość nie przekracza 50 cm, po opadach niejednokrotnie przekracza 5 metrów. "Madejowa kładka- ułatwiająca przejście na drugą stronę, wisi półtora metra nad wodą. Po lipcowych opadach rozszalała rzeka pędziła 20 cm pod nią.






Jedyni świadkowie- gwiazdy

Siedzę na progu chatki.
Ciemno. 
Miliardy gwiazd patrzą w dół. Od zarania dziejów spoglądają na koleje losu wsi Nieznajowa. Patrzyły, kiedy w połowie XVI wieku przybył tu Steczko Oleśko ze Świątkowej dzierżąc w dłoni pozwolenie od Zygmunta I na lokowanie wsi na prawie wołoskim. 

Prawo to zostało stworzone specjalnie dla pasterzy wołosko- ruskich i było połączeniem dotychczas  panującego na tych ziemiach, prawa niemieckiego i zwyczajów pasterskich Wołochów. Osadącą ziemi był kniaź, a zarządcą kilku wsi (krainy), krajnik. Czynsz płacono w naturze, tzn. panu należał się: "dziesiąty wieprz, dwudziesty baran-, danina w serach i huniach- samodziałowym suknie.

Gwiazdy były świadkami pobytu we wsi rosyjskich żołnierzy, patrzyły również, gdy w 1914 roku przez liczącą podówczas  trzystu mieszkańców wieś, przeszły oddziały węgierskie. Widziały całonocne obchody unickiej Wielkanocy i masowe przejście na prawosławie w 1927 roku.

Ze zdziwieniem spoglądały jak pewnej, pięknej nocy mieszkańcy zakradli się do cerkwi unickiej i w ciągu niecałych ośmiu godzin przenieśli całe wyposażenie cerkiewne do czasowni prawosławnej- postawionej "zastępczo- do czasu wybudowania świątyni. Zdecydowana większość mieszkańców była już wtedy wyznania prawosławnego, ale władze wciąż nie chciały się zgodzić na zbudowanie cerkwi. Nabożeństwa w tym czasie odbywały się w domu prywatnym, a wyposażenie cerkiewne stało spokojnie w czasowni.


Teraz nie ma tutaj nic 

Migoczące w górze światełka były świadkami rozwoju Nieznajowej.
W okresie międzywojennym znajdowały się tu dwa sklepy, szkoła, w której wykładowcą był Polak, karczma, posterunek Policji, tartak. Cztery razy do roku odbywały się tu targi: na Wniebowzięcie, 13 sierpnia, 10 września i 30 października. Na skup bydła jechali Żydzi z Gorlic, Żmigrodu i okolic. 

Nieznajowa tętniła życiem...

Zachowało się wprawdzie kilka kapliczek na drodze do Rostajnego, 99 letnia figura świętej rodziny oraz cmentarz łemkowski, ale jest to żałośnie mało, jak na wieś, będącą jednym z centrów łemkowskiego świata. Gdzie podziali się mieszkańcy? 

Znana jest historia barbarzyńskiej akcji "Wisła-, której efektem było wysiedlanie znacznych połaci Beskidu Niskiego, pod pretekstem walki z UPA- Ukraińską Armią Powstańczą. Ale akcja "Wisła" została rozegrana w 1947 roku, kiedy w Nieznajowej nie było już żywego ducha.- Dlaczego?

Odpowiedzi należy szukać w historii II Wojny Światowej. Kiedy w sąsiedniej Ciechanii i Żydowskiem toczyły się walki, leśniczówkę w Nieznajowej zajął niemiecki sztab. Rodzina gajowego i uciekinierzy z Grabia i Rostajnego mieszkali wtedy w zabudowaniach gospodarczych. Niemcy mieli w Nieznajowej duże składy amunicji, a na górze Żydówce w ciemności górującej nad wsią, wybudowali drewniane schrony, potem wykorzystywane przez UPA. Dlatego wyprowadzili się dopiero w 1945 roku. Mieszkańcy niedługo potem wyjechali do Związku Radzieckiego. Podobno nie było przymusu- wyjeżdżali znęceni obietnicą raju za wschodnią granicą.

Walki o dom i o prawo do życia

Jeden z mieszkańców wsi, w roku 1943 wywieziony na roboty do Niemiec, relacjonuje:

"Wróciłem w 46 i już nikogo nie było we wsi.(...). Wszystkie domy stały, cerkwie, wszystko było. .(...) Cała moja rodzina jest w Rosji. Najpierw wywieźli ich gdzieś w głąb, ale oni zobaczyli jak tam jest i wrócili do granicy. Dalej ich nie puścili. Dużo osób z Nieznajowej jest w Kałuszu, na Podolu, na Wołyniu. .(...) I co mogłem zrobić? Wyjechałem zaraz na zachód. mieszkam we Wrocławiu. Przyjechałem tutaj pod koniec lat 50-tych, była jeszcze cerkiew...." 

Cerkiew w Nieznajowej była uważana za najładniejszą w typie zachodniołemkowskich. Stała koło cmentarza, drewniana, subtelna, wtopiona w krajobraz. W wyniku braku opieki i, nie ukrywajmy, pewnych zaniedbań w roku 1964 po 184 świątynia zawaliła się. W 10 lat później runęła drewniana dzwonnica. Zarówno cerkiew, jak i cmentarz leżały w części doliny szeroko rozłożonej nad niewielką, acz zadziwiającą rzeczką Zawoją. Na pozór spokojna i cicha, ostatnimi czasy wyżłobiła sobie nowe koryto. Nie opływa już, jak jeszcze przed rokiem, zabudowań leśniczówki, ale zuchwale przerywa spokojną, uległą dolinę, wyrywając z brzegów wielkie gliniaste kawały ziemi. Na tym niewielkim terenie Zawoja pokazuje, kto tak naprawdę tutaj rządzi.

W jej ponurym szumie czai się wiedza i strach. Obawa przed zaginięciem w przepastnym brzuchu Wisłoki. Obok w bacówce pusto...

Taki pikny orlik pirzgnął mi spod nóg

Baca, który jeszcze w zeszłym roku wypasał tu swoje 500 owiec, teraz nie powrócił. Najprawdopodobniej, Magurski Park Narodowy nie przedłużył mu dzierżawy. Chodzą słuchy, że zarząd postanowił te grunta sprzedać. Wszyscy szukają pieniędzy, ale w rozszalałym pędzie Zawoi, daje się odczytać bunt, protest, jęk, że wszystko tak bardzo ukochane, przepadnie gdzieś w mrokach biznesu i pieniężnych machlojek. Nasz bacula nie popędzi już swych owiec ku halom, mała Natalia nie poleje psom żentycy do misek, a jasnowłosy, może 11-letni Jacuś nie przybiegnie z okrzykiem:<br />

-Tata, tata, taki pikny orlik piżgnął mi spod nóg!

W okolicy działa już tylko jedna bacówka- w Czarnem i tylko tam można jeszcze zobaczyć białe plamy wełny na zielonym kobiercu traw. Znam życie i wiem, że prędzej, czy później terenem tym zawładną domki letniskowe, motele i stadniny. 

Oficjalnie nazywa się to powrotem Łemków do ojczyzny, ale spójrzmy prawdzie w oczy. Jedynie nieliczni wrócą, reszta nie będzie chciała rzucać dobytku, rodzin i przyjaciół, żeby wrócić do domu ojców. Ich domy zostały spalone, rodziny pomordowane lub wywiezione za wschodnią granicę. Okolica jest biedna, możliwości zarobkowe znikome. 

Łatwo przewidzieć scenariusz: oddadzą swoje ziemie za bezcen, a tu wybudują domki letniskowe bogaci z Nowego Sącza, Rzeszowa i Warszawy...
I tylko pierzasta Czerszla u wrót doliny wciąż będzie cicho spoglądać na zmiany w najpiękniejszej z dolin.

I tylko gwiazdy będą uparcie spoglądać w dół, na powrót życia, życia w trochę innym wydaniu...


Sierpień'2000- Nieznajowa

czwartek, 25 stycznia 2018

Szlak Ikon Podkarpacia

W cerkwiach na miłośników historii sztuki czekają unikatowe ikony, czyli malowane na drewnie obrazy sakralne. W Polsce ikony powstawały głównie w XV-XVI wieku na ziemiach wschodnich i południowo- wschodnich, właśnie na terenie Gminy Sanok

Po prostu musisz to zobaczyć!

Piesze, czy rowerowe wędrówki wyznaczone biało- niebieskim szlakiem, to wspaniała możliwość, aby zobaczyć najwspanialsze zabytki sztuki sakralnej. Szlak biegnący Doliną Sanu jest szlakiem dydaktycznym (znakowany na niebiesko) i prowadzi z Sanoka do najstarszej drewnianej cerkwi w Polsce (w Uluczu). łączna długość szlaku wynosi 70 km i umożliwia zwiedzenie 10 cerkwi i 2 muzeów. Szlak można pokonywać pieszo, konno, rowerem górskim, szosowym, oraz płynąc doliną Sanu. Główne atrakcje turystyczno- krajoznawcze tego szlaku to:


  • Sanok- Muzeum Ikon mieści się w sanockim zamku, pierwotnie był to ruski gród, na którego miejscu stanął Kazimierzowski zamek gotycki, który został przebudowany w latach 1523  1548, w stylu renesansowym. W jego salach wyeksponowanych jest 106 ikon, z ok. 700 posiadanych przez muzeum, reszta zostanie wyeksponowana po zakończeniu remontu pozostałych pomieszczeń. Posiadana przez placówkę kolekcja jest największą w Polsce. Dodatkowo muzeum oferuje: malarstwo Z. Beksińskiego oraz dzieła innych współczesnych artystów, eksponaty archeologiczne i historyczne związane z regionem.


  • Sanok- katedra - Prawosławna cerkiew katedralna p.w. Św. Trójcy, siedziba biskupa Diecezji Przemyskiej i nowosądeckiej, murowana, zbudowana w 1784 r.
  • Sanok- Muzeum Budownictwa Ludowego- Skansen zajmuje powierzchnię 38 ha, prezentuje ok. 120 obiektów architektury drewnianej z terenu Bieszczadów, Beskidu Niskiego i Pogórzy, m.in. cerkiew z Ropek  1801 r., z Grąziowej  1731 r., z Rosolina  1750 r., kościół z Bączala Dolnego 1667 r.. Skansen posiada również około 500 ikon z których część znajduje się w wyżej wymienionych cerkwiach zaś pozostałe są wyeksponowane w oddzielnym budynku. Sanocki skansen jest największą tego typu placówką w Polsce.



  • Międzybrodzie- dawna cerkiew parafialna grecko-katolicka p.w. Trójcy Św. murowana, wzniesiona w latach 1899- 1900, obok której znajduje się grobowiec rodziny Kulczyckich w kształcie piramidy.
  • Tyrawa Solna- drewniana cerkiew p.w. Jana Chrzciciela, zbudowana w 1837 r. Obecnie użytkowana jako kościół rzymsko-katolicki.
  • Hłomcza - cerkiew grecko-katolicka p.w. Soboru NMP, drewniana, wzniesiona w 1859 r. W latach 1946-1960 użytkowana przez kościół rzymsko-katolicki, następnie przez cerkiew prawosławną a od 1991 r. odbywają się tam nabożeństwa obrządku bizantyjsko-ukraińskiego.
  • Łodzina- dawna cerkiew filialna grecko-katolicka pod wezwaniem Narodzenia NMP, wzniesiona w 1743 roku, obecnie kościół filialny rzymsko-katolicki. Obok cerkwi piękny stary Dąb.
  • Dobra Szlachecka - dawna cerkiew parafialna grecko-katolicka p.w. św. Mikołaja, drewniana, zbudowana w 1879 r. obecnie kościół filialny rzymsko-katolicki p.w. Podwyższenia Krzyża. Przed cerkwią cenna, trójkondygnacyjna obronna brama- dzwonnica z XVII w. z kaplicą na piętrze oraz dzwonami z 1624 i 1625 r.
  • Ulucz- najstarsza, drewniana cerkiew w Polsce p.w. Wniebowstąpienia Pańskiego, zbudowana w 1510 r. Wchodziła w skład zespołu klasztornego bazylianów. Obecnie filia MBL w Sanoku. Położona na szczycie stromego, owianego legendami wzgórza "Dębnik", na północnym krańcu wsi.
  • Siemuszowa- drewniana, filialna cerkiew grecko-katolicka p.w. Przemienienia Pańskiego, zbudowana w 1841 r. Obecnie użytkowana jako kościół rzymsko-katolicki.
  • Sanok- Olchowce- dawna cerkiew parafialna p.w. Wniebowstąpienia Pańskiego, drewniana, wzniesiona w 1844 r. Obecnie użytkowana przez kościół rzymsko-katolicki.
  • Park Krajobrazowy Gór Słonnych- został powołany rozporządzeniem Wojewody Krośnieńskiego z 27 marca 1992 r. Leży w północno-wschodniej części województwa, na północ od Sanoka, Zagórza, Leska i Ustrzyk Dolnych. Obejmuje Obszar Gór Słonnych, południową część Pogórza Przemyskiego. Najwyższe szczyty to Góry Słonne 672 m n.p.m.. oraz Chwaniów 685 m. n.p.m.. Jest to obszar wyjątkowo cenny ze względu na jego walory przyrodnicze i kulturowe. Malowniczo uformowane grzbiety górskie przybierają układ rusztowy. Odwadnia je gęsta, kratowo ułożona sieć rzek i potoków. Atrakcyjność tego terenu podnosi bardzo słabe zaludnienie, co gwarantuje niezakłócony kontakt z przyrodą.

  • Dolina Sanu- malownicze meandry rzeki, która na tym odcinku oddziela strome, zalesione zbocza Gór Słonnych i Pogórza Przemyskiego od nieco łagodniejszych wzgórz Pogórza Dynowskiego, stanowiąc dużą atrakcję dla kajakarzy, miłośników wędkowania oraz amatorów kąpieli. Przewidziana w latach pięćdziesiątych do zalania wodami zbiornika, który miał powstać po zbudowaniu zapory w Niewistce, jest obecnie bardzo słabo zurbanizowana, a w efekcie zachowała swój naturalny dziewiczy charakter.
  • Wychodnie skalne- oryginalne formy piaskowcowe na grzbietach Gór Słonnych, tworzące fantastyczne kształty, przywodzące na myśl upiory z ludowych podań. Na szlaku znajdują się dwie z nich- Orli Kamień oraz Kamień na Granickiej.


czwartek, 4 maja 2017

Galicyjska Kolej Transwersalna

Tekst: Kasia Turska "Ziellona"

W 130 rocznicę istnienia kolei transwersalnej, w Otwartym Przewodniku Krajoznawcy, Czesław Szynalik pisał tak:
(...) Henryk Sienkiewicz na łamach warszawskiego „Słowa” opublikował pierwszy odcinek „Potopu”. Trochę wcześniej Mikołaj II został carem Rosji, a Statua Wolności, rozebrana na kawałki rozpoczęła swą podróż z Francji do Stanów Zjednoczonych. Był to rok, w którym Karl Friedrich Benz kończył budować pierwszy samochód, a papież Leon XIII ostrzegł świat przed groźbą masonerii."
Był to rok 1884.
Rok otwarcia kolei transwersalnej. 
Kolei, mającej w założeniu połączyć Zachód ze Wschodem i stworzenie nieprzerwanego ciągu komunikacyjnego, jako alternatywy dla Kolei Galicyjskiej (Kraków-Lwów) na wypadek wojny z Rosją. Oprócz głównego celu militarnego, miała zaktywizować obszary wiejskie - górskie i podgórskie (z natury swej uboższe).

Podróżując po Karpatach trudno oprzeć się wrażeniu, że kolej transwersalna (ze swoimi - dość licznymi odgałęzieniami) istnieje właściwie wszędzie. Wrażenie jest nieco mylne, niemniej jednak dominujące. Od Cadcy na Słowacji, przez Żywiec, Suchą Beskidzką, Nowy Sącz, Jasło, Krosno, Sanok i Zagórz, aż po ukraiński Chyrów, Sambor, Drohobycz, Stryj i Stanisławów (dziś Ivanofrankovsk). Ostatnią stacją Wielkiej Kolei jest malutki (porównywalny do niewielkiego Zagórza) Husiatyn...

Ponieważ istniały już pewne odcinki, postanowiono je wykorzystać do budowy kolei transwersalnej - i pewnie dlatego dziś z Krakowa do Piwnicznej jedzie się przez Stróże niedaleko Tarnowa. Jak słusznie zauważył mój kolega Szymon... 
"A jak ma ten pociąg jechać? Od czasów cesarstwa nowych torów nie wybudowano..."



A dokładniej od dnia 16. grudnia 1884 r. Dnia otwarcia nowej linii kolejowej. Linii, która pod koniec XX wieku stanie się zmorą egzaminacyjną dla kandydatów na przewodników beskidzkich.
Ileż tu tematów, zabytków, historii... Ileż tu niedokończonych opowieści i fragmentów tejże. Ileż skończonych wiaduktów i mostów. Ileż dworców i stacyjek... 
Chciałoby się zaśpiewać "Są małe stacje wielkich kolei"...

Tylko, że ani te stacje nie były wcale takie małe... choć dziś mogłyby się takimi wydawać... Ani owa strasznie brzmiąca kolej nie była taka wielka... choć nie... właściwie była wielka.
Bo czyż można nie docenić przedsięwzięcia, którego efektem było wybudowanie prawie 600 km linii kolejowej w niecałe dwa lata? Co więcej... 
"Galicyjska Kolej Transwersalna w swym przebiegu i niemal we wszystkich urządzeniach technicznych istnieje do dziś. Najlepiej zachowanym i najpiękniejszym odcinkiem GKT jest trasa Chabówka-Nowy Sącz. Znajdują się tu stare dworce z 1884 r., unikatowe zabytki techniki, zupełnie wyjątkowy skansen taboru kolejowego w Chabówce. Jest to przy tym jedyny górski odcinek tej trasy wiodący najpiękniejszymi zakątkami Beskidu Wyspowego, którym dziś organizowane są przejazdy wakacyjne w stylu retro." - pisze Czesław Szynalik.
Tak - kolej transwersalna to była Wielka Kolej. 
Poczujmy jej magię na opuszczonych dworcach, podczas przejażdżki w stylu retro, w fenomenalnym skansenie kolejnictwa w Chabówce, czy też wędrując wzdłuż nieczynnych torów, wdychając "zapach podkładów kolejowych"...