czwartek, 5 listopada 2015

Ochotnica Górna Jamne... Tu jest moje miejsce.


Sytuacja jest dla mnie co najmniej dziwna. Od czasu kiedy, w Hawiarskiej Kolibie, w Ochotnicy Górnej Jamne 161, rozpoczęłam moje górskie życie... od czasu, kiedy własnymi rękami usiłowałam wykopać dół kloaczny:) od czasu kiedy z sąsiadem Sedlakiem czyściliśmy szabaśnik, a potem wymiennie raczyliśmy się własnoręcznymi wypiekami, od czasu kiedy.... 

(edit, bo nikt tego nie zniesie;...) 

minęło MNÓSTWO czasu. 

Zmieniali się bazowi, potem zmienili się właściciele (czemu akurat przyklaskiwałam z ochotą, ale z pewnym żalem). Zmienił się też nieco charakter chaty. Dobra - wiem minęło te z górą 15 lat. Dobrą górą (prawie jak Gniew Prezesa...).

Sentyment walczy z rozsądkiem. 
Wspomnienia walczą z rzeczywistością. 
Rozum z sercem powoli osiągają kompromis. 
W efekcie... no cóż... nieśmiało wspieram inicjatywę związaną z istnieniem Gorczańskiej Chaty w ogóle. Jak również z istnieniem inicjatyw we wspomnianej chacie - takich jak GSM czyli Gorczańskie Spotkania Muzyczne.

I zrozumiem wszystkich tych, którzy wezmą mnie za wszarz i wywalą do stodoły z butelkami (istnieje jeszcze, mniemam), kiedy zacznę się rządzić, potem zamilknę i będę cicho pochlipywać w kąciku. 
Bo że rządzić się zacznę - to pewne. 
I pewne, że zaraz będę rozpamiętywać czasy minione. 
Należy mnie wtedy zamknąć. 
Najlepiej w odosobnieniu. 
Dobrze, żeby te butelki w stodole były nie do końca puste.

I bardzo proszę wspomnianych na koszulkach artystów o maluteńki prezencik - gitarowanie i wydawanie dźwięków paszczowych na tyle głośno, żeby do odosobnionej stodoły oweż nuty dotarły.
I uprzejmie proszę psa:) - którego imienia jeszcze nie znam, ale jest zacnym Huskym - aby pies nie wył, gdy panowie będą zmuszani do wykonania powyższego prezenciku...

* Psie - przekupne smakuszki czekają:)
** Smakuszki, jak mi kiedyś słusznie dziecko zwróciło uwagę, powinno pisać się przez Ó a nie U - bo skakować. Ale mi to wizualnie nie pasuje.
*** Koniec komentarzy do komentarzy.
**** PS post factum: Pies nosi imię Stefan.

czwartek, 1 października 2015

Halifax FS-P (JP295)

27 sierpnia 1944 r. z lotniska Campo Cassale koło Brindisi na południowym wschodzie Włoch wystartował samolot typu HP Halifax FS-P (JP295) celem dostarczenia zaopatrzenia powstańcom walczącym w Warszawie. 

Załoga samolotu w składzie: kpt. nawigator Franciszek Omylak, ppor. pilot Kazimierz Widacki, ppor. bombardier Konstanty Dunin-Horkawicz, ppor. strzelec pokładowy Tadeusz Mroczko, sierżant mechanik pokładowy Wilhelm Balcarek, sierżant radiooperator Jan Ozga, sierżant strzelec pokładowy Józef Skorczyk należała do 1586 Eskadry do Zadań Specjalnych (S.D.F.) utworzonej na bazie 301 dywizjonu bombowego stacjonującego we Włoszech. Eskadra posiadała własne samoloty, jednak do tego lotu został wypożyczony od 148 dywizjonu do zadań specjalnych RAF samolot Handley Page H.P. 59 HALIFAX B Mark II Series 1A. Po wystartowaniu z lotniska kontakt z samolotem został zerwany, nie odebrano z samolotu żadnych sygnałów, dlatego też przebieg lotu nie jest znany. Po wykonaniu zadania podczas lotu powrotnego samolot rozbił się w rejonie Banicy koło Gładyszowa, w Beskidzie Niskim. W katastrofie zginęła cała załoga samolotu. Znalezione szczątki części ciał członków załogi samolotu pochowane zostały przez miejscową ludność w miejscu katastrofy, ponieważ Niemcy zabronili pogrzebać je na cmentarzu. Po zakończeniu wojny szczątki złożono w dwóch trumnach na cmentarzu we wsi Krzywa.

Z dokumentacji niemieckiej wynika, że samolot Halifax zostal zestrzelony nad Banicą na wysokości 8 kilometrów w nocy 28 sierpnia około godz. 2.33 przez niemiecki myśliwiec Ju 88 pilotowany przez obfw. Rudiego Dudinga. Całe dziesięciolecia po wojnie przypuszczano, że pod Banicą rozbiła się załoga samolotu kpt. pil. Zygmunta Pluty na Liberatorze VI GR-R (EW275). Dopiero w 2006 r. - po przeprowadzeniu dokładnych badań na miejscu upadku samolotu - wykazano, że pod Banicą zginęła załoga kapitana Franciszka Omylaka na Halifaxie, natomiast rozbicie Liberatora należy łączyć z inną katastrofą, która miała miejsce w nocy z 16 na 17 sierpnia 1944 r. w miejscowości Olszyny koło Biecza.

28 sierpnia 2009 r. został odsłonięty nowy pomnik autorstwa Zdzisława Tohla upamiętniający to wydarzenie. Na cokole pomnika tym razem widnieją nazwiska członków załogi samolotu Halifax, którzy zginęli w katastrofie. Na tablicach poglądowych ustawionych obok pomnika możemy poznać historię ostatniego lotu załogi kapitana F. Omylaka oraz krótkie życiorysy wszystkich członków załogi samolotu.

czwartek, 17 września 2015

Żegiestów - cerkiew grekokatolicka



Żegiestów nie wytrzymuje konkurencji drewnianych świątyń połemkowskich w okolicznych dolinach (szlak Architektury Drewnianej), a przecież cerkiew tutejsza jest unikatowa tak bardzo, że bardziej już być nie może.


Tego typu świątynie zachowały się jedynie w Europie Środkowo-Wschodniej i jest ich ponoć tylko trzy w Europie. Co więcej - cerkiew została wybudowana dla grekokatolików (a nie zaadoptowana do ich obrządku). 
Nigdy jednak nie była użytkowana w obrządku, dla którego została stworzona. Nigdy również nie została ukończona. Budowę cerkwi przerwała II Wojna światowa, a po wojnie już nie było komu kończyć budowy. Nie było też dla kogo - grekokatolicy zostali wysiedleni (w ramach brutalnej akcji Wisła). Warto o tym pamiętać, bo większość z nas kojarzy akcję Wisła z wysiedleniami z Łemkowszczyzny oraz Bojkowszczyzny. Zapominamy, że dotyczyła ona również prawosławnych i grekokatolików zamieszkałych na terenach tzw. Rusi Szlachtowskiej (Jaworki i Szlachtowa) oraz w wielu wsiach Nadpopradzia. Tu przebiegała nieco mniej brutalnie, przez co o wysiedleniach z tych okolic, jakoś się nie wspomina.


Powyższe informacje pochodzą z tzw. wywiadu środowiskowego, bo bez rzetelnych badań terenowych (przepraszam za to moje zboczenie etnograficzne) prawdy się raczej nie dojdzie. Na stronie parafii jest bowiem napisane, że cerkiew została wybudowana w latach 1917-1925, co nieco kłóci się z informacją miejscową, że budowę przerwała II WŚ. Jest zbudowana w typie bojkowskim (czyli podobna do tych w Bieszczadach), a jej unikatowość określa budulec - czyli cegła i kamień. Cerkwie bojkowskie (podobnie zresztą jak większość łemkowskich z tamtego okresu) budowane były z drewna, jako najłatwiej dostępnego budulca.

Cerkiew grekokatolicka pw. św. Michała Archanioła została konsekrowana w roku 1928, zaś po wojnie przekształcona w kościół rzymskokatolicki (pod wezwaniem św. Anny). Przez długie lata był zaniedbywany, aż w końcu doczekał się gruntownej renowacji w latach 1980-1985. Świątynia zbudowana jest z kamienia i cegły, dach przykryty blachą. Budynek zwieńczają trzy kopuły (cerkiew trójdzielna) z drewnianymi wieżyczkami (niestety dach wymaga renowacji). Warto wejść do środka (kościół jest praktycznie cały czas otwarty) , jak również zobaczyć krucyfiks na zewnętrznej ścianie prezbiterium (na zewnątrz kościoła), autorstwa Z. Janczury. Osobiście nie spotkałam jeszcze tak przejmującego wizerunku Chrystusa ukrzyżowanego.
Co jeszcze można zobaczyć w Żegiestowie? [dla tych, którzy lubią ślady historii]
Tuż za świątynią znajduje się źródełko nad którym zbudowano kapliczkę. 
- ruiny pierwszej murowanej cerkwi unickiej - powyżej drogi na Palenicę, skręcając w górę w polną drogę obok domu numer 92
- obok ruin cerkwi znajdują się pozostałości cmentarza. Do dziś zachowało się kilka nagrobków, Najstarszy pochodzi z XIX wieku. Zachował się tu również nagrobek Anny Prisłopskiej - żony ostatniego greckokatolickiego księdza.

wtorek, 8 września 2015

Partyzantka w Beskidzie Sądeckim - miejsca pamięci


Włócząc się po Beskidzie Sądeckim, na halach, polach i łąkach, spotykamy ludzi, których już nie ma. Ludzi, którzy w tych górach walczyli o naszą wolność. Tracili życie i zdrowie, a historia... niby pamięta, ale tak wybiórczo i regionalnie.

Powspominajmy ich zatem:

W Kosarzyskach stoi pomnik poświęcony pamięci bohaterskich kurierów z lat 1939 - 1944. Sądecczyzna z racji swojego położenia i warunków była najlepszą drogą przerzutową na zachód i to przez tutejsze szlaki przeprowadzono najwięcej operacji kuriersko-przerzutowych w okupowanej Polsce.

Beskid Sądecki, pasmo Jaworzyny, Hala Pisana

W Beskidzie Sądeckim na  Hali Pisanej, przy szlaku czerwonym i żółtym z Piwnicznej do Frycowej znajduje się obelisk usypany z kamieni  w ściętą piramidę.  Na obelisku tablica z napisem: 

MIEJSCE UŚWIĘCONE/ KRWIĄ POLAKÓW/ POLEGŁYCH W WALCE/ O WOLNOŚĆ/ TU POLEGŁ ŻOŁNIERZ/ 1PSP-AK GRUDA "ŚWIERKA"/ ADAM KONDOLEWICZ "BŁYSK"/ *1925 † 1944/ CZEŚĆ JEGO PAMIĘCI

Tekst i zdjęcie z https://www.geocaching.com/geocache/GC5DK6K


Beskid Sądecki, pasmo Radziejowej, przy szlaku na Niemcową

Na żółtym szlaku Piwniczna - Niemcowa znajduje się pomnik żołnierza AK . Na tablicy napis.
W dniu 12. 07. 1944 rolu w tym miejscu zginął w walce z hitlerowcami Franciszek Grucela "Kowalik" żołnierz AK placówki Łomnica - "Łąka"

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Raj na Rosochatym Rogu



Wędrówką jedną życie jest człowieka...


Są takie dni, że człowiekowi nie chce się iść. Siedziałby tylko, czytał książkę i wpatrywał się w przepastną toń jeziora. 
Ale są też takie dni, że nogi same niosą. Mijają metry, kilometry, a człowiek idzie i idzie i wcale nie ma ochoty na odpoczynek. Taki dzień mam dzisiaj. Właściwie tylko kilometrowy odcinek z Magdalenowa do Czerwonego Folwarku nie sprawił mi satysfakcji, ale serce moje czuło...

Czuło zbliżający się raj.

Raj, który otworzył się przede mną, kiedy minęłam zardzewiałą tabliczkę "Rosochaty Róg". 

Przedzieranie się przez zarośla stanowiło dla mnie zawsze najprzedniejszą rozrywkę świata - dlatego tak kocham Beskid Niski. Nie spodziewałam się odkryć go na nizinach. Zaraz potem weszłam na drogę czasem uczęszczaną przez samochody, ale tylko czasem. Kurz jaki się podnosi po przejechaniu, odstrasza właścicieli eleganckich wozów.

Nie wiedzą, co tracą.

Bezbłędnie błękitna, a zarazem niesamowicie wprost przejrzysta toń Jeziora Wigry to pokusa nie do odparcia. Także kiedy dotarłam na skraj cypla nie odmówiłam sobie przyjemności zanurzenia grzesznego ciałka w wodzie. Tu, na samym końcu, jednak zdarzają się turyści - przypływają kajakami, żaglówkami, szukając sklepu. 

Ale nie tędy droga.

Najbliższy sklep jest gdzieś w okolicach Wigier. Niedaleko, ale trzeba opłynąć kilka zatoczek i, niebezpiecznych dla żaglówek, płycizn. Na tych "szuwarowych wyspach" tętni życie. Kaczki, perkozy, łabędzie- to władcy tego małego świata. Ludzie, jak zwykle, chcą go ratować, stworzywszy Park Narodowy.
Ale są też inni ludzie - odwieczni mieszkańcy tej ziemi - procesujący się z parkiem o "brzegowe". Uważają, że z dziada, pradziada, łowili tu ryby i mają do tego prawo. Udokumentowane jest to papierami carskimi, nadającymi im te ziemię we wieczyste władanie.
I oni też mają rację. 
Gdyby tylko zechcieli łowić ryby na własne potrzeby, na pewno nie uszczupliłoby to zasobów jeziora. Ale staropolskie przysłowie mówi: "daj chłopu palec, weźmie całą rękę". Gdyby Park zezwolił na połów, wkrótce zabrakłoby ryb w jeziorze, a miejscowe sklepy, bazary i restauracje zawalone byłyby siejami, sielawami i węgorzami. 

Mam czas  na myślenie.

Nogi same połykają kilometry piaszczystej drogi. 
Jeden, drugi, trzeci. 
Na tak równej drodze nie muszę zastanawiać się, gdzie postawić nogę, nie zastanawiam się nawet nad zmianą trasy. I dobrze. Droga sama wyprowadza mnie na najpiękniejszy punkt widokowy. Gdzie tam osławionym "górom" Suwalszczyzny do tego prostego widoku na Plos Wigierski!

Na północ zatoka wschodnia. Choć stąd nie widać, wiem, że tuż za nią znajduje się miejsce mego wczorajszego noclegu: wdzięczne, choć niewielki jeziorko Mozguć. Z dala przebłyskuje Postaw. Nad taflą przepięknęgo Jeziora Wigry góruje szlachetna sylwetka pokamedulskiego zespołu klasztornego. Od bielonych ścian odbija się słońce, rażąc tak okropnie, że muszę odwrócić wzrok. 

Tam, na południe, też jest pięknie. Zastanawia mnie, czy słońce, aby nie specjalnie tak mocno przypieka, żebym odwróciła oczy ku cudownemu Plosowi Zakątowskiemu z zatokami Krzyżańską i Wasilczykowską. Na jego powierzchni rozpanoszyły się trzy wyspy: Kamień, Brzozowa i przysadzista Krowa. Wody Jeziora wkoło szuwarów przybrały kolor stalowoszary, wewnątrz zaś przerażają mroczną czernią. 

Zbliża się wieczór.

zasiedziałam się w tym uroczym miejscu. A jeszcze przed chwilą pisałam, że nie mam ochoty na odpoczynek. Cóż w obliczu takiego cudu natury, człowiek sam nie wie czego chce... 


sierpień'2000- Magdalenowo

piątek, 10 lipca 2015

Siódemką w twarz

Sztorm na Bałtyku



Znaleźć z Łeby wyjście na "ruchome wydmy" to zadanie nie lada. Zwłaszcza, kiedy ma się mapę z pięćdziesiątego któregoś roku. Myślałam o przejściu plażą, ale rychło okazało się, że wybrzeże jest pocięte kanałami i portami. Musiałam iść do centrum. Jeżeli już w nim byłam, to odwiedziłam miejscowe biuro podróży, gdzie dowiedziałam się o organizowanych wycieczkach lokalnych. Czerwone światełko zapaliło się przy pozycji "Skansen Słowińców w Klukach".

Tłum turystów przy wejściu na wydmy spowodował, że siadłam z boku i zamówiłam kawę. Na szlak wyszłam dużo później, kiedy turystów trochę ubyło.

Cienkie strużki piasku

Ruchome wydmy nawet w deszczu, który towarzyszył mi od rana, robią duże wrażenie. Nigdy nie widziałam takich połaci piasku. Po ciemnobrązowych wydmach śmigały jasne strużki piasku. Ludzie stojący na szczycie łebskiej Góry, wyglądali jak mróweczki. Dołem, przez główny szlak wydeptany w piachu i zaznaczony patykami, przebijał się jakiś człowiek z rowerem. Po zejściu z wydm tłumy turystów ruszyły w kierunku Łeby. plażą w kierunku Czołpina wyruszyłam samotnie... Wiała zachodnia siódemka (o czym dowiedziałam się później), co w przełożeniu na język szczurów lądowych oznacza, że piachem i deszczem wiało mi prosto w oczy. Spienione fale pożarły już dużą cześć plaży, gdzieniegdzie tworząc całkiem spore wyrwy. Białokremowe łańcuszki piasku sunęły po gładkiej mokrej nawierzchni, dzielnie omijając wyrzucone przez morze konary, gałęzie, stare buty. Sunęły w kierunku Łeby, jak wszyscy, nawet ci, którzy machając ręką minęli mnie właśnie na rowerach.

Wiatr wieje tak ostro, że nie ma mowy o nocowaniu na plaży, z kolei ekologiczna strona natury buntuje się przeciw rozbijaniu namiotu na wydmach w lesie. Sytuacja wydawała się beznadziejna, nie było rady - musiałam dojść do Czołpina, gdzie również nie spodziewałam się znaleźć jakiegokolwiek noclegu. Schowałam się za kawałkiem wydmy, aby spokojnie załatwić potrzeby fizjologiczne. Chociaż nikogo nie było, świecenie gołym tyłkiem na plaży jakoś nie przypadło mi do gustu. Z niejakim trudem zapaliłam papierosa...

Coś z hurkotem zleciało z wydm i pognało do morza. Tym "czymś" okazała się dwójka chłopaków, nocujących w wydmowym lesie. Choć miałam dość dużą ochotę dołączyć do nich i nie leźć już dalej w słocie i wietrze, ale moja dusza zaczęła nagle wyć i piszczeć. Ruszyłam dalej...

Kuter- stop kontra "zwykły" autostop

Od strony Łeby nadpływał kuter rybacki. Część marzycielska mojej duszy od razu wymyśliła, jak to kuter dopływa do brzegu i proponuje rejs niewiadomo dokąd. Takie rzeczy już mi się przecież zdarzały! Ale na lądzie.

Morze to odrębny świat.

Dopiero tam, idąc samotnie plażą zrozumiałam co moi koledzy widzą w Bałtyku. Do teraz Morze bałtyckie było dla mnie zimną, obmierzłą cieczą nieodmiennie kojarzoną ze spoconymi, tłustymi ciałami wczasowiczów, leżącymi na plaży niczym morsy wyciągnięte z wody.

W okolicach Boleńca- stacji badań wody - na plaży stał jeep.
- Pieprzeni turyści- zawrzało we mnie- wjadą wszędzie, żadnego szacunku dla przyrody. 
Od podejścia i zrobienia awantury powtrzymały mnie pokaźne sylwetki kręcących się obok mężczyzn. Jeep ruszył. Zatrzymał się tuż koło mnie.

- Jedziesz, czy idziesz?- zapytał kierowca.

Już miałam dumnie odpowiedzieć, że z tymi co niszczą przyrodę nie jeżdżę, narażając się na kolejne kilkanaście kilometrów pod wiatr, kiedy wzrok mój padł na naszywkę przy mundurze. Słowiński Park Narodowy- Służba Parku. Moje nastawienie zmieniło się z miejsca. Mój dobroczyńca okazał się być Dyrektorem Parku, rozsądnym, inteligentnym i konkretnym.

-Rozkładamy namiocik czy pod daszek?- zapytał wprost.

- jeżeli jest jakiś daszek to ja chętnie- odparłam wypatrując przystanku, albo karmnika dla zwierzyny.

Drzwi bez zawiasów i ciepła woda

Jeep skręcił i zatrzymał się przed szlabanem broniącym wejścia do jakiejś rudery. Rudera okazała się dawną jednostką wojskową, obecnie w likwidacji, przejętą tymczasowo przez Słowiński Park Narodowy. Pan Dyrektor oświadczył wartownikowi, że "od teraz ta dziewczyna jest pod waszą opieką. Jak jej włos z głowy spadnie, polecą łby". Musiał być znany z takich tekstów, bo wartownik roześmiał się od ucha do ucha. Dostałam osobny pokój z kaloryferem (działającym!), haczykiem na spodenki i "łóżkiem". Łóżko stanowiły drzwi wyrwane z zawiasami, wsparte na ośmiu cegłach. Do mojej dyspozycji została oddana kuchnia i łazienka z ciepłą wodą...

Raj. Istny raj.

Tylko i wyłącznie dzięki dobroczyńcy udało mi się na następny dzień dotrzeć w całości i w miarę sucho dotrzeć do Kluków, które były moim dzisiejszym celem.


lipiec'2002- CZOŁPINO

wtorek, 9 czerwca 2015

[NOCLEGI] - GÓRA CISOWA - SPK (Gulbieniszki)



AgroCamp - Stara Pawłówka

 Stara Pawłówka 18, 16-427 Pawłówka

Duże siedlisko położone pól kilometra za wsią w kierunku Suwalskiego Parku Krajobrazowego. Na terenie posesji można korzystać z zarybionego małego stawu. Do dyspozycji gości duży, zielony teren - możliwość postawienia przyczep kempingowych i namiotów, plac zabaw dla dzieci i miejsce na ognisko. Oferujemy Państwu 4 dwuosobowe pokoje, pokój dzienny, aneks kuchenny, 2 łazienki w domu po kapitalnym remoncie.



Jeżeli szukasz spokojnego miejsca na ekologiczne spędzenie wakacji, odpoczynek wśród starych drzew, terenów zamieszkiwanych przez ptactwo – żurawie, bociany i wiele innych gatunków – zapraszam serdecznie do Pawłówki. Ekologiczne warzywa i owoce prosto z ogrodu. Możliwość korzystania z nart biegowych na posesji.

Duży zielony teren w starodrzewiu z pięknymi widokami na Suwalski Park Krajobrazowy. Idealne miejsce dla ludzi szukających odpoczynku w towarzystwie natury. Obiekt dysponuje duża sala dla gości w klimacie dawnej obory. Zarybiony staw czeka na wędkarzy. Plac zabaw dla dzieci i piękne bezpieczne przestrzenie zadowolą dzieci.


Lady to dama. To ona wybiera kto się z nią może witać. łaskawie. No chyba, że Fąfel właśnie jest miziany to natychmiast domaga się atencji :)

Jeden z fantastyczniejszych noclegów. Pokój duży, czysty. Łóżko wygodne. Łazienka prywatna, pomieszczenia wspólne - kuchnia, jadalnia, ogród - świetnie zrobione, zagospodarowane. Takich warunków nie mamy normalnie w domu. Zaskoczyły nas ręczniki - standard hotelowy za cenę "kwatery".


Ten Fąfel skradł moje serce i ręce do miziania

Ogromnym plusem tego miejsca jest pełna akceptacja zwierząt (nawet dużych psów). Jeśli chcecie przyjechać z psami - zadzwońcie wcześniej. Miejsce jest przygotowane nawet na husky :) niemniej jednak na miejscu są dwa śliczne małe kundelki. I zwyczajnie wypada się zapytać czy miejsce dla psów jest aktualnie wolne :) - jest to osobne pomieszczenie, tak żeby wszystkim było wygodnie. W ogrodzie jest też dużo miejsca na postój kamperów - chętnie tu widzianych. Genialne miejsce i na pewno wrócimy. Tym razem z trzema psami :)

Zdjęcia z Agrocampu są tutaj: https://photos.app.goo.gl/HNmt5gCQ4DZZg9ZKA



POnizej  inne możliwości - dane zbierane w 2015 r. 
Jezeli nie chcecie pocalowac klamki, zadzwońcie wcześniej i zróbcie rezerwację
  • MAREK DOMŻALSKI

Lizdejki 11, gm. Rutka- Tartak, tel. /087/ 568 85 52, /087/ 567 77 42, 503 501 330


  • GOSPODARSTWO AGROTURYSTYCZNE POD CISOWĄ GÓRĄ

Gulbieniszki, 16-404 Jeleniewo,  0515 28-78-00; 0600 04-93-50;

  • HENRYKA I MARIAN BANASZEWSCY
Gulbieniszki, gm. Jeleniewo, tel. /087/ 5683369,


  • DOROTA I LESZEK BAGIŃSCY

Jeleniewo Kolonie, gm. Jeleniewo, tel. /087/ 5683283


  • DOMEK NAD JEZIOREM
Jałowo 54, 16-407 Rutka-Tartak 087 565-24-66; 087 565-38-07; 0602 75-95-23;


  • HALINA I ADAM KUŁAKOWSCY
Rutka, gm. Jeleniewo tel. /087/ 5683557,


  • IRENA JUSZCZAK
Sidory 6, gm. Jeleniewo, tel. /087/ 568 31 03
e-mail: paulinajuszczak@wp.pl


  • GRZEGORZ BACEWICZ
Sidory, gm. Jeleniewo, tel. 501 34 59 82,


  • TERESA I JÓZEF BAGAN
Sidory, tel. /087/ 568-33-37, 

  • JANINA I MARIAN KALINOWSCY
Sidory, gm. Jeleniewo, tel. /087/ 5683342,

  • KRYSTYNA I EDWARD SIENKIEWICZ
Sidory, gm. Jeleniewo, tel. /087/ 5683345,

  • KRYSTYNA I JANUSZ SIENKIEWICZ

Sidory, gm. Jeleniewo, tel.  /087/ 5683339,

  • ŁUCJA CHARŁAMPOWICZ

Sidory gm. Jeleniewo, tel. /087/ 568 33 38,

  • GOSPODARSTWO ŚCIBOWO- GRAŻYNA BEDNARSKA
Ścibowo 6, tel./0-87/562-17-76, 504-042-442, www.GospodarstwoScibowo.pl
  • GRAŻYNA I MAREK MACKIEWICZ

Szurpiły, gm. Jeleniewo, tel. /087/ 566 68 55,

  • ELŻBIETA I JAN MIKIELSCY

Szurpiły, gm. Jeleniewo, tel. /087/ 5683482,