piątek, 21 września 2018

Wieże buntowników / The towers of rebels

Półwysep Mani. Środkowy z trzech palców Peloponezu. Ojczyzna wszystkich buntów, rewolucji i rebelii. Półwysep, który jak żaden inny region Grecji, przypomina średniowiecze. Zresztą trwało ono tutaj, bez większych zmian, aż do końca XIX wieku. Nawet teraz, na początku XXI wieku, przekraczając magiczną linię Tajgetu, wjeżdża się w inny świat. Świat, w którym czas  zatrzymał się jakieś sto lat temu. A może jeszcze wcześniej...

[EN] The homeland of every single rebellion, revolution and revolt. The region which is - as no other region in Greece - a reminiscent of the Middle Ages.
Let us say that the Middle Ages lasted here, without any visible changes, till the end of XIX century. Even now crossing the magical border of Taygetus, man step in the completely different world. The world where time itself seems to stand still almost one hundred years ago. Or even earlier..



Meso Mani (Mani  Wewnętrzne) otoczone z trzech stron morzem, a z czwartej ostrymi skałami gór Tajget, mogło pozwolić sobie na pewną autonomię. Z drugiej strony ziemia na Mani zawsze była, jest i będzie, bardzo uboga. Wśród skał rzadko kiedy pojawiają się pola uprawne, a jedyną opłacalną hodowlą jest hodowla świń, które jak wiadomo, wszystko zjedzą... Tej odrębności zawdzięczają Manijczycy swoją własną historię, brak najeźdźców, ale i kłopoty. 

Stąd wywodzą się przywódcy powstania greckiego, stąd pochodzą mordercy pierwszego prezydenta niepodległej Grecji, Kapodistriasa (który notabene też był Manijczykiem), tu wreszcie toczyła się przedziwna zabawa dużych chłopców w małą wojnę. 

Krwawa historia 

W tej stosunkowo niedużej enklawie mieszkało kilka rodów. Rody te od wieków rywalizowały ze sobą o ziemie, władzę i prestiż. Z czasem wojna przeszła w tradycję. I z braku innych rozrywek, prowadzona była przez ponad pięć stuleci. zasady wojny były bardzo proste. Należało doszczętnie zniszczyć wieżę wroga i wybić "do nogi" wszystkich męskich członków klanu. Kobiety na czas  wojny miały przyznaną niezależność i, przynosząc swoim wojownikom jedzenie plotkowały, podczas  gdy ich mężowie wyżynali się wzajemnie. Na czas  żniw zaprzestawano krwawej wendety i wszystkie klany wspólnie zbierały plony nieurodzajnej ziemi. A potem? A potem znów wracano do krwawej zabawy...

Ostatnia bitwa nie odbyła się, wbrew pozorom, w  ubiegłym tysiącleciu, ale... w 1870 roku, a do jej zakończenia potrzebna była  interwencja regularnej armii...
Krnąbrnych Manijczyków osadzano w więzieniu w Pilos, a nienawiść miedzy klanami była tak silna, ze musiano podzielić podwórzec na części, gdyż zbyt często dochodziło do mordów i gwałtów.

Wieże buntowników


Nieodłącznym elementem krajobrazu Mani są , oprócz skalnych wzgórz, porosłych bardzo skąpą roślinnością, wieże mieszkalne, w których bronili się Manijczycy. Im wieża była wyższa, tym większa szansa na zwycięstwo, gdyż ulubioną formą ataku było niszczenie cennego marmurowego dachu. W ciągu jednej nocy czterystu mieszkańców malutkiej wioseczki Lamii wzniosło najwyższą wieżę, aby o świcie zapewnić przewagę swojemu klanowi. 

Teraz w wieżach mieszczą się pensjonaty udostępniane co bogatszym turystom. Warto zauważyć, ze nowe budynki są wznoszone w stylu sprzed lat. Manijczycy bowiem są  dumni ze swojej historii, spływającej co prawda krwią, ale jest to ICH historia- jedyna w swoim rodzaju.

Tylko starzy ludzie... 

Wielu mieszkańców Aten, Thesalonik, czy Kalamaty przyznaje się do swoich korzeni tkwiących gdzieś między manijskimi skałami. Na pytanie dlaczego się stamtąd wyprowadził, 32-letni Dimitris, spotkany miesiąc później pod Olimpem, odpowiada:

- Tam nie ma perspektyw. W sezonie można trochę zarobić na turystach, ale też niezbyt wiele. Niemcy i Francuzi wolź piaszczyste plaże zachodniego wybrzeża, a na Mani przyjeżdżają tylko poszukać wejścia do Tartaru i oglądnąć wieże. Polacy wolź Grecję centralną i Tesalię, rzadko zapędzają się tak daleko na południe. Poza sezonem na Mani zostają tylko starzy ludzie.... 

Sami starzy ludzie... 
Niestety jest to prawda. I prawda ta bardzo boli Manijczyków. Sześćdziesięcioparoletnia kobieta, mieszkająca w najbardziej wysuniętym na południe Grecji domu, zaledwie dwa i pół kilometra od latarni na półwyspie Matapan, powiedziała ze smutkiem:

- Moje wnuki mieszkają w Atenach, syn w Kalamacie. Przyjeżdżają do mnie Czasami, ale jak mnie zabraknie, przestaną przyjeżdżać. Młodzi wyjeżdżają, a starzy umierają. Za niedługo w naszej ojczyźnie nie będzie nikogo....

W naszej ojczyźnie... 
te słowa może wypowiedzieć coraz mniejsza ilość osób. 
Niestety, los "kolebki buntowników" nie rysuje się różowo....

Lipiec'1999- Githion; Mani- Grecja
Autor: Kasia Turska "Ziellona"

Na tronie Zeusa / On the throne of Zeus

Olimp. 
Góra - mit. 
Góra, o której marzy chyba każdy czytelnik  "Mitologii"
Góra, na której według starożytnych Greków znajdowało się mieszkanie Bogów....

A trzeba przyznać, że nie ma drugiego takiego pasma w Grecji, które tak nadawałoby się dla Zeusa i jego całkiem pokaźnej czeredki. 

[EN] Mount Olympus. 
The mount - the myth. 
The mount which is probably a dream of Mythology reader.
The mount which was home of ancient gods.

And it is worth to admit that there is no other mountain range in Greece which is more suitable for Zeus and his big family. 

zdjęcie z wikipedii
Masyw Olimpu jest naturalną granicą pomiędzy Macedonią (krainą, geograficzną, której lwia część znajduje się właśnie w Grecji) a Tesalią- równiną, znaną ze skalnych, jakby kosmicznych, grzybów, na których wybudowane są  klasztory Meteora. Olimp wyrasta nagle. Zaledwie 20 km od morza pojawia się góra wysoka prawie na trzy kilometry w górę... Nie może to nie zrobić wrażenia....

Burza z piorunami- "Tak tu jest zawsze"

Jest godzina piąta po południu. Siedzimy w Prioniu, na ostatnim parkingu przed wyjściem na szlak. Z gór zbiegają tłumy turystów, uciekając przed ulewą i piorunami uderzającymi w okoliczne szczyty. Przy takiej pogodzie niemożliwym wydaje mi się atakowanie Mitikasu- najwyższego szczytu Olimpu.

- Nie martw się- Mówi Giorgos, chłopak zabrany "na stopa" z Litochoro- greckiego Zakopanego.- Jutro będzie dobrze. Tutaj zawsze tak jest. Do dziewiątej rano świeci słońce, potem chmury podchodzą znad morza, o jedenastej już nic nie widać, a o trzeciej zaczyna się burza. Z piorunami- dodaje.

Wszystko sprawdza się co do joty, kiedy nazajutrz rano wychodzimy na szlak. Słoneczko świeci oszałamiająco, kiedy wchodzimy w las. Zewsząd otaczają nas dęby, lipy, cedry. Powyżej 1400 m n.p.m. pojawia się rzadki gatunek sosny<i> Pinus heldreichii,</i> w gwarze z okolic Litochoro zwany Robolo. W paśmie Olimpu opisanych zostało około 1700 roślin. Głównie dla ochrony 23 endemitów, w tym żywej skamieniałości  z epoki lodowcowej<i> Jankea heldreichii,</i> został stworzony został w 1949 roku pierwszy grecki park Narodowy- OLYMPOS NATIONAL PARK, wpisany w roku 1981 na listę UNESCO, jako rezerwat biosfery. 

Dochodzimy do Refuge A, noszącego wśród Greków wdzięczną nazwę SPILIOS AGAPITOS. Pierwszego schroniska na trasie i, z tej strony Mitikasu, jedynego. Turystów jest dość dużo. Takich jednodniowych z małymi plecaczkami. Niektórzy decydują się na nocleg i będą schodzić dopiero jutro, inni zejdź już dzisiaj, po krótkim postoju. Dla nich, przy wejściu do schroniska wisi karteczka, informująca, że jeżeli ktoś chce skorzystać z dobrodziejstw cywilizacji tylko na chwilę, musi ponieść koszty  w wysokości 500 drachm. Jest to o tyle logiczne, że do schroniska trzeba dowieźć wszystko, za wyjątkiem wody. Jest to jedyne schronisko w rejonie Olimpu, gdzie woda spływa z gór i właściwie nie trzeba się o nią martwić. Moi rodzice i siostra schodzą w dół; ja, wraz z sześcioma Grekami, idę zdobywać wyśniony szczyt.

Grecka ekipa tylko o herbatce...

Idzie się bardzo dobrze, pomimo, że idziemy tylko o herbatce. Grecy to dziwny naród: na wieczór opychają się do granic możliwości, a rano, kiedy normalny człowiek zjadłby porządne śniadanie, oni wypijają herbatkę z kwiatków. Owa herbatka z kwiatków, jakkolwiek by to infantylnie nie brzmiało, jest wspólnym dziełem natury i Irini, kierowniczki schroniska. Roślina o żółtych kwiatach, maleńka wyrastająca zaledwie na 10 cm, jest endemitem tego regionu. Znaczy to mniej więcej tyle, że nigdzie indziej nie można jej spotkać. Nie przeszkadza to wielu turystom, znających lecznicze działanie tej rośliny, wracać z wycieczki z żółto-zielonymi naręczami ziół. Oficjalne starania Parku Narodowego nic nie pomogą, jeżeli nawet strażnicy Parku, stojący na dole w Litochoro i odnotowujący każdego turystę wjeżdżającego do Parku, dodają sobie sił, sącząc żółtawy wywar. Jednak należy oddać cześć naturze i Irini, bo tylko ich duet potrafi sprawić, że taki napój dostarcza sił na najbliższe kilka godzin uciążliwego marszu.

Z widokiem na...

Po godzinie docieramy na szczyt Kaki Skali (2866 m n.p.m.), stąd dopiero widać skalne grzebienie Mitikasu... Niedaleko widnieje szczyt Scolio, na który prowadzi się turystów, którzy chcą być na Olimpie. Nie dopuszczają do wiadomości, że szczytu Olimp nie ma. To trochę tak jakby ktoś powiedział "byłem na Tatrze", zamiast "w Tatrach". Tak samo w Tatrach znajduje się Morskie Oko , do którego stoją kolejki, jak i Mnich, na który wspinają się nieliczni... Scolio prezentuje się mniej więcej jak Czerwone Wierchy. (powtarzam tu opinię mojego kolegi, bo sama Tatr nie znam.) Ale Scolio jest tylko 9 metrów niższe od Mitikasu. Zresztą na obszarze 25km<sup>2</sup>, jest tu jedenaście szczytów powyżej 2800m n.p.m.


Schody nieszczęścia

Kaka Skala w pełni zasługuje na swoją nazwę, która w tłumaczeniu brzmi schody Nieszczęścia" ścieżka prowadzi po skałach, z których, raz po raz osypują się kamienie. Tylko dwa nieuważne kroki i ląduje się w półkilometrowej przepaści Kazania. Nie mam pojęcia, jak przez te skały przechodzi nieodłączny towarzysz Parysa- czworonogi Dias. Wreszcie wychodzimy na szczyt...i...  stąd dopiero widać prawidłowy wierzchołek...

Ostatnie momenty wspinaczki są względnie łatwe, ale i tak kaleczę sobie ręce na ostrych skałach.

Na wierzchołku stoi słup z przymocowaną księgą pamiątkową i flagą grecką. Poczucie Narodowości jest bardzo mocno zakorzenione w Grekach- każdy podchodzi i całuje flagę. Zejście jednak przedstawia sobą pewien problem. 

Na szczycie i tuż pod...

Na dwóch płaskich kamieniach wieńczących szczyt tłoczy się ciżba osób, z których każdy chce schodzić żlebem Louki. Każdemu spod nóg sypie się kamienna lawina. Międzynarodowa mieszanka na szczycie powoduje zamieszanie w żlebie:

- watch out! Stone!
- Achtung! Stein!
- prosochi! petra!

Kamień przelatuje Giorgosowi koło głowy, a Mikosa rani w rękę. Przytuleni do ścian żlebu, schodzimy, względnie bezpiecznie. Potem teren jest już łatwy: Normalna ścieżka nad płytką przepaścią. I właśnie na tej drodze wywracają się wszyscy, z wyjątkiem Parysa. Serie wypadków zapoczątkowuję oczywiście ja, rozwalając sobie kolana i paskudnie obcierając biodro.

Dopiero teraz rozumiem, dlaczego większość wypadków,w Alpach, czy  w Himalajach , dzieje się w trakcie zejścia. Pod górę pcha jakaś bliżej nieokreślona siła, chęć zdobycia i upór. Sam moment pobytu na szczycie wydaje się końcem niebezpieczeństw. Do krwi wydziela się jakiś narkotyk, którego nazwa, oczywiście, wyleciała mi z głowy, człowieka ogarnia euforia, przestaje uważać i wypadek gotowy.

Kolejka mułów

Pod schroniskiem (drugim na trasie) wita nas kawalkada mułów. Tutaj trzeba bowiem wszystko donosić, łącznie z wodą. Muły stoją w kolejce do rozładowania, potem, już tylko w drewnianych siodłach, ustawiają się w drugiej, do grajdołka. Wytarły sobie trawę i tam pozbywają się insektów, wymachując w powietrzu kopytami obitymi metalem.
Nasz Dias nie ma takich udogodnień, wiec teraz oblizuje pokrwawione poduszki. W końcu ruszamy w dalszą drogę, Chociaż wypita kawa trochę rozleniwia.


Zadziwiająca sprawa, że o ile od najbardziej uczęszczanej przez turystów strony istnieje tylko jedno schronisko, to od strony odwiedzanej głównie przez turystów plecakowych są  dwa i to jedno koło drugiego. Jedno, Giosos Apostidilis,  jest klasycznym budynkiem z obsługą, drugie w polskich warunkach zostałoby pewnie nazwane chatką studencką. 


Brak w nim obsługi, sanitariatów i dostępu do wody - co na wysokości prawie 2700 m jest rzeczą absolutnie zrozumiałą. Ale w schronisku imienia pierwszego zdobywcy Mitikasu można spotkać wspinaczy, którzy dziś lub jutro będą atakować najtrudniejszy szczyt masywu- Stefani, zwany również &quot;tronem Zeusa&quot;. czas  tam spędzony zapamięta się na równie długo, jeżeli nie na dłużej, jak zdobywanie mitycznego Olimpu.


Ostatni etap podróży prowadzi przez język lodowca. Cały jęzor ma długość 600 metrów, także Dimitris pyta się cierpko:

-Związujesz się liną, czy chcesz szybciej zobaczyć rodziców w Prioniu?- 

Mamy trzy liny na siedem osób. Związuje się z Dimitrisem. Czuje się jak cielę prowadzone na rzeź. Drobny fakt, że ja prowadzę naszą  dwójkę, jakoś umyka mojej uwadze. Po tamtej stronie zostaje tylko Perykles. Asekuruje się dwoma kamieniami wbijanymi w śnieg. Dimitris idzie mu na pomoc z liną. Tutaj, na szczęście, obywa się bez wypadku.

Chociaż mamy jeszcze dwie godziny marszu w dół, czuję, że moja wielka przygoda w mieszkaniu Bogów dobiegła końca. 
A straszny Zeus nie dał się złapać za nogi! Hera mówiła, że znowu zszedł na ziemię romansować...:-)

Lipiec'1999- refuge C, pasmo Olimpu
Kasia Turska "Ziellona"
Moja trasa na Mitikas:
Prionia >> Refuge A (Spilios Agapitos) >> Chondro Mesorachi >> Kaka Skala (2866 m) >> Mitikas (2917 m) >> Przełęcz pod Stefani >> Refuge Giorgiou Apostidolis  >> Refuge Christo Kakkalos >> refuge A (Spilios Agapiotos) >> Prionia

czwartek, 20 września 2018

[O NAS] Stróżują na niebieskich połoninach

Teresa

Kiedy odebrałam maila od Teresy, odczułam pewne déjà vu. Przez myśl mi przeleciało, czy Teresa to kobieca wersja Karola, czy też Karol jest meską wersją Teresy... 

Teresa bowiem mieszka w okolicach Pustyni Błędowskiej i w czasie wolnym uprawia turystykę rodzimą- po przepięknych podkrakowskich dolinkach, czy sławnej, choć zarośniętej Pustyni błędowskiej. Zresztą... sami zobaczcie zdjęcia oszronionych piasków pustyni i skąpanych w słońcu Dolinek...

03.05.2013 roku Teresa odeszła od nas. Nagle i niespodziewanie przeniosła się na niebieskie połoniny. Fantastyczna, radosna dziewczyna, która była zawsze świetną organizatorką wszelakich imprez i wypraw. Kochała przyrodę, góry- w szczególności The Bieszczady. Można z nią było o nich rozmawiać godzinami. Teresko, będzie nam Ciebie bardzo, bardzo brakować. 

Mariusz Niemczyk:

Nieustraszony idealista, konsekwentnie dążąc do realizacji swoich wielkich marzeń. Zagorzały kolibowicz, zapalony MUWITowiec i pozytywnie fantastyczny pasjonat wszystkiego co niestandardowe, a ciekawe i piękne. Rewelacyjny kolega i prawdziwie niestandardowy towarzysz wszelkich wypraw. Jakkolwiek infantylnie by to nie zabrzmiało- to on dawał nam siłę na pokonywanie przeciwności losu.

Mariusz był zawieszony miedzy życiem w grupie, a silnym indywidualizmem. Połowa Mariusza była w świecie własnych myśli, połowa z nami. Nie były to równe połowy, miały poszarpane linie łączące i przenikały się nawzajem. Jedna połowa bez drugiej nie istniała. Dziś- kiedy patrzę na to pod innym kątem i z perspektywy lat, jestem niemal pewna, że Mariusz był naszym aniołem stróżem. Takim, który chciałby się dołączyć, ale musi pilnować żebyśmy głupot nie popełniali.

Jest taki piękny utwór Gdańskiej Formacji Szantowej 

Aniele- stróżu mój,
Gdy wiatr mnie na morze wywieje,
Ty zawsze przy mnie stój.
(...) Trochę pewnie zgrabieją Ci ręce,
Kiedy sztorm ześle Pan Bóg,
Powiesz- Stary, gdzie masz tą  butelkę,
No tę, w której trzymasz rum?

Taki był Mariusz. Dokładnie taki ludzki anioł

"Tylko zróbmy to całkiem spokojnie,
Bo po co ma wiedzieć Twój szef,
Że, owszem, bogobojnie,
A jednak musiałem Cię nieść."

Dziś- po latach stwierdzam właśnie, że był takim aniołem stróżem, który owszem bogobojnie, a jednak... Aniołem, który nie upominał, nie ganił, nie narzekał, nie składał meldunków na górze. Aniołem, który naprowadzał na dobre drogi.

zastanówcie się przez chwilę- czy słyszeliście kiedyś od Mariusza wykład? Monolog? odpowiedź pt "ja sądzę"- zastanówcie się. Ja sobie nie przypominam. Zawsze celnie zadawał pytania, zawsze trafiał w sedno. Opowiadał owszem anegdotki, gromadził informacje o najnowszych wydarzeniach i odkryciach. I zawsze w odpowiednim momencie przed odpowiednią osobą wyciągał odpowiedni fragment swojej potężnej wiedzy. Zmuszał do myślenia, zmuszał do działania.

W zeszłym roku podczas kursu inwentaryzacji w Lanckoronie spędziliśmy kilka godzin na rozmowach. Można rzec, że dziwnych, kosmicznych. Przyznam, że wtedy niezbyt rozumiałam sens naszej rozmowy i jej temat. Dopiero później otworzyły mi się oczy na pewne sprawy. Kiedy zaczęłam się zastanawiać dlaczego nagle inaczej pewne rzeczy pojmuję, zrozumiałam, że stało się to za sprawą rozmowy z Mariuszem.

Bo Mariusz działał jak bomba z opóźnionym zapłonem. Nie mówił wprost, nie radził, nie dociekał- swoimi uwagami, na pozór oderwanymi, drążył jak woda skałę- zawsze było w nich jakieś genialne sedno rzeczy. Efekty widać było dużo później- zastanawia mnie ilu ludzi nie wie, że zmiany w swoim życiu zawdzięczają tej kropli drążącej? Mariuszowym myślom, wtrącanym anegdotkom, powiedzeniom. Niby zwyczajnym, a jednak nie do końca. zastanawia mnie- ile ja rzeczy przegapiłam, na które wpływ miał Mariusz? Czy kiedyś zrozumiemy całkowicie ile dla nas znaczył i jak dużo mu zawdzięczamy?

Obawiam się ze nie- taka jest rola anonimowego anioła stróża...
Nie ma takiego słownika, który ma wystarczającą ilość słów, aby choć w części oddać jaki jest Mariusz. Podobnie jak w tej części przestworzy nie ma takiego świata, aby pomieścić jego pasje, zainteresowania i plany. Rodzinie Mariusza życzę silnej wiary, w to że Tam jest Mu lepiej. Że Pan powołał go do większego, lepszego świata, gdzie zrealizuje to na co ten świat był dla niego za mały.

Powodzenia Maniek. 
Szykuj nam przewodnik po Niebieskich połoninach- dołączymy niebawem.

[O NAS] Monika Turska "Wonder"

Konserwator zabytków, renowator (słowo wymyślone przez złośliwych), grafik i artysta. Zawodowo dbała o aktualność ofert turystycznych, szczegółowe opisy obiektów i atrakcji turystycznych oraz dobór pięknych zdjęć, aktualnie zajęła się sztuką (na wiadomość, co sztuka na to, wciąż czekamy). Ze względu na pasje architektoniczna, dojeżdża tam, gdzie inni z nas zapewne nie dotarliby nigdy. A z pewnością widzi to czego my nigdy nie zobaczymy. Na szczęście oddaje nam trochę w fotografii...

[O NAS] Łukasz Majerczyk


Historyk z wykształcenia i chyba zamiłowania, bo nikt nie zabiera się za kontrowersyjny temat Ognia-partyzanta z Podhala, nie kochając historii jako takiej. 

Zawodowo Łukasz... no właśnie- zawodowo Łukasz zajmował się realizacją rzeczy niemożliwych. W tym momencie nie mam już tej przyjemności jaką dawała mi współpraca z nim. 

Dziś pisze artykuły o bezpieczeństwie w górach, w ramach współpracy z TOPR i GOPR. W międzyczasie pisuje artykuły dla portalu historyków historycy.pl- gdzie został opublikowany jego artykuł o Ogniu.

[O NAS] - Karol Piłka - Olkusz


Karol to nasza dobra dusza. Pojawił się poprzez maila z zapytaniem o szczegóły dotyczące Doliny Górnego Sanu. I tak został;))) Karol włóczy się to tu to tam i czasem podsyła zdjęcia z wycieczek, a niekiedy i swoje wrażenia. Mam nadzieję, że kiedyś napisze artykuł- w szczególności liczę, Karolu, na Jurę, którą  niezmiennie i niestrudzenie reklamuje.

[O NAS] Marek Ryglewicz


Sądeczanin z powołania, wyboru i przeznaczenia. patriota lokalny, realizujący swoje regionalne pasje na rowerze w każdej wolnej chwili;) 

Autor specjalistycznych przewodników rowerowych po Beskidzie Sądeckim: Beskid Sądecki 22 wycieczki rowerowe oraz Jezioro Rożnowskie i Czchowskie 27 wycieczek rowerowych. W przygotowaniu trzecia część- okolice Nowego Sącza. W MUWICIE zajmuje się... zgadnijcie... rowerami? 

Mamy niesamowitą przyjemność i ogromny zaszczyt zaprezentować propozycje tras rowerowych na Sądecczyźnie autorstwa właśnie Marka Ryglewicza. Formalnie Marek jest informatykiem i automatykiem, uczy ludzi obsługiwać AutoCada i czym są  języki programowania- tu następuje długi ciąg niezrozumiałych dla mnie haseł...

[O NAS] - Piotr "Bebe" Drzewski


Bodaj jedyny ze współcześnie żyjących prawdziwych bardów- bieszczadników. 
Człowiek, który nieodparcie wierzy w ideały. 
Jako jedyny znany mi człowiek z przerażającą konsekwencją chodzi własnymi drogami (a komu się nie podoba to wara;) i za to go uwielbiamy...) 
Jedna z najbardziej rozpoznawalnych osobowości chatkowo bazowych. Nie ma chyba takiej osoby, która będąc choć raz na Górowej, Niemcowej, Skalance czy w bazie pod Wysoką, nie słyszała o Piotrusiu BeBe. 
To człowiek wokół którego narosło wiele mitów i legend. Z pewnością do historii górołazęgostwa już przeszedł- choć od sławy stroni jak może, ale sława i tak go dopada. 

Największy specjalista od chatek i baz namiotowych- kierował tym działem eBeskidy.com  (kilka lat był też redaktorem naczelnym tegoż wortalu). To się nazywa właściwy człowiek na właściwym miejscu. 

Dodatkowo prowadzi wspaniałą stronę www.chatki.com.pl. Piotr pisze również wiersze. Moim skromnym zdaniem należy do czołówki gitarzystów chatkowych i jako prawdziwy artysta stroni od używania gitary-twierdzi ze karty się po niej ślizgają. A w brydża gra równie dobrze, jak ratuje poparzone łapy (tak Piotruś, pamiętam, jak wiele lat temu chwyciłam ten komin pod Wysoką. I pamiętam doskonale że śladu po tym nie ma...). 
I choć ciężko go namówić, to jednak... "Miasteczko w Karpatach", "Pod stopą trzeszczy lodu szkło" i "Zakręty" (które ponoć gra się wtedy, kiedy się repertuar już skończył) to tylko nieliczne utwory,które w wykonaniu Piotrusia brzmią przepięknie. 

A jak to Piotrek przeczyta to mnie zabije...
Ale zakręty może zagra na stypie...

[O NAS] - Marcin Żyła


Gdyby nie Marcin- Muwit w ogóle by nie powstał... 
Formalnie dziennikarz i socjolog. Nieformalnie łazęgowicz z przeznaczenia. 
Wariat i maniak. 
To Marcin jest pomysłodawcą takich wyjazdów jak Wielkanoc w Bartnem, czy góry Kalimańskie w Rumunii. 
Marcin był inicjatorem powstania gazetki 'Zew Hawiarskiej Koliby' która święciła triumfy przez dobrych kilka lat. 
On też zmusił nas - Hawiarską Kolibę- do realizacji projektu 'Eastern Carpathians' i połączenia sił studentów polskich i ukraińskich. 

Nie - Marcin nie jest bez wad... ma jedną, która mi bruździ: nie opublikuje tekstu za Chiny Ludowe, dopóki nie sprawdzi że jest perfekcyjny... Dla mnie zrobił wyjątek i opublikował po malutkich przeróbkach swoje stare teksty, ale wspólny Muwit do czegoś zobowiązuje;))))

Także- drodzy czytelnicy- macie unikatową możliwość zapoznać się ze wczesną twórczością Marcina Żyły- tych tekstów nie znajdziecie nigdzie indziej!!!

[O NAS] Wojciech

Wojciech od jakiegoś czasu przymierzał się i przymierzał... Miałam przyjemność już jakiś czas temu przeczytać relację z wyjazdu do Czarnogóry. Jakiś czas temu miałam przyjemność oglądać część fascynujących zdjęć z wyprawy. I od jakiegoś czasu Wojciech mówił - nadejdzie taki czas, kiedy to wszystko opublikuję w MUWICIE. 
Czas nadszedł.

Wojciech to człowiek z pewnością nietuzinkowy- obce mu są  hotele, SPA i inne. On bierze aparat i zapycha w góry. Dobrze że córki dbają o tatusia, bo o kartach do aparatu i zapasowych bateriach pamięta, ale z chlebem czy latarką, to może mieć już problem:) Najważniejszy jest aparat i przeżycia. Czyli- właściwy człowiek we właściwym miejscu:)

W ramach akcji społecznej:) Wojciech założył również nam profil na Facebooku- tu mam uczucia mieszane, ale summa summarum jestem "HAPPY". Tam będziemy zamieszczać różne takie ciekawostki, które wymagają aktualizacji na bieżąco:)- spotkania, slajdowiska i inne.

Na szczęście niewiele pracy było trzeba, żeby Wojciecha skutecznie zarazić Ideą MUWITu. Ideą MUWITu w każdej z możliwych dziedzin- Wojciech otworzył w Tychach pracownię witraży- nad moim biurkiem wiszą, z przeproszeniem, jaja (od) Wojciecha:) Dwa wielkanocne witraże. Szczerze mówiąc, dokąd ich nie ujrzałam, nie wierzyłam zbytnio, że ktoś może ot tak zwyczajnie robić witraże- otóż może:)

Drugą rzeczą którą  Wojciech się zajął to rozwijanie zmysłu smaku poprzez... produkcję wina we własnej winiarni. Kiedyś się odgrażał, że to zrobi. W międzyczasie zabierał się za wszystko, skończyło się na... Winnicy-Piaskownicy w opolskim...

[O NAS] Forel

Forel

W przeciwieństwie do Konrada, nie wie, że Budda umarł na sraczkę. Za to wie czym jest Pz1. 

Zawodowo i z powołania inżynier mechanik. Hobbystycznie- wszystko co związane z ruchem jako takim. Od grzyb do rybów i od rybów do grzyb;) 
Pasjonat Beskidu Makowskiego i Słowacji. 
Twórca strony internetowej gminy Tokarnia. 
Pomysłodawca i współtwórca serwisu beskid-makowski.PL 

Od jakiegoś czasu zgłębia wiedzę grzybową co zaowocowało specjalistyczną stroną www oraz maniackim przyrządzaniem sosów i zup z muchomorów. W czasie grzybobrań zawsze ma ze sobą aparat, co owocuje wspaniałymi zdjęciami Beskidów i Słowacji. niezastąpiony jako pomoc techniczna- to on ratuje to co się zepsuje w PHP i to Forel służy radą"co_by_tu_jeszcze_zepsuć") Razem z Forelką od 30 ponad lat szukają wspólnych pasji- aktualnie są  to grzyby:)

Opisy miejscowości, rzek i szlaków Beskidu Makowskiego (tak chętnie kopiowane w Wikipedii i przewodnikach Onetu:)- o co pretensji nie mamy, aczkolwiek dobrze by było podać źródło:))- należą w zdecydowanej większości do Forela.


[O NAS] Kasia Turska "Ziellona" - "to moja wina"


  Kasia Turska "Ziellona" 

[EN] - Education: BAs of Ethnology and Balkans culture. Profession: a guide and travel representative. Love: Professional Snuffkin:). Mixed like my dog.

Nie ma co ukrywać- autorka tej strony, choć tylko współautorka MUWITu;). 

Jestem maniakalnym maniakiem, bo wszystko co robię- robię maksymalnie. Jeżeli jest coś czemu nie chcę/ nie mogę poświęcić się w całości, to się po prostu za to nie zabieram. 

Z wykształcenia etnolog i kroatysta, choć również przeżyłam romans z Akademią Rolnicza i Biologią Rozrodu, co zaowocowało 'gonieniem wilków po lasach' wraz ze 'Stowarzyszeniem dla Natury- Wilk'. Niegdyś pilot wycieczek - czasem wracam do zawodu. Jak to mawia mój niegdysiejszy szef, Łukasz, od turystyki nie da się odejść. Parafrazując genialnego Pratchetta "to nałóg z którym trudno zerwać". 

W przerwach, uturystyczniam świat na moją modłę trochę wirtualnie: prowadząc MUWIT.PL. Od kilkunastu lat oprócz długopisu i aparatu w podróży towarzyszy mi psiur o wdzięcznym imieniu Szekla i gabarytach średnio wyrośniętego ratlerka. Szczerze przyznam, ze ma idealne wymiary do jeżdżenia stopem...

Pomysłodawca lub współpomysłodawca kilku projektów turystycznych. 
Idea Przewodników 10+ została przedstawiona na Akademii Dziedzictwa i przyznaję... była to pierwsza dyplomówka, która nie była pisana "do szuflady" i z tematyki wybitnie mnie interesującej :)

Autorka kilkunastu artykułów opublikowanych na papierowych łamach periodyków krajoznawczych oraz fotografii (w czasach analogowych zdobywałam nawet jakieś nagrody:)

poniedziałek, 17 września 2018

Na stronie o stronie:


Na początku był... beskid-makowski.pl:
Forel z Forelką do perfekcji mają opanowane drogi, dróżki i dróżeczki pasma Kotunia. Gdzieś w połowie 2006 roku Forel wpadł na pomysł stworzenia portalu o Beskidzie Makowskim. Od tego się zaczęło.

Z czasem, do Makowskiego dołączyły inne grupy górskie, aż w końcu... zabijcie mnie, nie pamiętam dokładnej daty... powstał portal MUWIT. Od marca 2008 portal znajduje się pod domeną www.muwit.pl, a zawartość dotycząca makowskiego pod domeną beskid-makowski.pl

Na stronie o stronie:

Strona jest bezapelacyjnie i nieodwołalnie stroną prywatną o charakterze niekomercyjnym. Ale ponieważ zamieszczam tu również zdjęcia i artykuły nie mojego autorstwa, dlatego znajduje się pod egidą MUWITu. W pewnym sensie, nie czarujmy się, powstała, żeby się pochwalić, pokazać i inne po..., ale jednak chciałabym aby kiedyś w przyszłości był to naprawdę serwis dla wagabundów. I tych mniejszych i tych większych. I tych bliskich i dalekich. Nie byłam wszędzie, nie odwiedziłam nawet wszystkich regionów Polski, ale chciałabym aby to co zobaczyłam i zwiedziłam poszło sobie dalej w świat. I żeby ktoś kiedyś nie przejechał obojętnie koło Pelplina i zamku w Gniewie, bo "skąd miał wiedzieć, ze tam tak pięknie", jak ja to kiedyś zrobiłam... 

Wszystkich zainteresowanych umieszczeniem tu swoich zdjęć lub artykułów, relacji czy opowiadań podróżniczych serdecznie zapraszam- poniżej kilka informacji:

KILKA UWAG OGÓLNYCH:

  • Reklama- dotychczas udaje mi się trzymać założenia, że nie zamieszczam wkurzających reklam. Nie ma wyskakujących okienek, ani nie dających się wyłączyć duszków. I tego nie będzie nigdy. Ponieważ jednak utrzymanie serwera kosztuje;) najprawdopodobniej pojawią się reklamówki- napisz, a dowiesz się więcej:)
  • O ostatecznym wyglądzie strony i jej zawartości decyduję ja- bo jestem egoistką. Poniżej kilka zasad nazwijmy to szumnie współpracy, żeby nie było wątpliwości i niedomówień...
  • punkt pierwszy- najważniejszy!- niekomercyjnie to znaczy że nie ma z tego żadnych fizycznych dochodów- psychiczne są : głównie satysfakcja;)
  • ZDJĘCIA- zdjęcia znajdować się będą na GooglePhotos. 
  • Autor ma oczywiście (dla mnie to oczywiste, ale tak na wszelki wypadek) prawo do wycofania oraz do zmian. I prawa autorskie należą wyłącznie do niego. Czasem bywam namolna i upierdliwa, ale wolę w ten sposób, bo to chyba naturalne...
  • Dane autora (najlepiej ze zdjęciem) umieszczane są w dziale "autorzy"
  • Wszystko jest dyskutowalne- także jeżeli z powyższego coś Ci nie odpowiada- napisz. Z pewnością się dogadamy...

Po co to wszystko ?

Co Żyłka z Zielloną robili pod Rabią Skałą? 


=========================

[EN] What the MUWIT.pl exactly is? Well, it is simple travelling wish list - beginning from Mexico city to Niepolomicka forest nearby Cracow. Above you can read (if you understand Polish)about the rules or - how the captain Barbossa used to say - rather guidelines.

Exactly how Alexander Lwow used to say: everybody has his Everest. I am absolutely sure that everybody has his MUWIT but not everybody knows about it YET. 

My goal is to make website on which all local travellers can find this what they are looking for. And this website exists exactly for this reason. And therefore here is such a mess :)
=========================


MUWIT powstał w lipcu 2001 roku w bieszczadzkim paśmie granicznym. 
Założyliśmy go wspólnie z Marcinem Żyłą gdzieś pomiędzy Jasłem, a Rabią Skałą.


Lipiec 2001. Wychodziliśmy z Marcinem pod Rabią Skałę, mając na celu zrealizowanie założenia sprzed roku, albo dwóch - przejść pasmo graniczne w jeden dzień. Wtedy - i nie mam pojęcia, które z nas to powiedziało - ktoś wpadł na pomysł wytypowania sobie kilkunastu miejsc, które chciałoby się odwiedzić i konsekwentnie je realizować;) 
Z konsekwencją u nas zawsze było na bakier, jednakże już po kilkunastu metrach mieliśmy nazwę "stowarzyszenia"- MUWIT- rozszerzenie skrótu wymyśliliśmy już chyba na Kremenarosie.

Międzynarodowy Uniwersytet Włóczęgów i Turystów.

Muszę tu zaznaczyć, że ojcem chrzestnym MUWIT'u jest Paulo Coelho- jego Alchemik był pierwszym "Działaczem naszego stowarzyszenia"- choć my nawet nie wiedzieliśmy, że, kiedyś takie "stowarzyszenie" powstanie...:) Z tego, co się orientuję, Paulo Coelho nadal o nim nic nie wie...

Założenia MUWITu:

  • każdy z nas ma jakieś miejsca, gdzie chciałby pojechać- nie musi to być od razu Meksyk, albo Tajlandia. Również bliskie miejsca są  atrakcyjne i dużo łatwiejsze do zobaczenia.
  • Aby dostać "zaliczenie" wystarczy zrobić to co się chcialo- czyli na przykład : odwiedzić skansen w Pstrążnej
  • Nie wymagane są  potwierdzenia, słowa, zdjęcia czy pieczątki- każdy realizuje kolejne punkty MUWITu tylko dla siebie i czystej przyjemności 
  • Jedyna reguła to NAPRAWDĘ CHCIEĆ TAM BYĆ- lista MUWIT'u nie musi być przecież spisana. Każdy podróżnik ma swój MUWIT w głowie i sercu.

Parafrazując nieco genialnego Aleksandra Lwowa ("Każdy ma swój Everest") jestem pewna, że tak naprawdę KAŻDY MA SWÓJ MUWIT- TYLKO JESZCZE O TYM NIE WIE;) ten portal powstał z myślą o tych, którzy szukają informacji na temat jakiś miejsc mało turystycznych, lub unikatowych informacji na temat miejsc turystycznych. sądząc z ilości maili (głównie na temat Doliny Górnego Sanu) w pewnym stopniu spełnił swoje zadanie. Ale chciałabym, aby więcej osób mogło z niego korzystać i znajdować to czego szuka (to też jest na mojej liście MUWITu;))))- bo MUWIT wcale nie musi być górski, wręcz wcale nie musi być podróżniczy- tylko wtedy nazywa się DUIT- po prostu Zrób To!!!!


niedziela, 16 września 2018

Dlaczego tak, a nie inaczej... - notka transformacyjna :)



MUWIT od trzech miesięcy przechodzi transformację. Już dawno temu zadecydowałam, że będzie to strona informacyjno- kulturowo - krajoznawcza. Aby ułatwić wszystkim - w tym mnie - poruszanie się po stronie (która obejmuje praktycznie całą Europę- niekiedy bardziej, niekiedy mniej) przerzuciłam część zawartości na tzw. blogi - drewniany, warszawski (keszerski) i Muwitowe PsieMyślenia. Ma to służyć:

1) lepszemu linkowaniu do zawartości, bo często dany obiekt jest na pograniczu.

2) na "blogu" jest mi po prostu łatwiej wrzucać ciekawostki - szczególnie MUWITowe Psiemyslenia mają zawartość pół na pół. Pół relacji Muwitowych (pisanych przez nas), a połowę ciekawostek z internetu - w dużej części już nie dostępnych w sieci...

Na tej stronie znajdziecie to, co jest albo nowe, albo polecane przeze mnie. Jeśli chcecie przejść do całej strony - kliknijcie w logo :)

Dziękuję i do zobaczenia na turystycznym szlaku.

Ziellona

[ENG]

Dear Friends and visitors,
The English version has been removed from main page - however part of the content is translated. Therefore - if you find a british flag on the top of the page - that means that this "page" is already translated.

The issue was that I was unable to do that properly. Some of articles are definitely not dedicated to translation (and it is really lot of work). Therefore I decided to translate only main content (guides) - it will be done but... Gods know when... At this moment I can only apologise for inconvenience and hope that it will be done as quick as possible...

If you wish to access main page (this WILL BE translated) - just click on logo. Blog and wooden architecture (icons below) are only available in Polish. Facebook - vel is just Facebook :).

Below you can find guides and articles with direct link - this also WILL BE translated...

Kasia Ziellona