Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Góry Opawskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Góry Opawskie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 kwietnia 2020

Kozia Szyja pod Górą Chrobrego // The goat's neck under Chrobry Mount


Mało które śląskie miasteczko wygrało los na loterii. I żadne tak go nie zlekceważyło.

Leżące na nizinach miasta wydawały kolosalne pieniądze na stworzenie systemu wodociągowego, widocznego dziś w formie zapomnianych wieży ciśnień. Brak dużych połaci lasów nie dostarczał budulca, który trzeba było ściągać z innych regionów. Inaczej rzecz się miała z Głuchołazami...

Rynek w Głuchołazach - przed rewitalizacją.
Choć dokumenty datują powstanie miasta na połowę  XII wieku, to legenda miejscowa wspomina, iż już w czasie najazdu Mongołów w 1241 r. istniał tu mały gródek, który bronił się nadspodziewanie długo. Wg dokumentów hordy tatarskie omijały jednak miasteczko, które powstało najprawdopodobniej w celu ochrony już istniejących kopalni złota.

Dziś mało znane, leżące na pograniczu, niemal zapomniane, trochę depresjogenne, miasteczko przez wieki całe było jednym z najważniejszych śląskich miast. Odpowiedź na pytanie dlaczego ta sytuacja nie trwa do dziś, zahacza już o politykę i socjologię i wykracza poza ramy tego artykułu – prawdą jednak jest że począwszy od sprowadzonych w XII wieku wysoko wykwalifikowanych frankońskich górników, a na pracownikach uzdrowiska kończąc, Głuchołazianie zawsze potrafili sobie radzić i wyciągnąć z atutów miasta profity.

Szlak Złotych Górników
Wszystko zaczęło się w XII wieku, kiedy odkryto tu złoża złota. Zawieruchy historyczne nie oszczędziły miasta i rozkwit nastąpił dopiero w XVI wieku. Wtedy właśnie powstało najwięcej płuczek, szybów i sztolni wraz ze słynną Sztolnią Trzech Króli, gdzie znaleziono największe samorodki (1,3 i 1,7 kg) dziś znajdujące się w muzeum w Wiedniu.

Szczególny czas  dla miasta to jednak wiek XIX. Wiek, który przyniósł Głuchołazom światową sławę dzięki... rękawiczkom, guzikom i paście do butów. Równolegle do rozwoju przemysłu, przyszła moda na jeżdżenie "do wód". Choć Vincent Priessnitz rozpoczął swoją uzdrowiskową działalność dopiero w XIX wieku, w Głuchołazach już od XVII wieku działało uzdrowisko. Sprowadzeni przez arcyksięcia austriackiego i wrocławskiego biskupa Karola Ferdynanda, jezuici otwarli tu już w XVI wieku dom zdrojowy "Leśny Dwór" (Waldhof) dla braci zakonnych. Wtedy było jednak jeszcze za wcześnie na wykorzystanie naturalnych walorów, przede wszystkim specyficznego mikroklimatu: powietrza  przesyconego olejkami żywicznymi i eterycznymi, wyrównanej temperatury i braku skoków ciśnienia, jak również ogromnych połaci lasów na Górze Parkowej – dotychczas  drzewo użytkowano tylko w celach budulcowych i opałowych. Góra Chrobrego zaś była wykorzystywana jako poligon doświadczalny dla górnictwa złota, nigdy nie znaleziono tu dużych ilości cennego kruszcu.

Trzy wieki później, kiedy w pobliskim Jeseniku rozpoczął swą działalność Vincent Priessnitz, zwany wodnym doktorem, Głuchołazy wykorzystały jedyną w swoim rodzaju szansę. Szybko powstające domy zdrojowe zaopatrywano w wodę, zbieraną do dużego zbiornika, skąd rozprowadzana była rurami. Dzięki naturalnemu spadkowi nie było potrzeby budowania wieży ciśnień, stąd był to najtańszy system wodociągowy na Śląsku.

W głuchołaskich sanatoriach, bo tak je trzeba nazwać, wykorzystywano ciekawą metodę: zawijanie w prześcieradła i polewanie wodą z różnymi składnikami.
W końcu dostrzeżono dobrobyt górujący nad miastem – dodatki pochodziły głównie z tego lasu. Były to więc borowiny, wywary z igliwia leśnego, miazga drzewna, którą  pozyskiwano w pobliskiej papierni z wysokogórskiego świerku podczas  szlifowania w temperaturze 60 stopni C.

Po pierwszej Wojnie Światowej sanatoria przekształcono w domy wczasowe. Moda na jeżdżenie do wód przeminęła, wody spływające z Góry parkowej okazały się niewystarczająco zmineralizowane. Wydawać by się mogło, że historia głuchołaskiego uzdrowiska się skończyła. A ona się dopiero zaczęła...

Fontanna Amorek w Głuchołazach Zdrój
Historia medycyny poznała miasto od strony płuc. Na początku XX wieku gruźlica dziesiątkowała ludność, a właśnie w Głuchołazach rozwinęło się tego typu lecznictwo. Opracowano tez rewelacyjną metodę naświetlania krtani promieniami słonecznymi. Polegała na tym, że pacjent siedział z otwartymi ustami tyłem do słońca, przed nim stało lustro, które odbijając słoneczne światło nagrzewały krtań.

To był świetlany okres historii Głuchołaz. O kuracjuszy i turystów dbano tutaj wyjątkowo – organizowano przejażdżki dorożkami, wycieczki na Kopę Biskupią, gdzie już w 1890 roku powstała pierwsza drewniana wieża widokowa, organizowano wycieczki do Podlesia, powstał nawet basen z podgrzewaną wodą, z którego wypompowywano wodę, co było zupełną nowością na odkrytych kąpieliskach. Plotka głosi, że w basenie tym ćwiczyli niemieccy reprezentanci na igrzyska olimpijskie. Inna plotka mówi iż był to prezent Adolfa Hitlera dla Ewy Braun. Powstało również niewielkie kąpielisko w Pokrzywnej (czynne do dzisiaj) – przed wojną popularność jego była tak wielka, ze każdemu 10 tysięcznemu turyście wręczano zegarek, a w czasie letnich dni uroczystość taka odbywała się co tydzień!

Jak to się więc stało, że dziś Głuchołazy są  zapomnianym miasteczkiem, jednym z licznych punktów na mapie? Mieszkańcy zgodnie obwiniają władze, jednakże zarząd miasta od czasów Drugiej Wojny Światowej kilkunastokrotnie się zmieniał. Wydaje się, iż można obwinić za to autorkę sukcesu – Górę Parkową. Wyczerpały się bowiem zmineralizowane wody spływające z jej zbocza, do tego jednostronna specjalizacja w leczeniu gruźlicy, która w wieku XXI nie jest już plagą. I najważniejsza sprawa: jednoosobowe działanie.

Ponieważ młodzi ludzie wyjeżdżają na studia lub za granicę i już nie wracają, na rozwój przemysłu w Głuchołazach i okolicy nie ma co liczyć. W tym momencie trzeba postawić na turystykę- zwłaszcza że Euroregion Pradziad jest skłonny przeznaczyć ogromne fundusze na rozwój turystyki w mega regionie.

Ruiny schroniska na Górze Chrobrego
Dopóki jednak nie będzie współpracy między Głuchołazami, a miejscowościami podgórskimi, na rozwój nie ma co liczyć. Władze miasta nie dostrzegają ani Pokrzywnej ani Jarnołtówka, a głównie tam przyjeżdżają turyści. Właściciele ośrodków nie są  rdzennymi mieszkańcami, więc "nie warto o nich dbać", na ich głosy w kolejnych wyborach nie można liczyć. Wszystkie imprezy lokalne odbywają się więc w Głuchołazach i żadna informacja o nich nie przedostaje się do ośrodków. W związku z tym na imprezy głównie przychodzą rdzenni mieszkańcy.
Dlaczego będąc w Ośrodku Mieszko w Pokrzywnej codziennie dostawałam oferty imprez organizowanych w Złotym Stoku, skansenie w Opolu czy Srebrnej Górze, a o festiwalu Kropka w Głuchołazach dowiedziałam się od kolegów z Łodzi?

Głuchołazy w czasach dzisiejszych stanowią atrakcję jedynie w połączeniu z Górami Opawskimi – warto tu postawić na turystykę. Zbudować aquapark czy centrum fitness- zwłaszcza że fundusze są już przyznane. Dopracować informację turystyczną. Przypatrzmy się naszym sąsiadom – mają dużo mniej atrakcji turystycznych do zaoferowania, a informacja turystyczna, aż cieknie po kamieniach ruin zamków.

Głuchołazianie zawsze potrafili sobie radzić – czemu dziś panuje tu stagnacja i depresja? Czemu dziś nie potrafimy zadbać o turystów, czemu nie potrafimy ich przyciągnąć?


Wrzesień'2008- Głuchołazy

Bibliografia: 
- Brygier Waldemar- Przewodnik: Góry Opawskie, Zlatohorska Vrhovina, wyd. Galileos
- Lachur Czesław- Opolszczyzna. miejsca i ludzie, Kępa 2008
- Rocznik Głuchołaski 2008

- Morawsko Śląskie Sudeckie Towarzystwo Górskie 1881-1945

piątek, 9 grudnia 2016

Gdzie jest Lucia ???


Po ostatnim pobycie w Głuchołazach (miesiąc temu) postanowiłam aktualizować przewodnik po tym mieście i jego okolicach. Przewodnik jest aktualizowany cały czas, ale nasunęły mi się... hmmm... psiemyślenia i postanowiłam je upublicznić w tym oto poście :)


Od ostatniego pobytu w 2008 roku, zmieniło się dość dużo, chociaż nie zmieniło się nic. 

Dalej jest to małe, przygraniczne miasteczko, które czasy świetności ma dawno za sobą. 
Wciąż jest to miasto ludzi starszych, chociaż istnieją tu aż trzy szkoły - w tym szkoła muzyczna. 
Jest to również miasto ludzi schorowanych - w promieniu dwóch kilometrów są tu aż trzy szpitale i liczne sanatoria - zresztą, to akurat nie powinno dziwić - Głuchołazy bowiem były znane jako centrum leczenia gruźlicy (to właśnie tutaj przeprowadzono pierwsze, skuteczne naświetlania krtani. Metoda naświetlania, rzeklibyśmy dzisiaj, była nieco drastyczna, ale skuteczna...)
Nadal w malutkich sklepikach ceny przyprawiają o "odwrotny zawrót głowy"...

pamiętam, jak we wspomnianym 2008 roku postanowiłam zaszaleć... Wzięłam całe miesięczne wynagrodzenie i ruszyłam NA ZAKUPY z zamiarem wydania WSZYSTKIEGO. Weszłam do absolutnie WSZYSTKICH sklepów w Głuchołazach, wzięłam z wieszaków i półek ABSOLUTNIE WSZYSTKO co mi się podobało i w efekcie kupiłam WSZYSTKO co na mnie pasowało. Wydałam wówczas dużo  mniej niż połowę pensji, wyszłam z pięcioma pełnymi siatami i plecakiem (również pełnym), a kolega Adam - pogranicznik z Konradowa - niósł za mną jeszcze dwa pudła butów. 
Nie piszę tego po to, aby się pochwalić jak ja wiele zarabiałam - tylko aby Wam uzmysłowić niski koszt zakupowy tamże. W odległym o niecałe 20 km Prudniku wydałabym "na bidę" dwie pensje i to zakładając, że kupowałabym to samo. Bo w Prudniku jednak i sklepów jest więcej i wybór większy. 

Głuchołaskie sklepiki, do których wciąż czuję nieuzasadniony niczym, potężny sentyment..., są raczej w typie "szwarc, mydło i powidło" niż w typie galerii handlowych, ale ceny zbijają z nóg. Do tego jakość, która nie odbiega od zachodnich marek - z wszystkich rzeczy, które wówczas nabyłam, zdecydowaną większość posiadam do dzisiaj i wcale nie wyglądają na bardzo znoszone...

Co się w takim razie zmieniło?
Rynek się zmienił, mili Państwo. 
Niedawno Głuchołazy dostały unijną dotację, wykonano rewitalizację rynku i ulic przyległych. W efekcie zabytkowe kamieniczki, wieża bramy głównej oraz fragmenty murów obronnych prezentują się co najmniej nieźle. Nie jest to atrakcja turystyczna na miarę Wieliczki czy Bambergu, ale widać metrykę miasta, widać wkład ludzi i - podkreślę to z całą stanowczością - Głuchołazy bardzo zyskały na remoncie centrum. Myślę, że porównanie do niewielkich, niemieckich miasteczek (dziś zadbanych i wyremontowanych) nie będzie w żaden sposób naciągnięciem.

Ludzie się nie zmienili, na szczęście. Wciąż są cudownie plotkarscy i małomiasteczkowi - dokładnie tacy, jak powinni być w tym miejscu. (o tym za chwilę, i zapewne już w innym poście:))

Zmieniła się również mapa gastronomiczna, jeżeli można się tak szumnie wyrazić. 
We wspomnianym 2008 roku, pracując w Pokrzywnej i wynajmując maleńkie mieszkanko na osiedlu Tysiąclecia, nie miałam wielkich możliwości przygotowywania wypasionych obiadów;) Z przyjemnością zatem zrzuciłam ten przykry obowiązek na personel restauracyjno-knajpiano-hotelowy. Stołowałam się wówczas w przesympatycznej knajpce, noszącej nazwę "pizzeria Lucia". Były ich dwie - jedna Lucia w Głuchołazach, druga, bliźniacza, w Nysie przy stacji benzynowej. Napisałam wówczas tak:

Dobre jedzenie. Ogromny wybór. Przesympatyczna obsługa:) Tu szczególny ukłon dla Pana Przemka, który doskonale wie na co klient ma ochotę, choć klient sam jeszcze nie wie;) I oczywiście dla ekipy dowożącej jedzenie do domu w trybie oszałamiająco szybkim. I wielkie dzięki dla Pań w kuchni- na brokuły zapiekane z serem i pomidorami będę chyba przyjeżdżać specjalnie z Krakowa. 

I tak bardzo pamiętałam te brokuły zapiekane z serem i pomidorami, że, przyjechawszy 8 lat później pierwsze kroki (drugie, bo pierwsze poszły na osiedle;))) skierowałam w stronę przejścia granicznego w Mikulasovicach, bo przy głównej drodze oważ pizzeria się znajdowała...
I walnęło mnie jak obuchem...  - niby wiem, że scena gastronomiczna zmienia się wszędzie. Niby wiem, że knajpy otwierają się i zamykają. Mieszkam w Krakowie - żywotność restauracji liczy się tutaj raczej w miesiącach, niż w latach... I w sumie mogłam się tego spodziewać... 
Pizzeria Lucia została zamknięta dwa lata temu...
I nie jest dziwne to, że została zamknięta. 
Dziwna jest moja reakcja - straciłam w tym momencie taką "głuchołaską pewność" - może to kretyńsko zabrzmi, ale brokuły zapiekane z serem i pomidorami stanowiły stały, niezmienny punkt w planie wizyty w Głuchołazach. Przemknęło mi przez myśl "Jak to? co ja będę jeść - jakby jedzenie stanowiło immanentną część mojego jestestwa i jakby w Głuchołazach nie było, co najmniej, kilku miejsc godnych polecenia... - Gdzie jest LUCIA, gdzie MOJE brokuły, gdzie panie z kuchni??? Co jest, do cholery! Tak się nie robi!".
Może niekoniecznie świat mi się zawalił, ale mojemu żołądkowi na pewno...

Jednak, jako, że żołądek nigdy nie miał u mnie większego prawa głosu... poszłam poszukać restauracji "Mały Orient". Wówczas (osiem lat temu) mawiano o tym miejscu CHINA TOWN - i chyba (podkreślę słowo: chyba) ta nazwa była główną, a Mały Orient był tylko dodatkiem. Głowy sobie urwać za to nie dam, ale takie wrażenie mam... 

China Town- Mały Orient - nazwa nieco mylna, bo w menu są też pierogi ruskie, ale JAKIE!!! z ręką na sercu: takich pierogów i tak pięknie podanych nie jadłam jeszcze nigdzie! Miłośnicy kuchni orientalnej znajdą tu bogate menu, ale także Ci, którym ta kuchnia nie za bardzo podchodzi, znajdą dania kuchni polskiej. U Pana Sylwestra Matyji można też organizować kameralne imprezy okolicznościowe.
Dojazd jest dość prosty- należy pojechać w kierunku granicy w Konradowie. 500 m za torami kolejowymi (jadąc od centrum) skręcamy w prawo (przed przystankiem- jest znak na China town), kolejne 50 m i skręt w lewo przed skupiskiem sklepów (tu Eko i Market  też jest kierunkowskaz), jedziemy za brukowaną drogą parkingową 30 m i w prawo. Jedziemy do końca i po prawej stronie przy parkingu znajduje się właśnie restauracja China Town. 

Niejako w międzyczasie natknęłam się na pizzerię / kawiarnię, która ponoć w tym miejscu istnieje od 20 lat... O ile pamiętam dobrze, znajduje się przy ulicy Batorego, a przynajmniej na którejś z ulic odchodzących od Rynku... Nie znałam jej wcześniej, ale wstąpiłam, bo miałam ochotę na reklamowaną gorącą czekoladę. Mnie - centusia Krakowskiego -przekonała cena CZTERY złote. Ludzie dobrzy - tyle kosztuje bilet parkingowy (a właśnie -w Głuchołazach jest strefa parkingowa płatna, ale obejmuje jedynie ścisłe centrum). Czekolada akurat się skończyła, więc skusiłam się latte w tej samej cenie. To ze nie dostałam zawału z wrażenia, można spokojnie nazwać cudem...

Będąc tu tydzień później ze Sławkiem - znajomym z pobytu rehabilitacyjnego - długo szukaliśmy miejsca, gdzie można coś zjeść. Informacje, które uzyskaliśmy od pana na ulicy brzmiały tak: jest burgerownia dla turystów przy wieży (i widać, że dla turystów, bo elewacja owej burgerowni niczym nie różniła się od krakowskich, londyńskich, wrocławskich- nawet czcionkę mieli podobną....), są też - powiada dalej ten pan - dwie pizzerie. Tu blisko Adrenalina, wchodzi sie przez bramę i na podwórko. A druga przy Biedronce, tylko trzeba przejść między garażami i wejść w podziemia. 

Zdecydowaliśmy się na Adrenalinę, bo była blisko (jakby w Głuchołazach było gdziekolwiek daleko...). I był to strzał w dziesiątkę - pizza dobra, dodatków multum, obsługa miła i dużo miejscowych, co wybitnie dobrze świadczy o lokalu - czyli dokładnie tak jak lubię. Zatem - chociaż to nie Lucia - to jednak warte polecenia.

Niemniej jednak, żaden z lokali wymienionych powyżej, "nie kupił mnie" tak, jak osiem lat temu Lucia... Przez głowę przeleciała mi arcyidiotyczna myśl, że skoro Lucię zamknęli, to już nic nie ma w tych Głuchołazach... Bez sensu i w ogóle jakoś idiotycznie...
Druga - równie kretyńska w brzmieniu - myśl brzmiała... "no to chodźmy do Zdroju - co prawda turystyczne miejsce, ale kawiarnia pod Amorkiem chyba będzie czynna. To ostatnia głuchołaska ostoja... Jeśli nie, to świat się kończy..."

Kawiarnia pod Amorkiem była czynna - co prawda zmieniło się menu. i wystrój chyba też (na plus), ale grzane wino i urocza obsługa przekonało mnie do tego lokalu, chociaż wszelkie lokale tutaj są nastawione li i tylko na turystów i kuracjuszy. No, ale taka specyfika miejsca...



W miejscu, gdzie wówczas stał Amorek (czyli fontanna pod Amorkiem) jest sama fontanna, a Amorek został przesunięty w bok jakieś pięć metrów. Wiem, że różnica żadna, ale te pięć metrów - podobnie jak wspomniana LUCIA - dobitnie mi pokazało, jak to miejsce się zmieniło (choć nadal jest takie jak było) i jak bardzo te - jak to mawia moja siostra - zapyziałe Głuchołazy zwyczajnie lubię...

I kiedy już byłam pewna, że po zamknięciu Lucii, miejsca do których warto wracać w Głuchołazach, po prostu się skończyły... pojawił się ON.
Mały psiur rasy jakiś tam terrier - przeuroczy, przefajny i w ogole prze... okazało się, iż ten skaczący całuśnik (bo przecież jasnym jest, że wyściskaliśmy się z piesem na środku placyku - "pod Amorkiem" zobowiązuje :)) ma na końcu smyczy właściciela, któryż to właściciel polecił mi naleśnikarnię na rogu. 
Naleśnikarnia (Miód Malina) znajduje się w miejscu, w którym niegdyś znajdował się sklep pod Amorkiem, jedyny sklep, z wyjątkiem dyskontów, który otwarty był w niedziele, a i normalne godziny pracy miał wydłużone do 22.00 - kurort zobowiązuje... 

I wiecie co...? Po stracie Lucii (tak myśleć o jakiejś knajpie to chyba lekko dziwne jest...) znalazłam drugie miejsce, dla którego warto zboczyć z trasy, a nawet nadłożyć drogi. Brakowało takiego miejsca pod Górą Chrobrego. Już nie brakuje, chociaż... ceny nie są głuchołaskie, to trzeba przyznać. Ale ostatecznie... dla takich naleśników i takiego towarzystwa warto zapłacić cenę pół-prudnicką :)

=======================================================================

W sieci: linkownia






wtorek, 12 lipca 2016

[NOCLEGI] Góry Opawskie (Sudety)

PRUDNIK, ŁĄKA PRUDNICKA, MOSZCZANKA


AGROTURYSTYKA ZŁOTY POTOK

 Tel: 0606 30-82-28;
ul. Jana Pawła II 83, 48-200 Łąka Prudnicka
 www.agrolux.pl

GOSPODARSTWO AGROTURYSTYCZNE KOŃSKIE ZACISZE

 Tel: 0693 62-79-39;
Jana Pawła II 45, Łąka Prudnicka, 48-200 Prudnik
GŁUCHOŁAZY:

BANDEROZA

 ul. Powstańców Śląskich 23, 077-439-13-64

OPAWA

 ul. M. Karłowicza 29, tel. 077-439-14-24

SKOWRONEK

 ul. gen. Andersa 74, tel. 077-439-13-32

SZKOLNE SCHRONISKO MŁODZIEZOWE

 ul. powstańców śląskich 33, tel: 077-439-15-47

GOŚCINIEC U TERESY

 Stary Las 63, tel: 077-439-66-22


CZERWONY KOZIOŁ

 ul. Gen. Andersa 39, tel: 077-409-24-85
POKRZYWNA


MIESZKO- OŚRODEK

 Pokrzywna 68 48-276
Dobra kuchnia. Trzy piętra po remoncie z nowymi łazienkami
mg@hotelmieszko.pl
077 / 439-75-98,
 www.hotelmieszko.pl

SUDETY OŚRODEK WYPOCZYNKOWY

 Pokrzywna 75 48-264
077 / 439-75-50
Sympatyczny ośrodek, nastawiony na obsługę grup: wesela, szkolenia
IZABELA- POKOJE GOŚCINNE

 48-267 Pokrzywna Nr 116
+48 504 392 936
www.izabela.jarnoltowek.pl


MAŁA PANEW OŚRODEK WYPOCZYNKOWY

 Pokrzywna 24 , 077 / 436-64-79

MARIOLA OŚRODEK WYPOCZYNKOWY

 Pokrzywna 21 , 077 / 439-75-87

MIGAŁÓWKA GOŚCINIEC

 48-267 Pokrzywna 12 , 077 / 439-75-75
W centrum Pokrzywnej. Tuż przy szosie
MONIKA OŚRODEK WYPOCZYNKOWY

 48-267 Pokrzywna 23 , 077 / 439-75-57
W uroczym zakątku, na zboczach Olszaku.
OŚRODEK WCZASOWO- KOLONIJNY AGNES

 Pokrzywna 43 , 077 / 439-75-74
STOK PENSJONAT HALINA LIZUREJ

 48-267 Pokrzywna 30a , 077 / 439-77-37
AGROTURYSTYKA BOGUMIŁA BOGUMIŁA I WIKTÓR SZAPOWAŁOW

 Pokrzywna 122 , +48 077 4205472 ,
CHROBRY OŚRODEK WYPOCZYNKOWY

 48-267 Pokrzywna 077 / 439-75-45
DROGOWIEC OŚRODEK SZKOLENIOWO- WYPOCZYNKOWY

 48-267 Pokrzywna , 077 / 439-75-56
Wysoki standard, pokoje dwuosobowe, basen
GOSPODARSTWO AGROTURYSTYCZNE ALINA I KRZYSZTOF ŁACZEK

 48-267 Pokrzywna 3 , 0-605-637-654 , http://www.agro.jarnoltowek.pl
JARNOŁTÓWEK


POD BISKUPIĄ KOPĄ SCHRONISKO PTTK

 48-267 Jarnołtówek 211 , 077 / 439-75-84
ZŁOTY POTOK OŚRODEK WYPOCZYNKOWY MARIAN GORZELANNY

 48-267 Pokrzywna 19 , 077 / 439-75-62
Bardzo niski standard. Domki "z zapałek" i te nieco lepsze
ZAGRODA ZAJAZD TOMASZ OBŁONCZEK

 Konradów 178 , 077 / 439-13-83
ZIEMOWIT FUNDUSZ WCZASÓW PRACOWNICZYCH

 48-267 Jarnołtówek 204 , 077 / 439-75-94 , http://www.fwpziemowit.ta.pl
najwyżej położony ośrodek szpeci zbocza Biskupiej Kopy
MAX OŚRODEK REHABILITACYJNO- WYPOCZYNKOWY

 48-267 Jarnołtówek 32b , 077 / 439-76-94 , http://www.maxjar.pl
Bardzo wysoki standard. Najlepszy ośrodek w tej okolicy
AGROTURYSTYKA POD BISKUPIĄ KOPĄ

 48-267 Jarnołtówek 179 , 0-602-72-00-99 , http://www.jar400.pl
POTOK- OŚRODEK REHABILITACYJNO- WYPOCZYNKOWY SPÓŁDZIELNIA ODNOWA OPOLE

 48-267 Jarnołtówek 24 , 077 / 439-75-69
SANATORIUM DLA DZIECI ALEKSANDRÓWKA

 48-267 Jarnołtówek 19 , 077 / 439-75-92
SPOŁEM OŚROKEK WYPOCZYNKOWO-LECZNICZY WIELOBRANŻOWA SPÓŁDZIELNIA PRACY W OPOLU

 48-267 Jarnołtówek , 077 / 439-76-65
Koszmarna lokalizacja. Tuż przy drodze, na zakręcie
BACÓWKA GOSPODARSTWO AGROTURYSTYCZNE

 48-267 Jarnołtówek 208a , 077 / 439-75-29 , http://www.bacowka.jarnoltowek.pl
BOLKO AGROTURYSTYKA GIEMZIKÓWKA

 48-267 Jarnołtówek , 077 / 439-75-15 , http://www.bolko.jarnoltowek.pl
DOM SENIORA EDEN

 Jarnołtówek 155 48-300 Nysa , (077) 439 75 70 , http://www.eden.56.pl/
EDEN OŚRODEK WYPOCZYNKOWY

 48-267 Jarnołtówek 155 , (077) 439-75-70 , http://www.eden.jarnoltowek.pl