niedziela, 8 października 2000

Wisła - Królowa rzek

Każda rzeka to przestrzeń publiczna miasta, wszyscy mogą jej używać. Na przedwojennych zdjęciach Krakowa widać, jak na nadwiślańskich plażach pod Wawelem mieszczanie tłoczą się jak w kurorcie nad morzem. Rybacy i flisacy parkowali tam swoje barki, nabrzeże tętniło życiem. 

Późniejsze zdjęcia pokazują coś innego - przemysł, transport i brud, z powodu którego rzeka nie zamarzała.

Wisła przepływa między wzgórzami, na których stoją najstarsze polskie klasztory: Benedyktynów w Tyńcu i Kamedułów pięknie położony na szczycie srebrnej góry. Rzeka płynącą pod Wawelem, tam zakręcająca i rozcinająca stare dzielnice: Kazimierz i Podgórze. Rzeka, która jest prawdziwą duszą Krakowa.

źródło nieznane


wtorek, 3 października 2000

Zachodniogalicyjskie cmentarze wojenne - I Wojna Światowa



O zachodniogalicyjskich cmentarzach wojennych napisano wiele artykułów, przewodników i publikacji historycznych. Tu prym wiedzie zdecydowanie R. Frodyma. jednakże jego przewodniki nie ą dla laików - przeciętny turysta (a za takiego się uważam - dowiaduje się o cmentarzach wojennych, gdzieś po drodze w góry. Do zestawienia cmentarzy wojennych zachodniogalicyjskich, dotarłam podczas zabawy w geocaching. 

I tu zaznaczam - żaden tekst o cmentarzach wojennych nie jest mojego autorstwa. Najczęściej są one kopiowane z opisu skrytek na geocaching (najczęściej już zarchiwizowanych ale nie jest to regułą), ale korzystałam również z genialnej strony cmentarze.gorlice.net - zawierającej chyba największą ilość informacji. Ma jednak ona kolosalny minus - złe kodowanie polskich znaków - w efekcie na tronie są głównie krzaki, których odszyfrowywanie jest syzyfową pracą. 

A zatem po co to robię? Ano po to, że nie jestem aż takim egocentrykiem, żeby twierdzić, że jestem jedyna, która lubi wiedzieć obok jakiego kawałka historii właśnie przechodzi. A skoro mnie zajęło to aż tyle czasu (bo też cmentarze nie są głównym z moich zainteresowań), to chcąc oszczędzić Waszego - proszę uprzejmie, zestawienie zachodniogalicyjskich cmentarzy wojennych jest przed Wami. Kilka innych (numerowanych, ale nie mieszczących się w granicach Zachodniej Galicji) też. Zatem korzystajcie z tej szczątkowej wiedzy, a jeśli Was choć trochę zainteresuje, to korzystajcie z opracowań profesjonalnych - ich jest całe mnóstwo, jeśli chodzi o tą tematykę. 

sobota, 8 lipca 2000

Szlak Uroczysk Brdy



"Wędrówką jedną życie jest człowieka..."
 Stare Dobre Małżeństwo

Być może, że Górą biegł jakiś szlak...
...być może, że dało się go przejść suchą nogą....
...być może...

My jednak poszłyśmy zgodnie z mapą, kompasem i logiką (naszą, kobiecą) i okazało się, że robota kocha głupiego. Zamiast żwirową, wygodną drogą, szłyśmy po korzeniach, błocie i trawach.
Ale choć nieco nadłożyłyśmy drogi, choć błoto nadal chlupocze w butach, opłacało się bardzo.

Gdzieniegdzie zwalony stuletni Dąb straszy wyrwanymi z ziemi korzeniami.

Mysz kopytna


Właściwie jechałyśmy odwiedzić Kasię, Moją koleżankę ze studiów. Pracowała przez wakacje w Jastarni, na lotnisku. Ale przecież nie mogłyśmy tylko przejechać obok ogromnej połaci lasów. Wysokie na 20 metrów sosny przeglądały się władczo w krystalicznie czystej toni Zalewu Koronowskiego, a wyżej na północy, nad cudownie czystą Brdą. 
Nie mogłyśmy przejechać obojętnie...


poniedziałek, 3 lipca 2000

Historia 24-godzinnej szarlotki - Piec

Ogień cicho buzuje w przepastnym brzuchu pieca. Podkowa powoli się nagrzewa. Za kilka godzin może będzie już w kranie ciepła woda. Ale nic nie jest pewne.
Kaflowe piece mają bowiem swoje fanaberie. Mają swoje dobre i złe dni. Przyjaciół i wrogów.
Jak ludzie.

rys. Wonder ©


Problem suchego drewna, a właściwie jego braku przewija się przez wszystkie chaty i bacówki. Tym razem, kiedy ze świeżo porąbanych bali kapie woda, nie udaje się nam szarlotka. Już od sześciu godzin siedzi w piekarniku, w którym temperatura nie przekracza stu stopni! Piec nieznajowski swoje fanaberie uzewnętrznia brakiem cugu. Raz buzuje w nim jak w piekle, innym razem-to znaczy wtedy, kiedy nam ślinka cieknie na szarlotkę- wygasa wewnętrzny żar i piec zapada w długotrwałą śpiączkę.

Za nic nie daje się przebłagać.

wtorek, 11 kwietnia 2000

Cisna - przewodnik Plus

W sezonie - tłum. Po sezonie - pustki. Tak można króciutko opisać samą Cisną. Do Cisnej turyści przybywają w dwóch celach: napić się piwa w kultowym barze Siekierezada (dziś można rzec, że to już atrakcja turystyczna, kiedyś był to zwykły bar dla tutejszych. Obcy wstępu raczej nie mieli... ) oraz przejechać się bieszczadzką ciuchcią leśną.

Piechurzy wybierają się czerwonym szlakiem na Wołosań lub na Jasło, a bardziej wymagający udają się Łopiennik i Durną lub na Hyrlatą i Rosochę, choć na te ostatnie szczyty nie prowadzi żaden szlak.

Ciśniańsko-Wetliński Park Krajobrazowy (Huczwice)  ©

środa, 10 marca 1999

Babia Hora po slovensku

Pomysłów na zakończenie czarownego tygodnia, jak zwykle było wiele. Pierwszy obejmował spędzenie weekendu z rodzicami na wsi. Weekend miał być niejako kontynuacją tradycji pomaturalnych: to znaczy miał się charakteryzować obecnością Marcinów (wszystkich trzech) i flaszki (całej jednej). Pomysł upadł, ze względu na niedyspozycyjność jednego z Marcinów. Na spędzenie normalnego, szarego weekendu na wsi nie pozwalała piękna, mroźna pogoda i oczywiście zew gór... 

Pasmo babiogórskie - zdj. własne (2017 r.)

Z reszty pomysłów, wśród dominujących idei zjazdu na nartkach skądkolwiek - dokądkolwiek, wyłuskaliśmy dwa i zdecydowaliśmy się na to, co Marcinowi chodziło już po głowie od ponad roku – Babią Górę od strony słowackiej.