Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podlasie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podlasie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 sierpnia 2022

Podlaskie meczety

 

Bohoniki - meczet


Podlaskie cerkwie

 

Tokary - Koterka - Cerkiew na bagniskach



Cerkiew prawosławna  p.w. Ikony Matki Boskiej Wszystkich Strapionych Radość, położona jest w leśnym uroczysku Koterka. Zadziwiające jest jej usytuowanie - leśne grzęzawisko z dala od siedzib ludzkich. Historia powstania cerkwi jest świadectwem objawienia się Matki Bożej jak i głębokiej wiary miejscowej ludności. Cerkiew wybudowano w 1912 roku, w miejscu opbjawienia, gdzie wytrysnęło źródełko, które do dziś znajduje się przy cerkwi. Nie lada wyczynem była budowa na terenie bagiennym, chociaż mimo upływu lat budowla pozostaje bez pęknięć.




Góra Grabarka położona obok wsi o tej samej nazwie w województwie podlaskim, powiecie siemiatyckim, w gminie Nurzec-Stacja. Stała się najważniejszym miejscem kultu religijnego dla wyznawców prawosławia w Polsce.
Na Grabarce znajduje się utworzony w 1947 monaster żeński Świętych Marty i Marii, a także 3 klasztorne cerkwie (Przemienienia Pańskiego, Ikony Matki Bożej Wszystkich Strapionych Radość i refektarzowa – Zaśnięcia Przenajświętszej Bogurodzicy). Główna cerkiew klasztorna (Przemienienia Pańskiego) jest jednocześnie świątynią parafialną. Monaster, cerkwie oraz dwa Domy Pielgrzyma (drewniany i murowany) tworzą osadę Grabarka-Klasztor. Na terenie osady znajduje się również prawosławny cmentarz.

Molenna w Wodziłkach


Molenna w Wodziłkach zostałą zbudowana przez staroobrzędowców w 1885 r. Początkowo nie posiadała ona "zwonarni" (dzwonnicy), którą dobudowano w 1928 r. i tym samym nadano molennie wygląd siedemnastowiecznych cerkwi. Staroobrzędowcy modlą się w niej do dziś.



niedziela, 10 stycznia 2021

Folwark Hutta

 https://opencaching.pl/viewcache.php?cacheid=52636


Nazwa wiąże się z hutą szkła która prowadzili tu kameduli z pobliskiego klasztoru. Po trzecim rozbiorze dawne dobra królów polskich, jak też kościelne stały się ekonomiami królów pruskich. Wchodzące w skład ekonomii folwarki puszczano w dzierżawę. Pierwszym dzierżawcą w 1800r. stał się Jan Henryk Voutat, szlachcic pruski. W 1815r. po pokoju wiedeńskim tereny majątku znalazły się w Królestwie Polskim, a dzierżawcami byli kolejno:: Johanna Marianna Charlotte z Girod Voutatowa żona Jana Henryka, jej drugi mąż – Wincenty Przybylski, Wojciech i Konstancja Staniszewscy oraz ich syn Aleksander.

    Po powstaniu styczniowym folwark został nadany generałowi Mikołajowi Goneckiemu, dowódcy 3 dywizji grenadierskiej. Była to nagroda za tłumienie powstania. Goneccy zarządzanie majątkiem powierzyli Walentemu Markowskiemu. Wprowadził on liczne innowacje w gospodarce, ale główne dochody czerpał z gorzelni. Jego syn, Antoni zarządzał dobrami do 1900r. Następnymi dzierżawcami była rodzina Rydzewskich. Po I wojnie światowej majątek przeszedł na rzecz skarbu państwa, a dzierżawcami pozostali Rydzewscy. We wrześniu 1938r. dobra odkupił Jan Stępowski, który z rozmachem wziął się za gospodarowanie, ale szybko go to przerosło. Zresztą niedługo wybuchła wojna. Po jej zakończeniu majątek poddano reformie rolnej, a na 60ha utworzono PGR. W latach 90-tych dawny PGR odkupił prywatny inwestor, który tworzy tu ośrodek wypoczynkowy. Niezbyt miłym spadkiem po PRL jest barszcz Mantegazziego, blisko spokrewniony z tym od Sosnowskiego i równie jak on niebezpieczny.

    Historycznymi pozostałościami po majątku jest dwór i brama. Dwór pochodzi z okresu drugiej połowy XIXw. Po drugiej stronie drogi jest odnowiona barokowa brama, jeszcze z czasów kamedulskich.


I mała informacja od założyciela kesza:

Szperałem trochę po internecie w poszukiwaniach wiadomości o historii miejsca i nic nie mogłem znaleźć. Na początku wyświetlała mi się komercyjna strona http://www.hutta.pl/ a ja szukałem dalej. Tymczasem trzeba było tam zostać, bo oprócz możliwości rezerwacji, podejrzenia menu, itd jest i historia majątku. Naprawdę miło że prywatny inwestor nie zapomina o historii miejsca.

Jezioro Jaczno - punkt widokowy

 https://www.geocaching.com/geocache/GCX8K8_smolniki-jaczno


Piękny widok na niesamowite jezioro Jaczno, posiadające unikatowy, malachitowy kolor. Będąc tu nie można nie zejść do brzegu jeziora, a nawet sie w nim wykapac. Zaraz po dojściu do jeziora napotykamy na czop po starym odwiercie naftowym (koniec lat 70. XXw). Dalej niesamowite, wiszące torfowiska w Borsuczym Jarze - blisko 40m urwisko. W dole płynie strumyk, niczym górski potok. Woda jest w nim zimna do bolu. Droga wokół jeziora przejeżdżał niegdyś podobno sam kontur krzyżacki.


Z tego punktu były robione zdjęcia do filmu "Pan Tadeusz" (ujecia z narada dowódców przy mapach i przemieszczającym się wojskiem).
Jeszcze kilka lat temu stała tu duza wieża punktu widokowego, ale po tym, gdy sie spaliła już jej nie odbudowano. Bliźniacza wieża z równie pięknym widokiem stoi w Smolnikach.



sobota, 9 stycznia 2021

Ruiny dworu w Starej Hańczy

https://www.geocaching.com/geocache/GC7P8CR


Pierwsze historyczne zapiski dotyczące majątku Stara Hańcza pochodzą z XVII wieku. Najprawdopodobniej już wtedy stały tutaj jakieś zabudowania dworskie. Obecne ruiny (zachowały się w zasadzie tylko piwnice) są pozostałością budynku dworskiego, który został zbudowany w XVIII wieku, a następnie prawdopodobnie przebudowany w XIX w. Dwór położony był malowniczo na wzgórzu, z którego rozciągał się widok na jezioro Hańcza. Od południowego-wschodu otaczał go sad, ogród i park z zachowaną do dzisiaj aleją lipową. Od strony zachodniej sąsiadowały z nim budynki gospodarcze (resztki fundamentów można jeszcze odszukać) oraz stawy rybne.

Spalony jesion w parku dworskim

W XIX w. majątek i dwór wielokrotnie zmieniały właścicieli. Dopiero początki XX wieku, kiedy to Starą Hańczę nabyła rodzina Beegerów, przyniosły stabilizację. W czasie II wojny światowej Beegerowie zostali jednak usunięci z dworu przez Niemców, budynek dworski stał się siedzibą leśnictwa, a majątek zaczęto zalesiać. Po wojnie budynek został przekształcony w posterunek  milicji i wkrótce spłonął w niewyjaśnionych okolicznościach. Jedna z wersji przyczyn pożaru głosi, że pożar spowodowali nieumyślnie sami milicjanci, którzy produkowali tutaj bimber.



Opuszczony i zaniedbany cmentarzyk właścicieli pobliskiego dworu i majątku Stara Hańcza. Zachowane częściowo tylko trzy nagrobki z XIX w. Dwór kilkakrotnie zmieniał swoich właścicieli, by ostatecznie ulec zniszczeniu w 1946 r. Wraz z odejściem właścicieli zaginęła też pamięć o ich cmentarzu. Dzisiaj bardzo niewielu ludzi, nawet wśród okolicznych mieszkańców, pamięta o jego istnieniu.

Będąc tutaj warto też odwiedzi pozostałości dworu Stara Hańcza, malowniczo położone nad brzegiem jeziora Hańcza. U ujścia Czarnej Hańczy do jeziora jedna z najlepszych plaż w okolicy.

(informacje o cmentarzu pochodza z opisu kesza: 

https://www.geocaching.com/geocache/GC77EXC)



środa, 11 listopada 2020

Żubr puszcz imperator


Rozległe północnoamerykańskie prerie przemierzały niezliczone stada bizonów. Jeszcze na początku XIX wieku szacowano ich liczebność na około 40 mln. Niespotykana w historii rzeź tych zwierząt doprowadziła do zagłady wielkich stad. Już pod koniec XIX wieku (1895 r.) liczebność bizonów zmalała do zaledwie 800 sztuk. Dalszej zagładzie zapobiegło wzięcie bizonów pod ochronę.

Białowieża - ©


Odmiennie kształtowały się losy bizona leśnego zamieszkującego ogromne i niedostępne obszary północnej Kanady. Na tereny te na początku XX wieku przetransportowano ponad 6000 bizonów preriowych, co doprowadziło do wymieszania się obu podgatunków. 

piątek, 28 sierpnia 2020

Przewodnik - czapla

Wiosło cicho i bezszelestnie zanurza drewniane pióro w ciemnej toni Biebrzy. Wokół niego tworzą się małe wiry. To wystarczy, żeby zwabić ryby. są  przeróżne. Małe i duże, ciemne i jasne. Największa ma chyba z 15 cm długości. Wędkarz na brzegu mówi, że trafiają się większe, ale:

- słabo dzisiej bierą, oj, słabo...



Na wędkowanie w Biebrzańskim Parku Narodowym trzeba mieć pozwolenie, ale mieszkańcy wsi nadbiebrzańskich nie mają problemów z jego uzyskaniem. Nad taflą wody unoszą się niebieskie ważki. Rozpiętość skrzydeł wynosi około 6 cm, a ich kolor jest granatowy. Soczyście granatowy. są  urocze i jak większość zwierząt w Biebrzańskim parku, unikatowe.

Raj ornitologa

Najzwyklejsze pod słońcem są  jedynie kaczki. Mnogość gatunków polskich dziwaczek właśnie chyba nad Biebrzą jest najbardziej widoczna. Zza trzcin wysuwa się błękitny czub jednej z nich, przekrzywia łepek, jakby pytając "A co ty tu robisz sama w tych stronach?" Pytanie jest chyba czysto retoryczne, bo odwraca się kuprem i znika w trzcinach. Widać nie stanowię dla niej zagrożenia. Inaczej uważa kaczka krzyżówka. Trzepocząc brązowymi skrzydłami wzbija się w powietrze przeraźliwie kwacząc. Turkot jej skrzydeł mobilizuje inne. Już po chwili cały klucz wiruje gdzieś nad moją głową. 

Z odległości kilkunastu metrów przypatruje się wszystkiemu czapla siwa. Nie przeraża jej wrzaś k kaczek. do pełnego godności odlotu zmusza ją dopiero głośniejszy plusk wiosła. Od tej pory towarzyszy mi aż do końcowego przystanku w Kamiennej Nowej. 

Za każdym zakolem rzeki czeka na mnie, a kiedy podpływam na odległość dogodną do zrobienia zdjęcia, macha skrzydłami, podkurcza nogi i już jej nie ma. Wiem, że będzie czekała za następnym meandrem...

Spomiędzy trzcin wychylają noski bobry ledwo widoczne zza zielonej ściany. W swym górnym biegu Biebrza nazywana jest właśnie Bobrą. Początkowo rzeka jest tak zarośnięta, że niedoświadczonemu kajakarzowi, którym niewątpliwie jestem, manewrowanie wśród splotu lilii wodnych sprawia niejakie trudności. 

Wkrótce rzeka rozlewa się w szeroką dolinę, a jedynie brzegi są  zarośnięte i niedostępne. Tu i ówdzie w tataraku butwieje łódka. Z nich często wędkarze korzystają przy łowieniu. Nie opłaca się stawiać pomostów, gdyż grząskie dno wnet połknęłoby bale wspierające. 

Tym razem szmer w zaroślach to nie kaczki. To małe ptaszki o ogromnych dziobach. Z wyglądu przypominające małe kolibry. Wiedząc, że ptaki mają bardzo słaby węch, mogłam, ukryta w trzcinach, obserwować do woli. Widziałam jak zimorodek pięknym pikowaniem zaatakował małą rybkę i jak zaczął ją jeść. Zimorodki to mądre ptaki. Żeby ryba nie utkwiła w gardle zaczynają ja od głowy. 

Przewodnik-czapla

Za kolejnym zakrętem rzeki nie czeka już na mnie czapla. Uznała, że opiekę nad intruzem przejął łoś. Nie widzę go, ale doskonale słyszę groźne, unoszące się wśród mgieł ryki. Nie jestem zoologiem. Dla mojego niewprawnego ucha nie słychać różnicy pomiędzy łosiem, a jeleniem w okresie rykowiska. Mógł to więc być jeleń. W tym wypadku, jednak, musiałby być to ogromny okaz. Nawet w okresie godów przeciętny jeleń nie jest w stanie wydobyć takiego ryku z płuc. 

Ekipa kajakarzy dobiła do pomostu. Cieszą się, płaczą, całują zmurszałe deski.
-ląd, ląd!- krzyczą- Ile ja czasu nie stałem na własnych nogach!
Zachowują się trochę za głośno. A może to tylko ja, przesiąknięta biebrzańską ciszą tak uważam...?


Sierpień'2000- Lipsk nad Biebrzą

niedziela, 12 lipca 2020

Nadjeziorni Kameduli

Zakończyłam wędrówkę po Suwalskim Parku Krajobrazowym. Byłam już mocno zmęczona i zdenerwowana faktem, że po całym dniu wędrówki wyszłam z powrotem w Gulbieniszkach. 

Wigry - fot Wonder

Stanęłam na drodze machając na wszystkie bez wyjątku pojazdy mechaniczne. Nie stałam długo. Zatrzymał się pan dyrektor szkoły w Raczkach koło Suwałk. Choć, i ja i on, mieliśmy w planach jazdę zupełnie gdzie indziej, skończyło się na tym, że pan dyrektor, zafascynowany historią kamedułów, zawiózł mnie do Wigier, gdzie trzy godziny oprowadzał mnie po klasztorze opowiadając historie krew w żyłach mrożące. Część z zasłyszanych informacji, przekazuję dalej...

sobota, 11 lipca 2020

[UNESCO] Puszcza Białowieska / Białowieża Forest

Foto: Tomasz Goliński

Puszcza Białowieska- Objęty ochroną obszar Puszczy Białowieskiej, stanowiący ścisły rezerwat przyrody, podzielony obecnie granicą państwową, obejmuje 5 235 ha po stronie polskiej i 87 606 ha po białoruskiej. Tereny te pozostają w stanie naturalnym w stopniu niespotykanym w europejskiej strefie lasów umiarkowanych. Większość drzewostanu nigdy nie była odnawiana przez człowieka. Użytkowanie puszczy, regulowane królewskim prawem własności, ograniczało się do polowań, bartnictwa, wypasu, a niewielkie ilości drewna pozyskiwano jedynie w formie posuszu i wiatrołomów.

Foto: Tomasz Goliński


Drzewostan puszczy reprezentuje wszystkie typy lasów niżowych. Występują one w zbiorowiskach leśnych i zaroślowych pozostających w ścisłym związku z glebami. są to: grądy, olsy, łęgi, bory mieszane, bór sosnowy, bór bagienny, mszar sosnowy. Stare drzewa liściaste sięgają wysokości 40 metrów, a świerki – nawet 50 metrów. Średnice pni kilkusetletnich dębów przekraczają 2 metry.

Zachowane w stanie naturalnym ekosystemy, duża ilość martwego drewna, cieki wodne i obszary bagienne umożliwiły przetrwanie pierwotnym gatunkom roślin, grzybów i zwierząt. Największym i najciekawszym zwierzęciem jest żubr, dla którego puszcza białowieska stała się głównym ośrodkiem restytucyjnym.

Współczesna historia ochrony puszczy sięga 1921 roku, w którym utworzono w niej rezerwat ścisły, przekształcony w 1937 roku w Białowieski Park Narodowy. Jest to najstarszy park tego typu w Polsce i jeden z pierwszych w Europie.



[ENGLISH]


The Białowieża Forest World Heritage site, on the border between Poland and Belarus, is an immense range of primary forest including both conifers and broadleaved trees covering a total area of 141,885 hectares. Situated on the watershed of the Baltic Sea and Black Sea, this transboundary property is exceptional for the opthe harbourunities it offers for biodiversity conservation. It is home to the largest population of the property’s iconic species, the European bison.


Bialowieza Forest is a large forest complex located on the border between Poland and Belarus. Thanks to several ages of protection the Forest had survived in its natural state to this day. The Bialowieza National Park, Poland, was inscribed on the World Heritage List in 1979 and extended to include Belovezhskaya Pushcha, Belarus, in 1992. A large extension of the property in 2014 results in a property of 141,885 ha with a buffer zone of 166,708 ha.




This property includes a complex of lowland forests that are characteristics of the Central European mixed forests terrestrial ecoregion. The area has exceptionally conservation significance due to the scale of its old growth forests, which include extensive undisturbed areas where natural processes are on-going. A consequence is the richness in dead wood, standing and on the ground, and consequently a high diversity of fungi and saproxylic invertebrates. The property protects a diverse and rich wildlife of which 59 mammal species, over 250 bird, 13 amphibian, 7 reptile and over 12,000 invertebrate species. The iconic symbol of the property is the European Bison: approximately 900 individuals in the whole property which make almost 25% of the total world’s population and over 30% of free-living animals. 

czwartek, 9 stycznia 2020

Nad Hańczą

 https://www.geocaching.com/geocache/GCX8KR


Hancza jest najgłębszym jeziorem w Polsce. Jego maksymalna głębokość wynosi 108.5m. Nazwa jeziora pochodzi od litewskiego słowa "antis" - rynna. Lustro wody lezy na wysokosci 227 m n.p.m., czyli ok. 60 m wyżej niż Suwałki. Jest to typowe jezioro rynnowe. Swoje istnienie zawdzięcza działalności wód polodowcowych, które wyżłobiły rynnę, pogłębiona następnie przez późniejsza działalność lodowca.

Nazwa jeziora pochodzi z wymarłego języka jaćwieskiego, który należał do grupy bałtyckiej. 


Hańcza jest bardzo czystym jeziorem o charakterze mezotroficznym. Roslinnosc jeziora jest uboga. Przybrzeżna cześć porastają ramienice, typowe dla wód czystych, przezroczystych i głębokich. Zyja w nim rzadkie gatunki zwierząt bezkręgowych, dla których jest to często jedyne stanowisko występowania w Polsce. 


Stwierdzono tu występowanie 23 gatunków ryb. Kilka z nich stanowi rzadkość w ichtiofaunie polskich jezior. Sa to: strzelba potokowa i głowacz bimetalowy. Innym rzadko spotykanym gatunkiem jest troć jeziorowa reintrodukowana do jeziora Hancza w 1991 r. 


Na szczególne zainteresowanie zasługuje sieja, gdyż istnieje prawdopodobienstwo, ze dorastające do dużych rozmiarów osobniki sa siejami liniii wigierskiej. Gniezdzi sie tu 59 gatunków ptaków (kaczki: głowienka, krzyżówka, czernica i gagal. Inne to: perkoz dwuczuby, mewa śmieszka, tracz nuroges, a nawet orzeł bielik.


[ENGLISH]

Hancza is the deepest lake in Poland. Its depth reaches 108.5m. The name of the lake is drived from the Lithuanian "antis" - a through, deep valley. The water surface lies at 227m above see level, 60m higher that city Suwalki. Hancza is typical ribbon lake. It deepened by channelling activities of the glacier.
Hancza is a very clean mesotropic lake. Aquatic vegetation is very poor. The lake vegetation near the shore is made from waterweeds typical for clean and deep waters. Hancza is also inhabited by rare species of invertabrates, often found only at this site in Poland.

Twenty three species of fish liv here. Some of them are rarities in the ichtiofauna of Plish lakes, e.g. brook minor and miller's thumb - species living in upper catchments of submontane rivers. Lake trout reintroduced in Hancza in 1991 is another rare species. Powan also deserves special attention; it is possible that specimens growing to a large size belong to the "Wigry variety".

Fifty ninespecies of birds were spotted here. Ducks and the most common waterbirds: pochard, fen-duck, tufted-duck and goldeneye. Among fish eating birds the following are the most frequently seen: great crested grebe, black-headed gull and goosander. The white-tailed eagle is also a familiar visitor to the lake.

sobota, 7 grudnia 2019

Forty Piątnica

Apogeum rozwoju fortyfikacji europejskich przypada na koniec XIX i początek XX w. Znaczną część powstałych w tym czasie obiektów stanowiły fortyfikacje rosyjskie, a wśród nich i te budowane na ziemiach polskich. Położone między Wisłą, Bugiem, Narwią i Wieprzzem miały one pełnić funkcje obszaru koncentracji armii carskiej przed uderzeniem na wrogie mocarstwa.



Łomża, jako stolica guberni i ważna przeprawa przez Narew, stała się odrębną twierdzą na linii obrony przed Prusami Wschodnimi. W skład budowanych tu od 1889 roku umocnienia weszły najpierw fort IV i V na lewyn brzegu Narwi, jako umocnienia ziemne. W dalszej kolejności wzniesiono wokół Piątnicy forty I, II, III- na prawym brzegu rzeki, jako umocnienia betonowe. Promień całej Twierdzy Łomża wynosił 2,7 km.

Forty w Piątnicy to zespół elementów bojowych (baterii artylerii i stanowisk piechoty) rozmieszczanych na stałe w terenie. Zadaniem tego typu zespołów było długie samodzielne stawianie oporu atakom przeciwnika i wspieranie ogniem między pola. Załoga fortu składała się z 4 kompanii piechoty i 4 baterii artylerii. Stanowiska ogniowe znajdowały się na wałach, w rogach fos i na dziedzińcu fortu dla artylerii. Główne elementy budowlane fortu to: koszary, schrony pogotowia bojowego i kaponiery (kojce, strzeleckie umieszczone w dnie fosy do obrony fortu po wtargnięciu na jego teren przeciwnika). Obiekty forteczne były połączone podziemnymi chodnikami (potenami). Przedpole fortu miało być odsłonięte - nie zezwalano na sadzenie drzew i wznoszenie budowli w kierunku ostrzału w odległości 1000 - 1500 metrów od fortu.
zrodlo: https://www.4lomza.pl/index.php?wiad=139
Tekst i grafika: Tadeusz Warec

Forty były przygotowane do obrony okrężnej (w sytuacji odcięcia od zaopatrzenia). Posiadały własne kuchnie, piekarnie, ujęcie wody, piecowe ogrzewanie i spalinowy agregat prądotwrczy. Budowle forteczne wykonane były z betonu o grubości (ścian i stropów) od 1,5 do 2 metrów. Forty I, II, III łączyła między sobą wewnętrzna droga forteczna.W działaniach wojennych forty w Piątnicy nie odegrały decydującej roli. W I-j wojnie Światowej Rosjanie wykorzystywali je jedynie do koncentracji wojsk i jako bazę wypadową na Prusy Wschodnie. Posłużyły one natomiast Polakom w 1920 r przeciwko Rosji Sowieckiej, a w 1939 r: przeciwko Niemcom, powstrzymując ataki przeciwnika aż da czasu zagrożenia okrążeniem.

Forty w Piątnicy w ciągu stulecia obrosły w różne legendy. Najczęściej powtarzane są przekazy, iż były one połączone z Łomżą podziemnym chodnikiem biegnącym pod rzeką Narew. Są też świadkowie potwierdzający istnienie także podziemnych połączeń między poszczególnymi fortami. To akurat wydaje się bardzo prawdopodobne, jeśli zwrócimy uwagę na doskonale odwodnione i wentylowane, do dziś zachowane, podziemne pomieszczenia. ...Lecz czy uda się kiedykolwiek wyjaśnić wszystkie zagadki tych fortów?

Zobacz takze:

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Tatarski szlak


Podróż po wschodnich kresach naszego kraju, to podróż po językach i kulturach. Rzadko który region prezentuje sobą tak ogromną mozaikę językowo-religijno- Narodowościowo-kulturową. Obok Polaków żyli tu Litwini, Białorusini, Żydzi, Grecy, Ormianie, Niemcy i potomkowie tureckich Tatarów i Karaimów. W odwiedziny do najbardziej egzotycznej mniejszości Narodowej- wyznawców islamu kierunku sunnickiego- wybrałam się pewnego letniego popołudnia...


Artur najwyraźniej się nudził. Spotkany przypadkowo w sokólskim sklepie, zawiózł mnie do Kruszynian, potem do Bohonik- do dwóch okolicznych wiosek zamieszkałych w całości przez Tatarów. Pokusił się nawet o zawiezienie mnie na cmentarz muzułmański. Wystarczyło zainteresować się regionem i miejscową kulturą, a Artur- dzisiaj tłukący bezpłatną fuchę taksówkarza- woził mnie i mój plecak po całym tatarskim szlaku, opowiadając historię, skąd Tatarzy wzięli się w tej części Europy. 
Otóż:

czwartek, 11 stycznia 2018

O powstaniu Tykocina

źródło: tykocin.podlaskie.pl

W grodzisku na lewym brzegu Narwi żyło plemię słowiańskie, którego potężnym władcą był Boguchwał. Miał on córkę imieniem Boginka. Była Bardzo ładną i majętną dziewczyną. Po drugiej stronie rzeki, wśród dzikich puszcz i kniei żył władca Jaćwingów, równie potężny. Zwał się Jocem.



Od niepamiętnych czasów te dwa ludy toczyły ciężkie boje. Joc organizował grabieżcze wyprawy na statecznych Słowian niszcząc ich domostwa, porywając dobytek. Nie mogli, więc zaznać spokoju praprzodkowie dzisiejszych mieszkańców Tykocina. Joc posiadał syna, zwanego Jurem. Był on postawnym, odważnym młodzieńcem. Jego pasją były polowania.




Pewnego pięknego poranka, gdy ścigał dorodną łanię, nie wiedząc kiedy, znalazł się nad słowiańskim grodem. Nad rzeką ujrzał piękną Boginkę, córkę Boguchwała. Bardzo mu się podobała. Chciał nawet ją porwać. Niestety osobista ochrona Boginki, zwana strażą przyboczną, przegoniła go gradem strzał. Jur musiał ratować się ucieczką. Jednak myśl o Bogince nie dawała mu spokoju. Nie potrafił o niej zapomnieć. Ojciec Jura widząc rozpacz syna postanowił słać swaty.


Przybyli posłańcy Jura do Boguchwała z wozami pełnymi darów. Rozmowy trwały długo, lecz Boguchwał nie wyraził zgody twierdząc, że jego córka żoną poganina nigdy nie zostanie. Taka była wola ojca.


Jur gdy usłyszał o odmowie, nie mógł dojść do siebie. Chodził po komnatach ciągle krzycząc, iż Boginkę weźmie siłą, a z grodziska TYKO – CIŃ, TYKO – CIŃ, TYKO – CIŃ zostanie.( w języku Jaćwingów oznacza to – tylko cień. )


Postanowił zorganizować wielką wyprawę na gród Boguchwała. Gdy się Boguchwał dowiedział o planach Jura, powiedział swoim poddanym – Już ja mu zrobię tyko – ciń, pokażę, na całe życie popamięta.


Jur zbroił swoje wojska, a Boguchwał fortyfikował gród, a także przygotowywał zasadzkę na rzece.

W chwili, gdy wojska jaćwieskie stanęły nad brzegiem rzeki, w miejscu bardzo płytkim, Jur rozkazał ją zasypać. Kiedy jeden z wojów zameldował, że Narew "nie ciece" Jur podjął wyprawę. I następnie wpadł w zasadzkę. Bój trwał od świtu do wieczora. Wśród tumanów kurzu, jęków, krzyków i szczęku oręża szale zwycięstwa chyliły się to na jedną, to na drugą stronę. Ostateczne zwycięstwo przypadło Boguchwałowi.

Dla uczczenia zwycięstwa, a także ku przestrodze ewentualnych odwetów, nazwał Boguchwał swój gród Tykocinem, zaś Joca i Jura kazał pochować na szczycie wzgórza niedaleko grodu. Rozkazał by w ciągu nocy usypano na ich mogiłach kurhan. Tak powstała wieś Nieciece ( od "nie ciece" ponieważ w tym miejscu był gród na Narwi, który Jur kazał zasypać).


Chcecie to wierzcie, a nie, to nie, ale Tykocin istnieje do dziś, a mieszkańcy wsi Nieciece nazywają wzgórze znajdujące się między Tykocinem Tykocinem niecieczami Jocą Górą.

wtorek, 9 stycznia 2018

Kawałek kartofla

autor: Aleksandra Rudź


Historia kartofla w pigułce


Uprawiano go już 8 tys. lat temu w iach. W XVI wieku Hiszpanie sprowadzili ziemniaki do Europy. Do Polski prawdopodobnie przywiózł je z Wiednia Jan III Sobieski w XVII wieku. Początkowo traktowano je jako rośliny ozdobne. Obecnie największe uprawy ziemniaków są w Rosji, Polsce i Stanach Zjednoczonych.

Ziemniak, czyli... 

kartofel- z niem. Kartoffel

pyra- w Poznaniu

grula- w gwarze góralskiej

dawniej perka- od Peru, jednego ze światowych zagłębi ziemniaczanych

Lecznicza moc bulwy 

W dawnym ludowym lecznictwie wiele chorób leczono właśnie ziemniakami. Na przykład:
- surowymi startymi okładano poparzoną skórę
- wdychano opary z gotujących się, żeby wyleczyć nieżyt dróg oddechowych
- surowy sok z bulwy stosowano do leczenia choroby wrzodowej żołądka i dwunastnicy
- witaminy zawarte w bulwie niszczą grzyby, bakterie, zapobiegają rozszerzaniu się naczyń krwionośnych

Podlasie nie chce ziemniaka, świat go promuje

Nie będzie babki i kiszki ziemniaczanej. Koniec placków, pyz i frytek. Podlasie już nie jest zagłębiem ziemniaczanym. Z kartoflem wygrało mleko, bo rolnicy więcej na nim zarabiają. A na świecie ta brudna bulwa króluje. ONZ rok 2008 ogłosiło rokiem ziemniaka.

Wybrano ziemniaka, bo może on ochronić miliony ludzi przed głodem. W Polsce jest królem obiadów. Można go podawać na mnóstwo sposobów, a do tego jest to chyba najtańsze danie. Nasze województwo słynie z ziemniaczanych rarytasów. Jesteśmy specjalistami w pieczeniu kiszki i babki ziemniaczanej.

W Białymstoku najsmaczniejszą kiszkę można było zjeść w Barze u Czesia (kiedyś przy al. Piłsudskiego). Teraz kucharz bankrutuje.

- Kiedyś sprzedawałem dziennie ponad 100 kg kiszki i babki. Przyjeżdżali do mnie ludzie z całego miasta. Bywało, że na czysto miałem miesięcznie nawet 20 tys. zł.- wspomina pan Czesław Szyłak.

Regionalne przysmaki przyrządza od 20 lat. Opracował własną recepturę. Używa tylko kilku gatunków ziemniaków: sokół biały, irga, dorota. Reszta to tajemnica. Jeszcze kilka lat temu wszyscy zajadali się jego ziemniaczanymi specjałami. Teraz pan Czesław chce zamknąć interes.

- Musiałem się przenieść na ul. Raginisa, bo wyburzyli Moją kamienicę, a tu jest gorsze miejsce do handlu. Do tego ziemniaki są  coraz droższe i coraz trudniej dogadać się z rolnikami- narzeka.

I nic dziwnego, gdyż na Podlasiu drastycznie spada uprawa kartofli. Jeszcze w 2001 roku powierzchnia upraw wynosiła 68 tys. ha, a w 2006 roku już tylko nieco ponad 30 tys. ha. Rolnicy teraz stawiają na mleko i kukurydzę.

- Ziemniaki przestały się im opłacać- wyjaśnia Stanisław Dudziuk z Podlaskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Szepietowie.- Piętnaście lat temu było zupełnie inaczej. Eksportowaliśmy je na Wschód, uprawialiśmy na potrzeby nasiennictwa, czyli dla innych województw, i na paszę dla zwierząt. A dziś sadzi się tylko kartofle przemysłowe, a jadalne jedynie na własne potrzeby.

Rosnące u nas ziemniaki są  bardzo smaczne i zdrowe. Nasz region sprzyja ich uprawie, ponieważ środowisko jest czyste, a gleba słaba. Kiedyś podlaskie ziemniaki robiły prawdziwą furorę. Tak jak podczas  Dni Ziemniaka w Mońkach. Nie ma już tego święta. Pierwsze odbyło się w październiku 1976 roku, ostatnie- w listopadzie 2004 roku.

- Wspominam te uroczystości z sentymentem- mówi Zbigniew Karwowski, burmistrz Moniek.- Największy rozgłos Dni Ziemniaka miały w latach 80. Przyjeżdżali plantatorzy z całego kraju, imprezie patronował minister rolnictwa. Były sesje naukowe, konkursy w obieraniu albo w zbieraniu kartofli, kiszka, babka ziemniaczana i dużo różnych atrakcji. Niestety, święta nie ma, bo i ziemniaków nie ma- stwierdza ze smutkiem.

Ciechanowiec: Muzeum Pisanki

Jaja pełne i wydmuszki, kurze, strusie i kolibrze, drewniane i kamienne- z agatu, jaspisu, wapienia...

Muzeum Pisanki
www.muzeumrolnictwa.pl


Ponad tysiąc pisanek ze wszystkich kontynentów, prócz Antarktydy, tworzy kolekcję pierwszego w Polsce Muzeum Pisanki (dziś, w 2024 roku jest ich ponad 2500)

3 kwietnia 2004 r. w przeddzień Palmowej Niedzieli zostało otwarte w Ciechanowcu, w obrębie Muzeum Rolnictwa im. ks. K. Kluka, pierwsze w Polsce Muzeum Pisanki, powstałe z liczącej ponad 1000 eksponatów prywatnej kolekcji Państwa Ireny Stasiewicz-Jasiukowej i Jerzego Jasiuka z Warszawy, ofiarowanej w darze placówce ciechanowieckiej.

Są  drapane, malowane, "pisane" woskiem, rytowane (wzór wyżłobiony w drewnianym klocku i odbity na wydmuszce), w technice collage'u, batikowe, oklejane błyszczącym papierem, sitowiem, włóczką, tkaniną, cekinami, a nawet makiem, ryżem, kaszą czy koralikami.

Muzeum Lipskiej Pisanki

źródło: www.kulturalipsk.pl


 W Lipsku nad Biebrzą powstają najpiękniejsze pisanki na Podlasiu. Pisanki w Lipsku robi się nie tylko przed Wielkanocą, ale przez cały rok. Niektóre z pisankarek w ciągu roku malują nawet kilka tysięcy pisanek. Kolorowe jajka trafiają potem na rozmaite targi rękodzieła ludowego, część z nich zdobi również wielkanocne stoły za granicą.

Dekorowane są  rozgrzanym woskiem, który się nakłada za pomocą cienkiego gwoździka lub szpilki osadzonej na drewnianym patyczku. Jest to tzw. sposób batikowy. Na powierzchni jajka tworzone są  kompozycje w formie rozet, łańcuszków itp. Następnie jajo zanurzane jest w barwnikach. Dawniej były to wywary z kory dębu, olchy, łusek cebuli, czy młodego żyta. Obecnie używa się sztucznych barwników. Później usuwany jest wosk. W Lipsku nad Biebrzą znajdują się liczne pracownie pisankarskie udostępniane turystom oraz kolekcjonerom i miłośnikom sztuki ludowej.

Muzeum Lipskiej Pisanki znajduje się w miasteczku Lipsk, położonym przy granicy  Białorusią, w otulinie Biebrzańskiego Parku Narodowego, w odległości 35 km. Od Augustowa, 85km. od Białegostoku, 67km. od Suwałk.

Muzeum powstało w maju 2007 roku, w wyniku współpracy Pracowni Architektury Żywej, lipskiego Koła Stowarzyszenia Twórców Ludowych i Działu Etnografii Muzeum Podlaskiego w Białymstoku, przy finansowym wsparciu Fundacji Wspomagania Wsi. Najbardziej zaangażowanymi osobami w realizację tego projektu byli: Marcin Lićwinko- pracownik Pracowni Architektury Żywej oraz Ewa Skowysz Mucha- twórczyni ludowa, V-ce Prezes Zarządu Suwalskiego  Oddziału Stowarzyszenia Twórców Ludowych, pod fachowym nadzorem Wojciecha Kowalczuka- kierownika Działu Etnografii Muzeum Podlaskiego w Białymstoku.

Głównym celem powstania Muzeum było zachowanie dla przyszłych pokoleń bogatej tradycji regionu związanej z pisanka. Lipsk jest swoistym zagłębiem pisankarskim, gdzie tradycje sięgające XIX wieku nadal są  kultywowane. Lipskie pisanki wykonywane metodą batiku szpilkowego, zdobione charakterystycznym dla tego terenu ornamentem, stanowią ozdobę muzealnych i prywatnych kolekcji sztuki ludowej w kraju i świecie.

Muzeum Lipskiej Pisanki leży na szlaku tradycji rękodzieła ludowego Podlasia, który obejmuje pracownie rękodzielnicze położone na skraju Puszczy  Knyszyńskiej i Augustowskiej, a mianowicie Czarna Wieś Kościelna (pracownie garncarskie i kuźnia), Zamczysk (warsztat tradycyjnego wyrobu łyżek drewnianych), Janów i okoliczne wsie; Wasilówka, Nowokolno (pracownie unikalnego tkactwa dwuosnowowego), Sokółka (pracownia rzeźbiarza ludowego Piotra Szałkowskiego), Lipsk ( Muzeum Lipskiej Pisanki pracownia pisankarka, pracownia unikalnego tkactwa dwuosnowowego Kazimiery Makowskiej).

Lipskie Muzeum Pisanki:
Miejsko- gminny Ośrodek Kultury
16-315 Lipsk, ul. Rynek 23
0-87 642-35-86, 0-87 642-26-82

Pracownie pisankarskie:

Genowefa Sztukowska,  tel. 087 642 37 97
Krystyna Cieśluk, tel. 087 642 35 99
Zofia Trochimowicz, tel. 087 642 35 83
Kazimiera Wnukowska, kol. Lipsk 18,
Barbara Rutkowska, tel. 087 642 31 85
Barbara Tarasewicz,  tel. 087 642 22 22
Roman Sztukowski,  tel. 087 642 38 59
Ewa Skowysz- Mucha, tel. 087 642 32 06
Teresa Kozłowska, tel. 087 642 20 17
Janusz Wnukowski, kol. Lipsk 12

Urszula Korniłowicz, tel. 087 642 20 68

Siekiery na bok- tradycje bożonarodzeniowe

Trwają od Bożego Narodzenia do Trzech Króli - tzw. "święte wieczory". podczas  nich należy przestrzegać kilku zasad, np. nie używać ostrych narzędzi ani niczego reperować.  To taki czas , kiedy do ręki nie powinno się brać żadnych noży, gwoździ, igieł ani siekier. 
Dlaczego?
Ponoć między Bożym Narodzeniem a Trzema Królami nasze domy odwiedzają dusze zmarłych. Ostre narzędzia mogą wyrządzić im krzywdę i wtedy duszyczki potrafią się zemścić. Kiedyś ludzie bardzo przestrzegali "świętych wieczorów". Teraz ten zwyczaj powoli zanika. Starsi ludzie wierzą, że tego, kto zapomni o przestrzeganiu zasad właściwych "świętym wieczorom", spotka coś złego. Rąbanie drzewa w tym szczególnym czasie grozi rozpadem rodziny. Tym samym skutkuje posługiwanie się nożem.

- Wtedy nie powinno się również naprawiać starych rzeczy. Raz, jak były "święte wieczory", mąż mojej cioci porwał kożuch. Uprosił żonę, żeby załatała dziurę w skórze. Rzecz wydarzyła się tuż przed Nowym Rokiem. Nie trzeba było długo czekać, a w ich gospodarstwie urodziło się chore jagnię. A wszystko przez te cerowanie kożucha- przekonywała Teresa Barcewicz-Aniśko z Janowszczyzny.

"Święte wieczory" powinny upływać na spotkaniach w gronie przyjaciół i znajomych.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Taradajką do Puńska


Nie przyjechałam tu taradejką, Chociaż miałam wielką ochotę. Niestety górę nad tradycją wzięła wygoda i cywilizacja. Większość Litwinów na obchody święta Matki Boskiej Zielnej- 15. sierpnia- przyjechała samochodami. 

Litewskie bryczki o niskich burtach, ogromnych szprychowych kołach z błotnikami i miękkich, wyściełanych siedzeniach można jeszcze spotkać w niektórych domach. Podobno jeszcze kilka lat temu na nabożeństwo 15. sierpnia tradycyjni Litwini do tarantasów (druga nazwa teradejki) zaprzęgali traktory, ale dziś zdecydowana większość zajeżdża przed kościół maluchami i polonezami.

Miasto polskich Litwinów

Puńsk- małe schludne miasteczko położone między malowniczymi pagórkami nad przeraźliwie zanieczyszczonym jeziorem Punia- jest stolicą polskich Litwinów. Powstało w połowie XVI wieku na skraju nieskolonizowanego jeszcze kawałka Puszczy Mareckiej. Kolonizacja następowała z dwóch stron: od strony Łoździejów i od strony Wiżajn. Pierwszymi osadnikami byli Polacy, Litwini i Rusini. Ci ostatni, jako element najsłabszy, szybko ulegli lituanizacji i polonizacji. Na Sejneńszczyźnie- najdalej na zachód położonej Litewskiej wyspie- mieszka około 12000 Litwinów. Drugie tyle jest rozrzucone po całej Polce. Choć jako mniejszość Narodowa nie stanowią dużej grupy nie grozi im wynarodowienie.

Litwini, jak żadna inna grupa etniczna, trzymają się razem, kultywują tradycję i dbają o naukę litewskiego w szkołach. Skupieni są w różnych organizacjach, które umacniają patriotyzm i poczucie przynależności Narodowej. Działa "Stowarzyszenie Litwinów w Polsce", wydawane jest czasopismo  "Ausra", odrodziło się również Towarzystwo im. św. Kazimierza i Związek Młodzieży Litewskiej. To jedna strona medalu.

Druga strona medalu

Druga, jak zwykle jest ciemniejsza.

Dużo naczytałam się o gościnności litewskiej, ale wnet okazało się, że, owszem, Litwini litewscy są  uroczy, natomiast Litwini polscy, a przynajmniej ci spotkani w Puńsku, darzą Polaków szczera nienawiścią. Tyle lat minęło od zmienienia granic po I i II wojnie Światowej, a oni nie zapomnieli. Ale najgorsza jest obojętność...

Z taką ignorancją, wszystkich i wszystkiego, co nie-litewskie spotkałam się po raz pierwszy w życiu. I u Łemków i u Cyganów, nie mówiąc już o naszych rodzimych góralach, mój plecak i torba na aparat wywoływały szczere zainteresowanie. Każdy rwał się, żeby się przywitać, wyrazić zdziwienie, czy samemu nie straszno, albo po prostu się uśmiechnąć. Zazwyczaj też chętnie opowiadali o swoich rodzinach, regionie, zwyczajach... 

Tutaj nic.

Zero kontaktu.


Moje rozpaczliwe próby dowiedzenia się czegokolwiek, spełzały na niczym. Ani rozmowa ze sprzedawczynią, ani z mieszkańcami nie przyniosły rezultatów. Najczęściej wzruszano ramionami i odchodzono. Rozmowni okazali się tylko strażnicy graniczni, ale oni byli z pochodzenia Białorusinami i ich też Litwini nie darzyli sympatią. Uważali, że strażnicy są  tu niepotrzebni - ponoć żaden z mieszkańców Puńska nie chciał tutaj punktu granicznego.

Już zdecydowałam się opuścić niegościnne miasto....

..już szłam drogą na Suwałki....

...już klęłam pod nosem za stracone pół dnia

....kiedy z drogi zawrócił mnie głos.

-Proszę pani! Pani wstąpi do nas na kawę. Na pewno jest pani zmęczona...

Otwarły się przede mną wrota raju. O kawie marzyłam od mniej więcej trzech godzin i smętnie myślałam o pozostałych mi 60 groszach. Do jutrzejszego otwarcia poczty nie spodziewałam się kawy. Pani Jasia, przeurocza kobieta, jest Polką. I ma syna Grzegorza. Syn Grzegorz, podobnie jak ja, jeździ stopem i przeróżni ludzie mu pomagają, stąd niespodziewana gościnność pani Jasi.

Chociaż, nie! Z czymś takim w sercu człowiek się rodzi, a warunki i okoliczności tylko go ukierunkowują. Tu okoliczności sprawiły, że zostałam podjęta kawą, serem białym i przepysznym ciastem z gruszkami. Kiedy szliśmy wieczorem na występy folklorystyczne nad jezioro Punia, trzymałam za rękę Igora, przecudnego wnuka pani Jasi. Miał lat pięć i był (nadal jest) niekwestionowanym żywym srebrem. Złotem! Platyną!

Nigdy w życiu nie spotkałam tak uroczego dziecka! Normalnie mam awersję do dzieci, ale Igor po prostu mnie oczarował. Mój czas  podzieliłam na zabawy z nim i rozmowy z panią Jasią i jej mężem panem Edwardem. Nie skarżyli się. Tego typu ludzie nigdy się nie skarżą. Ale wyczuwałam z rozmowy żal i rozgoryczenie. Pani Jasia od kilku lat nie może znaleźć pracy w okolicy z prostego powodu: nie mówi po litewsku. Tutejsi Litwini znają język polski. Muszą znać. Ale nie przyjmą do pracy nawet sprzątaczki nie-Litewki.

Polacy dyskryminują ????!!!!

I nam się zarzuca dyskryminację!? Kiedy we własnym kraju dyskryminowani są  Polacy! Na 100 numerów na ulicy, gdzie mieszkają moi dobroczyńcy, tylko 4 należą do Polaków. Ale nie w liczbach sprawa. Litwini też mają prawo do własnej stolicy na terenach dawniej należących do nich. Ale niewiele Litwinów odkłoni się Polakowi na ulicy. Pani Jasia jest przeuroczą kobietą i naprawdę ciężko było mi zrozumieć brak znajomych.

Raptem kilkoro Litwinów przyznaje się do przyjaźni z Polakami. Pani Jasia ma jedną litewską przyjaciółkę. Ona nie przejmuje się konwenansami. Pani Jasia to pani Jasia, a nie Polak, którego z założenia należy nie lubić. 

Ludzie!!! opamiętajcie się!!!

Jeżeli przez przypadek dowiecie się, że wasz najlepszy przyjaciel jest na przykład Cyganem, a wy akurat Cyganów nie lubicie, odwrócicie się od niego?! Człowieka należy oceniać jakim jest, a nie jaką ma Narodowość, wyznanie, rodzinę!

Proszę bardzo! Niech na Sejneńszczyźnie będą dwa języki urzędowe, centrum kultury litewskiej, święta...

Zdaję sobie sprawę, że tylko granice zmusiły Was, drodzy Litwini, do życia w obcym kraju, ale żyjecie już tu 50 lat, a obok Was Polacy. 
Nie zapominajcie o nich.
Oni też chcą żyć normalnie...


Sierpień'2000- Puńsk


Oświadczenie autorki:

Zaznaczam, ze artykuł poniższy powstał na podstawie moich osobistych odczuć podczas  pobytu w Puńsku w sierpniu 2000 roku. Pobyt na Litwie w siedem lat później przekonał mnie że Litwini są  gościnni i bardzo mili. Czy miałam pecha wtedy w Puńsku? Być może. Nie twierdzę że WSZYSCY są  tacy, albo NIKT nie jest taki. W róznych społecznościach trafiają się przeróżni ludzie. Jedna niefortunna znajomość potrafi zrazić lub przekonać do całej nacji. Jednakże takie odczucia pozostawił we mnie Puńsk po 2000 roku. Może pojadę tam kiedyś powtórnie i moje podejście się zmieni. 

Dziękuję pani Bożenie z punsk.com.pl na zwrócenie mi uwagi - cytuję wpis do księgi gości: 
Przykro mi, że trafiła Pani na obojętnych Litwinów. Zapewniam Panią, że nie wszyscy są  tacy i zazwyczaj staramy się służyć pomocą przyjezdnym. Ponadto, znam wielu Polaków w Puńsku, którzy nie czują się w jakiś sposób osaczeni, czy szkalowani przez Litwinów. Wręcz przeciwnie, znaleźli tu swoje miejsce i mają się bardzo dobrze:)
Wierzę, że moje wrażenie było mylne i przepraszam wszystkich którzy poczuli się urażeni.