Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miasto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miasto. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 stycznia 2021

Kętrzyńskie ogiery

https://www.geocaching.com/geocache/GC7AMCG_ogiery-w-srodku-miasta

Kętrzyńskie Stado Ogierów, w skład którego wchodzi kompleks budynków stadniny koni zostało zbudowane w roku 1877. Jest jedną z najdłuższych stajni w Europie, mierzy 200 m długości. 

Stado ogierów

Kętrzyńskie Stado Ogierów, w skład którego wchodzi kompleks budynków stadniny koni zostało zbudowane w roku 1877. Jest jedną z najdłuższych stajni w Europie, mierzy 200 m długości.

Stado Ogierów w Kętrzynie obsługiwało południowo-wschodnie powiaty Prus Wschodnich. Było obok Geogenburga, Braniewa i Kwidzyna jednym z czterech stad ogierów w Prusach Wschodnich. Posiadało stajnie w sumie na dwieście sztuk koni i mniej więcej taki stan ogierów był utrzymywany.

W okresie międzywojennym ogiery ras szlachetnych stanowiły około 75% stada , były to głównie konie trakeńskie i wschodniopruskie, znajdowało się również kilka osobników pełnej krwi angielskiej i arabskiej. Pozostałe 25% stada stanowiły ogiery zimnokrwistych ras. 

Pod koniec II Wojny Światowej Stado Ogierów zostało ewakuowane. Po wojnie do Kętrzyna nie powrócił ani jeden ogier. Polskie Stado Ogierów w Kętrzynie zostało utworzone w 1947 roku. Zostały w nim postawione ogiery pochodzące z rewindykacji z Niemiec oraz z mazurskich stad i stadnin w tym również ogiery ras fiording i dole. Polskie Stado Ogierów w Kętrzynie obsługiwało region północno wschodniej Polski, które zostały powiększone po likwidacji Stada Ogierów w Janowie Podlaskim. W powojennym okresie funkcjonowanie Stada Ogierów skupiała się w zasięgu działania Białostockiego Związku Hodowców Koni zawierającego się w województwach : białostockim, łomżyńskim, i suwalskim gdzie hoduje się konie zimnokrwiste.

Obecnie znajdują się konie rasy zimnokrwistej oraz konie ras szlachetnych.

poniedziałek, 7 września 2020

Chęciny - miasteczko

 


Dolny rynek i Stara Karczma


https://opencaching.pl/viewcache.php?wp=OP84Y8

Rynek Dolny jest dowodem na dalszy rozwój przestrzenny późnośredniowiecznego miasta w kierunku północnym. Plac ma kształt prostokąta o wymiarach 120 x 30 m i pokryto go brukiem. Na uwagę zasługuje tu piętrowy budynek w pierzei zachodniej – dawny zajazd z 1826 r. Obok niego stoi parterowy dom z XVIII/XIX w. z sienią przejazdową, która dzieli go na część mieszkalną i stodołę.

Niemczówka

https://opencaching.pl/viewcache.php?wp=OP70E5

Po dwóch wielkich pożarach w Chęcinach zaczęły się pojawiać murowane kamieniczki. Najstarszy tego typu budynek w Chęcinach to Niemczówka, zbudowana zgodnie z ówczesnymi normami. Jest zwrócona przodem do ulicy. Zgodnie z założeniami na jest środku przejazdowa sień, a po jej bokach pomieszczenia mieszkalne (lub handlowe). Do tylnej ściany jednego z mieszkalnych traktów dostawiono tak zwaną „wielką izbę”. Niemczówka stoi przy ulicy Małogoskiej, a więc w części Chęcin gdzie w wieku XVI zaczęły się pojawiać pierwsze zabudowania murowane. Właścicielami jej byli Niemczowie, prawdopodobnie Niemcy – bo   przez jakiś czas cała ulica nazywała się „Platea Niemiecka”.   W którymś pokoleniu syn Niemcowiców przybrał nazwisko Różański. Kamieniczka jest parterowa – tylko nad jej częścią znajduje się nadbudowane później pięterko. Otwory okienne i drzwiowe Niemczówki ujęte są w kamienne obramienia.  Pod częścią frontowa kamieniczki ciągną się głębokie, sklepione piwnice. Jeszcze kilkanaście lat temu w Niemczówce była kawiarnia (w dawnej izbie karczemnej) – później mieściła się tu biblioteka i małe muzeum. Obecnie jest tutaj Biuro Informacji Turystycznej.


Dom zajezdny pod srebrną górą 

https://opencaching.pl/viewcache.php?wp=OP88F7

Pierwsza wzmianka dotycząca tej posesji pochodzi z 1637 roku, właścicielką była wtedy Dorota Mularska (sąsiadka Kacpra Fodygi). Nie wiadomo jakie zabudowania były na tej działce jednak najprawdopodobniej był to drewniany nie murowany dom (pozostały po nim piwnice). Przez kolejne 200 lat nie ma żadnych wzmianek o tej działce. Dopiero na początku XIXw. Jest wspomniane że przed 1802 rokiem Jan Radoński kupił plac nazywany "Tomaszowskim" od Juliusza Malczawskiego. W 1802 roku właścicielem został Lejzor Szmerkowicz Silberberg.

W latach 1819-1821 Silberberg wybudował tutaj dom zajezdny "pod srebrną górą". Plany budowy powstały przed 1809 rokiem, jednak autor nie jest znany.

Urząd ówczesnego nadzory budowlanego zakwestionowały prawidłowość projektu zarzucając mu brak symetrii. Działo się to w 1818 roku i wtedy Jan Bogumił Zschering sporządził kopię projektu jednak plan budowy został zmieniony usunięto balkon nad bramą i zastąpiono oknem, oraz dobudowano kolejne.

W 1846 roku zakończono budowę zajazdu. dawny zajazd był zbudowanu w stylu klasycystycznym jednak nie za dużo z niego zostało bo już po przebudowie w latach 80 stracił on swój pierwotny wygląd.


Figura przy wjeździe do Chęcin

https://opencaching.pl/viewcache.php?wp=OP88LY

Pomnik z krzyżem na górze stojący przy wjeździe do Chęcin nie wyróżnia się niczym spośród wielu innych pomników jakie się widuje, no może z wyjątkiem tego że przydałby mu się gruntowny remont.

 Został on ufundowane przez Kacpra Fodygę na początku XVII w. czyli jeszcze nie burmistrza Chęcin ale już osobę znaną i szanowaną w Chęcinach, i okolicy.

 Figura stanęła koło folwarku "trzech króli" stworzonego przez Kacpra jako uposażenie prebendy kaplic pod wezwaniem trzech króli i św. krzyża.

 Na najwyższym segmencie (pod krzyżem) znajduję się napis : Ecce Homo symbol męki pańskiej, a na podstawie krzyża wyryte jest imię: Marcin. nie wiadomo kim jest ony Marcin najprawdopodobniej jest to wykonawca krzyża.

 Cała budowla jest zbudowana z cegły, i kamienia (dawniej krzyż też był kamienny) interesującym zdaje się fakt że w okolicach nie robiono niczego z cegły ponieważ w okolicy jest kilka sztolni z których korzystali Chęciniacy.

 Przeznaczenie budowli też nie jest do końca znane, dawniej pomników nie stawiano tak po prostu, stawiano je by upamiętnić jakieś wydarzenie albo by udowodnić że jesteśmy wierzący i postawimy kapliczkę jednak ta figura zdaje się być bezznaczeniowa, może jest jedynie reklamówką Fodygi. nawet on jej potrzebował



sobota, 3 marca 2018

Setki ulic w Sofii mają jednakowe nazwy

Aż 558 ulic w Sofii ma jednakowe nazwy. Nierzadko ulice o jednakowych nazwach znajdują się w tych samych dzielnicach, co poważnie komplikuje życie mieszkającym tam ludziom. W sofijskiej dzielnicy Witosza jest aż osiem ulic o nazwie 'Ulica nr 8', pięć z numerem 1, 10, 11 i 13. są  także trzy ulice Sprawiedliwości i trzy Szarotki. Dwa razy radni nadawali nazwy Nowe Życie i 3 Marca, gdy Bułgaria obchodzi święto Narodowe. W ostatnich 17 latach z Sofii znikły charakterystyczne dla okresu komunistycznego Leniny- kiedyś tak nazywano główną arterię miasta i oddalony o dwa kilometry centralny plac w pobliżu siedziby partii komunistycznej i rządu. Nie ma już ulic 1 Maja, Armii Czerwonej, Czapajewa, generała Tołbuchina, Georgi Dymitrowa i Karola Marksa. Na ich miejsce wrócili carowie i bohaterowie walk Narodowo- wyzwoleńczych. Nikt nie myśli jednak o zmianie nazwy ulicy, noszącej imię rosyjskiego feldmarszałka Josifa Hurki, wyzwoliciela Sofii z niewoli tureckiej w 1878 roku, a w latach 1883-1894 generał- gubernatora warszawskiego. Problemem dla radnych jest natomiast ulica Zdrowia, gdzie pod numerem dwa mieści się... miejska kostnica.

środa, 24 stycznia 2018

Ustrzyki Dolne - prezent Stalina

Autor: Dariusz Piwiński

Źródło: Gazeta.rzeszow.pl

Ustrzyki to szczególne miasto. Leży na terenach przenikania się wielu kultur, religii i tradycji. Do dzisiaj mieszkają tu Polacy, Rusini i Żydzi.

O dziwo, ta Narodowościowa i kulturowa mieszanka nie dała Ustrzykom urody.- To jedno z najbrzydszych miast w Polsce. Zbudowane bez żadnego stylu- mówi miejscowy architekt Łukasz Winnicki. Przyczyną są  historyczne burze- ludność była stąd wielokrotnie wysiedlana, domostwa palone, a nowa, napływowa, nie dbała o styl budownictwa.








Prezent Stalina

Miejscowi powiadają, że miasto to podarunek Stalina dla Bieruta- dzięki łaskawości Soso znalazło się w granicach Polski. Do miejskich ciekawostek należy wypchany niedźwiedź w muzeum fauny, upolowany przez Bieruta. Niektórzy twierdzą, że Bierut był tak pijany, że tylko trzymał strzelbę, inni- że miś zwabiony pod ambonę został po prostu zamordowany, a nie upolowany.

11-tysięczne beskidzkie miasteczko ciągnie się wzdłuż płynącej zakolami rzeki Strwiąż. Prawami miejskimi cieszy się od 1727 roku (z przerwą w latach 1945-52).


Niestety, wspaniałe, nadrzeczne położenie nie jest wykorzystane. Przed wojną przy jednym z zakoli był bulwar- tzw. plac Pod Dębami. Tam odbywały się festyny i tam chodziło się pod rękę z dziewczyną "pokazać się". Po wojnie, tuż nad brzegiem, postawiono garaże. Wyasfaltowano kawałek ścieżki, wzdłuż niej postawiono ławki i lampy. Przez te lampy miejscowi nazywają to miejsce "k... parkiem".

Przy rynku

Choć Ustrzyki są  stare (pierwsze wzmianki o nich pochodzą z XV wieku), perełek architektonicznych mają niewiele. Za duża była tu migracja ludności, liczne wysiedlenia i przymusowe osiedlenia. Dlatego trudno było się tu zakorzenić i wybudować coś trwałego, spójnego architektonicznie.

Najstarszy jest zabytkowy rynek o nieregularnym kształcie. Przecina go (podobnie jak całe miasto) główna droga z Sanoka do Krościenka.

Na rynku rosną stare drzewa.- Rynek powinien być przestrzenny. To miejsce, gdzie coś się dzieje, a nasz wygląda jak skwer. Trzeba go odnowić, ale ponieważ podlega konserwatorowi zabytków, a ten nie ma pieniędzy, czeka na swoją kolejkę- mówi Artur Bobrecki, ustrzycki architekt.


Do roku 1920 rynek miał zwarte, stylowe pierzeje. Zburzono je bezmyślnie po wojnie- łatwiej było zniszczyć, niż odnowić.

Dziś okalające rynek stare kamieniczki o stylowych elewacjach (z XVIII i XIX wieku) poprzecinane są  tandetną współczesnością. Jest nawet kamienica obłożona sidingiem!

Jedną z pierzei rynku wyburzono, w jej miejscu stanęły drewniane budki z hamburgerami.- Z architektonicznego punktu widzenia to knot- stwierdza Winnicki.

Podobnym knotem są  cztery domy stojące tuż obok rynku. Mają dwóch właścicieli. Jeden z nich chciał, aby były pokryte dachem spadowym, drugi płaskim. Pokłócili się i teraz trzy bloki mają dach spadowy, a czwarty ma płaski.

Stajnie, cerkwie i kościoły

Tuż przed rynkiem stoi neogotycki kościół rzymskokatolicki z przełomu XIX i XX wieku, w którym teraz mieści się cerkiew. Jeśli wierzyć opowiadaniom, powstała w zaskakujący sposób. Proboszcz parafii w Jasieniu, do której należały Ustrzyki, nie chciał zgodzić się na odłączenie części parafii. Mieszkańcy sprzedali więc budynek z działką prawosławnym i tak powstała cerkiew.

- Za PRL-u cerkwie były dla władz sporym problemem- świadczyły o innej niż oficjalna historii tych terenów. Przerabiano je na magazyny np. dla sklepu żelaznego- mówi Winnicki. Kilkadziesiąt lat wcześniej podobny los spotykał kościoły rzymskokatolickie, które zamieniano na stajnie.

Przed wojną w Ustrzykach były też cztery bożnice. Dziś w budynku jednej z nich, pochodzącej z pierwszej połowy XIX wieku, stojącej nieopodal rynku, jest biblioteka publiczna

Czkawka socjalizmu

Za czasów peerelowskiej gigantomanii u wylotu miasta (przy drodze na Krościenko) wybudowano potężne zakłady drzewne. Po 1989 roku splajtowały- zostały po nich ogromne, ponure, puste hale. W niektórych zainstalowały się prywatne firmy.

- Nowi użytkownicy zmienili architektoniczny wygląd hal. Np. obok starego, typowego fabrycznego okna ktoś wmurował nowe, niczym z mieszkania Kowalskiego. wygląda to teraz nie tylko paskudnie, ale i śmiesznie- mówi Winnicki.


W położonej nieopodal Ustrzyk Ustjanowej też powstał wielki kombinat drzewny. Przed wojną była tu słynna szkoła szybowcowa. (Ciekawostka - dzięki korzystnemu usytuowaniu lotniska i specyfice terenu szybowce wypuszczano do lotu z... procy).

To jednak nie koniec architektonicznych i urbanistycznych nieporozumień. Na obrzeżach miasta, tuż przy stoku Gromadzynia, wybudowano mleczarnię.- Z jednej strony wyciąg narciarski, z drugiej stadion, a w środku mleczarnia- irytuje się Bobrecki. W samych Ustrzykach przy głównej ulicy wybudowano dom handlowy Halicz, typowy kloc- pomnik budownictwa komunistycznego- w żaden sposób nie przystający do architektury pozostałych budynków.

Przykłady takiego przestrzennego bezhołowia można mnożyć w nieskończoność... Wjeżdżając do Ustrzyk od strony Sanoka, po prawej stronie mijamy osiedle domków jednorodzinnych w zabudowie szeregowej.- Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że powstało ono w miejscu słabo nasłonecznionym, co zwiększa koszty eksploatacji budynków. Równie niefortunnie zlokalizowano szpital- przed wjazdem do miasta, tuż obok oczyszczalni ścieków, a do tego w kotlince, która tworzy strefę malaryczną. Miejscowi twierdzą, że wielu wyszło z tego szpitala nogami do przodu.

Sam budynek szpitala nie grzeszy urodą- typowy mrówkowiec z widocznymi na elewacji dobudówkami i przebudowami.

Architekci zgodnie ubolewają, że u nas nie robi się- jak w np. Niemczech- szczegółowych, długookresowych planów zagospodarowania przestrzennego.- Trzeba myśleć, jak, co i gdzie się buduje. Budujmy tak, aby przyszłym pokoleniom nie zostawiać przestrzeni zdewastowanej urbanistycznie- mówi Winnicki.

Z Wikipedii:
W 1497 r. król Jan Olbracht oddał okolice Ustrzyk Dolnych w dzierżawę Iwonii Janczonowiczowi herbu Przestrzał rodem z Siedmiogrodu, za zasługi położone w czasie wojny bukowińskiej. W 1509 r. Iwonia Unihowski herbu Przestrzał, protoplasta rodu Ustrzyckich, lokował wieś Ustrzyki, wtedy nazwaną Ustryk. Wioska leżała u zbiegu dwóch bezimiennych strumieni, a mieszkańcy nazywali ją po staropolsku US, czyli ujście, RZYK czyli rzeki – stąd nazwa wsi Ustrzyki, albo ujście rzeki. Od nazwy wsi ród Unihowskiego przyjął później miano Ustrzyckich. Emerykowi Ustrzyckiemu ok. 1505 r. nadano wójtostwo i ziemie Ustrzyk Dolnych, obejmujące miejscowości Jasień, Równia, Zamłynie, Strwiążyk i część Ustjanowej. W 1667 r. Maciej Stanisław Ustrzycki – sędzia sanocki, poseł na Sejm w roku 1670, komisarz (wyznaczony do monety srebrnej, ułożenia w swoich dobrach w roku 1676) – wystawił kościół farny w Jasieniu, co aprobowała Konstytucja w 1667 r.

wtorek, 23 stycznia 2018

Lesko - kirkut, zamek i dwa rynki

Autor: Ewa Głowacka
Źródło: Gazeta.rzeszow.pl

Turyści udający się w Bieszczady zwykle przejeżdżają przez Lesko, niektórzy nie przypuszczają nawet, że to jedna z najbardziej zabytkowych miejscowości w tym regionie. Miasto zachowało bardzo ciekawe i rzadko spotykane założenie urbanistyczne z dwoma rynkami.



Malowniczo położone na wysokim brzegu Sanu Lesko wita przyjezdnych widoczną z daleka panoramą, w której nad skupiskiem zwartej miejskiej zabudowy dominuje strzelista wieża gotyckiego kościoła parafialnego. Świątynia znajduje się przy Starym Rynku, zwanym obecnie placem Konstytucji 3 Maja. Stąd też najlepiej rozpocząć zwiedzanie. 

Dwa rynki

Przy Starym Rynku, który dzisiaj jest zadrzewionym skwerem, otoczonym kamieniczkami z XVIII-XIX wieku, od czasów lokacji miasta, datowanej na drugą połowę XVI wieku, skupiało się życie mieszkańców. Pośrodku rynku stał drewniany ratusz z salą zebrań rady miejskiej, wagą, więzieniem i wyszynkiem trunków. Obok ratusza był specjalny zbiornik, do którego wodociąg doprowadzał wodę z potoku wypływającego na wzgórzu Baszta. 


Starego ratusza nie ma już od ponad 200 lat, a najstarszy tutaj zabytek to potężny kościół parafialny z 1530 roku, fundacji Piotra Kmity, zbudowany na miejscu poprzedniej drewnianej świątyni. Gotycki jest tylko z zewnątrz, wnętrza ma barokowe. W kościele zachowały się liczne epitafia upamiętniające byłych właścicieli Leska. Było to bowiem miasto prywatne, początkowo własność rodu Kmitów, później drogą koneksji rodzinnych trafiło w ręce Stadnickich, następnie Ossolińskich i Krasickich. 


Zgodnie z wymaganiami tamtych czasów Lesko otaczały wały ziemne wzmocnione basztami, bezpieczeństwa mieszkańców strzegły bramy i dwa zwodzone mosty. Toteż gdy w XVI wieku na skutek napływu coraz większej liczby ludności do Leska zaś zła konieczność powiększenia miasta, wytyczono poza tymi obwarowaniami drugi rynek nazywany do dzisiaj Nowym Rynkiem. Przy nim właśnie stoi wspaniale odrestaurowany eklektyczny ratusz z zegarem z końca XIX stulecia, który pełni dzisiaj właściwe sobie funkcje, jest siedzibą władz miejskich.

Twierdza Kmitów

Z rodem Kmitów i kolejnych panów na Lesku związana jest historia leskiego zamku, zbudowanego poniżej Starego Rynku, na stromym brzegu Sanu. W XV wieku Kmitowie wznieśli tu drewniany dwór obronny, w którym bywali tylko okazyjnie, zarządzając leskimi dobrami z Wiśnicza lub pobliskiego zamku Sobień. Dopiero na początku XVI wieku wojewoda krakowski Piotr Kmita wzniósł prostokątną wieżę mieszkalną i przeniósł tu administrację swych włości. Z czasem do wieży dobudowano korpus i tak zamek zaczął się rozrastać. W XVII wieku, za czasów Stadnickich, była to już czworoboczna budowla z basztami w narożach. 


Dalsze losy zamku to pasmo kataklizmów oraz permanentnej odbudowy przez kolejnych właścicieli. Obecnie zamek widziany od strony dziedzińca sprawia wrażenie klasycystycznej rezydencji pałacowej, zaś od strony miasta, gdzie przetrwała wieża i korpus z czasów Kmitów, przypomina średniowieczną fortecę. Kompletnie zdewastowany i ograbiony podczas  ostatniej wojny został odbudowany i obecnie mieści ośrodek wypoczynkowy. Wnętrza więc zobaczymy tylko wtedy, gdy wykupimy noclegi. Możemy za to pospacerować po świetnie utrzymanym dawnym parku przyzamkowym.

Wygnańcy z Hiszpanii


Przy ulicy Berka Joselewicza znajduje się jeden z najcenniejszych obiektów kultury żydowskiej w Polsce- synagoga obronna z przełomu XVI i XVII wieku. Łatwo ją poznać po Tablicach Mojżesza na frontonie oraz hebrajskim napisie "Jakimże strachem przejmuje Dom Boży". W okresie międzywojennym Lesko było dużym skupiskiem Żydów, stanowili oni zdecydowaną większość mieszkańców. 


Żydzi mieszkali w Lesku prawie od powstania miasta. Przybyli podobno w XV wieku z Hiszpanii, uchodząc przed prześladowaniami. W latach 20. XX wieku mieli tu kilka swoich świątyń. Niemcy zburzyli je w czasie wojny. Jedną zostawili na magazyn i tylko dlatego przetrwała. Po wojnie została odrestaurowana na Bieszczadzki Dom Kultury, obecnie mieści też salę wystawową. Jest tu także mała ekspozycja judaików. Zachowała się sala modlitw z interesującym wystrojem w stylu manierystycznym. 30 czerwca 1995 roku, po ponad 50-letniej przerwie, rabin z Nowego Jorku Michael Schudrich odprawił w niej nabożeństwo szabasowe.


Nieopodal synagogi trafiamy na jeden z najstarszych w Polsce kirkutów, zachowało się tu ponad 2 tys. pięknie zdobionych płyt nagrobnych. Najstarsze pochodzą z XVI wieku. Tak stare macewy przetrwały jeszcze w Krakowie, Lublinie i Szczebrzeszynie.

Kamień diabła 

Ulicą Źródlaną, prowadzącą na wschód od kirkutu dochodzi się do położonego już za miastem, ocembrowanego ujęcia pięciu źródeł mineralnych. Zawierają one słabo zmineralizowane wody siarczkowe. W okresie międzywojennym był tu niewielki zakład leczniczy. 



Wędrując dalej na wschód, około 3 km od centrum miasta, na początku wsi Glinne, w lesie natrafimy na słynny, owiany legendami Kamień Leski, czyli ogromny piaskowcowy ostaniec wysokości 20 m i kilkudziesięciometrowej długości. Opowieści z nim związane fascynowały Wincentego Pola i Aleksandra Fredrę, który na ich kanwie napisał poemat "Kamień pod Leskiem". 


Według miejscowych legend to kamień diabła, którym zamierzał on zniszczyć jeden z leskich kościołów. Diabeł wyrwał kamień z ziemi i leciał z nim do miasta, ale że kamień był bardzo ciężki, to leciał wolno. Gdy był już blisko, zapiał kur i skończył się czas  diabelskiej mocy. Kamień wypadł z czarcich Rąk i spadł na wzgórze. Inna legenda mówi, że to dziewczyna zaklęta w głaz za nieposłuszeństwo wobec matki.



piątek, 21 kwietnia 2017

Czarną nocą w BiałymStoku

Moja siostra zawsze twierdziła, że skala mapy jest jej obca ideowo... 
czy to wojskowa dwudziestka-piątka czy turystyczna setka, czy ogromny rodzinny atlas w skali z niezliczoną ilością zer, leżący pod stołem i używany jedynie do zlokalizowania większych miast... 
Bez znaczenia. 
Dla mojej siostry odległość między Warszawą, a Giżyckiem zawierała się w słowie TYLE (z odpowiednią gestykulacją). Taka sama odległość była między Wenecją a Krakowem i między Ustrzykami Górnymi, a Dolnymi... Skalę mapy miała w głębokim poważaniu... 
Działo się to co prawda ćwierć wieku temu, ale w opowieściach rodzinnych słowo "TYLE" ma tylko jeden podtekst... 
Nie sądziłam jednakże, że i na mnie magiczne słowo "Tyle" będzie miało wpływ. I to namacalny. 
Malowane kamieniczki na rynku.

Dokąd bazą wypadową był Kraków, wiedziałam że Białystok leży ... łohohoho jak daleko. Cały dzień jazdy - wizyta na festiwalu Kopyść była zatem wyzwaniem. Od niedawna bazą wypadową jest Warszawa - niby wszędzie tak samo daleko, lub tak samo blisko. Skąd mi się wzięło poczucie, że do Białegostoku to rzut beretem? 
W sumie przestałam się dziwić Brytyjczykom, którzy twierdzą zgodnie, że Kraków leży u stóp Tater :) i Zakopane jest główną, zimową atrakcją Krakowa. Podobne skretynienie dopadło mnie, kiedy zamiarem moim stała się wizyta w Białymstoku i wspomniana Kopyść...
Już dwadzieścia lat ten bananowy statek płynie... XX-lecie Bananów. Kopyść 2017

Dlaczego zatem, wiedząc już, że jest godzina późna (bo kto w piątek wychodzi z pracy wcześnie?) uparłam się jechać autostopem zamiast wyasygnować 30 złociszy i za dwie godziny być w Białymstoku? Chyba dlatego, że miałam idiotyczną wizję, że autostopem dostanę się szybciej. Nie dostałam się... Miłość do autostopu tym razem była średnio odwzajemniona... No dobra - prawie w ogóle... Nastałam się jak pół durnota pod wiaduktami (bo tam było jakoś oświetlone), na rozgrzebanych stacjach benzynowych bez oświetlenia (czemu sobie nie sprawdziłam wcześniej, że S8 jest w remoncie generalnym?) aż w końcu tuż po pierwszej w nocy wysiadłam w Białymstoku kawałek za Dojlidami... Do zamówionego noclegu w hostelu miałam jakieś 7 km z buta...

I pewnie by mnie szlag trafił.

Ale na szczęście geokeszerzy białostoccy działają i na mojej trasie znalazło się kilka keszy, które sobie wyciągnęłam... Nie dlatego, że były fantastyczne czy w świetnych krajoznawczo miejscach, ale dlatego, że były na trasie - i fajnie. Dzięki temu nie przeklęłam się na amen za kretyński upór jazdy autostopem...

Moje nocne keszowanie skończyło się na dwóch znalezieniach i jednym DNF. I te które nie mieszczą mi się w innych kategoriach (czyli bez kesza zapewne bym nawet nie zauważyła okolicy) pozwolę sobie opisać tutaj. A właściwie skopiować z opisu skrzynek. 
==========================================================
Na pierwszy rzut poszedł keszyk przy kościele absolutnie nowoczesnym, ale o całkiem znośnie ładnej architekturze.

Białystok - NMP Matki Kościoła
Zdjęcie pochodzi z BialystokOnline.pl

Budowę kościoła  rozpoczęto 4 V 1990 r. Projekt sporządził inż. arch. Andrzej Chwalibóg, a kierownikiem budowy był inż. Krzysztof Jan Grochowski.Dwupoziomowy kościół założono na rzucie wachlarzowo-podłużnym. Jego masywna bryła o „odważnie ciętych” członach miała dominować w architekturze osiedla. We wrześniu 1991 r. wmurowano kamień węgielny, który poświęcił papież Jan Paweł II w czasie wizyty w Białymstoku w dniu 5 VI 1991 r. Stan surowy wraz z przykryciem zakończono w 1996 r. Nabożeństwa początkowo odprawiano w kościele dolnym, a od 1996 r. w kościele górnym.