niedziela, 12 lipca 2020

Nadjeziorni Kameduli




Zakończyłam wędrówkę po Suwalskim Parku Krajobrazowym. Byłam już mocno zmęczona i zdenerwowana faktem, że po całym dniu wędrówki wyszłam z powrotem w Gulbieniszkach. 

Stanęłam na drodze machając na wszystkie bez wyjątku pojazdy mechaniczne. Nie stałam długo. Zatrzymał się pan dyrektor szkoły w Raczkach koło Suwałk. Choć, i ja i on, mieliśmy w planach jazdę zupełnie gdzie indziej, skończyło się na tym, że pan dyrektor, zafascynowany historią kamedułów, zawiózł mnie do Wigier, gdzie trzy godziny oprowadzał mnie po klasztorze opowiadając historie krew w żyłach mrożące. Część z zasłyszanych informacji, przekazuję dalej...   
  



Kameduli- jeden z najbardziej surowych i pustelniczych zakonów na kontynencie europejskim. Pierwszym założonym na terenie Polski klasztorem kamedulskim był, chyba najsłynniejszy klasztor na Bielanach pod Krakowem. Potem przyszła kolej na następne: w Rytwianach, Bieniszewie, Szańcu, podwarszawskich Bielanach, wreszcie w Wigrach i w Pożajściu koło Kowna.

Od XI wieku, czyli od czasu założenia przez św. Romualda znani byli z pełnego wyrzeczeń, odludnego trybu życia. Nie spotykali się jak benedyktyni, czy bernardyni na wspólnych modłach, nie prowadzili działalności edukacyjnej. Każdy zakonnik mieszkał we własnym domku pustelniczym, zwanym eremem, uprawiał w cichości ogródek, z czas  spędzał na kontemplacji i szukaniu sensu w życiu.

Wigry nad Wigrami

A trzeba przyznać, że tereny na przemyślenia sprzyjały poszukiwaniom... Chyba każdy stojący na półwyspie klasztornym zazdrości Kamedułom pięknego otoczenia: Z okien eremów widać cały Plos Wigierski, najgłębszą część Jeziora Wigry. Mocno pofałdowane wybrzeże porastają trzciny. Niekiedy ciszę przerwie krzyk spłoszonej kaczki, trzepot skrzydeł tokującego łabędzia, czy plusk przestraszonej ryby, już czującej zbliżającą się śmierć w przepastnym brzuchu kormorana. 

Te ogromne czarne ptaki są  niekwestionowanym władcami okolicy. Ich naturalne siedliska mieszczą się na malutkich wyspach i w, niedostępnych od strony lądu, licznych zatokach. Na północ widnieje zatoka Zadworze, na zachód jezioro Leszczewek, od wschodu widoczność ogranicza ląd z połyskującymi taflami kilku pomniejszych jezior: Mozguć, Dawcień i Postaw, a od południowego wschodu w brzeg pod Czerwonym Folwarkiem wdziera się zatoka Wschodnia. Miejsce iście wymarzone na kontemplację...

Król nadaje dobra

A wszystko Kameduli zawdzięczają polskim królom. Za czasów Zygmunta Starego tereny Suwalszczyzny porastała nieprzebyta puszcza. On sprowadził w te strony osadników z Mazowsza i z Litwy- stąd charakterystyczne "podwójne" nazewnictwo na tych terenach. On to też sprowadził do Polski Kamedułów z Campo di Maduli z Toskanii we Włoszech. Jednak dopiero w 25 lat później, na mocy przywileju z 1625 roku, król Jan Kazimierz nadał im okoliczne dobra- tereny najmniej zaludnione, przylegające do doliny Czarnej Hańczy i do Jeziora Wigry. "Okoliczne dobra" składały się na wyspę (aktualnie półwysep) wraz z kawałem puszczy Uhoł. Kiedy król August III Sas dołożył jeszcze 36 wsi i 29 jezior, klasztor wigierski stał się najbogatszym w Europie. Wg encyklopedii staropolskiej Zygmunta Glogera z 1900 roku, myślą Jana Kazimierza było: "przez tę fundację pozyskać u Pana Boga odwrócenie klęsk, trapiących Polskę przez cały okres jego panowania".

Oczywiście, jak to zwykle w Polsce bywa, nie obyło się bez kłótni, niejasności i niedomówień. Między innymi procesowali się o dobra Kiewlicze, którym w 1546 roku król Zygmunt August nadał dobra w okolicy Szurpił jako nagrodę za zasługi wojenne. W biurokratycznej zawierusze dokumenty zaginęły i po latach niepomyślnych procesów Jan Kazimierz uznał dobra szurpilskie za "dobra stołowe" i jako takie nadał je kamedułom.

Ci, na ich miejscu założyli wieś Szurpiły, a tam, gdzie kiedyś stał dworek myśliwski, powstała potasznia.

Jak widać, Kameduli byli bardzo obrotną i pracowitą społecznością. Kiedy w 1829 roku wspomniani Kiewlicze wytoczyli rządowi Królestwa proces "o zwrot zagrabionego mienia", na terenach wcześniej zarośniętych przez nieprzebytą puszczę założone już było 51 wsi i miasto Suwałki. 

Obrotni Kameduli

Jak widać, Kameduli byli bardzo obrotną i pracowitą społecznością. Kiedy w 1829 roku wspomniani Kiewlicze wytoczyli rządowi Królestwa proces "o zwrot zagrabionego mienia", na terenach wcześniej zarośniętych przez nieprzebytą puszczę założone już było 51 wsi i miasto Suwałki. 

Znacznie wcześniej zakonnicy założyli jednak kościół drewniany i eremy. Gdy w 1671 roku wszystko doszczętnie strawił pożar Kameduli zaczęli gromadzić fundusze na budowę nowej murowanej świątyni. Tak powstał kościół pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny. Tuż obok stanęło 17 eremów, refrektarz, wieża Zegarowa, Domek Furtiana i Dom Królewski, który po kasacji klasztoru w 1796 roku stał się rezydencją biskupa. Obecnie mieści się tu jadalnia i sala konsumpcyjna. Obok zabudowań klasztornych stanął Dom dla możnych, którzy pod opieką zakonników spędzali ostatnie lata życia. Całość zespołu otoczona była murem o dwóch tarasach. U podnóża założony był ogród warzywny, sad, zwierzyniec i niewielki staw, w którym trzymano sieję, sielawy, węgorze i inne ryby mile łechczące podniebienia zakonników. 

Diabelska sieja

Miejscowa legenda mówi, że to dzięki Kamedułom sieja pojawiła się w jeziorach. A było to tak... Przeor wigierski rodem z Włoch bardzo lubił ryby, ale z Wigier nie smakowały mu tak jak powinny. On chciał włoską rybę i już!

Tak nudził kuchcika Barnabę o rybę z włoskim rodowodem, że w końcu ten zdesperowany krzyknął:

-Już bym diabłu duszę zaprzedał, żeby sieję dla przeora zdobyć!

Zaszumiało w izbie, zaczerniło się, zapachniało spalenizną. Czart obiecał przynieść rybę przed świtem. Przez głowę nie przebiegło biednemu Barnabie, że zanim kur zapieje diabeł będzie z powrotem! Im bliżej było do świtu, tym ciężej było Barnabie. Zbyt przyzwyczajony był do swojej duszy, żeby ją oddawać jakiemuś biesowi. W końcu zwierzył się ze swego zmartwienia przeorowi. Teraz martwili się już obaj. Tuż przed świtem przeor wyszedł na wieżę kościelną. Z południa nadciągała czarna chmura... Wtem usłyszał szept: bij w dzwony, przeorze . Nad okolicą poniósł się metaliczny pogłos. Diabeł będący już nad półwyspem Rosochaty Róg, zaklął strasznie.

- Nie mam ci ja duszy Barnaby, niech on nie ma sieji.- i cisnął biedną rybę do jeziora. Ta poczuła się jak ryba w wodzie i już wkrótce całe jezioro opanowane zostało przez potomków pierwszej siei. Od tamtej pory jest ona wspaniałym przysmakiem dla zakonników, mieszkańców i turystów.

Niech jednak wędkarze nie mają nadziei- ryba ta "chodzi" na głębokości 20-30 metrów i jedyna szansa na złowienie pojawia się zimą, kiedy podchodzi pod powierzchnię lodu. 


Słońce nad klasztorem

Oj, dużo ma do zawdzięczania Suwalszczyzna Kamedułom. Powiadają, że cywilizacja przyszła tu wraz z zakonnikami. Wprowadzili nowe metody gospodarowania, założyli smolarnie, huty, cegielnie... Kiedy po III Rozbiorze Polskim na tereny te wkroczyli Prusacy skonfiskowano dobra klasztorne. Z chwilą konfiskaty zaczęły popadać w ruinę, a obie wojny zniszczyły je prawie doszczętnie. Wiele lat trwała odbudowa. Obecnie parafia kieruje ksiądz kanonik Zygmunt Bielak i przynależy do niej blisko 2000 wiernych z okolicznych wsi. Warto również przypomnieć, że w dniach 8-10.06.99 w czasie ostatniej pielgrzymki do Polski w sanktuarium Wigierskim odpoczywał papież Jan Paweł II. Na pamiątkę tego wydarzenia utworzono Papieską Izbę Pamięci. 

Kolejny zmierzch zamyka urlop nad jeziorem Wigry. Wieczór wygląda jak wiele na Mazurach: mgły podnoszą się znad Jeziora, poprzez białe opary cicho płyną dźwięki gitary. Panująca wokół cisza jest niemal idealna. czasem tylko skrzek ptactwa wodnego przerwie ciszę, czasem plusk wiosła spóźnionego wędkarza. Każdego wieczora nad wszystkimi jeziorami zmierzch jest podobny. Tylko potężna sylwetka klasztoru na tle wielkiej buły zachodzącego słońca czyni to miejsce jedynym na świecie...

Sierpień'2000- Wigry

sobota, 11 lipca 2020

ZAMEK ŁĘCZYCKI - HISTORIA

Autor: Anna Dłużewska-Sobczak

Łęczyca – miasto i gmina w województwie łódzkim, w powiecie łęczyckim, 40 km na północ od Łodzi, 130 km na zachód od Warszawy, przy łączącej północ z południem drodze krajowej nr 1. Miasto rozciąga się na pograniczu Niziny Mazowieckiej i Niziny Wielkopolskiej nad Bzurą (lewym dopływem Wisły), a dokładnie przy ujściu doliny Bzury do pradoliny warszawsko-berlińskiej

Zamek- siedziba łęczyckiego muzeum- został zbudowany przez króla Polski Kazimierza Wielkiego najprawdopodobniej w latach 1357-1365. Jest jednym z typowych architektonicznych założeń Kazimierzowskich. Zajmował południowo- wschodnią część miasta. W swoich murach gościł trzech polskich królów: Władysława Jagiełłę, Kazimierza Jagiellończyka i Zygmunta III Wazę.

Jagiełło przebywał tutaj 36 razy. Powodem tak częstych wizyt monarszych były sprawy państwowe (najczęściej sądy), wojny z Zakonem Krzyżackim i Zjazdy Generalne. W 1406 r. zamek spłonął razem z miastem. Został jednak szybko wyremontowany i już latem 1409 r. dwukrotnie gościł w swoich murach polskiego monarchę. Po klęsce rycerzy zakonnych na polach Grunwaldu w dniu 15 lipca 1410 r. część znamienitych jeńców krzyżackich i zagranicznych gości posiłkujących Zakon została osadzona pod strażą w zamku łęczyckim, gdzie czekali na wykup.

W 1420 i 1426 r. Na zamku odbyły się dwa najburzliwsze Zjazdy Generalne w jego dziejach: na pierwszym z tych zjazdów doszło do zbrojnego starcia pomiędzy zwolennikami oskarżonych o przekroczenie swoich kompetencji w rokowaniach z cesarzem Zygmuntem Luksemburskim posłów polskich (kanclerz i biskup krakowski Wojciech Jastrzębiec, marszałek koronny Zbigniew z Brzezia oraz kasztelan kaliski Janusz Tuliszkowski) a ich przeciwnikami; na drugim szlachta posiekała mieczami dokument gwarantujący następstwo tronu najstarszemu synowi Władysława Jagiełły Władysławowi, zwanemu później Warneńczykiem. Młodszy syn Władysława Jagiełły Kazimierz Jagiellończyk też dość często przebywał na łęczyckim zamku. Szczególnie miało to miejsce w okresie wojny trzynastoletniej z Zakonem Krzyżackim (1454-1466). Przebywali tutaj też okresowo jego żona- królowa Elżbieta Rakuszanka oraz syn Władysław, przyszły król Czech i Węgier.

Trzecim i ostatnim monarchą polskim, który przebywał na zamku w Łęczycy był Zygmunt III Waza. Przybył tutaj w czasie wyprawy do Krakowa na własną koronację i został powitany przez arcybiskupa gnieźnieńskiego Stanisława Karnowskiego.

Pożar zamku w 1462 r. oraz przygródka zamkowego w 1484 r. wpłynęły na znaczną rujnację budynków zamkowych. W połowie XVI w. źle było już zarówno z budynkami zamkowymi jak i wieżą oraz murami. Ówczesny starosta łęczycki Jan Lutomierski, podskarbi koronny i kasztelan sieradzki i łęczycki w 1563 r. dokonał ogromnego remontu zamku. Najważniejszą inwestycją starościńską stał się jednakże nowy dom mieszkalny, zwany "domem nowym". Domurowano go do wieży bramnej od północy, wzdłuż zachodniego muru obronnego.

Pod koniec sierpnia 1655 r. zamek łęczycki i miasto opanowały wojska szwedzkie, dowodzone przez gen. R. Douglasa. Polacy odzyskali Łęczycę dopiero w początkach października 1656 r. po krwawym szturmie, w trakcie którego mocno ucierpiał zamek. "[...] najbardziej ucierpiała [...] wschodnia strona zamku z Domem Wielkim, północno-wschodnim narożem muru obronnego i kuchniami" (T. Poklewski, Zamek w Łęczycy, Łęczyca 1996). Co prawda szlachcie łęczyckiej udało się do 1681 r. częściowo odbudować i zabezpieczyć go przed całkowitą ruiną, ale w początkach XVIII w. w trakcie walk Stanisława Leszczyńskiego, wspieranego przez wojska szwedzkie Karola XII, przeciwko królowi Augustowi II Mocnemu zamek uległ nowym zniszczeniom. W 1705 r. przebywał w nim sam Karol XII ze swoim wojskiem. W 1769 r. zamek i miasto zdobył w walce z konfederatami barskimi rosyjski generał Drewicz.

"Druga połowa XVIII wieku przynosi zamkowi dalsze dewastacje. Prawdopodobnie wtedy zabiera się z zamku co najmniej część wystroju kamieniarskiego: "dom nowy" jest opuszczony, a okna zabezpieczone, zachowana część "domu starego" służy jeszcze początkowo do przechowywania archiwów grodzkiego i ziemskiego, ale coraz dalej idąca rujnacja i groźba zawalenia murów zmusza w końcu władze do przeniesienia archiwaliów do klasztoru dominikanów. W 1788 roku runął budynek bramny [...]" (T. Poklewski, Zamek...). Rok później natomiast zaczęto remont wieży.


W 1793 r. Łęczyca w wyniku drugiego rozbioru Polski znalazła się pod panowaniem pruskim. Nowi władcy zamierzali przekształcić miasto i zamek w nowoczesną fortecę. "Przed południowo- wschodnim narożem zamku usypano szaniec [...], w murze obwodowym wykuto bramę, a przez cały dziedziniec, od bramy zamkowej do bramy na szaniec, wykopano drogę działową. Rozebrano przy tym przeszkadzające w budowie drogi ściany Domu Wielkiego. Wydaje się, że obniżono tez wtedy zewnętrzne ściany tego gmachu i obniżono mury zamku. Utracił on przy tym ostatecznie charakter średniowiecznej twierdzy. Mury nabrały charakteru parkanu, brama zniknęła." (T. Poklewski, Zamek...).

Pruską fortyfikację rozebrali w 1809 r. Austriacy. Po 1815 r. zamek przejęła Komisja Wojny Królestwa Polskiego i oddała Dyrekcji Inżynierów Wojska Polskiego. W "domu nowym" mieszkał kapitan inżynierów oraz znajdowały się magazyny, a w zachowanej części Domu Wielkiego umieszczono laboratorium prochowe (stąd nazwa "prochownia"). W 1826 r. minister Oświecenia Publicznego i Wyznań Religijnych Królestwa, Grabowski, chciał przejąć zamek w celu budowy na jego miejscu szkoły, ale nie zgodziło się na to wojsko.

Od 1831 r. zamkiem dysponował burmistrz Łęczycy i sprzedawał go po trochu do rozbiórki na cegłę. Po 1834 r. wali się mur zamkowy od północy i częściowo od wschodu, część '"domu nowego" i wieża. W 1841 r. miasto stało się legalnie właścicielem zamku, a na skutek interwencji z zewnątrz zarząd miejski musiał zaprzestać rozbiórki zamku, który w okrojonej formie doczekał się odzyskane niepodległości przez Polskę w 1918 r. "W okresie międzywojennym reperowano po trochu mury zamkowe" (T. Poklewski, Zamek...).

Mimo zawieruchy wojennej w latach 1939-1945 zamek ocalał. Po II wojnie światowej na zamek wprowadził się hufiec łęczyckich harcerzy. Do rozwiązania ZHP w 1949 r. w wieży zamkowej miał jeszcze swoją siedzibę krąg zuchmistrzów z Harcerskim Amatorskim Teatrzykiem Kukiełek "Awangarda".

PRZEZ POPARDOWĄ WIELKĄ na pograniczu z Pogórzem

Autor:  Marek Ryglewicz



Trasę należy zaliczyć do dość trudnych (różnicy wzniesień około 300 metrów), ze względu na wspinaczkę w Popardowej Wyżnej, a pokonaliśmy ją w ciągu 2 godzin. Wyruszamy z Nawojowej główną drogą w kierunku Krynicy. Mijamy odchodzącą w lewo drogę do Popardowej Wyżnej. Dwa kilometry dalej wjeżdżamy do wsi Frycowa. Tu na prawo od drogi ciągnie się dolina potoku Homerka. Jedziemy kilkaset metrów dalej, tam znajduje się centrum Frycowej, kilka sklepów, a tuż za nimi nowy budynek szkoły podstawowej.


Przechodzimy na przejściu dla pieszych na drugą stronę drogi, schodzimy po betonowych schodkach w dół i szeroką ścieżką dojeżdżamy do stalowej kładki na Kamienicy Nawojowskiej, największej rzeki w okolicy, tym ważniejszej że stanowi ona wschodnią granicę Beskidu Sądeckiego. Zaraz za kładką wita nas Beskid Niski i zaczynają pierwsze zabudowania Popardowej Wyżnej, a my mamy na liczniku 2,5 km. jadąc w prawo dojechalibyśmy z powrotem do drogi krajowej (dojazd dla aut), a my skręcamy w lewo. Mijamy starą zabytkową kapliczkę, droga skręca w prawo i zaczynamy jazdę do góry. Po prawej w dole płynie bezimienny potok, a za nim wznoszą się stoki zalesionego szczytu Margoń Niżna 737 m n.p.m. Dojeżdżamy do rozwidlenia dróg z charakterystycznym trójkątem pośrodku. Droga w lewo, trawersując stok, prowadzi z powrotem do Nawojowej, natomiast my jedziemy dalej w górę doliny. Wzdłuż drogi, po lewej stronie pojedyncze domy. wąska asfaltowa droga doprowadza nas do ostatniego w dolinie gospodarstwa. Za nim skręcamy w lewo i serpentynami zaczynamy wspinaczkę już na grzbiet. Doskonały stąd widok na dolinę Kamienicy Nawojowskiej, wznoszące się za nim Pasmo Jaworzyny Krynickiej i widoczne na drugim planie Pasmo Radziejowej i Przehyby.

Po przejechaniu 5,3 km osiągamy grzbiet obok dużego gospodarstwa należącego do przysiółka Groń. Warto się tu zatrzymać, gdyż przed nami w dole doskonale widać dolinę Kamionki, a za nami Beskid Sądecki. Tędy grzbietem biegnie żółty pieszy szlak prowadzący z Jamnicy do Florynki. Po dłuższej chwili odpoczynku i przynajmniej częściowym zregenerowaniu sił jedziemy polną drogą w lewo, oczywiście wraz z żółtym szlakiem.

Droga lekko opada, dojeżdżamy do rozwidlenia. Stąd lepsza jakościowo droga skręca w prawo do Kamionki Wielkiej, my natomiast już znacznie gorszą jedziemy dalej prosto (cały czas towarzyszy nam żółty szlak). Trasa lekko się wznosi trawersując południowe stoki szczytu Skalnik 669 m n.p.m. Wokół gęsty las iglasty z przewaga jodły.

Wyjeżdżamy z lasu, na prawo znowu bardzo ładny widok na dolinę Kamionki, mijamy po prawej drewniany dom, wokół dużo drzew brzeziny, aż po przejechaniu 7,8 km wyjeżdżamy na drogę asfaltową. Zabudowa coraz gęstsza, a my znajdujemy się w Popardowej Niżnej. Dojeżdżamy do rozwidlenia dróg, odchodząca w prawo asfaltowa schodzi w dół do Kamionki Wielkiej. nią prowadzi lokalny biało-czerwony szlak z Kamionki W. do Nawojowej. Jedziemy dalej prosto granią (towarzyszy nam szlak żółty i biało-czerwony) i kilkaset metrów dalej kolejne rozwidlenie. Stan licznika w tym momencie wynosi 9,1 km. Stąd szlak żółty prowadzi dalej prosto granią, by później skręcić w prawo do Jamnicy, natomiast my kierujemy się drogą za szlakiem lokalnym w lewo. Ale wcześniej warto nasycić wzrok jedną z rozleglejszych panoram na Sądecczyźnie.

Prawie cała Kotlina Sądecka, oraz wznoszące się za nią licząc od prawej Dąbrowiecka Góra, Białowodzka Góra, Pasmo Łososińskie, Beskid Wyspowy, Gorce i Beskid Sądecki są na wyciągnięcie ręki. Jedziemy dalej, wokół pola uprawne, mijamy nowo wybudowane ujęcie wody dla Nawojowej, droga skręca w lewo i wśród drzew jedziemy szybko w dół. Wjeżdżamy na most na Kamienicy Nawojowskiej, jeszcze kilkaset metrów i przy stanie licznika 10,7 km znajdujemy się w centrum Nawojowej obok budynku Urzędu Gminy kończąc naszą wycieczkę.

O autorze:


Sądeczanin z powołania, wyboru i przeznaczenia. Patriota lokalny, realizujący swoje regionalne pasje na rowerze w każdej wolnej chwili;) Autor specjalistycznych przewodników rowerowych po Beskidzie Sądeckim: "Beskid Sądecki 22 wycieczki rowerowe" oraz "Jezioro Rożnowskie i Czchowskie 27 wycieczek rowerowych". W przygotowaniu trzecia część - "okolice Nowego Sącza". Formalnie Marek jest informatykiem i automatykiem, uczy młodzież obsługi AutoCada i czym są  języki programowania...

SZLAKAMI ŁEMKÓW - cerkwie w dolinach

Autor:  Marek Ryglewicz

Łemkowie, to wschodniosławiańska, rusińska grupa etniczna zamieszkująca historyczny region Galicji, Zakarpacia, oraz północną część Słowacji. Po II wojnie światowej, Łemkowie zostali przesiedleni m.in. Na Ziemie Odzyskane. Zainteresowała nas ich historia. Obecnie widomym znakiem po nich w Beskidzie Sądeckim są liczne cerkwie i przydrożne kapliczki zwieńczone krzyżem z charakterystyczną poprzeczką. Naszą rowerową wycieczkę, podczas której zamierzamy odwiedzić wszystkie łemkowskie cerkwie w dolinie Popradu i Kamienicy Nawojowskiej, rozpoczynamy w Żegiestowie, a kończymy w Nowym Sączu odwiedzając na trasie 13 cerkwi Beskidu Sądeckiego.

ŻEGIESTÓW

Wyruszamy na trasę z dworca PKP w Żegiestowie, jadąc w kierunku Muszyny. Droga prowadzi doliną Popradu. Półtora kilometra dalej wjeżdżamy w dolinę w kierunku Żegiestowa Wsi. Wzdłuż drogi liczne pensjonaty, lokale gastronomiczne. Z daleka widać baniaste kopuły wież cerkiewnych. Murowana, z pierwszej połowy XX wieku cerkiew pw. Michała Archanioła, wznosi się po lewej stronie drogi. Po II wojnie światowej przekształcona została na kościół rzymskokatolicki pw. św. Anny. Znajdujemy się obok cerkwi (3,2 km). Ruszamy w dalszą drogę. Najpierw zjazd do głównej drogi, a później skręt w lewo. Jesteśmy w Żegiestowie Zdroju (6,3 km). Liczne domy wczasowe i dom zdrojowy świadczą o świetności uzdrowiska i można tylko żałować, że obecnie w większości stoją puste i niszczeją. Przed domem zdrojowym degustujemy bardzo smaczną wodę mineralną i ruszamy w dalszą drogę. Dojeżdżamy do odejścia drogi na tzw. Łopatę Polską. Zachęcam do zjechać w dół, aby obejrzeć sanatorium Wiktór (8 km), który wybudowany w roku 1936, należał wówczas do najbardziej luksusowych budynków. Obecnie w dalszym ciągu świadczy usługi sanatoryjne dla kuracjuszy, Chociaż na pewno wymaga poważnego remontu. Woda mineralna Zosia, z której słynie Wiktór smakuje jednak doskonale. Wyjeżdżamy ponownie na główna drogę, skręcamy w prawo i zaczynamy jazdę w kierunku Andrzejówki. Strome stoki po lewej stronie pokrywają lasy mieszane.


ANDRZEJÓWKA

Po przejechaniu 11,5 km widać zjazd do kolejnej cerkwi. Krótki podjazd pod górę, około 300m i stoimy obok parkanu. Cerkiew ta wybudowana została w 1864r. pw. Zaśnięcia Bogurodzicy zbudowana jest z trójdzielnej konstrukcji zrębowej, pobita gontami i pokryta blachą, wnętrze zdobi polichromia ornamentalna z XIX/XX w ikonostas z XVIII w. Chwilę odpoczywamy na ławce przy wejściu, szukamy najciekawszych ujęć fotograficznych i jedziemy dalej. Znowu główna droga dolina, którą płynie Poprad jest tu już znacznie szersza. Przed nami widać skupisko zabudowań, kolejnej miejscowości na naszej trasie. Dojeżdżamy do Milika.


MILIK

Aby dojechać do cerkwi w Miliku musimy pojechać w górę doliny około 1,6 km. Ale warto. Cerkiew pw. Kosmy i Damiana z I p. XIX wieku znajduje się po prawej stronie drogi za potokiem na niewielkim wzniesieniu, także z daleka widać jej charakterystyczne trzy kopulaste wieże. Możliwości dla fotografa są tu znacznie lepsze, ponieważ lipy, które tradycyjnie rosną wokół wszystkich cerkwi, tu zostały znacznie przycięte. Sama cerkiew, obecnie jest to kościół rzymskokatolicki, podobnie jak wcześniejsza w Andrzejówce jest konstrukcji trójdzielnej. Po chwili przerwy ruszamy dalej, wracamy szybko w dół doliny na drogę główną i kierujemy się teraz już w kierunku Muszyny. Po naszej lewej stronie widać Rezerwat "Obrożyska" (20,6 km), gdzie ochronie podlega duże skupisko lip. Mijamy pierwsze domy wczasowe w Muszynie i znajdujemy się u ujścia doliny potoku Szczawnik. W tej części Beskidu Sądeckiego, to największa, doskonale znana, zarówno dla turystów jak i kuracjuszy dolina. Z uwagi na doskonały klimat, oraz lecznicze wody mineralne w Szczawniku i sąsiednim Złockim wybudowano dużo sanatoriów i domów wczasowych. My w swojej wędrówce odwiedzamy też tą dolinę ponieważ, w Szczawniku i Złockim, znajdują się kolejne cerkwie, cel naszej wyprawy.


SZCZAWNIK

Jedziemy w górę doliny Szczawnika. Po naszej prawej jak i lewej stronie widać liczne uzdrowiska i domy wczasowe o bardzo ciekawej budowie. Gdy na licznikach naszych rowerów pokazuje się dystans 23 km dojeżdżamy do rozwidlenia na Szczawnik i Złockie. Dziś pojedziemy w stronę Szczawnika, a cerkiew w Złockim zostawiamy sobie na jutro. Cerkiew w Szczawniku (25,7km czyli 2,7 km od rozwidlenia) pw. Św. Demetriusza (Dymitra) – obecnie filialny kościół katolicki parafii w Złockiem położona jest po prawej stronie drogi. Jak można przeczytać z pięknej tablicy, świątynia powstała prawdopodobnie w 1841 roku na miejscu starszej XVII- wiecznej cerkwi. Jest cerkwią łemkowską typu północno-zachodniego. Jak wszystkie świątynie chrześcijańskie obrządku wschodniego jest jednonawową budowlą trójdzielną – posiada trzy wyraźnie wyodrębnione części: babiniec (pod wieżą – część wejściowa), nawa i oddzielone od niej ikonostasem prezbiterium. Cerkiew ta jest orientowana (wydłużone prezbiterium, zamknięte trójbocznie skierowane ku wschodowi) w stronę Grobu Pańskiego w Jerozolimie. Wyposażenie pochodzi z XVIII-XIX w (część z poprzedniej cerkwi). Po obejrzeniu i sfotografowaniu udajemy się kilkanaście metrów za cerkiew do źródła wody mineralnej. Po degustacji i kilkuminutowej przerwie ruszamy w dalszą drogę. Teraz naszym celem jest Bacówka nad Wierchomlą, gdzie zamierzamy zatrzymać się na nocleg. Przed nami 7km podjazdu do bacówki. Około 1,6 km jedziemy drogą asfaltową. Tu mijamy ostatnie gospodarstwa i usytuowaną po lewej stronie dolną stację wyciągu krzesełkowego na Jaworzynkę. Zaczyna się droga szutrowa. Przejeżdżamy przez duży plac zwózki drewna. Droga prowadzi teraz wzdłuż Rezerwatu Żebracze. Po 6,3 km skręcamy na mały mostek a po 700m ukazuje się nam Bacówka nad Wierchomlą (32,7 km).


BACÓWKA NAD WIERCHOMLĄ

Nie pierwsza i ostatnia moja tu wizyta. Lubimy tu przyjeżdżać, z uwagi na fantastyczną atmosferę, doskonałe widoki, smaczną kuchnię i doskonałe położenie. Przyjechałem bez rezerwacji, ale miejsce dla stałych bywalców zawsze się znajdzie. Po krótkim odpoczynku warto pojechać w kierunku Pustej Wielkiej i górnej stacji kolejki krzesełkowej z Wierchomli. Tam oglądamy trasy zjazdowe MTB i wielkie polany, na których latem odbywa się wypas owiec, a zimą wielkie szusowanie, bo Wierchomla obok Jaworzyny to prawdziwa mekka dla narciarzy na Sądecczyźnie. A potem oglądanie niezapomnianego zachodu słońca i pora na spanie, bo jutrzejszy dzień zapowiada się dość męczący.

ZŁOCKIE

Po porannym śniadaniu wyruszamy w drogę na poszukiwanie kolejnych cerkwi. Wracamy tą samą drogą w dolinę Szczawnika. Jedziemy szybko, bo droga cały czas prowadzi w dół doliny. Mijamy oglądaną wczoraj cerkiew i dojeżdżamy do odejścia bocznej drogi (41,1 km), którędy zgodnie z drogowskazem dojedziemy do cerkwi w Złockiem. Cerkiew jest pięknie położona na wzgórzu wśród otaczających ją lip. Świątynia, pw. Św. Demetriusza Rycerza i Męczennika, zbudowana została w latach 1867 – 1872 przez budowniczego Kondracza. Zbudowana jest z drewna modrzewiowego, konstrukcji zrębowej z wieżą konstrukcji słupowej szalowana, kryta blachą, pierwotnie gontami. To druga cerkiew, którą udaje nam się zwiedzić, a to dzięki wielkiej życzliwości księdza proboszcza, który nie boi się dać nam pęk kluczy do kościoła. W zachwyt wprawia nas przepiękny ikonostas w ołtarzu głównym wraz z usytuowanymi pośrodku carskimi wrotami, zwanymi również rajskimi. Po zwiedzeniu cerkwi, ruszamy w dalszą drogę. Zjeżdżamy lekko w dół i znajdujemy się teraz w dolinie Złockiego Potoku. Skręcamy w lewo i jedziemy w kierunku Jastrzębika. Droga cały czas wznosi się, aż dojeżdżamy do bardzo ciekawego przyrodniczo miejsca. Pięknie zagospodarowane, uznane za pomnik przyrody nieożywionej, mofety, nazwane imieniem Profesora Henryka Świdzińskiego.


MOFETY

Mofety to jak podaje Wikipedia "rodzaj ekshalacji wulkanicznych, chłodny wyziew (o temperaturze poniżej 100°C), zawierający głównie dwutlenek węgla, bez większej obfitości pary wodnej. Także otwór, z którego wydobywają się te ekshalacje. W Polsce zjawisko można zaobserwować w okolicach Szczawnika i Złockiego (Beskid Sądecki)". Całość zajmuje obszar około 25m2 , wszędzie widać wydobywające się nieustannie intensywne bąble gazu, o różnej wielkości i częstotliwości, z licznych bardzo głębokich szczelin. Oglądamy "Dychawkę" i "Bulgotkę", uwieczniamy je na fotografii, ale od kosztowania wody powstrzymuje nas nie najprzyjemniejszy zapach siarkowodoru. Ruszamy dalej, jeszcze trochę wspinaczki i rozpoczynamy zjazd do Jastrzębika.


JASTRZĘBIK

Cerkiew w Jastrzębiku, z I połowy XIX wieku, pw. Św. Łukasza Ewangelisty położona jest po lewej stronie nad drogą (46,7 km). Jest to obiekt drewniany o konstrukcji zrębowej, trójdzielny, jednonawowy. Blaszany dach zdobią baniaste hełmy ze ślepymi latarniami. Usytuowana jest niezwykle malowniczo na wzgórzu. Uroku dodaje jej wolno stojąca dzwonnica, brama zbudowana na początku XX wieku, połączona z drewnianym ogrodzeniem otaczającym cerkiew. Z usytuowanej obok tablicy dowiadujemy się, że jej poddasze jest schronieniem kolonii jednego z najrzadszych w Europie nietoperzy – Podkowca Małego. Jedziemy teraz w dół doliny Jastrzębika, który swe źródła ma na południowo- wschodnich stokach Jaworzyny Krynickiej. Po przejechaniu 49,4 km (licząc od początku wycieczki) wyjeżdżamy na główną drogę z Muszyny do Krynicy. Prowadzi ona doliną Muszynki, prawobrzeżnego dopływu Popradu, która swój początek bierze na Przełęczy Tylickiej. Jedziemy teraz bardzo ostrożnie, bo ruch na niej bardzo duży, a nie wszyscy kierowcy są życzliwi rowerzystom. Zaczyna się miejscowość Powroźnik, po lewej mijamy stację i bocznicę kolejową w Powroźniku i tuż przed skrzyżowaniem z torami kolejowymi skręcamy w prawo w boczną drogę (51,2 km).


POWROŹNIK

Kilkaset metrów dalej znajdujemy się przy najstarszej cerkwi łemkowskiej w Polsce. Cerkiew greckokatolicka pw. Św. Jakuba Młodszego Apostoła wybudowana w początkach XVII w., została przebudowana na pocz. XIX w., a obecnie znajduje się w niej kościół rzymskokatolicki. Wracamy na główną drogę i jedziemy teraz w kierunku Krynicy. Droga prowadzi teraz w górę potoku Kryniczanka. Szeroka dolina, wzdłuż drogi coraz gęstsza zabudowa, a my dojeżdżamy do Krynicy Wsi, zwanej również Krynicą Dolną. Znajdujemy się (56,2 km) przy położonej tuż przy drodze murowanej cerkwi.


KRYNICA DOLNA

Cerkiew greko-katolicka pw. Św. Piotra i Pawła, została zbudowana w latach 1872 – 1875. Budynek ten zbudowany został w tradycji cerkiewnej, murowany z cegły i kamienia, częściowo otynkowany. Budynek wieńczy dach siodłowy z baniastym hełmem. Z zabytków cerkiewnych zachowały się cztery ołtarze boczne z XIX wieku. Tu również ochronie podlega kolonia nietoperzy, które zagospodarowały sobie poddasze. Cerkiew, która po wojnie została zamieniona na kościół katolicki, służy obecnie również wiernym wyznania greckokatolickiego. Jedziemy teraz ulicą Kraszewskiego w kierunku centrum Krynicy. Mijamy po lewej odejście w lewo drogi na Czarny Potok i powoli wjeżdżamy do centrum Krynicy.



KRYNICA

Zatrzymujemy się (57,4 km) na dłuższy postój na dektaku przed pijalnią główną. Skoro jedziemy szlakiem Łemków, obowiązkowo musimy odwiedzić Muzeum Nikifora w "Romanówce", gdzie zgromadzono większość prac i pamiątek najbardziej znanego malarza samouka, który całe swoje życie związał z Krynicą. Stąd jedziemy na jeszcze jedno spotkanie z Epifaniusze Drowniakiem, bardziej znanym jako Nikifor Krynicki. To spiżowy pomnik malarza u którego stóp leży nieodłączny towarzysz pies. Pomnik stoi na skwerze u zbiegu Bulwarów Dietla i ulicy Pułaskiego. Ale pora już ruszać na spotkanie z kolejną cerkwią połemkowską. Ulicą Piłsudskiego jedziemy teraz w kierunku na Nowy Sącz. Po prawej zaczyna się duży Park Słotwiński, po chwili zakręt w lewo, a my skręcamy w boczną drogę do dzielnicy Słotwiny (59,4 km). Kilometr dalej znajdujemy się obok cerkwi w Krynicy Słotwiny.


KRYNICA SŁOTWINY

Cerkiew pw. Opieki Bogarodzicy z XIX w., obecnie kościół rzymskokatolicki jest budowlą trójdzielną o konstrukcji zrębowej. Pięknie położona na lekkim wzniesieniu za potokiem, przez który przerzucono drewnianą kładkę. Wracamy do głównej drogi i rozpoczynamy długi podjazd na Przełęcz Huta (Krzyżówki). Przez nią przebiega dział wodny między dorzeczem Popradu i Kamienicy Nawojowskiej. Z przełęczy jedziemy szybko w dół w dolinę Kamienicy Nawojowskiej. Droga szeroka, więc mimo dużego natężenia ruchu samochodowego jedzie się w miarę bezpiecznie. Dojeżdżamy do ujścia pierwszej bocznej doliny do Roztoki Wielkiej (67,6 km).




ROZTOKA WIELKA

Kilkaset metrów w głębi doliny po prawej stronie drogi lekko na wzgórzu oglądamy kolejną, dziewiątą podczas naszej wyprawy cerkiew pw. Św. Dymitra. Podobnie jak wcześniejsza jest to budowla trójdzielna o konstrukcji zrębowej wybudowana w I połowie XIX wieku. Obecnie jest ona użytkowana jako kościół rzymskokatolicki. Krótki postój na jej obejrzenie i zrobienie zdjęć i wracamy na główną drogę. Należy wspomnieć, że w głębi tej doliny na stokach Przysłopu ma swoje źródła Kamienica Nawojowska, której doliną właśnie jedziemy. Celem naszym jest teraz kolejna dolina, dolina Łosiańskiego Potoku. To zaledwie niewiele ponad kilometr dalej i jesteśmy u jej wylotu (70,9 km).


ŁOSIE

Cerkiew w Łosiach pw. Św. Michała Achanioła położona jest prawie dwa kilometry w głębi doliny tuż nad potokiem. wyglądem przypomina bardzo cerkiew z Roztoki Wielkiej i podobnie jak tam pochodzi z I połowy XIX wieku. Wracamy znowu na główną drogę. Jedziemy przez Nową Wieś, mijamy odejście w prawo drogi do Kamiannej, znanej z pszczelarstwa i wjeżdżamy w obszar zabudowy dużej miejscowości gminnej Łabowej (81,1 km).

ŁABOWA

Aby obejrzeć cerkiew musimy przejechać (83 km) na drugą stronę Kamienicy Nawojowskiej. Murowana cerkiew pw. Opieki NMP pochodzi z 1784 roku, a ufundowana została przez Lubomirskich. Budynek przykrywa blaszany, siodłowy dach, nad kaplicami uformowany w kopuły, który zdobi pięć wieżyczek z latarniami. Nad wszystkim góruje baniasty hełm wieży z latarnią. Obecnie cerkiew jest dość rzadko użytkowana jako kościół, co widać po zarastających wysoką trawą terenie przykościelnym. Trzeba wyjaśnić, że w centrum Łabowej znajduje się oryginalny, drewniany kościół rzymskokatolicki, gdzie odbywa się większość nabożeństw. I znowu powrót na główną drogę. Jedziemy do kolejnej miejscowości Maciejowej. Położona u wylotu doliny Składziszczańskiego Potoku jest ostatnim miejscem podczas naszej wędrówki śladami Łemków.

MACIEJOWA

Aby obejrzeć cerkiew skręcamy z drogi głównej (85 km), przejeżdżamy wąskim drewnianym mostkiem na drugą stronę rzeki Kamienicy i wąską ścieżką wśród gospodarstw docieramy do drogi prowadzącej do cerkwi. Drewniana unicka cerkiew p.w. Opieki Bogurodzicy, zbudowana została w 1830 roku w typie budownictwa zachodnio łemkowskiego. Trójdzielna z wieżą konstrukcji słupowej z izbicą. W środku warto obejrzeć pięknie zachowany ikonostas z XIX wieku. Obok cerkwi znajduje się drewniana dzwonnica z namiotowym dachem z XIX wieku. Obecnie cerkiew zamieniona jest na kościół rzymskokatolicki. Wracamy na główną drogę. Mijamy małą miejscowość Frycową i wjeżdżamy do Nawojowej (95 km). To duża miejscowość gminna, znana przede wszystkim z pięknego Pałacu Stadnickich. Ale to osobna historia dziejów Sądecczyzny.

NOWY SĄCZ

Nam pozostało około 8,5 km do Nowego Sącza. Wracamy zmęczeni, ale pełni wrażeń i szczęśliwi.

Z WIZYTĄ U STUDENTÓW Pod Niemcową i na Kordowcu




Autor:  Marek Ryglewicz

Trasa trudna, bardzo ładna widokowo, o długości 19,3 km. Przejechaliśmy ją (uwzględniając dwa długie postoje) w ciągu 6 godziny. Różnica wysokości między najniżej, a najwyżej położonym miejscem na trasie wynosi około 600 metrów.


Wyruszamy z rynku Piwnicznej do Kosarzysk. Mijamy budynek szkoły podstawowej, kościół, odejście w lewo drogi na Zaczerczyk i kilkaset metrów dalej skręcamy w prawo w boczną dolinkę potoku Rohacz (5,3 km). wąska, wyłożona płytami betonowymi, droga wznosi się stopniowo. Wzdłuż drogi gęsta zabudowa, dojeżdżamy do charakterystycznego, drewnianego domu "Arka" (6 km). Tu droga rozgałęzia się, my skręcamy w prawo, jadąc lekko w dół. Spośród kilku dróg wybieramy tę przy której namalowane są białe strzałki, pokazujące kierunek do chatki. Droga ostro się pnie, więc często z siadamy i idziemy pieszo. Po prawej stronie, lekko w dole potok Rohacz, a stoki z obu stron porośnięte pięknym lasem mieszanym. Na kolejnym rozwidleniu (7,2 km) skręcamy w lewo i jedziemy po ażurowych płytach. Po lewej stronie drogi widać pierwsze gospodarstwo przysiółka Trześniowy Groń, a wokół roztaczają się coraz ładniejsze widoki.

Na kolejnych rozwidleniach zwracamy uwagę na wspomniane białe strzałki. Kilkaset metrów jedziemy polną drogą i znowu na ostrzejszym podjeździe po płytach ażurowych.
Wokół ogrodzone hale, a wzdłuż drogi dzikie czereśnie. Przejeżdżamy obok kolejnego gospodarstwa, tuż za nim skręcamy ostro w prawo i po chwili wjeżdżamy ponownie do lasu. Wreszcie pierwszy cel naszej wycieczki. Znajdujemy się na skraju dużej hali obok dwóch drewnianych, krytych gontem chat (8,6 km). Tak, to właśnie znana i lubiana przez turystów "Chatka pod Niemcową", jedno z najstarszych schronisk studenckich. Przemili ludzie, rodzinna atmosfera, no i ten wspaniały widok jaki rozpościera się z weriy. Tu każdy przybysz jest witany kubkiem gorącej herbaty (niekiedy również mleka ;) ). Chętnie zostałoby się tu na dłużej, ale pora ruszać w dalszą drogę.

Jedziemy teraz w miarę równo, grzbietem. Wokół gęsty las mieszany, ale już po kilkuset metrach wyjeżdżamy na rozległą halę szczytową. Tędy przebiega główny szlak beskidzki z Rytra na Przehybę i dalej do Krościenka. Skręcamy w prawo, wokół łany borówek, a my po kilkudziesięciu metrach znajdujemy się na rozwidleniu szlaków. Rozpoczynający się tu szlak żółty prowadzi do Piwnicznej, skręcający w lewo czerwony do Rytra, natomiast zielonym szlakiem rowerowym można zjechać do Kosarzysk.

Jedziemy szlakiem czerwonym, po chwili wjeżdżamy w las. Kilkaset metrów dalej mijamy pamiątkową tablicę przypominającą że w tym miejscu stał do lat 70-tych budynek 4-klasowej szkoły podstawowej i wyjeżdżamy na kolejną polanę. Mijamy samotne zabudowania i znowu ścieżka wchodzi w las. Z uwagi na duże nachylenie decydujemy się tu na prowadzenie roweru. Dojeżdżamy do rozwidlenia (10,8 km). Odchodząca w lewo droga prowadzi wzdłuż potoku Zabieńce do Roztoki Małej, natomiast w prawo można zjechać w dolinę Młodowskiego Potoku. Jedziemy dalej prosto za czerwonym szlakiem. Wyjeżdżamy na dużą halę grzbietową. Przejeżdżamy obok samotnej chaty Babci Nowakowej. Warto się tu zatrzymać choć na chwilę dla pięknej panoramy na Pasmo Jaworzyny Krynickiej.

Dojeżdżamy do rozwidlenia skąd prosto odchodzą dwa lokalne szlaki do Rytra i Młodowa, ale my jedziemy jeszcze kilkadziesiąt metrów czerwonym szlakiem, bo znajdujemy się tuż, tuż przy Chacie Kordowiec, znanej jako górski azyl miłośników wędrówek i przyrody (12,1 km). Spokój, cisza, miła atmosfera i tylko kopciuszki, które uwiły gniazdo na belce pod dachem uwijają się jak w ukropie, aby nakarmić już drugie w tym roku pokolenie piskląt. siedząc na ławce można podziwiać równie piękne widoki na Pasmo Jaworzyny Krynickiej, widać również ruiny zamku w Rytrze. Po dłuższym postoju ruszamy w dalszą drogę. Wracamy do rozwidlenia szlaków i trzymając się niebieskiego lokalnego szlaku jedziemy w kierunku Młodowa.

Polna nienajlepszej jakości droga prowadzi ostro w dół, tak że ręce cały czas spoczywają na hamulcach. Na ostatnim odcinku droga wyłożona jest ażurowymi płytami. Na główną drogę wyjeżdżamy naprzeciwko dworca kolejowego w Młodowie (14,4 km). Aby uniknąć dużego ruchu samochodowego, postanawiamy przejechać przez most na Popradzie na drugi brzeg. Zaraz za mostem skręcamy w prawo. Przejeżdżamy przez położony w lesie na Popradem ośrodek wczasowy, mijamy odejście w lewo drogi do Kokuszki i wjeżdżamy w obszar Piwnicznej. Po drodze warto zatrzymać się, przy bardzo ładnie urządzonej małej pijalni i trochę dalej budynku pijalni zdrojowej i już po chwili wjeżdżamy na most dla pieszych. Do pokonania pozostaje ostatni podczas tej wycieczki stromy podjazd i już znajdujemy się w punkcie startu.

O autorze:


Sądeczanin z powołania, wyboru i przeznaczenia. Patriota lokalny, realizujący swoje regionalne pasje na rowerze w każdej wolnej chwili;) Autor specjalistycznych przewodników rowerowych po Beskidzie Sądeckim: "Beskid Sądecki 22 wycieczki rowerowe" oraz "Jezioro Rożnowskie i Czchowskie 27 wycieczek rowerowych". W przygotowaniu trzecia część - "okolice Nowego Sącza". Formalnie Marek jest informatykiem i automatykiem, uczy młodzież obsługi AutoCada i czym są  języki programowania...


PĘTLA PRZEZ KORDOWIEC i Małą Roztokę



Autor:  Marek Ryglewicz

Trasę wynoszącą około 12,8 km pokonaliśmy w ciągu 3 godzin i należy zaliczyć ją do średnio trudnych. Różnica wysokości między najniżej położonym miejscem na trasie, a najwyżej wynosi około 400 metrów.


Wyruszamy sprzed restauracji "Zajazd Ryterski" jadąc główną drogą w kierunku Piwnicznej. Mijamy dworzec kolejowy, odejście w lewo do Suchej Strugi i przejeżdżamy nad torami kolejowymi. Zaraz za wiaduktem skręcamy lekko w prawo w kierunku na Obłazy Ryterskie. Tędy też prowadzi zielony, lokalny szlak pieszy na Kordowiec. Dolina tak wąska, że mieści się w niej strumyk i droga, natomiast gospodarstwa rozlokowały się już na stokach. Droga wije się do góry i aby zmniejszyć zagrożenie wypadku, rozlokowano przy niej lustra. Szlak zielony skręca w lewo, natomiast my jedziemy cały czas drogą asfaltową w górę doliny. Dojeżdżamy do miejsca (2,6 km), gdzie główna droga skręca w lewo, natomiast na wprost, lekko w dół odchodzi szutrowa. Jedziemy w lewo, droga pnie się w górę, po chwili widać kilka gospodarstw. Znajdujemy się na rozwidleniu dróg. Miejsce bardzo ciekawe, ponieważ w lewo roztacza się widok na Suchą Strugę i Głębokie. Warto też zwrócić uwagę na drewniany dom po prawej stronie i stojącą obok sosnę, bo takiej ilości budek dla ptaków na jednym drzewie nie często się widzi.

Droga asfaltowa prowadzi dalej prosto ( nią dochodzi zielony szlak), a my skręcamy w prawo w polną, wyboistą drogę. Trawersujemy grzbiet, po prawej stronie, głęboko w dole widoczna dolina. Jedziemy śródleśną drogą, wokół las bukowy z dużą domieszką jodły. Znajdujemy się na nie zalesionym grzbiecie. Po lewej, poniżej, mijamy kilka zabudowań. Wokół łąki i pola uprawne. Główna droga prowadzi prosto do góry (zielony szlak), a my lekko w prawo boczną drogą zmierzamy "na skróty" w kierunku schroniska "Chata Kordowiec". Przejeżdżamy przez wąski pas lasu i po chwili przed nami rozległa polana. Na wprost widać schronisko, a lekko po lewej pojedyncze gospodarstwo (4,7 km). Schronisko sezonowe, czynne tylko w okresie letnim, oraz po wcześniejszym uzgodnieniu z właścicielem. Miejsce urocze, a siedząc na ławce można nacieszyć oczy pięknymi widokami. Ruszamy w dalszą drogę.

Wyjeżdżamy na grzbiet tuż nad schroniskiem. Tędy przebiega główny szlak beskidzki. Skręcamy w lewo, u zbiegu dróg, gdzie kończą się lokalne szlaki, (zielony i niebieski) w prawo. Trasa prowadzi główną grania w kierunku Niemcowej. Kilkaset metrów dalej mijamy małą chatę drewnianą (obok małe poletko ziemniaków). Stąd roztacza się rozległy widok na dolinę Popradu w okolicach Piwnicznej i dalej na Pasmo Jaworzyny Krynickiej. Ścieżka opada lekko w dół. Wzdłuż trasy młodnik modrzewiowy, a po lewej rozległa hala. Dojeżdżamy do rozwidlenia dróg (6 km). Od tego miejsca szlak czerwony zaczyna wznosić się aż do osiągnięcia wysokości 1000 metrów na Niemcowej, w lewo odchodzi droga w dolinę Młodowskiego Potoku, natomiast my skręcamy w prawo.

Najpierw łagodnie a następnie już stromo droga opada w dolinę potoku Zabieńce stanowiącego prawobrzeżny dopływ Roztoki Małej. Trasa wyboista, liczne kamienie, naprawdę trzeba uważać, a niekiedy lepiej zejść z roweru. Wokół las mieszany, dużo buka i jodły. Na ostatnim odcinku jedziemy nową drogą wyciętą w poprzek do ostro opadającego stoku, kilka, kilkanaście metrów nad potokiem. Po przejechaniu 8,1 km dojeżdżamy do doliny Małej Roztoki. Szeroka, szutrowa droga a wzdłuż niej szemrzący potok. Skręcamy w prawo i zaczynamy szybką jazdę w dół doliny. Mijamy miejsce składowania drewna i mały domek drwali. Wkrótce dojeżdżamy do szlabanu. Tu po lewej znajduje się leśniczówka, po prawej mały, zbudowany z bali domek. Zaczyna się asfalt. Po lewej stronie drogi znajduje się pięknie zagospodarowane miejsce biwakowe, z szałasem miejscem na ognisko i placem zabaw dla dzieci. Na prawo od drogi zbudowano duży parking dla przyjeżdżających tu turystów. Obok stojąca tablica informuje, że tu zaczyna się (kończy) wytyczona przez przyrodników ścieżka dydaktyczna "Rogasiowy szlak", nawiązująca do znanej wszystkim książki dla dzieci "Rogaś z doliny Roztoki".

Po dłuższym postoju ruszamy dalej wokół coraz gęstsza zabudowa Roztoki Ryterskiej, aż dojeżdżamy do rozwidlenia skąd w lewo odchodzi droga w dolinę Wielkiej Roztoki. Za skrzyżowaniem widać duży budynek szkoły, a my już jesteśmy w centrum Rytra. Wzdłuż drogi liczne ośrodki wypoczynkowe, po prawej budynek gimnazjum i nowy kościół. Ostrożnie przejeżdżamy przez tory kolejowe i znajdujemy się w punkcie startu.

O autorze:


Sądeczanin z powołania, wyboru i przeznaczenia. Patriota lokalny, realizujący swoje regionalne pasje na rowerze w każdej wolnej chwili;) Autor specjalistycznych przewodników rowerowych po Beskidzie Sądeckim: "Beskid Sądecki 22 wycieczki rowerowe" oraz "Jezioro Rożnowskie i Czchowskie 27 wycieczek rowerowych". W przygotowaniu trzecia część - "okolice Nowego Sącza". Formalnie Marek jest informatykiem i automatykiem, uczy młodzież obsługi AutoCada i czym są  języki programowania...

[UNESCO] - Spišski hrad - historia

Wikipedia


Tekst :  Marcin Leśniakiewicz



Wzgórze, na którym w średniowieczu powstał Spišski Hrad, było zasiedlone już wiele lat wcześniej. Obecność człowieka na tym terenie datuje się od V tysiąclecia przed Chrystusem, przy czym najsilniejszy ruch osadniczy zaznaczył się w okresie I w. przed Chrystusem. – II w. po Chrystusie .
Wówczas istniało tu potężne grodzisko ludu tzw. kultury puchowskiej, na którą znaczny wpływ mieli Celtowie, a dokładniej prawdopodobnie Kotyni Badania archeologiczne doprowadziły do odkrycia obwałowań, a także śladów budowli kultowej oraz obiektów mieszkalnych i gospodarczych. Jest rzeczą wielce prawdopodobną, że grodzisko to stanowiło już wówczas centrum administracyjne środkowego Spiszu. Funkcję tą przejęło później być może kolejne grodzisko, powstałe nieco później na pobliskim wzgórzu Drevenik.

Początki budowy średniowiecznego zamku można datować na XI-XII w. W 1. poł. XII w. istniał tu już spory kompleks zamkowy, skupiony wokół potężnej okrągłej wieży. W jego skład wchodziły: cysterna – zbiornik wody wyciosany w skale, budowle mieszkalne i gospo-darcze, zaś całość otaczał mur obronny. Ta pierwotna wieża, która wśród innych ówczesnych budowli tego rodzaju wyróżniała się zarówno rozmiarem, jak i dbałością o detale architekto- niczne, uległa zniszczeniu pod koniec XII w. wskutek ruchów tektonicznych – można mówić o niewielkim trzęsieniu ziemi. Cały kompleks stanowił prawdopodobnie centrum administra-cyjne komitatu Spišskiego w ramach Królestwa Węgierskiego. W 1. poł XIII w. powstała nowa, istniejąca do dzisiaj wieża obronna – donżon, o cechach architektonicznych podobnych do analogicznych konstrukcji w Lombardii, być może dzieło kamieniarskiego warsztatu włoskiego. Obok wieży wzniesiony został na planie prostokąta wspaniały pałac romański o trzech kondygnacjach. Obie te budowle stanowiły odtąd główny element architektury zamku i do dzisiaj pozostają jego symbolami. Ponadto kompleks został w tym czasie umocniony nowym murem.

Burzliwe dzieje Hradu

   W 1241 r. Spišski Hrad był oblegany przez Tatarów, którzy jednak nie zdołali go zdo-być. Od tej pory na Węgrzech powstawało znacznie więcej kamiennych zamków. W 1249 r. król Bela IV wystawił dokument, w którym zezwolił Spišskiemu prepozytowi na wybudowanie na terenie Spišskiego Hradu swojego pałacu. Jest to równocześnie najwcześniejsza zachowana pisemna wzmiana o zamku. Powstał wówczas tzw. pałac prepozycki wraz z wieżą wejściową, murem obronnym, romańską kaplicą oraz dziedzińcem – zwanym dzisiaj romańskim podzamczem.

Prepozyt nie rezydował tutaj zbyt długo – jeszcze w XIII w. przeniósł się do pobliskiej Spišskiej Kapituły. Na przełomie XIII i XIV w. Spišski Hrad został poważnie zniszczony podczas walk, jakich był areną, m.in. w wojnie o koronę węgierską pomiędzy Karolem Robertem Andegaweńskim a Wacławem III Czeskim. W poł. XIV w. po zachodniej stronie kompleksu zamkowego powstało nowe przedzamcze – obecny średni dziedziniec, do którego dostępu chronił nowo wzniesiony barbakan oraz fosa.

   Dzieje Spišskiego Hradu po raz kolejny związały się ściśle z walkami o tron węgierski w 1. poł. XV w. po śmierci króla Zygmunta Luksemburskiego w 1437 r. Wówczas to po stronie królowej Elżbiety, występującej w imieniu swego syna, Władysława Pogrobowca, przeciwko kiydującemu do korony węgierskiej królowi polskiemu Władysławowi Warneńczy-kowi, wystąpiły wojska pod dowództwem Jana Jiskry z Briysa. W 1443 r. Jiskra zajął Spi- ski Hrad i dokonał jego znaczącej rozbudowy. Wówczas tereny zamkowe zajęły powierzchnię, jaka zachował się do dnia dzisiejszego. Z osobą Jiskry wiąże się powstanie obecnego wielkiego dolnego dziedzińca o maksymalnych wymiarach 285 x 115 m. W jego centralnej części wzniesiono okrągłą, samodzielną budowlę, będącą siedzibą zamkowego garnizonu, wokół której stacjonowało wojsko. Następnie teren dziedzińca otoczono murem z biegnącym po nim szerokim chodnikiem i wzmocnionym dwoma wieżami. Zbudowano także nową bra- Mę, prowadzącą do zamku od strony Spišskiego Podhradia. Gdy niedługo później wojska Jiskry opuściły Spišski Hrad, dolny dziedziniec szybko stracił na znaczeniu i był w przyszłości wykorzystywany właściwie jedynie w celach gospodarczych.

rządy możnowładców

    W 1460 r. Spišski Hrad znalazł się ponownie w rękach królewskich, który darował go potężnym możnowładcom węgierskim, żupanom Spišskim, braciom Stefanowi i Emerykowi (Imrichowi) Zapolyom. Spišski Hrad stał się główną rezydencją rodową Zapolyów, a w jego najbliższej okolicy ufundowane zostały nekropolie rodowe (w Spišskim Czwartku i Spišskiej Kapitule). Za czasów Zapolyów stary pałac romański został przebudowany w stylu gotyckim, wzniesiono nową późnogotycką kaplicę pw. św. Elżbiety oraz – wzdłuż zachodnich murów górnego zamku – kompleks pałacowy wraz z ogrodem; podwyższono także wieżę. W ten sposób Spišski Hrad uzyskał kształt późnogotyckiej rezydencji możnowładczej. Urodził się tutaj najsłynniejszy przedstawiciel rodu, Jan Zapolya, ostatni król węgierski spoza dynastii Habsburgów.

Kolejnymi właścicielami Spiskiego Hradu byli od 1531 r.Thurzonowie, kolejny znany i potężny ród, posiadający liczne europejskie koneksje, co uwidoczniło się w kolejnych przebudowach zamku, tym razem w duchu Renesansu. Za Thurzonów zamek nabrał charakteru nowoczesnej twierdzy, m.in. poprzez wykucie otworów strzelniczych i dobudowanie bastionów. W tym okresie zrezygnowano także z wykorzystania starej, romańskiej bramy do górnego zamku, wykuwając nową, wysoko w murze, do której jedyny dostęp prowadził poprzez skomplikowaną drewnianą konstrukcję.

Po wygaśnięciu rodu Thurzonów po mieczu w 1636 r., zamek przeszedł w ręce Csá-kych. W latach 60-tych XVII w. Stefan Csáky przeprowadził kolejną przebudowę górnego zamku, łącząc stojące dotąd oddzielnie pomieszczenia mieszkalne zespołem arkadowych korytarzy, co wiązało się z powstaniem wielu nowych okien i portali. Pomiędzy zamkową kaplicą a wieżą został założony ogród, powstało także kilka innych obiektów, między innymi po- Mieszczenia gospodarcze, których ślady zachowały się do dzisiaj na dolnym dziedzińcu. Główna brama zamkowa została umocniona palisadą złożoną z kamiennych słupów, połączonych drewnianymi balami. W ten sposób Spišski Hrad uzyskał rozkład pomieszczeń i konstrukcji, którego świadectwem są zachowane do dzisiaj ruiny.

Koniec świetności
Mimo prac przeprowadzonych wówczas zamek stopniowo tracił na znaczeniu, zarówno militarnym, jak i mieszkalnym. Rodzina Csákych stopniowo wyprowadzała się do nowo wznoszonych, znacznie wygodniejszych dworów wznoszonych w okolicy (Hodkovce, Bijacovce itp.) i na początku XVIII w. ostatecznie opuściła zamek, choć pozostawała jego właścicielem aż do 1945 r. W 1710 r. Spišski Hrad był po raz ostatni świadkiem walk zbrojnych, kiedy to został zajęty przez wojska cesarskie po kapitulacji opozycyjnych sił Rákoczego. Wkrótce potem po pożarze, jaki wybuchł na jego terenie, pozostał jedynie miejscem stacjonowania niewielkiego garnizonu wojskowego, a gdy w 1780 r. po raz kolejny padł ofiarą ognia, został ostatecznie opuszczony i od tej pory stopnio zamieniał się w romantyczną ruinę, będącą pamiątką po dawnej świetności.

Po II wojnie światowej Spišski Hrad został przejęty przez władze państwowe. W 1961 r. wpisano go na listę Narodowych Pomników Kultury. Od 1970 trwają na jego terenie prace archeologiczne i działania konserwatorskie, mające na celu zabezpieczenie ruin i przystosowanie kompleksu dla ruchu turystycznego.


Spiski Hrad - przewodnik


Z placu postojowego wspinamy się dość stromą drogą w kierunku zamku zataczając łuk i mijając umocnienia dawnej bramy głównej w postaci charakterystycznych słupów, które w przeszłości połączone ze sobą drewnianymi belkami tworzyły pierwszą linię obrony warowni. Po chwili docieramy do wieży z gotycką bramą z XV w. Niegdyś chroniła ją znajdująca się przed nią zapadnia, a także spuszczana z góry krata oraz most zwodzony. Znajduje się tutaj punkt sprzedaży biletów wstępu na teren Spiskiego Hradu. Przekroczywszy bramę wchodzimy na środkowy dziedziniec. Znajdowały się tutaj m.in. spichlerze i mieszkania zamkowej załogi, gdzie dzisiaj mieszczą się m.in. sklepik z pamiątkami, bufet i sanitariaty.

Stroma, ubezpieczona łańcuchem dróżka (ślisko! uwaga zwłaszcza po opadach deszczu) prowadzi stąd na prawo od głównej bramy w górę i wyprowadza przez kolejną bramę na teren romańskiego podzamcza. Można tu dostrzec pozostałości pałacu prepozyta spiskiego, ukryte wśród roślinności porastającej podłoże, a po prawej stronie – niewielką jaskinię; kiedyś w tej okolicy znajdował się także młyn zamkowy. Idziemy nadal w prawo w górę, w kierunku widocznej bramy romańskiej, prowadzącej do górnego zamku. Po jej przekroczeniu kierujemy się w lewo, a następnie po schodkach w górę. Miejsce, w którym obecnie się znajdujemy, zajmowały niegdyś gotyckie i renesansowe pomieszczenia mieszkalne właścicieli zamku i ich najbliższego otoczenia. Przypominają o tym fragmentarycznie zachowane tu i ówdzie ozdobne portale i okna. Dziś roztaczają się stąd w lewo piękne i rozległe widoki na okolice zamku zaś po prawej mijamy kolejno kilka charakterystycznych obiektów kompleksu zamkowego: potężną wieżę – donjon z poł. XIII w., obok której można zauważyć prostokątną jamę, służącą prawdopodobnie jako lodownia lub cysterna na wodę, dalej wyraźne koliste wgłębienie, stanowiące pozostałość po pierwotnej wieży z XI-XII w., która uległa zniszczeniu na skutek ruchów tektonicznych i wreszcie gładki mur XV- wiecznej kaplicy zamkowej.

Jesteśmy u celu...

   W ten sposób zbliżamy się do najcenniejszej części zespołu zamkowego, jakim jest trzypiętrowy pałac romański, przebudowany w stylu gotyckim w XV-XVI w. z pięknymi detalami architektonicznymi, jak np. kolumny i głowice pałacowych okien, dzieło XIII- wiecznych włoskich kamieniarzy. Pozostałości pałacu można oglądać tylko z zewnątrz, czeka on zresztą wciąż na większe prace renowacyjne.     Powracamy tą samą drogą. Gdy zamiast po schodkach skierujemy się na wprost, pod arkady (po lewej sklepik z pamiątkami i wydawnictwami o Spiskim Hradzie) znajdziemy się w salach wystawowych, gdzie można obejrzeć niewielką, niezbyt ciekawą ekspozycję, prezentującą znaleziska archeologiczne z obszaru zamku oraz dawne uzbrojenie. Nieco dalej znajdują się sale, w których eksponowane są wystawy czasowe, a po prawej dawna zamkowa kaplica.

    Na prawo od ekspozycji w arkadach prowadzą schodki, którymi dostaniemy się na pierwsze piętro wieży zamkowej. Po pokonaniu kolejnych czterech kondygnacji docieramy na jej szczyt, skąd rozpościera się wspaniała panorama. W kierunku zachodnim widzimy Spiskie Podhradie u stóp wzgórza zamkowego, a nieco wyżej Spiską Kapitułę z katedrą św. Marcina. Na horyzoncie przepięknie prezentuje się łańcuch Tatr. Północną i wschodnią część panoramy wypełniają łagodnie wzniesienia Wzgórz Lewockich. Na południowym wschodnie wyraźnie widzimy wieżę kościoła we wsi Žehra, a bliżej skalisty grzebień Drevenika. Na południowym wschodzie majaczą w oddali wzniesienia Małej i Wielkiej Fatry.

tam i z powrotem...

    Zwiedziwszy górny zamek powracamy na środkowy dziedziniec. Gdy teraz skierujemy się na prawo (patrząc od strony górnego zamku) i przejdziemy przez bramę, oczom naszym ukaże się potężny dolny dziedziniec, powstały w połowie XV w. za czasów Jana Jiskry. Wcześniej w miejscu, gdzie stoimy, tuż za bramą znajdował się XIV- wieczny barbakan, strzegący zamkowych murów od zachodu. W centralnej części dziedzińca widać pozostałości fundamentów okrągłej budowli – była to wieża mieszkalna wzniesiona po 1442 r. przez Jiskrę, otoczona pierwotnie fosą i drewnianą palisadą. Przed nią, nieco po lewej stronie, zauważymy ślady po prastarej budowli ludu tzw. kultury puchowskiej (prawdopodobnie Koty- nów), którzy mieli tutaj swoje grodzisko.

    Obiekt ten prawdopodobnie służył celom kultowym. Wreszcie po prawej stronie, wzdłuż muru, widać fundamenty zabudowań gospodarczych, wzniesionych w XVII w. Dolny dziedziniec jest wolno dostępny, warto zwłaszcza przespacerować się po otaczającym go murze, z którego roztaczają się wspaniałe widoki na okolice (Spiskie Podhradie ze Spiską Kapitułą, skaliste wzgórze Drevenik) oraz górny zamek, którego białe mury idealnie współgrają z trawertynowym podłożem, sprawiając wrażenie, że warownia wyrasta wprost ze skały. W dolnej części dziedzińca zachowały się dwie wieże obronne wpisane w mur, a pomiędzy nimi dolna brama do zamku.



W sieci
* Słowackie Dziedzictwo narodowe 

O autorze:
Historyk. Przewodnik beskidzki. 
Prowadzi firmę turystyczną, organizującą wycieczki po Polsce, Czechach i Słowacji - EmelTur.
Jest autorem publikacji historycznych i przewodników, zwłaszcza dotyczących Suchej Beskidzkiej i regionu babiogórskiego. 


Marcina można spotkać w skansenach i innych perełkach UNESCO, ale czasami włóczy się bez celu po górach.