Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święci. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 lipca 2020

św. Mikołaj - Anna Grochowska

Autor: Anna Grochowska 

Święty Mikołaj uchodził na południowych i wschodnich terenach Polski oraz na Białorusi, Ukrainie i w Rosji za patrona pasterzy, chroniącego trzody przed drapieżnymi zwierzętami, których zresztą był opiekunem. Szczególnie upodobał sobie wilki, którym według wierzeń ukazywał się w dniu swojego święta i miał z nimi odprawę – mówił im, co mają w nadchodzącym roku robić, czego zaniechać, co jeść. W wigilię świętego Mikołaja pasterze pościli, a na 6 grudnia zamawiali nabożeństwa w intencji opieki nad zwierzętami domowymi.

Warto również wspomnieć, że jest patronem łemkowszczyzny- i wiele łemkowskich cerkwi jest pod wezwaniem świetego Mikołaja.

Zaklęcia na wilka:

"Święty Mikołaju,
Trzymaj wilka w raju,
Trzymaj go za nogę,
Aż trafię na drogę."

"Święty Mikołaju!
Weź kluczyki z raju.
Zamknij psa wściekłego
I wilka dzikiego.
Niech nie ziapie na tę rosę,
Na której ja bydło pasę."

"Alboć wezmź, alboć daj
Tak kazał święty Mikołaj.
Bo jeśli mu barana dasz,
Pewny pokój od wilka masz."


O autorce: 
Jest chyba maniakiem maniakalnym;) Co oznacza, że interesuje się tym, co większość odłożyła na zakurzoną półkę historii- ciągną ją bajania, historie, anegdoty... czyli wszystko to co pozwala ZROZUMIEĆ i POCZUĆ... Choć na co dzień zajmuje się rzeczami dużo bardziej przyziemnymi, to jednak każdą wolną chwilę spędza na szlakach- z racji miejsca zamieszkania sudeckich, a przecież nie od dziś wiadomo że Dolny Śląsk tajemnicą stoi...

[Kult świętych i błogosławionych] - św. Mikołaj

Autor: Michał "Wittkacy" Witkowski


Przez wiele lat św. Mikołaj należał do najbardziej znanych i czczonych w Kościele świętych. Dopiero w wiekach średnich palmę pierwszeństwa w popularności odebrał mu św. Antoni z Padwy († 1231).

Urodził się prawdopodobnie w mieście Patara w Licji (Mała Azja) ok. 270 roku. Był jedynym dzieckiem zamożnych rodziców, uproszonym ich gorącymi modłami. Od młodośći wyróżniał się nie tylko pobożnością, ale także uczuleniem na niedolę bliźnich. Po śmierci rodziców, swoim znacznym majątkiem, chętnie dzielił się z potrzebującymi. Wybrany na biskupa miasta Miry (obecnie Demre) podbił sobie serca wiernych nie tylko gorliwością pasterską, ale także troskliwością o ich potrzeby materialne. Cuda, które czynił, przysparzały mu większej jeszcze chwały. Kiedy cesarz Konstantyn I Wielki skazał trzech młodzieńców Miry na karę śmierci za jakieś wykroczenie, nieproporcjonalne do aż tak surowego wyroku, św. Mikołaj udał się osobiście do Konstantynopola, by uprosić dla swoich wiernych ułaskawienie.

Kiedy indziej miał swoją modlitwą uratować rybaków w czasie gwałtownej burzy od niechybnego utonięcia. Dlatego odbiera cześć również jako patron marynarzy i rybaków. W czasie zarazy, jaka nawiedziła także jego strony, usługiwał zarażonym z narażeniem własnego życia. Podanie głosi, że św. Mikołaj wskrzesił trzech ludzi, zamordowanych w złości przez hotelarza za to, że mu nie mogli wypłacić należności. Św. Grzegorz I Wielki w żywocie św. Mikołaja podaje, że w czasie prześladowania, jakie wybuchło za cesarza Dioklecjana i Maksymiana (pocz. wieku IV) Święty został uwięziony. Uwolnił go dopiero edykt mediolański w roku 313. Święty Mikołaj uczestniczył także w pierwszym soborze powszechnym w Nicei (325), na którym potępione zostały przez biskupów błędy Ariusza.

Po długich latach błogosławionych rządów Święty odszedł po nagrodę do Pana 6 grudnia (stało się to między rokiem 345 a 352). Ciało Świętego zostało pochowane ze czcią w Mirze, gdzie przetrwało do roku 1087. Dnia 9 maja tegoż roku zostało przewiezione do miasta włoskiego Bari. Dnia 29 września 1089 roku uroczyście poświęcił jego grobowiec w bazylice wystawionej ku jego czci papież bł. Urban II. Tu właśnie przy grobie św. Mikołaja odbył się w roku 1098 synod, który miał za cel połączenie Kościółów prawosławnego z rzymskim. Przewodniczył na tym synodzie papież bł. Urban II. Wśród zgromadzonych 184 biskupów był także prymas Anglii, arcybiskup św. Anzelm z Canterbury, który w tym czasie był na wygnaniu. W Bari przy bazylice Św. Mikołaja istnieje dokument z wieku XII, opisujący dokładnie dzieje sprowadzenia relikwii Świętego. W Mirze byli już wówczas Turcy. Kupcom włoskim udało się wydobyć od nich zezwolenie na zabranie relikwii św. Mikołaja. Podane są nawet imiona dwóch kapłanów, którzy w tej uroczystości uczestniczyli: Lupus i Grandnoaldus. Bari uprzedziło w tym Wenecję, która również chciała relikwie św. Mikołaja przewieźć do siebie. W Mirze do dnia dzisiejszego zachowały się ruiny kościoła Św. Mikołaja. Archeolodzy za zezwoleniem miejscowych władz tureckich odkryli ślady bazyliki pierwotnej. Św. Mikołaj jest głównym patronem Bari, Chociaż przedtem był nim św. Sabin.

Obecna bazylika Św. Mikołaja pochodzi z wieku XII. Kryje w sobie grób Świętego z jego obrazem, który jest uważany za łaskami słynący.

Najstarsze ślady kultu św. Mikołaja napotykamy w wieku VI, kiedy to cesarz Justynian wystawił Świętemu w Konstantynopolu jedną z najwspanialszych bazylik. W całym chrześcijańskim świecie św. Mikołaj miał tak wiele świątyń, że pewien pisarz średniowieczny pisze: "Gdybym miał tysiąc ust i tysiąc języków, nie byłbym zdolny zliczyć wszystkich kościołów, wzniesionych ku jego czci". Oczywiście, przesada to poetycka, ale jest w niej jądro prawdy.

W Polsce kult św. Mikołaja był kiedyś bardzo popularny. Jeszcze dzisiaj pod jego wezwaniem jest aż 327 kościołów w naszej Ojczyźnie. Po św. Janie Chrzcicielu, a przed św. Piotrem i Pawłem najpopularniejszy jest św. Mikołaj. Miał również św. Mikołaj z Miry swoje sanktuaria w Polsce. Do głośniejszych należało w Pierściu na Śląsku Cieszyńskim (do wieku XIX) i na Pomorzu w okolicy Koszalina (do wieku XVI). Święty odbierał kult jako patron panien, marynarzy, rybaków, dzieci, więźniów i piekarzy. Zaliczany był do 14 Orędowników. Zanim jego miejsce zajął św. Antoni Padewski, św. Mikołaj był wzywany we wszystkich naglących potrzebach. Istniały także bractwa ku czci św. Mikołaja, jak np. w Benicach, Maniewie czy Żydowie.

Dla wiadomości ludzi, którzy często w górach przebywają warto też wspomnieć, że św. Mikołaj jest również patronem piwowarów. Taka informacja może zdać się przydatna, gdy plecak będzie cisnął w Upałny dzień– już wiadomo do kogo się wtedy modlić.

O autorze:
Niegdyś wielki górołaz, dziś psycholog pracowy;) Półprzewodnik. W ramach kursu przewodnickiego kilka lat temu popełnił rewelacyjną pracę przekrojową dotyczącą miejsc kultu i osób świętych w Beskidach.

[Kult świętych i błogosławionych] - św. Krzysztof

Autor: Michał "Wittkacy" Witkowski



Męczennik za wiarę prawdopodobnie z III w.

Legenda grecka widzi w Krzysztofie barbarzyńcę, który zaciągnął się do wojsk rzymskich i tam zapoznał się z wiarź chrześcijańską. Legenda zachodnia zaś mówi, iż był on rycerzem, który zmienia swoich panów, gdyż stara się służyć najpotężniejszemu. Tutaj spotykamy się z teologiczną wymową, że człowiek szukający prawdziwej wielkości musi w końcu zetknąć się z Bogiem. Najmłodsza legenda ukazuje Krzysztofa jako tego, który przenosi Dzieciątko Jezus przez rzekę. Z takim obrazem spotykamy się najczęściej w ikonografii.

W dawnych czasach, żyło plemię kynocefalów, co tłumaczy się- psiogłowcy. Spośród tego plemienia, być może, wywodzi się Krzysztof. Równie dobrze mógł być kananejskim olbrzymem o imieniu Replolus lub Adokymes. Szukał on kogoś, kto byłby wszech potężny, nie mający równego sobie. W swoich poszukiwaniach trafił na dwór cesarza.

Pewnego razu zauważył, że cesarz przeżegnał się trwożnie, gdyż śpiewak wykonujący pieśń wymówił imię diabła. Krzysztof opuszcza dwór i wyrusza dalej, by odnaleźć owego diabła. Odnajduje go i przystaje do niego na służbę. Ale i diabeł okazuje się być także trwożną istotą, która na widok krzyża umyka w ciemności. Jego również opuszcza nasz poszukiwacz. Odtąd Krzysztof postanawia znaleźć Chrystusa. Po długich poszukiwaniach znajduje pustelnika, który uczy go wiary i udziela chrztu. Za jego radź postanawia osiedlić się na brzegu rwącej rzeki i pomagać podróżnym przeprawiać się na drugą stronę. Pewnego dnia pojawił się nad wodą mały chłopiec i nalegając prosi o przeniesienie. Krzysztof bierze go na swoje barki i przenosi.

Jednak w połowie drogi dziecko zaczyna mu niezmiernie ciążyć. Z trudem przedostają się na drugi brzeg.

Z rozmowy dowiaduje się, że niósł na swych ramionach Pana wszechświata, który przepowiada mu męczeńską śmierć. Od tego wydarzenia Krzysztof staje się gorliwym wyznawcą Chrystusa i prowadzi życie pełne umartwień. Oddaje cześć Chrystusowi przez posługi względem bliźniego. Sporo naucza, a swoją naukę potwierdza życiem w czystości i trzeźwości oraz liczny- Mi cudami, np.: Pewnego razu kij, który nosił ze sobą wbił w ziemię, a ten zamienił się w kwitnącą gałąź. Za swoją postawę zostaje pojmany i wrzucony do ciemnicy. Tam starano się wszystkimi sposobami odwieźć go od wiary. Posłano nawet do niego dwie piękne dziewczyny lekkich obyczajów- Nicetę i Akwilię. Ale one widząc wrogość i srogość na twarzy więźnia przestraszyły się i nie śmiały przystąpić do niego. Zaczęły natomiast polecać się jego modlitwom.

Po opuszczeniu więzienia przyznały się, że żałują swego czynu i życia, które było grzeszne i pełne bałwochwalstwa, i bezwstydności. Nakazano im zaraz złożyć ofiary Apollinowi, ale one odmówiły. To stało się przyczyną ich straszliwych cierpień. Krzysztofa zaś postawiono przed są dem i namawiano, by przestał bluźnić na starych bogów. Próbowano też odwieźć go od wiary mówiąc, że jest to głupota i szaleństwo. Poddano go licznym torturom. Nałożono mu na głowę rozżarzony hełm, który mocno Krzysztofa poparzył. Gdy to jednak nie poskutkowało, położono go na ławie rozgrzanej do czerwoności i polewano olejem. Ale on nadal był wierny Bogu i nie odniósł żadnych ran. Wybawiony cudownie opowiadał ludziom o Chrystusie, radząc, by uznali Go za Boga. Nawróciła się wtedy duża liczba ludzi. Jednak cesarz nie dawał za wygraną. Kazał strzelać do niego, ale strzały zawisały w powietrzu, a jedna z nich ugodziła cesarza w oko. Krzysztof polecił, aby pomazano ranę jego krwią i oko zostało natychmiast uleczone. Po tym cudzie cesarz uwierzył w Chrystusa i został Jego wyznawcą.

Krzysztof zaś zgodnie z przepowiednią poniósł śmierć męczeńską w III wieku za cesarza Decjusza.

Pod wpływem legendy stał się jednym z 14 świętych wspomożycieli i patronem wielu zawodów. Czcili go zwłaszcza przewoźnicy, flisacy i pielgrzymi. Był także opiekunem podróżnych. wzywa się jego pomocy w czasie burzy i zarazy. Dzisiaj jest patronem kierowców. Jego wizerunek był na wielu wieżach obronnych, bramach miejskich, a nawet na domach, np. krakowskie Krzysztofory i herb Wilna. Spojrzenie na ten wizerunek chroniło od niebezpieczeństw. Istniały hospicja pod wezwaniem św. Krzysztofa. Pod jego opiekę uciekały się miasta.

O autorze:
Niegdyś wielki górołaz, dziś psycholog pracowy;) Półprzewodnik. W ramach kursu przewodnickiego kilka lat temu popełnił rewelacyjną pracę przekrojową dotyczącą miejsc kultu i osób świętych w Beskidach.

[Kult świętych i błogosławionych] - Św. Kosma i Św, Damian

Autor: Michał "Wittkacy" Witkowski


Kult tych świętych szczególnie rozwinął się na wschodzie w V w. Mieli oni według podań historycznych być braćmi z Arabii. Jako lekarze poświęcili swoje życie na leczenie ubogich. Ponieśli śmierć za wiarę podczas prześladowań za Dioklecjana.

Są patronami aptekarzy i lekarzy.


O autorze:
Niegdyś wielki górołaz, dziś psycholog pracowy;) Półprzewodnik. W ramach kursu przewodnickiego kilka lat temu popełnił rewelacyjną pracę przekrojową dotyczącą miejsc kultu i osób świętych w Beskidach.

[Kult świętych i błogosławionych] - Św. Dymitr z Salonik




Autor: Michał "Wittkacy" Witkowski


Należy do tych świętych, którym najczęściej dedykowano cerkwie.

Prawdopodobnie był diakonem i poniósł śmierć męczeńską w Sirmium w Dalmacji podczas prześladowań chrześcijan za Dioklecjana (284 – 306 n.e.). Podobno był on wysokim rangą carskim urzędnikiem cesarskim – legendy wręcz robią go konsulem Achai i rycerzem na podobieństwo św. Jerzego. Przed męczeństwem miał pobłogosławić swego przyjaciela Nestora, który na gladiatorskiej arenie pokonał ulubieńca pogan. Rozgniewani tym czynem niewierni zabili obu chrześcijan .



O autorze:
Niegdyś wielki górołaz, dziś psycholog pracowy;) Półprzewodnik. W ramach kursu przewodnickiego kilka lat temu popełnił rewelacyjną pracę przekrojową dotyczącą miejsc kultu i osób świętych w Beskidach.

[Kult świętych i błogosławionych] BŁ. O. ANASTAZY JAKUB PANKIEWICZ

Autor: Michał "Wittkacy" Witkowski


Urodził się w 1882 r. w Nagórzanach k. Sanoka w wielodzietnej rodzinie rolniczej. W 1900 r. wstąpił do zakonu Braci Mniejszych (Prowincji Bernardyńskiej) we Lwowie. Śluby wieczyste złożył w 1904 r., a następnie po odbyciu studiów teologicznych w Krakowie i we Lwowie otrzymał świecenia kapłańskie w dniu 1 lipca 1906 r. Jako duszpasterz pełnił kolejno obowiązki: kaznodziei w Wieliczce, magistra nowicjatu we Włocławku (1908-1911), magistra kleryków we Lwowie, kapelana ss. Bernardynek w Krakowie, administratora parafii Dżurków k. Kołomyi, kapelana wojskowego i duszpasterza Polonii na Węgrzech (1914-1918). W następnych latach był gwardianem klasztoru w Krakowie pw. św Bernardyna.

W 1930 r. za zgodą bpa łódzkiego Wincentego Tymienieckiego nabył parcelę na przedmieściu Łodzi, na której erygowano jego staraniem dom zakonny (1932). Następnie kierował w latach 1932-1937 budową klasztoru w Łodzi i Ogólnokształcącego Liceum Męskiego raz tymczasowego kościoła pw. św. Elżbiety

Dla pomocy w prowadzeniu i utrzymaniu gimnazjum oraz dla pracy charytatywnej wśród ubogich rodzin i samotnych matek, o. Pankiewicz założył Zgromadzenie Sióstr Antonianek od Chrystusa Króla.

Po wybuchu II wojny światowej hitlerowcy wysiedlili zakonników z klasztoru na Dołach w Łodzi, zamieniając obiekt sakralny na garaże i stajnie. O. Anastazy nie opuścił jednak swojej placówki, ale zamieszkał w pobliżu kościoła, na terenie cmentarza, gdzie przetrwał do aresztowania przez Niemców i wywiezienia do obozu koncentracyjnego w Dachau, w 1941 r. Pomimo nieludzkich warunków obozowych, o. Anastazy nie upadał na duchu, ale "wszystkich pocieszał i był zawsze uśmiechnięty". W dniu 20 maja 1942 r. został zaliczony przez lekarza obozowego do grupy inwalidów, a następnie wywieziony z obozu wraz z 14 księżmi z tej grupy. Poniósł wraz z nimi śmierć męczeńską przez zagazowanie, w miejscowości Hertheim k. Linzu w północnej Austrii.

Był założycielem Zgromadzenia Sióstr Antonianek Od Chrystusa Króla i Gimnazjum Dla Ubogich Chłopców.

O autorze:
Niegdyś wielki górołaz, dziś psycholog pracowy;) Półprzewodnik. W ramach kursu przewodnickiego kilka lat temu popełnił rewelacyjną pracę przekrojową dotyczącą miejsc kultu i osób świętych w Beskidach.

[Kult świętych i błogosławionych] - ŚW. MAKSYM SANDOWYCZ

Autor: Michał "Wittkacy" Witkowski

Św. Maksym urodził się 31 stycznia 1886 r. w Żdyni, gdzie jego przodkowie mieszkali już w XVIII w. Jego ojciec, Tymofij Sandowycz, był diakiem (psalmistą) miejscowej cerkwi i- jak na miejscowe stosunki- zamożnym gospodarzem. Mógł więc posłać syna do gimnazjum. Św. Maksym kształcił się w Jaśle i Nowym Sączu, a po ukończeniu gimnazjum wstąpił do zakonu oo. bazylianów, by w 1904 r. przenieść się z greckokatolickiego monasteru w Krechowie do prawosławnej Ławry Poczajowskiej. Tu zwrócił uwagę swą świątobliwością oraz zdolnościami i został skierowany do seminarium duchownego w Żytomierzu, gdzie w listopadzie 1911 r. otrzymał święcenia kapłańskie. krótko przedtem zawarł związek małżeński.

Także w listopadzie 1911 powrócił z imperium rosyjskiego w rodzinne strony i został duszpasterzem w Grabiu, Wyszowatce i Długiem, gdzie część ludności przeszła na prawosławie. 
Była to pierwsza po wiekach gmina prawosławna na Łemkowszczyźnie. Pierwszą liturgie św. Maksym odprawił w Grabiu 2 grudnia 1911 r.


Niemal natychmiast spotkały go szykany i strony władz "arcykatolickiej" c.-k. monarchii, widzącej w odradzaniu się prawosławia zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. W marcu 1912 r. św. Maksym został aresztowany pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji, a dwa lata później stanął przed są dem wraz z tak zwaną grupą Biusiaka. Proces zakończył się jednak uniewinnieniem.

Św. Maksym osiadł w Zdyni, jednak po wybuchu wojny 4 sierpnia 1914 r. został aresztowany i osadzony w więzieniu w Gorlicach. Aresztowano też ojca i ciężarna żonę. O ile wiadomo nie był przesłuchiwany, a 6 września nad ranem Wojskowy są d Powiatowy zakomunikował mu, że zostanie rozstrzelany za zdradę.

Egzekucja odbyła się o 7 rano na placu przed więzieniem. Ojciec i żona obserwowali ją z okien celi.

Ciało św. Maksyma pochowano w Gorlicach, a w 1922 przeniesiono na cmentarz parafialny w Żdyni- tam też stoi pomnik wzniesiony dopiero w latach 30. Grób św. Maksyma stał się miejscem pielgrzymek prawosławnych z Łemkowszczyzny i z dalszych stron. Jego rodzinna wieś pozostała wierna greko katolicyzmowi, stąd też rocznicę męczeństwa św. Maksyma obchodzono w pobliskiej wsi Czarne. Wystawiono tam wtedy pamiątkowy obelisk , który przetrwał do dziś jako jedna z nielicznych pamiątek po wsi.

W maju 1994 r. synod Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, uznając trwałość kultu o. Maksyma i przekonanie ludu łemkowskiego o jego świętości, wyniósł go na ołtarze.

O autorze:
Niegdyś wielki górołaz, dziś psycholog pracowy;) Półprzewodnik. W ramach kursu przewodnickiego kilka lat temu popełnił rewelacyjną pracę przekrojową dotyczącą miejsc kultu i osób świętych w Beskidach.

[Kult świętych i błogosławionych] ŚW. ANDRZEJ ŚWIERAD-ŻURAWEK I BENEDYKT

Autor: Michał "Wittkacy" Witkowski

Andrzej Świerad urodził się około 980 roku. Przez lata żył wraz ze swym towarzyszem Benedyktem w pustelni w okolicach miejscowości Tropie nad Dunajcem. Ks. Jan Długosz opisując rok 998 w swej Historii Polski z XV wieku pisze: "W tym czasie słynęli przykładnym życiem i obyczajami dwaj mężowie: Świerad, który zamieszkiwał pustelnię pod skałą (dziś jeszcze widoczną) nad rzeką Dunajcem w pobliżu miasta Czchowa, w diecezji krakowskiej, w której przez wiele lat zmagał się dla Chrystusa- i Benedykt.



Obaj pustelnicy, opuściwszy Polskę, udali się na Węgry i żyli w klasztorze benedyktynów na Panońskiej Górze..."W tym opactwie benedyktyńskim mieszczącym się na górze Zabor koło Nitry (obecnie Słowacja) Świerad przyjął habit zakonny i imię Andrzej. Przez jakiś czas mieszkał w klasztorze, później osiadł w niedalekiej pustelni. Gdy zmarł około roku 1030-1034 podniesiono jego relikwie i przechowywano w kościele św. Emerana w Nitrze. Później Świerad Andrzej stał się patronem tego kościoła.

Towarzyszący Andrzejowi Świeradowi drugi pustelnik o imieniu Benedykt został wkrótce po śmierci swego mistrza napadnięty przez zbójców. Zamordowali go oni nad rzekę Wag, a ciało wrzucili do wody koło Skały, w pobliżu Terenczyna na Słowacji.

Obaj benedyktyni-pustelnicy Andrzej Świerad, zwany również Żurawkiem i Benedykt zostali kanonizowani na synodzie prowincji węgierskiej w Nitrze w 1083 roku. Ich pamiątkę obchodzi Kościół 13 lipca.

Ojciec Święty Jan Paweł II w 900 rocznicę kanonizacji świętych Andrzeja Świerada i Benedykta w 1983 roku tak pisał: "Uczy on (Andrzej) przede wszystkim ludzi naszych czasów, tak bardzo skłaniających się ku przyjemnościom i przemijalnym dobrom ziemskim, że tylko Bóg jest jedynym Dobrem, którego całym sercem, całą duszą i ze wszystkich sił należy pragnąć".

O autorze:
Niegdyś wielki górołaz, dziś psycholog pracowy;) Półprzewodnik. W ramach kursu przewodnickiego kilka lat temu popełnił rewelacyjną pracę przekrojową dotyczącą miejsc kultu i osób świętych w Beskidach.

piątek, 3 lipca 2020

[Kult świętych i błogosławionych] Św. Jan z Dukli

Autor: Michał "Wittkacy" Witkowski



Młodość św. Jana

Historia nie dostarczyła nam wielu danych o pochodzeniu i dzieciństwie św. Jana z Dukli. Nawet te skąpe informacje jakie obecnie posiadamy, opierają się na późniejszych świadectwach i zeznaniach mających często swe źródło w podawanej z pokolenia na pokolenie tradycji, a niekiedy czerpane również z legendy. Nie znamy również dokładnej daty urodzenia naszego Świętego. Wiemy natomiast, że doczekał późnej starości i zmarł w roku 1484, a zatem powszechnie przyjęto iż musiał urodzić się co najmniej 70 lat wcześniej tj. ok. 1414 r.

Dom, w którym przyszedł na świat św. Jan, leżał w południowej części Dukli, na tzw. Wyższym Przedmieściu przy ul. Kaczyniec. O jego rodzicach wiemy tylko tyle, że byli dosyć zamożnymi mieszczanami, których stać było na to by posłać do szkoły swojego syna. Te nie mające potwierdzenia w źródłach historycznych wiadomości o urodzeniu i o domu rodzinnym św. Jana nie mogą przeczyć faktowi, iż pochodził on z rodziny bogobojnej, gdyż zazwyczaj z takich rodzin pochodzą ludzie wielcy i święci.

Na podstawie tradycji pochodzącej z XVII wieku dowiadujemy się, iż po skończeniu szkoły św. Jan kilka lat spędził nad potokiem Zaśpit, płynącym przez lasy otaczające rodzinną miejscowość, wiodąc tam wielce umartwione życie pustelnicze. Po wielu latach życia w klasztorze św. Jan powiedział jednemu z braci, uważającemu, że życie pustelnicze jest doskonalsze od życia zakonnego takie słowa: "Ja nigdy nie przestanę dziękować Bogu za to, że zechciał mnie niegodnego powołać do Zakonu. Jeżeli bowiem żyjąc w zakonie wykazuję pewne niedoskonałości, to jak sądzicie, ile grzechów bym popełnił żyjąc na świecie, gdzie są często, niemal nieustannie, okazje do grzechu".
Taka wypowiedź św. Jana jest pewnego rodzaju potwierdzeniem, że nie obce mu było życie pustelnicze.

W miejscu, w którym miał przebywać młody pustelnik stoi dzisiaj murowany kościółek, który jak wszyscy wierzą, jest duchowym spadkiem po św. Janie. Głęboka cisza otaczająca to święte miejsce przyciąga licznych pielgrzymów i turystów szukających wewnętrznego pokoju.

Początki życia zakonnego

Żaden z biografów opisujących życie św. Jana nie miał wątpliwości, że motywem podjęcia przez Świętego życia zakonnego, było pragnienie osiągnięcia wyższego stopnia osobistej doskonałości. Lata spędzone na puszczy były swoistym przygotowaniem do życia w klasztorze.
Św. Jan nie miał prawdopodobnie problemu z wyborem odpowiedniego zakonu, bowiem w okolicach Dukli w XV wieku najbardziej rozpowszechnionym i znanym był Zakon OO. Franciszkanów Konwentualnych. Klasztory w Przemyślu, Sanoku i Krośnie, znane jako ogniska prac misyjnych i rekolekcyjnych, dawały dużo okazji do poznania franciszkańskiego stylu życia. Nic więc dziwnego, że wybrał klasztor najbliższy, oddalony od Dukli zaledwie o 19 kilometrów.

Młodego chłopca z Dukli prowincjał osobiście przyjął do zakonu. Upewniwszy się o szczerości jego pragnień polecił mu zapewne rozdać majątek ubogim, tak jak życzył sobie św. Franciszek z Asyżu. W zamian otrzymał dwa habity, spodnie i siały na nogi.

Od samego początku br. Jan dał się poznać jako człowiek wielkiej modlitwy, mądrości i pokory. Nic więc dziwnego, że po wyświęceniu go na kapłana współbracia powierzali mu wielokrotnie urząd przełożonego. Znane nam jest dzisiaj jego przełożeństwo w Krośnie i we Lwowie, a także urząd kustosza w kustodii ruskiej, któremu podlegało 7 klasztorów. W 1461 roku św. Jan otrzymał odpowiedzialne stanowisko niemieckiego kaznodziei. Urząd ten sprawował w kościele szpitalnym św. Ducha, gdzie gromadzili się niemieccy mieszkańcy Lwowa. Te i inne prace zlecone przez przełożonych wykonywał bardzo sumiennie. Przymioty charakteru i wzorowe życie zakonne sprawiały, że był człowiekiem niezwykle lubianym i cenionym. Wielu świadków zeznało iż "śluby zakonne czystości, ubóstwa i posłuszeństwa zachowywał z największą starannością", a całym swoim życiem dowiódł, że wszelką swą nadzieję złożył jedynie w Panu Bogu. Po 25-u latach życia i pracy w zakonie franciszkańskim w sercu Jana z Dukli powstało pragnienie, by przyłączyć się do innej wspólnoty franciszkańskiej, gdzie jeszcze pilniej przestrzegano reguły św. Franciszka. Jaka to była wspólnota i dlaczego- o tym poniżej.

Franciszkanie za czasów Jana z Dukli

Św. Franciszek z Asyżu założył w 1209 roku Zakon Braci Mniejszych, zwanych popularnie franciszkanami. Pierwsi Braci Mniejsi przybyli do Polski już 10 lat po śmierci Założyciela i osiedlili się najpierw na Śląsku we Wrocławiu, a w rok później przybyli do Krakowa. Trzeba zaznaczyć, że od samego początku w łonie Zakonu trwała ożywiona dyskusja na temat przestrzegania reguły napisanej przez św. Franciszka, zwłaszcza w kwestii zachowania ubóstwa. W związku z tym na Zachodzie powstał ruch tzw. obserwancki, który opowiadał się za całkowitym zachowywaniem ostrej reguły św. Franciszka. Ten surowszy kierunek został wprowadzony do Polski dopiero w drugiej połowie XV w., a więc w czasie, gdy św. Jan z Dukli przebywał jeszcze u franciszkanów konwentualnych, z którymi franciszkanie obserwanci tworzyli nadal jeden zakon. Definitywny podział zakonu nastąpił bowiem dopiero w 1517 r. Inicjatorem przeszczepienia tego ostrzejszego nurtu w zakonie na grunt Polski stał się włoski przywódca tego ugrupowania św. Jan Kapistran, który w 1453 roku w Krakowie założył pierwszy kościół i klasztor pod wezwaniem św. Bernardyna ze Sieny. Wierni, przychodzący do tego kościoła, mieszkających tam zakonników zaczęli nazywać braćmi od św. Bernardyna, a z czasem nazwano ich popularnie Bernardynami. Zapoczątkowany przez św. Jana Kapistrana ruch, zaczął prężnie się rozwijać. Pod koniec XV wieku Bernardyni posiadali w Polsce ponad 20 klasztorów, a w nich blisko siedmiuset zakonników. Z biegiem lat stali się Bernardyni jednym z pierwszych zakonów w Polsce. Ulicom i placom nadawano bernardyńskie nazwy- istniejące zresztą aż do dnia dzisiejszego. Bernardyni weszli również do literatury polskiej, czego najlepszym przykładem jest Pan Tadeusz Adama Mickiewicza. Sławę swoją i znaczenie uzyskali jednak Bernardyni przede wszystkim przez swoje bliskie kontakty z wiernymi, przez pracę wśród ludu i działalność patriotyczną.

Do jednych z pierwszych klasztorów Bernardyńskich należał założony w 1460 roku klasztor we Lwowie. Wówczas to prawdopodobnie po raz pierwszy zetknął się z tą rodziną franciszkańską św. Jan z Dukli. Surowość ich życia i wierne przestrzeganie reguły św. Franciszka, a zwłaszcza sposób praktykowania ubóstwa urzekły naszego Świętego do tego stopnia, że postanowił przenieść się do Bernardyńskiej wspólnoty.

Przejście i działalność u Bernardynów

Ponieważ św. Jan z Dukli był wspaniałym przykładem człowieka ubogiego i do zakonu franciszkańskiego wstąpił powodowany pragnieniem praktykowania najdoskonalszego ubóstwa, postanowił zmienić klasztor, by żyć w surowszym klimacie przestrzegania ubóstwa. A Obserwanci (Bernardyni) do których postanowił przejść byli wówczas tą grupą zakonną, która za główny cel obrała sobie powrót do pierwotnej gorliwości i zachowywanie ubóstwa w takim stopniu jak życzyłby sobie tego św. Franciszek z Asyżu.

Wprawdzie przy przejściu od konwentualnych do obserwantów nie było wtedy większych trudności, gdyż obie gałęzie nadal tworzyły jeden zakon, ale przechodzący spotykał się zwykle ze sprzeciwem swoich przełożonych, zwłaszcza gdy był jednostką wybitną i wartościową. A do takich należał bez wątpienia św. Jan, który był wspaniałym kaznodzieją szanowanym przez ludność całego miasta.

Licząc się więc z oporem przełożonych, św. Jan- by pokonać ewentualne przeszkody i uzyskać formalne pozwolenie- wykorzystał pewien sprzyjający zbieg okoliczności. Był taki zwyczaj we Lwowie, że władze miejskie wyprawiały raz do roku ucztę na cześć prowincjała franciszkanów wizytującego klasztor. Podobna uczta gromadząca prowincjała, kilku ojców i przedniejszych obywateli miasta, została wyprawiona w roku 1463. Wobec tych wszystkich świadków św. Jan przystąpił do prowincjała i rzekł: Wielebny Ojcze, proszę o pozwolenie udania się do obserwantów. Prowincjał sądząc, że Jan chce ich tylko odwiedzić, chętnie takiego pozwolenia udzielił. Jan udał się natychmiast do klasztoru Bernardynów, gdzie został przyjęty. Kiedy później zażądano powrotu Jana, Bernardyni odpowiedzieli, że Jan wstąpił do nich legalnie, mając pozwolenie prowincjała, dane mu przy władzach miasta jako świadkach. W ten sposób spór upadł i Jan pozostał u Bernardynów.

U Bernardynów

Motywem przejścia św. Jana do reformatorskiego ruchu w zakonie franciszkańskim, była niewątpliwie chęć służenia Bogu i ludziom w sposób jeszcze bardziej zbliżony do pierwotnej surowości zakonnej. Św. Jan jawi się nam jako człowiek stanowczo dążący do świętości, a przy tym wykazujący życiową zaradność.

Od roku 1463 rozpoczyna się dla św. Jana nowy etap w jego życiu. Historia nie zanotowała by u Bernardynów piastował jakiekolwiek urzędy zakonne. Prawdopodobnie na własne życzenie chciał w tych nowych warunkach wieść życie ciche i ukryte. Surowy sposób życia w klasztorze bernardyńskim napawał Jana niewymowną radością. Kronikarz zakonny o. Jan z Komorowa wspomina, że gdy pierwszy raz usłyszał czytaną przy stole zwyczajem bernardyńskim regułę św. Jan rzewnie płakał. We wszystkich nabożeństwach był bardzo gorliwy. Z niemniejszą sumiennością oddawał się pracy w kościele jako wybitny kaznodzieja i spowiednik.

Św. Jan z Dukli cieszył się zawsze opinią pobożnego i gorliwego zakonnika. Modlił się we dnie i w nocy. Wspomniany kronikarz o. Jan z Komorowa pisze: "Prżebywając w chórze okazywał wielką gorliwość w modlitwie i kilkakrotnie w ciągu dnia odmawiał Oficjum o Błogosławionej Dziewicy Maryi". W innym miejscu pisze: "że niekiedy znajdowano go w nocy na modlitwie zalanego łzami. Zdarzało się to najczęściej wtedy, gdy wszyscy bracia pogrążeni byli w głębokim śnie". Pod koniec życia, gdy był już człowiekiem starszym, schorowanym nigdy nie zwalniał się ze wspólnych modlitw, a gdy czasem dokuczała mu na skutek dolegliwości wieku senność przechadzał się w chórze zakonnym, nie przerywając modlitwy urządził też sobie w ogrodzie klasztornym małą pustelnię gdzie często przebywał samotnie na modlitwie. Na jakiś czas przed śmiercią stracił wzrok, co nie przeszkodziło mu w wykonywaniu zakonnych obowiązków. Nie mogąc czytać prosił kleryków by odczytywali mu gotowe kazania, które potem wygłaszał na ambonie.

O. Jan z Komorowa pisze: "U schyłku życia osiągnął pełnię cnót, będąc dobrym przykładem dla braci. Odszedł do Królestwa Niebieskiego odmawiając z braćmi siedem psalmów pokutnych. Duszę swoją oddał Panu w dniu św. Michała RP 1484. Pochowany we Lwowie słynie z niezliczonych cudów i to nie tylko wśród prawowiernego ludu chrześcijańskiego, lecz także wśród schizmatyków."

Starania o beatyfikację i kanonizację

Św. Jan z Dukli był niewątpliwie postacią znaną i szanowaną przez mieszkańców Lwowa. Był przecież przełożonym u franciszkanów i wybitnym kaznodzieją oraz gorliwym spowiednikiem. Świętość jego życia była tak niewątpliwa, że zaraz po śmierci zaczęto się doń modlić i wzywać jego wstawiennictwa przed Bogiem. Odwiedzano też licznie jego grób. W kronikach zapisano, że jedni mieli widzieć nad jego grobem niezwykłą jasność, innym zaśmiał się zmarły zjawiać w widzeniach. Wielką sławę przyniosły zmarłemu otrzymane za jego wstawiennictwem łaski.

O. Jan z Komorowa pisze: "Pierwszym ze znaków błogosławionego Ojca po jego szczęśliwej śmierci było cudowne uleczenie miejscowego przełożonego dręczonego wielką gorączką. Skoro tylko pozbawionego świadomości położono go na łożu błogosławionego, natychmiast wyzdrowiał i dzięki składał Bogu i błogosławionemu Ojcu".

Kolejnym cudem było uzdrowienie mieszkanki Lwowa, dawnej penitentki św. Jana, która niewidoma od dziesięciu lat, odzyskała za jego przyczyną wzrok. Oba te zdarzenia dały impuls do zapisywania innych podobnych łask. Każdego roku powiększała się księga cudów o jakąś nową łaskę otrzymaną za wstawiennictwem Jana. Nic więc dziwnego, że wierni zaczęli tłumnie garnąć się do jego grobu, błagając o pomoc w różnych potrzebach. Przynoszono na grób świece, zamawiano błagalne msze, składano różne wota. Wobec takiego stanu rzeczy bernardyni nie pozostali obojętni. Rozpoczęli, jak się później okazało, długie i żmudne starania o beatyfikację swego zakonnego współbrata.

czasy jakie nastąpiły po śmierci św. Jana wpłynęły korzystnie na szybki rozwój kultu. Wojny domowe, napady tatarskie, wojny z Turcją i Moskwź niosły zawsze z sobą dużo nieszczęść dla miejscowej ludności. Przy słabej obronie orężnej, pozostawała nierzadko jedynie wiara w opieką Bożą. W tych warunkach nękani wojnami ludzie chętnie oddawali się w opiekę świętemu zakonnikowi-cudotwórcy. Wspomniane nieszczęścia przyczyniające się z jednej strony do wzrostu kultu, z drugiej spowodowały wiele negatywnych skutków, min. zubożyły bernardyńską prowincję i odłożyły sprawę beatyfikacji na kolejne lata. W ten sposób beatyfikacja Jana z Dukli mająca w połowie XVI w wszelkie widoki szybkiego ukończenia, doszła do skutku dopiero w 1733 roku.

Przed kanonizacją.

Dnia 21 I 1733 r. papież Klemens XII zaliczył o. Jana z Dukli w poczet błogosławionych. Tak więc pragnienia i wysiłki kilku pokoleń Bernardynów wreszcie się spełniły. Beatyfikacja Jana z Dukli wywołała nową falę kultu i zapału religijnego. Odbiła się ona głośnym echem w całej Polsce. Kilka lat po tym doniosłym wydarzeniu ogłoszono bł. Jana patronem Korony i Litwy. Rozszerzanie się i pogłębianie kultu bł. Jana, a także otrzymywane za jego przyczyną łaski, które uznawane były za cuda, podsunęły myśl rozpoczęcia starań o jego kanonizację. Niestety wszelkie starania i rachuby obróciły wniwecz kataklizmy dziejowe. Konfederacja barska, targowica, wreszcie I rozbiór Polski, stworzyły niepomyślne warunki do dalszych starań o kanonizację. Przestała istnieć Polska, a wraz z nią przestała istnieć możliwość kanonizacji św. Jana.

Do sprawy wrócono ponownie po II wojnie światowej. Jak się później okazało była to kolejna nieskuteczna próba, bowiem rządy komunistyczne dawały coraz bardziej znać o sobie. Przerwano wolną łączność między Kościółem w Polsce, a Stolicą Apostolską. Nastały czasy stalinowskie, które uniemożliwiły dalszy bieg sprawy uznania bł. Jana za świętego. Sprawę ponownie wznowiono w latach dziewięćdziesiątych. Opracowano dokumentację historyczną, która stała się podstawą dekretu o heroiczności cnót św. Jana. Dekret ten podano do wiadomości na specjalnej kongregacji w obecności Ojca św. Jana Pawła II, w dniu 2 VII 1994 roku. Równocześnie uznano cud, który zdarzył się za wstawiennictwem św. Jana, a polegający na uzdrowieniu z ciężkiej choroby nóg mieszkanki Lwowa .

Samego aktu kanonizacji dokonał Ojciec Święty Jan Paweł II w Krośnie 10.VI.1997 r.- podczas swej pielgrzymki do Polski.

Na koniec warto wspomnieć, że św. Jan jest patronem Lwowa i rycerstwa polskiego.



Bibliografia:

O autorze:
Niegdyś wielki górołaz, dziś psycholog pracowy;) Półprzewodnik. W ramach kursu przewodnickiego kilka lat temu popełnił rewelacyjną pracę przekrojową dotyczącą miejsc kultu i osób świętych w Beskidach.

czwartek, 2 lipca 2020

[Kult świętych i błogosławionych] Św. Kinga

Autor: Michał "Wittkacy" Witkowski

Postać ta związana ze Starym Sączem. Za czasów św. Kingi była tu wieś. Bolesław Wstydliwy podniósł ją do rangi miasta.


   Św. Kinga była córką króla Węgier, Beli IV, z dynastii Arpadów, oraz Marii, córki cesarza greckiego, Teodora I Laskarisa. Imię jej już w pierwszych dokumentach brzmi podwójnie: Kunegunda (częściej) i Kinga. Podawana często błędna data jej urodzenia ustalona została w czasach nam współczesnych na rok 1234. O latach młodośći Kingi nie wiemy nic poza tym, że była trzecią z kolei córką, i że do piątego roku życia przebywała na dworze królewskim w Ostrzychomiu. Znając tradycje ówczesnego dworu królewskiego na Węgrzech, można twierdzić, że Kinga otrzymała pełne i wszechstronne, jak na owe czasy, wykształcenie i głęboko religijne wychowanie.
  
 Po śmierci księcia polskiego, Henryka Brodatego, pana na Śląsku i Krakowie, zabrakło opiekuna dla małoletniego wówczas  Bolesława, księcia sandomierskiego. Powstała więc myśl związania się z silnym sąsiadem, jakim był wtedy Bela IV. Sam Bolesław Wstydliwy w jednym z dokumentów stwierdza, że poszedł za radź ówczesnego biskupa krakowskiego, Wiesława, oraz panów polskich. Bela IV nie ukrywał, że koligacje małżeńskie jego córek z książętami polskimi czy ruskimi bynajmniej nie przynosiły mu zaszczytu i że pozwalał na nie jedynie w nadziei utworzenia koalicji przeciw zagrażającym Mongołom (Tatarom). 
   
Książę Bolesław spotkał się z Kingą w Wojniczu (1239), gdzie też doszło do zawarcia umowy małżeńskiej. Ze względu na małoletniość stron były to zrękowiny, po których w kilka lat potem miał nastąpić właściwy akt zaślubin. Odbyły się te zaślubiny na zamku krakowskim ok. roku 1247. Tak więc przy zaręczynach Kinga miałaby zaledwie 5 lat, a Bolesław lat 13; przy zawarciu zaś małżeństwa Kinga miałaby lat 13, a Bolesław 21. Pierwsze swoje lata spędziła Kinga w Sandomierzu. 

  Były to czasy największej w dziejach ekspansji Mongołów, których w Europie nazywano Tatarami, czyli szatanami. W roku 1241 na wiadomość o zdobyciu Lublina i Zawichostu Bolesław wraz z Kingą ratowali się ucieczką do Krakowa. Po klęsce wojsk polskich pod Chmielnikiem koło Szydłowa Kinga i Bolesław udali się na Węgry. Jednak i tu nie zaznali spokoju, bowiem wojska węgierskie poniosły klęskę nad rzeką Sajo.
Oboje udali się więc na Morawy, zapewne do Welehradu, gdzie w tamtejszym opactwie cystersów znaleźli schronienie.
     
   W bitwie pod Legnicą Tatarzy zostali zatrzymani i zmuszeni do wycofania się z Polski (1241), ale nastał nowy niepokój w kraju: wojna o dziedzictwo śląskie i krakowskie. Dopiero po zwycięstwie nad Konradem Mazowieckim, książę i księżna mogli powrócić do Krakowa (1243). Ponieważ jednak Tatarzy zniszczyli zupełnie (spalili) zamek w Krakowie i Sandomierzu, młoda para przeniosła się do zameczku w Pieninach i w Nowym Korczynie. Tu właśnie św. Kinga zdołała namówić Bolesława do zachowania dozgonnej, dziewiczej czystości. Ślub złożyli oboje na ręce biskupa krakowskiego Prioty. Dlatego historia nadała księciu Bolesławowi przydomek "Wstydliwy". W tym też czasie Kinga zapisała się jako tercjarka do III Zakonu św. Ojca Franciszka.
    
  Dla podniesienia kraju z ruin Kinga zaofiarowała Bolesławowi część swojego posagu, który wynosił 40 000 grzywien. Suma na owe czasy bardzo duża. Bolesław za to oddał Kindze w wieczyste posiadanie Ziemię Sądecką (1252). Kinga sprowadziła z Węgier górników, którzy dokonali pierwszego odkrycia złóż soli. W rządzeniu krajem Kinga była dużą podporą dla Bolesława, o czym świadczą liczne dokumenty. Bolesław był wówczas  panem księstw krakowskiego (senioralnego) i sandomierskiego. Św. Kinga wspierała hojnie kościoły i klasztory. Ufundowała nowe kościoły w Nowym Korczynie i w Bochni. Przyczyniła się do kanonizacji św. Stanisława Biskupa (1253).
    
  Dnia 7 grudnia 1279 roku oddał Bogu ducha w Krakowie książę Bolesław Wstydliwy. Kinga postanawia osiąść w Starym Sączu, w klasztorze klarysek, który ufundowała w roku następnym, 1280. Najpierw jednak musiała załatwić spór z nowym księciem, Leszkiem Czarnym, który nie chciał Ziemi Sądeckiej uznać za własność Kingi. Doszło nawet do tego, że kazał książę uwięzić biskupa krakowskiego, Pawła z Przemkowa, za to, że stanął w obronie praw Kingi. Do zgody doszło dopiero po czterech latach w Czchowie. Kinga zostawiła Leszkowi ziemię biecką i nowokorczyńską.
     
  Kinga nie zajmowała w klasztorze żadnych urzędów. Była bowiem pochłonięta budową i zabezpieczeniem bytu klasztoru. Na mocy układu z Leszkiem Święta przeznaczyła na utrzymanie klasztoru Stary Sącz i 28 wsi. Welon zakonny otrzymała z Rąk biskupa Pawła. Śluby jednak złożyła dopiero 24 kwietnia 1289 roku — a więc na trzy lata przed śmiercią — a to dlatego, by mogła dysponować swoim majątkiem na cele kościelne. Po złożeniu ślubów uroczystych nie posiadała już żadnych dóbr, gdyż zakazywała tego surowa reguła franciszkańska. Św. Kinga spędziła w klasztorze w Starym Sączu 12 lat, poddając się surowej regule.
   
 W roku 1287 przeżyła św. Kinga jeszcze jeden najazd Tatarów, tak żywo zachowany w pamięci legend ludowych.  Pożegnała ziemię dla nieba w 1292 roku. Jako dzień śmierci podaje tradycja 24 lipca. Lud Małopolski zachował wdzięczną pamięć o bł. Kindze jako pani pobożnej, miłosiernej, czułej na niedolę ludzką. Do jej grobu przychodziły liczne pielgrzymki, a wielu doznawało szczególnych tu łask. A jednak beatyfikacja nastąpiła dopiero za papieża Aleksandra VIII w 1690 roku. Papież Benedykt XIII przyznał Świętej tytuł patronki Polski i Litwy (1715). Głównym do dzisiaj sanktuarium Świętej jest klasztor klarysek w Starym Sączu.

 Pokazują tam także łyżeczkę, której używała do posiłku i kubek oraz pieczęcie, którymi sygnowała wystawione przez siebie dokumenty. Wreszcie można tu podziwiać żywot Świętej, napisany w 1474 roku, pisany na pergaminie, z barwnymi inicjałami. W pobliżu klasztoru jest źródełko, które lud uważa za cudowne. Przykładem czci dla św. Kingi jest w Kopalni soli w Wieliczce kaplica jej poświęcona. 
  
Dookoła osoby św. Kingi powstało wiele legend. Przypominam niektóre z nich, gdyż one także świadczą, jak żywo w pamięci ludu polskiego pozostała Święta.  I tak kiedy uciekała przed Tatarami razem ze swoimi towarzyszkami zakonnymi, pokrwawiła sobie nogi. Na miejscach, gdzie padły krople jej krwi, wyrosły czerwone goździki. Kiedy zmęczona w czasie ucieczki oparła nogę na kamieniu, odbiła się na nim stopa św. Kingi. Kiedy dręczyło ją pragnienie, powstało źródełko z ożywczą wodą. Kiedy Tatarzy byli już blisko uciekających, Święta rzuciła swoją niebieską wstążkę i utworzyła się z niej natychmiast rzeka Dunajec, która w ten sposób uratowała uciekającym życie. Dnia pewnego św. Kinga w czasie ucieczki napotkała rolnika, siejącego zboże. Pobłogosławiła pole i zboże natychmiast wyrosło pięknym łanem. Kiedy nadjechali Tatarzy i pytali, czy nie widział uciekającej księżnej wraz z jej towarzyszkami, odparł, że tak, kiedy siał zboże.

 Sanktuarium św. Kingi bywa dość licznie nawiedzane przez pielgrzymów i turystów. Doroczną uroczystość celebruje zawsze jeden z biskupów diecezji tarnowskiej. Przybywają pielgrzymki z całej Nowosądecczyzny. Sanktuarium św. Kingi nawiedzili w ciągu wieków m.in.: Władysław Łokietek i jego małżonka, Jadwiga, której ciało spoczywa w podziemiach kościoła, Kazimierz Wielki, Władysław Jagiełło, Ludwik Węgierski i Jan III Sobieski, który po zwycięstwie pod Wiedniem tu właśnie spotkał się ze swoją żoną, Marią Kazimierą. 
    
16 czerwca 1999 w Starym sączy Jan Paweł II dokonał kanonizacji Kingi. 

O autorze:
Niegdyś wielki górołaz, dziś psycholog pracowy;) Półprzewodnik. W ramach kursu przewodnickiego kilka lat temu popełnił rewelacyjną pracę przekrojową dotyczącą miejsc kultu i osób świętych w Beskidach.

środa, 1 lipca 2020

KULT ŚWIĘTYCH I BŁOGOSŁAWIONYCH w Beskidach

Autor: Michał "Wittkacy" Witkowski

Mówiąc o jakimkolwiek regionie ciężko nie wspomnieć o religii. Może i za parę ładnych lat sytuacja ulegnie zmianie (w co szczerze wątpię), ale jak na razie kulty świętych osób odgrywają jeszcze rolę dość znaczną w życiu społeczności. A już w szczególności tyczy to się regionów mniej zurbanizowanych jakimi są właśnie Beskidy. Ze świętymi, błogosławionymi i sanktuariami Matki Boskiej podczas wędrówki po górach przyjdzie się spotkać nie raz. Tym bardziej, że w regionach, gdzie zamieszkuje prosty, wiejski lud gremialne obchody na część świętych są dość popularne. Dlatego dla lepszego zrozumienia życia, a zwłaszcza sfery obrzędowej warto się "zapoznać" ze świętymi czy też błogosławionymi postaciami.

Zdaję sobie sprawę, że opis wszystkich takich osób jest wręcz niemożliwy, dlatego ograniczyłem się do tych, o których wiadomo coś więcej niż tylko fakt, że istnieli. Ponadto w związku z różną dostępnością informacji jednych udało mi się opisać bardziej- innych zaś mniej dokładnie. W pewnym momencie komuś może się zdawać, że rozpisuję się zbytnio nad rzeczami mało istotnymi – wynika to stąd, że czasem poszukiwanie tych informacji zajęło mi dużo czasu i śmiem sądzić, że są mało dostępne, a przez to ciekawe. Nie trzeba od razu wszystkiego zapamiętywać – wystarczy mgliste pojęcie – wychodzę z założenia, że lepsze takie niż żadne. W swojej pracy zwykle starałem się poruszać tylko fakty historyczne. Nie wiem jednakże, czy takie rozgraniczenie na legendę i prawdę jest w tym przypadku w ogóle możliwe. Każda historia świętego związana jest z pewnymi cudami i ciężko powiedzieć na ile jest to tylko wytwór wyobraźni zbiorowej. Z legend przytoczyłem co najciekawsze i najbardziej znane – na wszystkie potrzebna by mi była chyba książka o objętości encyklopedii.

Zacznę więc od postaci osób świętych. Przy niektórych zatrzymuję się odrobinę dłużej opisując też fakty z tła historycznego- w szczególności gdy wydaje mi się, że jest to potrzebne do zrozumienia pobudek kierujących zachowaniem tych świętych.

"Ja nigdy nie przestanę dziękować Bogu za to, że zechciał mnie niegodnego powołać do Zakonu. Jeżeli bowiem żyjąc w zakonie wykazuję pewne niedoskonałości, to jak sądzicie, ile grzechów bym popełnił żyjąc na świecie, gdzie są często, niemal nieustannie, okazje do grzechu"

  • Święta Kinga - Postać ta związana ze Starym Sączem. Za czasów św. Kingi była tu wieś. Bolesław Wstydliwy podniósł ją do rangi miasta.

Sanktuarium św. Kingi bywa dość licznie nawiedzane przez pielgrzymów i turystów. Doroczną uroczystość celebruje zawsze jeden z biskupów diecezji tarnowskiej. Przybywają pielgrzymki z całej Nowosądecczyzny. Sanktuarium św. Kingi nawiedzili w ciągu wieków m.in.: Władysław Łokietek i jego małżonka, Jadwiga, której ciało spoczywa w podziemiach kościoła, Kazimierz Wielki, Władysław Jagiełło, Ludwik Węgierski i Jan III Sobieski, który po zwycięstwie pod Wiedniem tu właśnie spotkał się ze swoją żoną, Marią Kazimierą. 

"Uczy on (Andrzej) przede wszystkim ludzi naszych czasów, tak bardzo skłaniających się ku przyjemnościom i przemijalnym dobrom ziemskim, że tylko Bóg jest jedynym Dobrem, którego całym sercem, całą duszą i ze wszystkich sił należy pragnąć".


Powyżsi święci związani są głównie z tradycją rzymskokatolicką. W Beskidach mamy jednak także do czynienia z kościołem greckokatolickim. Dlatego też przypominam postacie świętych popularnych i w tym obrządku.

Przez wiele lat św. Mikołaj należał do najbardziej znanych i czczonych w Kościele świętych. Dopiero w wiekach średnich palmę pierwszeństwa w popularności odebrał mu św. Antoni z Padwy († 1231). 
Ciało św. Maksyma pochowano w Gorlicach, a w 1922 przeniesiono na cmentarz parafialny w Zdyni- tam też stoi pomnik wzniesiony dopiero w latach 30. Grób św. Maksyma stał się miejscem pielgrzymek prawosławnych z Łemkowszczyzny i z dalszych stron. 
Należy do tych świętych, którym najczęściej dedykowano cerkwie. 
Są patronami aptekarzy i lekarzy. 
Na koniec wspominam św. Krzysztofa. Z tej racji, że jest on patronem podróżnych. Nigdy wcześniej nie udało mi się znaleźć całej legendy o tym świętym , stąd teraz przytaczam ją całą.

A teraz trochę o tych, którzy wyróżnili się z ludu, ale jeszcze nie dostąpili zaszczytu uznania za świętych.
Urodził się w 1882 r. w Nagórzanach k. Sanoka w wielodzietnej rodzinie rolniczej. W 1900 r. wstąpił do zakonu Braci Mniejszych (Prowincji Bernardyńskiej) we Lwowie.


I trójka błogosławionych z Lipnicy Murowanej ...
Miejscem rodzinnym bł. Szymona jest Lipnica, niewielka miejscowość, położona na południe od Bochni. Dziś nosi ona nazwę Lipnicy Murowanej dla odróżnienia od powstałych później po jej stronie wschodniej i zachodniej dwóch wsi: Lipnicy Dolnej i Lipnicy Górnej. W metryce wpisano: "Szymon, syn Grzegorza z Lipnicy" i tak do dzisiaj jest On nazywany- bł. Szymon z Lipnicy.
Urodziła się w Austrii, w Loosdorf 29 kwietnia 1863 r. jako pierwsze z dziewięciorga dzieci hr. Antoniego Ledóchowskiego i hr. Józefy Salis- Zizers. x
Błogosławiona Urszula urodziła się 17 kwietnia 1865 w Loosdorf /Austria/ i otrzymała imię Julia. Od wczesnego dzieciństwa wyróżniała się pogodnym usposobieniem i wieloma uzdolnieniami: posługiwała się 5 językami, grała na fortepianie i cytrze, umiała również pływać oraz jeździła konno i na łyżwach 


O autorze:
Niegdyś wielki górołaz, dziś psycholog pracowy;) Półprzewodnik. W ramach kursu przewodnickiego kilka lat temu popełnił rewelacyjną pracę przekrojową dotyczącą miejsc kultu i osób świętych w Beskidach.