Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Galicyjska Kolej Transwersalna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Galicyjska Kolej Transwersalna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 sierpnia 2019

Małe stacje wielkich kolei: Jordanow

Tekst z geocaching.com

Galicyjska Kolej Transwersalna (niem. Galizische Transversalbahn) - państwowa linia kolejowa, otwarta w 1884 w Galicji (Austro-Węgry). Linia przebiegająca równoleżnikowo z zachodu na wschód przez górskie obszary Karpat, równolegle do oddanej w roku 1851 drogi 28.




Inwestycja ta miała na celu połączenie już istniejących tras o przebiegu równoleżnikowym i stworzenie nieprzerwanego ciągu komunikacji kolejowej z zachodu na wschód terytorium. Jej budowa miała głównie cel militarny - wybudowanie linii alternatywnej do głównej Kraków - Lwów (Kolej galicyjska im. Karola Ludwika) przed przewidywaną wojną z Rosją. Kolej ta miała również przyczynić się do zaktywizowania słabo rozwiniętych obszarów górskich. Stacje końcowe Kolei Transwersalnej to Czadca (obecnie Słowacja) i Husiatyn (obecnie Ukraina), a jej łączna długość wynosi około 800 km. 



Stacja kolejowa w Jordanowie około 1904 roku. Widoczna wieża ciśnień i pompa do nawadniania parowozów. Widać tez jeden z pierwszych parowozów kolei transwersalnej austriackiej serii 4 (wersja czarno-biała w zbiorach TMZJ, wersja podkolorowana przez Norberta Czecha w zbiorach Arkadiusza Piszczka) - zdjęcie z geocaching.com (również - z pełnym opisem 130-letniej historii stacji -na stronie http://grzybypl.blogspot.com

Stacja Kolejowa Jordanów - Powstała w 1884r. Pierwszy typowy dla kolei GT budynek dworca został zniszczony we wrześniu 1939 r.

Nowy budynek powstał pod koniec lat sześćdziesiątych i istnieje po dziś dzień. Niestety nie działają kasy biletowe ani poczekalnia, a sam budynek został sprzedany i jest własnością prywatną. Na stacji w Jordanowie zatrzymuje się większość pociągów.

W sieci:

sobota, 6 maja 2017

Kolonia Kolejarzy w Nowym Sączu



Odkąd zaczęłam jeździć w Beskid Sądecki (a było to jakiś czas temu) zawsze dziwiłam się turystom podróżującym pociągiem z Krakowa do Sącza. Bo cóż to za przyjemność jechać na około (bo przez Stróże koło Tarnowa) siedząc w tłukącym się pociągu przez bite sześć godzin... Po prawdzie, to sześć godzin trwała podróż do Piwnicznej, bo też ona, a właściwie położona nad nią Niemcowa, była moim ówczesnym celem. 
Dziwię się zresztą do dziś, chociaż Szymon powiada, że dziś tą trasą jedzie się 3 godziny. Choć nadal naokoło, bo nowych torów (jak wspomniałam w poprzednim poście) nie wybudowano...

Kiedy zaczęłam podróże w kierunku Sądecczyzny, nie spodziewałam się, że moje życie zwiąże się z tymi górami niejako na zawsze. Miałam przecież swoją wieś (przez przyjaciół wdzięcznie zwaną latyfundiami), miałam chałupę w sercu Gorców (co prawda kwestia posiadania jest tu kwestią bardzo sporną, ale serce moje od dawna zakopane jest gdzieś tam... na zachód od Sądecczyzny. Druga część serca tkwi w Bieszczadach i dolinach Osławy i Oslawicy, mocno zahaczając o dolinę Wisłoki. Gdzież tu zatem Sądecczyzna? 

Ano, chyba pośrodku...

Niejeden raz przechodziłam Sącz na piechotę, usiłując dojść na wylotówkę w kierunku Piwnicznej. Obserwowałam zmiany jakie zachodziły w tym mieście, pomimo tego, że nie spędzałam tam dużo czasu - tyle ile konieczne było na przejście przez miasto. No i czasem wstąpienie na lody... 


W dawnych czasach "u Misia", potem przemianowanego na Argasińskich - lody i kolejka do nich nie zmieniły się przez lata. Dalej są to najlepsze lody W Nowym Sączu... No dobrze - prawie najlepsze. Najwspanialsze są jednak w niewielkiej lodziarni Orawianka, zlokalizowanej w zaułku, na tyłach lodziarni Argasińskich. Skąd nazwa Orawianka, skoro jesteśmy u Lachów Sądeckich? Ha - nie wiem. Zastanawiałam się nad tym, ale jeszcze nie dotarłam do żadnego wytłumaczenia. Może ukochana właściciela była z Orawy? Któż to wie...


W każdym razie - na bazie lodów śmietankowo-owocowych rozpoczęłam dawno temu obserwacje rozwoju Sącza. Nie nazywałam tego obserwacjami. Ale trudno było nie zauważyć, jak z niewielkiego, powiedzmy wprost: zapyziałego miasteczka, wyrasta przepiękne, funkcjonalne miasto. Z zachowanymi ruinami zamku (niewielkimi), odrestaurowanym rynkiem i skansenem, do którego dojazd kilka lat temu został doskonale oznaczony. Miasta owiniętego wstęgami Dunajca i Popradu. Miasta, w ktorym funkcjonuje jeden z najlepszych w południowej Polsce, szpitali (z doskonałą kardiochirurgią), miasta, które za swoją siedzibę wybrało kilka wiodących firm - słynnego komputerowego Optimusa, czy równie słynnej fabryki lodów Koral. Któż z nas nie pamięta zdania, namiętnie szeptanego przez Kasię Figurę.. "zawsze jest pora na lody koral".



malopolskatogo.pl

A zaczęło się od kolei. Kolei, która stała się impulsem do rozwoju miasta.
W XIX wieku przeprowadzono przez Sącz linię kolejową Tarnów - Leluchów oraz kolejny odcinek kolei transwersalnej: Nowy Sącz-Chabówka. Na skrzyżowaniu dróg kolejowych postanowiono wybudować osiedle robotnicze dla pracowników kolei, którzy mieli tutaj - w nowozbudowanych warsztatach - naprawiać tabor kolejowy. W myśl austriackich planów, opracowano w Wiedniu plany osiedla, a pierwsze domy oddano do użytku rok poźniej. Całą inwestycję ukończono w 1917 r. 
kolonia kolejowa składała się ze stu domostw - przeważnie parterowych, wolnostojących z niewielkimi ogródkami. Większość z nich to tak zwane bliźniaki, z idealnie rozplanowanymi wnętrzami. Choć - powstały też domy dwu - i wielorodzinne. 
Całą kolonię założono niedaleko miejsca pracy kolejarzy. Ale z dala od miasta, sklepów i szkół - dlatego, na wyraźne żądania kolejarzy wybudowano tutaj Dom Robotniczy, szkołę i kaplicę św. Elżbiety (dziś kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa), wg projektu Teodora Talowskiego, znanego krakowskiego architekta.

Prezydent generalny dyrekcji dr Leon Biliński przychylił się do prośby i wyasygnował na budowę szkoły 20.000 zł. i na budowę kaplicy szkolnej 45.000 zł. Dla łatwiejszego uzyskania zezwolenia na budowę podano, że będzie to kaplica jubileuszowa, upamiętniająca półwiecze panowania cesarza Franciszka Józefa. Dlatego też na frontonie kościoła umieszczono portal z emblematami jubileuszowymi, korona, monogramem i cyframi 1848-1898. 


Wieść gminna niesie, iż świątynię wzniesiono pod wezwaniem św. Elżbiety, gdyż była ona patronka cesarzowej, zwanej Sisi. Możliwym jest, że jest w tym ziarnko prawdy. Wiadomo bowiem, że patronami kolejarzy są św. Rafał, Franciszek i św. Katarzyna Aleksandryjska. 

To właśnie w dniu jej wspomnienia (25.listopada) obchodzone jest święto kolejarza.

Dworzec kolejowy położony jest w pewnej odległości od centrum miasta. Klasycystyczny budynek dworca wygląda niemal tak samo, jak dworzec w Iwanofrankovsku czy Lwowie. W sumie - trudno się dziwić. I to Galicja, i to Galicja...
Tylko, że tamte dworce od pierwszego wejrzenia wzbudzają podziw. Od razu widać, że dworzec jest jednym z najważniejszych budynków - porównywalnie dominujący w scenerii, jak ratusz czy wieża kościelna.
"Między panem, wójtem, a plebanem" - można by rzec. Wszak kolej to inwestycja pańska. A nawet cesarska... 
W przypadku Nowego Sącza jest dokładnie odwrotnie. Niegdyś dominujący dworzec został tak jakby przyduszony wznoszącym się miastem. 
Nawet pomnikowa dziś kolejka, postawiona przed dworcem na pamiątkę pierwszego wjazdu pojazdu elektrycznego w 110 rocznicę wybudowania linii kolejowej Tarnów-Leluchów, to symboliczny chichot historii przemysłowej.
Historia kolejowego miasta odchodzi powoli w przeszłość, oddając pola biznesom na kolei wyrosłym. 

Nie tak dawno jechałam z grupą - nomen omen kolejarzy...- do węgierskiego Tisajvaros. Część grupy odbieraliśmy właśnie przy dworcu w Sączu. Próba przejazdu pod niewielkimi wiaduktami,  skończyła się objazdami, które kosztowały nas co najmniej godzinę poślizgu. Miasto Nowy Sącz, wyrosłe na kolei, oferuje kolejarzom tą samą infrastukturę, co niemal 100 lat temu. Fakt, ze infrastuktura wciąż działa. Ale nie jest już dziś potrzebna miastu do rozwoju - miasto rozwija się juz samo.

czwartek, 4 maja 2017

Galicyjska Kolej Transwersalna

Tekst: Kasia Turska "Ziellona"

W 130 rocznicę istnienia kolei transwersalnej, w Otwartym Przewodniku Krajoznawcy, Czesław Szynalik pisał tak:
(...) Henryk Sienkiewicz na łamach warszawskiego „Słowa” opublikował pierwszy odcinek „Potopu”. Trochę wcześniej Mikołaj II został carem Rosji, a Statua Wolności, rozebrana na kawałki rozpoczęła swą podróż z Francji do Stanów Zjednoczonych. Był to rok, w którym Karl Friedrich Benz kończył budować pierwszy samochód, a papież Leon XIII ostrzegł świat przed groźbą masonerii."
Był to rok 1884.
Rok otwarcia kolei transwersalnej. 
Kolei, mającej w założeniu połączyć Zachód ze Wschodem i stworzenie nieprzerwanego ciągu komunikacyjnego, jako alternatywy dla Kolei Galicyjskiej (Kraków-Lwów) na wypadek wojny z Rosją. Oprócz głównego celu militarnego, miała zaktywizować obszary wiejskie - górskie i podgórskie (z natury swej uboższe).

Podróżując po Karpatach trudno oprzeć się wrażeniu, że kolej transwersalna (ze swoimi - dość licznymi odgałęzieniami) istnieje właściwie wszędzie. Wrażenie jest nieco mylne, niemniej jednak dominujące. Od Cadcy na Słowacji, przez Żywiec, Suchą Beskidzką, Nowy Sącz, Jasło, Krosno, Sanok i Zagórz, aż po ukraiński Chyrów, Sambor, Drohobycz, Stryj i Stanisławów (dziś Ivanofrankovsk). Ostatnią stacją Wielkiej Kolei jest malutki (porównywalny do niewielkiego Zagórza) Husiatyn...

Ponieważ istniały już pewne odcinki, postanowiono je wykorzystać do budowy kolei transwersalnej - i pewnie dlatego dziś z Krakowa do Piwnicznej jedzie się przez Stróże niedaleko Tarnowa. Jak słusznie zauważył mój kolega Szymon... 
"A jak ma ten pociąg jechać? Od czasów cesarstwa nowych torów nie wybudowano..."



A dokładniej od dnia 16. grudnia 1884 r. Dnia otwarcia nowej linii kolejowej. Linii, która pod koniec XX wieku stanie się zmorą egzaminacyjną dla kandydatów na przewodników beskidzkich.
Ileż tu tematów, zabytków, historii... Ileż tu niedokończonych opowieści i fragmentów tejże. Ileż skończonych wiaduktów i mostów. Ileż dworców i stacyjek... 
Chciałoby się zaśpiewać "Są małe stacje wielkich kolei"...

Tylko, że ani te stacje nie były wcale takie małe... choć dziś mogłyby się takimi wydawać... Ani owa strasznie brzmiąca kolej nie była taka wielka... choć nie... właściwie była wielka.
Bo czyż można nie docenić przedsięwzięcia, którego efektem było wybudowanie prawie 600 km linii kolejowej w niecałe dwa lata? Co więcej... 
"Galicyjska Kolej Transwersalna w swym przebiegu i niemal we wszystkich urządzeniach technicznych istnieje do dziś. Najlepiej zachowanym i najpiękniejszym odcinkiem GKT jest trasa Chabówka-Nowy Sącz. Znajdują się tu stare dworce z 1884 r., unikatowe zabytki techniki, zupełnie wyjątkowy skansen taboru kolejowego w Chabówce. Jest to przy tym jedyny górski odcinek tej trasy wiodący najpiękniejszymi zakątkami Beskidu Wyspowego, którym dziś organizowane są przejazdy wakacyjne w stylu retro." - pisze Czesław Szynalik.
Tak - kolej transwersalna to była Wielka Kolej. 
Poczujmy jej magię na opuszczonych dworcach, podczas przejażdżki w stylu retro, w fenomenalnym skansenie kolejnictwa w Chabówce, czy też wędrując wzdłuż nieczynnych torów, wdychając "zapach podkładów kolejowych"...