Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z archiwum MUWITu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z archiwum MUWITu. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 kwietnia 2023

BYŁ MUWIT, NIE MA MUWITU...

Mostek Pokutnic we Wrocławiu ©

Nadchodzi czas pożegnań. Po prawie dwudziestu latach, tworzenia "po godzinach", witryny krajoznawczej MUWIT.pl, nadszedł koniec. W zalewie technologii, vlogów, blogów i wszechobecnego FB, nie jestem w stanie tworzyć MUWITu tak, jak dotychczas. Czyli manualnie, z odnośnikami do województw, regionów i z mapkami. Niestety.

poniedziałek, 4 stycznia 2021

Za bukowymi wzgórzami

Autor: Zenon Szostak

Za wzgórzami bukowymi, za strumykami jest Karasi Staw i jest Dolina Suchego Potoku. 
Zaczyna się jak w bajce…. 


Wędrujemy niebieskim, pieszym szlakiem turystycznym, Czasami ścieżkami leśnymi, a bywa że i przez las – na orientację. c  (inna nazwa – Ustronie). Na jego wschodnim brzegu przycupnęła niewielka osada Ustronie (na starej, polskiej mapie wojskowej  sprzed kilkudziesięciu lat osada nosi nazwę Modrzewko). Osada to chyba za dużo powiedziane – jedno stare gospodarstwo rolne – dwa domy i obok kilka działek rekreacyjnych. Skręcamy drogą w lewo, skrajem lasu w stronę przerzedzonej buczyny. Na zboczu, z daleka widoczny głaz narzutowy z charakterystycznym wyżłobieniem niczym potężny szezlong. W dole na dnie parowu skrzy się strumyk Wężówka, a za nim droga leśna – czarny szlak turystyczny i kolejne wzgórze porośnięte buczynowym lasem. 


Wyniosłe buki porastają zbocze po lewej stronie, a w obniżeniu po prawej ciągną się tereny podmokłe, gdzieniegdzie oczka wodne, rozległe grzęzawiska, uroczyska. Głęboki parów, na dnie strumyk i dalej w górę strumyka duże mokradło – źródlisko. Tu doprowadza swoje wody potok z Czarnego Stawu – nazwa jak stawu tatrzańskiego, może dlatego, że jest najwyżej położonym jeziorkiem wśród Wzgórz Bukowych ? Woda w potoku uzależniona od poziomu wody w stawie. Teraz koryto jest suche, przykryte liśćmi, gałęziami. Ze źródliska sączy się woda zasilająca położone niżej mokradła w Rezerwacie Źródliskowa Buczyna i jezioro Glinno.

Na płaskim, rozległym wzgórzu, po południowej stronie polany Wiszowaty kąt przerzedzona buczyna. skąd<b> taka nazwa – Wiszowaty kąt ? </b>Wisz to starosłowiańska nazwa sitowia; w niektórych rejonach Polski do dziś używa się nazwy wiszowaty na określenie miejsc porośniętych sitowiem ale również grube, podobne do zarośli i sitowia siano nazywane jest wiszowatym.


Wysmagane wiatrem, deszczem, wygrzane w słońcu wysokie kilkudziesięciometrowe buki majestatyczne niczym kolumny gotyckiej katedry (porównanie zapożyczone od Thomasa Mertona, tyle tylko, że on widział kalifornijski sekwojowy las). Ich gładka, jasnopopielata kora wyraźnie połyskuje w słońcu. W podłożu kobierzec jasnych, wysokich traw z falującymi na wietrze kłosami. Dużo światła, ciepła, spokoju. Tu też czuje się sacrum. 

Karasi Staw – spływające wody z położonych wyżej moczarów zostały sztucznie spiętrzone. Przy stawie ścieżka dydaktyczna. 

Po drugiej stronie szutrowej Leśnej Drogi Dolina Suchego Potoku – rozległa, szeroka, wyraźnie opadająca robi duże wrażenie. Siła i moc bije z tego miejsca. Głębokie parowy, czasem wąwozy, jary dnem których płynie potok – jeżeli jest dosyć wody. I chyba częściej tej wody brakuje i stąd taka nazwa doliny. Na dnie kamienie, głazy. Teren opada, strumień mocno meandruje. W pewnym miejscu wyraźne ślady przejścia przez strumyk leśnych zwierząt – zejście po stromym zboczu wydeptane kopytami, racicami. Cisza i spokój. Wysokie, strzeliste buki prześwietlone słońcem. Jeszcze bez liści, ledwo pąki nabrzmiałe. I rzecz charakterystyczna – nie ma śmieci. Nigdzie nie widać wyrzuconych plastikowych, szklanych butelek, pojemników, metalowych puszek, opon, opakowań, toreb plastikowych, sprzętu agd. Tylko przyroda Puszczy Bukowej, świat roślin i zwierząt. Jest super i bosko, trochę jak w górach wysokich. Schodzimy coraz niżej, tuż obok płynie, szumiąc wesoło potok a w oddali, wysoko na niebie wirują stada żurawi. Dochodzi, ich donośny  klangor. Lekko, z gracją unoszą się na prądach powietrznych. Co jakiś czas  rozjaśniają się ich kształty w świetle odbitym słońca. Piękny, niecodzienny taneczny spektakl na niebie. Można długo wpatrywać się; lornetka przybliża niecodzienny widok. 

Wybrukowana droga – Droga Sienna. Tu już spotykamy ludzi i choć to rezerwat, las to coraz więcej porzuconych śladów ich bytności ...

marzec'2014- Binowo






Zenon Szostak - Pan Zenon mieszka na Pomorzu i uroki tegoż Pomorza (głownie Zachodniego) nam prezentuje...

niedziela, 12 lipca 2020

Nadjeziorni Kameduli

Zakończyłam wędrówkę po Suwalskim Parku Krajobrazowym. Byłam już mocno zmęczona i zdenerwowana faktem, że po całym dniu wędrówki wyszłam z powrotem w Gulbieniszkach. 

Wigry - fot Wonder

Stanęłam na drodze machając na wszystkie bez wyjątku pojazdy mechaniczne. Nie stałam długo. Zatrzymał się pan dyrektor szkoły w Raczkach koło Suwałk. Choć, i ja i on, mieliśmy w planach jazdę zupełnie gdzie indziej, skończyło się na tym, że pan dyrektor, zafascynowany historią kamedułów, zawiózł mnie do Wigier, gdzie trzy godziny oprowadzał mnie po klasztorze opowiadając historie krew w żyłach mrożące. Część z zasłyszanych informacji, przekazuję dalej...

środa, 24 czerwca 2020

Suwalska Fudżijama


A wiatr przesiąknięty wilgocią jezior ciągnie wzdłuż wygasłych rzek
Z lubością czesze grzebienie zielonych lasów i widzę wymarłe oczodoły leśnych jezior
Kirkuty dawnych Bogów

Mirosław Brozio, Góra Cisowa

- Była Pani już tutaj? - zapytał pan, który dowiózł mnie do Smolnik. 
- nie, nigdy...
-To pokażę pani widok na Jaczno. Podobno jest to najpiękniejszy punkt widokowy Suwalszczyzny. Góra Cisowa do pięt mu nie sięga... - Oczywiście, miał rację.

Wytaszczyłam ogromny plecak na niewielkie wzniesienie. Dla mnie wychowanej na południu, było nieduże, ale dla turystów z nizin - ogromne. Wzgórze to jest najwyższym wzniesieniem w otulinie Parku, ma, bowiem, aż 286 m. n.p.m. A to znaczy, że do tafli Jeziora Jaczno mam 122 metry w dół. 
Jest to różnica niespotykana nigdzie indziej na Polskim Niżu!

czwartek, 16 kwietnia 2020

Kozia Szyja pod Górą Chrobrego // The goat's neck under Chrobry Mount


Mało które śląskie miasteczko wygrało los na loterii. I żadne tak go nie zlekceważyło.

Leżące na nizinach miasta wydawały kolosalne pieniądze na stworzenie systemu wodociągowego, widocznego dziś w formie zapomnianych wieży ciśnień. Brak dużych połaci lasów nie dostarczał budulca, który trzeba było ściągać z innych regionów. Inaczej rzecz się miała z Głuchołazami...

Rynek w Głuchołazach - przed rewitalizacją.
Choć dokumenty datują powstanie miasta na połowę  XII wieku, to legenda miejscowa wspomina, iż już w czasie najazdu Mongołów w 1241 r. istniał tu mały gródek, który bronił się nadspodziewanie długo. Wg dokumentów hordy tatarskie omijały jednak miasteczko, które powstało najprawdopodobniej w celu ochrony już istniejących kopalni złota.

Dziś mało znane, leżące na pograniczu, niemal zapomniane, trochę depresjogenne, miasteczko przez wieki całe było jednym z najważniejszych śląskich miast. Odpowiedź na pytanie dlaczego ta sytuacja nie trwa do dziś, zahacza już o politykę i socjologię i wykracza poza ramy tego artykułu – prawdą jednak jest że począwszy od sprowadzonych w XII wieku wysoko wykwalifikowanych frankońskich górników, a na pracownikach uzdrowiska kończąc, Głuchołazianie zawsze potrafili sobie radzić i wyciągnąć z atutów miasta profity.

Szlak Złotych Górników
Wszystko zaczęło się w XII wieku, kiedy odkryto tu złoża złota. Zawieruchy historyczne nie oszczędziły miasta i rozkwit nastąpił dopiero w XVI wieku. Wtedy właśnie powstało najwięcej płuczek, szybów i sztolni wraz ze słynną Sztolnią Trzech Króli, gdzie znaleziono największe samorodki (1,3 i 1,7 kg) dziś znajdujące się w muzeum w Wiedniu.

Szczególny czas  dla miasta to jednak wiek XIX. Wiek, który przyniósł Głuchołazom światową sławę dzięki... rękawiczkom, guzikom i paście do butów. Równolegle do rozwoju przemysłu, przyszła moda na jeżdżenie "do wód". Choć Vincent Priessnitz rozpoczął swoją uzdrowiskową działalność dopiero w XIX wieku, w Głuchołazach już od XVII wieku działało uzdrowisko. Sprowadzeni przez arcyksięcia austriackiego i wrocławskiego biskupa Karola Ferdynanda, jezuici otwarli tu już w XVI wieku dom zdrojowy "Leśny Dwór" (Waldhof) dla braci zakonnych. Wtedy było jednak jeszcze za wcześnie na wykorzystanie naturalnych walorów, przede wszystkim specyficznego mikroklimatu: powietrza  przesyconego olejkami żywicznymi i eterycznymi, wyrównanej temperatury i braku skoków ciśnienia, jak również ogromnych połaci lasów na Górze Parkowej – dotychczas  drzewo użytkowano tylko w celach budulcowych i opałowych. Góra Chrobrego zaś była wykorzystywana jako poligon doświadczalny dla górnictwa złota, nigdy nie znaleziono tu dużych ilości cennego kruszcu.

Trzy wieki później, kiedy w pobliskim Jeseniku rozpoczął swą działalność Vincent Priessnitz, zwany wodnym doktorem, Głuchołazy wykorzystały jedyną w swoim rodzaju szansę. Szybko powstające domy zdrojowe zaopatrywano w wodę, zbieraną do dużego zbiornika, skąd rozprowadzana była rurami. Dzięki naturalnemu spadkowi nie było potrzeby budowania wieży ciśnień, stąd był to najtańszy system wodociągowy na Śląsku.

W głuchołaskich sanatoriach, bo tak je trzeba nazwać, wykorzystywano ciekawą metodę: zawijanie w prześcieradła i polewanie wodą z różnymi składnikami.
W końcu dostrzeżono dobrobyt górujący nad miastem – dodatki pochodziły głównie z tego lasu. Były to więc borowiny, wywary z igliwia leśnego, miazga drzewna, którą  pozyskiwano w pobliskiej papierni z wysokogórskiego świerku podczas  szlifowania w temperaturze 60 stopni C.

Po pierwszej Wojnie Światowej sanatoria przekształcono w domy wczasowe. Moda na jeżdżenie do wód przeminęła, wody spływające z Góry parkowej okazały się niewystarczająco zmineralizowane. Wydawać by się mogło, że historia głuchołaskiego uzdrowiska się skończyła. A ona się dopiero zaczęła...

Fontanna Amorek w Głuchołazach Zdrój
Historia medycyny poznała miasto od strony płuc. Na początku XX wieku gruźlica dziesiątkowała ludność, a właśnie w Głuchołazach rozwinęło się tego typu lecznictwo. Opracowano tez rewelacyjną metodę naświetlania krtani promieniami słonecznymi. Polegała na tym, że pacjent siedział z otwartymi ustami tyłem do słońca, przed nim stało lustro, które odbijając słoneczne światło nagrzewały krtań.

To był świetlany okres historii Głuchołaz. O kuracjuszy i turystów dbano tutaj wyjątkowo – organizowano przejażdżki dorożkami, wycieczki na Kopę Biskupią, gdzie już w 1890 roku powstała pierwsza drewniana wieża widokowa, organizowano wycieczki do Podlesia, powstał nawet basen z podgrzewaną wodą, z którego wypompowywano wodę, co było zupełną nowością na odkrytych kąpieliskach. Plotka głosi, że w basenie tym ćwiczyli niemieccy reprezentanci na igrzyska olimpijskie. Inna plotka mówi iż był to prezent Adolfa Hitlera dla Ewy Braun. Powstało również niewielkie kąpielisko w Pokrzywnej (czynne do dzisiaj) – przed wojną popularność jego była tak wielka, ze każdemu 10 tysięcznemu turyście wręczano zegarek, a w czasie letnich dni uroczystość taka odbywała się co tydzień!

Jak to się więc stało, że dziś Głuchołazy są  zapomnianym miasteczkiem, jednym z licznych punktów na mapie? Mieszkańcy zgodnie obwiniają władze, jednakże zarząd miasta od czasów Drugiej Wojny Światowej kilkunastokrotnie się zmieniał. Wydaje się, iż można obwinić za to autorkę sukcesu – Górę Parkową. Wyczerpały się bowiem zmineralizowane wody spływające z jej zbocza, do tego jednostronna specjalizacja w leczeniu gruźlicy, która w wieku XXI nie jest już plagą. I najważniejsza sprawa: jednoosobowe działanie.

Ponieważ młodzi ludzie wyjeżdżają na studia lub za granicę i już nie wracają, na rozwój przemysłu w Głuchołazach i okolicy nie ma co liczyć. W tym momencie trzeba postawić na turystykę- zwłaszcza że Euroregion Pradziad jest skłonny przeznaczyć ogromne fundusze na rozwój turystyki w mega regionie.

Ruiny schroniska na Górze Chrobrego
Dopóki jednak nie będzie współpracy między Głuchołazami, a miejscowościami podgórskimi, na rozwój nie ma co liczyć. Władze miasta nie dostrzegają ani Pokrzywnej ani Jarnołtówka, a głównie tam przyjeżdżają turyści. Właściciele ośrodków nie są  rdzennymi mieszkańcami, więc "nie warto o nich dbać", na ich głosy w kolejnych wyborach nie można liczyć. Wszystkie imprezy lokalne odbywają się więc w Głuchołazach i żadna informacja o nich nie przedostaje się do ośrodków. W związku z tym na imprezy głównie przychodzą rdzenni mieszkańcy.
Dlaczego będąc w Ośrodku Mieszko w Pokrzywnej codziennie dostawałam oferty imprez organizowanych w Złotym Stoku, skansenie w Opolu czy Srebrnej Górze, a o festiwalu Kropka w Głuchołazach dowiedziałam się od kolegów z Łodzi?

Głuchołazy w czasach dzisiejszych stanowią atrakcję jedynie w połączeniu z Górami Opawskimi – warto tu postawić na turystykę. Zbudować aquapark czy centrum fitness- zwłaszcza że fundusze są już przyznane. Dopracować informację turystyczną. Przypatrzmy się naszym sąsiadom – mają dużo mniej atrakcji turystycznych do zaoferowania, a informacja turystyczna, aż cieknie po kamieniach ruin zamków.

Głuchołazianie zawsze potrafili sobie radzić – czemu dziś panuje tu stagnacja i depresja? Czemu dziś nie potrafimy zadbać o turystów, czemu nie potrafimy ich przyciągnąć?


Wrzesień'2008- Głuchołazy

Bibliografia: 
- Brygier Waldemar- Przewodnik: Góry Opawskie, Zlatohorska Vrhovina, wyd. Galileos
- Lachur Czesław- Opolszczyzna. miejsca i ludzie, Kępa 2008
- Rocznik Głuchołaski 2008

- Morawsko Śląskie Sudeckie Towarzystwo Górskie 1881-1945

piątek, 10 stycznia 2020

ZAPOMNIANY KONIEC POLSKI // The forgotten end of Poland

Kilka lat temu na baraku nad Negrylowem wisiała tabliczka "Koniec Świata". Powiesili ją jacyś turyści. Kiedy pojawiłam się tutaj w 1997 w sierpniu, tabliczki już nie było. Ale zostało poczucie innego świata. Zostało to ulotne "coś", wyczuwalne w każdej opuszczonej wiosce, ale zapach granicy dodaje to, co stwarza z tego miejsca jedyne na świecie...

Prawdziwy "koniec świata". 

Mieszkańcy Sianek bardzo nie lubią tej nazwy. Chociaż tutaj rzeczywiście wszystko się kończy. 
Czas. Zakazy. Odpowiedzialność.
Ale tylko dla nas. 
Dla drwali znad Negrylowa toczy się tutaj walka o przetrwanie...

niedziela, 5 stycznia 2020

Wokół Nawojowej

[w: Beskid Sądecki, Pasmo Jaworzyny]

Autor:  Marek Ryglewicz

Patrząc na mapę wschodniej części Beskidu Sądeckiego, zwanej Pasmem Jaworzyny Krynickiej, zobaczymy liczną sieć dróg odchodzących od drogi krajowej Nowy Sącz-Krynica i ciągnących się wzdłuż potoków spływających z tego masywu do Kamienicy Nawojowskiej.
Drogi te, Chociaż wąskie, często aż do ostatnich zabudowań w dolinie pokryte są  nawierzchnią asfaltową i doskonale nadają się do uprawiania turystyki rowerowej. Biegnące głębiej w dolinę ścieżki czy też drogi bite, umożliwiają osiągnięcie najwyższych grzbietów masywu, gdzie napotykamy czerwony szlak, tzw. Główny Szlak Beskidzki, a w części północnej szlak zielony.



Jadąc drogą z Nowego Sącza do Krynicy, pierwszą większą miejscowością jest Nawojowa, doskonałe nadająca się do wypadów rowerowych w okoliczne dolinki.
Rozpoczynamy w centrum Nawojowej, gminnej wsi leżącej 8 km od Nowego Sącza. Jest to wieś o bardzo starej tradycji sięgającej XV wieku. Obecnie można podziwiać w niej malowniczo położony Pałac Stadnickich, w którym aktualnie ma siedzibę Małopolski Ośrodek Doradztwa Rolniczego. Za pałacem znajduje się piękny park z dużą ilością drzew będących pomnikami przyrody. Fascynują dostojnie rosnące dęby i rozłożysty platan. Po kilkuminutowym spacerze po parku rozpoczynamy właściwą wycieczkę.

Kierunek: bącza Kunina

Kierunek pokazuje drogowskaz bącza Kunina 3 km., stojący przy głównej drodze. Ruszamy wzdłuż potoku, droga łagodnie pnie się do góry. Przejeżdżamy obok parku by po chwili minąć, po lewej stronie,
 piękny, zadbany z końca XIX wieku kościół w Nawojowej. Droga coraz bardziej pnie się do góry. Koło szkoły szlak niebieski skręca w prawo(tak też można pojechać), natomiast my jedziemy dalej drogą, by po 15 minutach osiągnąć grzbiet. Rozciąga się stąd piękny widok na okoliczne dolinki, ale doskonale również widać wschodnią część Kotliny Sądeckiej. Tu PTTK umieściło, dla turystów rowerowych, drogowskaz informujący, że do Nowego Sącza mamy 14.5 km. 

Rower na plecy!

Z tego miejsca skręcamy pod kątem prostym w prawo w polną drogę, którą  dołączamy ponownie do niebieskiego szlaku. Odcinek ten (ok. 1 km.) pokonujemy częściowo prowadząc rower. 

Dojeżdżając do szlaku skręcamy w lewo, by grzbietem wśród pól, podziwiając piękne widoki, dotrzeć do ostatnich przy szlaku zabudowań (ok. 1km). Chwilę po minięciu zabudowań wjeżdżamy w obszar leśny z przewagą jodeł i świerków i jadąc cały czas  pod górę (niekiedy pieszo) docieramy do miejsca gdzie szlak niebieski łączy się z zielonym, który z Nowego Sączą prowadzi przez Ostrą na Makowicę. PTTK umieściło tu kolejny drogowskaz informujący, że do Maciejowej rowerzysta ma do pokonania 22,1 km. Kilka minut odpoczynku wystarczy, aby ruszyć w dalszą drogę, tym razem skręcamy w prawo kierując się w stronę Nowego Sącza.

W dół przez las

Ścieżka lekko opada w dół, Chociaż miejscami z siadamy z roweru, bo nachylenie jest zbyt duże, a na ścieżce pełno uskoków i kamieni. Szlak, z wyjątkiem dwóch dużych polan, cały czas  wiedzie przez gęsty iglasty las z domieszką buka. Na pierwszej polanie na stoku opadającym w kierunku zachodnim obserwujemy ładne widoki w kierunku dolinki potoku Rzeczanowskiego, dopływu Popradu. Po około 5 km jazdy szlakiem zielonym, docieramy do pierwszych zabudowań należących do Żeleżnikowej Małej, gdzie też zaczyna się droga asfaltowa. 

Asfaltem już szybciej

Tu też kończy się las i zaczynają pola uprawne. Jedziemy szybko, gdyż droga cały czas  prowadzi w dół i wkrótce jesteśmy na skrzyżowaniu dróg. Stąd jadąc prosto moglibyśmy dojechać do przedmieść Nowego Sącza, na lewo do Żeleźnikowej Wielkiej, a nasza trasa prowadzi w prawo do Żeleźnikowej Małej. Na początku droga wije się serpentynami następnie łagodniej. W połowie dolinki (ok.3 km) po lewej stronie mijam nowo postawiony kościół, a trochę niżej, po prawej nad potokiem, dom o śmiałej, nietypowej architekturze. Jeszcze ok. 2 km i dojeżdżamy do końca doliny, mijając po prawej ręce stadninę koni, a po lewej budynki technikum rolniczego w Nawojowej. 
I tak, po niecałych dwóch godzinach jazdy i przejechaniu 20 kilometrów, ponownie znaleźliśmy się w punkcie startu, bo wjazd w dolinę do bączy Kuniny znajduje się trzydzieści metrów dalej.


O autorze:


Sądeczanin z powołania, wyboru i przeznaczenia. Patriota lokalny, realizujący swoje regionalne pasje na rowerze w każdej wolnej chwili;) Autor specjalistycznych przewodników rowerowych po Beskidzie Sądeckim: "Beskid Sądecki 22 wycieczki rowerowe" oraz "Jezioro Rożnowskie i Czchowskie 27 wycieczek rowerowych". W przygotowaniu trzecia część - "okolice Nowego Sącza". Formalnie Marek jest informatykiem i automatykiem, uczy młodzież obsługi AutoCada i czym są  języki programowania...

Bącza Kunina i Homrzyska



Autor:  Marek Ryglewicz

Doskonała wycieczka nadająca się na rodzinną eskapadę, krótka, piękna widokowo, wymagająca trochę więcej kondycji, podczas  jazdy do bączy Kuniny. Przejechanie całej trasy o długości 9,8 km, przy uwzględnieniu kilku postojów zajęło mi 2 godziny.

Wyruszamy podobnie jak podczas  wycieczki "Pętla wokół Nawojowej" z centrum miejscowości, wjeżdżając w dolinę w kierunku bączy Kuniny. Jedziemy cały czas  wzdłuż potoku. Mijamy park dworski, o którym wspominałem relacjonując poprzednią wycieczkę, a następnie kościół. Droga cały czas  wznosi się do góry. 




Wokół dużo zieleni, a ponieważ to druga połowa maja, więc w pełni kwitnienia są  drzewa owocowe, rosnące w przydrożnych ogrodach. Kwitnie też jarzębina i bzy. Szlak niebieski, który towarzyszył nam od Nawojowej skręca w prawo, a my rozpoczynamy ostro wspinaczkę na grzbiet. Pragnę w tym miejscu zaznaczyć, że żaden "kodeks rowerzysty" nie zakazuje prowadzenia roweru. Wreszcie po kilkunastu minutach (więcej jadąc niż idąc), docieram na grzbiet, mając na liczniku 3,2 km. Tuż przy drodze, po lewej  stronie znajduje się nowy budynek szkoły podstawowej. Wokół duże skupisko domów. Znajdujemy się w centrum Bączy Kuniny.

Warto tu zatrzymać się na kilka minut, aby odpocząć, ale również pooglądać okolicę. Przed nami w dole dolina którym płynie boczny dopływ potoku Homerka, a nad nią wznoszą się ciemnozielone stoki najwyższego w okolicy szczytu Ostra 834 m n.p.m. 

Odchodząca w lewo asfaltowa droga doprowadziłaby nas ponownie do Nawojowej, a polną drogą w prawo jechaliśmy podczas  poprzedniej wycieczki, aby dotrzeć do niebieskiego szlaku. My korzystamy z wytyczonego przez PTTK oznakowania trasy rowerowej i zaczynamy jazdę na wprost.

Droga asfaltowa, prowadzi na dno doliny. Po chwili znajdujemy się przy betonowym moście. Droga w prawo prowadzi w górę potoku, który bierze swój początek, na stoku Wilczych Dołów 786 m n.p.m., my natomiast przejeżdżamy przez most, skręcamy w lewo i zaczynamy jazdę w dół potoku. Droga wąska ale bardzo dobrej jakości, prowadzi prawie cały czas  w dół. Potok, który początkowo biegnie tuż obok, oddala się, a my mając na liczniku 5,7 km przejeżdżamy przez most na potoku Homerka i już znajdujemy się na drodze prowadzącej do Złotnego.

W prawo zaczynają się Homrzyska, natomiast my skręcamy w lewo i zaczynamy jazdę w dół doliny. Potok Homerka towarzyszy nam po lewej stronie, natomiast rzadka zabudowa należy do Frycowej. Dolina w tym miejscu bardzo szeroka, asfalt dobrej jakości, więc po kilku minutach jazdy znajdujemy się u wylotu doliny, na drodze krajowej z Nowego Sącza do Krynicy mają przejechane 7,7 km. Skręcamy w lewo, przed nami jeszcze 2 km jazdy do centrum Nawojowej


O autorze:


Sądeczanin z powołania, wyboru i przeznaczenia. Patriota lokalny, realizujący swoje regionalne pasje na rowerze w każdej wolnej chwili;) Autor specjalistycznych przewodników rowerowych po Beskidzie Sądeckim: "Beskid Sądecki 22 wycieczki rowerowe" oraz "Jezioro Rożnowskie i Czchowskie 27 wycieczek rowerowych". W przygotowaniu trzecia część - "okolice Nowego Sącza". Formalnie Marek jest informatykiem i automatykiem, uczy młodzież obsługi AutoCada i czym są  języki programowania...

Dolina Złotniańskiej Rzeczki - wersja II


Autor:  Marek Ryglewicz


Wyruszamy z Nawojowej podobnie jak podczas  wcześniejszej wycieczki w dolinę Homerki "Doliną Złotniańskiej Rzeki". Jedziemy główną drogą w kierunku Krynicy. Nieco ponad dwa kilometry dalej wjeżdżamy do wsi Frycowa. Skręcamy w prawo w dolinę potoku Homerka i jedziemy w głąb doliny. Przejeżdżamy przez wieś Homrzyska, Złotne. Po chwili kończy droga asfaltowa, kilkaset metrów jedziemy drogą szutrową i dojeżdżamy do szlabanu.


Ponownie zaczyna się asfalt. Droga wznosi się ostro, ale w chwilach słabości zawsze można zejść z roweru. Potok w dole po lewej stronie coraz bardziej zbliża się do drogi. Po przejechaniu 10,2 km droga asfaltowa definitywnie się kończy. Tu mamy trzy warianty do wyboru: w prawo jechaliśmy podczas  poprzedniej wycieczki, do góry ścieżką wyjechalibyśmy (wyszlibyśmy &#61514;) na czerwony szlak. My jedziemy w lewo jak gdyby cofając się wzdłuż Żłotniańskiej Rzeki. Dobrej jakości bita droga poprowadzona została trawersem stokami Sokołowskiej Góry 1028 m n.p.m., która wznosi się nad nami po prawej stronie drogi. Wokół piękne bukowe lasy z do- Mieszka jodły i świerka. Znajdujemy się na wysokości około 830 m. Po przejechaniu kilkuset metrów dojeżdżamy do kolejnego rozwidlenia, na którym skręcamy ponownie w lewo. Po prawej ostro wznoszące się do góry stoki Sokołowskiej Góry, z widocznymi wychodniami skalnymi. 

Przy stanie licznika 11,6 km, kończy się starodrzew, a przez znacznie niższe drzewa po lewej stronie już za doliną Homerki widać rozległy szczyt Ostrej 834 m n.p.m.. Kilkaset metrów dalej znajdujemy się na małej polanie, na skraju której stoi wysoka, zabudowana ambona. Widok z niej rozległy, widać między innymi kilkumetrową pionową wychodnie skalną odległą od drogi o kilkadziesiąt metrów. 

Znowu droga prowadzi przez piękny starodrzew, a po prawej stronie widoczne wychodnie skalne. Mając na liczniku 12,8 km znajdujemy się w miejscu, gdzie drogę przecina żółty szlak prowadzący z Frycowej na Halę Pisaną.

Zanim skręcimy w lewo w dół ścieżką za żółtym szlakiem, jedziemy jeszcze dalej drogą, bo około 200 metrów dalej zaczyna się Rezerwat Barnowiec. Oczywiście nie możemy zbaczać z drogi, ale i tak możemy podziwiać wspaniały drzewostan, wychodnie skalne. Wracamy do miejsca gdzie przebiega żółty szlak pieszy. Początkowy odcinek, wąską ścieżką opada dosyć ostro w dół, więc idziemy pieszo prowadząc rower. Wokół ogromne jodły, buków już mniej, a po chwili wychodzimy na rozległą polanę. Przed nami i na prawo piękny, rozległy widok. W dole dolina Czaczowca, a widoczne zabudowania należą do Barnowca. Szlak żółty poprowadzony został działem wodnym między dolinami Homerki i Czaczowca. Cały czas  jedziemy w dół, znowu wjeżdżamy w las, tym razem z przewagą jodły i świerka. 

Licznik pokazuje 15,8 km, a przed nami fantastyczna panorama Kotliny Sądeckiej i wznoszących się wokół niej szczytów. Po lewej mijamy pierwsze zabudowania, a po chwili pojawia się towarzyszące żółtemu szlakowi oznakowanie trasy rowerowej wykonane przez PTTK, prowadzącej z Na- wojowej na Halę Łabowską. Wjeżdżamy w las bukowy, droga lekko opada, zaczynają się pola uprawne i łąki. W dole przed nami widać już dolinę Kamienicy Nawojowskiej i wzno- szące się nad nią zalesione szczyty Beskidu Niskiego. Przy stanie licznika 19,2 km wyjeżdżamy na drogę asfaltową. wąska, dosyć szybko opada w dół, tak że trzeba bardzo uważać.. 

Widać już kamieniste koryto Kamienicy Nawojowskiej, dojeżdżamy do biegnącej prostopadle szerokiej drogi i mając na liczniku 20,9 km wyjeżdżamy na drogę krajową obok nowego budynku szkoły. Do Nawojowej pozostało nam jeszcze 2,6 km całą trasę o długości 23,5 km pokonaliśmy w ciągu 4 godzin


O autorze:


Sądeczanin z powołania, wyboru i przeznaczenia. Patriota lokalny, realizujący swoje regionalne pasje na rowerze w każdej wolnej chwili;) Autor specjalistycznych przewodników rowerowych po Beskidzie Sądeckim: "Beskid Sądecki 22 wycieczki rowerowe" oraz "Jezioro Rożnowskie i Czchowskie 27 wycieczek rowerowych". W przygotowaniu trzecia część - "okolice Nowego Sącza". Formalnie Marek jest informatykiem i automatykiem, uczy młodzież obsługi AutoCada i czym są  języki programowania...

Przejażdżka do Lasku Falkowskiego


Autor:  Marek Ryglewicz

Piękna wycieczka na rodzinne wyjazdy, którą  można wzbogacić o zwiedzanie skansenu. Las Falkowski, obok Chełmieckiego, oraz lasu w Dąbrówce Polskiej, to największe obszary leśne położone w odległości zaledwie kilku kilometrów od centrum Nowego Sącza, a czyż jest lepsza forma wypoczynku niż jazda na rowerze wąską polną drogą przez las. Przejechanie trasy o długości 10,5 km, uwzględniając liczne postoje podczas  jazdy ścieżką przyrodniczą, zajęło nam około 1,5 godziny. Trasa łatwa, a różnica wysokości wynosi około 50 metrów.



Wyruszamy z przed dworca kolejowego Nowy Sącz–Główny. Jedziemy ulicą Batorego, dojeżdżamy do skrzyżowania przy którym kościół kolejowy i hotel "ORBIS". Skręcamy w prawo w ulicę Limanowskiego. Mijamy popularny w całej Sądecczyźnie "elektryk" i dojeżdżamy do skrzyżowania z ulicą Nawojowską. Jedziemy prosto ulicą Królowej Jadwigi. Po prawej ciągnie się pas domów jednorodzinnych, natomiast po lewej stronie dwupasmowej ulicy widać bloki, jednego ze starszych w mieście, spółdzielczego osiedla Millenium. Mijamy Biały Klasztor, oraz wybudowany kilkanaście lat temu o nowoczesnej architekturze kościół i jesteśmy na Rondzie Solidarności . Jedziemy prosto i po chwili znajdujemy się na moście 700-lecia na Kamienicy Nawojowskiej. Po lewej stronie widać kompleks sportowy, dumę miasta, na który składają się duża hala sportowa, pływalnia, boiska, korty tenisowe, oraz usytuowany najbliżej kemping. Mijamy odchodzącą w prawo willową ulicę Jamnicką i kilkadziesiąt metrów dalej (2,2 km) skręcamy w ulicę Długoszowskiego. Wzdłuż niej ciągła zabudowa, w większości nowe domy wybudowane w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Po prawej mamy w miarę równe tereny lekko opadające w kierunku Kamienicy Nawojowskiej, natomiast po lewej w głębi pas wzgórz za którymi znajduje się dolina rzeki Łubinki. Znajdujemy się (3,3 km) przy skansenie etnograficznym. 

Wspaniałe miejsce do rodzinnych wypadów, gdzie na żywo można zapoznać się z historią, tradycją i kulturą Sądecczyzny, a liczne imprezy tam organizowane stanowią dodatkową atrakcję. Trzeba dodać, że skansen jest wciąż wzbogacany o kolejne zabytki, między innymi w ostatnich latach trafił tu drewniany zabytkowy kościół z Łososiny Dolnej. Począwszy od tego miejsca droga zaczyna się lekko wznosić. Wzdłuż drogi po lewej stronie, porośnięte lasem wzgórze. Kilkaset metrów dalej mijamy nieduży budynek szkoły podstawowej, a niewiele dalej w lewo odchodzi wąska ulica Lasek Falkowski. Zawieszona obok tablica zaprasza do spacerów po ścieżce przyrodniczej. Skręcamy w lewo wjeżdżamy w las i po przejechaniu około 100 metrów znajdujemy się na dużej śródleśnej polanie. Pośrodku niej znajduje się nowo wybudowany kościół pw. Św. Antoniego, a przy drodze tablica informacyjna, oraz mapa z zaznaczoną trasą "Terenowo-dydaktycznej ścieżki "Las Falkowski". Właściwa ścieżka zaczyna się zaraz za kościołem a jej przebieg wyznaczają białe paski namalowane na drzewach. Ścieżka została zaprojektowana i wytyczona dla pieszego zwiedzania, bo przecież trudno pokonać Chociażby zjazd czy wjazd po drabinie. Ale rozwiązanie zawsze się znajdzie, w takich miejscach wystarczy po prostu zsiąść z roweru.

Na całej trasie w ciekawych przyrodniczo miejscach, postawiono tablice informacyjne, ławy, oraz charakterystyczne rzucające się w oczy słupy z numerem stanowiska. I tak np. Na stanowisku nr. 6 eksponowany jest Torfowiec ostrolistny, a trochę dalej można podglądać w małym stawku płazy. Cały teren jest bardzo urozmaicony, ciągle jakieś zjazdy, przechodzące po chwili w podjazdy. Na pewnym odcinku przejeżdżamy obok miejsca gdzie kiedyś znajdowała się skocznia, oraz tor saneczkowy, a w dole poprzez drzewa widać dolinę Łubinki, oraz drogę Nowy Sącz- Grybów. Od tego miejsca ścieżka przyrodnicza prowadzi razem z pieszym, zielonym szlakiem wytyczonym przez Polskie Towarzystwo Turystyczne. Wspólna trasa prowadzi zaledwie przez 200 metrów, bo po chwili szlak zielony skręca w lewo, natomiast my jedziemy prosto wąską ścieżką. Ścieżka prowadzi wzdłuż ogrodzenia ogródków działkowych w Falkowej i powoli zbliżamy się do miejsca skąd kilkanaście minut wcześniej wyruszyliśmy. Kończąc przejazd ścieżką mamy na liczniku 6,1 km, z czego wynika, że długość całej ścieżki przyrodniczej wynosi 1,8 km. Naładowani pozytywną energią, bogatsi o cenne informacje przyrodnicze wracamy tą  samą trasą. A więc powrót na ulicę Długoszowskiego, szybka jazd w dół aż pod skansen, a następnie już wolniej ulicami Długoszowskiego, w lewo na obwodnicę, przez most 700-lecia, później ulicą Królowej Jadwigi, Limanowskiego i Batorego, aż do dworca PKP.


O autorze:


Sądeczanin z powołania, wyboru i przeznaczenia. Patriota lokalny, realizujący swoje regionalne pasje na rowerze w każdej wolnej chwili;) Autor specjalistycznych przewodników rowerowych po Beskidzie Sądeckim: "Beskid Sądecki 22 wycieczki rowerowe" oraz "Jezioro Rożnowskie i Czchowskie 27 wycieczek rowerowych". W przygotowaniu trzecia część - "okolice Nowego Sącza". Formalnie Marek jest informatykiem i automatykiem, uczy młodzież obsługi AutoCada i czym są  języki programowania...

Dolina Złotniańskiej Rzeczki - wersja I


Autor:  Marek Ryglewicz

Wyruszamy z Nawojowej główną drogą w kierunku Krynicy. Dwa kilometry dalej wjeżdżamy do wsi Frycowa. Tu na prawo od drogi ciągnie się dolina potoku Homerka. Drogowskaz znajdujący się przy głównej drodze informuje, że do wsi Złotne jest 5 km. Droga wiedzie szeroką doliną potoku Homerka, który płynie w odległości kilkudziesięciu metrów po prawej stronie.




W dolnym odcinku potoku liczne stopnie wodne, spiętrzające wodę i dające możliwość kąpieli. Rzadka zabudowa należy do wsi Frycowa Po około 2 km jesteśmy we wsi Homrzyska. Zwarta grupa zabudowań, a wśród nich kilka starych, zbudowanych z bali drewnianych, domów wciąż urzekających. Przy jednym z nich, stojąca, prawie w drodze, dostojna lipa, pomnik przyrody. Droga przez wieś Homrzyska ciągnie się na długości ok. 3 km, przy czym w górnej części zabudowania są  coraz rzadziej. Po lewej stronie boczna asfaltowa droga. Na 4 kilometrze w prawo odchodzi boczna asfaltowa droga do Baczy Kuniny. Mijamy po lewej stronie szkołę podstawową w Homrzyskach i dojeżdżamy (6,9 km) do odchodzącej w prawo przez most drogi, przy której tuż za potokiem stoi murowana gajówka. Zwracamy na ten fragment uwagę, bo tędy będziemy wracać. Na razie jedziemy dalej. 

Tablice informują, że kończą się Homrzyska, a zaczyna wieś Złotne. Potok Homerka rozdziela się na mniejsze. Nasza droga prowadzi przez wieś Złotne, a towarzyszy nam teraz Złotniańska Rzeka (na niektórych mapach Homerka).
 Dojeżdżamy do małego kościółka (właściwie kaplicy) zbudowanego z kamienia ładnie położonego po lewej stronie drogi. Po chwili kończy droga asfaltowa, kilkaset metrów jedziemy drogą szutrową i dojeżdżamy do szlabanu. Tu kończy się droga ogólnodostępna.

Tu kończy się droga

Za szlabanem przyjemna niespodzianka, bo znowu zaczyna się asfalt. Droga wznosi się ostro, ale w chwilach słabości zawsze można zejść z roweru. Potok w dole po lewej stronie coraz bardziej zbliża się do drogi. Po przejechaniu 10,2 km droga asfaltowa definitywnie się kończy. Mamy do wyboru albo jechać w lewo, lekko w dół co doprowadziłoby nas ponownie do Złotnego, albo ścieżką piąć się do góry (oczywiście rower prowadząc obok) aż do czerwonego szlaku, albo też jechać drogą w prawo. Wybieramy ten wariant ponieważ mamy zamiar dotrzeć do pieszego, zielonego szlaku. Dobrej jakości droga szutrowa łagodnie pnie się w górę, po lewej mijamy ładne skalne ostańce. Wokół piękne lasy bukowe, z niewielką domieszką jodły i świerka. 

Po przejechaniu 11,1 km mijamy odchodzącą w prawo scieżkę prowadzacą na Przełęcz Bukowina do czerownego szlaku. Kilkaset metrów dalej droga zaczyna lekko opadać w dół, cały czas  biegnąc w poprzek stoku. Mijamy po prawej poniżej drogi małą polankę i wkrótce przy stanie licznika 12,9 km dojeżdżamy do miejsca zwózki drewna. Stąd droga szutrowa skręca w prawo w dół wzdłuż potoku Sucha Kamionka. jadąc nią dalej wkrótce dojechalibyśmy do drogi asfaltowej, która doprowadziłaby nas aż do gajówki, obok której wcześniej przejeżdżaliśmy. Jeżeli ktoś ma natomiast zamiar nacieszyć oczy ładnymi widokami to jedzie dalej z nami ;). 

Zaczynają się widoki

A więc opuszczamy dobrą szutrową drogę, przekraczamy strumyk i już znajdujemy się na znacznie gorszej, ale również nadającej się do jazdy, polnej drodze. Jedziemy lekko pod górę drogą biegnącą w poprzek stoku. Wreszcie docieramy do prostopadle biegnącego zielonego szlaku, mając na liczniku 14,2 km. Skręcamy w prawo. Szlak prawie cały czas  wiedzie zalesioną, z przewagą jodły, granią. Droga Na pewnych odcinkach droga zniszczona przez ciężki sprzęt. Wyjeżdżamy na skraj polany, skąd mamy ładny widok na szczyty wznoszące się z obu stron doliny Homerki, oraz w głębi Beskidu Niskiego. Jedziemy dalej skrajem polany w lewo i ponownie szlak wiedzie wśród  drzew tym razem głównie świerk i jodła. 

Pod Ostrą

Dojeżdżamy do dużej polany pod szczytem Ostra 838 m n.p.m. Na której skraju zaraz przy szlaku umieszczono pamiątkowy obelisk dla uczczenia działających w tym rejonie oddziałów AK i BCh. Stąd w dół zaczyna się dolina Życzanowskiego Potoku, a w głębi widać Fragmenty Pasma Radziejowej. jadąc dalej szlakiem zielonym dojechalibyśmy do niebieskiego szlaku i nim moglibyśmy zjechać do bączy Kuniny, ale my, skręcamy w prawo w drogę kilkadziesiąt metrów przed pomnikiem. Jedziemy ostrożnie, gdyż droga wyraźnie opada w dół, a my musimy uważać na umieszczone w poprzek drogi pnie służące do odprowadzania wody z drogi. Dojeżdżamy do rozwidlenia, skręcamy w prawo lekko w dół i po chwili znajdujemy się na drodze asfaltowej mając na liczniku 17,9 km. 

I w dół

Jej przedłużeniem w prawo jest szutrowa droga, którą  jechaliśmy wcześniej, natomiast my skręcamy w lewo. Od tego miejsca jedziemy cały czas  w dół, tak że po chwili znajdujemy się przy szlabanie mając po lewej stronie wspomnianą wcześniej gajówkę. Omijamy szlaban i kilkadziesiąt metrów dalej jesteśmy na drodze do Złatnego, w obszarze wsi Homrzyska. Jeszcze jedno spojrzenie dookoła i jadąc ciągle w dół, po 5 km szybkiej jazdy znajdujemy się na drodze krajowej. Stąd pozostaje nam tylko krótka, powrotna jazda do Nawojowej, całą trasę długości 25,9 km pokonaliśmy w ciągu 3 godzin. 


O autorze:


Sądeczanin z powołania, wyboru i przeznaczenia. Patriota lokalny, realizujący swoje regionalne pasje na rowerze w każdej wolnej chwili;) Autor specjalistycznych przewodników rowerowych po Beskidzie Sądeckim: "Beskid Sądecki 22 wycieczki rowerowe" oraz "Jezioro Rożnowskie i Czchowskie 27 wycieczek rowerowych". W przygotowaniu trzecia część - "okolice Nowego Sącza". Formalnie Marek jest informatykiem i automatykiem, uczy młodzież obsługi AutoCada i czym są  języki programowania...

Małopolskie zamki i fortalicje XIV w.

Autor: Łukasz Majerczyk


Blisko czterdziestoletnie panowanie Kazimierza Wielkiego (1333 – 1370) ostatniego z dynastii Piastów było okres nieustannych walk o jedność i granicę terytorialne państwa polskiego. Pomimo uporządkowania spraw krzyżackich i czeskich w dalszym ciągu istniało realne niebezpieczeństwo najazdu sąsiadów. Aby temu zapobiec król opracował plan umocnienia kraju poprzez wznoszenie obwarowań ceglanych wokół miast i nowych zamków w newralgicznych punktach granicznych. Zdania, co do liczby wznoszonych zamków są  podzielone – zdaniem historyków ich liczna waha się od 35 do 52.



Przyjmijmy, zatem sugerując się "Kroniką katedralną krakowską", że zamków Kazimierzowskich powstało około 35 z tym jednak, iż nie wiadomo (nie ma o tym mowy w tekście), które z nich zostały zbudowane od nowa, a które były tylko przebudowane.

Wokół Doliny Młynnego




O ile do tej pory penetrowałem raczej zachodnią, a zwłaszcza północno-zachodnią część Gorców, tym razem wybrałem się na ich wschodnie rubieże. Tak się bowiem złożyło, że Ania, moja koleżanka z kursu przewodników, wybierała się akurat na dwa dni na Gorc, gdzie jakiś czas  temu spędzała masę czasu jako bazowa miejscowej bazy namiotowej, w związku z czym była okazja, by połączyć "przyjemne z pożytecznym" i spotkać się na górze.