Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Suwalszczyzna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Suwalszczyzna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 marca 2023

Suwalszczyzna - bibliografia


Suwalszczyzna to kraina piękna jak baśń. Doczekała się zatem kilkunastu ciekawych przewodników. W mojej opinii najlepszy z możliwych jest przewodnik Polska Egzotyczna (obie części, choć tylko tom I obejmuje teren Suwalszczyzny),który sugeruje wędrówkę wzdłuż granicy i do kilku kilometrów od niej. Zarówno założenie przewodnika, jak i zawartość jest... genialna. Zresztą najwyraźniej inni sądzą podobnie skoro przewodnik doczekał się już czwartej edycji.

poniedziałek, 8 sierpnia 2022

Podlaskie cerkwie

 

Tokary - Koterka - Cerkiew na bagniskach



Cerkiew prawosławna  p.w. Ikony Matki Boskiej Wszystkich Strapionych Radość, położona jest w leśnym uroczysku Koterka. Zadziwiające jest jej usytuowanie - leśne grzęzawisko z dala od siedzib ludzkich. Historia powstania cerkwi jest świadectwem objawienia się Matki Bożej jak i głębokiej wiary miejscowej ludności. Cerkiew wybudowano w 1912 roku, w miejscu opbjawienia, gdzie wytrysnęło źródełko, które do dziś znajduje się przy cerkwi. Nie lada wyczynem była budowa na terenie bagiennym, chociaż mimo upływu lat budowla pozostaje bez pęknięć.




Góra Grabarka położona obok wsi o tej samej nazwie w województwie podlaskim, powiecie siemiatyckim, w gminie Nurzec-Stacja. Stała się najważniejszym miejscem kultu religijnego dla wyznawców prawosławia w Polsce.
Na Grabarce znajduje się utworzony w 1947 monaster żeński Świętych Marty i Marii, a także 3 klasztorne cerkwie (Przemienienia Pańskiego, Ikony Matki Bożej Wszystkich Strapionych Radość i refektarzowa – Zaśnięcia Przenajświętszej Bogurodzicy). Główna cerkiew klasztorna (Przemienienia Pańskiego) jest jednocześnie świątynią parafialną. Monaster, cerkwie oraz dwa Domy Pielgrzyma (drewniany i murowany) tworzą osadę Grabarka-Klasztor. Na terenie osady znajduje się również prawosławny cmentarz.

Molenna w Wodziłkach


Molenna w Wodziłkach zostałą zbudowana przez staroobrzędowców w 1885 r. Początkowo nie posiadała ona "zwonarni" (dzwonnicy), którą dobudowano w 1928 r. i tym samym nadano molennie wygląd siedemnastowiecznych cerkwi. Staroobrzędowcy modlą się w niej do dziś.



niedziela, 10 stycznia 2021

Folwark Hutta

 https://opencaching.pl/viewcache.php?cacheid=52636


Nazwa wiąże się z hutą szkła która prowadzili tu kameduli z pobliskiego klasztoru. Po trzecim rozbiorze dawne dobra królów polskich, jak też kościelne stały się ekonomiami królów pruskich. Wchodzące w skład ekonomii folwarki puszczano w dzierżawę. Pierwszym dzierżawcą w 1800r. stał się Jan Henryk Voutat, szlachcic pruski. W 1815r. po pokoju wiedeńskim tereny majątku znalazły się w Królestwie Polskim, a dzierżawcami byli kolejno:: Johanna Marianna Charlotte z Girod Voutatowa żona Jana Henryka, jej drugi mąż – Wincenty Przybylski, Wojciech i Konstancja Staniszewscy oraz ich syn Aleksander.

    Po powstaniu styczniowym folwark został nadany generałowi Mikołajowi Goneckiemu, dowódcy 3 dywizji grenadierskiej. Była to nagroda za tłumienie powstania. Goneccy zarządzanie majątkiem powierzyli Walentemu Markowskiemu. Wprowadził on liczne innowacje w gospodarce, ale główne dochody czerpał z gorzelni. Jego syn, Antoni zarządzał dobrami do 1900r. Następnymi dzierżawcami była rodzina Rydzewskich. Po I wojnie światowej majątek przeszedł na rzecz skarbu państwa, a dzierżawcami pozostali Rydzewscy. We wrześniu 1938r. dobra odkupił Jan Stępowski, który z rozmachem wziął się za gospodarowanie, ale szybko go to przerosło. Zresztą niedługo wybuchła wojna. Po jej zakończeniu majątek poddano reformie rolnej, a na 60ha utworzono PGR. W latach 90-tych dawny PGR odkupił prywatny inwestor, który tworzy tu ośrodek wypoczynkowy. Niezbyt miłym spadkiem po PRL jest barszcz Mantegazziego, blisko spokrewniony z tym od Sosnowskiego i równie jak on niebezpieczny.

    Historycznymi pozostałościami po majątku jest dwór i brama. Dwór pochodzi z okresu drugiej połowy XIXw. Po drugiej stronie drogi jest odnowiona barokowa brama, jeszcze z czasów kamedulskich.


I mała informacja od założyciela kesza:

Szperałem trochę po internecie w poszukiwaniach wiadomości o historii miejsca i nic nie mogłem znaleźć. Na początku wyświetlała mi się komercyjna strona http://www.hutta.pl/ a ja szukałem dalej. Tymczasem trzeba było tam zostać, bo oprócz możliwości rezerwacji, podejrzenia menu, itd jest i historia majątku. Naprawdę miło że prywatny inwestor nie zapomina o historii miejsca.

Jezioro Jaczno - punkt widokowy

 https://www.geocaching.com/geocache/GCX8K8_smolniki-jaczno


Piękny widok na niesamowite jezioro Jaczno, posiadające unikatowy, malachitowy kolor. Będąc tu nie można nie zejść do brzegu jeziora, a nawet sie w nim wykapac. Zaraz po dojściu do jeziora napotykamy na czop po starym odwiercie naftowym (koniec lat 70. XXw). Dalej niesamowite, wiszące torfowiska w Borsuczym Jarze - blisko 40m urwisko. W dole płynie strumyk, niczym górski potok. Woda jest w nim zimna do bolu. Droga wokół jeziora przejeżdżał niegdyś podobno sam kontur krzyżacki.


Z tego punktu były robione zdjęcia do filmu "Pan Tadeusz" (ujecia z narada dowódców przy mapach i przemieszczającym się wojskiem).
Jeszcze kilka lat temu stała tu duza wieża punktu widokowego, ale po tym, gdy sie spaliła już jej nie odbudowano. Bliźniacza wieża z równie pięknym widokiem stoi w Smolnikach.



sobota, 9 stycznia 2021

Wzdłuż Czarnej Hańczy



Czarna Hańcza zaczyna się w otulinie Suwalskiego Parku Krajobrazowego, wpada do Hańczy, najgłębszego jeziora w Polsce, opuszcza je w Bachanowie jako bystry potok szumiący głośno pośród głazów. Mija 13 wydłużonych pagórków, czyli oz turtulski, najpiękniejszy przykład ozu w Polsce, płynie przez Suwałki, dzikie tereny Wigierskiego Parku Narodowego i Puszczy Augustowskiej, włącza się w system Kanału Augustowskiego, XIX-wiecznego cuda techniki i kończy swój bieg w Niemnie.




 Modę na tę rzekę rozbudziła w 1931 roku Wanda Miłaszewska książką „Czarna Hańcza”. Co roku na spływy kajakowe ściągają tutaj tysiące turystów z różnych stron świata, to jeden z najsłynniejszych szlaków w Polsce. Czarna Hańcza oferuje nie tylko możliwość odpoczynku, daje też ludziom utrzymanie. Na jej brzegach są gospodarstwa agroturystyczne, pola namiotowe, bary czy wypożyczalnie. Rzeka aktywizuje do działania i współpracy, dzięki niej powstało np. Wigierskie Stowarzyszenie Turystyczne. Zainspirowała także ludzi do organizowania co roku „Nocy Świętojańskiej” przypominającej m.in. tajemnice mieszkających tutaj przed wiekami Jaćwingów. Rzeka ta jest dla lokalnej społeczności tak ważna, że 2016 został ogłoszony Rokiem Czarnej Hańczy. Rzece poświecone są koncerty, konkursy i wystawy.


Przepiękne widoki na rozlewiska Czarnej Hańczy rozpościerają się z punktów widokowych - m.in z tego w Turtulu (cudowna nazwa, notabene)

Nazwa tej osady wywodzi się podobno od nazwiska młynarza, który był właścicielem młyna wodnego – w języku litewskim słowo turtuolis oznacza bogacza. Obecnie w osadzie mieści się siedziba Suwalskiego Parku Krajobrazowego. Z punktu widokowego roztacza się przepiękna panorama – możemy podziwiać rozlewisko Czarnej Hańczy otoczone wzgórzami i lasami.


Głazowisko


Ruiny dworu w Starej Hańczy

https://www.geocaching.com/geocache/GC7P8CR


Pierwsze historyczne zapiski dotyczące majątku Stara Hańcza pochodzą z XVII wieku. Najprawdopodobniej już wtedy stały tutaj jakieś zabudowania dworskie. Obecne ruiny (zachowały się w zasadzie tylko piwnice) są pozostałością budynku dworskiego, który został zbudowany w XVIII wieku, a następnie prawdopodobnie przebudowany w XIX w. Dwór położony był malowniczo na wzgórzu, z którego rozciągał się widok na jezioro Hańcza. Od południowego-wschodu otaczał go sad, ogród i park z zachowaną do dzisiaj aleją lipową. Od strony zachodniej sąsiadowały z nim budynki gospodarcze (resztki fundamentów można jeszcze odszukać) oraz stawy rybne.

Spalony jesion w parku dworskim

W XIX w. majątek i dwór wielokrotnie zmieniały właścicieli. Dopiero początki XX wieku, kiedy to Starą Hańczę nabyła rodzina Beegerów, przyniosły stabilizację. W czasie II wojny światowej Beegerowie zostali jednak usunięci z dworu przez Niemców, budynek dworski stał się siedzibą leśnictwa, a majątek zaczęto zalesiać. Po wojnie budynek został przekształcony w posterunek  milicji i wkrótce spłonął w niewyjaśnionych okolicznościach. Jedna z wersji przyczyn pożaru głosi, że pożar spowodowali nieumyślnie sami milicjanci, którzy produkowali tutaj bimber.



Opuszczony i zaniedbany cmentarzyk właścicieli pobliskiego dworu i majątku Stara Hańcza. Zachowane częściowo tylko trzy nagrobki z XIX w. Dwór kilkakrotnie zmieniał swoich właścicieli, by ostatecznie ulec zniszczeniu w 1946 r. Wraz z odejściem właścicieli zaginęła też pamięć o ich cmentarzu. Dzisiaj bardzo niewielu ludzi, nawet wśród okolicznych mieszkańców, pamięta o jego istnieniu.

Będąc tutaj warto też odwiedzi pozostałości dworu Stara Hańcza, malowniczo położone nad brzegiem jeziora Hańcza. U ujścia Czarnej Hańczy do jeziora jedna z najlepszych plaż w okolicy.

(informacje o cmentarzu pochodza z opisu kesza: 

https://www.geocaching.com/geocache/GC77EXC)



niedziela, 12 lipca 2020

Nadjeziorni Kameduli

Zakończyłam wędrówkę po Suwalskim Parku Krajobrazowym. Byłam już mocno zmęczona i zdenerwowana faktem, że po całym dniu wędrówki wyszłam z powrotem w Gulbieniszkach. 

Wigry - fot Wonder

Stanęłam na drodze machając na wszystkie bez wyjątku pojazdy mechaniczne. Nie stałam długo. Zatrzymał się pan dyrektor szkoły w Raczkach koło Suwałk. Choć, i ja i on, mieliśmy w planach jazdę zupełnie gdzie indziej, skończyło się na tym, że pan dyrektor, zafascynowany historią kamedułów, zawiózł mnie do Wigier, gdzie trzy godziny oprowadzał mnie po klasztorze opowiadając historie krew w żyłach mrożące. Część z zasłyszanych informacji, przekazuję dalej...

środa, 24 czerwca 2020

Suwalska Fudżijama


A wiatr przesiąknięty wilgocią jezior ciągnie wzdłuż wygasłych rzek
Z lubością czesze grzebienie zielonych lasów i widzę wymarłe oczodoły leśnych jezior
Kirkuty dawnych Bogów

Mirosław Brozio, Góra Cisowa

- Była Pani już tutaj? - zapytał pan, który dowiózł mnie do Smolnik. 
- nie, nigdy...
-To pokażę pani widok na Jaczno. Podobno jest to najpiękniejszy punkt widokowy Suwalszczyzny. Góra Cisowa do pięt mu nie sięga... - Oczywiście, miał rację.

Wytaszczyłam ogromny plecak na niewielkie wzniesienie. Dla mnie wychowanej na południu, było nieduże, ale dla turystów z nizin - ogromne. Wzgórze to jest najwyższym wzniesieniem w otulinie Parku, ma, bowiem, aż 286 m. n.p.m. A to znaczy, że do tafli Jeziora Jaczno mam 122 metry w dół. 
Jest to różnica niespotykana nigdzie indziej na Polskim Niżu!

czwartek, 9 stycznia 2020

Nad Hańczą

 https://www.geocaching.com/geocache/GCX8KR


Hancza jest najgłębszym jeziorem w Polsce. Jego maksymalna głębokość wynosi 108.5m. Nazwa jeziora pochodzi od litewskiego słowa "antis" - rynna. Lustro wody lezy na wysokosci 227 m n.p.m., czyli ok. 60 m wyżej niż Suwałki. Jest to typowe jezioro rynnowe. Swoje istnienie zawdzięcza działalności wód polodowcowych, które wyżłobiły rynnę, pogłębiona następnie przez późniejsza działalność lodowca.

Nazwa jeziora pochodzi z wymarłego języka jaćwieskiego, który należał do grupy bałtyckiej. 


Hańcza jest bardzo czystym jeziorem o charakterze mezotroficznym. Roslinnosc jeziora jest uboga. Przybrzeżna cześć porastają ramienice, typowe dla wód czystych, przezroczystych i głębokich. Zyja w nim rzadkie gatunki zwierząt bezkręgowych, dla których jest to często jedyne stanowisko występowania w Polsce. 


Stwierdzono tu występowanie 23 gatunków ryb. Kilka z nich stanowi rzadkość w ichtiofaunie polskich jezior. Sa to: strzelba potokowa i głowacz bimetalowy. Innym rzadko spotykanym gatunkiem jest troć jeziorowa reintrodukowana do jeziora Hancza w 1991 r. 


Na szczególne zainteresowanie zasługuje sieja, gdyż istnieje prawdopodobienstwo, ze dorastające do dużych rozmiarów osobniki sa siejami liniii wigierskiej. Gniezdzi sie tu 59 gatunków ptaków (kaczki: głowienka, krzyżówka, czernica i gagal. Inne to: perkoz dwuczuby, mewa śmieszka, tracz nuroges, a nawet orzeł bielik.


[ENGLISH]

Hancza is the deepest lake in Poland. Its depth reaches 108.5m. The name of the lake is drived from the Lithuanian "antis" - a through, deep valley. The water surface lies at 227m above see level, 60m higher that city Suwalki. Hancza is typical ribbon lake. It deepened by channelling activities of the glacier.
Hancza is a very clean mesotropic lake. Aquatic vegetation is very poor. The lake vegetation near the shore is made from waterweeds typical for clean and deep waters. Hancza is also inhabited by rare species of invertabrates, often found only at this site in Poland.

Twenty three species of fish liv here. Some of them are rarities in the ichtiofauna of Plish lakes, e.g. brook minor and miller's thumb - species living in upper catchments of submontane rivers. Lake trout reintroduced in Hancza in 1991 is another rare species. Powan also deserves special attention; it is possible that specimens growing to a large size belong to the "Wigry variety".

Fifty ninespecies of birds were spotted here. Ducks and the most common waterbirds: pochard, fen-duck, tufted-duck and goldeneye. Among fish eating birds the following are the most frequently seen: great crested grebe, black-headed gull and goosander. The white-tailed eagle is also a familiar visitor to the lake.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Taradajką do Puńska


Nie przyjechałam tu taradejką, Chociaż miałam wielką ochotę. Niestety górę nad tradycją wzięła wygoda i cywilizacja. Większość Litwinów na obchody święta Matki Boskiej Zielnej- 15. sierpnia- przyjechała samochodami. 

Litewskie bryczki o niskich burtach, ogromnych szprychowych kołach z błotnikami i miękkich, wyściełanych siedzeniach można jeszcze spotkać w niektórych domach. Podobno jeszcze kilka lat temu na nabożeństwo 15. sierpnia tradycyjni Litwini do tarantasów (druga nazwa teradejki) zaprzęgali traktory, ale dziś zdecydowana większość zajeżdża przed kościół maluchami i polonezami.

Miasto polskich Litwinów

Puńsk- małe schludne miasteczko położone między malowniczymi pagórkami nad przeraźliwie zanieczyszczonym jeziorem Punia- jest stolicą polskich Litwinów. Powstało w połowie XVI wieku na skraju nieskolonizowanego jeszcze kawałka Puszczy Mareckiej. Kolonizacja następowała z dwóch stron: od strony Łoździejów i od strony Wiżajn. Pierwszymi osadnikami byli Polacy, Litwini i Rusini. Ci ostatni, jako element najsłabszy, szybko ulegli lituanizacji i polonizacji. Na Sejneńszczyźnie- najdalej na zachód położonej Litewskiej wyspie- mieszka około 12000 Litwinów. Drugie tyle jest rozrzucone po całej Polce. Choć jako mniejszość Narodowa nie stanowią dużej grupy nie grozi im wynarodowienie.

Litwini, jak żadna inna grupa etniczna, trzymają się razem, kultywują tradycję i dbają o naukę litewskiego w szkołach. Skupieni są w różnych organizacjach, które umacniają patriotyzm i poczucie przynależności Narodowej. Działa "Stowarzyszenie Litwinów w Polsce", wydawane jest czasopismo  "Ausra", odrodziło się również Towarzystwo im. św. Kazimierza i Związek Młodzieży Litewskiej. To jedna strona medalu.

Druga strona medalu

Druga, jak zwykle jest ciemniejsza.

Dużo naczytałam się o gościnności litewskiej, ale wnet okazało się, że, owszem, Litwini litewscy są  uroczy, natomiast Litwini polscy, a przynajmniej ci spotkani w Puńsku, darzą Polaków szczera nienawiścią. Tyle lat minęło od zmienienia granic po I i II wojnie Światowej, a oni nie zapomnieli. Ale najgorsza jest obojętność...

Z taką ignorancją, wszystkich i wszystkiego, co nie-litewskie spotkałam się po raz pierwszy w życiu. I u Łemków i u Cyganów, nie mówiąc już o naszych rodzimych góralach, mój plecak i torba na aparat wywoływały szczere zainteresowanie. Każdy rwał się, żeby się przywitać, wyrazić zdziwienie, czy samemu nie straszno, albo po prostu się uśmiechnąć. Zazwyczaj też chętnie opowiadali o swoich rodzinach, regionie, zwyczajach... 

Tutaj nic.

Zero kontaktu.


Moje rozpaczliwe próby dowiedzenia się czegokolwiek, spełzały na niczym. Ani rozmowa ze sprzedawczynią, ani z mieszkańcami nie przyniosły rezultatów. Najczęściej wzruszano ramionami i odchodzono. Rozmowni okazali się tylko strażnicy graniczni, ale oni byli z pochodzenia Białorusinami i ich też Litwini nie darzyli sympatią. Uważali, że strażnicy są  tu niepotrzebni - ponoć żaden z mieszkańców Puńska nie chciał tutaj punktu granicznego.

Już zdecydowałam się opuścić niegościnne miasto....

..już szłam drogą na Suwałki....

...już klęłam pod nosem za stracone pół dnia

....kiedy z drogi zawrócił mnie głos.

-Proszę pani! Pani wstąpi do nas na kawę. Na pewno jest pani zmęczona...

Otwarły się przede mną wrota raju. O kawie marzyłam od mniej więcej trzech godzin i smętnie myślałam o pozostałych mi 60 groszach. Do jutrzejszego otwarcia poczty nie spodziewałam się kawy. Pani Jasia, przeurocza kobieta, jest Polką. I ma syna Grzegorza. Syn Grzegorz, podobnie jak ja, jeździ stopem i przeróżni ludzie mu pomagają, stąd niespodziewana gościnność pani Jasi.

Chociaż, nie! Z czymś takim w sercu człowiek się rodzi, a warunki i okoliczności tylko go ukierunkowują. Tu okoliczności sprawiły, że zostałam podjęta kawą, serem białym i przepysznym ciastem z gruszkami. Kiedy szliśmy wieczorem na występy folklorystyczne nad jezioro Punia, trzymałam za rękę Igora, przecudnego wnuka pani Jasi. Miał lat pięć i był (nadal jest) niekwestionowanym żywym srebrem. Złotem! Platyną!

Nigdy w życiu nie spotkałam tak uroczego dziecka! Normalnie mam awersję do dzieci, ale Igor po prostu mnie oczarował. Mój czas  podzieliłam na zabawy z nim i rozmowy z panią Jasią i jej mężem panem Edwardem. Nie skarżyli się. Tego typu ludzie nigdy się nie skarżą. Ale wyczuwałam z rozmowy żal i rozgoryczenie. Pani Jasia od kilku lat nie może znaleźć pracy w okolicy z prostego powodu: nie mówi po litewsku. Tutejsi Litwini znają język polski. Muszą znać. Ale nie przyjmą do pracy nawet sprzątaczki nie-Litewki.

Polacy dyskryminują ????!!!!

I nam się zarzuca dyskryminację!? Kiedy we własnym kraju dyskryminowani są  Polacy! Na 100 numerów na ulicy, gdzie mieszkają moi dobroczyńcy, tylko 4 należą do Polaków. Ale nie w liczbach sprawa. Litwini też mają prawo do własnej stolicy na terenach dawniej należących do nich. Ale niewiele Litwinów odkłoni się Polakowi na ulicy. Pani Jasia jest przeuroczą kobietą i naprawdę ciężko było mi zrozumieć brak znajomych.

Raptem kilkoro Litwinów przyznaje się do przyjaźni z Polakami. Pani Jasia ma jedną litewską przyjaciółkę. Ona nie przejmuje się konwenansami. Pani Jasia to pani Jasia, a nie Polak, którego z założenia należy nie lubić. 

Ludzie!!! opamiętajcie się!!!

Jeżeli przez przypadek dowiecie się, że wasz najlepszy przyjaciel jest na przykład Cyganem, a wy akurat Cyganów nie lubicie, odwrócicie się od niego?! Człowieka należy oceniać jakim jest, a nie jaką ma Narodowość, wyznanie, rodzinę!

Proszę bardzo! Niech na Sejneńszczyźnie będą dwa języki urzędowe, centrum kultury litewskiej, święta...

Zdaję sobie sprawę, że tylko granice zmusiły Was, drodzy Litwini, do życia w obcym kraju, ale żyjecie już tu 50 lat, a obok Was Polacy. 
Nie zapominajcie o nich.
Oni też chcą żyć normalnie...


Sierpień'2000- Puńsk


Oświadczenie autorki:

Zaznaczam, ze artykuł poniższy powstał na podstawie moich osobistych odczuć podczas  pobytu w Puńsku w sierpniu 2000 roku. Pobyt na Litwie w siedem lat później przekonał mnie że Litwini są  gościnni i bardzo mili. Czy miałam pecha wtedy w Puńsku? Być może. Nie twierdzę że WSZYSCY są  tacy, albo NIKT nie jest taki. W róznych społecznościach trafiają się przeróżni ludzie. Jedna niefortunna znajomość potrafi zrazić lub przekonać do całej nacji. Jednakże takie odczucia pozostawił we mnie Puńsk po 2000 roku. Może pojadę tam kiedyś powtórnie i moje podejście się zmieni. 

Dziękuję pani Bożenie z punsk.com.pl na zwrócenie mi uwagi - cytuję wpis do księgi gości: 
Przykro mi, że trafiła Pani na obojętnych Litwinów. Zapewniam Panią, że nie wszyscy są  tacy i zazwyczaj staramy się służyć pomocą przyjezdnym. Ponadto, znam wielu Polaków w Puńsku, którzy nie czują się w jakiś sposób osaczeni, czy szkalowani przez Litwinów. Wręcz przeciwnie, znaleźli tu swoje miejsce i mają się bardzo dobrze:)
Wierzę, że moje wrażenie było mylne i przepraszam wszystkich którzy poczuli się urażeni.

Pierwszy Rok Suwalskiego Parku Krajobrazowego

przedruk z Przyrody Polskiej 06,1977

Ponieważ odkopałam w skrzyni wsiowej cały skład Przyrody Polskiej z lat siedemdziesiątych, pozwolę sobie zaprezentować to co znalazłam- oczywiście wybór subiektywny... takich rzeczy jak "na miejscu wyrobisk Kopalnianych park dla ludzi pracy" nie będę tutaj prezentować, Chociaż może i warto by było- ku przestrodze;)))



W styczniu (1977 rok- przyp.) minął rok od utworzenia Suwalskiego Parku Krajobrazowego. Park ten powołano z uwzględnieniem przewidywanego na przyszłość wzrostu turystyki i roli rekreacji dla mającego powstać w sąsiedztwie ośrodka przemysłowego. Park ten ma chronić przede wszystkim osobliwe i piękne ukształtowanie rzeźby terenu ze szczególnie urozmaiconą florą i fauną. Uchwała powołująca Suwalski Park Krajobrazowy zobowiązuje terenową administrację do wielokierunkowych działań doraźnych i perspektywicznych np. do wprowadzenia odpowiednich zakazów i ograniczeń w działalności gospodarzczo usługowej, przebudowy napowietrznych linii telekomunikacyjnych i elektrycznych na siec podziemną.

Zgodnie z uchwałą ustawiono znaki drogowe zakazujące wjazdu na teren parku pojazdom samochodowym, którym wolno poruszać się jedynie po szosie-obwodnicy stanowiacej granicę Parku Krajobrazowego. Zmotoryzowani turyści w zasadzie przestrzegali tych zakazów, z wyjątkiem dwóch miejsc. Znak przy drodze prowadzącej do wsi Udziejek został przewrócony, a znak zakazu wjazdu ku podstawie góry Cisowa został zupełnie zniszczony. Góra Cisowa jest obiektem wymagającym pilnego i przemyślanego działania. jest ona punktem najliczniej odwiedzanym i jednocześnie jest zupełnie niezagospodarowana; wieża triangulacyjna jest uszkodzona, rażą wzrok puszki po konserwach i papiery.

Dużo kłopotów ma straż leśna z dziko biwakującymi turystami, którzy upodobali sobie szczególnie jezioro Hańczę, nie omijając też i innych jezior, a pozostawiając po sobie zanieczyszczone miejsca. Również malowniczy parów strumienia w Smolnikach, parów jak z bajki, jest zabrudzony wieloma najróżniejszymi odpadkami. Sytuację poprawić mogą tablice (szkice terenu Parku i informacje), które ostatniej jesieni ustawiono w wielu miejscach przy obwodnicy Parku. zaśmiecanie parku przez turystów jest mimo wszystko minimalne.

Nad ciemnoszmaragdowej toni Jeziora Jaczno minionego lata można było zaobserwować opalizującą warstewkę tłuszczu, niewątpliwie przypływającą z wodami strumyczków, a pochodzącą z obozu harcerskiego warszawskiego szczepu Watra, biwakującego w swym tradycyjnym miejscu, świetnie zorganizowanego z doskonałą kadrą. jednak pewnych spraw nie da się pogodzić i dobrze, że był to ostatni rok obozowania w tym miejscu. Od tego roku w źródliskach gosopodarować będą już tylko dzikie zwierzęta, a człowiek pozostanie przechodnim widzem.

 Sprawa wody gruntowej na terenie Parku jest przykładem naruszenia przez człowieka równowagi w środowisku przyrodniczym. jej poziom wciąż opada. W sąsiedztwie studni głębinowej, wywierconej kilka lat temu na terenie PGR Kleszczówek, wybiły źródła do dziś robiące wrażenie awaryjnego wylewu. W przyrodniczo najwartościowszym miejscu, źródliskach nad jeziorem Jaczno, w następstwie głębokich wierceń i niewystarczającego plombowania- woda podziemna z łatwością znajduje ujście.
Zdzisław Szkiruć, Krzysztof Wołk

Przyroda Polska - miesięcznik wydawany przez Ligę Ochrony Przyrody, poruszający zagadnienia z zakresu ekologii, ochrony środowiska i ochrony przyrody. czas opismo zalecane dla szkół przez Ministerstwo Edukacji Narodowej.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Raj na Rosochatym Rogu



Wędrówką jedną życie jest człowieka...


Są takie dni, że człowiekowi nie chce się iść. Siedziałby tylko, czytał książkę i wpatrywał się w przepastną toń jeziora. 
Ale są też takie dni, że nogi same niosą. Mijają metry, kilometry, a człowiek idzie i idzie i wcale nie ma ochoty na odpoczynek. Taki dzień mam dzisiaj. Właściwie tylko kilometrowy odcinek z Magdalenowa do Czerwonego Folwarku nie sprawił mi satysfakcji, ale serce moje czuło...

Czuło zbliżający się raj.

Raj, który otworzył się przede mną, kiedy minęłam zardzewiałą tabliczkę "Rosochaty Róg". 

Przedzieranie się przez zarośla stanowiło dla mnie zawsze najprzedniejszą rozrywkę świata - dlatego tak kocham Beskid Niski. Nie spodziewałam się odkryć go na nizinach. Zaraz potem weszłam na drogę czasem uczęszczaną przez samochody, ale tylko czasem. Kurz jaki się podnosi po przejechaniu, odstrasza właścicieli eleganckich wozów.

Nie wiedzą, co tracą.

Bezbłędnie błękitna, a zarazem niesamowicie wprost przejrzysta toń Jeziora Wigry to pokusa nie do odparcia. Także kiedy dotarłam na skraj cypla nie odmówiłam sobie przyjemności zanurzenia grzesznego ciałka w wodzie. Tu, na samym końcu, jednak zdarzają się turyści - przypływają kajakami, żaglówkami, szukając sklepu. 

Ale nie tędy droga.

Najbliższy sklep jest gdzieś w okolicach Wigier. Niedaleko, ale trzeba opłynąć kilka zatoczek i, niebezpiecznych dla żaglówek, płycizn. Na tych "szuwarowych wyspach" tętni życie. Kaczki, perkozy, łabędzie- to władcy tego małego świata. Ludzie, jak zwykle, chcą go ratować, stworzywszy Park Narodowy.
Ale są też inni ludzie - odwieczni mieszkańcy tej ziemi - procesujący się z parkiem o "brzegowe". Uważają, że z dziada, pradziada, łowili tu ryby i mają do tego prawo. Udokumentowane jest to papierami carskimi, nadającymi im te ziemię we wieczyste władanie.
I oni też mają rację. 
Gdyby tylko zechcieli łowić ryby na własne potrzeby, na pewno nie uszczupliłoby to zasobów jeziora. Ale staropolskie przysłowie mówi: "daj chłopu palec, weźmie całą rękę". Gdyby Park zezwolił na połów, wkrótce zabrakłoby ryb w jeziorze, a miejscowe sklepy, bazary i restauracje zawalone byłyby siejami, sielawami i węgorzami. 

Mam czas  na myślenie.

Nogi same połykają kilometry piaszczystej drogi. 
Jeden, drugi, trzeci. 
Na tak równej drodze nie muszę zastanawiać się, gdzie postawić nogę, nie zastanawiam się nawet nad zmianą trasy. I dobrze. Droga sama wyprowadza mnie na najpiękniejszy punkt widokowy. Gdzie tam osławionym "górom" Suwalszczyzny do tego prostego widoku na Plos Wigierski!

Na północ zatoka wschodnia. Choć stąd nie widać, wiem, że tuż za nią znajduje się miejsce mego wczorajszego noclegu: wdzięczne, choć niewielki jeziorko Mozguć. Z dala przebłyskuje Postaw. Nad taflą przepięknęgo Jeziora Wigry góruje szlachetna sylwetka pokamedulskiego zespołu klasztornego. Od bielonych ścian odbija się słońce, rażąc tak okropnie, że muszę odwrócić wzrok. 

Tam, na południe, też jest pięknie. Zastanawia mnie, czy słońce, aby nie specjalnie tak mocno przypieka, żebym odwróciła oczy ku cudownemu Plosowi Zakątowskiemu z zatokami Krzyżańską i Wasilczykowską. Na jego powierzchni rozpanoszyły się trzy wyspy: Kamień, Brzozowa i przysadzista Krowa. Wody Jeziora wkoło szuwarów przybrały kolor stalowoszary, wewnątrz zaś przerażają mroczną czernią. 

Zbliża się wieczór.

zasiedziałam się w tym uroczym miejscu. A jeszcze przed chwilą pisałam, że nie mam ochoty na odpoczynek. Cóż w obliczu takiego cudu natury, człowiek sam nie wie czego chce... 


sierpień'2000- Magdalenowo

wtorek, 9 czerwca 2015

[NOCLEGI] - GÓRA CISOWA - SPK (Gulbieniszki)



AgroCamp - Stara Pawłówka

 Stara Pawłówka 18, 16-427 Pawłówka

Duże siedlisko położone pól kilometra za wsią w kierunku Suwalskiego Parku Krajobrazowego. Na terenie posesji można korzystać z zarybionego małego stawu. Do dyspozycji gości duży, zielony teren - możliwość postawienia przyczep kempingowych i namiotów, plac zabaw dla dzieci i miejsce na ognisko. Oferujemy Państwu 4 dwuosobowe pokoje, pokój dzienny, aneks kuchenny, 2 łazienki w domu po kapitalnym remoncie.



Jeżeli szukasz spokojnego miejsca na ekologiczne spędzenie wakacji, odpoczynek wśród starych drzew, terenów zamieszkiwanych przez ptactwo – żurawie, bociany i wiele innych gatunków – zapraszam serdecznie do Pawłówki. Ekologiczne warzywa i owoce prosto z ogrodu. Możliwość korzystania z nart biegowych na posesji.

Duży zielony teren w starodrzewiu z pięknymi widokami na Suwalski Park Krajobrazowy. Idealne miejsce dla ludzi szukających odpoczynku w towarzystwie natury. Obiekt dysponuje duża sala dla gości w klimacie dawnej obory. Zarybiony staw czeka na wędkarzy. Plac zabaw dla dzieci i piękne bezpieczne przestrzenie zadowolą dzieci.


Lady to dama. To ona wybiera kto się z nią może witać. łaskawie. No chyba, że Fąfel właśnie jest miziany to natychmiast domaga się atencji :)

Jeden z fantastyczniejszych noclegów. Pokój duży, czysty. Łóżko wygodne. Łazienka prywatna, pomieszczenia wspólne - kuchnia, jadalnia, ogród - świetnie zrobione, zagospodarowane. Takich warunków nie mamy normalnie w domu. Zaskoczyły nas ręczniki - standard hotelowy za cenę "kwatery".


Ten Fąfel skradł moje serce i ręce do miziania

Ogromnym plusem tego miejsca jest pełna akceptacja zwierząt (nawet dużych psów). Jeśli chcecie przyjechać z psami - zadzwońcie wcześniej. Miejsce jest przygotowane nawet na husky :) niemniej jednak na miejscu są dwa śliczne małe kundelki. I zwyczajnie wypada się zapytać czy miejsce dla psów jest aktualnie wolne :) - jest to osobne pomieszczenie, tak żeby wszystkim było wygodnie. W ogrodzie jest też dużo miejsca na postój kamperów - chętnie tu widzianych. Genialne miejsce i na pewno wrócimy. Tym razem z trzema psami :)

Zdjęcia z Agrocampu są tutaj: https://photos.app.goo.gl/HNmt5gCQ4DZZg9ZKA



POnizej  inne możliwości - dane zbierane w 2015 r. 
Jezeli nie chcecie pocalowac klamki, zadzwońcie wcześniej i zróbcie rezerwację
  • MAREK DOMŻALSKI

Lizdejki 11, gm. Rutka- Tartak, tel. /087/ 568 85 52, /087/ 567 77 42, 503 501 330


  • GOSPODARSTWO AGROTURYSTYCZNE POD CISOWĄ GÓRĄ

Gulbieniszki, 16-404 Jeleniewo,  0515 28-78-00; 0600 04-93-50;

  • HENRYKA I MARIAN BANASZEWSCY
Gulbieniszki, gm. Jeleniewo, tel. /087/ 5683369,


  • DOROTA I LESZEK BAGIŃSCY

Jeleniewo Kolonie, gm. Jeleniewo, tel. /087/ 5683283


  • DOMEK NAD JEZIOREM
Jałowo 54, 16-407 Rutka-Tartak 087 565-24-66; 087 565-38-07; 0602 75-95-23;


  • HALINA I ADAM KUŁAKOWSCY
Rutka, gm. Jeleniewo tel. /087/ 5683557,


  • IRENA JUSZCZAK
Sidory 6, gm. Jeleniewo, tel. /087/ 568 31 03
e-mail: paulinajuszczak@wp.pl


  • GRZEGORZ BACEWICZ
Sidory, gm. Jeleniewo, tel. 501 34 59 82,


  • TERESA I JÓZEF BAGAN
Sidory, tel. /087/ 568-33-37, 

  • JANINA I MARIAN KALINOWSCY
Sidory, gm. Jeleniewo, tel. /087/ 5683342,

  • KRYSTYNA I EDWARD SIENKIEWICZ
Sidory, gm. Jeleniewo, tel. /087/ 5683345,

  • KRYSTYNA I JANUSZ SIENKIEWICZ

Sidory, gm. Jeleniewo, tel.  /087/ 5683339,

  • ŁUCJA CHARŁAMPOWICZ

Sidory gm. Jeleniewo, tel. /087/ 568 33 38,

  • GOSPODARSTWO ŚCIBOWO- GRAŻYNA BEDNARSKA
Ścibowo 6, tel./0-87/562-17-76, 504-042-442, www.GospodarstwoScibowo.pl
  • GRAŻYNA I MAREK MACKIEWICZ

Szurpiły, gm. Jeleniewo, tel. /087/ 566 68 55,

  • ELŻBIETA I JAN MIKIELSCY

Szurpiły, gm. Jeleniewo, tel. /087/ 5683482,