Pokazywanie postów oznaczonych etykietą droga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą droga. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 grudnia 2019

Zakopianka - stara, ale jara...


Zakopianka to popularna nazwa drogi z Krakowa do Zakopanego, której długość wynosi 102 km. Droga ta z Krakowa do Rabki-Zdroju stanowi fragment drogi krajowej nr 7. Odcinek z Rabki do Zakopanego to droga krajowa nr 47.



·         
„Zakopianka” zaczyna się umownie na Rondzie Matecznego w Krakowie (Dzielnica XIII Podgórze) jako ul. Wadowicka, która przechodzi w ul. Zakopiańską (główna droga wylotowa z Krakowa na południe), a kończy się na rondzie u zbiegu ulic Kasprowicza, Chramcówki, Nowotarskiej w Zakopanem jako ul. Kasprowicza.



Od 2 listopada 2004 w budowie znajdował się 14-kilometrowy odcinek Myślenice – Lubień, którego oddanie do użytku planowane było na koniec 2006 roku. Jednak opóźnienia wykonawcy sprawiły, że inwestycja została ukończona i oddana do użytku 20 marca 2008 roku.
Obok „Nowej Zakopianki” biegnie Stara, jako alternatywna i lokalna droga. Jest to mało ruchliwa droga, która głównie wykorzystywana jest przez lokalnych mieszkańców.


PRZEBIEG FIZYKOGEOGRAFICZNY:  
Brama Krakowska  Rów Skawiński  Pogórze Wielickie  Pogórze Wiśnickie  Beskid Wyspowy  Kotlina Rabczańska  Gorce  Kotlina Orawsko-Nowotarska  Pogórze Spisko-Gubałowskie  Rów Podtatrzański

Od 2 listopada 2004 w budowie znajdował się 14-kilometrowy odcinek Myślenice  Lubień, którego oddanie do użytku planowane było na koniec 2006 roku. Jednak opóźnienia wykonawcy sprawiły, że inwestycja została ukończona i oddana do użytku 20 marca 2008 roku.
Nad ranem 1 lipca 2006 w Stróży zawalił się 60-metrowy wiadukt nowo budowanego odcinka drogi ekspresowej S7 nad potokiem Trzebuńka. Na miejscu zginął jeden z pracowników firmy Mota Engil – głównego wykonawcy projektu.
 
Autorem serii skrytek przy Starej Zakopiance jest Krzosz. 
https://www.geocaching.com/geocache/GC5NB5V 



poniedziałek, 1 maja 2017

Droga na Zawadkę

Idąc drogą asfaltową, warto przypomnieć sobie nie- tak-bardzo odległe czasy, kiedy "na górę" dojeżdżało się wozami przez las... Albo syreną po kamieniach - tego akurat dokonało dwóch młodych studentów, którzy syrenę pożyczyli od rodziny... Syrena owa była jedynym automobilem dostępnym na wsi na początku lat 80tych... Dziś trudno uwierzyć, że działo się to... 30 lat temu..., kiedy dzisiaj w każdym domu na wsi stoi od 2-5 aut....


Droga na Zawadkę powstała na początku lat 80-tych. Wieść gminna niesie, że powstała ona dlatego, że pewien członek partii, który wcześniej działał jako partyzant w tutejszych lasach, został przywieziony na Zawadkę na wozie drabiniastym, zaprzężonym w woły. (Konie - jako zwierzęta drogie - na wsi były niezmiernie rzadkie). Wieziono go tzw. starą drogą, przez las. 
Po kamieniach, błocie i korzeniach. 
Zdegustowany członek partii przybył w końcu na wieś Zawadka i tam spotkał swojego dowódcę z czasów II WŚ. Dowódca mieszkał na Zawadce od zarania dziejów (czyli całe swoje życie) i do drogi przez las był przyzwyczajony. Członkowi partii nie mieściło się w głowie, że jego współtowarzysz broni nie ma "normalnej drogi" do siebie do domu. 
Po którymś kielichu (albo właściwie flaszce) członek partii rzekł "Ja Ci tu drogę wybuduję!". 
Słowa dotrzymał. 
Takie niepotwierdzone informacje niesie wieść gminna. Nawet jeśli nie jest ona prawdą... jest miłą opowiastką powtarzaną lokalnie.

czwartek, 29 listopada 2001

Droga

Droga

O niekończącej się podróży

Szłam pustą drogą pomiędzy chatką Górzystów, a Stogiem Izerskim. Szłam sama. Chodzę po górach od czterech lat, zazwyczaj sama, ale jeszcze nigdy nie czułam się taka ... samotna.

Prosta jak stół droga biegła do przodu i do przodu i do przodu. Niknęła dopiero za horyzontem. 

Wokół były pola, pola, pola i pola... 

I nic więcej.

Ani jedno drzewo nie zaśmieciło krajobrazu, ani jeden dom nie pojawił się w okolicy. 

Nic.

Droga, przerażająca w swoim bezkresie biegła wciąż do przodu.

Ani jeden ptak nie zakłócił panującej ciszy. 

Ciszy tak cichej, że aż głośnej. 

Ani jedno zwierzę. 

Nic. 

Obróciłam się, żeby widokiem chatki pocieszyć się, że jednak nie jestem sama na tym świecie.

Przerażająca droga biegła również od tyłu...

Bezmierna cisza panowała wszędzie.

Szłam szybciej i szybciej z naiwną nadzieją, że pojawi się jakiś zakręt, jakaś górka, jakieś drzewo. 

Coś.

Droga nie planowała takich niespodzianek...

Zwolniłam kroku, w pełni przekonana, że ten koszmar nigdy się nie skończy. Przegapiłam trzecią wojnę światową, ostatnią, przegapiłam wybuch i zostałam sama, nawet bez karaluchów, a przybysze z obcej planety opasali ziemię tą  jedną drogą... 

Jedną drogą jak kokardką...

Będę szła nią, aż do... właściwie do czego? Koniec świata już był, kres sił blisko, a kresu tej drogi nie ma... 

Zaczyna się tam, gdzie się kończy. 

Pętla czasu.

Droga, biegnąca wciąż do przodu, zdawała się potwierdzać...

Nagle pojawił się ON. 

SZLAKOWSKAZ. 

Na chudym patyku wisiała zardzewiała tabliczka "Stóg Izerski-1 godz." Zjawił się jak duch. 

Nagle. 
Po prostu wyrósł tuż obok mnie. 
Niespodziewanie. 

I tak stał. Stał nic nie mówiąc, choć dla mnie mówił bardzo dużo. Był śladem ludzkiego istnienia i napełnił mnie poczuciem, ze gdzieś jeszcze istnieją ludzie. 

Zwykły patyk z zardzewiałą tabliczką.

Droga, owa przerażająca droga, nie była już taka straszna. 

Listopad' 2001- Stóg Izerski


sobota, 8 lipca 2000

Szlak Uroczysk Brdy



"Wędrówką jedną życie jest człowieka..."
 Stare Dobre Małżeństwo

Być może, że Górą biegł jakiś szlak...
...być może, że dało się go przejść suchą nogą....
...być może...

My jednak poszłyśmy zgodnie z mapą, kompasem i logiką (naszą, kobiecą) i okazało się, że robota kocha głupiego. Zamiast żwirową, wygodną drogą, szłyśmy po korzeniach, błocie i trawach.
Ale choć nieco nadłożyłyśmy drogi, choć błoto nadal chlupocze w butach, opłacało się bardzo.

Gdzieniegdzie zwalony stuletni Dąb straszy wyrwanymi z ziemi korzeniami.