Pokazywanie postów oznaczonych etykietą keszowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą keszowanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 listopada 2021

Notatka służbowa - Fort Zbarż

 

Notatka służbowa - Fort Zbarż

Prądkami pierdolca zaraziła mnie w dziecięctwie babcia. To genetyczna choroba, z którą walczyć się nie da. Można ją od siebie odsuwać, starać się zapomnieć, ale te starania są z góry skazane na niepowodzenie. Bo wtedy odzywają się owsiki - rusz się gdzieś... 

Owsikami od dawien dawna zarażony był Siemirad. I tak jakoś - w odmętach warszawskiego Mordoru, przy zepsutym automacie na kawę, moje prądki pierdolca i owsiki Siemirada jakoś się spotkały. Efektem były próby rowero-keszobrania z trzecim winnym przestępstwa - Pauliną. Takie były początki keszo-świra Siemirada. 

Zatem gdy kilka dni temu - znów przy tym automacie na kawę (magiczny czy co?) Siemirad zaproponował forty... No przecież nie mogłam odmówić. Już wcześniej przymierzałam się do Fortu Zbarż, więc zdjęcia miałam oblukane. No skoro fort zalany, to trzeba kaloszki. Nie wpadło mi tylko do głowy, że może trzeba by też tzw. dry-suita z aqualungiem...




I w tych kaloszkach ruszyliśmy po pracy w kierunku fortu. Nie uwzględniłam waypointa PARKING - w efekcie czego zatrzymaliśmy samochod tak trochę bez sensu, po drugiej stronie. 

Kesz jest tam gdzie miał być - tylko że z początku myśleliśmy o innym trzecim. 

Wymaga zdecydowanie wizyty właściciela, bądź osoby z plecakiem keszoratującym - brak logbooka (brak nawet kartki), pisadła, że o kretach i TB nawet nie wspomnę. A szkoda - bo i miejsce fajne, i fort zacny i sama skrzynka też całkiem sobie, gdyby nie brak zawartości :)
Z zapasów pirackich - "część czegoś co się akurat miało przy sobie" wrzuciliśmy do środka:
- kartkę A4, na której namazialismy hasło Logbook i nazwę skrzynki. (druga strona zapisana, niestety nie ieliśmy czystej - co było błędem, który w końcu muszę się nauczyć naprawiać, zanim zaistnieje - czytaj - noś zapasowy logbook przy sobie)
- Geocoina żeby choć jeden przedmiot podróżny był. Za nic nie pamiętam, skąd się wziął w moim posiadaniu, bo GC nie zabieram z zasady (bo nie mam pojęcia co z nimi robic)
- jakieś dwa fanty.
- nie dołożyłam pisadła, bo miałam jedno. A bylo mi (a taką miałam nadzieję) potrzebne do logowania drugiego kesza. W planach mieliśmy dwa...


===================================
O forcie:
Fort VII ("Zbarż") - to jeden z fortów pierścienia zewnętrznego Twierdzy Warszawa, wybudowany w latach osiemdziesiątych XIX wieku. Poprzednim w kolejności jest Fort VI "Okęcie", zaś następnym Fort VIII "Służew".

Jednowałowy, otoczony fosą fort zbudowano na planie pięcioboku. W ramach likwidacji twierdzy po 1909 roku fort został częściowo rozebrany. W czasie jednej z modernizacji wzniesiono jedną z niewielu w Warszawie betonową kaponierę przeciwskarpową, której potężne ruiny istnieją do dziś. W okresie późniejszym nastąpiło zalanie terenu fortu, co doprowadziło ceglane koszary do ruiny. 
Fort był przed 1989 wykorzystywany przez wojsko. Niektórzy żołnierze, którzy tu służyli twierdzą, że fosa była pełna ryb i nie jeden żołnierz urozmaicał sobie menu wojskowe.
Obecnie otoczenie fortu wykorzystywane jest jako ogródki działkowe. Sam fort, znajdujący się w stanie ruiny, jest własnością Agencji Mienia Wojskowego. Obecnie fort jest prawie w całości dostępny dla entuzjastów historii oraz dla wędkarzy (fosa ponoć obfituje w ryby). 
 Z tej strony fosy można zrobić ładne zdjęcia fortu przede wszystkim rano, kiedy jest najlepsze światło. Niestety obszar mocno zaśmiecony.

wtorek, 6 października 2020

SZLAK ORLICH GNIAZD


https://www.geocaching.com/geocache/GC7NK4R_szlak-orlich-gniazd-czestochowa-zrebice-001

Szlak Orlich Gniazd jest szlakiem pieszym rozpiętym pomiędzy Częstochową a Krakowem, pokazującym pozostałości dawnych warowni jurajskich z czasów Kazimierza Wielkiego, jak również malownicze zakątki Wyżyny Krakowsko - Częstochowskiej, liczne jaskinie i ostańce. Pomysłodawcą utworzenia czerwonego szlaku na Jurze Krakowsko – Częstochowskiej był Stanisław Leszczycki. 



Wytyczony w 1930 r,. zgodnie z jego założeniami szlak biegł od Krakowa Doliną Prądnika przez Ojców i zawracał przez Podkrakowskie Dolinki, Krzeszowice i wzniesienia Garbu Tenczyńskiego. Niedługo potem wybuchła II Wojna światowa, oznaczenia szlaku nie były konserwowane, przez co szybko uległy zatarciu. W 1948 r. prof. Kazimierz Sosnowski na łamach czasopisma „Ziemia” opublikował projekt szlaku pieszego łączącego jurajskie zamki, warownie i strażnice. W 1950 r. dzięki dotacji Ministerstwa Komunikacji, szlak został oznakowany w terenie.

Popularyzację nazwy szlaku orlich gniazd zawdzięczamy Wiktorynowi Zielińskiemu, który to użył jej po raz pierwszy w swoim poemacie „Dwie ojczyzny”, napisanym podczas pobytu w dworku Zygmunta Krasińskiego w Złotym Potoku.

„Krasna ziemia zadnieprzańska

Nocną porą pośród gwiazd

Lecz piękniejsza nadwarciańska

Ze swym szlakiem orlich gniazd…”


W 2012 roku Szlak Orlich Gniazd, którym opiekuje się Związek Gmin Jurajskich, otrzymał Złoty Certyfikat Polskiej Organizacji Turystycznej stając się najlepszym produktem turystycznym Polski.


ZAMKI

Na Szlaku Orlich Gniazd znajduje się 11 spośród 27 warowni (zamków i strażnic) wybudowanych między Częstochową a Krakowem jako zabezpieczenie traktów handlowych w rejonie granicy ze Śląskiem pozostającym pod kontrolą króla czeskiego. Większość zamków została zniszczona podczas „potopu” w 1655 r. Opuszczone popadały w ruinę lub mimo odbudowy traciły na znaczeniu. W czasach współczesnych wiele z nich zostało poddane pracom konserwatorskim, renowacyjnym, część jest odbudowywana. Większość jest udostępniana dla ruchu turystycznego.


W MUWIT.pl


sobota, 5 września 2020

Dajmy łupnia Łopieniowi

https://www.geocaching.com/geocache/GC7QZXE_opien-g23


 Łopień (951 m n.p.m.) jest gęsto zalesioną górą, wznoszącą się na południowy wchód od Dobrej i na południowy zachód od Tymbarku w Beskidzie Wyspowym. Znajduje się na nim widokowa szczytowa Polana Jaworze (kapliczka z 2006 r. z figurką Matki Bożej, ławeczki) oraz, na północny wschód od niej Polana Myconiówka. Górę opływa rzeka Łososina i jej dopływ - potok Chyszówka oraz Słopniczanka i jej dopływ - Czarna Rzeka.


Masyw Łopienia ma trzy wierzchołki: najwyższy Łopień (Złotopień, 951 m), Łopień Środkowy (Wiśnia, 855 m) i Łopień Wschodni (Rydznik, Wzory, 805 m). Według tradycji masyw dzielony jest na Łopień Dobrski i Tymbarski. Okoliczna ludność nazywa górę Złotopieniem, co związane jest z miejscowymi legendami. Mówią one, że kiedyś podobno żył tu niby dziad, który zbierał z góry kamienie i wytapiał z nich złoto. Dlatego czasem można tu jeszcze natrafić na bryłkę złota. Inna mówi, że pewnego dnia otworzyła się ziemia w Łopieniu i ludzie zobaczyli w środku liczne bogactwa, a także zaklęty tron. Łopień miał być także małżonkiem Mogielicy - mieli być połączeni podziemnym ciągiem korytarzy (według legendy koza wpuszczona do jaskini w Łopieniu wyszła na powierzchnię ziemi na Mogielicy). W okolicy szczytu Łopienia Środkowego znajdują się Bagna Łopieńskie (zwane także Jeziorkami), w których topiono kiedyś ciała samobójców. Łopień był popularnym terenem pasterskim (liczne polany i szałasy). Dziś góra jest szczególnie lubiana przez paralotniarzy (starty z polany Widny Zrąbek nad Jurkowem).


Na stokach Łopienia znajduje się kilkanaście jaskiń, głównie pochodzenia osuwiskowego (m.in. Jaskinia Zbójecka, Jaskinia Czarci Dół, Jaskinia Za Studnią). Największa - Jaskinia Zbójecka, o łącznej długości korytarzy ponad 433 m, jest jedną z największych jaskiń w polskich Karpatach. Znajduje się w niej największa w Polsce kolonia nietoperza podkowca małego (ponad 500 osobników). W masywie Łopienia występują liczne źródełka. Od 2006 r. w sierpniu organizowane są Złazy Turystyczne na Łopień (punkt spotkania: Polana Myconiówka), które jednorazowo gromadzą nawet ponad 1000 turystów (pieszych i rowerowych).

czwartek, 3 września 2020

Święty Krzyż vel Łysiec - tam, gdzie czarownice...


Górę Łysiec - współcześnie znaną jako Święty Krzyż - przed wiekami szczególnie upodobały sobie czarownice. Podczas organizowanych przez nie sabatów odprawiane były tajemne gusła, trwała piekielna zabawa i tańce Tak mówią ludowe przekazy, natomiast o fakcie istnienia tu miejsca kultu pogańskiego świadczą pozostałości kamiennego wału kultowego z ok. VIII w. otaczającego szczyt góry. W dzisiejszych czasach Święty Krzyż to miejsce słynące w Polsce i poza jej granicami z klasztoru pobenedyktyńskiego oraz przechowywanych w nim Relikwii Drzewa Krzyża Świętego. Klasztor, będący obecnie pod opieką Misjonarzy Oblatów, szczyci się bogatą 1000-letnią historią. Przybywający tu turyści i pielgrzymi mogą zwiedzić klasycystyczny kościół z XVIII w. oraz kaplicę Oleśnickich, w której znajduje się relikwiarz z cząstkami drzewa Krzyża Świętego. Warto wstąpić do Muzeum Misyjnego Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej (przedmioty z krajów misyjnych) oraz zobaczyć Wystawę Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Po trudach zwiedzania istnieje możliwość skorzystania z kuchni klasztornej, a w starej aptece - obecnie kawiarence, prócz kawy i herbaty można nabyć tradycyjne leki ziołowe.

Kościół pod wezwaniem Trójcy Przenajświętszej, który dziś odwiedzamy to trzecia świątynia wzniesiona w tym miejscu pod koniec XVIII wieku w stylu barokowo- klasycystycznym, murowana z cegły, orientowana, jednonawowa, na planie prostokąta. Wzniesienie niewielkiego klasztoru skupionego przy kościele na tak trudnym terenie datowane jest różnie, gdyż monografie, przekazy, legendy wskazują rozbieżne daty i wydarzenia. Opactwo najprawdopodobniej założone zostało w 1006 roku a fakt jego założenia ujęty został w opowiadanie o św. Emeryku. Pomimo rozbieżności, sacrum na Łysej Górze trwa już od ponad tysiąca lat, zmieniając na przestrzeni wieków swoje kształty. Kościół był początkowo rotundą, naznaczył go styl romański, gotycki, barokowy natomiast w klasztorze styl gotycki jest mocno zaakcentowany. Podobnie przedstawia się kwestia pojawienia się benedyktynów na Świętym Krzyżu, to kiedy i skąd przybyli jest pełne legend. Opactwo przechodziło czas upadków i wzlotów, a jednym z takich okresów był wiek XVI- gdy dobra klasztoru zdewastowali Tatarzy, a następnie wzlot, gdy w początku XVII wieku, Mikołaj Oleśnicki wzniósł kaplicę grobową. Oleśniccy od dawien dawna związani byli ze Św. Krzyżem i grzebali tu swoich zmarłych. Dziś kaplica Oleśnickich jest miejscem adoracji Relikwii Krzyża Świętego. W podziemiach kaplicy znajdują się krypty, gdzie spoczywają: opat Sierakowski, nieznany powstaniec z 1863 r. i książę Jeremi Wiśniowiecki. Poniżej opactwa, na stoku północnym rozciąga się rozległa polana zwana Bielnikiem. Powstały tu również platformy widokowe dla turystów. Z platform roztacza się przepiękna panorama Gór Świętokrzyskich i można podziwiać gołoborza. Stoki gór pokryte są tzw. piaskowcem kwarcytowym i łupkami kambryjskimi. Stanowią one zewnętrzna warstwę, kamieni i głazów o różnych kształtach i wielkościach. Wygląda to bardzo malowniczo. Stok góry jest dość łagodny, trudny jednak do przejścia właśnie ze względu na owe gołoborza! Szkoda, że gołoborza obecnie w większości porastają rośliny. Bogata szata roślinna pokrywa tę charakterystyczną budowę najstarszych i najłagodniejszych polskich gór. Tablice informacyjne dopełniają całości. Można się z nich dowiedzieć wielu ciekawostek o tym regionie.

Na szczyt prowadzi droga asfaltowa ale zaraz za waypoitem parking jest zakaz wjazdu. 

Zgodnie z informacją umieszczoną na https://www.swietykrzyz.pl/kategorie/dojazd_na_swiety_krzyz na Łysą Górę można wjechać samochodem w niedziele i święta jedynie na Mszę Świętą  o godz 8.00, 9.30, 11.30; pobyt do godziny 14.00. Przed zakazem jest też duży parking, niestety płatny 7 zł za dzień. Ponadto można tu dotrzeć niebieskim  szlakiem z Nowej Słupii.


Tekst i zdjęcia pochodzą z:

https://www.geocaching.com/geocache/GC8927G_swiety-krzyz


wtorek, 28 lipca 2020

Szkoła pod Obłokami





Aby kolejne pokolenia mieszkające na wyżynie, nie wyrastały na analfabetów i otrzymały szanse na naukę fachu w przyszłości, w 1938 roku otwarto na polanie pod Niemcową szkołę podstawową dla dzieci z chat rozsypanych po okolicy, do czterech klas uczęszczało dwudziestu pięciu uczniów, szkoła nad obłokami przetrwała do 1961 roku. Potem już tylko uciekali młodzi do miasta, wracali w doliny, a pozostałości górskich osad możemy poszukać wędrując po tamtych terenach. Na Niemcowej toczyła się akcja powieści Marii Kownackiej "Szkoła nad Obłokami". Ruiny szkoły znajdują się przy czerwonym szlaku, 300 metrów od istniejącego jeszcze gospodarstwa. Było to zwykłe gospodarstwo użyczające pomieszczenia szkole. W tym miejscu obecnie stoi mały pomnik.

piątek, 24 lipca 2020

Dworek w Jordanowie





Drewniany dwór na Chrobaczem (dawniej wieś, obecnie Chrobacze to dzielnica Jordanowa) zbudowany został w połowie XVIII w.
Dwór jest budowlą parterową, częściowo tynkowaną z charakterystycznym tzw. polskim dachem (łamanym). Ganek, który znajduje się na froncie oraz schody dobudowano w późniejszym okresie. Jednym z jego ostatnich mieszkańców był major Edward Gett-Getyński, obrońca Lwowa w latach 1918-19, uczestnik wojny polsko – bolszewickiej w 1920r. W połowie lat 30-tych służył w 23 Górnośląskiej Dywizji Piechoty w Katowicach, w 1939r. w sztabie Armii „Pomorze” gen. Bortnowskiego.
W czasie okupacji był współzałożycielem „Dywizji Podhalańskiej w Konspiracji”, która weszła następnie w skład Konfederacji Tatrzańskiej.
W lutym 1942r. został aresztowany przez gestapo. Po przesłuchaniach w zakopiańskiej willi „Palace” (siedzibie gestapo) wywieziono go do obozu KL Auschwitz. Tam znów wstąpił do organizacji konspiracyjnej, za co został skierowany do bunkra a następnie w styczniu 1943r. rozstrzelany.
Po wojnie w dworku mieściła się szkoła, co bardzo mu zaszkodziło. Od niedawna dworek jest własnością prywatną. Dworkowi bardzo przydał by się remont, liczę że nowi właściciele doprowadzą go do dawnej świetności.

Tekst z https://opencaching.pl/viewcache.php?wp=OP5052

niedziela, 14 czerwca 2020

Ćwilin


Miałam jechać gdzie indziej, wylądowałam w Jurkowie. Zastanawiałam się nad wlezieniem (bo wejściem, przy moim braku kondycji i sił wszelakich, tego nieporadnego tuptania nie można nazwać) na Mogielicę. Ale właśnie nad nią zebrały się potężne czarne chmury, które sugerowały, że to co się działo przez pół dnia, tam, gdzie miałam jechać, będzie się działo właśnie tam. Innymi słowy - będzie lać. Niby dobrze, bo grzyby będą :) ale niedobrze, bo ja jednak z aparatem.... i już wiedziałam ze z Mogielicy wyjdą nici z pętelką. No to co? Ćwilin? Ano Ćwilin - choć trasa z Jurkowa nalezy do jednej z najmniej atrakcyjnych na ten przepiękny szczyt.


Więcej zdjęć na https://photos.app.goo.gl/hV9Pd8ooD7QvMbE76

Skoro zaczęłam wędrówkę o wpół do piątej po południu (coś takiego) to wiedziałam ze na szczyt nie dojdę. No to chociaż wyciągnę trzy keszyki - akurat do osiągnięcia jakiegoś tam mojego "benchmarku" - chyba miało to być 820 na GC. Wyszlo więcej, ale to w kolejnych logach :P

Skrytki w drodze na Ćwilin są proste, łatwe i przyjemne. Nie trzeba się straszliwie zmęczyć, ani poharatać gałęziami. Idealne urozmaicenie mało sympatycznego szlaku (góra-dół. Jak ja nie lubię Wyspowego :)). Ominęłam skrytkę nr 3 mając nadzieję na podjęcie w drodze powrotnej. 
Która jednak wypadła mi inaczej niż się spodziewałam - zamiast ślicznej drogi przez las, lazłam przez wykroty, łąki niekośne, kamieniska i nie wiadomo co jeszcze.

Tak - po raz pierwszy od niepamiętnych czasów POBŁĄDZIŁAM.
Wezcie latarkę (miałam rzecz jasna) - i zapasowe baterie (nie miałam - bo szłam "tylko" na krótki spacerek. ) GPS i telefon nie pomaga jak trafiacie na wykroty :)


Fajne te serie na szczyty, dzięki temu może połażę więcej po Wyspowym, bo zawsze go omijałam. (z wyjątkiem właśnie Ćwilina, ale od strony Mszany) - dziękuję....






Tekst z geocaching.com  by longmen76
Ćwilin (1072 m n.p.m.) – drugi co do wysokości szczyt górski Beskidu Wyspowego. Nazwa góry pochodzi od niemieckiego słowa Zwilling, tzn. bliźniak (sąsiedniej Śnieżnicy), a nadali ją w XIV w. niemieccy osadnicy w Tymbarku i Jurkowie. W literaturze można także spotkać błędną nazwę: "Ćwiliń"


Wznosi się ponad należącymi do gminy Dobra miejscowościami: Jurków, Wilczyce i Gruszowiec oraz należącymi do gminy Mszana Dolna miejscowościami Łostówka i Kasina Wielka. Jest górą typową dla Beskidu Wyspowego – samotną, z wszystkich stron oddzieloną od sąsiednich głębokimi przełęczami. Szczególnie strome są północne jego stoki opadające do przełęczy Gruszowiec (660 m) oddzielającej go od Śnieżnicy (1006 m). W południowo-wschodnim, opadającym do Wilczyc grzbiecie niektóre mapy wyróżniają niższe wzniesienie zwane Małym Ćwilinkiem (795 m). Przez Ćwilin biegnie dział wodny między dorzeczami Raby i Dunajca. Do dorzecza Raby należą potoki zasilające Łostówkę, Słomkę i Kasiniankę, do dorzecza Dunajca – potoki spływające do Łososiny.
Niegdyś Ćwilin tętnił życiem pasterskim, mieszkańcy Gruszowca, Jurkowa, Wilczyc i Łostówki wypasali na nim wielkie stada owiec. Pozostałością dawnego pasterstwa jest szczytowa Polana Michurowa, zwana też halą na Ćwilinie. Obecnie hala w wyniku zarastania lasem jest dużo mniejsza. Nieopodal szlaku, przy kępie buków, znajduje się drewniana kapliczka z ołtarzem. Wystawiono go w 2000 r. z okazji obchodów Roku Millenijnego. W dolnej części polany, obok resztek kamiennego szałasu, niewielkie źródło wody. Właśnie na Polanie Michurowej Kazimierz Sosnowski miał wymyślić określenie "Beskid Wyspowy".





Na Ćwilinie, jak w całych Karpatach występują procesy osuwiskowe. Największe odnotowane osuwisko na Ćwilinie miało miejsce 15 sierpnia 1927 r. W czasie burzy oddzielił się od góry namoknięty po długotrwałych opadach deszczu fragment stoku i z ogromnym hukiem zwalił się w dół. Po osuwisku tym nad korytem potoku Rosłaniec (pomiędzy Ćwilinem i Małym Ćwilinkiem) pozostały odsłonięte gołe skały, które do dzisiaj jeszcze nie zarosły całkowicie lasem. Na północno-zachodnich zboczach Ćwilina odkryto w listopadzie 2001 r. podczas prac eksploracyjnych kilka jaskiń (w nawiasach długości korytarzy): Jaskinia Spadających Kamieni (15m), Grota Rusałki (14m), Schronisko Pajęcze (9m), Schronisko Dwóch Ślimaków (6m), Schronisko w Chaszczach (2m).

W lasach Ćwilina żyje wiele dużych ssaków, m.in. dziki, jelenie, sarny, borsuki. W 2010 potwierdzono występowanie rzadkiego w Polsce rysia. Okresowo zaglądają tutaj wilki, bogata jest fauna ptaków. Interesująca jest flora masywu. M.in. stwierdzono tutaj występowanie podejźrzona rutolistnego – z polskich Karpat znanego tylko z ok. 30 stanowisk. W okresie międzywojennym na Ćwilinie istniał rezerwat głuszczów.

19 marca 1954 r. na wschodnim zboczu Ćwilina doszło do wypadku lotniczego samolotu pasażerskiego Li-2 SP-LAH lecącego z Warszawy do Krakowa. Koło Dąbrowy Tarnowskiej miał awarię prądnicy, zboczył z kursu i uderzył w zbocze góry nad osiedlem Granice (przysiółku Bursawina), koło Gruszowca. Pilot lecąc w gęstej mgle, w ostatniej chwili zauważył stok. Chcąc zredukować impet zderzenia podciągnął trochę maszynę do góry. Okoliczna ludność przetransportowywała na prowizorycznych noszach rannych do ambulansu gdyż samolot rozbił się bardzo wysoko. Szczątki maszyny przetransportowano do Limanowej gdzie przez krótki czas leżała obok Bazyliki.




Z polany Michurowej i znajdującego się na niej szczytu Ćwilina roztaczają się rozległe widoki na wschód, południe i zachód, głównie na Gorce, Tatry i sąsiednie wzniesienia Beskidu Wyspowego. Przy dobrej pogodzie widoczne są: Babia Góra, Beskid Sądecki, oraz znajdujące się na Słowacji Magura Spiska, Wielki Chocz i Mała Fatra. Na samym szczycie Ćwilina znajdują się stół i ławy dla turystów. Stromy i rozległy stok polany Michurowej jest dobrym punktem startowym dla paralotniarzy.


środa, 1 stycznia 2020

Warszawskie znajdy keszerskie

 Wydawało mi się, że skoro mieszkałam w Wawie, to i tych keszy znalazłam więcej. Ale wyszło ledwie 111 na geo, wliczywszy w to ostatnie poszukiwania, po imprezie firmowej - tzw. keszerskie powroty.

Szału zatem nie ma, ale bunkry są.
Na mapie niestety nie są widoczne kesze już zarchiwizowane, ale tak naprawdę... niewiele więcej wyszukałam :)
No i chyba na tym się nie skończy...


wtorek, 5 listopada 2019

Las Bronaczowa - idealny na spacer, niedaleko Krakowa

Las Bronaczowa jest pozostałością dawnej Puszczy Karpackiej, a jego nazwa nawiązuje do nieistniejącej już od średniowiecza wsi Bronaczowa. To zwarty kompleks leśny, ciągnący się równoleżnikowo pomiędzy popularną drogą „Zakopianką” na wschodzie, a rzeką Skawinką – na zachodzie.



Las rozpościera się na długości 4 km, szerokość natomiast waha się od 0,8 do 1,5 km. Pod względem geograficznym kompleks Bronaczowa leży na terenie Pogórza Wielickiego. Teren jest bardzo zróżnicowany pod względem ukształtowania. Występują tu liczne jary i wąwozy, biegnące w różnych kierunkach, których dnem stale, bądź okresowo, płyną strumienie. W obniżeniach terenu znajdują się niewielkie śródleśne bagienka.
Środkiem kompleksu, w jego partii grzbietowej, biegnie utwardzona droga w kierunku wschód – zachód, dostępna dla ruchu pieszego i rowerów. Od niej na całej długości odchodzą boczne odgałęzienia (nieutwardzone), dostępne tylko dla pieszych.
Spacerując po lesie, można spotkać kilka bardzo ciekawych gatunków roślin runa, również tych będących pod ochroną.






Rosną tutaj np.: wawrzynek wilcze łyko, lilia złotogłowa, podrzeń żebrowiec, ciemiężyca, kopytnik, bluszcz pospolity, konwalia majowa, różne gatunki storczyków, skrzyp olbrzymi. Bogactwu gatunkowemu roślin w niczym nie ustępuje świat zwierząt. Znaleźć tu można wiele typów i gromad, poczynając od pierścienic, a kończąc na dużych ssakach. W lesie możemy spotkać różnobarwne motyle, chrząszcze, jaszczurkę zwinkę, padalca, zaskrońca, salamandrę plamistą. Z ptaków: dzięcioła czarnego, dudka, kruki myszołowy, kukułki, czarnego bociana, wilgi, puszczyka, sowę uszatkę i płomykówkę. Nad stawem w "Rzeczkach"- zimorodka. Zimą przybywają tu goście z północy: orzechówka i krzyżodziób. Ze zwierzyny - sarny, jelenie, dziki.

Źródło - http://skarby.bliskokrakowa.pl/


Tekst pochodzi z:

Cmentarz wojenny nr 478 - Kalwaria Zebrzydowska



 

W pobliżu Wyższego Seminarium Duchownego oo. Bernardynów w Kalwarii Zebrzydowskiej, na obrzeżach lasu, znajduje się zadbany, uporządkowany Cmentarz Wojenny z 1915 r., na którym pochowano kilkudziesięciu żołnierzy armii austriackiej, którzy zmarli w latach 1914-1915. Wśród grobów odnaleźć można cywili (Kutcher lub Fuhrmann - co świadczy o tym, że byli tam pracownicy powołani do pomocy wojsku - a także muzułmanina, żołnierza 4 Bośniacko-Hercegowińskiego Pułku Piechoty, który wspierał wojska austriackie. 

czwartek, 29 sierpnia 2019

Cmentarz wojenny na Wysokiej

tekst z geocaching.com

Obrona Jordanowa i okolic

1 września 1939 roku niemieckie zgrupowanie pancerne 14 armii w składzie 2. dywizji pancernej i dywizji lekkiej (XXII Korpus Pancerny gen. von Kleista) ruszyło ze Słowacji przez Tatry na Chabówkę i Nowy Targ. Broniący tego kierunku 1 pułk KOP dowodzony przez ppłk. Jana Wójcika nie był w stanie długo utrzymać wyznaczonych pozycji, a w wypadku ich przełamania Niemcy mogli wyjść na tyły armii "Kraków" gen. bryg. A.Szyllinga.

W związku z tą sytuacją 10. brygada pancerno-motorowa płk. dypl. Stanisława Maczka otrzymała zadanie zamknięcia kierunku na Jordanów i Rabkę. Była to jedna z dwóch brygad pancerno-motorowych, którymi dysponowały siły polskie we wrześniu. W jej skład wchodziły różne formacje, które posiadały bardzo różnorodne uzbrojenie, m.in. przestarzałe czołgi Vickers oraz tankietki TKS i TK3. Płk dypl. Stanisław Maczek zainstalował swój sztab i stanowisko dowodzenia w Krzeczowie...

Co roku 1 września na terenie cmentarza odbywają się uroczystości rocznicowe.

Informacje ze strony gminy: 

Wieś przepięknie położona na wysokości 525 m n.p.m. na wzgórzach Pasma Podhalańskiego pomiędzy Jordanowem a Spytkowicami. Pierwsza wzmianka o wsi pochodzi z 1581 roku. Jest to wieś, w której urodził się ks. Józef Stolarczyk słynny zakopiański proboszcz.
Najstarszy i najcenniejszy zabytek architektury we wsi to XVI- wieczny dwór obronny. Dwór ten wraz z fragmentami zabytkowego parku to miejsce, gdzie swoją siedzibę ma Fundacja – „Lutnia Staropolska”. Obecni właściciele dworu, zawsze chętnie goszczą przyjezdnych proponując nocleg, posiłek a na życzenie staropolskie pieśni przy akompaniamencie dawnych instrumentów strunowych.

Wysoka zapisała się piękną kartą w historii II wojny światowej. W dniach 1 i 2 września 1939 roku na południowych zboczach wsi miała miejsce bitwa między wojskami polskimi 12 pp. z Wadowic, 10 Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej i 25 Pułku Ułanów, wspomaganymi przez miejscową ludność a nacierającymi od Orawy i Spytkowic niemieckimi dywizjami pancernymi. W odwet za zdecydowany opór i walkę Niemcy spalili całą wieś.
 

Za bohaterstwo w 1946 roku Wysoka została odznaczona Orderem Krzyża Grunwaldu III Klasy. Po wojnie dla upamiętnienia tych walk wzniesiono pomnik w obrębie miejsca w którym pochowano poległych w bitwie cywili i żołnierzy. Co roku 1 września miejscowa ludność, władze samorządowe, młodzież oraz żyjący uczestnicy tych wydarzeń czczą pamięć poległych, spotykając się przy pomniku na uroczystej mszy polowej.
Przez szczyt wzgórza biegnie trasa rowerowa oraz szlak turystyczny łączący Luboń Wielki z Halą Krupową przechodząc przez Górę Ludwiki 653 m. Z niej to roztaczają się wspaniałe widoki na Tatry, Babią Górę, Gorce i Luboń. Niezapomniane wrażenie, które na długo pozostaje w pamięci to wschód słońca przy pięknej pogodzie oglądany z Góry Ludwiki. 

Czytaj także:

Małe stacje wielkich kolei: Jordanow

Tekst z geocaching.com

Galicyjska Kolej Transwersalna (niem. Galizische Transversalbahn) - państwowa linia kolejowa, otwarta w 1884 w Galicji (Austro-Węgry). Linia przebiegająca równoleżnikowo z zachodu na wschód przez górskie obszary Karpat, równolegle do oddanej w roku 1851 drogi 28.




Inwestycja ta miała na celu połączenie już istniejących tras o przebiegu równoleżnikowym i stworzenie nieprzerwanego ciągu komunikacji kolejowej z zachodu na wschód terytorium. Jej budowa miała głównie cel militarny - wybudowanie linii alternatywnej do głównej Kraków - Lwów (Kolej galicyjska im. Karola Ludwika) przed przewidywaną wojną z Rosją. Kolej ta miała również przyczynić się do zaktywizowania słabo rozwiniętych obszarów górskich. Stacje końcowe Kolei Transwersalnej to Czadca (obecnie Słowacja) i Husiatyn (obecnie Ukraina), a jej łączna długość wynosi około 800 km. 



Stacja kolejowa w Jordanowie około 1904 roku. Widoczna wieża ciśnień i pompa do nawadniania parowozów. Widać tez jeden z pierwszych parowozów kolei transwersalnej austriackiej serii 4 (wersja czarno-biała w zbiorach TMZJ, wersja podkolorowana przez Norberta Czecha w zbiorach Arkadiusza Piszczka) - zdjęcie z geocaching.com (również - z pełnym opisem 130-letniej historii stacji -na stronie http://grzybypl.blogspot.com

Stacja Kolejowa Jordanów - Powstała w 1884r. Pierwszy typowy dla kolei GT budynek dworca został zniszczony we wrześniu 1939 r.

Nowy budynek powstał pod koniec lat sześćdziesiątych i istnieje po dziś dzień. Niestety nie działają kasy biletowe ani poczekalnia, a sam budynek został sprzedany i jest własnością prywatną. Na stacji w Jordanowie zatrzymuje się większość pociągów.

W sieci:

Cmentarz choleryczny w Brzeziu

 Opis pochodzi z geocaching.com

 
Wydaje się, że epidemie w dawnych czasach były nieco częstsze niż teraz. Takie całkiem niefajne - z mnóstwem ofiar (śmiertelnych). Biedacy nie mieli wyboru - szczepić się czy nie...

Wydawałoby się również, że po dawnych epidemiach nie został ślad. Ale to nieprawda - jeśli dobrze się przyjrzeć, to niemal w każdej miejscowości w Polsce znajduje się mniejszy lub większy cmentarz epidemiczny. Najczęściej choleryczny.

Również w podkrakowskim Brzeziu powstał w 1831 cmentarz choleryczny. Podczas panującej wówczas epidemii pochowano na nim łącznie 11 osób. Zmarli byli mieszkańcami Brzezia oraz sąsiadującego z Brzeziem Ujazdu. Po raz kolejny wykorzystano go w roku 1855, kiedy w okolicy ponownie szalała cholera. Tym razem we wspólnej mogile spoczęło 19 osób.

Cmentarz jest bardzo ładnie utrzymany i na pewno wart odwiedzenia.
 
Opis pochodzi z geocaching.com / autor #musicandsearching / GC83DQD Zdjęcie znalazców

[EN]
Epidemics in the old days might have been slightly more frequent than now. And they were deadly. The poor souls did not have a choice - to get the vaccine or not ...
It seems these old epidemics vanished with no trace. But that's not true - if you look closely, in almost every city and village in Poland there is a smaller or larger epidemic cemetery. Most often choleric.
A choleric cemetery was established also in Brzezie, in 1831. During this cholera outbreak, a total of 11 people were buried there. The victims were the inhabitants of Brzezie and neighboring Ujazd. Once again it was used in 1855, during another cholera outbreak. This time, 19 people rested in the common grave.
The cemetery is very well maintained and definitely worth a visit. And the cache is very simple - "park and grab" type.

niedziela, 25 sierpnia 2019

Dwór Grölingów - Urban Exploration

 Opis pochodzi z geocaching.com

Ligota Łabędzka jest niewielką wioską, położoną na północny zachód od Gliwic. W XIX wieku została ona wykupiona przez Leopolda von Grölinga, który zbudował tu folwark i pałac. Po II wojnie światowej teren został przejęty przez państwo i utworzono tu PGR. Nie wiadomo, kiedy został zniszczony pałac – podczas wojny, czy też został wyburzony w późniejszym okresie. Obecnie teren jest ruiną.


Opis i zdjecie z: geocaching: A cache by Szpagin // GC4ZPWA

Dwór Grölingów powstał w połowie XIX wieku. Jak już wspomniałem, nie wiadomo dokładnie, kiedy został zniszczony. Obecnie pozostały z niego jedynie resztki piwnic oraz położony na wschód od nich park, dziś przypominający raczej dziki las. Teren jest niebezpieczny, mówimy tu o częściowo zawalonych ceglanych korytarzach. 

piątek, 16 sierpnia 2019

Euklides na Szczeblu

Autor: Kasia Turska "Ziellona"
Zdjęcia ze Szczebla: https://photos.app.goo.gl/aoUnwj55B6NXM7EC8

Z okien mojego pokoju dokładnie widać Szczebel i Luboń. Na tych dwóch szczytach można się uczyć geometrii. I ja się uczyłam - jako zdeklarowanego humanistę (w wieku lat 6 chciałam być strażakiem, potem policjantem, ale nigdy nie chciałam mieć nic wspólnego z matematyką) - odrzucało mnie uczenie się trójkątów i trapezów, bo dokładnie tak od strony południowej wygląda Szczebel i Luboń. 

[EN] - Szczebel - hard to pronounce for foreigners. One of the hellish peaks. It is not higher then 1000 meter over sea level, doesn't have spectacular and wide panoramas and, well - in my humble opinion it is simplu - not interesting at all. But it still exists so I had to climb there.

Szczebel widziany z Zawadki
Wiele lat później, kiedy opanowałam nie tylko podstawy geometrii, ale również fakt, że góra wygląda inaczej z każdej strony :), po ponad 20 latach łażenia po Beskidach i rozpoznawania niemal każdej góry z niemal każdej strony (po kształcie, dodam...) wciąż pokutuje we mnie przeświadczenie, że jeżeli góra nie wygląda jak trójkąt, to nie jest to Szczebel. 

A z Mszany nie wygląda...

Dziewczyny na polach pod Kotuniem - widok na Szczebel, Lubon i Zębalową (zwaną też Klimasem)
Byłam na nim kilka razy (dosłownie kilka, w całym życiu) i wiem jak wygląda wejście od strony Mszany - jednym słowem - MASAKRA. Wiedziałam to tylko z mapy (poziomice nie kłamią), jako, że już dawno się zaparłam, że czarnym szlakiem nie wchodzę, choćby mnie krajali. Jest kilka takich wejść w Beskidach, które w pełni zasługują na miano "niezłej wyrypy" lub "niezłej zrypy" przy zejściu. Mam wrażenie, że czarny szlak na Szczebel znajduje się w czołówce. 


Nigdy ! powiedziałam sobie lat temu... naście. I dziś postanowienie złamałam. Co mnie podkusiło - pozostaje tajemnicą... No dobra - seria skrzynek autorstwa Makusi :) Tylko, że przecież mogłam tamtędy schodzić, a nie włazić z jęzorem wywieszonym do kolan. 


Błagam na kolanach (o które opiera się wywieszony jęzor) nie róbcie serii z Mszany ;) Za blisko mam ten Szczebel, żeby odpuścić, a postanowienie "nigdy w życiu" wciąż trwa, choć nieco nadłamane :)

Trzy pierwsze skrzynki nie zapowiadały tego, co zapowiadają poziomice...

Keszowóz zostawiłam na parkingu pod Ośrodkiem (drive-in na szlak jest fajny, ale trzeba po ten keszowóz wrócić :)) i zazwyczaj wraca się po ciemku (przynajmniej ja), przez las i na tzw "skuśki". Powiadają, ze kto szlaki prostuje... - ale przecież ja dopiero wyszłam na szlak.

Poszłam sobie ładną ścieżynką, nieco błotnistą, chociaż susza wkoło... Tu krzaczki, tu drzewka, tu potoczek, tu keszyk. Do trzeciej skrzynki - cudownie wprost... Przy trzeciej skrzynce znalazłam dwa maślaczki pieprzowe, których w tym roku nie ma jakoś szczególnie dużo.

Do czwartej skrzynki też się da dojść bez konieczności klnięcia na poziomice :)
Nad drugim potoczkiem siedziała miła pani, czytająca książkę, a dwoje wnucząt (płeć nieznana, po kaloszach trudno poznać. Chociaż były niebieskie, to pewnie chłopcy). brodziło w potoku. Łopianów Ci nad tym potokiem dostatek...
I za czwartą skrzynką.... się zaczęło.


Chociaż nie... zaczęło się znacznie później. Przy piątej skrzynce jeszcze były ładne widoki na pola i nieodległe szczyty. I nawet wiata. Która wydawała się być wiatą dla turystów, niestety okazała się zamknięta na kłódkę (w środku stoły piknikowe i miejsca do siedzenia). Na straszących kartkach widniało "teren monitorowany. Zakaz wjazdu, teren prywatny. " - z jednej strony rozumiem, z drugiej... nie do końca.


Z trzeciej strony... kiedyś w górach austriackich, na wysokości 2000 z hakiem (czyli teren równie popularny i łatwo dostępny jak np. Turbacz) stał sobie domek. 

A na domku karteczka "Drogi turysto, zapraszamy. Nas nie ma, ale w lodówce znajdziesz napoje i jedzenie. Obok pieca drewno. Piwo - x euro, woda ... itd itd... Pieniądze wrzucało się do puszki na drzwiach. I wiecie co... ta puszka miała w środku monety i banknoty - bo było słychać :) 
NIC NIE BYŁO ZDEWASTOWANE. 

Ech - marzy mi się taka kultura turystyki i na niższych poziomach (bo sądzę jednak, że tam tak było, bo jednak do tej chaty było kilka godzin marszu. A nie dlatego ze "najpiękniej wiatr układa piach, tam gdzie nas nie ma..."


Dalej droga szła przez mało urokliwy las. Jakiś taki szary i nijaki. Ale to może ja, mieszkająca na wsi, tuż przy lesie mam nieco zwichrowane poczucie "leśnej estetyki"? 

Co cieszy niezmiernie - w lesie praktycznie brak śmieci. Pojedyncze puszki (zoczyłam trzy, które zabrałam ze sobą. Swojego lasu tak nie posprzątam, zwyczajnie idąc... za dużo tego się tam poniewiera :(

Zimną Dziurę miałam ominąć, bo kolana moje i buciki (tak, poszłam jak pół kretyn w tzw. wskakiwakach. Butkach spacerowych, a nie górskich. Butki spacerowe nie trzymają kostki (coś pomiędzy adidasami, a trampkami na przyzwoitej podeszwie), i zdecydowanie nie nadają się na górskie szlaki. Wyrzuciłam całą swoją górska wiedzę z głowy i poszłam na spacer. Tyle że na Szczebel... 

Butki spacerkowe się sprawdziły. Ale odkrywanie jaskiń w tych butkach byłoby... kuszeniem losu. 
Skusiłam ten los o tyle, że weszłam do jaskini. Ale nie eksplorowałam za bardzo (choć gdzieś tam był keszyk). Wystraszyłam nietoperza (przepiękny widok, kiedy w półmroku frunie na Ciebie mysz z taaaaakimi skrzydłami) i odnotowałam gęsią skórkę (z zimna, nie ze strachu :)
Tak - zimna dziura w pełni zasługuje na swoją nazwę. Na zewnątrz ukrop, w środku chłód. Co lepsze - stajesz nad wejściem do jaskini i czujesz ten chłód na nogach. Do kilku jaskiń w życiu weszłam, ale w żadnej nie odnotowałam aż takiej różnicy temperatur. Fenomenalna rzecz.



Las troszeczkę zyskał tutaj na urodzie. Choć dalej poszycia praktycznie nie ma. Tak powinien wyglądać las z bajek braci Grimm. I wszędzie te kamerdolce :) Jak już wspomniałam - mam wysokie mniemanie o lesie i urodzie tegoż. I mocno zaburzone poczucie estetyki w tym względzie. Sądzę, że gdybym wchodziła tutaj dwa lata temu, kiedy zamieszkiwałam w betonowej stolicy, nawet ten las by mnie urzekł. Ale wchodziłam dziś, zatem mnie nie urzekł. I tyle w temacie urody lasu :)


Od jaskini aż do szczytu ... pot zalewał mi oczy i klęłam sama na siebie, że jednak kijki zostawiłam w samochodzie. Oj przydałyby się tutaj. O idiotyzmie butków spacerowych już wspominałam, choć zaskakująco dobrze trzymały na tych kamieniach. Ale kolejnym błędem nieprzygotowania (bo przecież szłam tylko na spacer) było wzięcie zbyt małej ilości wody. Na całą trasę wzięłam litr, co okazało się absolutnie niewystarczające. 

Nie piszę o tym dlatego, żeby podkreślić fakt swojego zidiocenia. Tylko po to aby każdy, kto ten log przeczyta i jest, jak ja, przekonany o swoim absolutnie ogromnym doświadczeniu w górach... , pamietał o tym, ze nawet jak idziemy na krótki spacerek:
- WODA, WODA, WODA
- czekolada lub cukierki - cokolwiek co nam da czystą energię jak trzeba będzie jej użyć. (akurat tu błędu nie popełniłam - słodycze mam ze sobą zawsze :)
Tyle chociaż, że piłam mało, żeby ten nędzny litr oszczędzać. Ale jak w końcu dotarłam do strumyka.... ale to było w drodze powrotnej :)
Na Szczebel ostatecznie nie weszłam (dotarłam tylko na startowisko, z którego rozpościera się całkiem zacny widok). Co prawda jeszcze się nie ściemniało, ale zmierzch był już o krok, a do keszowozu był kawałek... 



Zeszłam zatem zielonym szlakiem (w teorii, bo w praktyce ani jednego znaku zielonego nie widziałam). Do pewnego momentu (mniej więcej do poziomicy 650 m), potem kolejną drogą leśną, i kolejną. Aż w końcu dotarłam do strumyka, po którego drugiej stronie biegł szlak. I tak sobie dotupałam, po ciemku już (ale gdzie tam do błądzenia sprzed tygodnia pod Cwilinem...) do swojego keszowozu, który stał, jak się okazało, w pokrzywach. I o ile przez całą drogę na Szczebel i z powrotem, nie wlazłam w ani jedną pokrzywę i ani jedne ciernie, to wszystko nadrobiłam będąc o krok od samochodu. 



Istnieje prawdopodobieństwo że na Szczebel wrócę, ale od drugiej strony (jeśli pamięć mnie nie myli, to wejście jest ładniejsze.



PS. Niezmiennie dziękuję makusi za tę serię, bo zmobilizowała mnie do ruszenia "czterech liter" z domu i zrealizowania tego o czym mówiłam od roku co najmniej "dobra, jadę na ten szczebel" - i od roku plan się sypał z różnych powodów (głównie mojego niechcieja) - dzięki makusi w końcu się udało (przynajmniej z tej najgorszej strony)