Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jamne161. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jamne161. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 listopada 2016

Znowu świt nas zastał... - III GSM w chacie - refleksje prywatne


Moi najmilejsi...
W imieniu własnym, żony i ojczyzny...
DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ



Za to, że znowu świt nas zastał...
Za szesnastą-zero-jeden...
Za gitar multum
(znacie mnie... hasło: nadmiar gitar dla mnie NIE ISTNIEJE),
za wspólne granie,
za wspólne spanie (nawet z piesiem:)...
za po prostu BYCIE.
Szczególne podziękowania dla Artystów (kolejność przypadkowa)
I dla wszystkich grających na czymkolwiek, śpiewających,
drących się lub nucących i wyjących....

Powróćmy do artystów:

Renacie Jaśkowskiej - Mazoń
uwielbiam Twój wokal.
I jest to jeden z nielicznych przypadków, kiedy lubię kobiecy śpiew.
A Twój - powtarzam - UWIELBIAM...
Włodzimierz Mazoń
Nie wyobrażam sobie GSM bez Waszej obecności,
I tak... pojawię się w końcu na OSPie. Na razie się ustawicznie wybieram :)
Yopek Roztropek
to chyba był Twój pierwszy raz w chacie za tej kadencji?
Ale ufam, że nie ostatni. Za rok kolejny GSM i wtedy KONIECZNIE musisz dotrzeć
na biforek. Już abstrahując od samej bytności (która mnie wybitnie ucieszyła)
to solóweczki do Włodkowego grania.... Ech...
 


Debiutantom GSM - owym: Raffee (Rafał Zięba), Janusz

Kurowski, Rado Barłowski (z wtórującą spod pieca Małgosią) oraz Wojtkowi w
czapce-niewidce, za przyjęcie zaproszenia i urozmaicenie imprezy o różne pieśni
- od piosenki poetyckiej po starocie znane i lubiane.

(Staram, ale jaram, jak mawia Robert Marcinkowski)

Przy okazji - jako, że to GSMowi debiutanci... to ja Wam
powiem, że niektóre z tych utworów NIGDY WCZEŚNIEJ nie były wykonywane
publicznie. Byliśmy zatem świadkami premiery, a właściwie premier...
Na następnym GSM już będziemy mogli nucić:)



Starym wyjadaczom GSMowym... - i nie kładę tu nacisku na "starym"... właściwie nie wiem co napisać, żeby oddało to moje uczucia, które "mną szarpają"... 
A napiszę bez szarpania, a co!


Całemu duetowi "Bez Zobowiązań" i każdemu z Was z osobna... wiem z kuluarowych rozmów jak dużo trzeba było samozaparcia i świetnej organizacji, aby móc w ogóle dotrzeć na GSM. W sumie do końca nikt z nas nie był pewien, czy Wam się uda. Udało się.

I wiem, że już dziękowałam, ale podziękuję szczególnie:

 

Robertowi Marcinkowskiemu
- Przecież wiesz, że za wszystko, ale... za Łopatkę Wojciecha szczególnie.
Śmiałemu
- Ty też wiesz. Ale za dwa utwory bardzo szczególnie. Za "Sanem", którego nigdzie nie ma... i za
"Karczmę", której moja szafa grająca jeszcze się nie nauczył grać w tej wersji.
I ostatnie podziękowania (a ostatni będą piersiami, czy cuś) kieruję właśnie do owej szafy grającej...
(Bartek Rydz) Bartuś - ja wiem, że Ty zagrasz wszystko. Ale duża część tego wszystkiego to jest właśnie to za co... powtarzam się... dziękuję bardzo.
Za piosenkę ze słowem klucz, a nawet z dwoma kluczami, za tego nie tak pijanego, za to że Cię kocham, a Ty śpisz :P
No i za Esmeraldę:)
PS. Powyższy post jest osobisty (MÓJ), a moje, jak mawiają w jakiejś reklamie, zmienia wszystko.
Podziękowała
Ziellona
PS. Zdjęcia autorstwa Meteora (te z podpisem) oraz Pauli
Przestworek (te bez podpisu)










sobota, 7 maja 2016

Hawiarska Koliba, Gocha vel Gorczańska


zdjęcie pobrane z FB Gorczańskiej
Bywsza Hawiarska Koliba w Ochotnicy Górnej Jamne 161. Pozniejsza GOCHA, dzisiejsza Gorczańska. Zmieniali się właściciele, ajenci, bazowi... Nie zmieniło się jedno - Ci którzy prowadzą ową chałupę studencką, wciąż kochaja to miejsce i wkładają ogrom pracy w to, aby inni czuli się tu jak w domu. 

Chałupa w Ochotnicy Górnej Jamne 161 to miejsce w którym wielu z nas zostawiło serce. W teorii jest to jedna z wielu tzw. chałup studenckich, czyli schronisk turystycznych z dawnych czasów. Tu każdy powinien się czuć jak u siebie. Zasady chatkowe są proste, ale też i - trzeba to powiedzieć wprost  - chatka nie jest dla każdego. To zdecydowanie nie jest Hilton:) 
W praktyce - chałupa w Jamnem jest miejscem, które stworzyło wielu ludzi. Ludzie stworzyli chatę - chata stworzyła ludzi. Aktualnie miejscem w Ochotnicy zajmuje się Stowarzyszenie Przyjaciół Chałupy (nie znam oficjalnej nazwy niestety) i to - można rzec - jest kwintesencją tego miejsca. Chałupa jest w stanie trudnym technicznie. Najbardziej zagraża jej nieodległy potok do którego od wielu lat powoli się zsuwa (Bardzo powoli, ale konsekwentnie) - biorąc pod uwagę że w dzisiejszych czasach bezproblemowo można wziąć w najem czy schronisko czy agroturystykę, tylko prawdziwi pasjonaci i miłośnicy tego właśnie miejsca mogli się na coś takiego, jak opieka nad chałupą, porwać.
Na szczęście mają pomoc - pomoc przeróżną... zaczynając od najstarszych bywalców, którzy pamiętają jeszcze czasy robienia własnym sumptem dachu i dodatkowych pokoi na górze (lata 80-te, kiedy opuszczoną chałupę przejął klub Hawiarska Koliba), przez nieco młodszych, którzy na własnych plecach wnosili na górę lodówkę czy płytki do łazienki (samochody terenowe nawet jeśli były, to dla studentów były niedostepne) i przez tych najmłodszych stażem, którzy dopiero się w tym miejscu zakochują. Ale każdy jeden człowiek, który wszedł w progi chałupy zostawił tam swój ślad - od najmniejszych (pomyj garnki) po ogromne (trzeba zrobić łazienkę)... I te "człowieki" wracają i tworzą klimat i czar chałupy.
Teoretycznie można tu podjechać samochodem 4x4, ale to teoria o tyle, że droga jest naprawdę trudna (nigdy nie widziałam tej drogi w miarę suchej - błota tu ci multum jest) - lepiej samochód zostawić na dole - albo na obszernym parkingu przy kościele, albo na prywatnym, niewielkim parkingu w Jamnem (tuz przy szlaku), ktory dla gosci Gorczanskiej Chaty udostepnia sąsiad..
Jak dojść do chałupy?
Żółtym szlakiem z Ochotnicy Górnej (przystanek PKS - częste busy i autobusy) - około pół godziny asfaltem w górę doliny. Po czym nalezy skręcić w las (za szlakiem nadal żółtym) koszmarnie błotnistą drogą jakieś 15-20 minut dojścia. Starszych bywalców prosimy o nie używanie tzw. skrótu "przez Sedlaka" - to teren prywatny i sąsiad sobie tego nie zyczy. Prosimy o uszanowanie prywatności. Samochód można zostawić w Ochotnicy Górnej na parkingu przy kościele lub na niewielkim parkingu, tuż za skrętem szlaku, gdzie dla gości chaty udostępniony jest parking przy rurach:)
Co jest w chałupie? A czego nie ma.
Jest łazienka. Nie ma ciepłej wody (bieżącej, bo można sobie nagrzać na piecu). Jest ogólnodostępna kuchnia, z piecem i czajnikiem elektrycznym. Nie ma gastronomii. Ogrzewanie drewnem, które trzeba sobie przynieść z drewutni (tak naprawdę aktualny opiekun zapewnia drewno, jak i napalenie w kominku, ale zawsze dobrze jest pomóc)

piątek, 8 kwietnia 2016

Szałas pod Gniewem Prezesa

Szałas pasterski na Zaniowskim


Chodziłam tędy tysiące razy...
Pierwszy raz podchodziłam pod Gniew Prezesa od strony Beniowego- z Agą i Jędrkiem Małeckimi, którzy jeszcze Małeckimi nie byli... A było to pamiętnego roku 1997...
Wtedy też dowiedziałam się, że licha góreczka na trasie nosi lokalną, kolibową, nazwę.

szlakowskaz na polanie Kosarzyska
  - No bo schodzisz już z Beniowych - tłumaczył Jędrek - już wiesz, że za chwilę będziesz w domu. A tu nagle Ci wyskakuje przed nosem taki pryszcz. I nie da się go obejść. MUSISZ pod niego podejść. Prezes zawsze się wkurzał na to...

Stąd niewielkie wzniesienie nosi nieformalną nazwę Gniew Prezesa. Nikt nie wie, który prezes został tym samym uwieczniony na wieczną rzeczy pamiątkę...
No, ale nie o Prezesie miało być.



Hale między polaną Beniowe, a polaną Kosarzyska usiane są szałasami pasterskimi, bacówkami czy - niestety - ich ruinami. O ile do szałasu zwanego lokalnie "U Dziadka"  trzeba nieco skręcić spod kapliczki na Kosarzyskach (szałas wciąż istnieje), o tyle szałasy na polanie pod Gniewem Prezesa są dość widoczne. Jakim cudem zatem nigdy nie zauważyłam szałasu na skraju polany?
Nie mam pojęcia.


Ruiny szałasu na Zaniowskim
Być może dlatego, że stoi tuż przy lesie, schowany w cieniu drzew, a na trasie jest jeszcze kilka - większych, bardziej spektakularnych i posadowionych bliżej szlaku, co oznacza że są po prostu bardziej zauważalne. 
Kiedy dziś szłam z Kaśką Floydomanką na taki króciutki spacerek, okazało się, że te wielkie szałasy są już niestety w totalnej ruinie. Na Przysłopie Dolnym szałas nie posiada już nawet konstrukcji, że o ścianach nie wspomnę. Drugi szałas na tej samej polanie jest chyba w rękach prywatnych, gdyż ściany stoją, dach jest i wyraźnie ktoś się nim opiekuje - prawdopodobnie, jak większość tego typu budynków, służy za składowisko łopat, grabi i innego sprzętu polowo - ogrodniczego.
szałas na Zaniowskim


Za to szałas na Zaniowskim... to ten właśnie pod Gniewem Prezesa... ma się całkiem dobrze i choć niewielki, spełnia wszelkie warunki pięciogwiazdkowego hotelu bacówkowego. Nniegdyś stworzyliśmy klasyfikację bacówek i szałasów - ten szałas zasługuje na najlepsze 4 D Wi Wo... Co oznacza: 4 ściany, Dach, ochronę przed Wiatrem i Wodą... Ktoś nawet go niedawno w tym celu wykorzystał - w kącie leżał siennik, a na nim śpiwór. 


O szałasach pasterskich jako takich mam wielki plan napisać, ale co z tego wyjdzie to ja nie wiem:)
Póki co - cieszcie się zdjęciami szałasu na Zaniowskim, bo biorąc pod uwagę  postępujące zanikanie tych zabytkowych budynków, może się okazać, że za kilka lat już go nie będzie...
Czyżby to był czyżyk?

szałas na Zaniowskim


szałas na Zaniowskim

szałas na Zaniowskim

szałas na Zaniowskim

szałas na Zaniowskim


szałas na Zaniowskim



czwartek, 5 listopada 2015

Ochotnica Górna Jamne... Tu jest moje miejsce.


Sytuacja jest dla mnie co najmniej dziwna. Od czasu kiedy, w Hawiarskiej Kolibie, w Ochotnicy Górnej Jamne 161, rozpoczęłam moje górskie życie... od czasu, kiedy własnymi rękami usiłowałam wykopać dół kloaczny:) od czasu kiedy z sąsiadem Sedlakiem czyściliśmy szabaśnik, a potem wymiennie raczyliśmy się własnoręcznymi wypiekami, od czasu kiedy.... 

(edit, bo nikt tego nie zniesie;...) 

minęło MNÓSTWO czasu. 

Zmieniali się bazowi, potem zmienili się właściciele (czemu akurat przyklaskiwałam z ochotą, ale z pewnym żalem). Zmienił się też nieco charakter chaty. Dobra - wiem minęło te z górą 15 lat. Dobrą górą (prawie jak Gniew Prezesa...).

Sentyment walczy z rozsądkiem. 
Wspomnienia walczą z rzeczywistością. 
Rozum z sercem powoli osiągają kompromis. 
W efekcie... no cóż... nieśmiało wspieram inicjatywę związaną z istnieniem Gorczańskiej Chaty w ogóle. Jak również z istnieniem inicjatyw we wspomnianej chacie - takich jak GSM czyli Gorczańskie Spotkania Muzyczne.

I zrozumiem wszystkich tych, którzy wezmą mnie za wszarz i wywalą do stodoły z butelkami (istnieje jeszcze, mniemam), kiedy zacznę się rządzić, potem zamilknę i będę cicho pochlipywać w kąciku. 
Bo że rządzić się zacznę - to pewne. 
I pewne, że zaraz będę rozpamiętywać czasy minione. 
Należy mnie wtedy zamknąć. 
Najlepiej w odosobnieniu. 
Dobrze, żeby te butelki w stodole były nie do końca puste.

I bardzo proszę wspomnianych na koszulkach artystów o maluteńki prezencik - gitarowanie i wydawanie dźwięków paszczowych na tyle głośno, żeby do odosobnionej stodoły oweż nuty dotarły.
I uprzejmie proszę psa:) - którego imienia jeszcze nie znam, ale jest zacnym Huskym - aby pies nie wył, gdy panowie będą zmuszani do wykonania powyższego prezenciku...

* Psie - przekupne smakuszki czekają:)
** Smakuszki, jak mi kiedyś słusznie dziecko zwróciło uwagę, powinno pisać się przez Ó a nie U - bo skakować. Ale mi to wizualnie nie pasuje.
*** Koniec komentarzy do komentarzy.
**** PS post factum: Pies nosi imię Stefan.

poniedziałek, 3 lipca 2000

Historia 24-godzinnej szarlotki - Piec

Ogień cicho buzuje w przepastnym brzuchu pieca. Podkowa powoli się nagrzewa. Za kilka godzin może będzie już w kranie ciepła woda. Ale nic nie jest pewne.
Kaflowe piece mają bowiem swoje fanaberie. Mają swoje dobre i złe dni. Przyjaciół i wrogów.
Jak ludzie.

rys. Wonder ©


Problem suchego drewna, a właściwie jego braku przewija się przez wszystkie chaty i bacówki. Tym razem, kiedy ze świeżo porąbanych bali kapie woda, nie udaje się nam szarlotka. Już od sześciu godzin siedzi w piekarniku, w którym temperatura nie przekracza stu stopni! Piec nieznajowski swoje fanaberie uzewnętrznia brakiem cugu. Raz buzuje w nim jak w piekle, innym razem-to znaczy wtedy, kiedy nam ślinka cieknie na szarlotkę- wygasa wewnętrzny żar i piec zapada w długotrwałą śpiączkę.

Za nic nie daje się przebłagać.