Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowy Sącz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowy Sącz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lipca 2020

[Sanktuaria maryjne] - SANKTUARIUM MATKI BOŻEJ JUŚCIEŃSKIEJ

Autor: Michał "Wittkacy" Witkowski

Jadąc z Nowego Sącza do Krakowa, za Tęgoborzem, trasa wspina się na wysokość 457 m n.p.m. na przełęcz św. Justa. Miejsce to jest związane z grupą polskich świętych z początku naszej państwowości. Wtedy to właśnie w Tropiu osiadł św. Świerad, w Iwkowej św. Urban, a na tej górze św. Just. Wszyscy byli świątobliwymi mnichami, pustelnikami i zapewne kontaktowali się ze sobą. O ile o św. Świeradzie mamy więcej informacji, tak o pozostałych nie ma wielu danych w źródłach historycznych. Ale tak czy inaczej miejsce to należy uznać za jedno z pierwszych w średniowieczu, w którym kwitło chrześcijaństwo i rozpowszechniało się na całą Sądecczyznę. Niektórzy historycy twierdzą, iż św. Just to postać niezwiązana z tym miejscem, a chodzi raczej o św. Jodoka – kapłana i pustelnika o legendarnym pochodzeniu królewskim, który żył w Normiii w VII w. Kult jego w Polsce w XI wieku był żywy, a przez przekształcenie jego imienia (w języku niemieckim brzmi Joost lub Jost) mogło powstać imię Just.


Na wzgórzu stoi kościółek drewniany pod wezwaniem św. Justa i Najświętszej Maryi Panny – wznosi się on na miejscu starszego, prawdopodobnie z XV wieku a ten znów, według tradycji, miał być zbudowany na miejscu jeszcze dawniejszego, zniszczonego przez Tatarów w 1259 roku. To nieprzerwane utrzymywanie się kościoła w tym samym miejscu, może jedynie potwierdzać, iż istniała tu pewnie pustelnia. Tak więc w otoczeniu wiekowych lip stoi na tym miejscu jako trzeci drewniany kościółek p.w. Najświętszej Maryi Panny z II poł. XVII wieku. W ołtarzu głównym zwraca uwagę obraz św. Justa, Matki Bożej oraz Krzyż z Chrystusem rzeźbiony w kości słoniowej. Ponadto w wyposażeniu figura Matki Bożej z Dzieciątkiem z końca XV wieku, a w przedsionku, kamienna gotycka chrzcielnica z XVI wieku.


Obraz św. Justa w ołtarzu głównym pochodzi z 1677 roku, o czym świadczy umieszczona na nim data. W centralnej części ołtarza natomiast znajduje się obraz Matki Boskiej. Matka Boża z tego obrazu od wieków w tym miejscu odbiera cześć. Świadczą o tym liczne zapisy łask i cudów, jakie się tu zdarzyły przez wieki. Jest on malowany na płótnie naklejonym na drewnianą tablicę. Matka Boża jest przedstawiona na obrazie w półpostaci z Dzieciątkiem Jezus na lewej ręce. Obraz jest upiększoną kopią obrazu Jasnogórskiego. Artyści dopatrują się też podobieństwa do obrazu Matki Bożej z Bochni. Obydwa dzieła mogły powstać w początkach XVII wieku albo w Częstochowie albo w Krakowie.



O autorze:
Niegdyś wielki górołaz, dziś psycholog pracowy;) Półprzewodnik. W ramach kursu przewodnickiego kilka lat temu popełnił rewelacyjną pracę przekrojową dotyczącą miejsc kultu i osób świętych w Beskidach.


czwartek, 2 lipca 2020

[Kult świętych i błogosławionych] Św. Kinga

Autor: Michał "Wittkacy" Witkowski

Postać ta związana ze Starym Sączem. Za czasów św. Kingi była tu wieś. Bolesław Wstydliwy podniósł ją do rangi miasta.


   Św. Kinga była córką króla Węgier, Beli IV, z dynastii Arpadów, oraz Marii, córki cesarza greckiego, Teodora I Laskarisa. Imię jej już w pierwszych dokumentach brzmi podwójnie: Kunegunda (częściej) i Kinga. Podawana często błędna data jej urodzenia ustalona została w czasach nam współczesnych na rok 1234. O latach młodośći Kingi nie wiemy nic poza tym, że była trzecią z kolei córką, i że do piątego roku życia przebywała na dworze królewskim w Ostrzychomiu. Znając tradycje ówczesnego dworu królewskiego na Węgrzech, można twierdzić, że Kinga otrzymała pełne i wszechstronne, jak na owe czasy, wykształcenie i głęboko religijne wychowanie.
  
 Po śmierci księcia polskiego, Henryka Brodatego, pana na Śląsku i Krakowie, zabrakło opiekuna dla małoletniego wówczas  Bolesława, księcia sandomierskiego. Powstała więc myśl związania się z silnym sąsiadem, jakim był wtedy Bela IV. Sam Bolesław Wstydliwy w jednym z dokumentów stwierdza, że poszedł za radź ówczesnego biskupa krakowskiego, Wiesława, oraz panów polskich. Bela IV nie ukrywał, że koligacje małżeńskie jego córek z książętami polskimi czy ruskimi bynajmniej nie przynosiły mu zaszczytu i że pozwalał na nie jedynie w nadziei utworzenia koalicji przeciw zagrażającym Mongołom (Tatarom). 
   
Książę Bolesław spotkał się z Kingą w Wojniczu (1239), gdzie też doszło do zawarcia umowy małżeńskiej. Ze względu na małoletniość stron były to zrękowiny, po których w kilka lat potem miał nastąpić właściwy akt zaślubin. Odbyły się te zaślubiny na zamku krakowskim ok. roku 1247. Tak więc przy zaręczynach Kinga miałaby zaledwie 5 lat, a Bolesław lat 13; przy zawarciu zaś małżeństwa Kinga miałaby lat 13, a Bolesław 21. Pierwsze swoje lata spędziła Kinga w Sandomierzu. 

  Były to czasy największej w dziejach ekspansji Mongołów, których w Europie nazywano Tatarami, czyli szatanami. W roku 1241 na wiadomość o zdobyciu Lublina i Zawichostu Bolesław wraz z Kingą ratowali się ucieczką do Krakowa. Po klęsce wojsk polskich pod Chmielnikiem koło Szydłowa Kinga i Bolesław udali się na Węgry. Jednak i tu nie zaznali spokoju, bowiem wojska węgierskie poniosły klęskę nad rzeką Sajo.
Oboje udali się więc na Morawy, zapewne do Welehradu, gdzie w tamtejszym opactwie cystersów znaleźli schronienie.
     
   W bitwie pod Legnicą Tatarzy zostali zatrzymani i zmuszeni do wycofania się z Polski (1241), ale nastał nowy niepokój w kraju: wojna o dziedzictwo śląskie i krakowskie. Dopiero po zwycięstwie nad Konradem Mazowieckim, książę i księżna mogli powrócić do Krakowa (1243). Ponieważ jednak Tatarzy zniszczyli zupełnie (spalili) zamek w Krakowie i Sandomierzu, młoda para przeniosła się do zameczku w Pieninach i w Nowym Korczynie. Tu właśnie św. Kinga zdołała namówić Bolesława do zachowania dozgonnej, dziewiczej czystości. Ślub złożyli oboje na ręce biskupa krakowskiego Prioty. Dlatego historia nadała księciu Bolesławowi przydomek "Wstydliwy". W tym też czasie Kinga zapisała się jako tercjarka do III Zakonu św. Ojca Franciszka.
    
  Dla podniesienia kraju z ruin Kinga zaofiarowała Bolesławowi część swojego posagu, który wynosił 40 000 grzywien. Suma na owe czasy bardzo duża. Bolesław za to oddał Kindze w wieczyste posiadanie Ziemię Sądecką (1252). Kinga sprowadziła z Węgier górników, którzy dokonali pierwszego odkrycia złóż soli. W rządzeniu krajem Kinga była dużą podporą dla Bolesława, o czym świadczą liczne dokumenty. Bolesław był wówczas  panem księstw krakowskiego (senioralnego) i sandomierskiego. Św. Kinga wspierała hojnie kościoły i klasztory. Ufundowała nowe kościoły w Nowym Korczynie i w Bochni. Przyczyniła się do kanonizacji św. Stanisława Biskupa (1253).
    
  Dnia 7 grudnia 1279 roku oddał Bogu ducha w Krakowie książę Bolesław Wstydliwy. Kinga postanawia osiąść w Starym Sączu, w klasztorze klarysek, który ufundowała w roku następnym, 1280. Najpierw jednak musiała załatwić spór z nowym księciem, Leszkiem Czarnym, który nie chciał Ziemi Sądeckiej uznać za własność Kingi. Doszło nawet do tego, że kazał książę uwięzić biskupa krakowskiego, Pawła z Przemkowa, za to, że stanął w obronie praw Kingi. Do zgody doszło dopiero po czterech latach w Czchowie. Kinga zostawiła Leszkowi ziemię biecką i nowokorczyńską.
     
  Kinga nie zajmowała w klasztorze żadnych urzędów. Była bowiem pochłonięta budową i zabezpieczeniem bytu klasztoru. Na mocy układu z Leszkiem Święta przeznaczyła na utrzymanie klasztoru Stary Sącz i 28 wsi. Welon zakonny otrzymała z Rąk biskupa Pawła. Śluby jednak złożyła dopiero 24 kwietnia 1289 roku — a więc na trzy lata przed śmiercią — a to dlatego, by mogła dysponować swoim majątkiem na cele kościelne. Po złożeniu ślubów uroczystych nie posiadała już żadnych dóbr, gdyż zakazywała tego surowa reguła franciszkańska. Św. Kinga spędziła w klasztorze w Starym Sączu 12 lat, poddając się surowej regule.
   
 W roku 1287 przeżyła św. Kinga jeszcze jeden najazd Tatarów, tak żywo zachowany w pamięci legend ludowych.  Pożegnała ziemię dla nieba w 1292 roku. Jako dzień śmierci podaje tradycja 24 lipca. Lud Małopolski zachował wdzięczną pamięć o bł. Kindze jako pani pobożnej, miłosiernej, czułej na niedolę ludzką. Do jej grobu przychodziły liczne pielgrzymki, a wielu doznawało szczególnych tu łask. A jednak beatyfikacja nastąpiła dopiero za papieża Aleksandra VIII w 1690 roku. Papież Benedykt XIII przyznał Świętej tytuł patronki Polski i Litwy (1715). Głównym do dzisiaj sanktuarium Świętej jest klasztor klarysek w Starym Sączu.

 Pokazują tam także łyżeczkę, której używała do posiłku i kubek oraz pieczęcie, którymi sygnowała wystawione przez siebie dokumenty. Wreszcie można tu podziwiać żywot Świętej, napisany w 1474 roku, pisany na pergaminie, z barwnymi inicjałami. W pobliżu klasztoru jest źródełko, które lud uważa za cudowne. Przykładem czci dla św. Kingi jest w Kopalni soli w Wieliczce kaplica jej poświęcona. 
  
Dookoła osoby św. Kingi powstało wiele legend. Przypominam niektóre z nich, gdyż one także świadczą, jak żywo w pamięci ludu polskiego pozostała Święta.  I tak kiedy uciekała przed Tatarami razem ze swoimi towarzyszkami zakonnymi, pokrwawiła sobie nogi. Na miejscach, gdzie padły krople jej krwi, wyrosły czerwone goździki. Kiedy zmęczona w czasie ucieczki oparła nogę na kamieniu, odbiła się na nim stopa św. Kingi. Kiedy dręczyło ją pragnienie, powstało źródełko z ożywczą wodą. Kiedy Tatarzy byli już blisko uciekających, Święta rzuciła swoją niebieską wstążkę i utworzyła się z niej natychmiast rzeka Dunajec, która w ten sposób uratowała uciekającym życie. Dnia pewnego św. Kinga w czasie ucieczki napotkała rolnika, siejącego zboże. Pobłogosławiła pole i zboże natychmiast wyrosło pięknym łanem. Kiedy nadjechali Tatarzy i pytali, czy nie widział uciekającej księżnej wraz z jej towarzyszkami, odparł, że tak, kiedy siał zboże.

 Sanktuarium św. Kingi bywa dość licznie nawiedzane przez pielgrzymów i turystów. Doroczną uroczystość celebruje zawsze jeden z biskupów diecezji tarnowskiej. Przybywają pielgrzymki z całej Nowosądecczyzny. Sanktuarium św. Kingi nawiedzili w ciągu wieków m.in.: Władysław Łokietek i jego małżonka, Jadwiga, której ciało spoczywa w podziemiach kościoła, Kazimierz Wielki, Władysław Jagiełło, Ludwik Węgierski i Jan III Sobieski, który po zwycięstwie pod Wiedniem tu właśnie spotkał się ze swoją żoną, Marią Kazimierą. 
    
16 czerwca 1999 w Starym sączy Jan Paweł II dokonał kanonizacji Kingi. 

O autorze:
Niegdyś wielki górołaz, dziś psycholog pracowy;) Półprzewodnik. W ramach kursu przewodnickiego kilka lat temu popełnił rewelacyjną pracę przekrojową dotyczącą miejsc kultu i osób świętych w Beskidach.

poniedziałek, 29 czerwca 2020

Pętla przez Dąbrówkę Polską



Autor:  Marek Ryglewicz

Trasa łatwa, doskonała na rodzinną wycieczkę. całą trasę o długości około 17 km, można pokonać w ciągu 2 godzin przy różnicy wzniesień blisko 200 metrów.

z Nowego Sącza

Wyruszamy sprzed dworca kolejowego Nowy Sącz–Główny. Jedziemy ulicą Kolejową w lewo do końca, przejeżdżamy przez tory Nowy Sącz-Chabówka, następnie pod wiaduktem i na skrzyżowaniu skręcamy w prawo w ulice Zieloną. Przejeżdżamy obok stacji benzynowej, salonu Seata, pawilonów przemysłowych. Po prawej mijamy budynki znanej w Małopolsce Wyższej Szkoły Biznesu NLU i dojeżdżamy do skrzyżowania z ulicą Grunwaldzką. Tu skręcamy w lewo. Jest to jedna z najdłuższych ulic w Nowym Sączu, która łączy ulicę Węgierską z Nawojowską, stanowiąc rodzaj obwodnicy dla miasta od strony południowej. Tuż przed pawilonem sklepowym skręcamy w prawo w ulicę Zyndrama, tędy prowadzi też zielony pieszy szlak PTTK na Makowicę. Mijamy odejście w prawo ulicy Dąbrówki, którędy dojechać można do zabytkowego drewnianego kościoła pw. Św. Rocha. Mijamy dwa zakręty i zaczyna się ostry podjazd. Mijamy kolejny zakręt i po chwili, dojeżdżamy do biegnącej prostopadle ulicy Bohaterów Orła Białego. jadąc w prawo wyjechalibyśmy ponownie na Grunwaldzką, natomiast my skręcamy w lewo i zaczynamy wspinaczkę w stronę widocznego przed nami lasu. 

w kierunku lasu

Za nami coraz rozleglejszy widok na Kotlinę Sądecka. Mijamy po prawej ogródki działkowe. Zaczyna się ostry zjazd i po kilkuset metrach skręcamy obok kapliczki, prostopadle w lewo a po chwili w prawo w ulicę Podbielowską. Pokonujemy kilka podjazdów i wyjeżdżamy na ulicę Poręba Mała, na wprost budynku piekarni i usytuowanego obok sklepu. Skręcamy w prawo w kierunku Łazów Biegonickich. Kilkaset metrów dalej mijamy dochodzącą z prawej ulicę Bohaterów Orła Białego i zaraz za nią wyżwirowaną ulicę Ruczaj prowadzącą przez Las Biegonicki do Dąbrówki Polskiej. Jesteśmy na skrzyżowaniu, w dół prowadzi droga do Łazów Biegonickich, a my skręcamy w lewo w ulicę Majdan.

Czeka nas teraz długa wspinaczka. 

Po lewej pola uprawne i widok w kierunku szczytów Beskidu Niskiego, natomiast po prawej ciągła, w większości nowa, zabudowa. Dojeżdżamy do kolejnego skrzyżowania. Tu znajduje się drogowskaz, oznajmujący, że kończy się Nowy Sącz, oraz szereg tablic turystycznych. Prosto, opada w dół droga do Żeleźnikowej Wielkiej, w prawo również w dół do Łazów Biegonickich, natomiast w lewo zaczyna się ulica Ruchu Ludowego. Jest naprawdę stromo, ale jeśli ma się jeszcze zapasy energii warto spróbować trochę wspinaczki, tym bardziej, że już widać cel naszej wycieczki, szczyt Majdan (487 m n.p.m.). Kilkaset metrów i znajdujemy się obok wieży triangulacyjnej. Widok fantastyczny, cała Kotlina Sądecka leży u naszych stóp, a za naszymi plecami, prawie na wyciągnięcie ręki szczyty Beskidu Sądeckiego. Krótki zjazd, by po chwili znaleźć się na skrzyżowaniu, skąd w prawo odchodzi droga do położonych na dziale wodnym przysiółków Żeleźnikowej. Tędy również prowadzi pieszy zielony szlak na Ostrą. 

zjazd do Żeleźnikowej 

My jedziemy na wprost, wąska droga wije się wśród pól a po chwili zaczynamy jazdę skrajem lasu. Szybko połykamy kolejne metry bo ulica cały czas  prowadzi w dół. Po obu stronach większe skupisko gospodarstw, przy kapliczce skręcamy ostro w lewo, a po chwili w prawo. Wyjeżdżamy ponownie na główną ulicę Poręba Mała, mając przed sobą budynek szkoły podstawowej. Wjeżdżamy w ulicę Juria, między budynkiem szkoły a pawilonem sklepowym. Zabudowa tu znacznie rzadsza. Dojeżdżamy do rozwidlenia, skąd w prawo ulicą Krętą do kolejnego skrzyżowania skąd w prawo odchodzi droga do kościoła w Zawadzie. My jedziemy prosto ulicą Pienińską. Mijamy po lewej duży zakład produkcji mebli i po chwili znajdujemy się na ulicy Brzeziny. Zaczynamy szybką jazdę i kilkaset metrów dalej, znajdujemy się na ulicy Grunwaldzkiej. Skręcamy w lewo, mijamy dużą cegielnię "Bielowice", osiedle szeregowych domków jednorodzinnych i małych domów mieszkalnych. Dojeżdżamy do pawilonu spożywczego, obok którego kilkadziesiąt minut temu skręcaliśmy w ulicę Zyndrama. Stąd znaną już trasą jedziemy na dworzec PKP.

O autorze:

Sądeczanin z powołania, wyboru i przeznaczenia. Patriota lokalny, realizujący swoje regionalne pasje na rowerze w każdej wolnej chwili;) Autor specjalistycznych przewodników rowerowych po Beskidzie Sądeckim: "Beskid Sądecki 22 wycieczki rowerowe" oraz "Jezioro Rożnowskie i Czchowskie 27 wycieczek rowerowych". W przygotowaniu trzecia część - "okolice Nowego Sącza". Formalnie Marek jest informatykiem i automatykiem, uczy młodzież obsługi AutoCada i czym są  języki programowania...

niedziela, 5 stycznia 2020

Wokół Nawojowej

[w: Beskid Sądecki, Pasmo Jaworzyny]

Autor:  Marek Ryglewicz

Patrząc na mapę wschodniej części Beskidu Sądeckiego, zwanej Pasmem Jaworzyny Krynickiej, zobaczymy liczną sieć dróg odchodzących od drogi krajowej Nowy Sącz-Krynica i ciągnących się wzdłuż potoków spływających z tego masywu do Kamienicy Nawojowskiej.
Drogi te, Chociaż wąskie, często aż do ostatnich zabudowań w dolinie pokryte są  nawierzchnią asfaltową i doskonale nadają się do uprawiania turystyki rowerowej. Biegnące głębiej w dolinę ścieżki czy też drogi bite, umożliwiają osiągnięcie najwyższych grzbietów masywu, gdzie napotykamy czerwony szlak, tzw. Główny Szlak Beskidzki, a w części północnej szlak zielony.



Jadąc drogą z Nowego Sącza do Krynicy, pierwszą większą miejscowością jest Nawojowa, doskonałe nadająca się do wypadów rowerowych w okoliczne dolinki.
Rozpoczynamy w centrum Nawojowej, gminnej wsi leżącej 8 km od Nowego Sącza. Jest to wieś o bardzo starej tradycji sięgającej XV wieku. Obecnie można podziwiać w niej malowniczo położony Pałac Stadnickich, w którym aktualnie ma siedzibę Małopolski Ośrodek Doradztwa Rolniczego. Za pałacem znajduje się piękny park z dużą ilością drzew będących pomnikami przyrody. Fascynują dostojnie rosnące dęby i rozłożysty platan. Po kilkuminutowym spacerze po parku rozpoczynamy właściwą wycieczkę.

Kierunek: bącza Kunina

Kierunek pokazuje drogowskaz bącza Kunina 3 km., stojący przy głównej drodze. Ruszamy wzdłuż potoku, droga łagodnie pnie się do góry. Przejeżdżamy obok parku by po chwili minąć, po lewej stronie,
 piękny, zadbany z końca XIX wieku kościół w Nawojowej. Droga coraz bardziej pnie się do góry. Koło szkoły szlak niebieski skręca w prawo(tak też można pojechać), natomiast my jedziemy dalej drogą, by po 15 minutach osiągnąć grzbiet. Rozciąga się stąd piękny widok na okoliczne dolinki, ale doskonale również widać wschodnią część Kotliny Sądeckiej. Tu PTTK umieściło, dla turystów rowerowych, drogowskaz informujący, że do Nowego Sącza mamy 14.5 km. 

Rower na plecy!

Z tego miejsca skręcamy pod kątem prostym w prawo w polną drogę, którą  dołączamy ponownie do niebieskiego szlaku. Odcinek ten (ok. 1 km.) pokonujemy częściowo prowadząc rower. 

Dojeżdżając do szlaku skręcamy w lewo, by grzbietem wśród pól, podziwiając piękne widoki, dotrzeć do ostatnich przy szlaku zabudowań (ok. 1km). Chwilę po minięciu zabudowań wjeżdżamy w obszar leśny z przewagą jodeł i świerków i jadąc cały czas  pod górę (niekiedy pieszo) docieramy do miejsca gdzie szlak niebieski łączy się z zielonym, który z Nowego Sączą prowadzi przez Ostrą na Makowicę. PTTK umieściło tu kolejny drogowskaz informujący, że do Maciejowej rowerzysta ma do pokonania 22,1 km. Kilka minut odpoczynku wystarczy, aby ruszyć w dalszą drogę, tym razem skręcamy w prawo kierując się w stronę Nowego Sącza.

W dół przez las

Ścieżka lekko opada w dół, Chociaż miejscami z siadamy z roweru, bo nachylenie jest zbyt duże, a na ścieżce pełno uskoków i kamieni. Szlak, z wyjątkiem dwóch dużych polan, cały czas  wiedzie przez gęsty iglasty las z domieszką buka. Na pierwszej polanie na stoku opadającym w kierunku zachodnim obserwujemy ładne widoki w kierunku dolinki potoku Rzeczanowskiego, dopływu Popradu. Po około 5 km jazdy szlakiem zielonym, docieramy do pierwszych zabudowań należących do Żeleżnikowej Małej, gdzie też zaczyna się droga asfaltowa. 

Asfaltem już szybciej

Tu też kończy się las i zaczynają pola uprawne. Jedziemy szybko, gdyż droga cały czas  prowadzi w dół i wkrótce jesteśmy na skrzyżowaniu dróg. Stąd jadąc prosto moglibyśmy dojechać do przedmieść Nowego Sącza, na lewo do Żeleźnikowej Wielkiej, a nasza trasa prowadzi w prawo do Żeleźnikowej Małej. Na początku droga wije się serpentynami następnie łagodniej. W połowie dolinki (ok.3 km) po lewej stronie mijam nowo postawiony kościół, a trochę niżej, po prawej nad potokiem, dom o śmiałej, nietypowej architekturze. Jeszcze ok. 2 km i dojeżdżamy do końca doliny, mijając po prawej ręce stadninę koni, a po lewej budynki technikum rolniczego w Nawojowej. 
I tak, po niecałych dwóch godzinach jazdy i przejechaniu 20 kilometrów, ponownie znaleźliśmy się w punkcie startu, bo wjazd w dolinę do bączy Kuniny znajduje się trzydzieści metrów dalej.


O autorze:


Sądeczanin z powołania, wyboru i przeznaczenia. Patriota lokalny, realizujący swoje regionalne pasje na rowerze w każdej wolnej chwili;) Autor specjalistycznych przewodników rowerowych po Beskidzie Sądeckim: "Beskid Sądecki 22 wycieczki rowerowe" oraz "Jezioro Rożnowskie i Czchowskie 27 wycieczek rowerowych". W przygotowaniu trzecia część - "okolice Nowego Sącza". Formalnie Marek jest informatykiem i automatykiem, uczy młodzież obsługi AutoCada i czym są  języki programowania...

Bącza Kunina i Homrzyska



Autor:  Marek Ryglewicz

Doskonała wycieczka nadająca się na rodzinną eskapadę, krótka, piękna widokowo, wymagająca trochę więcej kondycji, podczas  jazdy do bączy Kuniny. Przejechanie całej trasy o długości 9,8 km, przy uwzględnieniu kilku postojów zajęło mi 2 godziny.

Wyruszamy podobnie jak podczas  wycieczki "Pętla wokół Nawojowej" z centrum miejscowości, wjeżdżając w dolinę w kierunku bączy Kuniny. Jedziemy cały czas  wzdłuż potoku. Mijamy park dworski, o którym wspominałem relacjonując poprzednią wycieczkę, a następnie kościół. Droga cały czas  wznosi się do góry. 




Wokół dużo zieleni, a ponieważ to druga połowa maja, więc w pełni kwitnienia są  drzewa owocowe, rosnące w przydrożnych ogrodach. Kwitnie też jarzębina i bzy. Szlak niebieski, który towarzyszył nam od Nawojowej skręca w prawo, a my rozpoczynamy ostro wspinaczkę na grzbiet. Pragnę w tym miejscu zaznaczyć, że żaden "kodeks rowerzysty" nie zakazuje prowadzenia roweru. Wreszcie po kilkunastu minutach (więcej jadąc niż idąc), docieram na grzbiet, mając na liczniku 3,2 km. Tuż przy drodze, po lewej  stronie znajduje się nowy budynek szkoły podstawowej. Wokół duże skupisko domów. Znajdujemy się w centrum Bączy Kuniny.

Warto tu zatrzymać się na kilka minut, aby odpocząć, ale również pooglądać okolicę. Przed nami w dole dolina którym płynie boczny dopływ potoku Homerka, a nad nią wznoszą się ciemnozielone stoki najwyższego w okolicy szczytu Ostra 834 m n.p.m. 

Odchodząca w lewo asfaltowa droga doprowadziłaby nas ponownie do Nawojowej, a polną drogą w prawo jechaliśmy podczas  poprzedniej wycieczki, aby dotrzeć do niebieskiego szlaku. My korzystamy z wytyczonego przez PTTK oznakowania trasy rowerowej i zaczynamy jazdę na wprost.

Droga asfaltowa, prowadzi na dno doliny. Po chwili znajdujemy się przy betonowym moście. Droga w prawo prowadzi w górę potoku, który bierze swój początek, na stoku Wilczych Dołów 786 m n.p.m., my natomiast przejeżdżamy przez most, skręcamy w lewo i zaczynamy jazdę w dół potoku. Droga wąska ale bardzo dobrej jakości, prowadzi prawie cały czas  w dół. Potok, który początkowo biegnie tuż obok, oddala się, a my mając na liczniku 5,7 km przejeżdżamy przez most na potoku Homerka i już znajdujemy się na drodze prowadzącej do Złotnego.

W prawo zaczynają się Homrzyska, natomiast my skręcamy w lewo i zaczynamy jazdę w dół doliny. Potok Homerka towarzyszy nam po lewej stronie, natomiast rzadka zabudowa należy do Frycowej. Dolina w tym miejscu bardzo szeroka, asfalt dobrej jakości, więc po kilku minutach jazdy znajdujemy się u wylotu doliny, na drodze krajowej z Nowego Sącza do Krynicy mają przejechane 7,7 km. Skręcamy w lewo, przed nami jeszcze 2 km jazdy do centrum Nawojowej


O autorze:


Sądeczanin z powołania, wyboru i przeznaczenia. Patriota lokalny, realizujący swoje regionalne pasje na rowerze w każdej wolnej chwili;) Autor specjalistycznych przewodników rowerowych po Beskidzie Sądeckim: "Beskid Sądecki 22 wycieczki rowerowe" oraz "Jezioro Rożnowskie i Czchowskie 27 wycieczek rowerowych". W przygotowaniu trzecia część - "okolice Nowego Sącza". Formalnie Marek jest informatykiem i automatykiem, uczy młodzież obsługi AutoCada i czym są  języki programowania...

Dolina Złotniańskiej Rzeczki - wersja II


Autor:  Marek Ryglewicz


Wyruszamy z Nawojowej podobnie jak podczas  wcześniejszej wycieczki w dolinę Homerki "Doliną Złotniańskiej Rzeki". Jedziemy główną drogą w kierunku Krynicy. Nieco ponad dwa kilometry dalej wjeżdżamy do wsi Frycowa. Skręcamy w prawo w dolinę potoku Homerka i jedziemy w głąb doliny. Przejeżdżamy przez wieś Homrzyska, Złotne. Po chwili kończy droga asfaltowa, kilkaset metrów jedziemy drogą szutrową i dojeżdżamy do szlabanu.


Ponownie zaczyna się asfalt. Droga wznosi się ostro, ale w chwilach słabości zawsze można zejść z roweru. Potok w dole po lewej stronie coraz bardziej zbliża się do drogi. Po przejechaniu 10,2 km droga asfaltowa definitywnie się kończy. Tu mamy trzy warianty do wyboru: w prawo jechaliśmy podczas  poprzedniej wycieczki, do góry ścieżką wyjechalibyśmy (wyszlibyśmy ) na czerwony szlak. My jedziemy w lewo jak gdyby cofając się wzdłuż Żłotniańskiej Rzeki. Dobrej jakości bita droga poprowadzona została trawersem stokami Sokołowskiej Góry 1028 m n.p.m., która wznosi się nad nami po prawej stronie drogi. Wokół piękne bukowe lasy z do- Mieszka jodły i świerka. Znajdujemy się na wysokości około 830 m. Po przejechaniu kilkuset metrów dojeżdżamy do kolejnego rozwidlenia, na którym skręcamy ponownie w lewo. Po prawej ostro wznoszące się do góry stoki Sokołowskiej Góry, z widocznymi wychodniami skalnymi. 

Przy stanie licznika 11,6 km, kończy się starodrzew, a przez znacznie niższe drzewa po lewej stronie już za doliną Homerki widać rozległy szczyt Ostrej 834 m n.p.m.. Kilkaset metrów dalej znajdujemy się na małej polanie, na skraju której stoi wysoka, zabudowana ambona. Widok z niej rozległy, widać między innymi kilkumetrową pionową wychodnie skalną odległą od drogi o kilkadziesiąt metrów. 

Znowu droga prowadzi przez piękny starodrzew, a po prawej stronie widoczne wychodnie skalne. Mając na liczniku 12,8 km znajdujemy się w miejscu, gdzie drogę przecina żółty szlak prowadzący z Frycowej na Halę Pisaną.

Zanim skręcimy w lewo w dół ścieżką za żółtym szlakiem, jedziemy jeszcze dalej drogą, bo około 200 metrów dalej zaczyna się Rezerwat Barnowiec. Oczywiście nie możemy zbaczać z drogi, ale i tak możemy podziwiać wspaniały drzewostan, wychodnie skalne. Wracamy do miejsca gdzie przebiega żółty szlak pieszy. Początkowy odcinek, wąską ścieżką opada dosyć ostro w dół, więc idziemy pieszo prowadząc rower. Wokół ogromne jodły, buków już mniej, a po chwili wychodzimy na rozległą polanę. Przed nami i na prawo piękny, rozległy widok. W dole dolina Czaczowca, a widoczne zabudowania należą do Barnowca. Szlak żółty poprowadzony został działem wodnym między dolinami Homerki i Czaczowca. Cały czas  jedziemy w dół, znowu wjeżdżamy w las, tym razem z przewagą jodły i świerka. 

Licznik pokazuje 15,8 km, a przed nami fantastyczna panorama Kotliny Sądeckiej i wznoszących się wokół niej szczytów. Po lewej mijamy pierwsze zabudowania, a po chwili pojawia się towarzyszące żółtemu szlakowi oznakowanie trasy rowerowej wykonane przez PTTK, prowadzącej z Na- wojowej na Halę Łabowską. Wjeżdżamy w las bukowy, droga lekko opada, zaczynają się pola uprawne i łąki. W dole przed nami widać już dolinę Kamienicy Nawojowskiej i wzno- szące się nad nią zalesione szczyty Beskidu Niskiego. Przy stanie licznika 19,2 km wyjeżdżamy na drogę asfaltową. wąska, dosyć szybko opada w dół, tak że trzeba bardzo uważać.. 

Widać już kamieniste koryto Kamienicy Nawojowskiej, dojeżdżamy do biegnącej prostopadle szerokiej drogi i mając na liczniku 20,9 km wyjeżdżamy na drogę krajową obok nowego budynku szkoły. Do Nawojowej pozostało nam jeszcze 2,6 km całą trasę o długości 23,5 km pokonaliśmy w ciągu 4 godzin


O autorze:


Sądeczanin z powołania, wyboru i przeznaczenia. Patriota lokalny, realizujący swoje regionalne pasje na rowerze w każdej wolnej chwili;) Autor specjalistycznych przewodników rowerowych po Beskidzie Sądeckim: "Beskid Sądecki 22 wycieczki rowerowe" oraz "Jezioro Rożnowskie i Czchowskie 27 wycieczek rowerowych". W przygotowaniu trzecia część - "okolice Nowego Sącza". Formalnie Marek jest informatykiem i automatykiem, uczy młodzież obsługi AutoCada i czym są  języki programowania...

Przejażdżka do Lasku Falkowskiego


Autor:  Marek Ryglewicz

Piękna wycieczka na rodzinne wyjazdy, którą  można wzbogacić o zwiedzanie skansenu. Las Falkowski, obok Chełmieckiego, oraz lasu w Dąbrówce Polskiej, to największe obszary leśne położone w odległości zaledwie kilku kilometrów od centrum Nowego Sącza, a czyż jest lepsza forma wypoczynku niż jazda na rowerze wąską polną drogą przez las. Przejechanie trasy o długości 10,5 km, uwzględniając liczne postoje podczas  jazdy ścieżką przyrodniczą, zajęło nam około 1,5 godziny. Trasa łatwa, a różnica wysokości wynosi około 50 metrów.



Wyruszamy z przed dworca kolejowego Nowy Sącz–Główny. Jedziemy ulicą Batorego, dojeżdżamy do skrzyżowania przy którym kościół kolejowy i hotel "ORBIS". Skręcamy w prawo w ulicę Limanowskiego. Mijamy popularny w całej Sądecczyźnie "elektryk" i dojeżdżamy do skrzyżowania z ulicą Nawojowską. Jedziemy prosto ulicą Królowej Jadwigi. Po prawej ciągnie się pas domów jednorodzinnych, natomiast po lewej stronie dwupasmowej ulicy widać bloki, jednego ze starszych w mieście, spółdzielczego osiedla Millenium. Mijamy Biały Klasztor, oraz wybudowany kilkanaście lat temu o nowoczesnej architekturze kościół i jesteśmy na Rondzie Solidarności . Jedziemy prosto i po chwili znajdujemy się na moście 700-lecia na Kamienicy Nawojowskiej. Po lewej stronie widać kompleks sportowy, dumę miasta, na który składają się duża hala sportowa, pływalnia, boiska, korty tenisowe, oraz usytuowany najbliżej kemping. Mijamy odchodzącą w prawo willową ulicę Jamnicką i kilkadziesiąt metrów dalej (2,2 km) skręcamy w ulicę Długoszowskiego. Wzdłuż niej ciągła zabudowa, w większości nowe domy wybudowane w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Po prawej mamy w miarę równe tereny lekko opadające w kierunku Kamienicy Nawojowskiej, natomiast po lewej w głębi pas wzgórz za którymi znajduje się dolina rzeki Łubinki. Znajdujemy się (3,3 km) przy skansenie etnograficznym. 

Wspaniałe miejsce do rodzinnych wypadów, gdzie na żywo można zapoznać się z historią, tradycją i kulturą Sądecczyzny, a liczne imprezy tam organizowane stanowią dodatkową atrakcję. Trzeba dodać, że skansen jest wciąż wzbogacany o kolejne zabytki, między innymi w ostatnich latach trafił tu drewniany zabytkowy kościół z Łososiny Dolnej. Począwszy od tego miejsca droga zaczyna się lekko wznosić. Wzdłuż drogi po lewej stronie, porośnięte lasem wzgórze. Kilkaset metrów dalej mijamy nieduży budynek szkoły podstawowej, a niewiele dalej w lewo odchodzi wąska ulica Lasek Falkowski. Zawieszona obok tablica zaprasza do spacerów po ścieżce przyrodniczej. Skręcamy w lewo wjeżdżamy w las i po przejechaniu około 100 metrów znajdujemy się na dużej śródleśnej polanie. Pośrodku niej znajduje się nowo wybudowany kościół pw. Św. Antoniego, a przy drodze tablica informacyjna, oraz mapa z zaznaczoną trasą "Terenowo-dydaktycznej ścieżki "Las Falkowski". Właściwa ścieżka zaczyna się zaraz za kościołem a jej przebieg wyznaczają białe paski namalowane na drzewach. Ścieżka została zaprojektowana i wytyczona dla pieszego zwiedzania, bo przecież trudno pokonać Chociażby zjazd czy wjazd po drabinie. Ale rozwiązanie zawsze się znajdzie, w takich miejscach wystarczy po prostu zsiąść z roweru.

Na całej trasie w ciekawych przyrodniczo miejscach, postawiono tablice informacyjne, ławy, oraz charakterystyczne rzucające się w oczy słupy z numerem stanowiska. I tak np. Na stanowisku nr. 6 eksponowany jest Torfowiec ostrolistny, a trochę dalej można podglądać w małym stawku płazy. Cały teren jest bardzo urozmaicony, ciągle jakieś zjazdy, przechodzące po chwili w podjazdy. Na pewnym odcinku przejeżdżamy obok miejsca gdzie kiedyś znajdowała się skocznia, oraz tor saneczkowy, a w dole poprzez drzewa widać dolinę Łubinki, oraz drogę Nowy Sącz- Grybów. Od tego miejsca ścieżka przyrodnicza prowadzi razem z pieszym, zielonym szlakiem wytyczonym przez Polskie Towarzystwo Turystyczne. Wspólna trasa prowadzi zaledwie przez 200 metrów, bo po chwili szlak zielony skręca w lewo, natomiast my jedziemy prosto wąską ścieżką. Ścieżka prowadzi wzdłuż ogrodzenia ogródków działkowych w Falkowej i powoli zbliżamy się do miejsca skąd kilkanaście minut wcześniej wyruszyliśmy. Kończąc przejazd ścieżką mamy na liczniku 6,1 km, z czego wynika, że długość całej ścieżki przyrodniczej wynosi 1,8 km. Naładowani pozytywną energią, bogatsi o cenne informacje przyrodnicze wracamy tą  samą trasą. A więc powrót na ulicę Długoszowskiego, szybka jazd w dół aż pod skansen, a następnie już wolniej ulicami Długoszowskiego, w lewo na obwodnicę, przez most 700-lecia, później ulicą Królowej Jadwigi, Limanowskiego i Batorego, aż do dworca PKP.


O autorze:


Sądeczanin z powołania, wyboru i przeznaczenia. Patriota lokalny, realizujący swoje regionalne pasje na rowerze w każdej wolnej chwili;) Autor specjalistycznych przewodników rowerowych po Beskidzie Sądeckim: "Beskid Sądecki 22 wycieczki rowerowe" oraz "Jezioro Rożnowskie i Czchowskie 27 wycieczek rowerowych". W przygotowaniu trzecia część - "okolice Nowego Sącza". Formalnie Marek jest informatykiem i automatykiem, uczy młodzież obsługi AutoCada i czym są  języki programowania...

Dolina Złotniańskiej Rzeczki - wersja I


Autor:  Marek Ryglewicz

Wyruszamy z Nawojowej główną drogą w kierunku Krynicy. Dwa kilometry dalej wjeżdżamy do wsi Frycowa. Tu na prawo od drogi ciągnie się dolina potoku Homerka. Drogowskaz znajdujący się przy głównej drodze informuje, że do wsi Złotne jest 5 km. Droga wiedzie szeroką doliną potoku Homerka, który płynie w odległości kilkudziesięciu metrów po prawej stronie.




W dolnym odcinku potoku liczne stopnie wodne, spiętrzające wodę i dające możliwość kąpieli. Rzadka zabudowa należy do wsi Frycowa Po około 2 km jesteśmy we wsi Homrzyska. Zwarta grupa zabudowań, a wśród nich kilka starych, zbudowanych z bali drewnianych, domów wciąż urzekających. Przy jednym z nich, stojąca, prawie w drodze, dostojna lipa, pomnik przyrody. Droga przez wieś Homrzyska ciągnie się na długości ok. 3 km, przy czym w górnej części zabudowania są  coraz rzadziej. Po lewej stronie boczna asfaltowa droga. Na 4 kilometrze w prawo odchodzi boczna asfaltowa droga do Baczy Kuniny. Mijamy po lewej stronie szkołę podstawową w Homrzyskach i dojeżdżamy (6,9 km) do odchodzącej w prawo przez most drogi, przy której tuż za potokiem stoi murowana gajówka. Zwracamy na ten fragment uwagę, bo tędy będziemy wracać. Na razie jedziemy dalej. 

Tablice informują, że kończą się Homrzyska, a zaczyna wieś Złotne. Potok Homerka rozdziela się na mniejsze. Nasza droga prowadzi przez wieś Złotne, a towarzyszy nam teraz Złotniańska Rzeka (na niektórych mapach Homerka).
 Dojeżdżamy do małego kościółka (właściwie kaplicy) zbudowanego z kamienia ładnie położonego po lewej stronie drogi. Po chwili kończy droga asfaltowa, kilkaset metrów jedziemy drogą szutrową i dojeżdżamy do szlabanu. Tu kończy się droga ogólnodostępna.

Tu kończy się droga

Za szlabanem przyjemna niespodzianka, bo znowu zaczyna się asfalt. Droga wznosi się ostro, ale w chwilach słabości zawsze można zejść z roweru. Potok w dole po lewej stronie coraz bardziej zbliża się do drogi. Po przejechaniu 10,2 km droga asfaltowa definitywnie się kończy. Mamy do wyboru albo jechać w lewo, lekko w dół co doprowadziłoby nas ponownie do Złotnego, albo ścieżką piąć się do góry (oczywiście rower prowadząc obok) aż do czerwonego szlaku, albo też jechać drogą w prawo. Wybieramy ten wariant ponieważ mamy zamiar dotrzeć do pieszego, zielonego szlaku. Dobrej jakości droga szutrowa łagodnie pnie się w górę, po lewej mijamy ładne skalne ostańce. Wokół piękne lasy bukowe, z niewielką domieszką jodły i świerka. 

Po przejechaniu 11,1 km mijamy odchodzącą w prawo scieżkę prowadzacą na Przełęcz Bukowina do czerownego szlaku. Kilkaset metrów dalej droga zaczyna lekko opadać w dół, cały czas  biegnąc w poprzek stoku. Mijamy po prawej poniżej drogi małą polankę i wkrótce przy stanie licznika 12,9 km dojeżdżamy do miejsca zwózki drewna. Stąd droga szutrowa skręca w prawo w dół wzdłuż potoku Sucha Kamionka. jadąc nią dalej wkrótce dojechalibyśmy do drogi asfaltowej, która doprowadziłaby nas aż do gajówki, obok której wcześniej przejeżdżaliśmy. Jeżeli ktoś ma natomiast zamiar nacieszyć oczy ładnymi widokami to jedzie dalej z nami ;). 

Zaczynają się widoki

A więc opuszczamy dobrą szutrową drogę, przekraczamy strumyk i już znajdujemy się na znacznie gorszej, ale również nadającej się do jazdy, polnej drodze. Jedziemy lekko pod górę drogą biegnącą w poprzek stoku. Wreszcie docieramy do prostopadle biegnącego zielonego szlaku, mając na liczniku 14,2 km. Skręcamy w prawo. Szlak prawie cały czas  wiedzie zalesioną, z przewagą jodły, granią. Droga Na pewnych odcinkach droga zniszczona przez ciężki sprzęt. Wyjeżdżamy na skraj polany, skąd mamy ładny widok na szczyty wznoszące się z obu stron doliny Homerki, oraz w głębi Beskidu Niskiego. Jedziemy dalej skrajem polany w lewo i ponownie szlak wiedzie wśród  drzew tym razem głównie świerk i jodła. 

Pod Ostrą

Dojeżdżamy do dużej polany pod szczytem Ostra 838 m n.p.m. Na której skraju zaraz przy szlaku umieszczono pamiątkowy obelisk dla uczczenia działających w tym rejonie oddziałów AK i BCh. Stąd w dół zaczyna się dolina Życzanowskiego Potoku, a w głębi widać Fragmenty Pasma Radziejowej. jadąc dalej szlakiem zielonym dojechalibyśmy do niebieskiego szlaku i nim moglibyśmy zjechać do bączy Kuniny, ale my, skręcamy w prawo w drogę kilkadziesiąt metrów przed pomnikiem. Jedziemy ostrożnie, gdyż droga wyraźnie opada w dół, a my musimy uważać na umieszczone w poprzek drogi pnie służące do odprowadzania wody z drogi. Dojeżdżamy do rozwidlenia, skręcamy w prawo lekko w dół i po chwili znajdujemy się na drodze asfaltowej mając na liczniku 17,9 km. 

I w dół

Jej przedłużeniem w prawo jest szutrowa droga, którą  jechaliśmy wcześniej, natomiast my skręcamy w lewo. Od tego miejsca jedziemy cały czas  w dół, tak że po chwili znajdujemy się przy szlabanie mając po lewej stronie wspomnianą wcześniej gajówkę. Omijamy szlaban i kilkadziesiąt metrów dalej jesteśmy na drodze do Złatnego, w obszarze wsi Homrzyska. Jeszcze jedno spojrzenie dookoła i jadąc ciągle w dół, po 5 km szybkiej jazdy znajdujemy się na drodze krajowej. Stąd pozostaje nam tylko krótka, powrotna jazda do Nawojowej, całą trasę długości 25,9 km pokonaliśmy w ciągu 3 godzin. 


O autorze:


Sądeczanin z powołania, wyboru i przeznaczenia. Patriota lokalny, realizujący swoje regionalne pasje na rowerze w każdej wolnej chwili;) Autor specjalistycznych przewodników rowerowych po Beskidzie Sądeckim: "Beskid Sądecki 22 wycieczki rowerowe" oraz "Jezioro Rożnowskie i Czchowskie 27 wycieczek rowerowych". W przygotowaniu trzecia część - "okolice Nowego Sącza". Formalnie Marek jest informatykiem i automatykiem, uczy młodzież obsługi AutoCada i czym są  języki programowania...

niedziela, 30 czerwca 2019

Skansen w Nowym Sączu

notka: Marek Ryglewicz

Sądecki Park Etnograficzny udostępniony został zwiedzającym w 1975 roku. Obecnie na obszarze ponad 20 ha, eksponowanych w nim jest około 70 zabytkowych obiektów, głównie drewnianej architektury ludowej. Większość z nich pochodzi z XIX wieku, ale np. dwór małopolski z Rdzawy aż z XVII wieku.

Zobacz zdjęcia https://photos.app.goo.gl/tPzNg7y6bMuLk2647
Na terenie parku prezentowana jest architektura wszystkich grup etnograficznych Sądecczyzny: Lachów i Górali Sądeckich, Pogórzan, Łemków, Romów i Niemców Galicyjskich. Całość usytuowana jest w dzielnicy Falkowa na łagodnie wznoszącym się stoku, z przepiękną panoramą Nowego Sącza. Ewenementem jest to, że na terenie parku zgromadzono trzy XVIII- wieczne świątynie trzech różnych obrządków chrześcijańskich.

Należą do nich cerkiew unicka z Czarnego, kościół rzymskokatolicki z Łososiny Dolnej, oraz zbór ewangelicki ze Stadeł. Wszystkie obiekty sakralne zostały przywrócone do kultu. 


zobacz zdjęcia Marka Ryglewicza - https://photos.app.goo.gl/XP3fzc3igXn3hFvo7

W okresie letnim w skansenie odbywają się cyklicznie imprezy folklorystyczne o różnej tematyce. Wiosną br. została oddana pierwsza część miasteczka galicyjskiego, oraz tzw. sektor kolonistów józefińskich. Ten fragment SPE będący paramuzealnym sektorem ekspozycyjno-usługowym jest obecnie dostępny od strony Piątkowej (droga Nowy Sącz – Grybów) i docelowo tu znajdować się będzie główne wejście na teren Sądeckiego Parku Etnograficznego. Wszystkich zainteresowanych zapraszam do odwiedzania największego w małopolsce muzeum skansenowego ( po szczegóły odsyłam na stronę www.muzeum .sacz.pl) 


O autorze:


Sądeczanin z powołania, wyboru i przeznaczenia. Patriota lokalny, realizujący swoje regionalne pasje na rowerze w każdej wolnej chwili;) Autor specjalistycznych przewodników rowerowych po Beskidzie Sądeckim: "Beskid Sądecki 22 wycieczki rowerowe" oraz "Jezioro Rożnowskie i Czchowskie 27 wycieczek rowerowych". W przygotowaniu trzecia część - "okolice Nowego Sącza". Formalnie Marek jest informatykiem i automatykiem, uczy młodzież obsługi AutoCada i czym są  języki programowania...

sobota, 6 maja 2017

Kolonia Kolejarzy w Nowym Sączu



Odkąd zaczęłam jeździć w Beskid Sądecki (a było to jakiś czas temu) zawsze dziwiłam się turystom podróżującym pociągiem z Krakowa do Sącza. Bo cóż to za przyjemność jechać na około (bo przez Stróże koło Tarnowa) siedząc w tłukącym się pociągu przez bite sześć godzin... Po prawdzie, to sześć godzin trwała podróż do Piwnicznej, bo też ona, a właściwie położona nad nią Niemcowa, była moim ówczesnym celem. 
Dziwię się zresztą do dziś, chociaż Szymon powiada, że dziś tą trasą jedzie się 3 godziny. Choć nadal naokoło, bo nowych torów (jak wspomniałam w poprzednim poście) nie wybudowano...

Kiedy zaczęłam podróże w kierunku Sądecczyzny, nie spodziewałam się, że moje życie zwiąże się z tymi górami niejako na zawsze. Miałam przecież swoją wieś (przez przyjaciół wdzięcznie zwaną latyfundiami), miałam chałupę w sercu Gorców (co prawda kwestia posiadania jest tu kwestią bardzo sporną, ale serce moje od dawna zakopane jest gdzieś tam... na zachód od Sądecczyzny. Druga część serca tkwi w Bieszczadach i dolinach Osławy i Oslawicy, mocno zahaczając o dolinę Wisłoki. Gdzież tu zatem Sądecczyzna? 

Ano, chyba pośrodku...

Niejeden raz przechodziłam Sącz na piechotę, usiłując dojść na wylotówkę w kierunku Piwnicznej. Obserwowałam zmiany jakie zachodziły w tym mieście, pomimo tego, że nie spędzałam tam dużo czasu - tyle ile konieczne było na przejście przez miasto. No i czasem wstąpienie na lody... 


W dawnych czasach "u Misia", potem przemianowanego na Argasińskich - lody i kolejka do nich nie zmieniły się przez lata. Dalej są to najlepsze lody W Nowym Sączu... No dobrze - prawie najlepsze. Najwspanialsze są jednak w niewielkiej lodziarni Orawianka, zlokalizowanej w zaułku, na tyłach lodziarni Argasińskich. Skąd nazwa Orawianka, skoro jesteśmy u Lachów Sądeckich? Ha - nie wiem. Zastanawiałam się nad tym, ale jeszcze nie dotarłam do żadnego wytłumaczenia. Może ukochana właściciela była z Orawy? Któż to wie...


W każdym razie - na bazie lodów śmietankowo-owocowych rozpoczęłam dawno temu obserwacje rozwoju Sącza. Nie nazywałam tego obserwacjami. Ale trudno było nie zauważyć, jak z niewielkiego, powiedzmy wprost: zapyziałego miasteczka, wyrasta przepiękne, funkcjonalne miasto. Z zachowanymi ruinami zamku (niewielkimi), odrestaurowanym rynkiem i skansenem, do którego dojazd kilka lat temu został doskonale oznaczony. Miasta owiniętego wstęgami Dunajca i Popradu. Miasta, w ktorym funkcjonuje jeden z najlepszych w południowej Polsce, szpitali (z doskonałą kardiochirurgią), miasta, które za swoją siedzibę wybrało kilka wiodących firm - słynnego komputerowego Optimusa, czy równie słynnej fabryki lodów Koral. Któż z nas nie pamięta zdania, namiętnie szeptanego przez Kasię Figurę.. "zawsze jest pora na lody koral".



malopolskatogo.pl

A zaczęło się od kolei. Kolei, która stała się impulsem do rozwoju miasta.
W XIX wieku przeprowadzono przez Sącz linię kolejową Tarnów - Leluchów oraz kolejny odcinek kolei transwersalnej: Nowy Sącz-Chabówka. Na skrzyżowaniu dróg kolejowych postanowiono wybudować osiedle robotnicze dla pracowników kolei, którzy mieli tutaj - w nowozbudowanych warsztatach - naprawiać tabor kolejowy. W myśl austriackich planów, opracowano w Wiedniu plany osiedla, a pierwsze domy oddano do użytku rok poźniej. Całą inwestycję ukończono w 1917 r. 
kolonia kolejowa składała się ze stu domostw - przeważnie parterowych, wolnostojących z niewielkimi ogródkami. Większość z nich to tak zwane bliźniaki, z idealnie rozplanowanymi wnętrzami. Choć - powstały też domy dwu - i wielorodzinne. 
Całą kolonię założono niedaleko miejsca pracy kolejarzy. Ale z dala od miasta, sklepów i szkół - dlatego, na wyraźne żądania kolejarzy wybudowano tutaj Dom Robotniczy, szkołę i kaplicę św. Elżbiety (dziś kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa), wg projektu Teodora Talowskiego, znanego krakowskiego architekta.

Prezydent generalny dyrekcji dr Leon Biliński przychylił się do prośby i wyasygnował na budowę szkoły 20.000 zł. i na budowę kaplicy szkolnej 45.000 zł. Dla łatwiejszego uzyskania zezwolenia na budowę podano, że będzie to kaplica jubileuszowa, upamiętniająca półwiecze panowania cesarza Franciszka Józefa. Dlatego też na frontonie kościoła umieszczono portal z emblematami jubileuszowymi, korona, monogramem i cyframi 1848-1898. 


Wieść gminna niesie, iż świątynię wzniesiono pod wezwaniem św. Elżbiety, gdyż była ona patronka cesarzowej, zwanej Sisi. Możliwym jest, że jest w tym ziarnko prawdy. Wiadomo bowiem, że patronami kolejarzy są św. Rafał, Franciszek i św. Katarzyna Aleksandryjska. 

To właśnie w dniu jej wspomnienia (25.listopada) obchodzone jest święto kolejarza.

Dworzec kolejowy położony jest w pewnej odległości od centrum miasta. Klasycystyczny budynek dworca wygląda niemal tak samo, jak dworzec w Iwanofrankovsku czy Lwowie. W sumie - trudno się dziwić. I to Galicja, i to Galicja...
Tylko, że tamte dworce od pierwszego wejrzenia wzbudzają podziw. Od razu widać, że dworzec jest jednym z najważniejszych budynków - porównywalnie dominujący w scenerii, jak ratusz czy wieża kościelna.
"Między panem, wójtem, a plebanem" - można by rzec. Wszak kolej to inwestycja pańska. A nawet cesarska... 
W przypadku Nowego Sącza jest dokładnie odwrotnie. Niegdyś dominujący dworzec został tak jakby przyduszony wznoszącym się miastem. 
Nawet pomnikowa dziś kolejka, postawiona przed dworcem na pamiątkę pierwszego wjazdu pojazdu elektrycznego w 110 rocznicę wybudowania linii kolejowej Tarnów-Leluchów, to symboliczny chichot historii przemysłowej.
Historia kolejowego miasta odchodzi powoli w przeszłość, oddając pola biznesom na kolei wyrosłym. 

Nie tak dawno jechałam z grupą - nomen omen kolejarzy...- do węgierskiego Tisajvaros. Część grupy odbieraliśmy właśnie przy dworcu w Sączu. Próba przejazdu pod niewielkimi wiaduktami,  skończyła się objazdami, które kosztowały nas co najmniej godzinę poślizgu. Miasto Nowy Sącz, wyrosłe na kolei, oferuje kolejarzom tą samą infrastukturę, co niemal 100 lat temu. Fakt, ze infrastuktura wciąż działa. Ale nie jest już dziś potrzebna miastu do rozwoju - miasto rozwija się juz samo.