Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słowacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słowacja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 lutego 2022

Stara Lubovna - zamek

  


Dominantą miasta jest bez wątpliwości ZAMEK LUBOWNIA, zbudowany na początku XIV wieku. Do jego najstarszej historii zapisali się czlonkowie znanych węgierskich szlacheckich rodów- Omodejów i Drugethów. Pod koniec XIV wieku na zamku gościli królewna Maria i Zygmunt Luksemburski. Najważniejsze wydarzenie w dziejach zamku miało miejsce w roku 1412, kiedy władcy Węgier i Polski podpisali traktat o pokoju. W tym samym roku węgierski król Zygmunt Luksemburski przekazał polskiemu władcy Władyslawowi II Jagiellońskiemu w zastaw za 37 000 kop praskich groszy, Lubowniański Zamek i 16 spiskich miast. 


W latach 1412- 1769 zamieszkiwali na zamku polscy starostowie, zarządzający darowanymi ziemiami Spisza. Do najznakomitszych starostów należeli członkowie polskich szlacheckich rodow- Kmitowscy i Lubomirscy. W czasie zarządzania zamkiem przez Polakow, odwiedzili go zacni polscy władcy: Władyslaw II Jagiełło, Jan Albert, Jan Kazimierz, a takze Jan III Sobieski. W latach 1655- 1661 na zamku były przechowywane polskie klejnoty koronne. 



Zmiana pozycji zamku po roku 1412 wyraźnie odbiła się na  architekturze. W XV wieku dominująca częścią zamku była główna wieża z gotyckim pałacem. W roku 1553 doszło na zamku do wielkiego pożaru. Polski król Zygmunt August nakazał jego odbudowę, podczas której zmienił się na wieką renesansowa twierdzę.  Na najbardziej niedostępnym miejscu zamku, zostalo wybudowane według projektu Jana Frankensteina renesansowy pałac. Włoski architekt Anton Italicus zbudował w tym czasie najnowocześniejszy zachodni bastion. Dalsza wielka przebudowa zamku pod okiem wiedeńskiego architekta Pochsbergera miała miejsce w połowie XVII wieku za czasów Stanisława Lubomirskiego. Wybudowana zostala nowa brama wstępu, wschodni bastion, wczesnobarokowy pałac i kaplica.  Zamek przebudowywano jeszcze w XVIII wieku pod okiem włoskiego architekta Francesco Placidiho. 



W roku 1772 za panowania Marii Teresy skończyly się polskie rządy nad częścią ziem Spisza, Lubowniański Zamek stracil swoje dotychczasowe znaczenie. Na poczatku XIX wieku zostal przekazany do rąk węgierskiego szlachcica Juraja Felixa Raisza, od roku 1883 stal się majątkiem polskiego szlacheckiego rodu Zamojskich. Ostatnim prywatnym wlaścicielem zamku ( do roku 1945) był Jan Zamojski, którego żona Izabela de Bourbon pochodziła z hiszpańskiego królewskiego rodu. 



Do najcenniejszych obiektów zamku należy główna wieża, po odbudowie dostępna rownież dla odwiedzających od roku 2003. W barokowym pałacu prezentowany jest charakterystyczny dla tego wieku wystrój wnętrz, a w wysokim bastionie ekspozycja Zamojskich. zwiedzanie zamku trwa 80 minut. Można ją odbyć z przewodnikiem albo indywidualnie z informacyjną ulotką. 

Tekst pochodzi z: https://www.staralubovna.sk/lubowniaski-zamek/

sobota, 11 lipca 2020

[UNESCO] ŽEHRA - ZABYTKOWY KOŚCIÓŁ

Zdjęcie z panoramy.zbooy.pl

Tekst :  Marcin Leśniakiewicz

Na teren kościoła wchodzimy po 93 białych, trawertynowych schodach. Z zewnątrz ta mała świątynia nie prezentuje się zbyt okazale, choć trudno odebrać jej swoistego uroku – biel ścian kościoła i okalającego go obronnego muru harmonizuje z ciemną barwą dachu i charakterystycznego, cebulastego hełmu wieży. Całość kompleksu, w skład którego wchodzi ponadto przykościelny cmentarz, prezentuje się bardzo jednolicie stylowo.

poniedziałek, 6 lipca 2020

[SANKTUARIA MARYJNE] - SANKTUARIUM RUSINÓW SPISKICH

[w: Beskid Sądecki, Pasmo Jaworzyny]

Autor: Michał "Wittkacy" Witkowski


Inne miejsce kultu mieści się w Litmanowej. Wieś tą zamieszkują Łemkowie z nieznacznym odsetkiem prawosławnych. Przenieśmy się jednak na Polanę Zwir miejsce, które obecnie przynosi największą sławę Litmanowej. Polana Zwir leży na południowym stoku granicznej Eliaszówki. Centralne miejsce polany zajmuje dawna szopa na siano, obecnie zaadoptowana na cerkiew greckokatolicką. W szopie tej w okresie od 5 sierpnia 1990 roku do 6 sierpnia 1995 r dwóm młodym Rusinkom z Litmanowej ukazywała się Matka Boska.

Matka Boża przychodziła do dziewczynek zawsze boso. czasem miała na głowie koronę, a czasem była bez korony. Zazwyczaj ukazywała się bez Dzieciątka, a tylko raz z Nim na rękach. Prosiła dziewczynki, by modliły się i odmawiały różaniec za grzeszników. W rozmowach dziewczynki zanosiły różne prośby do Matki Najświętszej m.in. o uzdrowienie ludzi. Maryja tłumaczyła im, że każde cierpienie jest skutkiem popełnionego grzechu i zalecała, by te osoby napiły się wody ze źródła na polanie i obmyły tą wodą chore miejsca. Po spełnieniu warunków chorzy zostali uzdrowieni.

W szopie, w miejscu objawienia, wisi ikona Matki Bożej. Na ścianach wiszą tablice wotywne z wypisanymi podziękowaniami za otrzymane łaski.

Przybywają tu stale wierni indywidualnie i w większych grupach. są to nie tylko zamieszkujący te okolice Rusini Spiscy, ale także mieszkańcy Spisza oraz innych rejonów Słowacji jak również pobliskiej Polski.

O autorze:
Niegdyś wielki górołaz, dziś psycholog pracowy;) Półprzewodnik. W ramach kursu przewodnickiego kilka lat temu popełnił rewelacyjną pracę przekrojową dotyczącą miejsc kultu i osób świętych w Beskidach.

niedziela, 4 marca 2018

Skalický trdelník

Skalický trdelník to pierwszy słowacki regionalny produkt spożywczy, który został zarejestrowany przez Unię Europejską. 

Skalický trdelník- to ciasto w kształcie walca pustego w środku, o średnicy wewnętrznej 3-5 cm, a zewnętrznej 6-10 cm.

Przygotowuje się je w sposób tradycyjny. Wyrośnięte ciasto nawija się na drewniany wałek (po słowacku trdlo). Następnie naciera ubitymi białkami, posypuje siekanymi orzechami włoskimi, migdałami lub pestkami moreli. (Można też mieszanką wszystkich trzech składników).

Piecze się do uzyskane złotego koloru nad żarem lub w piecu żarowym, co pewien czas  obracając i natłuszczając. Dzięki temu ciasto uzyskuje swój wyjątkowy smak.
Po upieczeniu posypuje się je cukrem pudrem zmieszanym z cukrem waniliowym.

Skalický trdelník wypiekany jest od początku XIX wieku. Na przełomie XIX i XX zaczął być sprzedawany na jarmarkach. Przepis na trdelník, który rozpowszechnił się w Skalicy i jej okolicy, stworzył kucharz hrabiego Jozefa Gvadániego (poety i pisarza), mieszkającego w Skalicy w latach 1783-1801. Wypiekanie Skalického trdelníka na większą skalę zaczęło się w połowie wieku XX.

Wypieka się go tylko w określonym miejscu na Słowacji ograniczonym od północy granicą państwową z Republiką Czeską, od zachodu- rzeką Moravą, od południa- rzeka Myjavą, a od wschodu- rzeką Teplicą.

W Skalicy istnieje "Stowarzyszenie Skalický trdelník", którego celem jest zachowanie tradycyjnego sposobu produkcji tego smakołyku.

W Klasztorze Franciszkanów w Skalicy odbywa się pokaz pieczenia Skalického trdelníka "po staremu" oraz jego degustacja.
Rezerwacja wstępu na pokaz za pośrednictwem Centrum Informacji Turystycznej w Skalicy (http://www.skalica.sk)

Słowacja bez święconki

Wielkanoc na Słowacji jest świętowana identycznie jak w Polsce, ale z jedną różnicą; z wyjątkiem Orawy i Spisza, u naszego południowego sąsiada zanikł zwyczaj święcenia pokarmów. Osoba zmierzająca w Bratysławie lub Koszycach do kościoła ze święconką to z dużym prawdopodobieństwem nasz rodak. Przyniesiony do świątyni pokarm poświęci mu jeden z prawie 200 księży i zakonników z Polski, którzy pełnią misję duszpasterską na Słowacji. Nie ma zakazu święcenia pokarmów- wyjaśnia Jerzy Limanówka, pallotyn służący w parafii w Smiżanach, na Spiszu. Po prostu w wyniku liturgicznych reform po Soborze Watykańskim II ten zwyczaj na Słowacji stopniowo zanikł. Pozostał jedynie na Spiszu i Orawie, regionach zamieszkanych przez głęboko wierzących górali. Ale tu- w przeciwieństwie do Polski- koszyki z potrawami przynosi się rano, przed rezurekcją- dodał polski zakonnik. 

środa, 7 lutego 2018

ČERGOV

PO TAMTEJ STRONIE POPRADU Marcin Żyła

Niechęć do przewodników z pewnością nie należy do cech pożądanych u turysty górskiego, ale Czasami ma swoje dobre strony. W Góry Czerchowskie pojechałem dlatego, że odrzuciłem szablon i celu wycieczki nie wybrałem studiując mapę i turystyczne poradniki. Wtedy nigdy bym tu nie trafił – i nigdy nie dowiedział się, ile straciłem...

Foto: www.zlavadna.sk

Góry Czerchowskie (dla Słowaków prościej: Čergov) nie przyciągają turystów. Brak im wyniosłości Tatr, rozległości Małej Fatry, nie urodził się tu iy Warchol, zaś w pobliżu nie ma właściwie niczego interesującego. Na mapie prezentują się jako niepozorny ciąg wzniesień w północno-wschodniej części Słowacji, przy granicy z Polską. Takie miejsca inspirują tych, którzy wiedzą, że "kartograficzne" spojrzenie na świat nie zawsze dobrze oddaje rzeczywistość. Wtedy najlepiej zdać się na intuicję i dla siebie samego odkryć takie miejsca jak Čergov!

Na orawskich chodnikach / On the Oravian pavements

Zatrzymajmy się Czasami po drodze- nie tylko na stacji benzynowej...

Marcin Żyła

Kilkaset lat temu beskidzkie wzniesienia porastała rozległa Puszcza Karpacka. Gdzieś pomiędzy jednym dzikim lasem a drugim przebiegała umowna granica królestw Polski i Węgier. Zwierząt żyło tam co niemiara, ludzi- prawie w ogóle. Człowiek wierzył, że w nieskończonym borze mają swe źródła powodzie, choroby i wszelkie inne nieszczęścia. Jedna była pośród gór kraina, w której stali mieszkańcy zjawili się dość wcześnie, a miejsce przesądów szybko zajął dochodowy handel. 


Była to Orawa.

Pierwszych osadników, przybyłych tu w XIII wieku, zaś koczył łagodny charakter okolic. Choć położona w sercu najwyższych wzniesień, Orawa była śródgórską niziną. Od zachodu zamykał ją masyw Babiej Góry, południową granicę wyznaczały pasma Małej i Wielkiej Fatry. Tylko wschodnia krawędź regionu słabo zaznaczała się w terenie, grzęznąc w licznych mokradłach, oddzielających go od Liptowa i skalnego Podhala. Gęsta wszędzie indziej puszcza, na Orawie porastała z rzadka. Człowiek, ciągnący z południa w imieniu włodarzy węgierskich komitatów, prędko przystosował niezamieszkane obszary do swoich potrzeb.

wtorek, 6 lutego 2018

Wieża na Baranim (Beskid Nski)

Baranie, czyli Stavok

W Beskid Niski zawitałam zbyt późno, aby wieża triangulacyjna na Baranim stała się moja, jednak tych kilka wspomnień z nią związanych nie da się tak po prostu wymazać z pamięci.

Wielu turystów szybko przemyka zielonym szlakiem w dół do Olchowca, albo jeszcze dalej do przejścia granicznego w Barwinku, jednak garstka mknie specjalnie na Baranie, specjalnie dla niej. są  to przeważnie bywalcy chatki "U Malucha" w Ropiance- na Baranie nie jest ani za daleko, ani za blisko; ani za stromo, ani za płasko. Idealnie na kilkugodzinny spacer. Dodatkową atrakcją była do niedawna wspinaczka na szczyt wieży.

Tak- wieży, bo nikt nie śmiałby jej nazwać po prostu triangulem.

To była ona- Jej Wysokość Wieża. 

zdj. z internetów.

Pieczołowicie wykonana konstrukcja z drewnianych elementów niepodzielnie królowała nad tą  częścią lasu. Brzozy i sosny pną się usilnie w górę, ale gdzie im do wierzchołka... 

wtorek, 4 marca 2008

PŁATNE AKCJE RATUNKOWE

Słowacy wprowadzili system odpłatności za akcje ratunkowe w górach. W Polsce na razie jest to niemożliwe ze względu na zapis w konstytucji, gwarantujący każdemu obywatelowi bezpłatną pomoc ratunkową. Naczelnik Jan Krzysztof przyznaje jednak, że dla TOPR byłoby to bardzo korzystne rozwiązanie. Słowacki parlament zadecydował, że od przyszłego roku trzeba będzie płacić za każdą akcję Horskej Zachrannej Slużby- nawet, jeżeli poszkodowany turysta nie naruszył przepisów. Jeżeli turysta jest ubezpieczony, koszt akcji ratunkowej pokrywa ubezpieczyciel. W Polsce wprowadzenie systemu ubezpieczania się od kosztów akcji ratunkowych nie jest możliwe. Państwo gwarantuje bezpłatne ratownictwo, co jest zapisane w konstytucji. Oznacza to, że żadna organizacja ratownicza nie ma prawa wystawiać komukolwiek rachunku za koszty akcji ratowniczych. Żeby było inaczej, trzeba by zmienić Konstytucję RP. TOPR nigdy nie miał złudzeń, że może do tego doprowadzić. Teraz jednak do władzy doszła partia, dla której zmiana konstytucji jest jednym z priorytetów.- W Polsce finansowanie służb ratowniczych jest obowiązkiem organów rządowych, tymczasem na świecie zdecydowanie przeważa jednak system odpłatności za akcje ratunkowe i co za tym idzie, obowiązkowych ubezpieczeń- przyznaje naczelnik TOPR Jan Krzysztof.- U nas na pewno należałoby się nad tym zastanowić, Chociaż oczywiście musimy pamiętać o tym, że są ważniejsze sprawy. My sobie to wyobrażamy w ten sposób, że są  pewne stałe płatności, związane z utrzymaniem służby ratowniczej i sprzętu, a są też koszty dodatkowe, związane z akcjami ratunkowymi. Być może właśnie te drugie powinny być finansowane z ubezpieczeń. Naczelnik podkreśla, że ten sposób finansowania działalności służb ratowniczych niekoniecznie musi być związany z systemem obowiązkowych ubezpieczeń. Na Słowacji koszty akcji ratunkowej pokrywane są  z ubezpieczenia podstawowego, w ramach tamtejszego Narodowego Funduszu Zdrowia.

środa, 10 września 2003

Mykologiczno-florystyczna wyprawa na Orawę

Piątek wieczór, wychodzę zmęczona z pracy z jedną myślą w głowie "spać, spać, spać". Moje wspaniałe marzenia przerywa dźwięk telefonu. Tata.
- Jeżeli chcecie jechać na wieś to dzwońcie do Zenita- wybiera się do nas na grzyby. 

środa, 10 marca 1999

Babia Hora po slovensku

Pomysłów na zakończenie czarownego tygodnia, jak zwykle było wiele. Pierwszy obejmował spędzenie weekendu z rodzicami na wsi. Weekend miał być niejako kontynuacją tradycji pomaturalnych: to znaczy miał się charakteryzować obecnością Marcinów (wszystkich trzech) i flaszki (całej jednej). Pomysł upadł, ze względu na niedyspozycyjność jednego z Marcinów. Na spędzenie normalnego, szarego weekendu na wsi nie pozwalała piękna, mroźna pogoda i oczywiście zew gór... 

Pasmo babiogórskie - zdj. własne (2017 r.)

Z reszty pomysłów, wśród dominujących idei zjazdu na nartkach skądkolwiek - dokądkolwiek, wyłuskaliśmy dwa i zdecydowaliśmy się na to, co Marcinowi chodziło już po głowie od ponad roku – Babią Górę od strony słowackiej.