Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gorce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gorce. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 października 2022

Lubań - miejsce przeklęte

Choć Lubań geograficznie należy do Gorców, to etnograficznie jego południowe stoki zdecydowanie należą do Pienin- do dziś można tu spotkać drewniane chaty Górali Pieninskich, jak również skarby pienińskich zbójników. Sam Józef Baczyński chował skarby w Zbójeckich Dziurach- jaskiniach znajdujących się przy czerwonym szlaku, niedaleko szczytu Lubania. Dziś są zawalone kamieniami i kawałkami drewna- lepiej nie próbować szukać w nich skarbów. Kilkaset metrów dalej znajduje się miejsce, które okoliczna ludność zwie Zbójnickimi Stołami- ponoć zbójnicy właśnie w tym miejscu biesiadowali.

Ważne!!! Planując wycieczkę w pasmo Lubania należy pamiętać, że przez przełęcz Knurowską nie jeździ właściwie żaden publiczny środek lokomocji. Z Ochotnicy odchodzi kilka autobusów dziennie. Lepiej więc zaplanować trasę tak, aby zejść na południową stronę lub do Tylmanowej. Na trasie praktycznie nie ma wsi, ani przysiółków (wyj. Studzionki), także należy zaopatrzeć się w prowiant na drogę. Należy pamiętać też o wodzie- źródełka są zazwyczaj zarośnięte i znajdują się na dolnych krańcach polan.



Lubań- miejsce przeklęte i magiczne

25 lipca- w dzień św. Jakuba, słychać dobywające się spod ziemi dzwonki i pokrzykiwania juhasów. Przepadli oni w ciemnościach, po wypowiedzeniu przez bacę straszliwego bluźnierstwa. Od tego czasu nic się tutaj nie darzy- schroniska płoną, do wody daleko, a szczytowi zagrażają od kilku lat wysuwane projekty budowy infrastuktury narciarskiej.

MOC GRUSIA Z KROŚCIENKA

Znachor, zwany Grusiem z Krościenka (zm 1910 r.) jako jedyny w okolicy zaś łużył sobie na miano czarnoksiężnika. Powiadają, że podjechawszy na chmurze z fajką w zębach, cisnął wichrem na całą ubocz tutejszego lasu, że buki i jedle skręcały się i padały. Tak mówi legenda, jednak faktem jest, iż znachor ów był znakomitym lekarzem ludowym i weterynarzem, znanym szeroko w Polsce południowej. Z Grusiem wojowali okoliczni czarownicy: Franek Potaśnik z Grywałdu, Floruś z Krośnicy, kroscieński Kuba ze Stawów i Bartek z Zawodzia.

Lubań to miejsce awanturników - toczyli tu ze sobą rozgrywki okoliczni czarownicy, zbójnicy szukali kryjówek, Kostka- Napierski stąd właśnie maszerował na zamek czorsztyński, a "Ogień" robił wypady do Czorsztyna, Krościenka i Tylmanowej.

Szczyt Lubania jest wietrzny


. Choć roztaczają się stąd olśniewające widoki, postój warto zrobić na podszczytowej polanie, gdzie w sezonie działa baza namiotowa, a poza sezonem stoi wiata- ze stołem i ławami. Po wodę należy się jednak udać do źródełka na dole polany. Tuż pod szczytem znajdują się ruiny schroniska spalonego przez Niemców w 1944 r. (drugie podlubańskie schronisko znajdowało sie na polanie Wyrobki- niestety w latach 70-tych w wyniku najprawdopodobniej hucznego sylwestra, również zostało spalone. Do dziś można oglądać piwnice i kamienną podmurówkę).

Z noclegiem w paśmie Lubania jest krucho. We wsiach w dolinach znajdziemy agroturystykę, natomiast na górze... tylko bazę namiotową na Lubaniu (czynną w lecie), gdzie jest możliwy nocleg w namiotach bazowych. Poza sezonem stoi tu wiata, w której można znaleźć schronienie. Przy czerwonym szlaku z Krościenka, w okolicy Marszałka, znajduje się tez kilka bacówek i ambona- w różnym stanie- raczej jako schronienie w razie wypadku niż planowany nocleg. Ponoć w przysiółku Studzionki- w drodze na )( Knurowską można znaleźć nocleg u dobrych ludzi, ale nie jest tu prowadzona żadna agroturystyka- szopę z sianem potraktujmy jako dar od losu...


środa, 10 sierpnia 2022

Rdzawka - kościół zbójecki na stokach Piątkowej

 https://www.geocaching.com/geocache/GC38Y3B

49°34'34"N 19°56'22"E 
Uwaga na dzieci i psy! położony tuż przy ruchliwej Zakopiance


Więcej zdjęć: https://photos.app.goo.gl/px5gQgxU2sHio7W8A


Jadąc zakopianka z Chabówki w stronę Nowego Targu, pod Piatkowa (714 m n.p.m.) mija sie drewniany kościół ukryty w kepie drzew. Wiadomo, ze powstal w 1757 r., ale przez kogo zostal wzniesiony i dlaczego tak daleko od ludzkich siedzib? Bywa nazywany kosciólkiem na Piatkowej, w Rdzawce lub po prostu "u krzyza". Formalnie kosciól pw. sw. Krzyza jest filia parafii w Chabówce.

Wedlug legendy ufundowal go zamozny kupiec w miejscu, gdzie napadniety przez zbójników, wzywajac pomocy Bozej, zostal cudownie ocalony. Zbójnicy rzeczywiscie mogli upodobac sobie rejon Piatkowej, bowiem latwo tu bylo zaskoczyc kupiecka karawane pnaca sie mozolnie pod góre.


Sieniawa - kościół św. Antoniego

 

Więcej zdjęć: https://photos.app.goo.gl/SJjbp1uETnc6e4GYA

Kościół pw. Św. Antoniego Padewskiego z I. poł. XVIII w.; konstrukcji zrębowej, otoczony podcieniami; wnętrze: polichromia z 1845 r., wyposażenie gł. z poł. XVIII w. Świątynię otaczają otwarte podcienia (soboty) wsparte na słupach.



We wnętrzu znajdują się trzy ołtarze późnobarokowe z ok. połowy XVIII w. W dwukondygnacyjnym ołtarzu głównym umieszczono obrazy współczesne. W lewym ołtarzu bocznym do niedawna znajdował się otoczony miejscowym kultem obraz Matki Boskiej Sieniawskiej z pierwszej połowy XVIII w., ale został przeniesiony do nowego kościoła. W prawym ołtarzu obrazy ukazują św. Józefa z dwunastoletnim Chrystusem i św. Barbarę. Cennymi zabytkiem malarstwa są stacje Drogi Krzyżowej z XVIII w. Ze sprzętów wyróżnia się prosta ambona z wielobocznym korpusem i prospekt organowy. Kościółek w Sieniawie zachował się w nie zmienionym stanie od czasu budowy

Rabka - kościół-muzeum

 49°28'35"N   20°10'5"E położony w górze wsi, przy drodze



Kościół pw. Św. Marii Magdaleny z pocz. XVII w.; jednonawowy, konstrukcji zrębowej, pobity i pokryty gontami; wyposażenie gł. z XVII i XVIII w.; obecnie Muzeum Regionalne im. Wł. Orkana. Nawa i prezbiterium nakryte stromym dachem wspartym na gotyckiej więźbie storczykowej. W dachu wysoka sygnaturka z latarnią. Bryła kościoła zdominowana przez potężną izbicową wieżę, szerszą od korpusu budowli. Przy prezbiterium, na zewnątrz kościoła ołtarzyk z rzeźbioną grupą Ukrzyżowania z XVIII w. 

Zdjęcia - https://photos.app.goo.gl/s4cJ25cXobQc8tiM6



Wnętrze, nakryte sklepieniami pozornymi, podpartymi w nawie filarami, ozdobione polichromią z 1802 r. z fragmentami starszej, z 1628 r. W barokowym ołtarzu głównym m.in. obrazy św. Trójcy, św. Franciszka i św. Dominika. Ołtarze boczne, chór muzyczny i organy pochodzą z 1778 r. W kościele znajduje się etnograficzna ekspozycja muzealna obrazująca ludową kulturę materialną i duchową mieszkańców Rabki i okolicznych wsi.

  • Muzeum jest czynne we wszystkie dni tygodnia z wyjątkiem wtorków.
  • godz. 9.00-16.00. normalny: 6 zł (normalny) i ulgowy 4 zł, Dzieci do lat 7 – bezpłatnie.
  • www.muzeum-orkana.pl

Grywałd - kościół XV w. św Marcina

 GPS: 49°26'46"N 20°22'23"E  

Kościół położony jest na górce, przy cmentarzu i nowym kościele.



Kościół pomocniczy św. Marcina w Grywałdzie datowany jest na 2. poł. XV w. Kościół, reprezentuje starszy typ kościołów drewnianych w Małopolsce. Jest to kościół jednonawowy, konstrukcji zrębowej, pobity i pokryty gontami.

Głównym akcentem budowli jest wieża, szeroko posadowiona, o ścianach silnie zwężających się ku górze, z wydatnie nadwieszoną izbicą. Nawa i prezbiterium nakryte oddzielnymi dachami siodłowymi. W dachu nad nawą niewielka czworościenna sygnaturka. Wejście południowe do kościoła ujęte jest gotyckim, ostrołukowym portalem. Malowniczość kościoła podkreślają oszalowane soboty. 


We wnętrzu ocalały duże fragmenty chłopskiej polichromii z r. 1618, pod nią stwierdzono w r. 1935 istnienie resztek malowideł patronowych. W głównym ołtarzu złoci się cenny tryptyk gotycki z początku XVI w., w l. 1961-62 odnowiony. Obraz Matki Boskiej i wypukłorzeźba pochodzą zapewne z tego samego okresu. Piękna XIV-wieczna Madonna Grywałdzka została w r. 1937 prze­niesiona do muzeum w Tarnowie, skąd zrabowali ją Niemcy. Pod względem usytuowania i uroku dawnej architektury, kościółek ten chyba nie ma równego w Karpatach.


W prezbiterium i w nawie zachowała się polichromia z 1618 r. 

Do wyposażenia należą trzy ołtarze:



  • W głównym umieszczono interesujący tryptyk późnogotycki z początku XVI w. Obraz w polu środkowym przedstawia św. Marcina, siedzącego na białym koniu, w momencie gdy część swego bogatego płaszcza odcina dla ułomnego żebraka. W zwieńczeniu zaś obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem.
  • ołtarze boczne z XVII w. w prawym - obraz świętej Doroty i Katarzyny z 1640 r., przemalowany w 1876 r.
  • rzeźba Matki Boskiej z Dzieciątkiem z XVII w.
  • barokowo-ludowa rzeźba Pieta z XVIII w.
  • dwa krucyfiksy barokowo-ludowe z XVII i XVIII w. 

Patron pijaków i oberżystów

Ponoć to właśnie święty Marcin urządził w Grywałdzie pierwszy 'Boży Obiad'- wielką ucztę dla mieszkańców i żebraków z okolicy. ową tradycję kultywowano tutaj aż do początku XX wieku. podczas  odpustu 11.listopada, można wysłuchać miejscowej osobliwości: archaicznego śpiewu kościelnego oraz zobaczyć ostatki tradycyjnych strojów.

czwartek, 28 stycznia 2021

Turbacz - najwyzszy szczyt Gorcow

https://www.geocaching.com/geocache/GC7KA3Y


Turbacz to najwyższy szczyt Gorców (1310 m n.p.m.) zaliczany do Korony Gór Polskich. Od dawna stanowi obowiązkowy cel wycieczek wszystkich miłośników przyrody, górskich wędrówek i pięknych widoków. Przez północne oraz wschodnie zbocza tej góry przebiega granica Gorczańskiego Parku Narodowego, ale sam szczyt Turbacza nie wchodzi w zasięg GPN.

 

"Naprzeciw Tatr, między doliną nowotarską, a wężowatą kotliną Raby, wspięło się gniazdo dzikich Gorców. Od romantycznych Pienin rozdzielał je wartki kamienicki potok, a od spiskiej krainy odgraniczył je bystry Dunajec. Samotnie stoją nad wzgórzami. A wyżej jeszcze nosi głowę ojciec ich rodu, zasępiony Turbacz. Nie wiadomo kto go chrzcił i skąd mu to miano. Może stąd, że turbanem mgły przed deszczem owija łysą głowę, albo raczej, że widywano go zawsze w turbacji wiecznej". 

Wojenny cmentarz żydowski w Rabce

 https://www.geocaching.com/geocache/GC7MY9V

GPS: N 49° 36.752' E 019° 58.485'

Cmentarz Żydowski w Rabce to miejsce w którym rozstrzelano ok. 450 Żydów z Rabki, Krakowa i Nowego Sącza.

W nieopodal położonej Willi „Treska” ,w której podczas wojny mieściła się Szkoła Dowódców Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa komendantem był Wilhelm Rosenbaum . „Wsławił” się on niezmiernym okrucieństwem i bestialstwem w stosunku do aresztowanych ,a prowadzona przez niego „szkoła katów” była liczącą się w regionie wszechnicą .

Większość ofiar zginęła w trzech masowych egzekucjach w maju, czerwcu i lipcu 1942 r.

Na terenie obecnego cmentarza znajduje się pomnik zbudowany z kilkunastu betonowych płyt. Ma on charakter symboliczny ponieważ wiele masowych, nieoznaczonych grobów znajduje się też w innych częściach pobliskiego lasku.

Partyzancka mogiła - Władysław Pisarski ps. Piwonia

 https://www.geocaching.com/geocache/GC7H0GQ


Władysław Pisarski ps. Piwonia – partyzant IV batalionu 1 Pułku Strzelców Podhalańskich Armii Krajowej, który poległ tu 20 października 1944 r. Był jedynym poległym partyzantem w czasie operacji "bitwa nad Ochotnicą", zginął w czasie wycofywania się z pacyfikowanej przez hitlerowców bazy partyzanckiej w „bacówce wzorcowej” na pobliskiej Polanie Bieniowe.

Niemcy chcąc zniszczyć zgrupowania partyzanckie w Gorcach ściągnęli oddziały SS "Galizien" w liczbie ok. 600 żołnierzy (w dywizji tej służyli głównie Ukraińcy i niemieccy żołnierze z karnej kompanii). Doskonale znający teren partyzanci AK wspólnie z partyzantką sowiecką zorganizowali zasadzki, w których zabili kilkudziesięciu żołnierzy po stronie niemieckiej. Walki toczyły się na całym południowych zboczach pod Gorcem, Przysłopem i Jaworzyną Kamienicką. Wobec znacznej przewagi wroga partyzanci wycofali się w dalsze rejony Gorców. W odwecie Niemcy spacyfikowali później Ochotnicę, zabijając 53 osoby i paląc 29 gospodarstw.

Pomiędzy Polaną Chyzikową a Polaną Przysłop Dolny, około 30 m od szlaku, w lesie po północnej stronie grzbietu (dojście wąską ścieżką) znajduje się oryginalna mogiła i właśnie tam pochowany jest plutonowy Władysław Pisarski.

poniedziałek, 16 listopada 2020

W OKOLICACH MACIEJOWEJ

 Moje niebo mieszka w górach, 

Gdzie się budzą barwne sny, 

Złoto fiolet i purpura

Oczyszczają serce z mgły...

(A.Zieliński- A.Jastrzębiec-Kozłowski)

 Moja pierwsza tegoroczna gorczańska wyprawa rozpoczęła się od stresu. Jego przyczyną nie było zachmurzone niebo i niepewna pogoda, która nie zapowiadała najlepszych warunków do wczesnomarcowej wędrówki, ale fakt, że punktem wyjścia trasy miał być przystanek PKP w Pyzówce, a to oznaczało, że muszę tam dojechać pociągiem. Jako że w ostatnich latach moje zetknięcia z linią kolejową Kraków-Zakopane kończyły się dość traumatycznie (czterogodzinny piknik podczas 35- stopniowego upału na stacji w Leńczach, bo "trakcja siadła", zakończenie wyprawy do Danii nocnym, dwugodzinnym postojem pomiędzy Stryszowem i Skawcami, bo "pantograf pier...nął"- że zacytuję Pana Kolejarza- wskutek czemu mi pier...nęło połączenie do Świnoujścia), nie byłem wcale pewny, czy w ogóle tego dnia zobaczę Gorce. Tym razem jednak pociąg spóźnił się tylko 10 minut, wskutek czego ok. 11-ej wyruszyłem w drogę z Przełęczy Sieniawskiej.


Pomimo tego początkowo faktycznie Gorców niemal nie widziałem, bo widoczność była fatalna, a mżawka nie wróżyła rychłej poprawy tego stanu rzeczy. Moją wytrzymałość testowała nie tylko natura, ale i szosa zakopiańska, ponieważ szlak niebieski, jakim miałem zamiar wędrować w kierunku Starych Wierchów, prowadzi na dłuższym odcinku właśnie popularną "zakopianką".

środa, 21 października 2020

Z Miasta do Rabki - Zajęczym Tropem w Gorce

Tekst i zdjęcia:  Marcin Leśniakiewicz

Trasę mojej ostatniej wycieczki gorczańską zaplanowałem w ostatniej chwili, ponieważ początkowo planowałem inną, dwudniową wycieczkę z noclegiem na Starych Wierchach, okazało się jednak, że wszystkie miejsca w schronisku zostały wcześniej zarezerwowane. Tak więc zdecydowałem przejść sobie niemal w prostej linii z południa na północ przez zachodnie Gorce z Nowego Targu do Rabki, a przy okazji najpierw zwiedzić sam Nowy Targ, czego w sposób szczegółowy – wstyd się przyznać – nigdy wcześniej nie robiłem (ale tak to zwykle bywa z podgórskimi miejscowościami, traktowanymi przeważnie tylko jako punkty wypadowe). W stolicy Podhala, z dawien dawna zwanej przez górali po prostu Miastem, spędziłem około trzech godzin i muszę przyznać, że – mam nadzieję, że nikogo tym nie urażę – ale zbyt wiele tam do oglądania jednak nie ma... A może należałoby napisać – nie ma tyle do oglądania, ile po tak znanym mieście możnaby oczekiwać, bo jednak na kilka rzeczy na pewno warto zwrócić uwagę. 

środa, 14 października 2020

Wokół dolin Turbacza, Olszowego i Poręby


Wędrując w tym roku po Gorcach mam zamiar przejść nie tylko wszystkie znakowane szlaki turystyczne PTTK, ale także wszelkie inne udostępnione trasy. są wśród nich szlaki spacerowe i ścieżki edukacyjne Gorczańskiego Parku Narodowego. Moja ostatnia wycieczka w znacznej części przebiegała zgodnie z ich przebiegiem.

poniedziałek, 8 czerwca 2020

[Sanktuaria maryjne] - Ludźmierz

Autor: Michał "Wittkacy" Witkowski


Przez kilka wieków, bo od przełomu XVI / XVII stulecia w tutejszym kościele odbiera cześć łaskami słynąca figura Matki Bożej, zwaną Królową czy też Gaździną Podhala.  



Kościół- sanktuarium znajduje się w centrum wsi nad brzegiem Czarnego Dunajca.  Nową świątynię zbudowano (ok. 1870) na miejscu starego kościółka.  W latach 1235-11238 powstał tu klasztor zgromadzenia cystersów, którzy byli gospodarzami Ludźmierza przez prawie 10 lat.

niedziela, 7 czerwca 2020

Grzbietem Bukowin i ścieżkami Seweryna Goszczyńskiego


Tekst i zdjęcia:  Marcin Leśniakiewicz


We wrześniu obrałem sobie za cel gorczańskie tereny, położone na północ od linii Klikuszowa- Nowy Targ – Łopuszna – Knurów, a więc grupę Bukowin, południowe stoki Turbacza oraz rejon Kiczory i Wyszniej. Wybrałem się tam trzy razy, niestety zabrakło mi już czasu na czwartą wyprawę, ścieżką dydaktyczną GPN "Z Łopusznej na Jankówki"oraz szlakiem żółtym z Turbacza do Nowego Targu Kowańca – zima tym razem przyszła szybciej niż można się było spodziewać i trzeba tą wycieczkę odłożyć już do wiosny.

niedziela, 5 stycznia 2020

Wokół Doliny Młynnego




O ile do tej pory penetrowałem raczej zachodnią, a zwłaszcza północno-zachodnią część Gorców, tym razem wybrałem się na ich wschodnie rubieże. Tak się bowiem złożyło, że Ania, moja koleżanka z kursu przewodników, wybierała się akurat na dwa dni na Gorc, gdzie jakiś czas  temu spędzała masę czasu jako bazowa miejscowej bazy namiotowej, w związku z czym była okazja, by połączyć "przyjemne z pożytecznym" i spotkać się na górze. 

sobota, 4 stycznia 2020

Gorce rabczanskie


Wybór nasunął się więc sam- celem wycieczki stały się tzw. "Gorce Rabczańskie"- grupa niewysokich wzniesień na wschód od centrum Rabki (w przeważającej części leżących zresztą w granicach administracyjnych miasta), a później- korzystając z tego, że nie sądziłem, by marsz zajął więcej niż ok. 3 godziny – chciałem wykorzystać wolny czas  na zwiedzenie samej Rabki i mały "wyskok" do Sieniawy, wsi na pograniczu Gorców i Pasma Podhalańskiego, do której w innej sytuacji nie byłoby okazji się wybrać. Okazało się, że był to "strzał w dziesiątkę"- prognoza pogody sprawdziła się co do joty (ranek był bardzo pogodny, a dopiero koło południa zaczęło lekko padać), a wizyta w Sieniawie, która początkowo miała być tylko "zaliczeniem" jednej z wielu miejscowości, zakończyła się tym, że wśród moich kilku ulubionych "miejsc na Ziemi" pojawiło się kolejne... Ale o tym później.

piątek, 27 grudnia 2019

Zgrupowanie Błyskawica Józefa Kurasia 'Ognia'

AUTOR: Whatfor



Józef Kuraś "Orzeł", przedwojenny absolwent szkoły podoficerskiej Korpusu Ochrony Pogranicza [KOP], uczestnik wojny obronnej 1939 jako żołnierz 1. pułku Strzelców Podhalańskich. Od listopada 1939 w konspiracji [ZWZ-AK]. W 1940 przeszedł do Konfederacji Tatrzańskiej; od jesieni tego roku już na stałe w partyzantce, dowodził oddziałem bojowym Konfederacji Tatrzańskiej. 29 czerwca 1943 Niemcy zastrzelili jego żonę, 2,5-letniego synka Zbyszka oraz 73-letniego ojca, a następnie podpalili dom. Po tym wydarzeniu "Orzeł" zmienił pseudonim na "Ogień" i pod nim walczył już aż do swojej śmierci 21 lutego 1947

W lipcu 1943, po rozbiciu przez Gestapo Konfederacji Tatrzańskiej "Ogień" podporządkował się Armii Krajowej. 28 grudnia 1943 jego oddział został częściowo rozbity przez Niemców. Niektórzy przełożeni obarczali go za to winą. Najprawdopodobniej to spowodowało wydanie na niego przez AK wyroku śmierci. 1 sierpnia 1944 Komenda Obwodu AK zawiadomiła go, że śledztwo przeciw niemu zostało umorzone, on jednak w szeregi AK już nie powrócił. W maju 1944 "Ogień" z częścią swoich żołnierzy podporządkował się konspiracyjnemu Stronnictwu Ludowemu "Roch", a jego oddział został włączony do Ludowej Straży Bezpieczeństwa jako Oddział Specjalny, on sam zaś został awansowany w ramach BCh do stopnia porucznika. Na przełomie 1944/45, na polecenie nowotarskiego ZP SL "Roch", nawiązał współpracę z oddziałem AL "Za Wolną Ojczyznę" Izaaka Gutmana "Zygfryda". Przeprowadził wiele udanych akcji bojowych przeciw Niemcom.

Po zajęciu Podhala przez Armię Czerwoną, realizując polecenia SL "Roch", rozpoczął tworzenie struktur bezpieczeństwa. Wyjechał do Lublina i Warszawy, posługując się fałszywymi poręczeniami oficerów AL z oddziału Gutmana uzyskał skierowanie na stanowisko szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Nowym Targu. Stanowisko to objął w marcu 1945. 


Jednakże już trzy tygodnie później, 12 kwietnia 1945, zagrożony aresztowaniem, wraz z 17 podkomendnymi z nowotarskiego PUBP wrócił do lasu, tworząc Oddział Partyzancki "Błyskawica". Bogusław Szokalski "Herkules" [adiutant "Ognia"] wspominał, że poszli na Turbacz, i tam "Ogień" wygłosił krótkie przemówienie, w którym powiedział m.in.:

"walkę musimy zacząć od początku i teraz będziemy bić się za Polskę bez komunistów".

Następnie odebrał przysięgę od zgromadzonych żołnierzy.

Stan osobowy jego oddziału powiększał się bardzo szybko. W szczytowym okresie rozwoju, na przełomie lat 1945/46, zgrupowanie liczyło ok. 500 dobrze uzbrojonych żołnierzy, stale przebywających w lesie i kilkakrotnie więcej współpracowników w siatce terenowej. W 1945 i na początku 1946 żołnierze "Ognia" skutecznie paraliżowali działalność "władzy ludowej" na Podhalu. Już kilka dni po utworzeniu oddziału, 17 kwietnia 1945 partyzanci "Ognia" rozbili PUBP w Nowym Targu. Zgrupowanie przeprowadzili wiele udanych akcji bojowych. Wielokrotnie żołnierze "Ognia" wychodzili zwycięsko z walk z grupami operacyjnymi NKWD, UB i KBW.



O sile "Ognia" może świadczyć fakt, że jego ślub z Czesławą Polaczyk odbył się w biały dzień, 21 kwietnia 1946 w kościele w Ostrowsku. Przebieg uroczystości osłaniany był przez 200-osobowy oddział partyzancki. Na drugi dzień na Górze Waksmundzkiej odbyło się wesele, do tańca przygrywała góralska kapela, a UB nie odważyło się zaatakować...

Oddziały "Ognia" prowadziły działalność na obszarze niemal całego województwa krakowskiego: od pogranicza polsko-słowackiego na południu, po Kraków i Miechów na północy. Na Podhalu miał powszechne poparcie, a lokalne komórki PPR zmuszone zostały do ponownego zejścia do konspiracji.

W celu zlikwidowania zgrupowania "Ognia" UB zastosowało terror wobec mieszkańców Podhala. Każdy przejaw współpracy z partyzantami groził surowymi represjami. Ponadto UB wprowadziło do jego oddziału kilku agentów-informatorów. Od jesieni 1946 żołnierze "Ognia" byli ścigani nieustannie. Koniec nastąpił 21 lutego 1947 we wsi Ostrowsko. "Ogień" wraz z obstawą został otoczony przez grupę operacyjną KBW. Nie chcąc dostać się do niewoli, próbował popełnić samobójstwo, zmarł następnego dnia w szpitalu w Nowym Targu.

Przez pierścień obławy przedarł się m.in. Stanisław Ludzia "Harnaś", który ujawnił się podczas  amnestii w kwietniu 1944, ale zagrożony aresztowaniem, w czerwcu 1947 wrócił do konspiracji i do 1949 walczył na czele kilkuosobowego oddziału "Wiarusy". "Harnaś" aresztowany przez UB 16 lipca 1949, został skazany na karę śmierci. Zamordowano go 12 stycznia 1950 w krakowskiej katowni przy Montelupich.

Zgrupowanie dowodzone przez "Ognia" nie podlegało żadnej dużej powojennej organizacji konspiracyjnej, a on sam pozostawał niezależnym dowódcą. Pomimo podejmowanych prób ze strony Okręgu Rzeszowskiego NZW [dowodzonego przez kpt. Piotra Woźniaka "Wira"] i Okręgu VII NSZ [dowodzonego przez kpt. Henryka Flamego "Bartka"], a także wysłanników ośrodka politycznego NSZ z Zachodu, "Ogień" nie zgodził się na podporządkowanie swoich żołnierzy podziemiu Narodowemu. Na przełomie lat 1946/47 konspiracyjny Zarząd Okręgu Stronnictwa Narodowego w Krakowie usiłował nakłonić go do przeniesienia działalności na Ziemie Zachodnie, aby uchronić jego zgrupowanie przed rozbiciem przez UB, w terenie w znacznym stopniu już zdekonspirowanym. Jednak założenie nowych baz w obcym terenie wymagało bardzo dużych środków finansowych, przez co okazało się nierealne.

Śmierć "Ognia", a następnie amnestia, podczas  której ujawniło się 510 jego żołnierzy i współpracowników, nie była kresem tego zgrupowania. Część jego dawnych żołnierzy [zagrożonych aresztowaniami] dołączyła wkrótce do tych, którzy pozostali w konspiracji. Poszczególne oddziały i grupy, wywodzące się z tego zgrupowania, działały samodzielnie jeszcze przez kilka lat, prowadząc bezkompromisową walkę z komunistycznym aparatem terroru...

O Autorze:

Od wielu lat interesuję się II Wojną Światową. Zwłaszcza dwa tematy stały się Moją pasją: historia Kedywu KG AK- w tym akcje bojowe oraz działania zgrupowania "Radosław"W dniach Powstania Warszawskiego. Drugim obiektem moich zainteresowań jest główny przeciwnik Kedywu: SS i policja niemiecka. Do tego dochodzi oczywiście cała gama tematów pokrewnych, bo nie sposób zrozumieć całej złożoności Powstania Warszawskiego bez poznania historii polskiej konspiracji lat 1939-1944. Podobnie jest z SS. Zaczęło się od tego, że jak większość Polaków nie odróżniałem SS od Gestapo, a głównym źródłem mojej wiedzy były filmy wojenne i nieliczne książki fachowe omawiające ten temat. Na podstawie polskich filmów trudno było zrozumieć "kto jest kto"- nasi filmowcy też mieli z tym wiele problemów:)
Jednak "krok po kroku" wgryzałem się w zawiłą historię "Schutzstaffel der NSDAP".
Zaczęło się oczywiście od mundurów- ta sprawa, jako młodego chłopca, interesowała mnie najbardziej- i z pozoru wydawała się najprostsza....


Tekst w większości pochodzi z publikacji "Żołnierze Wyklęci"- wydanego przez Fundację "Pamiętamy", z którą  współpracuje WhatFor.

piątek, 20 grudnia 2019

Wizerunek Józefa Kurasia "Ognia" w literaturze historycznej

Bohaterem niniejszej pracy jest partyzant z Podhala, bojownik o wolność Polski w czasie okupacji niemieckiej, po wojnie określony mianem bandyty, okrutnego góralskiego watażki- Józef Kuraś pseudonim "Ogień". Jest to próba scharakteryzowania stosunku literatury nie tylko historycznej do jego osoby na przestrzeni niemal pięćdziesięciu lat .

Autorem pracy jest Łukasz Majerczyk

Przeglądem zostały objęte publikacje pochodzące z okresu Polski Ludowej, jak i te wydane po 1989 roku . Interesuje nas punkt widzenia postaci Kurasia i jego "przeistaczanie się"w oczach twórców z człowieka wyklętego w bojownika sprawy Narodowej . cechą szczególną tej pracy- to brak charakterystyki źródeł . Wynika to z faktu , że wszelakie informacje tego rodzaju nie zostały dotychczas  wydane . 

Materiały źródłowe dotyczące sprawy Kurasia istnieją w ogromnej mierze w Archiwum Delegatury Urzędu Ochrony Państwa w Krakowie . Zostały tam zdeponowane również dokumenty Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego ( UBP) , zapiski samego Kurasia ; rozkazy, ulotki, druki nakładanych kontrybucji, kwity, także osobiste opisy zdarzeń i faktów, zwane umownie "Dziennikiem Ognia". 


Poza tym interesujące materiały można znaleźć w Archiwum Państwowym w Krakowie w Dokumentach Polskiego Stronnictwa Ludowego ( PSL ) oraz Archiwum Zarządu Wojewódzkiego PSL . Wreszcie istnieją zbiory prywatne osób związanych z Kurasiem- jego rodziny i znajomych . Wszystkie te okoliczności sprawiają , że jedynym sposobem ogarnięcia problematyki "Ognia"jest posiłkowanie się istniejącymi opracowaniami . Nie zważając na niedobór elementów, które należy ułożyć niczym w układance, starania zostają podjęte w celu odpowiedzi na następujące pytania : czy można jednoznacznie stwierdzić, co spowodowało nagłą zmianę nastawienia historyków i publicystów do tej bez wątpienia kontrowersyjnej postaci? Czy rzeczywiście wszystko zostało w tej sprawie powiedziane? Czy przeciwnicy "Ognia"- niegdyś zwalczający jego oddział zbrojnie- w swoich wypowiedziach są  przekonujący? I czy wreszcie rodzina , koledzy z partyzantki nie próbują dokonać "ulepszających"zmian w jego powikłanym, nie do końca rozumianym życiorysie?

Aby zaspokoić ciekawość badacza należy spojrzeć w pierwszej kolejności na życiorys Kurasia- człowieka niegdyś porównywanego z racji popełnianych czynów do podhalańskich zbójników .

KIM BYŁ JÓZEF KURAŚ?

Józef Kuraś urodził się w Waksmundzie 23 października 1915 roku . W latach 1921- 1926 chodził do szkoły w Waksmundzie, a w latach 1928- 1933 do gimnazjum w Nowym Targu . W klasie VI rzucił szkole, prawdopodobnie na skutek konfliktu z rodzicami na tle "kłopotów wychowawczych". Pogodzony ostatecznie pozostał w domu i pomagał w gospodarstwie razem z bratem Michałem i siostrą Marią . 

W 1936 r . został powołany do wojska . Służbę odbył w 2 Pułku Strzelców Podhalańskich (2 PSP) w Sanoku , a następnie skierowany został do szkoły podoficerskiej Korpusu Ochrony Pogranicza ( KOP ) w Głębokiem , gdzie po jej ukończeniu awansowano go do stopnia kaprala . Po kursie pełnił służbę w Słobodce koło Wilna . Po powrocie z wojska , Kuraś ponownie zajął się pracą i włączył się w nurt polityki ludowej . 

Pragnął w ten sposób kroczyć śladami ojca Józefa , który w 1923 roku zorganizował koło PSL "Piast"w połowie lat 30- tych jako koło SL liczące około 50 członków i w powiecie zajmowało trzecie miejsce po Nowym Targu i Maruszynie .

 Późną wiosną 1939 roku Kuraś został wezwany na kilkutygodniowe ćwiczenia w szeregach 1 PSP w Nowym Sączu . 25 sierpnia uległ zmobilizowaniu . Walczył w szeregach 8 kompanii pod dowództwem kpt . Lucjana Świerczewskiego . Kompania tak jak i cały pułk pozostawała w ciągłej walce z atakującymi Niemcami . Jej szlak bojowy wiódł od Limanowej przez New Sacz (Nowy Sącz) , Bobową , Szymbark , Jasło , Krosno , Dynów, Bircze, Mościska i Las Janowski . 18 września, na drugi dzień po przekroczeniu polskiej granicy przez wojska sowieckie, dowództwo 1 PSP postanowiło się poddać Niemcom. Józef Kuraś nie wybrał jednak niewoli i z kilkoma innymi oficerami i żołnierzami zamierzał przedostać się do Francji . Plan ich jednak się nie powiódł i po tułaczce 14 października 1939 roku Kuraś wrócił do Waksmundu .

PODHALE POD Okupacją Niemiecką

Nadszedł czas  okupacji niemieckiej . Na Podhalu rozpoczęła się akcja wdrażania niemieckiej polityki Narodowościowej : propaganda przekonywała górali, że są  ludnością odrębną , niepolską , mającą przodków w skandynawskich Gotach . Akcja "Goralenvolku"obejmowała szkoły, w których zaczęto nauczać języka góralskiego , oferowała lepsze warunki życia dla ludzi przyznających się do pochodzenia góralskiego , namawiała do wyjazdu do pracy do Rzeszy .

Trud zwalczania "Goralenvolku"podjęły organizacje Związek Walki Zbrojnej- Armia Krajowa, Powiatowa Delegatura rządu, SL Roch . Były to działania w rzeczy samej o podobnej idei, lecz działające osobno , co nie wróżyło powodzenia w wysiłkach . Dopiero w maju 1941 roku za sprawą Augustyna Suskiego- absolwenta Uniwersytetu Jagiellońskiego , wykładowcy i wychowawcy młodzieży wiejskiej w uniwersytetach ludowych- nastąpiła konsolidacja sil poprzez stworzenie organizacji konspiracyjnej pod nazwą Konfederacja Tatrzańska . Głównym jej celem była walka z okupantem o Polskę wolną , niepodległą , ale też demokratyczną . Członkami Konfederacji były osoby związane przed wojną z ruchem ludowym istniejącym na Podhalu ; do tego kręgu zaliczał się też Józef Kuraś "Orzeł"przewodniczący placówce KT w Waksmundzie .

Właśnie za jego sprawą placówka ta , istniejąca od czerwca 1941 roku , wykazała dużą aktywność w zwalczaniu "Gorallenvolku", przeciwdziałaniu na rzecz wyjazdu do Rzeszy, przeciw wywózce drzewa do tartaku dla celów wojennych , przeciw kontyngentom itp . Wśród tych ludzi zrodziła się  myśl zorganizowania grupy wypadowej przeciw instytucjom pracującym na rzecz wroga .

Kuraś od chwili utworzenia oddziału , w obawie przed aresztowaniem w domu bywał tylko po kryjomu , a nocami organizował akcje przeciw urzędom administracyjnym i placówkom gospodarczym w Łopusznej , Szaflarach i Odrowążu . Grupa niszczyła spisy ludności, inwentarze, wykazy kontyngentów . , zabierała pieniądze oraz towary ze sklepów .

Rok 1942 przyniósł rozbicie Konfederacji Tatrzańskiej wskutek inwigilacji wewnętrznej prowadzonej przez niemieckiego agenta Stanisława Wegner- Romanowskiego . Z organizacji pozostał czynny jedynie oddział Kurasia , którego członkowie od tej chwili ograniczyli kontakt z ludnością okolicznych wiosek do minimum .

ORZEŁ PRZEMIENIA SIĘ W OGNIA

W 1943 na Kurasia spadł ogromny cios ; w odwecie za zamordowanie na Turbaczu dwóch policjantów granatowych i w skutek denuncjacji, Germany 29 czerwca otoczyli dom Kurasiów w Waksmundzie, zamordowali 73- letniego ojca , żonę Elżbietę i 1,5- rocznego synka Zbigniewa , a dom spalili .

Od czerwcowej tragedii Kuraś zmienił pseudonim z "Orła"na "Ogień", co było wynikiem bólu po stracie najbliższych , jak również znakiem rozpoczęcia nowego rozdziału w walce z wrogiem .

Po likwidacji KT istotnym problemem dla grupy Kurasia stało się zaplecze organizacyjne . Nie widząc perspektyw na odwołanie się do ludowców, którzy w powiecie nowotarskim nie dysponowali własną silź zbrojną , "Ogień"zdecydował się na kontakt z AK . 10 lipca 1943 roku na Turbaczu spotkał się z ppor . Władysławem Szczypką "Lechem"z Mszany Dolnej i jego zastępcą ppor . Janem Stachurą "Adamem"gdzie osiągnięto porozumienie, na mocy którego oba oddziały utworzyły obóz , zachowały wobec siebie autonomię , kierownictwo nad grupami objął "Lech", zaś Kuraś otRomaał funkcję szefa gospodarczego. Obóz o kryptonimie "Wilk"istniał do stycznia 1944 roku.

Pomimo współpracy z Armią Krajową Kuraś wyraźnie oddziela się od polityki londyńskiej , opierając się na poglądach ludowych . Niemal bezpośrednio po likwidacji "Wilka", ludowcy nowotarscy uznając , za ludowy oddział "Ognia"- wiosną 1944 roku- włączyli go za jego przyzwoleniem do Ludowej Straży Bezpieczeństwa ( LSB ) , która miała być odrębną siłą zbrojną na tym obszarze . Pomimo upomnień o podporządkowaniu się dowództwu AK- Kuraś nie zdecydował się na zmianę organizacji .

Latem 1944 roku doszło do spotkania z pojedynczymi oddziałami sowieckimi . "Ogień"za zgodą nowotarskiego Powiatowego Kierownictwa Ruchu Ludowego ( PKRL ) nawiązał kontakt z grupą Ludmiły Gordijenko "Tania". Chociaż Kuraś nie należał do sympatyków Sowietów, to współdziałał z nimi z powodu wspólnoty interesów- walki z Niemcami .

Nowotarska Powiatowa Delegatura rządu ( PDR ) , bezpośrednio po wybuchu powstania warszawskiego podjęła decyzję o usunięciu niemieckich konfidentów z terenu Podhala . Na wykonawcę rozkazu przeznaczyła Kurasia wraz z jego ludźmi ; tak powstał Oddział Specjalny mający za zadanie wykonywanie podziemnych wyroków .

Najważniejsze walki Kuraś toczył w styczniu 1945 . 20 stycznia wspólnie z AL rozbił kolumnę niemieckich samochodów ciężarowych pod Klikuszową . Współpracował z regularną Armią Czerwoną , prowadząc Russian sobie znanymi szlakami górskimi . Dzięki szybkiemu opanowaniu okolic Nowego Targu , Germany opuścili miasto pozostawiając je nienaruszone . 30 stycznia 1945 roku "Ogień"ze swym oddziałem i grupą partyzantów sowieckich wkroczył do Nowego Targu . Wojna z Niemcami dla Józefa Kurasia zakończyła się . Niebawem jednak miała się rozpocząć kolejna.


NOWA WOJNA



Podhale po wojnie wkroczyło w nowy etap stosunków społeczno- politycznych . Usuwanie niemieckiego okupanta trwało dosyć długo , w dodatku musiano rozprawić się z przeróżnymi kolaborantami hitlerowskimi . Nastąpił wzmożony ruch ludności i to we wszystkich możliwych kierunkach : wyjeżdżali mieszkańcy Wielkopolski, Warszawy i innych regionów wysiedleni stamtąd przez władze okupacyjne ; opuszczali przeludnione wsie młodzi górale udając się na Śląsk i ziemie zachodnie w poszukiwaniu pracy- ale tylko nieliczni tam zostawali- większość rychło wracała z powodu nieprzystosowania do nowych realiów życia i tęsknoty za rodzinnymi stronami .

W Nowotarskie przybywali też inni : jedni dla zrobienia interesów, gdyż wabiła ich bliskość granicy ; ci związani z władzą , obejmowali różne stanowiska najczęściej nie zważając na miejscowe sympatie polityczne . Przyjeżdżali tutaj również ci, którzy chcieli opuścić kraj ze względów politycznych , albowiem w pierwszych miesiącach wolności przekroczenie granicy z Czechosłowacją nie stanowiło trudności .

Sama wojna i okupacja pozostawiła nieciekawą moralnie spuściznę : powszechne nielegalne pędzenie wódki i spowodowane tym pijaństwo , złodziejstwo połączone z bandytyzmem , któremu sprzyjała powszechna dostępność broni . Wykorzystywali to ludzie nie posiadający zawodu , zatrudnienia , wykolejeni przez wojnę . Proceder ten uprawiali też przybysze, i to ci którzy zawodowo mieli z tym zjawiskiem walczyć ; milicjanci i żołnierze Ludowego Wojska Polskiego , od szeregowców poczynając na oficerach kończąc .


Wreszcie nadejście nowej władzy spowodowało niepokoje i niepewność ludności, która z pogłosek napływających sukcesywnie na Podhale, poczęła wyrabiać sobie własny punkt widzenia na nowe rządy i formy ich sprawowania . Najpierw jedyna władzą była rosyjska komenda wojenna składająca się z sil NKWD pod rozkazami majora Leonida Masłowa . rządy komendy wojennej trwały do czasu wycofania głównych sil Armii Czerwonej z terytorium Niemiec w lipcu 1945 roku- już po powołaniu Tymczasowego rządu Jedności Narodowej . W ten sposób stworzono warunki do zainstalowania się pierwszych władz w powiecie, w którym nie było komunistycznej tradycji . Organizatorów trzeba było przysłać z zewnątrz i jak się okazało , również większość funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (UBP) , ponieważ miejscowi partyzanci spod znaku BCh czy AK nie nadawali się do wykonywania nowych zadań . Powiatowy UBP (PUBP) nadal pracował pod dyktio "doradcy"z NKWD , który uczył polskich funkcjonariuszy "nowych"sposobów działania , aby umocnić władzę PPR .

Jak przedstawiały się losy Kurasia w tym okresie "Bezpośrednio po zdaniu broni i rozwiązaniu oddziału, za aprobatą Masłowa , wspólnie z ppor . Zygmuntem Sieleckim z AL przystąpili do organizacji odpowiednich służb tworząc zalążki przyszłej Komendy Powiatowej MO . Z tej racji "Ogień"i jego ludzie zostali uznani za funkcjonariuszy MO; samego Kurasia zaczęto określać mianem komendanta powiatowego . Trzeba przyznać , że z powierzonego im zadanie "ogniowcy"wywiązali się poprawnie, traktując całą akcję jako uwieńczenie walki z wrogiem .

Na początku lutego 1945 roku przybyła z Krakowa ekipa dla zorganizowania Komitetu Powiatowego Polskiej Partii Robotniczej ( KP PPR ) , KP MO i PUBP . PPR organizował Władysław Machejek, jako sekretarz , komendantem powiatowym MO został mianowany ppor . Aleksander Karaś , a szefem PUBP- ppor . Stanisław Strzałka . Doszło do pierwszego spotkania Kurasia z nominatami . Z pewnością rozmowa nie należała do łatwych , jednakże obie strony musiały dojść do porozumienia , gdyż 8 lutego "Ogień"udał się wraz z Janem Kolasą "Powichrem"do Lublina do rządu . Wg Kolasy "pojechaliśmy tam bo tam był według nas , nasz partyzancki sztab , nasz rząd". Z Lublina udali się do Warszawy ( rząd Tymczasowy i Komitet Centralny PPR przeniesione zostały wcześniej do stolicy ) gdzie w Departamencie Kadr MBP Kuraś otRomaał skierowanie do pracy w PUBP w Nowym Targu , które równało się nominacji na stanowisko kierownika . Z tym dokumentem zameldował się w połowie marca w Wojewódzkim UBP w Krakowie, tym samym otrzymując formalny angaż na wymienione wyżej stanowisko .

Nominaci w Nowym Targu poczuli się zagrożeni . Przecież bezpośrednio po wyjeździe Kurasia rozpoczęli weryfikację członków UBP i MO zwalniając ludzi nie związanych z PPR- em, obsadzając stanowiska swoimi ludźmi z zewnątrz . Jednocześnie trwało dochodzenie na temat przeszłości okupacyjnej Kurasia , potrzebne do sporządzenia wniosku o zwolnienie go ze służby w trybie natychmiastowym .

Kuras po powrocie zastał swoje stanowisko obsadzone przez nieznaną osobę , udał się więc do Zakopanego by objąć funkcję zastępcy szefa UBP . Według "Powichra": "pojechaliśmy tam , ale nic nam się nie spodobało". Tymczasem WUBP na wniosek nadesłany z Nowego Targu , wszczął śledztwo przeciw Kurasiowi . Oprócz zarzutów z czasu okupacji, doszły nowe, a mianowicie pijaństwo na posterunkach MO oraz "znikanie broni". Należy liczyć się z faktem , że Kuraś dysponując swoimi ludźmi zarówno w Urzędach nowotarskim jak też krakowskim , mógł mieć informacje dotyczące postępowania przeciwko niemu . 11 kwietnia 1945 r . został wezwany do WUBP- prawdopodobnie w celu złożenia wyjaśnień . Czy liczenie się z możliwością aresztowania i osadzenia w najlepszym wypadku na długie lata spowodowały podjecie decyzji o pójściu w Gorce "

Niewykluczone, że stały za tym inne pobudki znane jedynie jemu samemu , wynikające być może z doświadczeń wojennych i pewnych przestrzeganych wartości .Faktem niewątpliwym jest rozpoczęcie nowej wojny "ogniowej"skierowanej już nie przeciw Niemcom , a przeciwko rodakom , w jego rozumieniu wysługujących się Sowietom .

Józef Kuraś z chwilą ucieczki w góry wydał na siebie i swoich ludzi wyrok śmierci . Jego oczekiwanie na rozpętanie III wojny światowej , było tak samo niedorzeczne jak nadzieja na rychłe opuszczenie Polski przez Armię Czerwoną . Człowiek ten musiał zdawać sobie sprawę , że walka z okolicznymi oddziałami MO , niszczenie ich placówek napady na UB- owców czy PUBP w Nowym Targu i UBP w Rabce, będą miały szanse powodzenia , do czasu zorganizowania obławy złożonej z oddziałów Korpusu Bezpieczeństwa Publicznego (KBW ) i jednostek Ludowego Wojska Polskiego . Mimo to potrafił utRomaać się w górach przez niemal dwa lata .

"RANO PRZESZEDŁ HURAGAN" WŁADYSŁAWA MACHEJKA


Przedstawienie w tym miejscu dokładnego przebiegu walk Kurasia byłoby zamierzeniem chybionym , ze względu- po pierwsze na objętość materiałową , po drugie na znaczne rozszerzenie tematu w kierunku odbiegającym od przyjętych ram badawczych . Celem moich rozważań jest zdefiniowanie oceny postępowania "Ognia"w okresie powojennym na podstawie dostępnych dzieł naukowych oraz pozycji posiadających charakter publicystyczny .Pragnę odpowiedzieć na zagadnienie dotyczące pojmowania sylwetki Józefa Kurasia w latach 1947- 1989 i w mijającym dziesięcioleciu . Jak ukazywano "Ognia"w czasach komunizmu , czemu służył taki wizerunek osoby wówczas  "wyklętej"

Pisarstwo historyczne dotyczące powojennego okresu działalności "Ognia"to na ogół pozycje pamiętnikarskie i publicystyczne . Pierwsza książka traktująca o tamtych czasach jest "Tedy przeszedł huragan"autorstwa Władysława Machejka , ówczesnego sekretarza PPR w Nowym Targu napisana w formie dziennika . Pierwsze wydanie z 1955 roku doczekało się czterech wznowień ; jak podkreślał sam autor w wydaniu z 1985 r . Nakład lektury uznanej za obowiązkową w PRL- u przekroczył 150 tys . 

Obraz Kurasia to typowe przedstawienie bandyty występującego przeciw władzy ludowej : awanturnik , sadysta , notoryczny pijak , arogancki, butny, za nic mający ludzi nie podzielających jego poglądów. Machejek usiłował wprowadzić gwarę góralską w wypowiedzi "Ognia"i jego kompanów . Z pewnością miało to pomóc czytelnikowi w odbiorze postaci i ubarwić narrację , Chociaż prawdę powiedziawszy decyzje owa można było wstrzymać . Dzieło Machejka pełne jest nienawiści do reakcji rzekomo imperialistycznej , której celem jest zniszczenie Kraju Rad i rozpętanie III Wojny Światowej . Nie brak zaś pochwał o bohaterstwie poświęceniu i męstwie żołnierzy KBW i funkcjonariuszy UB oraz MO . Określając charakter pozycji językiem kolokwialnym , nasuwa się stwierdzenie, że "my"- czyli władza- jesteśmy dobrzy, a "oni"- reakcyjne bandy - źli . Machejek nawet nie spróbował odpowiedzieć na przypuszczalnie nurtujące go pytanie- o co "oni"walczyli i po co- oraz czy można było uniknąć "wojny domowej". Niestety, tych refleksji autorowi nie dane było odczuć , badź ( co bardziej prawdopodobne ) uniknął ich ze względów ideologicznych .

Wydaje się , ze z tego powodu zamieścił w osobnym rozdziale "Notatnik Ognia". Jest to- jak utrzymuje piszący- odtworzona część notatek zgubionych przez "Ognia"w czasie starcia z grupą operacyjną 110 19 kwietnia 1945 r . W notatniku krótkim , zwięzłym tekstem Kuraś spisywał wymarsze grup "na akcje", wysokości nałożonych kontrybucji, wyroki śmierci ( wykonane i niewykonane ) , ilość broni posiadanej i zdobytej . Charakterystyczne są wzmianki o kobietach , brak niestety większych szczegółów znajomości . Notatnik był prowadzony od 10 lutego 1945 r . do 18 lutego 1947 . Oto próbka "możliwości pisarskich"Kurasia : 10 XII 1945- Sowińska , Nowy Targ , PPR . Śmierć . Buła , Krościenko , śmierć . Katarzyna Waksmund , śmierć . Podejrzana . Brzuch jak stołek . Dwojaczki "Ludzie ślimaki . Lepiej niech niewinny zginie, a obóz nie może być zdradzony . Sumienie "Wolność . Nie dałem się sumieniu . Katarzyna na słupie telegraficznym . Lew nie chciał wykonać . Kulka . Baba spotkała mnie na ulicy . "Kas mojego chłopa zabił ""Głupia . Bedziesz się żeniła drugi raz". To jedynie fragment z całego notatnika , pisanego chaotycznie,często opisujący przemyślenia , fakty pozbawione wspólnych wątków- można by rzec jest to bełkot 

Samo wyodrębnienie zapisek Kurasia , służyło przypuszczalnie dla wzmożenia negatywnych uczuć u odbiorcy . W dodatku umiejscowienie ich na samym końcu książki gwarantowało punkt widzenia na problem "leśnych"w formie założonej przez system komunistyczny .

Władysław Machejek zmarły przed dziewięcioma laty, nigdy nie ukrywał komunistycznych sympatii- by nie rzec uwielbienia . Dlatego też w pewien sposób jest usprawiedliwiona jego tendencyjna ocena Kurasia . Co nie znaczy, ze zwolniony był od potraktowania sylwetki "Ognia"w bardziej obiektywny sposób ( o ile mógł pozwolić sobie na obiektywizm człowiek bezpośrednio zwalczający partyzanta z Turbacza ) . Publikacja jego autorstwa pozostaje świadectwem pojmowania problemu podziemia "imperialistycznego"przez ludzi stykających się z nim bezpośrednio i jest ważnym elementem do badań nad nim.

"BYŁ W POLSCE czas ..." STANISŁAWA WALACHA

Druga publikacja tycząca- pośrednio tym razem- Józefa Kurasia jest "Był w Polsce czas  ..."autorstwa Stanisława Walacha.
Stanisław Walach w latach 1945- 1952 kierował Powiatowymi Urzędami Bezpieczeństwa Publicznego w Chrzanowie, Limanowej i Nowym Targu , oraz był naczelnikiem Wydziału III w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Krakowie, w którym skoncentrowane były sprawy związane z walką z reakcyjnym podziemiem . "Świadectwo tamtym dniom"- tego autora- napisana w 1965 roku i "Był w Polsce czas  ..."należą do książęk traktujących ten problem w sposób rozrachunkowy . Walach nie próbował zwalczać w sposób bezkompromisowy na kartach dzieła bi podziemnych . Można zaryzykować stwierdzenie, że usiłował przedstawić zagadnienie w obiektywnym świetle . Od Machejka odróżnia go docenianie przeciwnika i traktowanie jako co prawda wroga , ale Polaka . Polaka , który na skutek złudnych obietnic płynących z Zachodu nie zaprzestał walki, kierując ją na własną zgubę w niewłaściwym kierunku . Opisy poszczególnych spraw, reakcyjnych oddziałów czy ludzi Walach oparł na własnych wspomnieniach , dokumentach archiwalnych , rozmowach przeprowadzonych ze współtowarzyszami walki . Pisząc- jak twierdzi- starał się podawać fakty zgodnie z rzeczywistością , przytaczał wydarzenia w pełnym ich kształcie, jednocześnie zdając sobie sprawę z mogących istnieć niedokładności .

"Ogniowi"w "Był w Polsce czas  ..."autor poświęcił osobny, prawie 100- stronicowy rozdział . Na przedstawienie w pełnym świetle działalności "Ognia"po wyzwoleniu zdecydował się z dwóch względów : tworzącej się legendy Kurasia- ofiary, zmuszonego do chwycenia za broń oraz spotykanych prób pokazania walki z nim , które- w zasadniczych spawach odbiegały od prawdy . Aby uwiarygodnić swą relację Wałach powołuje się na uczestniczenie w walkach z Kurasiem i znajomość większości tych , którzy rozbijali jego oddziały . Oto jak postrzegał "Ognia"dawny funkcjonariusz UB : "żądny władzy, nie uznawał żadnych autorytetów, nie uznawał i nie zamierzał uznawać legalnie powołanych urzędów . Był przekonany, że jedynie on może sprawować władzę na tym terenie, a prawo do tego daje mu jego góralskie pochodzenie". I dalej : "Rozmawiałem z wieloma ludźmi z jego najbliższego otoczenia , nikt jednak nie potrafił mi dać jednoznacznego wytłumaczenia tego faktu [niepokorności- przyp. Ł. M.] Zaważył tu zapewne i wspomniany już trudny charakter Kurasia , tragiczny los jego najbliższych , nieuznawanie żadnego autorytetu , jego reakcyjne poglądy polityczne, antysemityzm i antykomunizm , pijaństwo , samowola , góralska hyrność , zanik poczucia obywatelskiego".


Walach potrafił, jak wspomniałem wyżej, zastanowić się nad istotą postępowania partyzanta . Nie szkaluje bezpośrednio osoby "Ognia", nie rysuje przed czytelnikiem obraz stricte negatywnego ; pozwala na refleksje u odbiorcy, by uzmysłowił sobie dramatyzm człowieka żyjącego w lesie, niepewnego jutra . Jednakże autor poprzez swą intencję nie pragnął wzbudzić sympatii dla Kurasia, bowiem na kolejnych stronach lektury ( od 1971 r. zatwierdzonej do użytku szkolnego ) roztoczył "obowiązującą wizję"charakteru "Ognia": "Rozzuchwalony początkowymi niepowodzeniami urzędu , zjawiał się tam gdzie się go najmniej spodziewano , wykonywał wydawane przez siebie wyroki śmierci, rozliczał się ze schwytanymi pracownikami UB i MO . Był to okres (wiosna 1945 ) , kiedy do oddziału napłynęło najwięcej ludzi zbałamuconych rzekomą siłą "Ognia"i rozsiewanymi plotkami o rychłej trzeciej wojnie światowej i zagładzie komunizmu.

Utrzymanie kilkuset ludziom zapewniały rabunki uspołecznionych sklepów i wysokie kontrybucje nakładane na indywidualnych gospodarzy, a nawet na cale wsie. Niewypłacalnym "Ogień"puszczał z dymem zabudowania gospodarcze . Niosła się przed nim przez ukryte wśród gór wioski sława bezwzględnego watażki, utrwalana krwawymi wyrokami na tych którzy nie podzielali jego przekonań . Strach przed okrutną śmiercią zamykał usta ogromnej większości mieszkańców tych okolic . Bano się ujawnić miejsce pobytu Kurasia , bano się wskazać ukryty w lesie bunkier czy góralski szałas , służący mu za melinę . ( ...) Najgorsze jednak było to ,że watażka ani na moment nie osłabił swej aktywności . Uważał że nie ma w województwie siły zdolnej do zdławienia jego oporu i unicestwienia go . podczas  częstych zbiórek wszystkich oddziałów szeroko rozpowiadał o swoich rzekomych kontaktach z Andersem , o dolarach , przysyłanych mu z zagranicy na utrzymanie bandy . Zapowiadał zrzuty broni, lekarstw i amunicji.

Parokrotnie kazał nocą rozpalać na polanach ogniska sygnalizacyjne, a gdy samoloty nie nadlatywały, bajał o trudnościach nawigacyjnych w górach. ( ... ) Watażka mordował nawet członków własnych oddziałów . Nie tolerował najdrobniejszego sprzeciwu czy samowoli . Jeżeli ktokolwiek ośmielił się dokonać napadu rabunkowego bez jego wiedzy lub też wyznaczony przez niego na dowódcę akcji człowiek nie przesłał do obozu ściśle określonej części zrabowanego mienia , szedł na gałąź lub odprowadzano go do najbliższego jaru , gdzie pozostawał na zawsze".

Zatem Stanisław Walach zastosował w końcu podobną metodę narracji, cechującą Machejka . Pomimo zachęcenia czytelnika do refleksji, co iluzorycznie symbolizować miało odmienne ujecie tematu- w dalszej części relacji obowiązuje PRL-owska linia wizerunku Kurasia bandyty, reakcjonisty, człowieka wyjętego spod prawa . Pretensji do autora chyba mieć nie można . Z uwagi na przeszłość powojenną , osobiste zaangażowanie w tropienie "ogniowców", punkt widzenia Walacha nie mógł być odmienny od prezentowanego wyżej Władysława Machejka . Obaj byli z przekonania komunistami, obaj wierzyli w słuszność walki z podziemiem, obaj tez ukazali podobne relacje opierając się na własnych wspomnieniach i zamieszczając w aneksach "Notatnik"czy w przypadku Walacha "Dziennik Ognia". Warto zatrzymać się przez chwilę nad owym "Dziennikiem". W dokumencie, w przygotowaniu edytorskim , poprawiono jedynie pisownie oraz niewątpliwe błędy, zwłaszcza w nazwach miejscowości, jak również rozwiązano szereg skrótów, które dodatkowo zaciemniały tekst . Dziennik prowadzony był w sposób chaotyczny i skrótowy, miejscami wręcz trudny do zrozumienia .

DWA NOTATNIKI?...

"Ogień", twierdzi Walach, notował codziennie wszystko , co robił sam i co robili jego podkomendni . Zapisywał nazwiska tych , których kazał zabić i pseudonimy ludzi, którzy w jego imieniu strzelali . Nazwiska ofiar przeplatają się z wyrokami śmierci, które sam wydawał na swoich kompanów, z nazwami podhalańskich wiosek , szczytów górskich , gdzie grasował i ukrywał się z ilością skradzionych koni i bydła. Zapiski Kuraś prowadził w następujący sposób:

30 I 1945 Zejście z gór
8 II Wyjazd do Lublina
14 III Powrót do Warszawy
21 III Objecie PUBP w Nowym Targu
11 IV Ucieczka do gór
i tak dalej z przerwami do lutego 1947 roku.


Na uwagę zasługuje następująca sprawa . Z wypowiedzi Machejka i Walacha wnioskować należy o istnieniu dwóch notatników . Machejek utrzymuje, że "Notatnik"dostał się w ręce władz poprzez działalność szpiega w szeregach "ogniowców". Walach nie pisze w jaki sposób zdobyto "Dziennik" skądinąd wiadomo , że nie jest to oryginał , a jedynie kopia . Nie jest moim zadaniem rozpatrywanie stopnia wiarygodności obu tych archiwaliów . Dodam jedynie, że dziwne dla mnie jest jednoczesne prowadzenie dwóch osobnych , nie zawsze pokrywających się notatek przez tę samą osobę . Istnieje, moim zdaniem, duże prawdopodobieństwo fałszerstwa któregoś z nich . Może archiwa UOP- u ujawnią prawdę autentyczności jednego z nich"

W LITERATURZE LAT 80-TYCH

W latach 80- tych na temat Józefa Kurasia ukazały się wzmianki w prasie, w wydawnictwach podziemnych . W artykule pochodzącym z "Gazety Krakowskiej"z 1984 r . Na temat ofensywy radzieckiej w Beskidach i Gorcach w zimie 1945 r . Napisano wzmiankę o "Ogniu" nawiązując do tych wydarzeń . Ppłk mgr Jerzy Depo opisał udział Kurasia w ofensywie radzieckiej jednocześnie podkreślając dalsze- powojenne- losy górala z Waksmundu : "Powojenny, kontrrewolucyjny i terrorystyczny oddział zbrojny "Ognia"to nie ten sam co walczył z Niemcami . Pod koniec 1945 r . w jego szeregach pozostali jedynie ci, którzy podobnie jak sam "Ogień"nie potrafili się zaaklimatyzować w nowych warunkach i pozbyć okupacyjnych nawyków oraz ludzie prymitywni, którym niski stopień świadomości politycznej sprawiał trudności określenia swego stosunku do nowej rzeczywistości, zdemoralizowani wojenną orientacją ich dowódcy i o niskich instynktach, którzy zasmakowali w mordzie i rabunku".

Z tego samego roku pochodzi podziemna broszura autorstwa Juliusza Nemo zatytułowana "Śmierć Ognia". Jest to literacka forma ukazania postaci Kurasia . Treść jej opiera się na wygłaszaniu są dów chwalących bojownika o Polskę bez komunistów w sposób wyraźny . Postać Kurasia jawi się jako symbol męczeństwa . Książzeczkę ( 32 strony ) cechuje nadto brak obiektywizmu , ale jest to w pewnym sensie rewanż za stosowanie podobnych metod przez ówczesny reżim . Winnymi są  komuniści, a nie Kuraś i jego oddział . Cel broszury wydaje się być jasny- oczyszczenie "Ognia"z win nałożonych przez PRL i przywrócenie właściwej wersji wydarzeń ( dotarcie do prawdy ).

Należy pamiętać o czasie wyDenmark tego dziełka- rok po zniesieniu stanu wojennego ; naród stał wtedy u progu kryzysu , za który obarczano system totalitarny, nadzieja o rychłym upadku komunizmu działała pobudzająco równocześnie nie dając szans na chłodną ocenę przeszłości polskiego podziemia powojennego . Nie był to czas  na gruntowną , bezstronną analizę postaci Józefa Kurasia .

W 1987 r . ukazała się też "drugoobiegowa"pozycja Bogdana Nurskiego- biografia Józefa Kurasia . Nie będę rozwodził się nad materiałem zawartym w niej i nad spostrzeżeniami poczynionymi przez autora, gdyż wnioski z niej płynące są  podobne do tych zaprezentowanych przez Nemo- Kuraś bohater .

Jacek Kuroń w "Wierze i winie"z 1989 przytoczył historię o Kurasiu usłyszaną od jednego z więźniów celi we Wronkach w połowie lat 60- tych . Oczywiście, nie należy pojmować sensu tego przekazu w sposób naukowy ; podaje go jedynie jako przykład wiedzy społeczeństwa polskiego o "Ogniu": "Ogień "- Józef Kuraś- legendarny przywódca Podhala , najpierw należał do AK , potem założył własną bię . Ponieważ był antyakowski, po wojnie szefem bezpieczeństwa w Nowym Targu . Potem z całym Urzędem Bezpieczeństwa poszedł do lasu i niesłychanie długo terroryzował Podhale".

Wreszcie wypowiedz płynąca od Kuronia: "Prowadziłem w Poroninie obóz instruktorów żydowskich drużyn i wymyśliłem taką zabawę- są d nad Ogniem . Dzieci podzieliły się rolami- był prokurator , obrońcy, sędziowie . Obrońcą był Józek Dajczgewi, późniejszy "komandos". Wszyscy poszli na wywiady o Ogniu , zdobyli bardzo szczegółowe dane. Między innymi dowiedzieli się ,że jak w 1945 roku chore na gruźlicę dzieci żydowskie przez całą wojnę ukrywane pod podłogami jechały do Zakopanego , na Obidowej zatrzymali je chłopcy Ognia i ten kazał je wszystkie rozstrzelać . No i Józek Dajczgewi tak bronił tego Ognia , że w rezultacie są d nie potrafił wydać wyroku . Bo uniewinnić się nie dało , ale skazać też go nie mogli".

LATA REHABILITACJI


Lata 90-te to okres rehabilitacji Kurasia . Rozpoczęto poświęcać miejsca związane z "partyzantem Podhala", jak go określano- pamiątkowe tablice, wypowiedzi w prasie lokalnej i krajowej w zupełnie innym świetle przedstawiały Józefa Kurasia . W przeciągu kilku lat "Ogień"zaczął być postrzegany jako obrońca demokracji, ludności uciskanej przez UB, traktowany niemal jak bohater . Nie wszystkie jednak środowiska podzielały i podzielają do dnia dzisiejszego zgodną- jak się powszechnie sadzi- opinię o "Ogniu".


"Przegląd Społeczny", pismo wydawane przez Mieczysława F . Rakowskiego ostatniego premiera Polski Ludowej , w 1992 roku zaprezentowało odmienne zdanie o Kurasiu. Tadeusz Kossowski autor artykułu "Ogień- bojownik o wolność i obrońca demokracji" utrzymuje, że całe zamieszanie którego jesteśmy świadkami, nijak odpowiada faktom . Argumentuje, że od blisko trzech lat ( słowa pochodzą z 1992 r.) kreuje się "Ognia"na bohatera , obrońcę demokracji i wiernego chrześcijanina tylko na podstawie relacji jego byłych podwładnych i członków rodziny ( syna Zbigniewa i żony Czesławy Polaczyk- obecnie Bochyńskiej- przebywającej na stałe w USA) . Neguje się natomiast całkowicie- jako niewiarygodne- relacje strony przeciwnej , a nawet tak zwanej niezależnej , nie związanej uczuciowo z żadną ze stron . 

W dalszej części artykułu dowiadujemy się , ze Kuraś od początku mordował ludzi, nigdy nie podejmował walki z większymi oddziałami wojska i milicji, natomiast schwytane pojedyncze osoby uprowadzał w rejon Turbacza poddając je torturom ( łamanie Rąk i nóg, wydłubywanie oczu , ucinanie nosów i języka ) , następnie mordował . Dowodzi, że w swym "Dzienniku "Ogień" nie odnotował kilku ważnych mordów m . in. z 29 lutego 1946 kiedy to w Zakopanem zastrzelono Józefa Oppenheima znanego przewodnika tatrzańskiego i działacza Polskiego Towarzystwa Turystyczno Krajoznawczego , kierownika Górskiego Ochotniczego Pogotowia ratunkowego , autora wielu prac popularnonaukowych . Został on zamordowany wg Kossowskiego z powodu żydowsko brzmiącego nazwiska . Kossowski jest też pewien , że gdyby po wojnie władze w Polsce objął obóz londyński, to z Kurasiem miałby więcej kłopotów, a to z powodu niechęci do "panów"i pogardy dla oficerów przedwojennych . Z pewnością opinia prezentowana na łamach "Przeglądu ..."jest tendencyjna , jednak po głębszej refleksji nie pozbawiona słusznych spostrzeżeń, zwłaszcza tyczących się czerpania wiadomości od rodziny "Ognia".

"JÓZEF KURAŚ- PARTYZANT Z PODHALA"


Kończąc omawianie tych wszystkich wydawnictw, wypada zwrócić uwagę na pochodzące z 1995 r . opracowanie Bolesława Derenia- pt . "Józef Kuraś "Ogień"- partyzant Podhala". Można zaryzykować stwierdzenie, że jest to pierwsza tak obszerna próba biografii Kurasia i jego oddziałów w historiografii powojennej . Pomimo błędów i nieścisłości wytkniętych autorowi M.in. przez Alinę Fitową, książka ta pozostaje dotychczas  jedyną syntezź badań nad podziemnym ruchem wojskowym Podhala . Dereń oparł swe spostrzeżenia na materiałach dostępnych w zbiorach UOP, czyli pochodzących z dokumentacji UBP. Rozdziały opisują życiorys Kurasia , ludzi współpracujących z nim , organizację i strukturę grupy, działalność czyli uderzenia w ludzi popierających reżim , akcje sabotażowe, konfiskaty dóbr i kontrybucje nałożone na ludność , współpracę z wywiadem zachodnim i ostateczną likwidację . Tym co odróżnia dzieło Derenia od wcześniejszych opracowań jest- oprócz zmiany postrzegania osoby Kurasia także, zwrócenie uwagi na próby jego kontaktów z Zachodem . Niestety, wszystkiego rodzaju rozważania dotyczące tej sprawy pozostają w większości w sferze domysłów i hipotez . Inna cecha lektury jest nadmierne- kolokwandalnie rzec ujmując- wychwalanie i zachwyt nad "Ogniem" Deren miejscami nie pozostaje wierny obiektywizmowi w swoich są dach , wyraźnie dając do zrozumienia po której ze stron jego zdaniem stała racja .

Opracowania natury prasowej , publicystycznej i naukowej w sprawie "Kurasiowej"na przestrzeni lat pięćdziesięciu , nie przedstawiają , sądząc po dokonanym przeglądzie materiału obfitego ( prezentowany wyżej pogląd jest osobisty, wynikający z przejrzanych , znanych materiałów ) . Nie oznacza to braku wyciągnięcia z nich wniosków i określenia oceny ich potraktowania . O czym dalej.

KRÓTKO I NA TEMAT


Podsumowując zebrane opinie wygłoszone na łamach dzieł wymienionych uprzednio , można dostrzec pewną szczególną cechę je odznaczającą . Wydaje mi się , że formy wydawnicze pochodzące zarówno z okresu PRL, jak i III Rzeczypospolitej, charakteryzuje swoistego rodzaju nastawienie wynikające z istniejących warunków politycznych . W czasach komuny należało pisać o oddziałach niepodległościowych w sposób najgorszy, po pierwsze ze względu na rzekome działanie na szkodę państwa i ustroju socjalistycznego , po drugie by zohydzić obraz podziemia wśród społeczeństwa . W tym celu przypisywano oddziałom często nieprawdziwe okrutne czyny . Ten prosty manewr jednostronnego ukazywania "leśnych", służył wyrobieniu "właściwego"poglądu. Jakiegokolwiek rodzaju próba rehabilitacji literackiej , obiektywnego spojrzenia czy polemiki spotykała się z ostrą reakcją , jeśli nie cenzora to osób z najwyższego szczebla władzy . Temat zwalczania bi leśnych nie był nieobecny w podręcznikach szkolnych , wydaniach książkowych czy produkcjach filmowych . Podejmowano go jednak z ostrożnością, demonstrując przy tym punkt widzenia nie odbiegający od ustalonych norm . Sytuacja ta trwała przez cały okres PRL- owski .

Broszury podziemne z lat 80- tych prezentują z kolei diametralnie inny obraz powojennego podziemia wojskowego- w tym przypadku Kurasia . Odwrócenie nastawienia o 180 stopni z pewnością historykowi nie ułatwiło pracy ; co więcej, uczyniło ją niezmiernie trudną . Problem wybrnięcia z sytuacji gdy istnieją dwie skrajne opinie na ten sam temat w latach kryzysu gospodarczego wydawał się nie do przezwyciężenia . Pamiętajmy, że wówczas  nie można było otrzymać pozwolenia na wgląd w akta sprawy, która leżała na półce w archiwach MSW lub Służby Bezpieczeństwa . Dopiero w latach 90- tych istnieje swoboda wertowania dokumentów w poszukiwaniu prawdy .

Czy można bez żadnych wątpliwości określić bez uprzedzeń i nacisków politycznych postawę Kurasia ". Osobiście uważam , że na dzień dzisiejszy nie jest to możliwe z kilku powodów : po pierwsze istnieje tendencja do rehabilitacji i zadośćuczynienia krzywd ludziom uciskanym przez komunistów, po drugie ludzie pochodzący z kół niezależnych ( także politycznie ) głoszący poglądy wydające się obiektywnymi nie zawsze znajdują posłuch lub są  oskarżani o sprzyjanie minionemu systemowi, po trzecie wobec totalnego oskarżania o stronniczość osób związanych niegdyś z komunistami i negowania większości poglądów historycznych czasów PRL- u- obraz "Ognia"oparty został na relacjach tych , którym kazano milczeć przez ponad 40 lat- bliskich i znajomych Józefa Kurasia . Nie mam zamiaru zaprzeczać ich słowom , jestem niemal pewien , że oferują oni autorom swoje wspomnienia w dobrej wierze mówiąc to co wiedzą i co uważają za prawdę , jednak wymagałbym od piszących o Kurasiu obiektywizmu i zaprzestania permanentnego utyskiwania na fałszywy, ich zdaniem, "komunistyczny"wizerunek partyzanta z Waksmundu 

Obecna sytuacja polityczna , pragnienie zapomnienia o minionych , wstydliwych latach i pragnienie oczyszczenia z zarzutów wszystkich represjonowanych bez zastanowienia się nad możliwością istnienia "drugiej strony medalu" sprawia, że ogłaszanie odmiennego punktu widzenia , może stać się tematem dyskusji, utarczek słownych i pisarskich . Nie chodzi w tym poglądzie o podkreślenie komunistycznej wizji, lecz o wyciągnięcie wniosków płynących z przekazów obu stron . Do tej pory nie istnieje wydanie, w którym dokonano by wnikliwej analizy źródeł i opracowań pochodzących z dwóch okresów . Nie próbowano dotychczas  opisać wizerunku "Ognia" opartego na wnioskach płynących z przebaDenmark całego dostępnego materiału . Dzieło Derenia sprzed pięciu lat to jedynie zgrabne wyselekcjonowanie danych mających w zamierzeniu utworzenie obrazu postaci mieszczącej się w pewnych określonych ramach . Słuszne jest zdanie tych , którzy pomawiają tego autora o subiektywne zbadanie sprawy nie przystające historykowi . Ale- jak powiedziałem- prawdopodobnie inaczej sformułowana praca pod względem bibliograficznym i zawartych w niej konkluzji, mogłaby napotkać trudności wydawnicze .


Józef Kuraś "Ogień" wciąż czeka na rzetelne zbadanie jego losów . Zagadnienie to wykracza niestety daleko poza ramy tej pracy . Moim zadaniem było przedstawienie i ocena opracowań tyczących jego osoby, punkty widzenia w nich zawarte i sformułowanie wniosków płynących z zaobserwowania zmiany stosunku piszących o Kurasiu. Myślę , że dokonałem tego w sposób pozwalający na rozpoczęcie zaznajomienia się z tematyką leśnego oddziału umożliwiający- jak sądzę- ostateczny koniec poszukiwań prawdy o partyzancie Podhala .