sobota, 3 listopada 2012

Para buch... koła w ruch...

Dawnych kolei czar- Góry Sowie


Czy piękno Gór Sowich widziane przez okno kolejki sowiogórskiej jest już tylko wspomnieniem? A jak się podróżowało tymi kolejkami, kto jeszcze pamięta? A kto wie, gdzie te kolejki jeździły? Czy kolejki sowiogórskie pozostaną już tylko historią?

Pytania te od dawna nurtowały wielu mieszkańców, a tu proszę! Na stacji kolejowej w Jugowicach i na wiszącym moście nad stacją dawnej Prywatnej Kolejki Sowiogórskiej Srebrna Góra - Fort, biegnącym na granicy gmin Nowa Ruda i Stoszowice, 23 sierpnia br. trzy gminy sowiogórskie podpisały list intencyjny, którego celem jest wspólna odbudowa i modernizacja linii kolejowych na obszarze Gór Sowich, na odcinku zębatej kolei Srebrna Góra - Wolibórz i kolei elektrycznej Walim-Jugowice. Na tych trasach miałyby jeździć pociągi z turystami.

Ale kiedy? Samorządowcy z Nowej Rudy, Stoszowic i Walimia zgodnie zapewniają, że inwestycja mogłaby się zakończyć w ciągu trzech lat od otrzymania środków. Przywrócenie do dawnej świetności Walimskich Kolei Elektrycznych, to odbudowa linii trakcji, remont lokomotywy, rekonstrukcja wagonów oraz zagospodarowanie stacji. Całość może kosztować nawet 8 mln zł. 

Dzięki tej inwestycji turyści mieliby łatwiejszy dostęp do walimskich "perełek": Kompleksu Riese, Zamku Grodno czy Chociażby Jeziora Bystrzyckiego. Reaktywacja Sowiogórskiej Kolei Zębatej to z kolei koszt zbliżony do 10mln zł. Za te pieniądze można odbudować odcinek zębatej kolejki, zakupić skład kolejowy, wyremontować wiadukty oraz rozbudować trasy turystyczne, a turyści mogliby z łatwością wtedy podziwiać twierdzę w Srebrnej Górze, tamtejszą starówkę czy zalaną Kopalnię w Nowej Wsi Kłodzkiej- informuje Aleksandra Ignaszak.

Nieprzeciętną atrakcją byłby sam przejazd kolejką, a fakt, że ta linia otworzyłaby dolinę noworudzką dla turystów z Wrocławia, Dzierżoniowa, a nawet całej Polski, daje nadzieję na rozwój agroturystyki w Nowej Wsi Kłodzkiej, Dzikowcu, Woliborzu, a może i na innych wsiach. 

Będą to przecież dodatkowe miejsca pracy –dodaje wójt Sławomir Karwowski. Sygnatariuszami listu intencyjnego są : Gmina Nowa Ruda- reprezentowana przez Wójta Sławomira Karwowskiego, Gmina Stoszowice – reprezentowana przez Wójta Marka Janikowskiego oraz Aleksandra Ignaszak- Pełnomocnik Gminy Walim występujący w imieniu Wójta Adama Hausmana. Całość projektu będzie koordynowana przez Gminę Walim. Kasa w Brukseli czeka, a dobrymi pomysłami łatwo zarazić europejskich urzędników- mówi z optymizmem wójt Sławomir Karwowski. Projekt będzie mógł być zrealizowany w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego jako część składowa większego projektu odbudowy Dolnośląskich Zabytków Kolejowych. I choć inwestycja jest kosztowna to istnieje ogromna szansa na uzyskanie na to zadanie aż 85% dofinansowania z Unii Europejskiej. 

Samorządowcy są  pewni sukcesu tej inwestycji, a kiedy uda się ją zakończyć, będzie ona wielką atrakcją turystyczną całego regionu. Musimy wspólnie napisać dobry wniosek, poprzeć go odpowiednimi argumentami, a wtedy środki na pewno otrzymamy"- mówi Aleksandra Ignaszak. Wicemarszałek województwa dolnośląskiego Patryk Wild popiera działanie gmin. To z jego inicjatywy powstał projekt "Dolnośląskie Zabytki Kolejowe". W ramach tego projektu planuje się odbudowę linii zębatej Srebrna Góra - Wolibórz, Elektrycznej kolejki Walim- Jugowice, Milickiej Kolei wąskotorowej, Kolei Izerskiej oraz Kolei Śnieżnickiej. To jest początek, ale czeka nas jeszcze ciężka praca- mówi wójt Marek Janikowski- na odbudowę kolejek w Walimiu i Srebrnej Górze warto poświęcić czas  i pieniądze. 

Trasę Walim – Jugowice otwarto w czerwcu 1914 roku, a ciekawostką jest, że była ona (na dzisiejszych ziemiach polskich) pierwszą od początku planowaną jako kolej elektryczna. Na trasie Srebrna Góra – Wolibórz będzie jeździć kolej zębata. To będzie unikat na skalę nie tylko polską, ale również chyba europejski- dodaje pełnomocnik wójta Walimia. No to teraz wszyscy trzymamy kciuki za kolejki sowiogórskie. 

sobota, 29 września 2012

Poradnik autostopowicza

Autostop to nie sposób na transport.
To sposób na życie.


Dla autostopowicza istnieje tylko jedna prawda: Każdy kierowca jest miły i chce go podwieźć, tylko czasami sam jeszcze o tym nie wie. Bardzo rzadko zatrzymują się osoby zatrzymujące sie zawsze i wszędzie,”bo kiedyś też tak jeździli”. Zdecydowaną większość trzeba do tego przekonać. Jak to zrobić?



PORADNIK AUTOSTOPOWICZA:

zasada nr 1.- UŚMIECH

Przede wszystkim trzeba się uśmiechać. Miły uśmiech potrafi wszystko! Złożone, jak do modlitwy, ręce też niekiedy pomagają, a padanie na kolana jest już absolutną koniecznością; niekiedy ktoś się zlituje, ale raczej kierowcy uważają to za pewną przesadę. Gdy na polu- bądź, dla reszty Polski, na dworze- jest zimno, bardzo dobrze, jeśli druga osoba ubiera się lub udaje, że dygocze z zimna (czasem wręcz nie musi udawać…)

Tabliczka czasami przydatna

Przydatną rzeczą na wszelkich rozjazdach i poza granicami kraju jest tabliczka. Dlatego w każdym plecaku powinien znaleźć się obowiązkowo czarny marker (kawałek tektury zawsze można wybłagać w pobliskim sklepie). W Polsce osobiście nie używam tabliczek, za granicą-zawsze. Nigdy nie wiadomo, czy wypowiadaną przeze mnie nazwę kierowca skojarzy z odpowiednią miejscowością, a tak- wszystko jest napisane i nie ma mowy o „różnicy akcentów”.

Co z bagażem?

Z plecakami bywa różnie: kwadratowo i podłużnie. Kiedy jedzie się w kilka osób, plecaki oraz ludzi lepiej jest ukryć w krzakach a na „wabia” wystawić jedną lub dwie dziewczyny. (Kiedyś w rowie koło Starego Sącza siedzieliśmy skuleni w dziesięć osób i stop łapał się zawsze wtedy, kiedy któryś z kolegów szedł w krzaczki :-) ).

Zresztą, czy stoimy sami, czy z kimś, zawsze lepiej wystawić jeden plecak, aby kierowca zobaczył, ze jadą turyści, a nie bandyci…

Solo czy grupowo?

Dla większego bezpieczeństwa lepiej jest podróżować we dwójkę i to mieszaną. Najszybciej jeździ się samemu- dotyczy to zwłaszcza dziewczyn. Wtedy trzeba jednak sporej odwagi, rozsądku oraz tak zwanego „szóstego zmysłu”. Jeżeli zatrzymuje się samochód, którego kierowca, z jakichkolwiek względów, nie przypadł nam do gustu, nie wsiadajmy za żadne skarby świata!- może akurat mamy przeczucie? Zawsze możemy powiedzieć, że czekamy na bezpośredniego stopa do Gdańska i podwiezienie z Zakopanego do Warszawy kompletnie nam nie odpowiada. Najwyżej kierowca popatrzy na nas dziwnie…

Jadąc dwójką mieszaną, niech lepiej łapie dziewczyna, a chłopak pilnuje bagaży, najlepiej nie rzucając się w oczy. Może jest to pewna dyskryminacja, ale Panowie! uwierzcie! tzw. „słaba płeć” ma zdecydowanie większe szanse na złapanie. Może dlatego, że większość kierowców stanowią mężczyźni, a ci, z absolutnie niezrozumiałych względów, wykazują dziwną niechęć do zatrzymywania się innym mężczyznom…

Znałam jednak chłopaka, który był niekwestionowanym królem autostopu. Potrafił zatrzymać wszystko: od luksusowej limuzyny, po wóz drabiniasty. Kiedyś nawet, wracając z Budapesztu przekonał pewnego Holendra mającego zamiar zwiedzić Pragę, że Kraków jest dużo piękniejszy. Ten, nie przejmując się zbytnio rezerwacją hotelu w Pradze podwiózł go pod sam dom. Jak on to robił, na zawsze pozostało tajemnicą, choć „chodziły słuchy”, że wszystko opierało się na kolosalnym wdzięku i proszących jak u spaniela oczach.

Jeżeli dziewczyna podróżuje sama, lepiej niech nie wsiada do samochodu z dwoma lub trzema młodymi chłopakami, z których każdy chce pokazać jak on wspaniale prowadzi. Wbrew obiegowym opiniom wyjątkowo bezpiecznie jest podróżować TIR-ami. Tu jednak posiadanie „szóstego zmysłu” ma szczególne znaczenie. Jak wyskakiwać w biegu z Renault Magnum??? Jeżdżenie ciężarówkami ma tą wspaniałą zaletę, że kierowcy jeżdżą zazwyczaj na dalekie trasy, oraz posiadają CBradio, co niesamowicie ułatwia podróż, szczególnie kiedy jest ciemno, zimno, głodno i do domu daleko. Wśród TIRowców panuje przekonanie, że o ile niebezpiecznie zatrzymać się komuś na trasie, o tyle przekazanie pasażera za pomocą CB gwarantuje uczciwość i bezpieczeństwo. Tak jakby towar był już sprawdzony…;) (Osobiście kilka razy wyjeżdżałam z Augustowa po ósmej wieczorem, z Zagrzebia i Monachium po trzeciej popołudniu, a w Krakowie pod domem byłam przed otworzeniem sklepów.)

Autostop jako taksówka;)

Na ogół kierowcy są bardzo mili i czasem zdarzy się, że podrzucą dalej niż sami jadą. Ostatnio miałyśmy taką sytuację z przyjaciółką. Nie dość, że pan jadący do Nowego Sącza podrzucił nas na „wylotówkę” w stronę Rytra, oszczędzając nam godzinnego marszu przez miasto, to jeszcze tam inny zatrzymał się z zapytaniem dokąd chcemy jechać. -Do Piwnicznej, a potem do Kosarzysk. – A podrzucę was bo mi się nudzi… Drobne 50 kilometrów…

Podstawową zasadą jest stare „byle do przodu”. Co z tego, że jedziemy do Zakopanego i mamy do pokonania 100 kilometrów? Jeśli zatrzymuje się kierowca jadący 30 kilometrów, to też dobrze! Pod warunkiem, że wysiądziemy w miejscu nadającym się do łapania, tzn. nie na zakręcie i absolutnie nie pod górkę. Najlepiej na przystanku, bo tam jesteśmy widoczni z daleka.

Za granicą istnieje pewien problem: szeroko rozwinięta sieć autostrad. Tam najlepiej stać na wjazdach, stacjach benzynowych i parkingach. Należy pamiętać o zakazie autostopu na autostradach wszędzie zagranicą (W Polsce też, ale tu nikt sie tym nie przejmuje) oraz totalnym zakazie autostopu we Włoszech. Wtedy łapie się na tak zwaną „gębę”. Podchodzimy i pytamy „przepraszam, czy nie jedzie Pan do…” Dobrze nauczyć się tych kilku słów w ichniejszym języku (przydatne oczywiście też jest „czy może się Pan zatrzymać. Tu wysiadam.” i kilka standardowych zwrotów).

Autostopowicz w zastępstwie radia

Gdy już wsiądziemy do upragnionego środka lokomocji, nie zamykajmy buzi na kłódkę. To najgorsza rzecz jaką możemy zrobić. Mojego gadania zawsze i wszędzie nauczyłam się właśnie na autostopie. Pierwszy mój TIR był na trasie Nowy Sącz- Kraków. nauczona przez tatę zasady „nie przeszkadzać kierowcy” siedziałam cicho. Na co pan popatrzył się na mnie krzywo i powiedział: – Pani! Jo poni nie wziołek bo mo poni pikne łocy, bo poni ni mo, ino mi sie radio zepsuło. Może by poni co godoło…. Najczęściej pada pytanie „skąd jesteś i co robisz”. nie należy odpowiadać „Z Krakowa, AGH”. Trzeba ze wszystkich sił starać sie rozwinąć rozmowę, kierowca nie po to nas wziął żeby mieć koło siebie milczącego mruka. Do wyjątków należą sytuacje, z których jasno wynika „podrzucę Cię tylko nic nie mów”

I na koniec sprawa zasadnicza. Im sympatyczniejsza wyda się kierowcy jazda, tym większa szansa, że na próbę wyciągnięcia pieniędzy padnie krótkie „nawet się nie wygłupiaj”. Po dziesięciu tysiącach kilometrów (ani razu, pomimo prób, nie udało mi się zapłacić) też przestałam się wygłupiać…

niedziela, 4 marca 2012

Gotowość Grecji do sprzedaży i najmu wysp


Grecki Fundusz Prywatyzacyjny wyznaczył 40 niezamieszkałych wysp i wysepek, które zamierza wynająć na okres 30 do 50 lat i w ten sposób podreperować finanse kraju. są  to terytoria o korzystnym położeniu i ukształtowaniu, położone blisko kontynentu, z rozwiniętą infrastrukturą, których najem nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa Narodowego Grecji. Obecnie obowiązujące regulacje prawne nie zezwalają na ich sprzedaż. Na razie żaden z polityków nie zapowiada zmiany, jednak Dyrektor Funduszu oznajmił, że aktualnie trwają prace nad zmianą prawa, które umożliwiłoby najemcom wznoszenie budynków na nowych nabytkach.


Do 2020 roku Fundusz musi zebrać 50 mld euro z tytułu prywatyzacji, do końca 2015 – 19 mld. Tymczasem, do tej pory zgromadził jedynie 1,8 mld, czym ściągnął na siebie krytykę europejskich oficjeli.

Wyspy do wynajęcia, które znalazły się na liście Greckiego Funduszu Prywatyzacyjnego, są  przeróżne: od maleńkich (0,5 km kw) po nieco większe (3 km kw.), i przeznaczone są  przede wszystkim pod inwestycje turystyczne i rekreacyjne (np. obiekty do gry w golfa).

Fundusz ocenił 562 wyspy spośród 6 tysięcy należących do Grecji. Część z nich znajduje się w posiadaniu prywatnych właścicieli (np. Skorpios należy do Ateny Onasi, córki Arystotelesa Onasisa). Sprzedaż ziemi publicznej jest jednak dla Greków tematem drażliwym. W 1996 r. nieomal doszło do wojny pomiędzy Grecją i Turcją, w wyniku tzw. incydentu Imia (od greckiej nazwy wysepki położonej na Morzu Egejskim, w Turcji znanej jako Kardak). Propozycja sprzedaży wysp, jaką w ubiegłym roku wystosowali wierzyciele kraju wywołała silny opór nie tylko wśród greckiego społeczeństwa, ale i wśród polityków – ówczesny premier, Giorgos Papireu podkreślił wówczas, że popiera ustawę zakazującą zawierania aktów kupna- sprzedaży wysp.

Tymczasem, dwa tygodnie temu, Minister Obrony Izraela Ehud Barak poprosił siły zbrojne swojego kraju o rozważenie zakupu lub wynajęcia jednej z greckich wysp, którą  następnie marynarka wojenna użyłaby w celach szkoleniowych. Siły Zbrojne Izraela zarzuciły tymczasowo projekt ze względu na własną sytuację finansową. Jak podaje gazeta Haaretz, Sztab Główny oraz marynarka wojenna nie były zachwycone pomysłem – wolą bowiem zacieśniać z Grecją współpracę w dziedzinie bezpieczeństwa na szczeblu dyplomatyczno-politycznym.

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Diabli wzięli kamień i rzucili...

 https://www.geocaching.com/geocache/GC2VVY9


Diabli Kamien, znany takze jako Diabli Kamien k. Szczyrzyca potezny glaz (lawica piaskowca), znajdujacy sie u wschodnich podnózy góry Grodzisko w Beskidzie Wyspowym w województwie malopolskim. Znajduje sie w bliskiej odleglosci (5 min.) od drogi laczacej Raciechowice z Szczyrzycem, na wzgórzu, na granicy lasu. 



Jest pomnikiem przyrody nieozywionej, z polami uprawnymi. Ma 55 m dlugosci, 12 m szerokosci i 17-25 m wysokosci. Od zachodniej strony ma wysoka, znacznie wychylona od pionu sciane, pod która mozna schronic sie w czasie deszczu. Nie jest jednolita bryla posiada liczne wneki, wyzlobienia, spekania, a na szczycie niewielkie wglebienia, w których gromadzi sie woda po deszczu. Szczyt, na który da sie wejsc od poludniowej strony, zwienczony jest metalowym, zabetonowanym krzyzem. 

W poblizu Diablego Kamienia, na polu po jego zachodniej stronie stoi duzy drewniany krzyz. Zbudowany jest z srednio i gruboziarnistych piaskowców ciezkowickich przegradzajacych pstre lupki bedace bardziej podatne na wietrzenie. Wedlug Mieczyslawa Klimaszewskiego Diabli Kamien zostal odciety od strony poludniowej i pólnocnej przez potoki, zas od strony wschodniej i zachodniej zostal wypreparowany z otaczajacych go lupków przez denudacje. Reszta dokonala sie w wyniku wietrzenia. 



Diabli Kamien znajduje sie w miejscowosci Krzeslawice na przysiólku Smykan w gminie Raciechowice. Jednak we wszystkich dotychczasowych przewodnikach kamien ten kojarzony byl z miejscowoscia Szczyrzyc w gminie Jodlownik, zapewne dlatego, ze pustelnik zwiazany byl z klasztorem w Szczyrzycu. Od czasu wyprowadzenia sie pustelnika kapliczka i pustelnia znajdujace sie na prywatnym terenie niszczeja. Gminy Raciechowice i Jodlownik czynia starania o przejecie terenu, by móc wlasciwie konserwowac te obiekty. Wszystko to sa obiekty drewniane, wybudowane w 1886 staraniem pustelnika Antoniego Rapa. Prowadzi obok nich malopolski szlak architektury drewnianej. 

Wracając z wesela, spotkał grajek diabła, który w zamian za grę obiecał mu wór złota.
Obawiając się posądzenia o zaprzedanie duszy diabłu, grajek przeznaczył zapłatę na budowę klasztoru w Szczyrzycu.
Lucyfer powróciwszy na Łysą Górę dowiedział się od czarownicy o tym co grajek zrobił. Rozwścieczony porwał głaz i postanowił, że zniszczy klasztor.
Zakonnicy ze Szczyrzyca usłyszawszy o zamiarze diabła postanowili zawierzyć Bogu i modlić się. Z każdym wybiciem dzwonu na Anioł Pański diabeł tracił siły. Wreszcie kamień zaczął mu tak bardzo ciążyć, że upuścił go nim doleciał do celu.

 Przyczynkiem do powstania legendy byly zapewne takze fragmenty meteorytu do dzis przechowywane w klasztorze.

Pustelnia przy Diablim Kamieniu.


Diabli Kamien byl i jest popularnym celem turystycznym. O jego duzej atrakcyjnosci stanowil nie tylko sam kamien, ale równiez fakt, ze mieszkal tu stale na niewielkim placyku po wschodniej stronie kamienia pustelnik z klasztoru cystersów w Szczyrzycu. Mieszkal w niewielkiej pustelni o rozmiarze ok. 2 m x 2,5 m, spal w otwartej trumnie, hodowal pszczoly, kozy i codziennie do klasztoru w Szczyrzycu chodzil na msze i obiad. Obok jego pustelni stala niewielka kaplica pod wezwaniem Matki Boskiej Niepokalanie Poczetej i szopka dla kóz. Pod lasem znajduje sie jeszcze kaplica sw. Benedykta. Pustelnik chetnie rozmawial z turystami wypytujacymi o szczególy jego zycia. Byl to pobozny i zyczliwy ludziom czlowiek. Po jego smierci w 1992 jeszcze przez jakis czas, ale tylko okresowo mieszkal w pustelni do 1997 inny zakonnik ze Szczyrzyca.