czwartek, 29 listopada 2001

Droga

Droga

O niekończącej się podróży

Szłam pustą drogą pomiędzy chatką Górzystów, a Stogiem Izerskim. Szłam sama. Chodzę po górach od czterech lat, zazwyczaj sama, ale jeszcze nigdy nie czułam się taka ... samotna.

Prosta jak stół droga biegła do przodu i do przodu i do przodu. Niknęła dopiero za horyzontem. 

Wokół były pola, pola, pola i pola... 

I nic więcej.

Ani jedno drzewo nie zaśmieciło krajobrazu, ani jeden dom nie pojawił się w okolicy. 

Nic.

Droga, przerażająca w swoim bezkresie biegła wciąż do przodu.

Ani jeden ptak nie zakłócił panującej ciszy. 

Ciszy tak cichej, że aż głośnej. 

Ani jedno zwierzę. 

Nic. 

Obróciłam się, żeby widokiem chatki pocieszyć się, że jednak nie jestem sama na tym świecie.

Przerażająca droga biegła również od tyłu...

Bezmierna cisza panowała wszędzie.

Szłam szybciej i szybciej z naiwną nadzieją, że pojawi się jakiś zakręt, jakaś górka, jakieś drzewo. 

Coś.

Droga nie planowała takich niespodzianek...

Zwolniłam kroku, w pełni przekonana, że ten koszmar nigdy się nie skończy. Przegapiłam trzecią wojnę światową, ostatnią, przegapiłam wybuch i zostałam sama, nawet bez karaluchów, a przybysze z obcej planety opasali ziemię tą  jedną drogą... 

Jedną drogą jak kokardką...

Będę szła nią, aż do... właściwie do czego? Koniec świata już był, kres sił blisko, a kresu tej drogi nie ma... 

Zaczyna się tam, gdzie się kończy. 

Pętla czasu.

Droga, biegnąca wciąż do przodu, zdawała się potwierdzać...

Nagle pojawił się ON. 

SZLAKOWSKAZ. 

Na chudym patyku wisiała zardzewiała tabliczka "Stóg Izerski-1 godz." Zjawił się jak duch. 

Nagle. 
Po prostu wyrósł tuż obok mnie. 
Niespodziewanie. 

I tak stał. Stał nic nie mówiąc, choć dla mnie mówił bardzo dużo. Był śladem ludzkiego istnienia i napełnił mnie poczuciem, ze gdzieś jeszcze istnieją ludzie. 

Zwykły patyk z zardzewiałą tabliczką.

Droga, owa przerażająca droga, nie była już taka straszna. 

Listopad' 2001- Stóg Izerski


Dobrze, że już jesteś... - Samotność w górach

Dobrze, że już jesteś... 

Samotność w górach


   
- Dobrze, że już jesteś.- powiedział nieznany mi chłopak w schronisku na Stogu Izerskim. 
Nie wiedział, bo skąd miał wiedzieć, że w kuchni już czeka na mnie duża ekipa z Hawiarskiej Koliby. 
Nie wiedział, bo skąd, że jestem po trzech godzinach uczucia całkowitego opuszczenia i samotności. 
Nie wiedział, że tymi prostymi trzema słowami wylał na mnie cały miód świata...

"Dobrze że jesteś" 
Trzy proste słowa, które wypowiedziane przez odpowiednią osobę, w odpowiednim czasie są  istnym balsamem. Czasami wystarczy spełnić jeden warunek. 
Wystarczy odpowiedni czas ... 
Tak jak wtedy... 

Ten chłopak nie wiedział i pewnie nigdy się nie dowie, że ton jego głosu i te trzy słowa zapamiętałam na całe życie. To było takie proste.

Ale kiedy weszłam do kuchni, gdzie czekała na mnie ekipa, do której szłam opuściwszy poprzednią grupę, choć szykował się przemiły wieczorek przy gitarach i świeczkach, nic takiego nie usłyszałam. 

A wystarczyły tylko trzy słowa.


Gdyby nie ten chłopak, pewnie miałabym jakieś poczucie żalu, że nie zostałam z Partycją, Markiem i resztą grupy. Przez tego chłopaka wszystko się zmieniło. 

Choć nie zamieniliśmy ze sobą więcej słów, oprócz zdawkowego pożegnania, te trzy były najpiękniejsze i najwspanialsze podczas  całego wyjazdu.

Dobrze, ze jesteś...

Tak po prostu...

====================================================================

Nie wiedziałam, ze pojadę na ten rajd.
Nikt nie wiedział. 
Z informacji posiadałam tylko tę, że chłopcy będą piątkową noc spędzać na Jasieniu. Po trzech godzinach chodzenia po lesie, uciekania przed wilkami i gaszenia, zużywszy całą pitną wodę, jakiegoś ogniska w środku lasu, z którego ogień buchał na metr w górę, dotarłam w końcu na Jasień. Zapukałam do bacówki, bo drzwi zamknięte były na skobel. Otworzył mi Piotruś.

- Cześć- obrócił się do reszty- Teraz jesteśmy w komplecie.

Żadnego zdziwienia, że się pojawiłam, Chociaż nikt nie podejrzewał, że będę. Żadnych okrzyków radości, czy spluwania przez lewe ramię. Wszystko zawarło się w prostym: "Teraz jesteśmy w komplecie"

Czasami tak niewiele wystarczy.


"Dobrze, ze już jesteś/ teraz jesteśmy w komplecie".


czasem w tych słowach zawiera się cały świat...


Listopad' 2001- Jasień

czwartek, 20 września 2001

Z zezwoleniem w kieszeni

Wyruszyliśmy ze Stuposian świtkiem rankiem. Starą asfaltówką przedeptaliśmy 4 kilometry i, zaraz za bardzo ostrym lewym zakrętem (kilometr za górką Syhłą), skręciliśmy w lewo w drogę gruntową. Stary smolarz w pobliskiej smolarni popatrzył się na nas jak na wariatów...




Leśna droga prowadząca do dawnej wsi Dydiowa była mocno wyjeżdżona przez traktory ściągające drewno. Zapadanie w błoto po kolana było więc główną atrakcją trasy;-) W końcu dochodzimy do chatki. "Dydiówka. Adres: Dydiowa 1". Ani jednego zabudowania, oprócz tej maleńkiej chatynki, będącej schronieniem dla myśliwych. Jest własnością prywatną. Należy do prof. dr hab. J. Bobka z UJ, zajmującego się badaniami nad wilkami. Chatką opiekuje się niejaki Józek, którego, jak wynika z kroniki chatkowej, nikt nigdy nie widział. Z wpisów wynika też, ze chatka posiada swoich wielbicieli i stałych bywalców. Na półkach stoją pudełka z cukrem, solą... do wyboru do koloru. Zabraknie, to dokupcie i zostawcie. Ktoś inny kiedyś zostawił dla Ciebie... Zostajemy tam tylko na szybka herbatkę, mamy niestety bardzo mało czasu.

Droga z Dydiowej do Łokcia jest najbardziej błotnistą drogą jaką kiedykolwiek widziałam! A względnie suchy ląd wokół to kolejna błotnista maź... Strażnik spotkany kilka kilometrów dalej stwierdził spokojnie, że tylko tam może być takie błoto, kiedy w całym lesie susza....

Wkraczamy w cudowny świat przysańskich dolin.... Szkoda tylko, że w okresie socjalizmu, nie poprzestano na wybudowaniu luksusowego hotelu w środku głuszy (Muczne), lecz pocięto tereny betonowymi, obrzydliwymi dróżkami. Cisza i spokój królują wszędzie, dziwnym się wydaje, że, kiedy w 1921-22 przeprowadzono tu rejestr ludności mieszkało tu ponad 3000 osób! W większości zabudowania jednak były po drugiej stronie Sanu.... W ramach akcji "oczyszczania pasa granicznego" mieszkańców wywieziono na Ziemie Odzyskane i na Ukrainę. Po Bojkach- góralach ruskich zamieszkujących Bieszczady - zostały tylko krzyże....

Do Bukowca można dojść dwiema drogami: Albo zgodnie ze znakami ścieżki dydaktycznej wzdłuż torfowisk wysokich, (wersja dużo ładniejsza), lub też tzw. Błękitną aleją, prowadzącą przez las, obfity w borówki i poziomki (wersja brzydsza, ale od czasu położenia asfaltu wzdłuż ścieżki dydaktycznej- przyjemniejsza)

Błękitna Aleja- to droga właściwie gruntowa (o kawałkach asfaltu na początku, nie ma co nawet wspominać), prowadząca od Mucznego do Bukowca. Odchodzi tuż za potokiem Roztoki, który można łatwo poznać po dużych filarach kamiennych, już wspomnieniu czasów świetności kolejki wąskotorowej. Tym razem poszliśmy grzecznie za szlakiem... Zostawiamy po lewej największe torfowisko wysokie "Tarnawa"(34 ha). 

Docieramy do Bukowca. Dawna wieś leżała wzdłuż potoku Halicz, spływającego spod połonin. Gdyby skierować się kilkaset metrów w kierunku Halicza, po lewej stronie potoku (na wprost wyjścia Błękitnej Alei) można znaleźć ślady żołnierskiego cmentarza z I WŚ i kilka bojkowskich nagrobków. Teraz na terenie wsi Bukowiec królują zabudowania BdPN-u: parking wiata przeciwdeszczowa. Koronnym dowodem istnienia tu przemysłu jest kadź z pobliskiej potaszni (wytwórni potażu- służącego do wyrobu mydła i szkła). Opowieści krążące w dolinie Sanu mówią, ze jeden z oddziałów UPA wykorzystywał kadź do... warzenia zupy. 

W końcu dłuższy przystanek... Jesteśmy już na terenie wsi Beniowa. Został z niej jedynie cmentarz i kilkusetletnia lipa. Cmentarz został odnowiony społecznie w roku 1990. Zachowanych jest kilka nagrobków oraz tajemnicza płyta z prymitywnym wizerunkiem ryby (wczesnochrześcijański symbol Jezusa Chrystusa). Najprawdopodobniej jest to podstawa chrzcielnicy z wcześniejszej cerkwi. Z cerkwi wybudowanej w 1909 roku została tylko podmurówka i dwa żeliwne krzyże- cerkiew została spalona wraz z całą wsią w roku 1947, po wysiedleniu ludności w ramach barbarzyńskiego "oczyszczania pasa granicznego". Na tablicy informacyjnej pokazany jest szkic zachowanej cerkwi w Bystrem, która również wybudowana została w narodowym stylu ukraińskim... W planach polsko- ukraińskich jest stworzenie przejścia granicznego w Beniowej, dla ruchu lokalnego. Nieoficjalnie jeden pogranicznik powiedział mi, że ze strony ukraińskiej są  już od kilku lat gotowe wszystkie papiery. Ociąga się tylko strona polska...

Tuz koło lipy stoi bacówka, na jej futrynie wydrapano napis w języku ukraińskim "dziękuję za nocleg". Kusi dachem nad głową, ale wiemy jak często zachodzą tu strażnicy graniczni i wiemy, ze za niecałe 4 km czeka na nas ciepła herbatka, kilka łóżek, gorący piec i .... hmmm, wino z jeżyn....

W połowie drogi między schronem, a punktem widokowym w Siankach znajduje się jedyna w Polsce stanowisko świerka karpackiego- jest to jedne z niewielu miejsc w okolicy, gdzie nie mają wstępu siekiery.  Ostatni etap- może dwukilometrowy- prowadzi wąska ścieżynką ,także zwykłym rowerem mogą być tu trudności. Ścieżka dydaktyczna dochodzi tylko do punktu widokowego. (w 1999 roku przedłużona została o kilometr, a są  plany kolejnego jej przedłużenia-tak aby dochodziła najbliżej jak się da przełęczy Użockiej.) Na razie przy końcu ścieżki widoczna jest czerwona tabliczka ostrzegawcza "Koniec ścieżki, proszę nie zbaczać, wrócić należy  tą  samą drogą". Właściwie, na pierwszy rzut oka nie ma gdzie dalej iść. Może jeszcze kilkadziesiąt metrów w kierunku źródeł Sanu, które i tak są  już po stronie ukraińskiej. ruchliwa linia kolejowa, szosa do Uzhorodu, a na horyzoncie widnieją zabudowania nowych Sianek- tych ukraińskich, po polskiej stronie nie ma nic oprócz starego cmentarza....Od cichej strony polskiej oddziela je tylko błękitna wstęga Sanu i systema z grubego drutu kolczastego...

To miejsce powszechnie nazywane jest grobem Hrabiny. Z cmentarza pozostało kilka nagrobków i piękny grobowiec Andrzeja i Klary Stroińskich- ostatnich właścicieli Sianek. Nad potokiem Niedźwiedzim można ponoć oglądać reszki dworu. 

Wchodzimy w las, czujnie wypatrując strażników ukraińskich którzy- powtarzam za polskimi strażnikami granicznymi z Tarnawy- potrafią przeciągnąć na swoją stronę, pod pretekstem pożyczenia ognia, czy jakimkolwiek innym. Dla polskiego turysty kończy się to wycieczką do Przemyśla przez Lwów, odpowiednio wysoka karą i zakazem wjazdu na Ukrainę.  "Strażnik ukraiński zawsze przekona Cię, ze przekroczyłaś granicę, bo to on ma karabin." Dlatego radzą iść kilkanaście metrów od ścieżki, po lesie.... Oglądanie się na każdą stronę strażnicy zalecają tylko w lesie, na połoninach zaczynających się od Rozsypańca wszystko dokładnie widać.

Dojście na Kińczyk nie przedstawia sobą żadnych trudności orientacyjnych, gdyż cały czas  idzie się wzdłuż ścieżki granicznej. Jedynym problemem orientacyjnym może być zwykłe "przegapienie granicy". Trakt wydeptany przez strażników pomiędzy słupkami granicznymi jest bardzo niewyraźny. Nie ma innej rady, trzeba się dokładnie rozglądać za słupkami. 
Kiedy wyszliśmy na połoninę Rozsypańca zobaczyliśmy dwóch strażników polskiego i ukraińskiego w najlepszej komitywie...I jak tu wierzyć mężczyznom?;-)

Widoki z Kińczyka zapierają dech w piersiach... Tarnica, Rozsypaniec, połoniny Halicza, obu Rawek, w oddali czubek Caryńskiej.... Od strony ukraińskiej nie jest wcale gorzej: od połoniny Równej, przez Ostrą Horę, po połoninę Borżawy ze Stohem (najwyższym szczytem Bieszczad) w roli głównej... Pogoda zrobiła nam tę uprzejmość, ze zobaczyliśmy nawet Gorgany i Czarnohorę....



Wrzesień 2001- Sianki

środa, 27 czerwca 2001

KOGUTY PIEją PO PÓŁNOCY

Co słychać na Cyprze?

The rosters crows just before midnight

Kukuryku- zapiał kogut.


Bar przy głównej w Episkopi zapełnia się klientami. Tłumy mieszkańców wracają właśnie z  pracy w pobliskim Limassol. Doniosłe "Kukuryku" jest sygnałem do rozpoczęcia zasłużonego odpoczynku. Koguty na Cyprze mają trochę przestawiony  rytm dnia. Pierwszy raz pieją po północy, drugi- dokładnie o drugiej w nocy.

Właściciel baru, Savas, długim, bilardowym kijem zapala zawieszone pod sufitem lampy. Załącza ogromny ekran, na którym na przemian można oglądać najnowsze przeboje MTV i mecze piłki nożnej. Taki wystrój baru powstał specjalnie dla Brytyjczyków, zamieszkujących pobliską bazę wojskową. są  oni jedna z pozostałości po kolonializmie brytyjskim w latach 1924-60, takimi jak ruch lewostronny, wszechobecny angielski, przetłuszczone frytki, czy owe suwerenne bazy brytyjskie, których powstanie było jednym z warunków uzyskane niepodległości wyspy w 1960 roku...


Brytyjskie bazy wojskowe

Mieszkańcy takich baz (a jest ich tutaj około 9 tys., z czego połowę stanowią żołnierze na służbie) mają u swoje domy, miejsca spotkań, puby sklepy. Prowadzą normalne życie, jakby w malutkim odłamie swojego państwa na terenie innego kraju. 

Innego, bo przecież nie obcego...

Nie obcego, ponieważ na terenie poza bazami można zauważyć "zangielszczenie" Cypryjczyków. Nic jednak dziwnego. Anglicy są  tutaj główną siłą napędzającą koniunkturę turystyczną. Przestali być panami na tym terenie nie tak dawno temu- zaledwie czterdzieści lat. Zostawili tu swoje domy, rodziny, znajomych, przyjaciół... Teraz przyjeżdżają w odwiedziny i ... Na wakacje...

Na wakacje w czterdziestostopniowym upale, nad Morzem Śródziemnym, o przysłowiowy "rzut beretem" od Libanu, Syrii, Egiptu.

Na wakacje na Wyspie Miłości, w objęciach Afrodyty....

W objęciach Afrodyty

Jak naprawdę było z Afrodytą, do końca nie wie nikt... jedni uważają że była córką Zeusa i Dione, inni, że wyłoniła się z piany, powstałej z wody morskiej i kropel krwi śmiertelnie ranionego Uranosa. 


Z tą  drugą wersją zgadza się zarówno pan Jan Parandowski w " Mitologii Greków i Rzymian.", jak i wszyscy Cypryjczycy, którzy są  ogromnie dumni z tego, że bogini Miłości wybrała właśnie ich wyspę na swoje narodziny. Największy kult bogini związany jest z dystryktem PAPHOS. PETRA TOU ROMIOU to właśnie miejsce jej narodzin, na półwyspie Akamas znajdują się łaźnie Afrodyty, a obok miasta Paphos- łaźnie Adonisa- najsłynniejszego kochanka bogini.


Z Paphos związany jest również mit o Pigmalionie. Był to król Cypru, który zamiast państwem zajmował się rzeźbieniem. Pewnego razu wyrzeźbił tak piękny posąg kobiety, że aż sam się w nim zakochał. Targany miłością całe dnie wysiadywał u stóp nieruchomej ukochanej, aż pewnego dnia bogini widząc jego ogromną miłość i cierpienie, tchnęła w posąg życie. Kobieta powstała z posągu, nazwana Galateą, została wkrótce królową Cypru i matką założyciela miasta Paphosa. Jej imię do teraz nadaje się dziewczynkom z okręgu PAPHOS.

Zaczynając od piaszczystych plaż AGIA NAPY, przez śnieżnobiałe  skały GOVERNOR’S BEACH, skaliste urwiska PETRA TOU ROMIOU (na skałach wynurzonych z morza przesiadywał podobno bohater bizantyjskich opowieści ludowych, Dhiyenis Akritas, rzucając głazami w nadpływające statki pirackie), miejsca lęgowe żółwi zielonych w ZATOCE LARA, dziewicze tereny półwyspu AKAMAS- wszystko tu zadziwia i urzeka. A jeżeli można do tego wypić szklaneczkę Comandarii- znakomitego cypryjskiego wina z rodzynek, w którejś z tak zwanych "winnych wiosek", lub odpocząć w mało zatłoczonym porcie PAPHOS , to czegóż więcej wymagać od wakacji?!

Pięciogwiazdkowa turystyka

Chociaż rosyjscy mafiozi, i nie tylko oni, okupujący pięciogwiazdkowe hotele w centrach turystycznych, są  zapewne innego zdania. Hotele takie jak HAVAII Grand HOTEL***** oferują swoim gościom baseny z podgrzewaną wodą, obsypana złotem recepcję, drinki na zawołanie i ekskluzywną obsługę. Ich klienci rzadko przeglądają  oferty lokalnych biur podróży, głównie korzystając z wyposażenia hotelu i plaż, które na Cyprze nie są  szczególnie piękne. Ot, kilkumetrowej szerokości kawałek błotnistego szlamu pomieszanego z kamieniami.

Najlepiej wypożyczonym samochodem

Lecz turyści dysponujący wypożyczonym samochodem (przewóz własnego kosztuje dużo i decydują się na niego głównie Brytyjczycy zdecydowani zostać na dłużej) mogą odwiedzić Uroczyska Cypru. Czy będą to plaże, czy małe wioseczki zagubione gdzieś wśród wzgórz TROODOS, czy parowy AKAMASU- na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Niewątpliwie najpiękniejsze plaże są w okolicach AGIA NAPY- są  to jedyne piaszczyste, notabene sztuczne,  plaże na Cyprze. Również jednak swoim klimatem może  poszczycić się, wspomniana już , GAVERNOR’S BEACH. Nie na darmo plaża ta była ulubionym miejscem wypoczynku gubernatora Wielkiej Brytanii. Od zgiełku pobliskiej autostrady oddzielona jest pasmem wzgórz. Szczególnie w nocy tworzy się tu swoisty klimat. 


Niewątpliwie swój urok maja niewielkie wioseczki, takie jak centrum różane- Agros, czy słynąca z wyrobów koronkowych oraz srebra, Lefkara. Zainteresowanie turystów wzbudziła głównie zardzewiała tabliczka wisząca na odrapanym murze wąziutkiej uliczki. 

Na tabliczce widniało "Handicraft LTD"

Pod murem wygrzewał się kot.

Koci urok

Na Cyprze na każdym kroku można spotkać takie wygrzewające się koty. Niektóre są  zadbane, inne pokiereszowane, ale wszystkie  mają orientalne pyszczki z lekka przypominające persy. O pojawieniu się kotów na Cyprze opowiada ciekawa bizantyjska legenda. Podobno św. Helena, podczas  swej podróży z Jerozolimy zatrzymała się właśnie tutaj, na półwyspie Akrotiri... Mieszkańcy tutejszych wiosek od dawna nękani byli plagą węży. Św. Helena w ramach pomocy sprowadziła na wyspę pełen statek egipskich, czy palestyńskich kotów. Pierwszym klasztorem, w którym koty znalazły schronienie był klasztor św. Mikołaja, później nazwany św. Mikołaja od Kotów (Agiou Nicolau ton Gaton). Zakonnicy wzywali zwierzęta na posiłek biciem dzwonów, a następnie dawali sygnał "do ataku" i setki kotów wychodziły na łowy.

Relacja mnicha weneckiego z 1484 roku dowodzi, że koty odnosiły w bojach liczne rany.: "jeden z nich stracił nos, inny ucho, tamten ma ranę na boku, ten znów kuleje, inny jest ślepy na jedno oko, inny stracił oba..."


Koty św. Mikołaja szybko rozeszły się po innych klasztorach nękanych plagą. Podobno również pomysł "wężowych zabójców" podjęli kawalerowie maltańscy zabierając ze sobą na Rodos statek pełen kotów. 
Aktualnie klasztor św. Mikołaja jest klasztorem żeńskim i jedyne co trwa niezmiennie od wieków to niezliczona ilość kotów, których wygląd żywo przypomina opis pochodzący od mnicha weneckiego.

Miłośnicy psów nie znajdą ich tutaj wiele. Jedynym wspólnym przedsięwzięciem Greków i Turków Cypryjskich była, przeprowadzona w latach 70-tych, masowa eliminacja plątających się po ulicach bezdomnych psów. Tak mówią książki. Natomiast Grecy Cypryjscy twierdzą, że to Turcy podstępnie dosypali greckim psom trucizny do jedzenia. Obopólna nienawiść ujawnia się nawet w tak prostych sprawach...

Caretta caretta czyli żółwie morskie pod ochroną

Zwierzątkami niewątpliwie ciekawymi, acz trudnymi do spotkania są  żółwie morskie. Na Cyprze występują dwa gatunki: żółwie zielona i caretta. Oba te gatunki należą do zagrożonych, a masowy rozwój turystyki na pewno nie pomaga w ratowaniu. Małe żółwiki morskie wykluwające się z jaj zagrzebanych  w piasku, pełzną do morza kierowane światłem odbitym w wodzie. Wszelkie źródła sztucznego światła, jak dyskoteki, puby, czy zwykłe latarki powodują kierowanie się żółwików w złym kierunku i zdychanie z odwodnienia. Dlatego ekolodzy cypryjscy wprowadzili zakaz wstępu na plażę w zatoce Lara od początku czerwca do drugiej połowy sierpnia. Chciano również powołać do życia Park Narodowy. Nie chce się na to zgodzić m.in. archidiecezja cypryjska, która ma zamiar wybudować w okolicy luksusowy hotel, a ostatnio pracownicy biskupa Paphos wywieźli z nieodległej plaży 25 ciężarówek  piasku na budowę pola golfowego w miejscowości Tsadha. Archidiecezja nie przyjęła również, oferowanych przez Bank Światowy 40 mln. Funtów cypryjskich (ok.80 mln. Dolarów) w zamian za zgodę na utworzenie w rejonie tegoż Parku Narodowego.



Pierwszy Park Narodowy na Cyprze miałby obejmować nie tylko zatokę, ale również dziewicze tereny półwyspu Akamas. są  to ostatnie tereny nadające się jeszcze do ochrony. Nasuwa się skojarzenie z naszymi bagnami biebrzańskimi, ostatnimi terenami bagiennymi w Europie. Choć objęte ochroną Narodową, czekają w kolejce do patronatu UNESCO i systematycznie niszczeją.

Podobnie może się stać z Akamasem

Akamas zajeżdżony przez jeepy


Na razie jeżdżą po nim jeepy, a kierowcy wyszukują dla uszczęśliwienia turystów najbardziej naturalne tereny i nieprzejezdne drogi. Grube opony tratują resztki zieleni, gniotą kolorowe storczyki, anemony, krokusy, jasnoty, beznamiętnie tratują gniazda dwumetrowych węży- biczy..

- wiem, że Akamas to unikat- powiedział Nassos, podczas  jednej z takich przejażdżek- ale co począć. Z tego są  pieniądze. Duże pieniądze.


Nassos jest jednym z najchętniej zatrudnianych kierowców jeepów. Wozi turystów na największe odludzia, wyszukując najbardziej dziurawe i garbate  drogi gruntowe. Jest z pochodzenia Włochem. Ryzyko i niekonwencjonalność ma we krwi. Z mlekiem matki wyssał  również łatwość uczenia się języków. Perfekcyjnie mówi po włosku, grecku, angielsku i rosyjsku, a w stopniu wystarczającym do porozumienia się opanował jeszcze trzy. Tu taka umiejętność jest na wagę złota.

Prawie 80% dochodu Narodowego to zyski z turystyki.

Stop hotelom

Główne miasta są  już kompletnie zdominowane przez beton. Theodoros- mieszkaniec 5-tysięcznej wioski Episkopi- noclegowni Limassolu- mówi:

- Wolę mieszkać tutaj. Tam,  w Limassol, hotel na hotelu i hotelem pogania. A tam gdzie go nie ma są  restauracje, puby, dyskoteki.

W 1995 roku rząd cypryjski wydał zakaz budowania nowych hoteli. Przyczyna leży w ...braku wody. Turyści przyjeżdżający na urlop jedno- lub dwutygodniowy tego nie odczuwają, ale rdzenni mieszkańcy już długo borykają się z tym problemem.

- należałoby rozpocząć na szeroką skalę zakrojony program odsalania wody. Inaczej nie będziemy mogli zaspokoić potrzeb 2 mln turystów rocznie- przekonuje Nassos

Turystyka i kabarety

70% turystów stanowią Anglicy, dalsze 20%-.... Rosjanie.

Przyjeżdża głównie bogata "elita". Szaraczków z kraju Wielkiego Brata wciąż jeszcze nie stać na taki wyjazd. Niektórzy jednak wydają wszystkie swoje oszczędności na samolot, by na Cypr przyjechać do pracy.

Dziewczęta najczęściej podejmują pracę, recepcjach na statkach czy w hotelach, w barach i nocnych klubach- kabaretach. Niekiedy jednak zdarza się, że praca w kabarecie jest wymuszona.  18-letnai Białorusinka powiadała, ze przyjechała do pracy w hotelu, ale na miejscu okazało się, że z "braku innych ofert" została zatrudniona w kabarecie.

- Nie jestem tu niewolnicą. Mogę wyjść do miasta, rozmawiać z kim chcę, mogę w każdej chwili wrócić, ale nie mam za co. Pieniądze dostane pod koniec "kontraktu". Jestem już dwa miesiące. Został mi miesiąc...
Po trzech miesiącach, kiedy wiza  turystyczna się kończy, dziewczyny najczęściej wychodzą za maż i zostają.

Cypryjczycy są  jak żbiki


Bardzo wielu Cypryjczyków bierze za żony dziewczyny nie- Cypryjki. Największym powodzeniem cieszą się tutaj Białorusinki, Polki, Ukrainki, Rosjanki i Bułgarki. Cypryjki wyjeżdżają szukać męża "do Arabów" albo na kontynent. 

-Cypryjczycy są  jak żbiki- powiedział Tassos, mechanik w wypożyczalni samochodów. – za niedługo nie będzie już Cypryjczyków pełnej krwi. 

Najlepiej świadczy o tym statystyka. Z niecałego miliona mieszkańców zaledwie połowę stanowią Cypryjczycy, (łącznie z tymi, w których żyłach już płynie słowiańska, ale nie tylko, krew). Reszta to tak zwani "innostrańcy". Ilu jest niezarejestrowanych? Nie wiadomo.


Młodzi Cypryjczycy zazwyczaj wyjeżdżają na naukę do Anglii lub Grecji i ... Najczęściej nie wracają. rząd Cypru, w ramach zatrzymywania młodych otworzył w stolicy, Nikozji, uniwersytet. Jednak do teraz, oprócz psychologii, można jedynie studiować na kierunkach ścisłych. Problem opuszczania Cypru przez rdzennych mieszkańców to kolejna sprawa spędzająca sen z oczu rządzącym.

Jedno czy dwa państwa?


Wszystkie te kłopoty nikną jednak w obliczu wstąpienia do Unii Europejskiej. Cypr może wstąpić do Unii jedynie jako całość. Oficjalnie na wyspie istnieje tylko jedno państwo: Republika Cypryjska, a w praktyce wygląda to nieco inaczej...

W 1960 roku Cypr przestał być kolonią brytyjską i odzyskał niepodległość, a w 14 lat później Turcja- odległa zaledwie o 80 km.- nieoczekiwani zaatakowała wyspę od północy. Wojska tureckie zachowały się jak rasowy okupant. Tam gdzie doszli, tam stanęli i tam niezmiennie trwają od 27 lat. Polało się wiele krwi, wielu ludzi straciło dach nad głową. Wszyscy Grecy cypryjscy musieli się ewakuować z terenów północnego Cypru i przeprowadzić się (tzn. uciec z tobołkiem pośpiesznie spakowanych osobistych rzeczy) na południe. 

W rok po inwazji Turcy ogłosili powstanie FEDERALNEGO PAŃSTWA TURECKIEJ REPUBLIKI CYPRYJSKIEJ,  a 15 listopada 1983 roku Turcja ogłosiła niepodległość północy ustanawiając REPUBLIKĘ TURECką CYPRU [PÓŁNOCNEGO. Republika ta jest uznana jedynie przez Turcję, a na mapach wydanych przez C.T.O. ( Cypryjską Organizację Turystyczną) tereny północnego Cypru są  zaznaczone jako >>tereny okupowane przez Turcję<<
Odwieczna, delikatnie mówiąc, niechęć między Grekami, a Turkami tu jest jeszcze pogłębiona przez nienawiść między okupantem, a okupowanym. 

Jakie znaczenie dla przeciętnego turysty ma podział Cypru?

Przekraczanie granicy, której formalnie nie ma...
Takie, ze będąc na Cyprze południowym i przekraczając granicę dostaje się pieczątkę północnego Cypru do paszportu, a z tą  pieczątką nie ma powrotu na grecką cześć wyspy. (Jest na to metoda: można poprosić strażnika granicznego o przybicie pieczątki na osobnej kartce.) Niejeden nieświadomy turysta wracał do domu przez Ankarę i modlił się w duchu, aby mu odesłano bagaże. Co więcej, gdy trafi się na wyjątkowo patriotycznie nastawionego strażnika, można mieć problemy przy wjeździe do Grecji.
W środku wyspy, czy nad morzem nie czuje się atmosfery okupowanego państwa. Dzieje się tak dlatego, gdyż Cypryjczycy są  niesamowicie zaradni. Choć przed najazdem tureckim po stronie południowej nie było nic, a cała baza turystyczna znajdowała się po stronie północnej, teraz w niecałe trzydzieści lat po dramatycznych wydarzeniach, turystyka na południu przynosi kolosalne zyski.

Uzbrojona stolica

Tak naprawdę jedynym miejscem, gdzie można odczuć pełną gotowość do walki jest Nikozja- jedyna podzielona stolica. Po wąskich uliczkach obok turystów w krótkich spodenkach, przechadzają się odziani od stóp do głów w mundury armii greckiej, żołnierze z naładowana bronią.

- nigdy nic nie wiadomo. Oni są  nieobliczalni.- przekonywał mnie   jeden żołnierz- dlatego u nas służba wojskowa trwa dwa lata, a potem co roku wzywani jesteśmy na przeszkolenie. I nie ważne czy masz 20 czy 50 lat. Służba nie drużba. Przychodzi zwolnienie i pracodawca musi cię puścić. U was pójście na studia powoduje odroczenie. Wiem, bo mam matkę Polkę. U nas wybija osiemnastka , musisz iść do woja i cześć!
Rozmawialiśmy koło glorietki widokowej, jeżeli można to tak szumnie nazwać. Na zwykłym drewnianym tarasie tłoczyli się turyści.

- Oglądają turecką stronę. Tylko, że tam niema co oglądać. Opuszczone domy popadające od lat w ruinę. Podobno dalej, w głąb, jest lepiej. Nie wiem- nie byłem. Grek, który się tam zapuści już nie wróci. Widzisz to drzewo obwieszone wstążkami? W naszej tradycji, gdy ktoś zaginie na drzewie w pobliżu jego zaginięcia wiesz się wstążkę.

Podobno żółta oznacza zaginionego, biała- zmarłego.

Jedyna podzielona europejska stolica

W pobliżu muru, jedynego  muru w europejskiej (a od niedawna światowej) stolicy, gdzie na każdym kroku spotyka się uzbrojonych żołnierzy, a zza żółtych wstążek nie widać gałęzi drzewa, można poczuć się odrobinę niepewnie. Trochę otuchy dodają starzy Grecy siedzący przed kafenejo, którzy nie przejmując się niczym, grają w tryktaka, czy tawalii- tradycyjne gry cypryjskie.

Gry za pieniadze- nowa świecka tradycja


Młodszych Cypryjczyków opanował poker. Najczęściej grają na pieniądze.

- Inaczej nie ma sensu- przekonuje 38-letni Christoforos, który za wygraną w pokera kupił samochód.

 Na wsi, gdzie mieszkam hazardziści okupują dwa sąsiednie bary-0 tzw. >Coffe Schop< W jednym przesiadują zwolennicy demokratów, w drugim- komunistów. Gdy wybory na Cyprze w maju’2001 wygrali komuniści osobiście oglądałam wielką radość na ulicach. Pomimo, ze było już mocno po północy, rozbrzmiewały klaksony, a za samochodami powiewały flagi z portretem Che Gevary. I pomimo późnej pory wszystkie bary były otwarte i żaden policjant nie odważył się przeszkadzać świętującym.

Bary na Cyprze mają obowiązek być zamknięte już o godzinie pierwszej w nocy.

Cypryjczycy i na to jednak znaleźli radę. Do baru "Woodstock", przy głównej w Episkopi przychodzą około północy, o pierwszej drzwi są  zamykane, kotary- zaś uwane i w ściśle zamkniętym gronie toczą się długie, poważne, polityczne dysputy- polityka to temat bardzo na Cyprze popularny- przy szklaneczce OUZO lub SIVANIJI- cypryjskich wódek, lub KEO- najpopularniejszego piwa. 

Aż dziw bierze, ze do tego baru, chyba jedynego w Episkopi, nie zawitał jeszcze hazard. Savas, właściciel, poinformował mnie z uśmiechem:


- Moją klientelę stanowią głównie Brytyjczycy, którzy chcą choć na chwilę opuścić teren bazy. Gdyby przychodziło tu tylko tylu Anglików, ilu mam klientów greckich, o ja bym chyba zamknął bar. Pomimo, że hazard jest zakazany, nie znam Cypryjczyka, który by w coś nie grał. Albo konie, albo karty, albo rajdy samochodowe. Jutro mamy taki lokalny rajd- eliminacje do Mistrzostw Cypru- przyjdziesz? Alkis Polycarpou jedzie. Jest naszą dumą. Jest jednym z najlepszych, a pochodzi tu z Episkopi. Samochód, jak większość tutejszych kierowców sam sobie zmontował...

Na rajd niewątpliwie trzeba było wstać wcześnie. Dopiłam tradycyjnego drinka, zawierającego chyba trzy rodzaje alkoholu i popatrzyłam na zegarek. Nie musiałam.

-Kukuryku- zapiał kogut.

Była druga...

Czerwiec'2001- Episkopi

poniedziałek, 19 lutego 2001

Ekomuzeum Lanckorona

To projekt mający na celu wyeksponowanie walorów przyrodniczych, kulturowych, tradycji, historii regionu i wydobycie jego prawdziwej atmosfery i specyfiki. Gmina Lanckorona w roku 2001 zaangażowała się w międzynarodowy projekt koordynowany przez Fundację "Partnerstwo dla Środowiska" w ramach Programu "Szlak Bursztynowy".   

 Zaczątkiem Ekomuzeum Lanckorona jest ścieżka kulturowo-przyrodnicza, składającą się z 16 przystanków, dająca już turystom i mieszkańcom możliwość odkrycia ducha gminy Lanckorona i jej okolic (m.in. Kalwarii Zebrzydowskiej i Stryszowa). Oznakowanie ścieżki zostało sfinansowane dzięki dotacji Światowego Funduszu na rzecz Ochrony Przyrody WWF (Inicjatywa na rzecz Ekoregionu Karpackiego) w ramach projektu "Rewitalizacja Lanckorony". 

Pomysł zaczerpnięty przez Lanckoronę przed kilku laty, z krajów Europy Zachodniej, rozprzestrzenia się na 11 gmin subregionu Południowej Małopolski. Podpisane wiosną br. Porozumienie Beskidek przewiduje nie tylko promocję rzemiosła i produktów lokalnych, ale także szeroko pojętego dziedzictwa kulturowego, które w ostatnich latach postrzegane jest coraz to bardziej jako szansa rozwoju gospodarczego, a nie jak to dawniej bywało- nikomu niepotrzebny relikt przeszłości.

Ekomuzeum to także sposób na interpretację lokalnego dziedzictwa, umiejscowienie starych, pięknych obiektów, niekoniecznie zabytkowych, w przestrzeni gminy, niczym w muzeum bez murów. Tak zrobiono w Lanckoronie, gdzie lokalne cudeńka architektury, czy też inne dzieła Rąk ludzkich: ogrody, wille, pracownie artystyczne, funkcjonują jako eksponaty w naturze, powiązane siecią szlaków pieszych i rowerowych.