piątek, 27 grudnia 2019

Zgrupowanie Błyskawica Józefa Kurasia 'Ognia'

AUTOR: Whatfor



Józef Kuraś "Orzeł", przedwojenny absolwent szkoły podoficerskiej Korpusu Ochrony Pogranicza [KOP], uczestnik wojny obronnej 1939 jako żołnierz 1. pułku Strzelców Podhalańskich. Od listopada 1939 w konspiracji [ZWZ-AK]. W 1940 przeszedł do Konfederacji Tatrzańskiej; od jesieni tego roku już na stałe w partyzantce, dowodził oddziałem bojowym Konfederacji Tatrzańskiej. 29 czerwca 1943 Niemcy zastrzelili jego żonę, 2,5-letniego synka Zbyszka oraz 73-letniego ojca, a następnie podpalili dom. Po tym wydarzeniu "Orzeł" zmienił pseudonim na "Ogień" i pod nim walczył już aż do swojej śmierci 21 lutego 1947

W lipcu 1943, po rozbiciu przez Gestapo Konfederacji Tatrzańskiej "Ogień" podporządkował się Armii Krajowej. 28 grudnia 1943 jego oddział został częściowo rozbity przez Niemców. Niektórzy przełożeni obarczali go za to winą. Najprawdopodobniej to spowodowało wydanie na niego przez AK wyroku śmierci. 1 sierpnia 1944 Komenda Obwodu AK zawiadomiła go, że śledztwo przeciw niemu zostało umorzone, on jednak w szeregi AK już nie powrócił. W maju 1944 "Ogień" z częścią swoich żołnierzy podporządkował się konspiracyjnemu Stronnictwu Ludowemu "Roch", a jego oddział został włączony do Ludowej Straży Bezpieczeństwa jako Oddział Specjalny, on sam zaś został awansowany w ramach BCh do stopnia porucznika. Na przełomie 1944/45, na polecenie nowotarskiego ZP SL "Roch", nawiązał współpracę z oddziałem AL "Za Wolną Ojczyznę" Izaaka Gutmana "Zygfryda". Przeprowadził wiele udanych akcji bojowych przeciw Niemcom.

Po zajęciu Podhala przez Armię Czerwoną, realizując polecenia SL "Roch", rozpoczął tworzenie struktur bezpieczeństwa. Wyjechał do Lublina i Warszawy, posługując się fałszywymi poręczeniami oficerów AL z oddziału Gutmana uzyskał skierowanie na stanowisko szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Nowym Targu. Stanowisko to objął w marcu 1945. 


Jednakże już trzy tygodnie później, 12 kwietnia 1945, zagrożony aresztowaniem, wraz z 17 podkomendnymi z nowotarskiego PUBP wrócił do lasu, tworząc Oddział Partyzancki "Błyskawica". Bogusław Szokalski "Herkules" [adiutant "Ognia"] wspominał, że poszli na Turbacz, i tam "Ogień" wygłosił krótkie przemówienie, w którym powiedział m.in.:

"walkę musimy zacząć od początku i teraz będziemy bić się za Polskę bez komunistów".

Następnie odebrał przysięgę od zgromadzonych żołnierzy.

Stan osobowy jego oddziału powiększał się bardzo szybko. W szczytowym okresie rozwoju, na przełomie lat 1945/46, zgrupowanie liczyło ok. 500 dobrze uzbrojonych żołnierzy, stale przebywających w lesie i kilkakrotnie więcej współpracowników w siatce terenowej. W 1945 i na początku 1946 żołnierze "Ognia" skutecznie paraliżowali działalność "władzy ludowej" na Podhalu. Już kilka dni po utworzeniu oddziału, 17 kwietnia 1945 partyzanci "Ognia" rozbili PUBP w Nowym Targu. Zgrupowanie przeprowadzili wiele udanych akcji bojowych. Wielokrotnie żołnierze "Ognia" wychodzili zwycięsko z walk z grupami operacyjnymi NKWD, UB i KBW.



O sile "Ognia" może świadczyć fakt, że jego ślub z Czesławą Polaczyk odbył się w biały dzień, 21 kwietnia 1946 w kościele w Ostrowsku. Przebieg uroczystości osłaniany był przez 200-osobowy oddział partyzancki. Na drugi dzień na Górze Waksmundzkiej odbyło się wesele, do tańca przygrywała góralska kapela, a UB nie odważyło się zaatakować...

Oddziały "Ognia" prowadziły działalność na obszarze niemal całego województwa krakowskiego: od pogranicza polsko-słowackiego na południu, po Kraków i Miechów na północy. Na Podhalu miał powszechne poparcie, a lokalne komórki PPR zmuszone zostały do ponownego zejścia do konspiracji.

W celu zlikwidowania zgrupowania "Ognia" UB zastosowało terror wobec mieszkańców Podhala. Każdy przejaw współpracy z partyzantami groził surowymi represjami. Ponadto UB wprowadziło do jego oddziału kilku agentów-informatorów. Od jesieni 1946 żołnierze "Ognia" byli ścigani nieustannie. Koniec nastąpił 21 lutego 1947 we wsi Ostrowsko. "Ogień" wraz z obstawą został otoczony przez grupę operacyjną KBW. Nie chcąc dostać się do niewoli, próbował popełnić samobójstwo, zmarł następnego dnia w szpitalu w Nowym Targu.

Przez pierścień obławy przedarł się m.in. Stanisław Ludzia "Harnaś", który ujawnił się podczas  amnestii w kwietniu 1944, ale zagrożony aresztowaniem, w czerwcu 1947 wrócił do konspiracji i do 1949 walczył na czele kilkuosobowego oddziału "Wiarusy". "Harnaś" aresztowany przez UB 16 lipca 1949, został skazany na karę śmierci. Zamordowano go 12 stycznia 1950 w krakowskiej katowni przy Montelupich.

Zgrupowanie dowodzone przez "Ognia" nie podlegało żadnej dużej powojennej organizacji konspiracyjnej, a on sam pozostawał niezależnym dowódcą. Pomimo podejmowanych prób ze strony Okręgu Rzeszowskiego NZW [dowodzonego przez kpt. Piotra Woźniaka "Wira"] i Okręgu VII NSZ [dowodzonego przez kpt. Henryka Flamego "Bartka"], a także wysłanników ośrodka politycznego NSZ z Zachodu, "Ogień" nie zgodził się na podporządkowanie swoich żołnierzy podziemiu Narodowemu. Na przełomie lat 1946/47 konspiracyjny Zarząd Okręgu Stronnictwa Narodowego w Krakowie usiłował nakłonić go do przeniesienia działalności na Ziemie Zachodnie, aby uchronić jego zgrupowanie przed rozbiciem przez UB, w terenie w znacznym stopniu już zdekonspirowanym. Jednak założenie nowych baz w obcym terenie wymagało bardzo dużych środków finansowych, przez co okazało się nierealne.

Śmierć "Ognia", a następnie amnestia, podczas  której ujawniło się 510 jego żołnierzy i współpracowników, nie była kresem tego zgrupowania. Część jego dawnych żołnierzy [zagrożonych aresztowaniami] dołączyła wkrótce do tych, którzy pozostali w konspiracji. Poszczególne oddziały i grupy, wywodzące się z tego zgrupowania, działały samodzielnie jeszcze przez kilka lat, prowadząc bezkompromisową walkę z komunistycznym aparatem terroru...

O Autorze:

Od wielu lat interesuję się II Wojną Światową. Zwłaszcza dwa tematy stały się Moją pasją: historia Kedywu KG AK- w tym akcje bojowe oraz działania zgrupowania "Radosław"W dniach Powstania Warszawskiego. Drugim obiektem moich zainteresowań jest główny przeciwnik Kedywu: SS i policja niemiecka. Do tego dochodzi oczywiście cała gama tematów pokrewnych, bo nie sposób zrozumieć całej złożoności Powstania Warszawskiego bez poznania historii polskiej konspiracji lat 1939-1944. Podobnie jest z SS. Zaczęło się od tego, że jak większość Polaków nie odróżniałem SS od Gestapo, a głównym źródłem mojej wiedzy były filmy wojenne i nieliczne książki fachowe omawiające ten temat. Na podstawie polskich filmów trudno było zrozumieć "kto jest kto"- nasi filmowcy też mieli z tym wiele problemów:)
Jednak "krok po kroku" wgryzałem się w zawiłą historię "Schutzstaffel der NSDAP".
Zaczęło się oczywiście od mundurów- ta sprawa, jako młodego chłopca, interesowała mnie najbardziej- i z pozoru wydawała się najprostsza....


Tekst w większości pochodzi z publikacji "Żołnierze Wyklęci"- wydanego przez Fundację "Pamiętamy", z którą  współpracuje WhatFor.

Sól ziemi:) - Kołobrzeg



Cenną sól z solanek warzelnicy uzyskiwali tu od VII w. W tekstach średniowiecznych wspomina się o Cholberge in monte salis - mieście położonym na Słonej Górze. Warzelnie soli przetrwały aż do XIX w., jednak w późniejszej historii miasta większą rolę odegrały solanki, wykorzystywane do celów leczniczych. Kołobrzeg stosunkowo późno stał się znanym kurortem, gdyż od XVII w. aż do 1872 r. posiadał status twierdzy i jego rozwój podporządkowany był planom wojskowym. Potem jednak szybko przekształcił się w popularne uzdrowisko z pensjonatami, restauracjami i sanatoriami, gdzie można było zażywać kąpieli solankowych, parowych czy borowinowych. I tak pozostało do dziś.




czwartek, 26 grudnia 2019

Glinka w świetle latarni

Leszek Szewczyk
Siedział sobie w latarni morskiej i pomyślał "o kurcze, a może by tak pokazać ludziom, jak tu w Gąskach pięknie jest?". Kilka lat później spotkał mnie. Przez przypadek. Fakty są  od siebie oderwane. Jednak, kiedy je skojarzycie... 


  


A może by tak powitać się z Gąską?


Gąski położone są w województwie zachodniopomorskim, nad samym morzem, niedaleko Mielna i Kołobrzegu, nie są wsią o zwartej zabudowie, domy oddalone są  od siebie o kilkadziesiąt, a czasem o kilkaset metrów. Niemal każde gospodarstwo prowadzi działalność wczasową oferując turystom kwatery do wynajęcia. Jest tu dużo pól kempingowych i namiotowych o wysokim standardzie.

Pod latarnią najprzyjemniej

Największą atrakcją Gąsek jest latarnia morska,wpisana do rejestru zabytków, druga pod względem wysokości w Polsce, licząca 50,2 m wysokości. Jej budowę ukończono na przełomie 1877/1878 roku. Latarnia morska w Gąskach jest udostępniona do zwiedzania. Wejście na latarnię jest dogodne, możliwe dla osób o przeciętnej kondycji. Z jej tarasu można podziwiać panoramę okolicy.


Latarnia morska Gąski stoi w odległości 100m od brzegu morza, na skraju leżącej głębiej w stronę lądu wsi Gąski, między Ustroniem Morskim, a Sarbinowem. Od strony Ustronia można do niej dojechać skręcając z drogi nr 11 w lewo w miejscowości Tymień, a od strony Sarbinowa szosą równolegle do brzegu morza, skracając odległość fragmentem żwirowej drogi lub asfaltową w kierunku wsi Gąski skręcając następnie na północ i na zachód. Latarnia jest widoczna już z większej odległości, teren wokół niej jest ładnie zagospodarowany, a przy wejściu znajduje się strzeżony parking oraz kilka kramików, gdzie można się w sezonie letnim posilić, kupić pamiątki i odpocząć.  Światło latarni morskiej w Gąskach jest widoczne- przy dobrej pogodzie ...z odległości 19,5 mili morskiej, to jest około 36 km.

Niemcy wyko(u)pują nam glinkę


Gąski stają się coraz bardziej znane, szczególnie za granicą, nie tylko z powodu latarni morskiej, ale... pokładów glinki zielonej, znajdujących się w pobliżu latarni morskiej w Gąskach.  Latarnicy pracujący w Gąskach wielokrotnie z zaciekawieniem obserwowali autokary przywożące niemieckich turystów, którzy szybko zwiedzali latarnię, a później w foliowych torbach upychali wykopywaną w pobliżu zabudowań latarni glinę. Dziwne zachowanie turystów wzbudziło zainteresowanie mieszkańców wsi...

Zielonej glinki moc lecznicza


Glinka zielona posiada powszechnie uznane właściwości lecznicze,  a leczenie przy jej zastosowaniu nosi nazwę argilloterapii. Znana jest od wieków w wielu częściach świata- w Ameryce Południowej, Afryce, krajach Dalekiego Wschodu. W Europie zyskała uznanie we Francji, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii i w Niemczech- tam dostępna jest w aptekach. W Polsce glinka jest raczej nieznana i niedoceniana. Tymczasem glinka wspomaga leczenie m.in. zapalenia jelit, okrężnicy, wrzodów żołądka, prostaty, stwardnienia rozsianego, łagodzi bóle reumatyczne i migrenowe. 

Dzięki argilloterapii wyleczyć można podobno aż 102 choroby!

Przed zastosowaniem leczniczej kuracji, glinka wymaga właściwego przygotowania. Konieczne jest jej wyprażenie, a następnie przesianie przez sito. Z glinki można sporządzić pastę, zawiesinę przeznaczoną do użytku wewnętrznego lub kataplazmy do zimnych i ciepłych okładów. Glinka znalazła ponadto zastosowanie w kosmetyce. Z dodatkiem warzywnych soków sporządza się z niej maseczki piękności, które leczą trądzik, usuwają wykwity skórne oraz likwidują zmarszczki, natomiast z dodatkiem oliwy z oliwek powstaje z glinki delikatnie działający krem, szczególnie zalecany osobom o bardzo wrażliwej cerze.

W wielu krajach leczenie glinką stosują sanatoria. Ten jeden z najcenniejszych mineralnych produktów leczniczych można tam kupić również w aptekach. W Polsce leczenie glinką jest nadal mało popularne. Nieco egzotyczną terapię glinką można jednak wypróbować podczas letniego wypoczynku w Gąskach, bowiem mieszkańcy wsi postanowili wykorzystać ten wielki dar natury i prócz noclegów oraz posiłków oferują turystom także zabiegi lecznicze. Przygotowanie kataplazmów (okładów) z glinki czy maseczek piękności wymaga specjalnych przygotowań, są  one tajemnicą gabinetów zabiegowych. 

Do Gąsek warto wybrać się więc nie tylko na wypoczynek, ale także po zdrowie:-)

środa, 25 grudnia 2019

Tajemnica mistrzów gonciarstwa

Tajemnicą mistrzów gonciarstwa był odpowiedni dobór drzewa. Gonty robi się bowiem z drzewa jodłowego, gdyż przede wszystkim nie ma kanałów żywicznych, dzięki czemu po wysuszeniu nie powstają dziury. Gonty wyrabiano w lesie, bezpośrednio po ścięciu drzewa. Drzewo powinno być jeszcze mokre. Najważniejsza w pracy gonciarza była dokładność- poprawek dokonywano ośnikiem, a rowek, czyli wpust, robiono specjalnym dłutem. Dzisiejsze gonty robione są  z suchej tarcicy, dlatego nie mają żywotności gontów robionych metodą tradycyjną.




WOKÓŁ PROBLEMATYKI ZAWODÓW LEŚNYCH

SMOLARSTWO, DZIEGCIARSTWO, MAZIARSTWO

Katarzyna Turska - artykuł pisany w ramach studiów etnologicznych

Niewątpliwie to św. Trybald z Provins - patron smolarzy i węglarzy [1]- skierował moje kroki do Łopienki w Bieszczadach, gdzie z kolei wkradło się przeznaczenie i zesłało ulewny deszcz. 

Zmuszona zostałam do szukania schronienia w pobliskiej smolarni. Kilka godzin spędzonych z p. Józkiem - "współczesnym smolarzem"- sprawiły, że chciałam zgłębić tajemnice wiedzy smolarskiej. Jednak po głębszych poszukiwaniach w źródłach okazało się, że, po pierwsze, nie można oddzielić smolarstwa od maziarstwa, dziegciarstwa i węglarstwa oraz że niektóre z tych terminów są  sobie tożsame (o czym później), po drugie, że używana dzisiaj nomenklatura nie ma nic wspólnego z tradycją i dawnym nazewnictwem, więc spotkałam nie smolarza, a węglarza, i po trzecie wreszcie, że aby się czegoś dowiedzieć trzeba anielskiej wręcz cierpliwości.


Na temat zawodów leśnych (oprócz wymienionych należą do tej grupy jeszcze potasznictwo i bartnictwo) nie napisano wiele. Prawie zawsze traktowane były "po macoszemu" i rozpatrywano je tylko i wyłącznie w ramach innych badań dotyczących rzemiosła wiejskiego. I tak jak rzemieślnicy leśni byli, jak gdyby, wyeliminowani z życia wsi, tak i zostali jakby przeoczeni (Zapomniani? Uznani za nieważnych?) przez badaczy.

W literaturze etnograficznej próżno szukać szczegółowego opracowania. Smolarze, maziarze i dziegciarze występują zawsze razem (zresztą, jak zobaczymy później, niemożliwym jest rozpatrywanie tych zawodów osobno) i prawie zawsze w towarzystwie innych rzemieślników obrabiających drewno.

Najwięcej informacji można znaleźć w bibliografiach gospodarki folwarcznej, szczególnie zaś w pracach dotyczących rzemiosła wiejskiego[2]. Dane statystyczne z XVI-XVII w. można uzyskać z bibliografii terenów należących do własności królewskiej (Kurpiowszczyzna, Suwalszczyzna), sukcesywnie poddawane były bowiem lustracjom. Wiek XVIII stanowi lukę między inwentaryzacją królewską, a zainteresowaniem badaczy kulturą ludową. Stąd też z tego właśnie okresu brakuje, na większości terenów, szczegółowych danych [3].

Aby jednak być uczciwym należy powiedzieć, że największym zainteresowaniem, z zawodów leśnych, cieszyło się bartnictwo[4]. Doczekało się licznych artykułów, a nawet osobnego opracowania . Potasznictwo nie miało tego szczęścia. O smolarstwie również nie napisano wiele, jednak informacje w przerażającej większości są  ogólne i powtarzające się. Najwięcej artykułów na ten temat znaleźć można w monografiach puszcz oraz w źródłach archeologicznych dotyczących średniowiecza[5]. Archeologia jednak, choć wielce przydatna, bazuje na przedmiotach stałych, a mówiąc o zawodach leśnych musimy brać pod uwagę drewno, które w ziemi przecież szybko niszczeje. Ze względu na surowiec i teren działalności rzemieślników największe szanse na informacje ma ten, kto zagłębi się w literaturę rolniczo-leśną [6] . 

W wieku XX zajęcia pozarolnicze wzbudziły jednak nikłe zainteresowanie. W Karpatach badał je słynny znawca Łemkowszczyzny, Roman Reinfuss, na Kurpiowszczyźnie zaś Jacek Olędzki. Olędzki miał ciężkie zadanie przed sobą, gdyż o jakichkolwiek danych dotyczących bartnictwa, potasznictwa i dziegciarstwa można zapomnieć, zaś o smolarstwie dane są  jedynie fragmentaryczne [7]. A przecież Puszcza Zielona, gdzie Olędzki prowadził badania, była jednym z regionów popularnych wśród rzemieślników leśnych. Pewnym optymizmem napawa fakt, że w latach 90-tych XX wieku (dopiero!) zorganizowano w Biskupinie Pierwsze Międzynarodowe Sympozjum dotyczące, najogólniej mówiąc, smolarstwa [8]. Należy jednak pamiętać, że organizacja sympozjum należała do archeologów, stąd też spojrzenie na tematykę jest wybitnie archeologiczne. Lepsze jednak to niż nic. 

W niniejszej pracy robotników leśnych podzieliłam na dwie grupy, które zostaną omówione osobno. Do pierwszej zaliczyłam bartnictwo, do drugiej zaś rzemieślników wypalających drewno: smolarzy, dziegciarzy, maziarzy i produkujących potaż. W ślad za tym, terminem smolarstwo obejmuję zarówno produkcje smoły, dziegciu mazi i popiołu drzewnego. Za takim podziałem przemawia fakt, że zawody wypalające drewno są  ze sobą tak ściśle powiązane, że nie sposób ich omówić oddzielnie oraz to, że  w piśmiennictwie etnograficznym występuje pewna nomenklaturowa niespójność. 

Dziegciarstwo i maziarstwo bądź omawia się osobno, bądź jako zawody tożsame[9], niekiedy zaś nazwą smolarstwo obejmuje się wszystkie zawody związane z wypalaniem. Prawdą jest bowiem, że przy produkcji smoły, równocześnie produkowany jest dziegieć i maź oraz, zależnie od czasu wypalania, węgiel lub popiół. Zależnie od produktu powinien być użyty inny rodzaj materiału drzewnego, stąd też w okresie gospodarki folwarczno- pańszczyźnianej nastąpiła dość duża specjalizacja. Produkcja nastawiona była na jeden rodzaj wyrobów, reszta traktowana była jako produkty uboczne, natomiast przy małych zakładach lub wypalaniu na własne potrzeby  liczyły się wszystkie wyroby i każdy z nich był równowartościowy. 

Dowodu na nierozerwalność smolarstwa, dziegciarstwa, węglarstwa, potasznictwa i maziarstwa dostarcza językoznawstwo. W języku bułgarskim, gdzie smolarstwo utrzymało się po dziś dzień, dziegieć brzmi "katran", a produkcja dziegciu to po bułgarsku nie, jak można by się było, znając język bułgarski, spodziewać "katranstwo", a właśnie "smolarstwo"[10] . Warto też wspomnieć, ze znani w całych Karpatach maziarze z Łosi (Beskid Niski)  wyrabiali nie maź, a dziegieć (Na Łemkowszczyźnie mazią nazywano bardziej gęstą frakcje dziegciu) [11] 


SMOLARSTWO, DZIEGCIARSTWO, MAZIARSTWO I POTASZNICTWO


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

potaż (daw. potasz z hol. z potas(ch), niem. Potasche ‘popiół w garnku’)  
1. chem. węglan potasu, biała substancja drobnokrystaliczna, łatwo rozpuszczalna w wodzie, posiadająca właściwości higroskopijne, stosowana do wyrobu mydeł miękkich, trudno topliwego szkła, w przemyśle ceramicznym; dawniej otrzymywana z popiołu drzewnego.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------



Już w epoce feudalizmu przemysł drzewny miał ogromne znaczenie. Przede wszystkim to właśnie drewno było podstawowym budulcem. Korzystali z niego zarówno cieśle i stolarze jak i kołodzieje, bednarze, gontarze i inni. W Górach Świętokrzyskich i na Polesiu najstarsi jeszcze pamiętają czasy, kiedy drewniane były nawet gwoździe i sworznie do wozów[12] . 

Pod koniec XIX w. nietrudno było znaleźć dom, gdzie oprócz  niezbędnej siekiery próżno było szukać choćby kawałka metalu. Kazimierz Moszyński przytacza cytat z pamiętnika Werduna: "...drzewa używają do wszystkiego, tak, że znajdziesz cały dom, w którym, z wyjątkiem kilku glinianych garnków i trochę łachmanów na odzienie, we wszystkich domowych sprzętach nie znajdziesz nic jak drewno, tak w samej konstrukcji domu jak i wszędzie indziej[13] "
   
W epoce feudalnej wszyscy rzemieślnicy obrabiający drewno tworzyli w głębi lasu, pewnego rodzaju osiedla, w których odbywał się cykl produkcyjny. Na miejscu wyrabiano nawet wozy  i beczki do transportu wyrobów[14] . Swoje miejsce w takich osiedlach znaleźli również smolarze- produkowali bowiem niezbędne do funkcjonowania wielu gałęzi przemysłu: węgiel drzewny, smołę, potaż, dziegieć i maź. 

Należy przypomnieć, że początkowo wypalali wszyscy chłopi, a pojawienie się rzemiosła smolarskiego wiąże się z nastaniem dworskiej kontroli i wprowadzeniem pracy pańszczyźnianej[15]. Przez jakiś czas  chłopi wypalali jeszcze na własne potrzeby, z czasem jednak przestało się to opłacać. Kontrola dworska i wykształcenie specjalizacji doprowadziły do zmniejszenia kosztów i podniesienia jakości wyrobów rzemieślniczych, nie tylko związanych z wypalaniem. Jednak mentalność chłopska pozostała niezmieniona od wieków i znane było powiedzenie "kiedy w lesie nie złodziej, w domu nie gospodarz"[16] . Dopiero St. A. Poniatowski chcąc walczyć z nieustającą trzebieżą lasów wprowadził opłaty. Każdy smolarz odprowadzał teraz 1 grosz, koguta i pół kozuba smoły od pieca[18] . Grabież drewna trwała nadal,-i trwa do dzisiaj, a i dawne powiedzenie nic nie straciło na znaczeniu- jednakże, jak już wspomniałam, produkcja na własne potrzeby przestała się opłacać. Wspomniane osiedla oferowały produkty wysokiej jakości z dostawą na miejsce. Organizacja pracy, kontrolowana przez dwór, stała na bardzo wysokim poziomie, ogromna ilość darmowych pracowników (praca pańszczyźniana) powodowała niekiedy przegęszczenie w osiedlach, szczególnie zaś dużo było smolarzy. Rekrutowali się bowiem z warstw najbiedniejszych- praca smolarza nie wymagała szczególnych umiejętności, a poza tym była wysoce niewdzięczna społecznie[19] . Duża ilość robotników leśnych prowadziła do niszczenia lasu, dlatego właśnie smolarstwo  skupiało się na terenach gęsto zalesionych, w borach i puszczach.

Szczególnie znane ze smoły i potażu były Bory Tucholskie, gdzie w większości produkowano z przeznaczeniem na eksport[20] . Eksportem smoły i dziegciu zajmowali się także Kameduli- po nadaniu zakonowi królewskich ziem i nieużytków Puszczy Mareckiej i Augustowskiej smolarnie i potasznie wyrastały jak grzyby po deszczu[21] . Wypalano też w puszczach Gostyńskiej, Radomskiej, Sandomierskiej, Solskiej i wielu innych. Z terenów Puszczy Zielonej zachowała się co prawda niewielka ilość danych źródłowych, jednakże nawet te fragmenty pozwalają wysnuć wniosek o niezwykłej popularności smolarstwa na Kurpiowszczyźnie[22] .

Powszechna dostępność surowca nie była jedynym powodem rozmieszczenia smolarstwa. W miejscach, gdzie smołę, potaż i dziegieć uzyskiwano w przeznaczeniem na szeroko zakrojony handel i eksport smolarnie lokalizowano w okolicach spławnych rzek. I tak w sławnych Borach Tucholskich smolarnie zlokalizowane były nad Brdą, na Mazowszu, w Puszczy Przasnyckiej nad Narwią, w Wielkopolsce nad Wartą, zaś w Małopolsce nad Łososiną,  w okolicach Małogoszcza i Jędrzejowa. 

Smolarnie ustawiano głównie na polanach śródleśnych, aby, po pierwsze, ogień nie stanowił zagrożenia dla domostw, po drugie zaś , aby koszt transportu surowca był jak najniższy. Osady smolarskie zwane w puszczach Rusi i Litwy "budami" - stąd mazurska nazwa smolarzy "budnicy"[23]- lokowane były na surowym pniu, aby dostarczyć jak największej ilości karczu do wypału [24]. Korzystano, bowiem, głównie z karczu oraz tych części drzewa, które pozostały po obróbce przez innych rzemieślników. Jednakże do wyrobu wysokiej klasy potażu, mazi czy dziegciu stosowano konkretne gatunki drzew, niekiedy specjalnie przygotowane. 


Produkcja dziegciu i smoły drzewnej wczesnośredniowieczną metodą podwójnego naczynia,
wg A. Kurzweil, U. von Bremen i D. Jacob (repr. za ŻZH 8/93)
rysunek pochodzi z wpk.org.pl



Smołę produkowano najczęściej ze smolnych pniaków sosnowych tzw. karpiny. Najlepiej kiedy nieokorowane pnie leżały w ziemi kilka do kilkunastu lat- taki stan gwarantował dużą ilość żywicy [25]. Gdzieniegdzie, np. Na północnej Wielkorusi, proces wytwarzania żywicy przyśpieszano. Obdzierano mianowicie korę ze strzały [26] na wysokość mniej więcej metra, zostawiając wąski promień, aby soki mogły krążyć. Drzewo stało przez całe lato pokrywając ranę żywicą. Część żywiczna służyła potem na surowiec do wypału, resztę po prostu wyrzucano [27].

Na dziegieć przeznaczano pnie brzozowe oraz dużą ilość żywicy oraz wysuszoną i sproszkowaną korę, głównie dębową [28].

Węgiel drzewny wymagał wysokogatunkowego drzewa, jak Dąb, sosna czy świerk. Z 10 m3 drewna uzyskiwano 1 m3 węgla.

Potaż, czyli węglan potasu, otrzymywany był poprzez ługowanie popiołu drzewnego wodą. Najlepszy gatunkowo potaż produkowano z wysokiej jakości popiołu drzewnego z twardego drewna- Dąb, brzoza, buk [29]. Popiół podgrzewano w celu odparowania wody w wielkich kadziach. W Bukowcu, w Bieszczadach, do dnia dzisiejszego zachowała się taka kadź w budzie robotników leśnych, służącej dziś pracownikom Parku Narodowego. Po dziś dzień krąży po tamtych terenach opowieść o tym, jak żołnierze UPA (Ukraińskiej Armii Powstańczej) wykorzystywali kadź do... gotowania zupy [30]. Ciekawe, czy smakowałaby im równie dobrze, gdyby wiedzieli, że potaż wykorzystywano do wyrobu stali i mydła...?



-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Mielerz jest to stos drewna gorszej jakości technicznej ułożony w kształcie kopuły, przykryty gliną, ziemią lub darnią. Dawniej w mielerzach spalało się drewno z małym, kontrolowanym dostępem powietrza w celu wytworzenia węgla drzewnego w procesie suchej destylacji.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Produkcja smoły, dziegciu i mazi polegała na suchej destylacji  rozkładowej drewna i w ogólnym zarysie pozostawała niezmieniona od średniowiecza[31]. Pierwotnie używano dołów, potem mielerzy aż w końcu pieców smolarskich.

Maziarnie, czy też smolarnie, w Polsce niczym nie różniły się od  słowiańskich smolarni w Rosji, czy Bułgarii[32] , jak również od niesłowiańskich w Niemczech, Skandynawii, czy Francji [33]. Był to lej w ziemi, oblepiony gliną, o średnicy 15-30 metrów i głębokości 1,5 m. W dnie znajdował się trzycentymetrowy otwór prowadzący do obszernej jamy niewylepionej gliną. Do jamy można się było dostać przez ocembrowany korytarz. Dół mielerzowy wypełniało się ciasno materiałem drzewnym, układając go w charakterystyczny stożek. Po czym drewno okłada się, zależnie od regionu, nawozem (Bułgaria) albo darnią i ziemią (Polska, Rosja) [34]. Łemkowie dodatkowo okładali stos półmetrowymi szczapkami ze smolnej karpiny [35]. Trzeba było pilnować, aby żar nie przerodził się w żywy ogień. Do tego celu używano różnego rodzaju bijaków: od grubych gałęzi po iglaste gałązki świerka czy sosny. czas  wypalania zależy od oczekiwanego produktu. Po 12 godzinach wydziela się terpentyna, potem dziegieć, na końcu maź. Aby otrzymać smołę drzewną należy wypalać kilka dni. Wydajność jednego mielerza o pojemności 2 m3 wynosiła 15 l dziegciu i 6 l mazi[36].

Zasadnicza różnica między mielerzem, a piecem smolarskim polegała na konstrukcji dna. W mielerzu było ono płaskie, dla pewniejszego ustawienia stosu, w piecu smolarskim zaś półokrągłe, aby smoła mogła łatwiej ściekać[37].

Do produkcji mazi na mniejszą skalę używano naczyń glinianych. W rowie ustawiano kilka podwójnych naczyń, otworami do siebie i przedzielonych ruchomą pokrywą z lejkowatym wgłębieniem oraz otworem. W górnej części układano materiał drzewny, dolna zaś była pusta. Obsypywano naczynia ziemią, tak, aby tylko połowa górnej części wystawała ponad powierzchnię. Materiał drzewny prażono, bez dostępu powietrza, przez kilka dni [38].

Koniec wieku XIX i wiek XX przyniósł rozwój przemysłu, a co za tym idzie przemysłowymi sposobami pozyskiwania mazi, dziegciu i smoły. Maź zaczęto otrzymywać poprzez gotowanie ropy naftowej z kalafonią [39] i wapnem lub asfaltem i olejem [40]. Jednak w czasie okupacji, kiedy przemysłowe sposoby były niedostępne, wracano do tradycyjnych metod pozyskiwania, nieco je modyfikując. Na Łemkowszczyźnie we wsi Łosie, gdzie jeszcze w latach 50-tych XX wieku większość mieszkańców trudniła się maziarstwem, znana była beczka o pojemności 50 do 200 l, tak zwana "maziarka". Prowadzono w niej destylację szczap smolnych zalanych wodą. Produkty odprowadzane były rurą do beczek, przy czym rura przeprowadzona była przez strumyk, pełniący rolę chłodnicy [41]. 


Czynna smolarnia na Polesiu

Chociaż pozyskiwanie smoły w mielerzach jest droższe od przemysłowego to warto wspomnieć o wciąż żywej norweskiej tradycji, gdzie do zabezpieczania dachów kościołów używa się jedynie smoły wyprodukowanej w tradycyjnych mielerzach lub piecach smolarskich.[42]

Narzędzia, jakimi posługiwali się smolarze, owiane są  naukową łuną tajemnicy. Wiadomo tylko, że w Serbii i Boni zachowały się prymitywne narzędzia smolarskie tj. miechy ze zwierzęcej skóry, czy króbki z łubu[43] , służące do wydobycia smoły po ostygnięciu. 
Dość dokładny opis prymitywnych narzędzi kurzackich (kurzokomi zwano na Śląsku smolarzy) daje Stefan Łysik[44]. Jak sam jednak przyznaje większość informatorów albo zmarła, albo nie znała przeznaczenia poszczególnych narzędzi. Pozwolę sobie przytoczyć spis podstawowych narzędzi śląskiego kurzoka, wraz z zapisanymi przez Łysika nazwami gwarowymi[45] .
Były to więc:

1. grabie kurzockie z garbatym styliskiem i długimi zębami

2. drewniany młot "kała"

3. żelazny hak "szprywok"

4. właz mielerzowy "schód" służący jako drabina

5. opałkowate naczynie na węgiel kurzaczy, wyplatane z dartych pasów drzewa dębowego "holwos" lub "folwos"

6. zgrzebło kurzockie

7. oścień do wybijania otworów wietrznych w pokrywie mielerza "ohyzek"

8. specjalna drewniana łopatka kurzocka

9. kaganiec z łuczywem

Poza powyższym, wydaje się wyczerpującym spisem, na temat narzędzi smolarskich literatura milczy...

Wiemy już, że w pierwszym dniu wypalania wytwarza się terpentyna, dziegieć i maź, zaś po maksimum pięciu dniach w jamie pod dołem mielerzowym już znajduje się smoła. Pomiędzy pierwszym, a piątym dniem wypału również powstają różnego rodzaju produkty, nie ma na nie jednak takiego zapotrzebowania. Pierwszym produktem, zaraz po mazi, jest tak zwana żółć smołowa, czyli brązowo- czerwona woda smołowa; potem wydziela się smoła z olejem smolnym znana jako olej drzewny, na końcu zaś dopiero pełnowartościowa smoła[46]. Różne rodzaje smoły mają różne zastosowanie. I tak smoła z żywicznej sośniny w różnym wieku służy do smarowania osi wozów i piast kół, smoła z żywicznej karpiny- do impregnacji drewna, zaś pak- zagęszczona smoła, powstała przy powtórnej obróbce termicznej- był świetnym, cenionym w Europie, izolatorem i uszczelniaczem [47]. 


Przekrój przez smolarnię
Węgiel drzewny używany był jako materiał opałowy w hutnictwie, do wypalania rudy miedzi i żelaza, również do wypalania gliny. Miał również swoje zastosowanie w kosmetyce- służył pięknym kobietom do czernienia brwi [48].

Najciekawsze zastosowanie miał dziegieć. Oprócz standardowej konserwacji skór zwierzęcych i szerokiego zastosowania w szewstwie i garbarstwie, stosowano go również w medycynie ludowej i magii. Nie było lepszego środka od dziegciu na oparzenia, opuchlizny i krwawiące rany. Posmarowanie dziecka "w dołku" dziegciem gwarantowało ochronę przed pasożytami, zwanymi  przez lud "robakami" [49] . Był też wyśmienitym środkiem odkażającym i dezynfekującym.

Dziegieć miał również swój święty, magiczny wymiar. W niektórych rejonach w czasie chrztu zamiast wody używano dziegciu. Na drzwiach domostw krzyże rysunki i napisy robiono dziegciem, a kąty domów okadzano za pomocą dziegciowego kadzidełka. Istniało również przekonanie, ze trup z ustami zalepionymi dziegciem nie może stać się upiorem [50].


Wraz z wytworzeniem się rzemiosła smolarskiego,</a> zwanego również przemysłem budniczym, narodziło się zapotrzebowanie na organizację pracy. Smolarze jednak, jako ze zawsze pozostawali na marginesie społeczeństwie- o czym będzie jeszcze mowa- nie wykazywali specjalnych tendencji organizacyjnych. W większości przypadków smolarze albo sami dowozili towar do miasta, albo przyjeżdżali po nie pracownicy możnych. W okresie gospodarki pańszczyźnianej wszyscy rzemieślnicy zorganizowani byli  w leśnych osiedlach [51].

W XIX wieku na Górnym Śląsku smolarze zorganizowali się sami, dzieląc wszystkich robotników na trzy grupy. Byli więc "sięgorze", czyli drwale inaczej zwani "pniorzomi" "kurzoki" czyli smolarze i ‘wikturianci’ czyli woźnicy dowożący towar do miasta [52].
Brakowało cechów, stowarzyszeń i organizacji. A wszystko przez dosyć marną pozycje smolarzy w społeczeństwie wiejskim. 

Rekrutowali się z warstw najbiedniejszych, nie trzeba było, bowiem, ani specjalnych narzędzi, ani umiejętności. W społeczeństwie wiejskim istniała ogromna ilość powiedzeń i przysłów świadczących o niższości społecznej smolarzy i odstawieniu ich na margines życia społecznego. 

"Kto się dotyka mazi, ten się od niej skazi" świadczy nie tylko o zabrudzeniu fizycznym, ale również skażeniu duchowym, moralnym, odejściu od dobrych obyczajów. Wyrażenie "czarny jak smoła" zawsze miało pejoratywny wydźwięk, a w Wielkiej Brytanii o linii przodków zrodzonych z mezaliansu mówi się "a touch of the tar brusch" (maźniety smołą). Niska pozycja smolarzy poprzez produkowany przez nich dziegieć, dotknęła również szewców i garbarzy, którzy używali dziegciu do konserwacji skór:  "Pijaj a dobrze jadaj, ale z szewcem nie zaś iadaj, bo choć tyłek zatka wiechciem, przecię zawsze śmierdzi dziegciem."[53]

Smoła była również symbolem nędzy ("sprzedaj woły i kup smoły" to odpowiednik dzisiejszego "zamienił stryjek siekierkę na kijek"), a w ludowej demonologii smoła przeważnie kojarzyła się z piekłem. Warto wspomnieć, ze w języku starobułgarskim nie istniało słowo piekło, ale było opisowo przedstawiane jako "reka wsia smolna" czyli rzeka rozpalonego dziegciu[54]. 

Zawód smolarza, a już na pewno jego niska pozycja społeczna przypadał całej rodzinie. Bułgarskie rodziny smolarzy prawa zamieszkania we wsi- ich domem był las- a reszta mieszkańców mówiła o nich z pogardą "wy stranachy smolenyskihy"[55]

Właściwie smolarstwo zakończyło swój żywot na ziemiach polskich w połowie wieku XIX. Jednak gdzieniegdzie, szczególnie w czasach wojny i późniejszej okupacji tradycje odżywały i smołę maź czy dziegieć produkowano na własne, lokalne potrzeby. Koniec wieku XX przyniósł reaktywację smolarstwa, oczywiście w wersji na miarę końca tysiąclecia. Wraz z narastającą moda na przyjęcia działkowe i powszechnością grilli wzrosło zapotrzebowanie na węgiel drzewny.

Po okresie zastoju w Bieszczadach i Beskidzie Niskim właściwie w każdej dolince wypalają. Do pieca wchodzi dziś około 50 m3 drzewa bukowego, co daje około 10 m3 węgla drzewnego wysokiej jakości [56]. Wypalanie przez siedem dni w tygodniu zapewnia utrzymanie rodzinie smolarza. I choć zmieniła się produkcja i technika- smołę i maź jako produkt uboczny po prostu się wyrzuca- zmieniło się też zapotrzebowanie i rynek zbytu, wciąż jeszcze nie zmienił się stosunek do smolarzy. Dzieci wytykane są  palcami jako "smolne (smolarskie) syny", żony nie mogą znaleźć pracy ("kto by tam, pani, chciał do roboty taką czarną babę?" )[57], a smolarze (choć niejeden pod siennikiem w chacie ma schowany dyplom wyższej uczelni [58]) spotykają się w swoich barach, gdzie stanowią większość, z obawy przed wyzwiskami i śmiechem.


BARTNICTWO


Zanim w przydomowych ogrodach pojawiły się ule przyzagrodowe, a chłopi zaczęli zajmować się pszczelarstwem i produkcją miodu na handel i eksport, miód i wosk, a w szczególności wosk, pozyskiwano od leśnych pszczół "borówek". Zajmowali się tym bartnicy, czyli leśni pszczelarze.
Bartnik podbierający miód


Pszczoły żyjące w barciach w lesie nazywano w Polsce "borówkami", natomiast młode niedźwiedzie dobierające się do barci nazywano "bartniczkami". Aby uchronić borówki przed bartniczkiem, zawieszano przed wejściem do barci drewniany kloc, który zasłaniał otwór. Zezłoszczony niedźwiadek uderzał łapą w kloc, ten odsuwał się, a następnie, rozkołysany przez zniecierpliwione zwierzę, powracał z impetem na miejsce właśnie w chwili, gdy niedźwiadek próbował wygarnąć miód. Kończyło się to upadkiem niedźwiedzia lub jego sromotną rejteradą. Takie urządzenie nazywano dzwonem lub samobitnią.

Bartnictwo wymagało sporych umiejętności i dość dużej wiedzy przyrodniczo-biologicznej, najczęściej przekazywanej z ojca na syna, stąd bartnictwo było zawodem dziedzicznym, a rody rozproszone były po całym lesie, bądź to mieszkając w tzw. "kątach leśnych", bądź mieszkając we wsi i jedynie wyjeżdżając na czas  oporządzania barci- z tym, że w takim przypadku każdy bartnik miał wydzielony swój kawałek lasu[59] . 

Na temat jakiejkolwiek organizacji źródła milczą, co jest kolejnym dowodem na alienację zawodów leśnych[60]. Jedynie Franciszek Kotula wspomina o samoSądach znanych jako samodzielne są dy bartne. Za rabunek barci, jedyne liczące się i zarazem najcięższe przestępstwo, karano śmiercią i to śmiercią w okrutnych męczarniach. Złodziejowi wyciągano kiszki i przybijano je wraz z ukradzioną barcią do drzewa, po czym złodzieja prowadzono tak długo naokoło drzewa, "aż mu się kiszki okręciły"[61] .

Na barcie często wykorzystywano naturalne dziuple, zazwyczaj jednak "dziano" je w starych (100-300 letnich), suchych drzewach odpowiednio grubych[62] . Gdzieniegdzie specjalnie przygotowywano drzewo na barć obcinając stożek wzrostu (wierzchołek),co powodowało intensywny wzrost drzewa na grubość[63]. W grubym drzewie nieraz napotykano po kilka dzień. Pomimo pospolitości występowania sosny nie była ona ulubionym drzewem bartników. Zdecydowanie chętniej dziano w jodłach, dębach, rzadziej w pniach wiązowych i lipowych[64] .Wykonanie dzienia bartnego wymagało sporych umiejętności i najczęściej zlecano je specjalistom, doskonale zorientowanym gdzie należy dziać dziuple, aby były łatwo dostępne dla pszczół i dla bartników. W średniowieczu barcie dziano jak najwyżej, z czasem zaczęto schodzić w dół, aby w końcu XVI w. dziać je już na wysokości 3-12 metrów[65]. W średniowieczu, czyli w czasach rozkwitu bartnictwa, do jednego bartnika mogło należeć i 400 barci, z czasem liczba ta malała. 

Specjalista od dziania wspinał się na drzewo za pomocą drewnianych leziw na powrozach. Najprawdopodobniej wszystkie narzędzia też transportowane były za pomocą powrozów, ale nie zostało to jednoznacznie udowodnione. Za pomocą toporka ociosywano korę na powierzchni około 12 cm x 75-85 cm, świdrem wwiercano się na głębokość barci i motyczką z dłutowatym ostrzem wyrąbywano resztę. Zmurszałe wnętrze, kruche, acz twarde, usuwano za pomocą pieśni- dłuta z łukowatym ostrzem i masywnym żeleźcem. Do wygładzenia ścian bocznych służyła bocznicka (pobocznicka), a ścianki tylnej- skobliczka. Na samym końcu robiono zawór, wypieszczony kawałek drewna służący do zamykania barci. Zostawiano tylko tzw. "oko", podzielone na dwie części: dla pszczół wychodzących i przychodzących [66]. 


Bartnik na leziwie

Nie udało się określić sposobu osadzania nowych rojów, ze względu na niemożność obserwacji rójki. Najprawdopodobniej podkradano duże leśne pszczoły "zielone", lub stosowano ule chwytne- przenośne ule wydziane w kawałkach pni i zawieszane w kępie starych drzew na dużej, wolnej przestrzeni. Zmęczone lotem pszczoły siadały znęcone zapachem wywaru kwiatowego. Stosowano wtedy wyłożone płótnem sitko z szufelką- pszczoły skropione wodą zbierano na sitko, a gałązkę z matką obcinano i podtykano pod barć.

Po wydzianiu barci i szczęśliwym osadzeniu roju czynności bartne dopiero się rozpoczynały. Na wiosnę ograniczały się do oczyszczania ze spadłych pszczół i nieczystości oraz zdjęcia zimowego ogacenia [67]. Ochrona bartnika przed pszczołami- tląca się huba brzozowa lub próchno- znajdowała się w glinianym garnczku wiszącym u pasa i oddzielonym od odzieży za pomocą drewnianej deszczułki lub prętów brzozowych[68]. 

Na jesieni zaś bartnik wybierał z barci miód i wosk. Czynność ta nosiła nazwę "podkrawania". Dymem przepędzano pszczoły do góry okleku (gniazda) i wykrawano plastry. Miód i wosk pobierano tylko z dołu, gdyż tam matka nie schodziła nigdy i nie czerwiła. Z góry gniazda nie brano nigdy - zostawiano na pokarm dla pszczół na zimę [69]. Kiedy podkrawanie się zakończyło zamykano zawór deską i ogacano słomą.


  Miód był towarem możnych i biednemu chłopu przez myśl nie przeszło zużytkowanie go na potrzeby własne. Wosk natomiast był towarem pożądanym i wykorzystywanym wszędzie, zwłaszcza w kościele. Miał wielkie znaczenie sakralno- obrzędowe, używano go do wróżb, produkcji gromnic i jako ofiarę w kościele. Również umieszczenie akcesoriów kościelnych w barci gwarantowało dobre zbiory. Najciekawszym bodajże zwyczajem, gwarantującym zachłanność i drapieżność pszczół było przeprowadzenie matki przez wilcze gardło (dosłownie!) [70]. Niestety Jeż- Jarecki nie podaje jak tego dokonywano... 

Produkcja miodu i wosku była stosunkowo prosta. Miód wraz z plastrami wkładano do drewnianych naczyń tzw. kozubek i od razu przeznaczano na handel i na podatek dla ordynacji. Susz, czyli plastry bez miodu, wkładano do wrzącej wody w trójkątnym woreczku. Worek wyciskano i wosk wypadał do zimnej wody. Po czym wosk przetapiano dla uzyskane jednolitego kształtu [71].

Miód i wosk od pszczół leśnych był wyśmienity, jednak bartnicy, po wprowadzeniu serwitutu w XIX w. bez problemów pogodzili się ze zmianą zawodu z bartnika na pszczelarza. Kiedy zakazano wstępu włościanom do lasu, bartnicy masowo udali się w dzikie ostępy leśne po raz ostatni. Wynieśli barcie i pszczoły i osadzili je w ulach przyzagrodowych. Od tego czasu datuje się masowy rozwój pasiecznictwa i całkowity upadek bartnictwa.



Przypisy:

[]1] Św. Trybald z Provins- patron smolarzy i węglarzy Wojciech Piotrowski [w:] Proceedings of the First International Symposium on Wood Tar i Pitch Brzeziński W., Piotrkowski W. /oprac.red./ Warszawa 1997

[2] Kubrak Zygmunt Smolarstwo w puszczy Solskiej w okresie gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej (XVI-XIXw.) Rocznik Przemyski 1988 t.XXIV-XXV s.181-194

[3]Olędzki Jacek Materiały do tradycyjnych zajęć pozarolniczych Etnografia Polska T.2 1959 

[4] Wolski K. Bartnictwo i pasiecznictwo dorzecza Sanu w XV i XVI w

[5] Golub Stanisław Pozostałości dawnego smolarstwa- Siedliszcze Kolonia, Gmina Dubienka "Zeszyty Muzealne Pojezierza Łęczyńsko- włodawskiego we Włodawie" T.10 Włodawa 2000

[6]vide: Z dziejów lasów, leśnictwa i drzewnictwa w Polsce St. Barański /red./ Warszawa 1965

[7]Olędzki Jacek Materiały do tradycyjnych zajęć pozarolniczych Etnografia Polska T.2 1959

[8]Proceedings of the First International Symposium on Wood Tar i Pitch Brzeziński W., Piotrkowski W. /oprac.red./ Warszawa 1997

[9] Kubrak Zygmunt Smolarstwo...181-194

[10] Słownik polsko-bułgarski T.1 i 2; Warszawa 1988

[11]Reinfuss Roman Łemkowie jako grupa etnograficzna Lublin 1965

[12] Moszyński Kazimierz Kultura ludowa Słowian t.1 Warszawa 1967 s.292-294

[13] Ibidem s.292

[14] Samsonowicz Henryk Rzemiosło wiejskie w Polsce XIV-XVII w. Warszawa 1954

[15] Ibidem

[16] Piotrowski Wojciech Smoła drzewna i dziegieć w staropolskich przysłowiach i wyrażeniach[w:] Proceedings....

[18]Ibidem 

[19] Kubrak Zygmunt Smolarstwo...

[20] Stelmachowska Bożena Z kultury materialnej Borowiaków Tucholskich  Ziemia 1937 R.27 nr 3 

[21]Turska Katarzyna, Kameduli w Wigrach, Zew Hawiarskiej Koliby 1/2001

[22]Olędzki Jacek Materiały do tradycyjnych zajęć pozarolniczych, Etnografia Polska II:1959

[23]Moszyński Kazimierz Kultura ludowa Słowian t.1 Warszawa 1967 s.292-294

[24]Samsonowicz Henryk op.cit.

[25]Brylak Maria Zajecia pozarolnicze ludności łemkowskiej [w:] Nad rzeką Ropą T.2 Roman Reinfuss /red./ Wyd .Lit Kraków1965 s.157-158

[26]STRZAŁA- pień drzewa od ziemi do korony

[27]Moszyński Kazimierz op.cit.

[28]Historia Kultury Materialnej Polski w zarysie T.1 Dembińska, Podkowińska /red./ Wrocław i in. 1978 s.101-112

[29]ibidem

[30]Turska Katarzyna Na końcu świata- doliną Górnego Sanu Poznaj Swój Kraj 5/2000


[31]Golub Stanisław Pozostałości ...

[32]Moszyński Kazimierz op.cit. s.292-294

[33]Proceedings... 

[34]Moszyński op. cit. 

[35]Brylak Maria, op.cit., s.157-158

[36]ibidem

[37]Historia Kultury Materialnej... s.101-112

[38]Moszyński Kazimierz op.cit.

[39]KALAFONIA- masa o kolorze bursztynowym. Powstaje jako pozostałość po oddestylowaniu z para wodną lotnego oleju terpentynowego z drzew iglastych.

[40]Brylak Maria, op.cit, s.157-158

[41]ibidem

[42]Egenberg Inger Marie Kiln- Produced Tar [w:] Proceedings...

[43]ŁUB- kora drzewna z wiązu, lipy, czy sosny ściągana w czasie krążenia soków

[44]Łysik Stefan Wypał węgla drzewnego na Górnym Śląsku w świetle badań etnograficznych Zaranie Śląskie 1961 z. 1 s.99-106

[45]ibidem

[46]Schoch Oswald Holz- Tzerschwelen [w:] Proceedings of the First International Symposium on Wood Tar i Pitch Brzeziński, Piotrowski /red./ Warszawa 1997

[47]Aufan R. Production techniques of Wood- Tar in France [w:] ibidem.

[48]Moszyński Kazimierz Kultura ludowa Słowian t.1 Warszawa 1967 s.292-294

[49]Piotrowski Wojciech Smoła drzewna i dziegieć w staropolskich przysłowiach i wyrażeniach[w:] Proceedings...

[50]ibidem

[51]Samsonowicz Henryk Rzemiosło wiejskie w Polsce XIV-XVII w. Warszawa 1954

[52]Łysik Stefan Wypał węgla drzewnego na Górnym Śląsku w świetle badań etnograficznych Zaranie Śląskie 1961 z. 1 s.99-106

[53]więcej przysłów i wyrażeń w: Potrowski Wojciech Smoła drzewna i dziegieć w staropolskich przysłowiach i wyrażeniach [w:] Proceedings...

[54]Vakarelski Christo Etnografia Bułgarii PTL Wrocław 1965 s.193-194

[55]ibidem

[56]informacje od smolarza z Buku, koło Łopienki w Bieszczadach

[57]informacje pochodzące od smolarzy spotkanych w Barze "Siekierezada" Cisna-Bieszczady

[58]por. Turska Katarzyna Krótkie trzy dni Zew Hawiarskiej Koliby 2/2001

[59]Kotula Franciszek Bartniczy ród Sudołów Etnografia Polska II:1959

[60]Olędzki Jacek Materiały do tradycyjnych zajęć pozarolniczych Etnografia Polska II:1959

 [61]Kotula Franciszek op.cit.

[62]Grybel Maria, Madzik Jan Bartnictwo i pasiecznictwo [w:] Nad rzeką Ropą T.2 Roman Reinfuss /red./ Kraków 1965

[63]Jeż- Jarecki W. Bartnictwo Puszczy Solskiej Etnografia Polska VI:1962

[64]Grybel, Madzik op.cit.

[65]ibidem

[66]Jeż- Jarecki W. Bartnictwo Puszczy Solskiej Etnografia Polska VI:1962

[67]Jeż- Jarecki W. op.cit.x

[68]Moszyński Kazimierz op.cit., s.292-294

[69]Kotula Franciszek Bartniczy ród Sudołów Etnografia Polska II:1959

[70]Jeż- Jarecki W. op.cit

[71]Jeż- Jarecki W. op.cit.

BIBLIOGRAFIA


1) Brylak Maria, Zajęcia pozarolnicze ludności łemkowskiej [w:] Nad rzeką Ropą T.2 Roman Reinfuss /red./ Kraków 1965

2) Grybel Maria, Mazik Jan, Bartnictwo i pszczelarstwo [w:] Nad rzeką Ropą T.2 Roman Reinfuss /red./ Kraków 1965

3) Golub St., Pozostałości dawnego smolarstwa- Siedliszcze Kolonia, Gmina Dubienka, Zeszyty Muzealne Pojezierza Łęczyńsko- włodawskiego we Włodawie T.10, Włodawa 2000

4) Historia kultury materialnej w zarysie, Dembińska, Podwińska /red./, Wrocław- Warszawa- Kraków- Gdańsk 1978

5) Jeż- Jarecki W., Bartnictwo Puszczy Solskiej, Etnografia Polska T.VI 1962 

6) Kotula Franciszek, Bartniczy ród Sudołów, Etnografia Polska T.VI 1962

7) Kubrak Zygmunt, Smolarstwo w puszczy Solskiej w okresie gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej (XVI-XIXw.), Rocznik Przemyski T.XXIV-XXV s.181-194

8) Łysik Stefan, Wypał węgla drzewnego, Zaranie Śląskie 1961 R. 24 Z.1, 

9) Olędzki Jacek, Materiały do tradycyjnych zajęć pozarolniczych, Etnografia Polska T.2 1959

10) Proceedings of the First International Symposium on Wood Tar i Pitch, Brzeziński W. Piotrkowski W. /oprac.red./ Warszawa 1997

11) Samsonowicz Henryk, Rzemiosło wiejskie w Polsce w XIV-XVI w., PWN Warszawa 1954
12) Vakarelski Ch., Etnografia Bułgarii, PTL Wrocław 1965

13) Z dziejów lasów, leśnictwa i drzewnictwa w Polsce, St. Barański /red./ Warszawa 1965

14) Moszyński Kazimierz, Kultura ludowa Słowian, t.1 ,Warszawa 1967

Bibliografia proponowana:


15) Adamczewski Jerzy, O pożytkach płynących z lasu, [w:] Las w kulturze polskiej Wojciech Łysiak /red./, Poznań 2000 

16) Bartyś J., Przegląd powojennych badań w Polsce nad dziejami leśnictwa, [w:] Studium z dziejów gospodarstwa wiejskiego T.8 1966

17) Barut J., Motyka St., Ślawski T. ,Nad rzeką Ropą Wierchy 32; 1963

18) Ginące zawody między Wisłą, a Bugiem, A. Gauda /red./ ,PTL Lublin 1995

19) Hartman Wiktór ,Wypalanie potażu, bartnictwo i łowiectwo w dawnej puszczy Białowieskiej, Echa Leśne 1939 R.15 nr 6-8 

20) Hołowkiewicz E., Flora leśna i przemysł drzewny Galicji, Lwów 1877

21) Horn M., Rozwój rzemiosł branży drzewnej w miastach ziemi przemyskiej i sanockiej w latach 1550-1650, Zeszyty Naukowe WSP w Opolu

22) Jost Henryk, O wypalaniu węgla drzewnego, Wierchy 1971 R. 40

23) Olszowa Barbara ,Zagadnienia rzemiosła ludowego w Karpatach Polskich, Wierchy nr 33; 1964

24) Puszcza Sandomierska wczoraj i dziś, Józef Półćwiartek /red./, Rzeszów 1980

25) Reinfuss Roman, Łemkowie jako grupa etnograficzna, Lublin 1965

26) Stelmachowska Bożena, Z kultury materialnej Borowiaków Tucholskich, Ziemia R. 27 nr 3 1937

27) Więcko Lasy i przemysł drzewny w Polsce Warszawa 1960

28) Wolski K. ,Bartnictwo i pasiecznictwo dorzecza Sanu w XV i XVI w,



O autorce:

Kasia Turska "Ziellona"

Z wykształcenia etnolog i kroatysta. Z zawodu pilot wycieczek i rezydent. 
Z zamiłowania: włóczykij wyborowy. Koktajl Mołotowa

.