Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bieszczady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bieszczady. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 stycznia 2023

Krótkie trzy dni (Bieszczady)

To były krótkie trzy dni. Zbyt krótkie...

One jednak dały mi przedsmak innych Bieszczad. Bieszczad wolnych od tłumu urlopowiczów zadeptujących połoniny, Bieszczad pełnych malin, borówek i... ludzi. Ludzi tutejszych.

Z archiwum MUWIT-u (1999 rok)

- Panie, może się pan u mnie zatrzymie. Po podwórku tylko owce chodzą. Ale ja panu zaraz szope otworze...- powiedział jakiś chłop, który wyprowadzał właśnie krowę na pastwisko.
Zanim zaparkowaliśmy naszego, starusieńkiego poloneza, dziadek zdążył nam opowiedzieć o swoim koledze. 

środa, 10 sierpnia 2022

UNESCO w Bieszczadach

W szeroko pojętych Bieszczadach aż dwie drewniane cerkwie doczekały się nobilitacji UNESCO. Choć geograficznie Turzańsk leży w paśmie Bukowicy (dla tych, co nie wiedzą - okolice Komańczy), a Smolnik nad Sanem - nad Sanem ;) okolice Ustrzyk Górnych. Ale turystycznie zarówno Ciśniańsk0-Wetliński Park Krajobrazowy, jak i tzw.  Kresy bieszczadzkie można spokojnie podpiąć pod Bieszczady.

Smolnik nad Sanem ©

Drewniaki w paśmie Bukowicy

Radoszyce

cerkiew przy granicy


Cerkiew w Radoszycach jest orientowana- czyli prezbiterium skierowane jest ku wschodowi. Położenie takie ma symbolizować rolę Chrystusa, który rozświetlił mroki ziemi- niczym wschodzące słońce. Ogólnie rzecz biorąc natomiast- tradycja ta dotyczy nie tylko świątyń chrześcijańskich, jest bardzo stara i nawiązuje do kultu słońca.

wtorek, 9 sierpnia 2022

Drewniaki w Górach Sanocko-Turczańskich

 

Równia


Równia 

Cerkiew orientowana, umiejscowiona na wzniesieniu, w zakolu potoku Równia. Przy cerkwi cmentarz, na którym kilka zachowanych nagrobków. 
Cerkiew drewniana, konstrukcji zrębowej, trójdzielna, trójkopułowa, z opasaniem opartym na uskokowych rysiach. Ponad babińcem empora konstrukcji słupowej. Sanktuarium, nawa i babiniec kwadratowe w planie. Nawa najobszerniejsza. Na zrębie ścian nawy i babińca tambury (nad nawą ośmioboczny, nad sanktuarium czworoboczny). Dachy nad każdą z przestrzeni w formie kopuł o sferycznym profilu, z okapem ( nad nawą ośmiopołaciowy, nad sanktuarium i babińcem czteropołaciowe). Masyw nawowy najwyższy. U podstawy tamburów dachy koszowe, powyżej zwielokrotnione okapowe. Ściany powyżej opasania i wszystkie połacie dachowe opierzone gontem. Ponad nawą zrębowe sklepienie ośmiopolowe, w sanktuarium zwierciadlane. Portal w zachodniej elewacji i otwory okienne ościeżowe.
Świątynia w Równi należy do nielicznych zachowanych, na terenie południowo-wschodniej Polski, trójdzielnych cerkwi kopułowych.
Równia - wnętrze


Ustianowa Górna




Cerkiew usytuowana wśród zabudowy mieszkalnej w pd.- wsch. części wsi, w odległości ok. 200 m. od drogi Sanok-Ustrzyki Dolne, po jej prawej stronie. Teren cerkiewny na planie nieregularnym, ogrodzony drewnianym płotem na murowanych słupkach. Wejście od strony ul. Wiejskiej (od pn.). W części pn.-zach. (po prawej stronie od wejścia) murowana kaplica neogotycka, przy wejściu, po lewej stronie nowa dzwonnica drewniana, w narożniku pn.- wsch. ołtarz polowy. Cerkiew orientowana, położona w centralnej części placu, otoczona szerokim wieńcem starodrzewia. Przy zakrystii kamienny nagrobek.


Górzanka





Dawna cerkiew greckokatolicka pw. św. Paraskewy w Górzance znajduje się na niewielkim wzgórzu, w otoczeniu starych dębów, przy drodze prowadzącej z Wołkowyji do Baligrodu. Poniżej cerkwi współczesna kapliczka rzymskokatolicka.

Pierwsza wzmianka o cerkwi w tej miejscowości pochodzi z roku 1599 i wspomina drewnianą cerkiew stojącą wówczas  na wzgórzu zwanym Bylite. Cerkiew spłonęła a kolejną wzniesiono w roku 1718 już na nowym miejscu. W roku 1835 rozpoczęto obok niej budowę kolejnej- stojącej do dziś drewnianej cerkwi. Konsekracja odbyła się 10 września 1838 roku. Fundatorem cerkwi był ówczesny właściciel Górzanki- Feliks Giebułtowski (wg innych źródeł był to Piotr Glajzer).

Świątynia została odnowiona w roku 1912. Prace malarskie (polichromia figuralna) wykonał wówczas  Włodzimierz Pawlikowski. Od roku 1948 jest użytkowana jako kościół  rzymskokatolicki- najpierw filialny a od 1969 jako kościół parafialny pw. Wniebowstąpienia Pana Jezusa.

Krościenko

W Muzeum-Zamku w Łańcucie w Dziale Sztuki Cerkiewnej znajdują się skromne fragmenty ikonostasu z XVII i XIX wieku oraz kamienna chrzcielnica z tejże cerkwi. Aktualny wystrój wnętrza jest całkowicie współczesny.

więcej zdjęć https://photos.app.goo.gl/a1U2n8dtw412eJWQ6

Budowla jest orientowana (prezbiterium ku wschodowi), konstrukcji zrębowej, trójdzielna, oszalowana. Dachy kalenicowe, nad nawą kopuła na ośmiobocznym tamburze pokryta jak i pozostała część gontem. Nad prezbiterium oraz babińcem wieżyczki z cebulastymi hełmami. Sklepienie wewnątrz cerkwi belkowane spięte dwoma krzyżującymi się tragarzami.

Przed wejściem, od zachodniej strony, na kamiennej podmurówce znajduje się drewniana, XIX- wieczna dzwonnica o konstrukcji słupowej pokryta gontowym namiotowym daszkiem.

Cerkiew zyskała dużo po wycięciu wianka starych drzew okalających budowlę, dzięki czemu jest lepiej widoczna.

Powyżej przycerkiewny cmentarz m.in. z nagrobkami greckich emigrantów mieszkających niegdyś w Krościenku. Na uwagę zasługuje nagrobek jednego z proboszczów w kształcie trumny położony tuż obok cerkwi.

Brzegi Dolne


Cerkiew Michała Archanioła w Brzegach Dolnych (obecnie rzymskokatolicki kościół parafialny pw. Matki Bożej Różańcowej) — drewniana greckokatolicka cerkiew, wzniesiona we wsi Brzegi Dolne w miejscu wcześniejszej cerkwi, wzmiankowanej już w roku 1615


Kilka zdjec tutaj: https://photos.app.goo.gl/e8TgqCqZJutShWqF8

Łodyna

Cerkiew orientowana, usytuowana w pobliżu drogi Ustrzyki Górne – Wańkowa, ogrodzona drewnianym płotem. Od zachodu murowana dzwonnica parawanowa. 

Więcej zdjęć: https://photos.app.goo.gl/zZx5Zm5ADSAeSDtP9

Cerkiew drewniana, konstrukcji zrębowej, trójdzielna, z sanktuarium zamkniętym ścianą prostą i zakrystią od północy. Od zachodu przybudowana wieża konstrukcji mieszanej, dwukondygnacyjna. Obecnie istniejącą cerkiew w Łodynie wybudowano w 1862 roku, lub co bardziej prawdopodobne wyremontowano ją w tym czasie. 

W 1911 roku cerkiew ponownie remontowano, wznosząc wówczas  obok niej także murowaną, parawanową dzwonnicę. Cerkiew była filialną parafii w Brzegach Dolnych, należącej do dekanatu zatwarnickiego; po I wojnie w strukturze dekanatu lutowiskiego. W Muzeum Zamku w Łańcucie znajduje się XVI- wieczna ikona Świętego Mikołaja, pochodząca z cerkwi w Łodynie.

Leszczowate

Cerkiew św. Paraskewy w Leszczowatem – drewniana parafialna cerkiew greckokatolicka, znajdująca się w Leszczowatem.

więcej zdjęć: https://photos.app.goo.gl/si4RRKbubve3xyCK9

Zbudowana w 1922 w miejscu starszej, drewnianej cerkwi z 1771, została odnowiona w 1937. Należała do dekanatu leskiego.

Na północ od cerkwi znajdowała się murowana kaplica ufundowana w 1861 przez właściciela wsi. Po wojnie cerkiew została przejęta przez Kościół rzymskokatolicki.

Krościenko - cerkiew

 W Muzeum-Zamku w Łańcucie w Dziale Sztuki Cerkiewnej znajdują się skromne fragmenty ikonostasu z XVII i XIX wieku oraz kamienna chrzcielnica z tejże cerkwi. Aktualny wystrój wnętrza jest całkowicie współczesny.


więcej zdjęć https://photos.app.goo.gl/a1U2n8dtw412eJWQ6

Budowla jest orientowana (prezbiterium ku wschodowi), konstrukcji zrębowej, trójdzielna, oszalowana. Dachy kalenicowe, nad nawą kopuła na ośmiobocznym tamburze pokryta jak i pozostała część gontem. Nad prezbiterium oraz babińcem wieżyczki z cebulastymi hełmami. Sklepienie wewnątrz cerkwi belkowane spięte dwoma krzyżującymi się tragarzami.

Przed wejściem, od zachodniej strony, na kamiennej podmurówce znajduje się drewniana, XIX- wieczna dzwonnica o konstrukcji słupowej pokryta gontowym namiotowym daszkiem.

Cerkiew zyskała dużo po wycięciu wianka starych drzew okalających budowlę, dzięki czemu jest lepiej widoczna.

Powyżej przycerkiewny cmentarz m.in. z nagrobkami greckich emigrantów mieszkających niegdyś w Krościenku. Na uwagę zasługuje nagrobek jednego z proboszczów w kształcie trumny położony tuż obok cerkwi.

poniedziałek, 12 lipca 2021

Zamek Sobień

https://opencaching.pl/viewcache.php?wp=OP6F18



 Sobień to brama w Bieszczady, oferująca "na dzień dobry" wspaniały widok na region. Kiedyś góra stanowiła centrum klucza sobieńskiego. Wznosił się na niej warowny zamek. Wykorzystane zostały możliwości obronne miejsca - z jednej strony dolina Sanu, z drugiej strome skarpy brzegowe Sobienki. 

Podobno w 1417 roku na zamku bawił sam król Władysław Jagiełło. Było to na dzień przed jego ślubem z Elżbietą Granowską. Ślub odbył się w Sanoku, w klasztorze Franciszkanów. Wydarzenie to upamiętnia stosowna tablica na murach klasztoru. Król podziwiał wspaniałe mury twierdzy i widoki z wieży. Planował polowanie na niedźwiedzia, jednak zdrowie Elżbiety zmusiło go do wyjazdu z Sobienia.

sobota, 10 kwietnia 2021

Opowieści Bieszczadzkie Janickiego

"Michała Koperę, wozaka parku konnego numer siedem, przywalił podczas zrywki dąb. No, i Bóg z nim, wypadek jak wypadek, nikt ze świadków zdarzenia nie lamentował, olaboga nie wołał, bo w końcu cóż w tym nadzwyczajnego, że w czasie wyrębu drzewo przygniecie człowieka.  

Gdzieś...  ©

Żeby sie był Kopera utopił albo powiesił, byłoby o czym mówić; może o karze boskiej, może o przeznaczeniu, a tak - wypadek, jak wypadek, wiadomo, że w tutejszym lesie nie zapałki rosną, tylko dęby i buki. Dwóch tęgich chłopów, wstrzymując oddech, z trudem taki dąb opasze ramionami. A ten, który się po Koperze przejechał, miał dobre dwieście lat z okładem. Wiadomo, że prędzej czy później szklarz się pokaleczy, a dekarz spadnie na mordę z dachu. Wypadek przy pracy."

wtorek, 2 czerwca 2020

NOCLEGI - Bieszczady - chatki i bazy namiotowe

Zestawienie baz, chatek i schronisk w Bieszczadach 



Ajenci i dzierżawcy schronisk zmieniają się, niestety, dość często. Zazwyczaj schroniska i chatki są przyjazne zwierzętom. Zawsze lepiej się jednak dopytać, aby nie zostać zaskoczonym


piątek, 10 stycznia 2020

ZAPOMNIANY KONIEC POLSKI // The forgotten end of Poland

Kilka lat temu na baraku nad Negrylowem wisiała tabliczka "Koniec Świata". Powiesili ją jacyś turyści. Kiedy pojawiłam się tutaj w 1997 w sierpniu, tabliczki już nie było. Ale zostało poczucie innego świata. Zostało to ulotne "coś", wyczuwalne w każdej opuszczonej wiosce, ale zapach granicy dodaje to, co stwarza z tego miejsca jedyne na świecie...

Prawdziwy "koniec świata". 

Mieszkańcy Sianek bardzo nie lubią tej nazwy. Chociaż tutaj rzeczywiście wszystko się kończy. 
Czas. Zakazy. Odpowiedzialność.
Ale tylko dla nas. 
Dla drwali znad Negrylowa toczy się tutaj walka o przetrwanie...

piątek, 26 października 2018

Tam, gdzie górę zwiezło...



Prawie 100 lat temu powstały Jeziorka Duszatyńskie – jedna z największych osobliwości bieszczadzkich, która dziś chroniona jest jako rezerwat "Zwiezło". 


Dawni mieszkańcy tej ziemi - Rusini - stworzyli legendę o tym, jak powstały Jeziorka Duszatyńskie. Według przekazywanych opowieści czartowi nie spodobała się kolejka wąskotorowa. Wściekł się i postanowił ją zniszczyć. Rzucił więc na nią ognisty pocisk, ale nie trafił w kolejkę biegnącą doliną Osławy, tylko w Stećkiw Las. Ogromna wyrwa na krawędzi osuwiska widoczna jest do dziś i zwana jest diabelskim młynem.- Krajobraz na osuwisku można było nazwać księżycowym; zwalone drzewa, bloki skalne wymieszane z pniami, grzęzawisko uniemożliwiające poruszanie się, odór stęchlizny... To na pewno diabelska robota, mawiali ludzie.

A jak to było naprawdę z jeziorkami Duszatyńskimi?

Tu Osława omegą płynie

Autor: Anna Gorczyca 
(gazeta.rzeszow.pl)

W tym rezerwacie można podziwiać dwie niezwykle rzeczy: rzekę, która zachowała się tak jakby chciała wrócić do wcześniejszego koryta i kolejkę wąskotorową, która zawisła nad rzeką.


Rezerwat Przełom Osławy pod Duszatynem to jedno z wyjątkowo pięknych miejsc w naszym regionie. Pomiędzy Duszatynem, a Prełukami, Osława przeciska się wąską doliną.

niedziela, 8 kwietnia 2018

Muzeum Przyrodnicze w Ustrzykach Dolnych

Początki muzeum sięgają 1968 r., kiedy to z inicjatywy "Społecznego Komitetu Organizacyjnego Muzeum Fauny Bieszczadzkiej" i miejscowych myśliwych rozpoczęto gromadzenie eksponatów przyrodniczych. W 1974 r. przystąpiono do budowy nowego obiektu, którego otwarcie nastąpiło po 12 latach. W 1991 r. muzeum zostało przekazane Bieszczadzkiemu Parkowi Narodowemu. Na jego bazie powstał Ośrodek Naukowo-Dydaktyczny BdPN, który prowadzi działalność naukową, dydaktyczną oraz muzealną.


Muzeum mozna zwiedzać od wtorku do soboty w godz. 900 - 1700, dodatkowo w okresie letnim (lipiec- sierpień)  jest czynne również w niedziele w godz. 900 - 1400

sobota, 17 marca 2018

Rycerski Dwernik

Żyli kiedyś w Bieszczadach prawdziwi rycerze. Działo się to w czasach, kiedy ziemie te należały do polskiego księcia Mieszka, który pogaństwo z tj ziemi wyplenił. Tam, gdzie Nasiczniański wpada do Sanu mieszkał Rycerz, co zwał się Dwernikiem. Zakochał się w pięknej córce posadnika grodu, co się nad Ralskiem wznosił (dziś góra ta Horodkiem się zwie). Łopienka również miłowała Dwernika, jednak została już przyrzeczona Juraszkowi, synowi posadnika z Hoczwi. Dwernik mógł jedynie porwać dziewczynę, a to, według prastarego obyczaju mógł jedynie w noc sobótkową uczynić. Dwernik wykorzystał obrzędy odprawiane w Wigilię Św. Jana i pod osłoną nocy w blasku pierwszych ogni porwał Ropienkę.

środa, 14 marca 2018

Koń Huculski

Hucuły są niższe od innych przedstawicieli tego gatunku, o gęstej, kudłatej sierści, przeważnie gniade lub bułane. Odznaczają się wyjątkowym zdrowiem i odpornością. są  doskonałe na niemal każde górskie warunki. Najbardziej chwaloną cechą jest legendarny już- zmysł orientacji. Niejeden przewodnik na Huculszczyźnie zdawał się na zmysł swego konia przy powrocie do domu. Równie ważną zaletą jest to, ze konie te nie boją się stromizn i mają co najmniej siódmy zmysł. Oleksy Dobosz, huculski zbójnik, ponoć zawdzięczał życie swojemu koniowi, który odmówił wejścia na ścieżkę. Kilka minut później zeszła na nią potężna lawina...

Wąż Eskulapa


To największy z naszych gadów (do 180 cm). Nie jest jadowity- swoje ofiary (gryzonie, ptaki) dusi niczym Wąż boa. Prowadzi nadrzewny tryb życia. Należy do gatunków ciepłolubnych, dlatego odpowiada mu osłonięta i dobrze nasłoneczniona dolina Sanu. Występuje głównie w południowej Europie, przez Bieszczady przebiega północna granica jego zasięgu. W Polsce jest niezwykle rzadkim gadem- poza Bieszczadami swoje stanowiska ma jeszcze w Beskidzie Sądeckim.
Podlega ścisłej ochronie gatunkowej.

 W Bieszczadach najczęściej spotykany w paśmie Otrytu.

Elfy w Bieszczadach

Od 14. lat, naukowcy z Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego prowadzą w Bieszczadach badania zjawisk geofizycznych za pomocą pomiarów fal ultraniskiej częstotliwości, w szczególności fal ELF (z ang. Extremely Low Frequency – superniska częstotliwość) i związanego z nimi rezonansu Schumanna – mało poznanego i niezwykle interesującego zjawiska fizycznego zachodzącego w atmosferze Ziemi. Zdobyte na przestrzeni lat doświadczenia oraz rozwój zminiaturyzowanej technologii pozwoliły na uruchomienie stacji pomiarowej nowej generacji, która umożliwi prowadzenie stałych i bardziej dokładnych badań. Bieszczadzkie badania ELF trwają od czternastu lat, a teraz, w okolicy Zatwarnicy, otwarto stację badawczą.



ZBÓJNIK W ORELCU

Duża, 3,5- Metrowa figura tołhaja, czyli karpackiego zbójnika stanęła w Orelcu. Dlaczego w tej miejscowości? Bo według legendy tam żyją potomkowie zbójników.

Tę opowieść można by zacząć tak: Dawno, dawno temu, gdy sąsiadowaliśmy z Węgrami, nasza południowa granica była niebezpieczna. Mieszkańcy przygraniczych wiosek zajmowali się zbójnikowaniem. Napadali na transporty z winem z Węgier i grabili wsie. Na Węgrzech zbójników nazywano tołhajami, ale ta nazwa przylgnęła także do tych, którzy mieszkali po polskiej stronie.- Węgierscy zbójcy upodobali sobie Orelec, uprowadzając ze wsi także, oprócz materialnych rzeczy i inwentarza, młode dziewczęta. Miejscowość bowiem słynęła w całej okolicy z niezwykle urodziwych panien. Napady zbójników i porwania groziły wyludnieniem wsi. Mieszkańcy postanowili się bronić.

Gdy pewnej nocy tołhaje ponownie napadli na wioskę wpadli w zasadzkę przygotowaną przez mieszkańców. zaskoczeni beskidnicy zaczęli w popłochu uciekać- opowiada Magdalena Demkowicz ze Stowarzyszenia Orelec.- Jeden ze zbójników, mimo zagrożenia chciał porwać córkę zamożnego gospodarza spod Rubenia. Wpadł do chałupy, gdzie mieszkała, ale pojmali go bracia dziewczyny. Następnego dnia zbójnika umieszczono w żelaznej klatce, którą  postawiono w centrum wsi. Mieszkańcy nie szczędzili mu wyzwisk i obelg. Do klatki podeszła także dziewczyna- wybranka zbójnika. Odezwała się do niego ciepłym słowem. 

Wtedy w pobliskiej świątyni zaczęły bić dzwony, beskidnik zaś wyznał dziewczynie skruchę. Wówczas  to stała się rzecz przedziwna. Żelazne kraty zaczęły trzeszczeć jakby je ktoś z wielką siłą chciał rozprostować Mieszkańcy widząc co się dzieje, uznali, że sam Pan Bóg osądził już rabusia za jego czyny i tym znakiem pokazuje im, jaki jest jego wyrok. Jaki jest koniec tej legendy? Cóż prawdziwa miłość zwyciężyła i ta, która miała być siłą uprowadzona dobrowolnie poślubiła zbójnika. A potomkowie zbójnika tołhaja ponoć do dziś żyją w Orelcu- kończy Magdalena Demkowicz.

Od niedzieli pomnik tołhaja w metalowej klatce stoi w centrum Orelca. Obok niego stoją drewniane dyby.- Chcieliśmy, żeby nasz zbójnik był widoczny z daleka, żeby widzieli go turyści jadący nad Solinę albo wracający znad zalewu. I żeby do nas zajechali. Bo tak naprawdę tołhaj ma promować naszą wieś. A legenda o zbójniku, którego uratowała dziewczyna z Orelca powstała na potrzeby promocyjne- przyznaje Demkowicz.

czwartek, 25 stycznia 2018

CZAR POŁONIN


Bieszczady kojarzone są  przede wszystkim z połoninami. I słusznie. Chociaż w malutkich jeziorkach osuwiskowych taplają się ptaszki, Chociaż prześliczne lasy bukowe przyciągają wzrok, choć na każdym kroku można spotkać ślady dawnego życia, zaszyć się w jakąś dziurę i nie myśleć, to jednak połoniny są  tym magnesem przyciągającym rzesze turystów...

Dlaczego tu jest tak pięknie?

W sezonie grzbietami Wetlińskiej i Caryńskiej ciągną tasiemcowe kolejki. Gdyby można popatrzeć na nie z lotu ptaka zobaczyłoby się wielką kolorową dżdżownicę sunącą poprzez trawy. We wrześniu, kiedy podpołonińskie lasy zaczynają się złocić, powietrze jest przejrzyste, a w górach panuje niczym nie zmącona cisza i spokój, na połoninach pozostają tylko rozdeptane ścieżki.. Siadamy wtedy w wysokich trawach połoniny Wetlińskiej i obserwujemy najbardziej niesamowite zjawisko.

środa, 24 stycznia 2018

Ustrzyki Dolne - prezent Stalina

Autor: Dariusz Piwiński

Źródło: Gazeta.rzeszow.pl

Ustrzyki to szczególne miasto. Leży na terenach przenikania się wielu kultur, religii i tradycji. Do dzisiaj mieszkają tu Polacy, Rusini i Żydzi.

O dziwo, ta Narodowościowa i kulturowa mieszanka nie dała Ustrzykom urody.- To jedno z najbrzydszych miast w Polsce. Zbudowane bez żadnego stylu- mówi miejscowy architekt Łukasz Winnicki. Przyczyną są  historyczne burze- ludność była stąd wielokrotnie wysiedlana, domostwa palone, a nowa, napływowa, nie dbała o styl budownictwa.








Prezent Stalina

Miejscowi powiadają, że miasto to podarunek Stalina dla Bieruta- dzięki łaskawości Soso znalazło się w granicach Polski. Do miejskich ciekawostek należy wypchany niedźwiedź w muzeum fauny, upolowany przez Bieruta. Niektórzy twierdzą, że Bierut był tak pijany, że tylko trzymał strzelbę, inni- że miś zwabiony pod ambonę został po prostu zamordowany, a nie upolowany.

11-tysięczne beskidzkie miasteczko ciągnie się wzdłuż płynącej zakolami rzeki Strwiąż. Prawami miejskimi cieszy się od 1727 roku (z przerwą w latach 1945-52).


Niestety, wspaniałe, nadrzeczne położenie nie jest wykorzystane. Przed wojną przy jednym z zakoli był bulwar- tzw. plac Pod Dębami. Tam odbywały się festyny i tam chodziło się pod rękę z dziewczyną "pokazać się". Po wojnie, tuż nad brzegiem, postawiono garaże. Wyasfaltowano kawałek ścieżki, wzdłuż niej postawiono ławki i lampy. Przez te lampy miejscowi nazywają to miejsce "k... parkiem".

Przy rynku

Choć Ustrzyki są  stare (pierwsze wzmianki o nich pochodzą z XV wieku), perełek architektonicznych mają niewiele. Za duża była tu migracja ludności, liczne wysiedlenia i przymusowe osiedlenia. Dlatego trudno było się tu zakorzenić i wybudować coś trwałego, spójnego architektonicznie.

Najstarszy jest zabytkowy rynek o nieregularnym kształcie. Przecina go (podobnie jak całe miasto) główna droga z Sanoka do Krościenka.

Na rynku rosną stare drzewa.- Rynek powinien być przestrzenny. To miejsce, gdzie coś się dzieje, a nasz wygląda jak skwer. Trzeba go odnowić, ale ponieważ podlega konserwatorowi zabytków, a ten nie ma pieniędzy, czeka na swoją kolejkę- mówi Artur Bobrecki, ustrzycki architekt.


Do roku 1920 rynek miał zwarte, stylowe pierzeje. Zburzono je bezmyślnie po wojnie- łatwiej było zniszczyć, niż odnowić.

Dziś okalające rynek stare kamieniczki o stylowych elewacjach (z XVIII i XIX wieku) poprzecinane są  tandetną współczesnością. Jest nawet kamienica obłożona sidingiem!

Jedną z pierzei rynku wyburzono, w jej miejscu stanęły drewniane budki z hamburgerami.- Z architektonicznego punktu widzenia to knot- stwierdza Winnicki.

Podobnym knotem są  cztery domy stojące tuż obok rynku. Mają dwóch właścicieli. Jeden z nich chciał, aby były pokryte dachem spadowym, drugi płaskim. Pokłócili się i teraz trzy bloki mają dach spadowy, a czwarty ma płaski.

Stajnie, cerkwie i kościoły

Tuż przed rynkiem stoi neogotycki kościół rzymskokatolicki z przełomu XIX i XX wieku, w którym teraz mieści się cerkiew. Jeśli wierzyć opowiadaniom, powstała w zaskakujący sposób. Proboszcz parafii w Jasieniu, do której należały Ustrzyki, nie chciał zgodzić się na odłączenie części parafii. Mieszkańcy sprzedali więc budynek z działką prawosławnym i tak powstała cerkiew.

- Za PRL-u cerkwie były dla władz sporym problemem- świadczyły o innej niż oficjalna historii tych terenów. Przerabiano je na magazyny np. dla sklepu żelaznego- mówi Winnicki. Kilkadziesiąt lat wcześniej podobny los spotykał kościoły rzymskokatolickie, które zamieniano na stajnie.

Przed wojną w Ustrzykach były też cztery bożnice. Dziś w budynku jednej z nich, pochodzącej z pierwszej połowy XIX wieku, stojącej nieopodal rynku, jest biblioteka publiczna

Czkawka socjalizmu

Za czasów peerelowskiej gigantomanii u wylotu miasta (przy drodze na Krościenko) wybudowano potężne zakłady drzewne. Po 1989 roku splajtowały- zostały po nich ogromne, ponure, puste hale. W niektórych zainstalowały się prywatne firmy.

- Nowi użytkownicy zmienili architektoniczny wygląd hal. Np. obok starego, typowego fabrycznego okna ktoś wmurował nowe, niczym z mieszkania Kowalskiego. wygląda to teraz nie tylko paskudnie, ale i śmiesznie- mówi Winnicki.


W położonej nieopodal Ustrzyk Ustjanowej też powstał wielki kombinat drzewny. Przed wojną była tu słynna szkoła szybowcowa. (Ciekawostka - dzięki korzystnemu usytuowaniu lotniska i specyfice terenu szybowce wypuszczano do lotu z... procy).

To jednak nie koniec architektonicznych i urbanistycznych nieporozumień. Na obrzeżach miasta, tuż przy stoku Gromadzynia, wybudowano mleczarnię.- Z jednej strony wyciąg narciarski, z drugiej stadion, a w środku mleczarnia- irytuje się Bobrecki. W samych Ustrzykach przy głównej ulicy wybudowano dom handlowy Halicz, typowy kloc- pomnik budownictwa komunistycznego- w żaden sposób nie przystający do architektury pozostałych budynków.

Przykłady takiego przestrzennego bezhołowia można mnożyć w nieskończoność... Wjeżdżając do Ustrzyk od strony Sanoka, po prawej stronie mijamy osiedle domków jednorodzinnych w zabudowie szeregowej.- Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że powstało ono w miejscu słabo nasłonecznionym, co zwiększa koszty eksploatacji budynków. Równie niefortunnie zlokalizowano szpital- przed wjazdem do miasta, tuż obok oczyszczalni ścieków, a do tego w kotlince, która tworzy strefę malaryczną. Miejscowi twierdzą, że wielu wyszło z tego szpitala nogami do przodu.

Sam budynek szpitala nie grzeszy urodą- typowy mrówkowiec z widocznymi na elewacji dobudówkami i przebudowami.

Architekci zgodnie ubolewają, że u nas nie robi się- jak w np. Niemczech- szczegółowych, długookresowych planów zagospodarowania przestrzennego.- Trzeba myśleć, jak, co i gdzie się buduje. Budujmy tak, aby przyszłym pokoleniom nie zostawiać przestrzeni zdewastowanej urbanistycznie- mówi Winnicki.

Z Wikipedii:
W 1497 r. król Jan Olbracht oddał okolice Ustrzyk Dolnych w dzierżawę Iwonii Janczonowiczowi herbu Przestrzał rodem z Siedmiogrodu, za zasługi położone w czasie wojny bukowińskiej. W 1509 r. Iwonia Unihowski herbu Przestrzał, protoplasta rodu Ustrzyckich, lokował wieś Ustrzyki, wtedy nazwaną Ustryk. Wioska leżała u zbiegu dwóch bezimiennych strumieni, a mieszkańcy nazywali ją po staropolsku US, czyli ujście, RZYK czyli rzeki – stąd nazwa wsi Ustrzyki, albo ujście rzeki. Od nazwy wsi ród Unihowskiego przyjął później miano Ustrzyckich. Emerykowi Ustrzyckiemu ok. 1505 r. nadano wójtostwo i ziemie Ustrzyk Dolnych, obejmujące miejscowości Jasień, Równia, Zamłynie, Strwiążyk i część Ustjanowej. W 1667 r. Maciej Stanisław Ustrzycki – sędzia sanocki, poseł na Sejm w roku 1670, komisarz (wyznaczony do monety srebrnej, ułożenia w swoich dobrach w roku 1676) – wystawił kościół farny w Jasieniu, co aprobowała Konstytucja w 1667 r.

wtorek, 23 stycznia 2018

Lesko - kirkut, zamek i dwa rynki

Autor: Ewa Głowacka
Źródło: Gazeta.rzeszow.pl

Turyści udający się w Bieszczady zwykle przejeżdżają przez Lesko, niektórzy nie przypuszczają nawet, że to jedna z najbardziej zabytkowych miejscowości w tym regionie. Miasto zachowało bardzo ciekawe i rzadko spotykane założenie urbanistyczne z dwoma rynkami.



Malowniczo położone na wysokim brzegu Sanu Lesko wita przyjezdnych widoczną z daleka panoramą, w której nad skupiskiem zwartej miejskiej zabudowy dominuje strzelista wieża gotyckiego kościoła parafialnego. Świątynia znajduje się przy Starym Rynku, zwanym obecnie placem Konstytucji 3 Maja. Stąd też najlepiej rozpocząć zwiedzanie. 

Dwa rynki

Przy Starym Rynku, który dzisiaj jest zadrzewionym skwerem, otoczonym kamieniczkami z XVIII-XIX wieku, od czasów lokacji miasta, datowanej na drugą połowę XVI wieku, skupiało się życie mieszkańców. Pośrodku rynku stał drewniany ratusz z salą zebrań rady miejskiej, wagą, więzieniem i wyszynkiem trunków. Obok ratusza był specjalny zbiornik, do którego wodociąg doprowadzał wodę z potoku wypływającego na wzgórzu Baszta. 


Starego ratusza nie ma już od ponad 200 lat, a najstarszy tutaj zabytek to potężny kościół parafialny z 1530 roku, fundacji Piotra Kmity, zbudowany na miejscu poprzedniej drewnianej świątyni. Gotycki jest tylko z zewnątrz, wnętrza ma barokowe. W kościele zachowały się liczne epitafia upamiętniające byłych właścicieli Leska. Było to bowiem miasto prywatne, początkowo własność rodu Kmitów, później drogą koneksji rodzinnych trafiło w ręce Stadnickich, następnie Ossolińskich i Krasickich. 


Zgodnie z wymaganiami tamtych czasów Lesko otaczały wały ziemne wzmocnione basztami, bezpieczeństwa mieszkańców strzegły bramy i dwa zwodzone mosty. Toteż gdy w XVI wieku na skutek napływu coraz większej liczby ludności do Leska zaś zła konieczność powiększenia miasta, wytyczono poza tymi obwarowaniami drugi rynek nazywany do dzisiaj Nowym Rynkiem. Przy nim właśnie stoi wspaniale odrestaurowany eklektyczny ratusz z zegarem z końca XIX stulecia, który pełni dzisiaj właściwe sobie funkcje, jest siedzibą władz miejskich.

Twierdza Kmitów

Z rodem Kmitów i kolejnych panów na Lesku związana jest historia leskiego zamku, zbudowanego poniżej Starego Rynku, na stromym brzegu Sanu. W XV wieku Kmitowie wznieśli tu drewniany dwór obronny, w którym bywali tylko okazyjnie, zarządzając leskimi dobrami z Wiśnicza lub pobliskiego zamku Sobień. Dopiero na początku XVI wieku wojewoda krakowski Piotr Kmita wzniósł prostokątną wieżę mieszkalną i przeniósł tu administrację swych włości. Z czasem do wieży dobudowano korpus i tak zamek zaczął się rozrastać. W XVII wieku, za czasów Stadnickich, była to już czworoboczna budowla z basztami w narożach. 


Dalsze losy zamku to pasmo kataklizmów oraz permanentnej odbudowy przez kolejnych właścicieli. Obecnie zamek widziany od strony dziedzińca sprawia wrażenie klasycystycznej rezydencji pałacowej, zaś od strony miasta, gdzie przetrwała wieża i korpus z czasów Kmitów, przypomina średniowieczną fortecę. Kompletnie zdewastowany i ograbiony podczas  ostatniej wojny został odbudowany i obecnie mieści ośrodek wypoczynkowy. Wnętrza więc zobaczymy tylko wtedy, gdy wykupimy noclegi. Możemy za to pospacerować po świetnie utrzymanym dawnym parku przyzamkowym.

Wygnańcy z Hiszpanii


Przy ulicy Berka Joselewicza znajduje się jeden z najcenniejszych obiektów kultury żydowskiej w Polsce- synagoga obronna z przełomu XVI i XVII wieku. Łatwo ją poznać po Tablicach Mojżesza na frontonie oraz hebrajskim napisie "Jakimże strachem przejmuje Dom Boży". W okresie międzywojennym Lesko było dużym skupiskiem Żydów, stanowili oni zdecydowaną większość mieszkańców. 


Żydzi mieszkali w Lesku prawie od powstania miasta. Przybyli podobno w XV wieku z Hiszpanii, uchodząc przed prześladowaniami. W latach 20. XX wieku mieli tu kilka swoich świątyń. Niemcy zburzyli je w czasie wojny. Jedną zostawili na magazyn i tylko dlatego przetrwała. Po wojnie została odrestaurowana na Bieszczadzki Dom Kultury, obecnie mieści też salę wystawową. Jest tu także mała ekspozycja judaików. Zachowała się sala modlitw z interesującym wystrojem w stylu manierystycznym. 30 czerwca 1995 roku, po ponad 50-letniej przerwie, rabin z Nowego Jorku Michael Schudrich odprawił w niej nabożeństwo szabasowe.


Nieopodal synagogi trafiamy na jeden z najstarszych w Polsce kirkutów, zachowało się tu ponad 2 tys. pięknie zdobionych płyt nagrobnych. Najstarsze pochodzą z XVI wieku. Tak stare macewy przetrwały jeszcze w Krakowie, Lublinie i Szczebrzeszynie.

Kamień diabła 

Ulicą Źródlaną, prowadzącą na wschód od kirkutu dochodzi się do położonego już za miastem, ocembrowanego ujęcia pięciu źródeł mineralnych. Zawierają one słabo zmineralizowane wody siarczkowe. W okresie międzywojennym był tu niewielki zakład leczniczy. 



Wędrując dalej na wschód, około 3 km od centrum miasta, na początku wsi Glinne, w lesie natrafimy na słynny, owiany legendami Kamień Leski, czyli ogromny piaskowcowy ostaniec wysokości 20 m i kilkudziesięciometrowej długości. Opowieści z nim związane fascynowały Wincentego Pola i Aleksandra Fredrę, który na ich kanwie napisał poemat "Kamień pod Leskiem". 


Według miejscowych legend to kamień diabła, którym zamierzał on zniszczyć jeden z leskich kościołów. Diabeł wyrwał kamień z ziemi i leciał z nim do miasta, ale że kamień był bardzo ciężki, to leciał wolno. Gdy był już blisko, zapiał kur i skończył się czas  diabelskiej mocy. Kamień wypadł z czarcich Rąk i spadł na wzgórze. Inna legenda mówi, że to dziewczyna zaklęta w głaz za nieposłuszeństwo wobec matki.