Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyżyna krakowsko-częstochowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyżyna krakowsko-częstochowska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 października 2020

SZLAK ORLICH GNIAZD


https://www.geocaching.com/geocache/GC7NK4R_szlak-orlich-gniazd-czestochowa-zrebice-001

Szlak Orlich Gniazd jest szlakiem pieszym rozpiętym pomiędzy Częstochową a Krakowem, pokazującym pozostałości dawnych warowni jurajskich z czasów Kazimierza Wielkiego, jak również malownicze zakątki Wyżyny Krakowsko - Częstochowskiej, liczne jaskinie i ostańce. Pomysłodawcą utworzenia czerwonego szlaku na Jurze Krakowsko – Częstochowskiej był Stanisław Leszczycki. 



Wytyczony w 1930 r,. zgodnie z jego założeniami szlak biegł od Krakowa Doliną Prądnika przez Ojców i zawracał przez Podkrakowskie Dolinki, Krzeszowice i wzniesienia Garbu Tenczyńskiego. Niedługo potem wybuchła II Wojna światowa, oznaczenia szlaku nie były konserwowane, przez co szybko uległy zatarciu. W 1948 r. prof. Kazimierz Sosnowski na łamach czasopisma „Ziemia” opublikował projekt szlaku pieszego łączącego jurajskie zamki, warownie i strażnice. W 1950 r. dzięki dotacji Ministerstwa Komunikacji, szlak został oznakowany w terenie.

Popularyzację nazwy szlaku orlich gniazd zawdzięczamy Wiktorynowi Zielińskiemu, który to użył jej po raz pierwszy w swoim poemacie „Dwie ojczyzny”, napisanym podczas pobytu w dworku Zygmunta Krasińskiego w Złotym Potoku.

„Krasna ziemia zadnieprzańska

Nocną porą pośród gwiazd

Lecz piękniejsza nadwarciańska

Ze swym szlakiem orlich gniazd…”


W 2012 roku Szlak Orlich Gniazd, którym opiekuje się Związek Gmin Jurajskich, otrzymał Złoty Certyfikat Polskiej Organizacji Turystycznej stając się najlepszym produktem turystycznym Polski.


ZAMKI

Na Szlaku Orlich Gniazd znajduje się 11 spośród 27 warowni (zamków i strażnic) wybudowanych między Częstochową a Krakowem jako zabezpieczenie traktów handlowych w rejonie granicy ze Śląskiem pozostającym pod kontrolą króla czeskiego. Większość zamków została zniszczona podczas „potopu” w 1655 r. Opuszczone popadały w ruinę lub mimo odbudowy traciły na znaczeniu. W czasach współczesnych wiele z nich zostało poddane pracom konserwatorskim, renowacyjnym, część jest odbudowywana. Większość jest udostępniana dla ruchu turystycznego.


W MUWIT.pl


czwartek, 4 czerwca 2020

'Błędzić po pustyni'

Tekst i zdjęcia: Karol Piłka - Olkusz

Rzecz o Pustyni Błędowskiej


Niewątpliwie największa atrakcja Jury Krakowsko-Częstochowskiej, choć niewielka (jej powierzchnia wynosi ponad 30 km.kw. i dziś właściwie zarośnięta wciąż przyciąga rzesze turystów. rozciąga się między miejscowościami; Klucze, Chechło i Błędów i jest uważana za wielką osobliwość przyrodniczą nie tylko w skali Polski. Pustynia znajduje się w granicach Parku Krajobrazowego "Orlich Gniazd" i jest częściowo objęta specjalną ochroną w postaci użytku ekologicznego i w formie obszaru Natura 2000.

skąd tu pustynia? Czyli gdzie Diabeł nie może...

O ewenemencie pustyni można by opowiadać długo. Według naukowych źródeł powstała na przełomie trzeciorzędu i czwartorzędu, kiedy w rozległych i głębokich dolinach wody polodowcowe zostawiły wielką ilość żwirów i piasków. Potem już tylko wiatr dokończył dzieło: przenosił piach, budował wydmy, drążył obniżenia.


Tak chce nauka – miejscowe legendy mówią jednak co innego...
ponoć piaski pustyni to sprawka samego czorta, wykiwanego przez pana Twardowskiego (przypomnijmy – w zamian za wszelkie bogactwa ziemskie, oddał mu swa duszę, po czym ratując ową zagrożoną duszę uciekł na księżyc). O złożonych koło Olkusza skarbach dowiedziała się ludność okoliczna i zaczęła tu Kopalnie zakładać i drogocenny kruszec wydobywać. Nie spodobało się to panu podziemia, zwłaszcza, ze im głębiej Kopali, tym bliżej byli bram piekielnych. Ściany piekła zaczynały drżeć, pękać i dusze grzeszne powoli zaczynały z podziemia uciekać. Pan podziemia wziął się więc do roboty- zabrał ogromny worek i podążył z nim nad Bałtyk, aby piaskiem podziemia i Kopalnie zasypać. 

Gdy przelatywał nad Kluczami zawadził workiem o wieżę kościelną i rozsypał cały piasek po okolicy. Trzeba było wymyślić inny plan. Utworzył wiec rzekę, którą  nazwał Babą i jej bieg tak potoczył, aby woda zalała wszelkie Kopalnie. Od tej pory sztolnie przestały przynosić bogactwa i jedynym znakiem czarciej działalności jest Pustynia Błędowska.

Gdzie jest ta Pustynia?

Dzisiaj choć porośnięta lasami oraz wierzba syberyjską- głównie na obrzeżach Białej Przemszy, nadal przyciąga turystów nie tylko krajowych. Niektórzy są  bardzo zawiedzeni obecnym widokiem pustyni. Pamiętam grupę turystów z Poznania którzy na wzgórzu widokowym: Czubatka "ryknęli" śmiechem na widok pustynnej panoramy z kominami w 
tle. Innym razem spotkałem parę amerykańskich turystów, którzy stojąc na przeciwko pustyni pytali mnie gdzie jest ta Pustynia Błędowska. Nie mogliśmy się w ogóle dogadać. 

Powodem obecnego stanu Pustyni Błędowskiej są  opadające na nią pyły przemysłowe z pobliskich hut i zakładów(w szczególności Huty Katowice}. Miejscowe władze aktywnie działają o przywrócenie pustyni do stanu pierwotnego i odnowy terenu, ale koszty z tym związane są  ogromne. Jak pisałem Ci wcześniej pomimo jak twierdzą niektórzy  brzydoty pustyni, jest tutaj wiele zakątków, które kocham.

Uwielbiam jeździć na swoim rowerku niebieskim szlakiem rowerowym, prowadzącym wzdłuż pustyni z Klucz do Chechła, przez tzw: "Buczną Górę", która oprócz walorów przyrodniczych jest często odwiedzana przez grzybiarzy. Innymi miejscami ważnymi dla mnie są  położone tuż przy pustyni przyrodnicze ścieżki dydaktyczne, które ukazują bogactwo miejscowego świata roślin, zwierząt i owadów.

Np.: trasa ścieżki Rudnica-Pustynia Błędowska-Biała Przemsza obrazuje typowy krajobraz jurajski: lasy, skałki wapienne, stawy i cieki wodne. Przylegające do tej ścieżki stawy: Czerwony i Zielony połączone ciekiem wodnym są   bogate w różne gatunki ryb: karpie, karasie, szczupaki, siacze, sumy, płotki. Obecnie otoczone wapiennymi ścianami i skryte w leśnej gęstwinie, stanowią malowniczy element pustynnego krajobrazu. 

Jest tutaj również mnóstwo ptaków, z czasem pojawiającym się nawet czarnym bocianem którego tak rzadko można podziwiać w naturalnym środowisku. Zbocza ;Czubatki" porasta chroniony dziewięćsił bezłodygowy,owocujący jesienią. Jest to gatunek często występujący w Beskidach, Pieninach i Tatrach. Przez Pustynie Błędowską przebiega tzw. Transjurajski Szlak Konny PTTK. wytyczony przez Podkomisję Górskiej Turystyki Jeździeckiej PTTK, liczy 250 km. Rozpoczyna się w stadninie koni huculskich w Nielepicach pod Krakowem i prowadzi przez atrakcyjne krajobrazowo i przyrodniczo tereny Jury aż do Częstochowy, a kilku kilometrowy odcinek szlaku prowadzi właśnie przez Pustynię Błędowską.

Najlepszą panoramę pustyni można oglądać z Czubatki |382m.n.p.m.| w Kluczach oraz Dąbrówki |355m.n.p.m.| w Chechle, gdzie znajdują się pozostałości z niemieckiego stanowiska dowodzenia z drugiej wojny światowej. A trzeba wiedzieć, że Pustynia Błędowska tak przed rokiem 1939,jak również po wojnie była wykorzystywana jako poligon ćwiczebny lotnictwa. W czasie drugiej wojny światowej Niemcy urządzili na pustyni teren do ćwiczeń dla formacji gen. Rómla tzw. Afrika Korps, która w latach 1941-43 walczyła w Afryce Północnej z armią brytyjską. Dziś  wzgórze Czubatka jest ulubionym miejscem para- i motolotniarzy, a płn. zach. część pustyni nadal służy ;czerwonym beretom" z podkrakowskiej Rząski do ćwiczeń skoków spadochronowych. 

Warto również wspomnieć, że powstało również stowarzyszenie o nazwie "POLSKA SAHARA". Organizuje ono co roku na przełomie lipca i sierpnia imprezę plenerową pod nazwą "Pustynne Miraże". Pustynia Błędowska bowiem bywa nazywana "polską Saharź" właśnie, a przy odpowiedniej pogodzie można było zaobserwować zjawisko mirażu(Fata Morgany).


O autorze:

Karol Piłka - Niestrudzony promotor walorów Jury. Pasjonat zamków, dolinek i jaskiń. Jurę głównie zwiedza na rowerze, ale na dwukółku wybrał się również do Szwecji. Bez roweru- dla odmiany- do Irlandii i Chorwacji. Co tu dużo mówić- włóczykij.

Kiedy nas zawodzi do Wodącej

Tekst i zdjęcia: Karol Piłka - Olkusz

Zapraszam do jednej z najbardziej interesujących części Jury w okolicach Olkusza, mianowicie na szlak prowadzącym do Doliny Wodącej. Jest to bardzo ciekawy zakątek nie tylko ze względów turystycznych, ale również historycznych. Moją bazą wypadową są Klucze.



Wyruszam kierując się na północny wschód drogą asfaltową, a dalej czerwonym szlakiem do wioski Cieślin, gdzie warto zwrócić uwagę na stojący "na wodzie" posąg św. Jana Nepomucena z drugiej połowy osiemnastego wieku oraz- po drugiej stronie jezdni- kościółek z 1918r.z ciekawymi figurkami świętych. Z Cieślina jest już tylko  2 kilometry do Bydlina. 
Tutaj zawsze zatrzymuję się na krótki odpoczynek przy ruinach średniowiecznego zamku z 1388r. Zamek ten przebudowany w szesnastym wieku na kościół katolicki,został złupiony i spalony w 1655r. przez wojska szwedzkie pod dowództwem gen. Muellera, podczas  przemarszu z Częstochowy. Tuż obok ruin zamku znajdują się fragmenty okopów upamiętniające walki Legionów J. Piłsudskiego z wojskami rosyjskimi w listopadzie 1914r. Nieco dalej jest kaplica i cmentarz legionistów z okazałym krzyżem (leży tutaj miedzy innymi bratanek I.Paderewskiego).

W dalszym ciągu kierując się czerwonym szlakiem,przecinając drogę Krzywopłoty- Załęże, pookoło trzech kilometrach, (trochę stromego podjazdu) dojeżdża się do malutkiej zagubionej wśród lasów wioski Góry Bydlińskie. Wokół rozciągają się dorodne lasy mieszane, a okolica bardzo przypomina mi rejon Prechyby w Beskidzie Sądeckim. Jest tu cicho i bezludnie.

Stąd może jeszcze 1,5 kilometra do mojego najbardziej ulubionego tutaj miejsca odpoczynku polany  Psiarskie. Jest tu pole biwakowe z ławeczką, paleniskiem,i tylko jedno zabudowanie- stara gajówka pamiętająca jeszcze czasy drugiej wojny światowej. To tutaj w 1944r.ukrywał się przed hitlerowcami oddział partyzancki A.K.SUROWIEC,co upamiętnia ustawiony przy polance kamień(pomnik z tablicą informacyjną).Na tej polance zazwyczaj kończę swoją rowerową wyprawę, rozpalam ognicho, piekę na patyku kiełbaskę i jadę z powrotem do Klucz.

Ale najpiękniejsza część trasy biegnie dalej. To właśnie trasa na Smoleń przez Dolinę Wodącej. Byłem tu dwa razy i nigdy nie zabrałem ze sobą aparatu, a jest co fotografować. Niektórzy określają ją jako jedną z najpiękniejszych dolin jurajskich w powiecie olkuskim. Jest malowniczą doliną przecinającą pasmo Smoleńsko- niegowonickie, gdzie znajduje się ponad 50 jaskiń i setki skałek oraz bardzo mało znana Pustynia Ryczowska.

 Teraz troszkę historii.  
Nazwę "Wodąca" miejscowa ludność określa bezwodne dolinki. Cała dolina w okresie zamierzchłej przeszłości była wielokrotnie zamieszkała przez ludzi,czego dowodem są  najstarsze w kraju osady i pracownie kamieniarskie z okresu neolitu i epoki brązu odkryte w licznych jaskiniach jakie tu się znajdują. 

Jaskinia Biśnik,jako najważniejsze stanowisko badawcze tej doliny, zawiera ślady reliktów konstrukcyjnych wznoszonych z kamienia i kości ofiar myśliwych,takich jak nosorożec włochaty i niedżwiedż jaskiniowy, sięgające 300 tysięcy lat. Na Grodzisku Pańskim odnaleziono ślady bytności najazdu Scytów (ok.500 r.p.n.e.)oraz kultury przeworskiej rozwijającej się na terenie dzisiejszej Polski między drugim wiekiem p.n.e. do V i VI w n.e.,która składała się z plemion germańskich Gotów i Wandalów. W jednej z jaskiń w szesnastym wieku działała fałszywa mennica,wytwarzająca podrabiane szelągi Jana Kazimierza. W jaskini Jasnej Strzegowskiej odnaleziono osadę produkcyjną z pracowniami kamieniarskimi wytwarzającymi na skalę "przemysłową"siekierki.

  Zakończeniem Doliny Wodącej jest Smoleń i tutejsze ruiny szesnastowiecznej warowni. Ruiny zamku otoczone są  starym lasem liściastym. Pomimo dużych zniszczeń(został zniszczony przez szwedów,podobnie jak chyba wszystkie zamki na Jurze),prezentuje się bardzo ciekawie. Składa się z dwóch części,górnej i dolnej. Górna składa się ze strzelistej wieży(można się na nią wdrapać po wmurowanych w skałę stopniach). Dolna to resztki murów będących niegdyś komnatami zamkowymi. 
Na głównym dziedzińcu jest studnia. Legenda głosi,że była ona kuta w litej skale przez jeńców tatarskich. Natomiast korytarze lochów zamkowych maja doprowadzić do odległego 2 km. wzgórza Biśnik. Ze względu na duże walory przyrodnicze oraz niezwykłą wartość zamku,wzgórze zostało objęte rezerwatem przyrody. Tutejsze wzgórza,lasy i wioski,jaskinie i doliny są  naprawdę warte obejrzenia. 




O autorze:

Karol Piłka - Niestrudzony promotor walorów Jury. Pasjonat zamków, dolinek i jaskiń. Jurę głównie zwiedza na rowerze, ale na dwukółku wybrał się również do Szwecji. Bez roweru- dla odmiany- do Irlandii i Chorwacji. Co tu dużo mówić- włóczykij.

Srebrne Miasto - Olkusz

Tekst i zdjęcia: Karol Piłka - Olkusz

W dawnych czasach gród Ilkus był wielki, piękny i bogaty. Promieniał blaskiem srebra, był pełen ludzi, ruchu i pieniądza. Mowa o średniowiecznym Olkuszu mieście z którego pochodzili  M.in. Marcin Bylica- słynny średniowieczny astronom, Maciej Korwin- nadworny astrolog i lekarz na węgierskim tronie czy Marcin Biem - wieloletni rektor Akademii krakowskiej. 


Olkusz leży na styku Jury Krakowsko-Częstochowskiej w północnej  części województwa małopolskiego.  Atrakcyjność turystyczna miasta wynika zarówno z ciekawego położenia, na chętnie odwiedzanym przez turystów Szlaku Orlich Gniazd, jak i ze względu na jego bogatą historię. Większość historyków zalicza Olkusz do jednego z najstarszych miast w Małopolsce. Historia miasta związana była od początku z górnictwem srebra i ołowiu. czasy jego największej świetności przypadają na XV i XVI wiek. 

Z tamtego też okresu pochodzi nazwa: "Srebrne Miasto", która została przypisana Olkuszowi ze względu na płytko zalegające bogate złoża srebra. Za czasów panowania Stefana Batorego i Zygmunta III Wazy, stał się Olkusz jednym z centrów gospodarczych i intelektualnych Polski. Kopalnie srebra, mennica i liczne huty, wyniosły to miasto do roli gospodarczego centrum zasilającego bardzo poważnie królewską kasę. Pomnażali tutaj swoje majątki rody Bethmanów, Bonerów, Myszkowskich. Ponoć znany Erazm z Rotterdamu oraz dziadek Kopernika, lokowali tu swe majątki. 

Przebiegający tędy szlak handlowy z Krakowa na Śląsk i dalej do zachodniej Europy, prowadził do mieszania się kultur i języków różnych narodów, najczęściej Niemców, Holendrów, Żydów, Węgrów i Polaków.  Przełom XVII i XVIII wieku przyniósł niestety załamanie. Mimo królewskich zakazów kopania pod miastem, te właśnie podkopy doprowadziły do rujnacji wielu zabytkowych budowli. W tym samym czasie wydobycie srebra stało się nieopłacalne. Upadło znaczenie miasta jako silnego środowiska gospodarczego i intelektualnego.  Okres powolnego powrotu do dawnej świetności nastąpił dopiero od połowy XIX wieku. Spowodowane to było doprowadzeniem linii kolejowej, co umocniło pozycję miasta dając możliwość rozwoju przemysłu nie związanego z górnictwem. 

Najlepszym świadectwem dawnej potęgi Olkusza jest Kościół Św. Andrzeja,  będący jednym z najciekawszych zabytków sakralnych w Polsce. Jest on właśnie stałym elementem olkuskiego pejzażu, stanowiącym o tożsamości miasta. Olkuska fara pochodzi prawdopodobnie z przełomu XIII i XIV wieku. Najważniejszym zabytkiem kościoła są  organy,  zbudowane przez słynnego organomistrza Hansa Hummla z Norymbergi.

Postać to niezwykła. Był mistrzem w swoim fachu, jednak nie skończył swego olkuskiego dzieła. Przerwała je śmierć syna który spadł z rusztowania podczas  prowadzenia prac. Załamany twórca wyjechał do słowackiej Lewoczy, gdzie ścigany za niewywiązywanie się z mów popełnił samobójstwo rzucając się z rusztowań.  Mimo to organy w olkuskiej farze zostały dokończone. 

Innym cennym zabytkiem kościoła jest gotycki ołtarz szafkowy zwany poliptykiem. Skrywa się w cieniu północnej nawy. Ufundowany został przez olkuską mieszczankę Annę Sperkozową w 1485 roku. Poza tym znajduje się tu wykonany  z olkuskiego srebra krzyż gwarków oraz pontyfikał.  Co roku w kościele odbywają się bardzo popularne nie tylko w Olkuszu koncerty organowe.

Poza kościołem Św. Andrzeja, z ciekawszych zabytków pozostaje baszta oraz kamienice wokół rynku pochodzące z XVIII, XIX i XX wieku. Najciekawsze z nich to kamienica Myszkowskich zdobiona renesansowym portalem oraz tzw. Batorówka w której obecnie mieści się olkuska siedziba PTTK i muzeum(legenda głosi że sypiał w niej Stefan Batory gdy zawitał do srebrnego grodu).   W mieście znajdują się cztery muzea:
  • Muzeum afrykanistyczne im. Dr. Bogdana Szczygła (ul. Szpitalna34a, tel. 326432026). Wśród zbiorów jednych z bogatszych tego typu w Polsce zasługują eksponaty związane z kulturą i sztuką wojowniczego plemienia Tuaregów, strzelby, siodła, siały, amulety, biżuterie, stroje oraz maski i wiele innych ciekawych eksponatów. 
  • Muzeum twórczości Władysława Wołkowskiego nazwanego: Michałem Aniołem Wikliny"(ul. Szpitalna 32 tel. 327544455). są  tutaj wspaniałe kolekcje prac wykonanych w wiklinie, trzcinie, sznurkach, piórach i bambusie. 
  • Muzeum Regionalne PTTK. mieszczące się w dwóch salach zabytkowej kamienicy tzw: Batorówki - (Rynek20 tel. 326431585). Wśród eksponatów znajdują się m. inn. Miecz katowski z przełomu XIII i XIVw. (wedle legendy za jego pomocą ścięto dwóch gwarków którzy próbowali okraść kościół), oprócz tego cenne zbiory malarstwa, portrety gwarków olkuskich, kolekcje fotografii olkuskich żydów. Wśród najcenniejszych eksponatów wymienić należy kamienny gmerk, pistolet skałkowy, fragmenty rur wodociągowych z XVI i XVIII wieku, groty strzał zXVw. ostrogi z XVIIw, fragment kolumny kościoła Św. Jana, sztylet, a także znalezione w zamku w Rabsztynie armatnie kule szwedzkie, skorupy naczyń rzymskich i z okresu brązu a także stare mapy, monety i fotografie. 
  • Muzeum Pożarnictwa Ziemi Olkuskiej(ul. Floriańska5 tel. 326432845) Wśród eksponatów znależć można m. inn.  bogaty zbiór sztandarów pożarniczych(najstarszy z 1885), hełmów (M.in. skórzany hełm naczelnika Chmielewskiego z 1885), wozów strażackich, medali i monet w tym najstarsze z 1597r. wybite w mennicy olkuskiej. 


W Olkuszu znajdują się trzy nekropolie  m.  in. bardzo zniszczony kirkut żydowski i stary zabytkowy cmentarz gdzie znajduje się grób, pomnik bohatera Powstania Styczniowego pł. Francesco Nullo, który przybył z Włoch do Polski na czele ochotniczego oddziału garibaldczyków dla wsparcia Powstania Styczniowego. Zginął 5 maja 1863 r w bitwie pod Krzykawką. 

Dzisiejszy Olkusz nie kipi już gwarem, jak ten z wieków średnich. Jest trochę miastem sennym i spokojnym, tworzącym nadal pogranicze między Śląskiem a Małopolską. Mimo to warto tutaj wstąpić, poznać jego historię i walory turystyczne. 



O autorze:

Karol Piłka - Niestrudzony promotor walorów Jury. Pasjonat zamków, dolinek i jaskiń. Jurę głównie zwiedza na rowerze, ale na dwukółku wybrał się również do Szwecji. Bez roweru- dla odmiany- do Irlandii i Chorwacji. Co tu dużo mówić- włóczykij.

niedziela, 5 stycznia 2020

Małopolskie zamki i fortalicje XIV w.

Autor: Łukasz Majerczyk


Blisko czterdziestoletnie panowanie Kazimierza Wielkiego (1333 – 1370) ostatniego z dynastii Piastów było okres nieustannych walk o jedność i granicę terytorialne państwa polskiego. Pomimo uporządkowania spraw krzyżackich i czeskich w dalszym ciągu istniało realne niebezpieczeństwo najazdu sąsiadów. Aby temu zapobiec król opracował plan umocnienia kraju poprzez wznoszenie obwarowań ceglanych wokół miast i nowych zamków w newralgicznych punktach granicznych. Zdania, co do liczby wznoszonych zamków są  podzielone – zdaniem historyków ich liczna waha się od 35 do 52.



Przyjmijmy, zatem sugerując się "Kroniką katedralną krakowską", że zamków Kazimierzowskich powstało około 35 z tym jednak, iż nie wiadomo (nie ma o tym mowy w tekście), które z nich zostały zbudowane od nowa, a które były tylko przebudowane.

czwartek, 29 sierpnia 2019

Cmentarz choleryczny w Brzeziu

 Opis pochodzi z geocaching.com

 
Wydaje się, że epidemie w dawnych czasach były nieco częstsze niż teraz. Takie całkiem niefajne - z mnóstwem ofiar (śmiertelnych). Biedacy nie mieli wyboru - szczepić się czy nie...

Wydawałoby się również, że po dawnych epidemiach nie został ślad. Ale to nieprawda - jeśli dobrze się przyjrzeć, to niemal w każdej miejscowości w Polsce znajduje się mniejszy lub większy cmentarz epidemiczny. Najczęściej choleryczny.

Również w podkrakowskim Brzeziu powstał w 1831 cmentarz choleryczny. Podczas panującej wówczas epidemii pochowano na nim łącznie 11 osób. Zmarli byli mieszkańcami Brzezia oraz sąsiadującego z Brzeziem Ujazdu. Po raz kolejny wykorzystano go w roku 1855, kiedy w okolicy ponownie szalała cholera. Tym razem we wspólnej mogile spoczęło 19 osób.

Cmentarz jest bardzo ładnie utrzymany i na pewno wart odwiedzenia.
 
Opis pochodzi z geocaching.com / autor #musicandsearching / GC83DQD Zdjęcie znalazców

[EN]
Epidemics in the old days might have been slightly more frequent than now. And they were deadly. The poor souls did not have a choice - to get the vaccine or not ...
It seems these old epidemics vanished with no trace. But that's not true - if you look closely, in almost every city and village in Poland there is a smaller or larger epidemic cemetery. Most often choleric.
A choleric cemetery was established also in Brzezie, in 1831. During this cholera outbreak, a total of 11 people were buried there. The victims were the inhabitants of Brzezie and neighboring Ujazd. Once again it was used in 1855, during another cholera outbreak. This time, 19 people rested in the common grave.
The cemetery is very well maintained and definitely worth a visit. And the cache is very simple - "park and grab" type.

wtorek, 9 stycznia 2018

Klątwa pierścienia


Archeolog z Olkusza przy miejscowej bazylice wykopał 300-letni pierścień. I tu zaczęły się problemy- mężczyzna boi się teraz swojego znaleziska: nie daje nikomu pierścienia do ręki, szybko go chowa i straszy klątwą.
- To zapewne pozostałość po pochówku jakiejś młodej kobiety- mówi dziennikowi Jerzy Roś, który na terenie wokół kościoła- niegdyś cmentarzyska- znalazł wiekowy pierścień.

Dlaczego archeolog boi się swojego znaleziska? Mężczyzna- na podstawie własnych 26-letnich doświadczeń oraz relacji swoich kolegów po fachu- twierdzi, że niektóre zdarzenia związane z zabytkowymi przedmiotami nie znajdują racjonalnego wytłumaczenia. I dlatego lepiej dmuchać na zimne.

Lekarze: To bzdura

W klątwy, zabobony, a nawet medyczne zagrożenia ze strony wyKopalisk nie wierzy lekarz Marek Trzcionkowski. – Średniowieczne znaleziska nie stanowią większego zagrożenia. Te same bakterie bytujące w glebie mogą nas zaatakować nawet podczas  prac we własnym ogródku – tłumaczył w rozmowie z "Polską".

Wprawdzie do dziś nie wiadomo czy słynna "klątwa Tutenchamona" była faktem czy dziennikarską fantazją. Nie wiadomo też na pewno czy śmierć po chorobie nowotworowej osób, które uczestniczyły w otwarciu grobu Kazimierza Jagiellończyka była wynikiem klątwy czy może jednak rakotwórczego grzyba.

Nie wiadomo też, jak będzie ze znaleziskiem Rosia, ale on sam jest pewien: będzie ostrożny.


Z punktu widzenia logiki trudno uwierzyć żeby rozsądny naukowiec wierzy w przesądy. Z punktu widzenia historii wykopalisk- cóż.. nie wiemy wszystkiego i może ma rację. Ja jednak sądzę ze to trochę niestandardowy marketing:) Gdyby nie przesądy naukowca pierścień doczekał by się małej wzmianki w lokalnej prasie- a tak? mamy cały artykuł i już w kilku miejscach widziałam wzmiankę o znalezisku olkuskim Jestem więc za tym żeby więcej przesądów gromadziło się naokoło takich wykopalisk- to zapewnia rozgłos znalezisku w dzisiejszych czasach. A .. jak widać z artykułu Karola o Olkuszu i tych wykopaliskach- Olkusz i okolica jeszcze niejednym nas zaskoczą:)

HISTORIA MUZEUM GÓRNICTWA RUD


Powstało w 1990 r. Z inicjatywy nauczyciela naszej szkoły inż. Ryszarda Kyzioła, przy wsparciu dyrekcji szkoły i wielu członków grona pedagogicznego. To właśnie tylko tu można dziś zobaczyć barwę i zarys przeszłości górnictwa olkuskiego, które ma już 750-letnią tradycję. 

Wraz z górnictwem solnym bierz swój początek XII w. Nosi zatem tradycję górnictwa krakowskiego, gdyż liczy się jako historycznie udokumentowane od czasów panowania księcia Bolesława V Wstydliwego. Jest zatem o kilkaset lat starsze od śląskiego górnictwa węglowego, które bierze początek od końca XVIII w.

Dziś spadkobiercą i kontynuatorem ciągłości eksploatacyjnej są  ZGH ,,Bolesław". Zakłady te dysponowały kiedyś własnym domem kultury. To tam na przełomie lat 60-tych i 70-tych były Dyrektór szkoły na SKAŁCE, później pracownik ZGH ,,Bolesław" mgr Edward Gawarecki stworzył barwną i ciekawą galerię tradycji górniczej. Można tam było zobaczyć nie tylko przeszłość, ale i historię Zakładów Górniczo-Hutniczych ,,Bolesław", które powstały na początku lat 50-tych. To wszystko po 1989 r., gdy "powiały inne wiatry historii", zostało brutalnie zniszczone i bezmyślnie rozproszone. Na szczęście inż. Ryszard Kozioł, który jest pasjonatem historii, zwłaszcza regionalnej, z pomocą uczniów podjął się ratowania resztek wystroju, które ulokowano w piwnicach przedszkola w Bukownie i Borze. Większość dyplomów, dokumentów okolicznościowych i różnych pamiątek została bezpowrotnie zniszczona. Udało się uratować- wyciągnąć spod gruzu- sztandary, część dyplomów i zdjęć dokumentalnych. Na bazie tych szczątkowych eksponatów, które pieczołowicie odnawiano własnymi siłami na SKAŁCE, rozpoczęto tworzenie muzeum. Z roku na rok powiększały się zbiory. Adaptowano następne pomieszczenia, które kiedyś służyły szkole gastronomicznej i internatowi.

Obecnie muzeum zajmuje 13 pomieszczeń pod szkołą gastronomiczną. Znajdują się tam eksponaty obrazujące przekrój techniki górniczej kiedyś stosowanej, ratownictwa górniczego, wyposażenia osobistego górników, techniki strzelniczej itp. W muzeum można poznać kalendarium obejmujące zarys dziejów naszego górnictwa aż po rok 1980. Muzeum posiada także zbiory etnograficzne, które obrazują funkcjonowanie gospodarstw domowych na przełomie XIX i XX w. Na Ziemi Olkuskiej. Można tu zwiedzić sztolnię, która, wyposażona w autentyczne eksponaty z Kopalni,,Bolesław", pozwala zwiedzającym odczuć aurę prawdziwej Kopalni.

Muzeum Górnictwa Rud odwiedza rocznie kilkaset osób, głównie młodzież szkolna. Zespół Szkół w Bukownie dzięki własnemu muzeum krzepi miłość do naszej małej ojczyzny, jaką jest Ziemia Olkuska, przybliżając jej historię. Jesteśmy jedyną taką placówką oświatową w powiecie olkuskim, a możliwe i w całej Małopolsce, która dysponuje muzeum.

źródło: strona internetowa Zespołu Szkół SKAŁKA  w Bukownie

wtorek, 14 listopada 2017

Śląska zupa parzybroda

Przygotowywana w regionie częstochowskim parzybroda to kolejna zupa, która została wpisana na Listę Produktów Tradycyjnych Ministerstwa Rolnictwa- poinformowała gmina Olsztyn w woj. śląskim.

Śląska parzybroda stała się 'kapuścianą' rywalką kwaśnicy. Choć obie zupy to kapuśniaki, to różnica w smaku- jak podkreślają smakosze- jest ogromna. Kwaśnica jest kwaśna, a parzybroda słodka. Parzybroda jest zupą gęstą ze słodkiej kapusty, ziemniaków, boczku i kminku. Kwaśnica gotowana jest z kapusty kiszonej na żeberkach i podgardlu.

sobota, 31 lipca 2004

Skała Kmity i Las Zabierzowski

W końcu po długich dyskusjach, przekomarzaniach i awanturach ruszyliśmy na wycieczkę rowerową po okolicach Krakowa. Awantury osbywały się najczęściej na tle stanu naszych rowerów, który łagodnie rzecz ujmując jest dramatyczny. Radek jechał na rowerze Moniki, który skrzypiał nieziemsko i miał słabe hamulce, ja- na mojej starej Gazeli, która świetnie spisuje się w mieście, ale na trasach przełajowych nie nadaje się do jazdy.



Ruszyliśmy spod domu w okolicach południa. Jeszcze zajechaliśmy do sklepu po pompkę, bo nasze były na Zawadce, a koła nie trzymają powietrza tak, jak byśmy sobie tego życzyli. 

Droga nad Rudawą jest piękna, prosta i łatwa. Jechało się cudnie. Do momentu dojechania do stawów w Mydlnikach. Tam Ścieżka się nagle skońćzyła i trzeba było ratować się za pomocą mapy (tu szczerze polecam mapy Compassu- zaznaczony jest chyba każdy kamień i jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło, żeby rzeczywistość nie pokrywała się z mapą.


Potem niestety droga wiedzie asfaltem, a konkretnie główną drogą na Balice. Ruch dosć spory, bo most na Rudawie w Zabierzowie był remontowany iw szystkie auta jechały przez Szczyglice. W końcu jednak dojechaliśmy i tu okazało się, że ludzka pamięć złudną jest. Dałabym sobie głowę uciąć, że, kiedy kilkanaście lat temu jeździłyśmy tu z babcią to skała Kmity górowała nad parkingiem przy restauracji Kmita. Okazało się że skała została przeniesiona i góruje teraz nad drogą na Zabierzów, a od restauracji Kmita jedynie się na nią wychodzi. 

Oczywiście prostowaliśmy ścieżki, bo nie chcieliśmy wyjeżdżać NA skałę tylko POD nią. Koniec końców zjeździwszy pół lasu w końcu dotarliśmy pod krzyż na skale Kmity. Stąd skakał biedny Kmita, kiedy nie mógł ożenić się z wybranką swego serca. Moja siostra jeszcze w dzieciństwie skwitowała to krótko:
- Idiota, ale szkoda konia.

Dojazd na skałę Kmity nie wystarczył jednak rowerowym zapaleńcom, którymi nagle się staliśmy. Pojechaliśmy dalej przez las Zabierzowski, mając zamiar dojechać do Kleszczowa.


Przez przypadek skręciliśmy nie w tą  dróżkę co trzeba było i dojechaliśmy do Stacji Cywilnej Kontroli Lotów. Sprawia ogromne wrażenie, co można zobaczyć na zdjeciach (Radka- bo moje nie wyszły- nie miałam jeszcze wtedy filtra polaryzacyjnego). Droga przez las poszła nam dobrze, aczkolwiek w niektórych momentach musiałam pchać mojego dziada pod górę (przemilczę dyskretnie czy to wina roweru, czy też mój brak sił)


Zrobiło się mocno po południu kiedy dojechaliśmy do Kleczewa i pogubiliśmy drogę. Zamiast skręcić w wyboistą drogę, pojechaliśmy dalej asfaltem, wychodząc z błędnego założenia, że jeżeli jest drogowskaz do Nieplic dla samochodów to droga będzie prowadzić asfaltem. Błąd. Wjechaliśmy komuś do posiadłości, napadły na nas psy, obżarliśmy się jeżyn i... 

... musieliśmy się cofnąć.

Ale nie tylko my się pogubilismy- na polnej drodze spotkaliśmy rodzinę która wyjechała na wycieczkę ekskluzywnym samochodem- zaiste nie droga na takie podwozie...

Mieliśmy zamiar zrobić ognisko w kamieniołomie w Nieplicach, ale kiedy tam dojechaliśmy okazało się że "nie lzia". Nie wolno w ogóle wchodzić. Radek jednak ma dar przekonywania i strażnik tegoż kamieniołomu nie dość że nam pozwolił wejść to jeszcze przypilnował nam rowerów.


Pewnie, nawet gdyby było można, nie jedlibyśmy tam obiadu, bo pył z wapienia unosił się wszędzie. Istny koszmar. Wyjechaliśmy stamtąd cali biali.

Zaczęło się już mocno zmierzchać, kiedy zarządziliśmy odwrót.

Ruszyliśmy przez przepieknie położoną wieś Baczyn, chcąc jeszcze zobaczyć dolinkę Mnikowską, ale było już późno, a Radek po zjeździe Kmity już w ogóle nie miał hamulców, więc z żalem zrezygnowaliśmy.


Za Cholerzynem zrobiliśmy sobie ognisko. A ponieważ zaczęliśmy je robić po 21,00 to nie było żadnych szans na dojazd do domu jeszcze dzisiaj. jednak Gazela to jest klasyczny rower na asfalt, dała taki popis, że 18 km zrobiliśmy w nieco ponad pół godziny. Może to nie jest wyczyn, ale my jeździmy po pierwsze rekreacyjnie, a po drugie na rowerze nie siedzieliśmy dobre kilka lat;)))