Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cmentarz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cmentarz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 czerwca 2022

Cmentarz wojenny nr 343 Kępanów

 https://www.geocaching.com/geocache/GC4Z240


Zabytkowy cmentarz z okresu I wojny światowej. Jest jednym z 400 zachodniogalicyjskich cmentarzy wojennych zbudowanych przez Oddział Grobów Wojennych C. i K. Komendantury Wojskowej w Krakowie.

Niewielki cmentarz położony jest bezpośrednio przy drodze z Łapanowa przez Grabie i Kępanów do Raciechowic.

Pochowano na nim żołnierzy armii rosyjskiej i austro-węgierskiej, którzy zginęli na okolicznych polach na początku grudnia 1914 w czasie operacji limanowsko-łapanowskiej. Wojska austriackie atakujące w kierunku Łapanowa, Zbydniowa i Żegociny wyparły Rosjan z okolicznych miejscowości, a następnie po kilkudniowych niezwykle zaciętych walkach zdobyły wzgórza w miejscowościach Buczyna, Grabina, Stradomka, Sobolów, Chrostowa, Kamyk, Wola Nieszkowska, Nieprześnia. 13 grudnia Rosjanie rozpoczęli odwrót dalej na wschód.

Jest to niewielki cmentarzyk, ogrodzony łańcuchem, uwagę zwracają dwa duże krzyże, charakterystyczne dla tego typu cmentarzy w Małopolsce. Pochowano tutaj w 1 grobie zbiorowym i 7 pojedynczych łącznie 9 żołnierzy: 5 austro-węgierskich i 4 rosyjskich. Z nazwiska znany jest tylko jeden: kadet Anton Fritz.

Sarzyna - cmentarz wojenny

 https://www.geocaching.com/geocache/GC5FQEQ

Cmentarz wojenny Sarzyna - Zagroda zlokalizowany jest pomiędzy zachodnim skrajem zabudowań wsi Sarzyny w dzielnicy Zagroda. Bardzo łatwy dojazd od drogi krajowej nr 77 (skręcamy w asfaltową ulicę Miazgi). Na lekkim wzniesieniu biały betonowy krzyż, do niego przytwierdzona tabliczka z następującym napisem:

NIECH TAK  LEKKA BĘDZIE WAM MOGIŁA 
JAK TA NA ZIEMI CIĘŻKA DOLA BYŁA 
CIERPIEŃ WASZYCH ŁEZ I GORYCZY
ŚWIAT NIE ZOBACZY LECZ BÓG POLICZY

Ś. P. ŻOŁNIERZOM POLSKIM ROSYJSKIM
AUSTROWĘGIERSKIM  NIEMIECKIM POLEGŁYM
W BITWIE NA SARZYŃSKIEJ ZIEMI W
CZASIE I WOJNY ŚWIATOWEJ W 1914 I W 
MAJU 1915 ROKU SPOCZYWAJĄCYM NA TYM
CMENTARZU WOJENNYM KU
WIECZNEJ PAMIĘCI
MIESZKAŃCY SARZYNY
1992 ROK

Brak jakichkolwiek elementów pierwotnego urządzenia, nieustalona pierwotna powierzchnia i liczba pochowanych. Cmentarz odnowiono w 1990 r. jako wspólny wysiłek pp. Edwarda Zielińskiego, Wincentego Pażyry, jego syna – Krzysztofa, Stanisława Pinderskiego, Franciszka Stachnio. Pracownicy odlewni Zakładów Chemicznych” Organika Sarzyna” odlali figurę Jezusa, a pan Pażyra wykonał tablicę inskrypcyjną. Zebrał on równiez relację świadków z działań I wojny Światowej oraz dotyczące tego cmentarza, które później wydał w formie broszury. Poświęcenie cmentarza odbyło się 29 VI 1992 r. W Sarzynie istniały też prowizoryczne cmentarze na Fuglowcu i Treskowej górze, ale ciała z nich ekshumowano i pochowano na pierwszym cmentarzu parafialnym.

Cmentarz ewangelicki w Wińsku

 https://www.geocaching.com/geocache/GC52F77

Cmentarz ewangelicki w Wińsku to aktualnie ponure wspomnienie po przedwojennych niemieckich mieszkańcach tej miejscowości. Do dnia dzisiejszego zachowało się tylko kilka nagrobków. Wszystkie pozostałe zostały zniszczone już po II wojnie światowej.



czwartek, 28 stycznia 2021

Wojenny cmentarz żydowski w Rabce

 https://www.geocaching.com/geocache/GC7MY9V

GPS: N 49° 36.752' E 019° 58.485'

Cmentarz Żydowski w Rabce to miejsce w którym rozstrzelano ok. 450 Żydów z Rabki, Krakowa i Nowego Sącza.

W nieopodal położonej Willi „Treska” ,w której podczas wojny mieściła się Szkoła Dowódców Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa komendantem był Wilhelm Rosenbaum . „Wsławił” się on niezmiernym okrucieństwem i bestialstwem w stosunku do aresztowanych ,a prowadzona przez niego „szkoła katów” była liczącą się w regionie wszechnicą .

Większość ofiar zginęła w trzech masowych egzekucjach w maju, czerwcu i lipcu 1942 r.

Na terenie obecnego cmentarza znajduje się pomnik zbudowany z kilkunastu betonowych płyt. Ma on charakter symboliczny ponieważ wiele masowych, nieoznaczonych grobów znajduje się też w innych częściach pobliskiego lasku.

czwartek, 29 sierpnia 2019

Cmentarz choleryczny w Brzeziu

 Opis pochodzi z geocaching.com

 
Wydaje się, że epidemie w dawnych czasach były nieco częstsze niż teraz. Takie całkiem niefajne - z mnóstwem ofiar (śmiertelnych). Biedacy nie mieli wyboru - szczepić się czy nie...

Wydawałoby się również, że po dawnych epidemiach nie został ślad. Ale to nieprawda - jeśli dobrze się przyjrzeć, to niemal w każdej miejscowości w Polsce znajduje się mniejszy lub większy cmentarz epidemiczny. Najczęściej choleryczny.

Również w podkrakowskim Brzeziu powstał w 1831 cmentarz choleryczny. Podczas panującej wówczas epidemii pochowano na nim łącznie 11 osób. Zmarli byli mieszkańcami Brzezia oraz sąsiadującego z Brzeziem Ujazdu. Po raz kolejny wykorzystano go w roku 1855, kiedy w okolicy ponownie szalała cholera. Tym razem we wspólnej mogile spoczęło 19 osób.

Cmentarz jest bardzo ładnie utrzymany i na pewno wart odwiedzenia.
 
Opis pochodzi z geocaching.com / autor #musicandsearching / GC83DQD Zdjęcie znalazców

[EN]
Epidemics in the old days might have been slightly more frequent than now. And they were deadly. The poor souls did not have a choice - to get the vaccine or not ...
It seems these old epidemics vanished with no trace. But that's not true - if you look closely, in almost every city and village in Poland there is a smaller or larger epidemic cemetery. Most often choleric.
A choleric cemetery was established also in Brzezie, in 1831. During this cholera outbreak, a total of 11 people were buried there. The victims were the inhabitants of Brzezie and neighboring Ujazd. Once again it was used in 1855, during another cholera outbreak. This time, 19 people rested in the common grave.
The cemetery is very well maintained and definitely worth a visit. And the cache is very simple - "park and grab" type.

środa, 24 stycznia 2018

Cmentarz przeklętych pod Dzwonkówką

Na podstawie książki Krzysztofa Kopra "Z dziejów Krościenka nad Dunajcem".

O zapomnianym cmentarzu pod Dzwonkówką krążą różne historie. Niewielkie wzniesienie, ukryte w gęstym lesie, kryje wiele tajemnic. To tam przez wiele lat górale porzucali ciała samobójców. 

Wisielce - przeklęte miejsce. 

Cmentarz przeklętych. O zapomnianym cmentarzu pod Dzwonkówką krążą różne historie. Niewielkie wzniesienie, ukryte w gęstym lesie, kryje wiele tajemnic. To tam przez wiele lat górale porzucali ciała samobójców. Wiele ciekawostek na ten temat można wyczytać we właśnie opublikowanej książce Krzysztofa Kopra "Z dziejów Krościenka nad Dunajcem". Na Podhalu jest kilkanaście takich miejsc, jak to w Krościenku. Po większości z nich pozostały jedynie nazwy. W Gorcach nad Nowym Targiem natknąć się można na Wisielakówkę, w Falsztynie na Spiszu na Wisielaki. W Ochotnicy Dolnej znajduje się Przełęcz Zabite oraz Obwisie.

Na cmentarzach samobójców rzadko pojawiały się krzyże. Ludzie z niechęcią mówili o tych, którzy targnęli się na swoje życie. 
Dawniej nie tylko samobójców, ale także ich ciała traktowano z wielką pogardą. By nie ściągnąć na siebie oraz całą wiejską społeczność złych mocy, górale przestrzegali kilku zasad. Po pierwsze osoba, która znalazła ciało wisielca, musiała zmarłemu wymierzyć policzek lub trzykrotnie uderzyć go w głowę. 

Po drugie ciała samobójcy nie wolno było przed pochówkiem myć ani też przebierać w inne ubranie. "Dawniej ludzie bali się nawet dotknąć takiego człowieka, bo myśleli, że zginął z Rąk diabła"- opowiada w książce Aniela Foltyn, mieszkanka Ochotnicy Górnej.

Przy pochówku starano się nie wynosić ciała samobójcy drzwiami, ale przeciągano go pod progiem, do czego miał służyć specjalnie zrobiony otwór. 

Zdarzało się, że wykorzystywano okna, przez które po prostu wyrzucano ciało z domu. Zabieg taki gwarantował ochronę przed piorunem, gradem i powrotem umarłego. 

Według górali samobójca nie zasługiwał na pogrzeb. Pochówek miał być cichy, bez udziału księdza. Trumny z ciałem nie można było wnieść do kościoła czy też na cmentarz. 

Dlatego też zmarłych grzebano w górach, przeważnie nocą. "Pogrzeb był skromny i cichy, rodzina wstydziła się tego czynu i chciała go jak najszybciej wymazać z pamięci"- wspomina inna z bohaterek książki, Franciszka Jamińska z Ochotnicy. 

"Ta otwarta manifestacja pogardy, ale i strachu wobec aktu samobójczej śmierci powodowała, że oprócz najbliższych nikt w nim nie uczestniczył"- pisze Koper. 

Twarzą do ziemi

"Zwłoki samobójcy wkładano choćby w deszczułkę, wiązano i wywożono wołami w góry"- to kolejna relacja, tym razem Wojciecha Zawilińskiego, który powołuje się na zasłyszane w dzieciństwie opowieści. 

By odstraszyć złe moce, ciała samobójców przykrywano stosem kamieni i obsadzano cierniem- dziką różą, głogiem, czasem też makiem. 

Zwłoki przebijane, nakłuwane kolcami, krępowane, kawałkowane, układane twarzą na dół, także palone- w odczuciu żyjących miały gwarantować wieczny spokój. 

Tradycja także zalecała na grobie samobójcy położyć garść siana, słomy, kawałek drzewa, pojedynczy kamień czy grudkę ziemi. 
<br />
Gest ten miał dwojakie znaczenie. Po pierwsze przynosił ulgę pokutującej duszy. Po drugie rzucanie różnych przedmiotów na przeklęte mogiły stanowiło swoisty substytut pogrzebu, miało też uniemożliwić wychodzenie upiora spod ziemi"- pisze autor. 

Większość górali bała się miejsc, gdzie chowano samobójców. O górach, w których ich chowano, krążyły różne, przerażające historie: "Dawno temu dwie kobiety wracały od siana spod Dzwonkówki. Po minięciu rozstajów dogonił je młody, elegancko ubrany na czarno człowiek. 
Zaczął miłą rozmowę na różne tematy i tak przeszli wspólnie kilkaset metrów. Wtedy tajemniczy przybysz pożegnał się i wrócił ścieżką do lasu, w kierunku Wisielców. 
Po chwili jedna z kobiet odwróciła się i ku swojemu przerażaniu dostrzegła u oddalającego się nieznajomego wzbijające kurz kopyta". 

Sznur dla złodziei

"Dużo gorzej zakończyła się wędrówka samotnej kobiety, idącej na bliższe z Krościenka przez Tylkę do Sromowiec Wyżnych. Przy granicy miejscowości, na ścieżce koło Diablej Skałki czekał szatan. 
Przekaz mówi, że chwycił ją za nogi i wlókł wysoko, na kilkunastometrowy szczyt. Następnego dnia nieszczęsną kobietę znaleziono martwą na dole. 
Widocznie musiała zacząć się głośno modlić i wtedy szatan ją puścił, zabijając na miejscu"- to cytowana w książce relacja mieszkańców Tylek. 

Z samobójcami wiązało się wiele innych przesądów. Podobno kawałek wisielczego sznura miał przynosić szczęście i gwarantować sukces osobie, która go przy sobie nosiła. 
Niezwykle cennym przedmiotem miał być zwłaszcza dla osób trudniących się tzw. złodziejską profesją.

Wisielce - cmentarz samobójców pod Dzwonkówką:

Najbardziej znane i dokładnie zlokalizowane miejsce grzebania zwłok samobójców (do końca XIX wieku) jest położone około 10 minut marszu od kulminacji Dzwonkówki (podążając głównym szlakiem beskidzkim od strony Krościenka). 
Na rozstaju stanowiącym rejon starej granicy czterech dziedzin: Krościenka, Tylmanowej, Obidzy i Szczawnicy należy skręcić w prawo i po około 100 metrach zejść w okolice śródleśnej polanki (na prawo od ścieżki). 
Niewielka, płaska, dość mocno zarośnięta dziś olchź i leszczyną przestrzeń o nieregularnym kształcie (ok. 80 x 100 metrów) leży na północ od kulminacji szczytu Wisielec (873 m). Do niedawna znajdowały się tam trzy niewielkie krzyże wbite w ziemię w niewielkich odstępach od siebie, a wykonane w prymitywny sposób z cienkich żerdzi. W kwietniu 2003 roku zachowany był już tylko jeden.

Autor książki:
Krzysztof Koper - Absolwent historii i filologii polskiej Akademii Pedagogicznej w Krakowie. Współzałożyciel Komisji Historii Wojskowości i nowotarskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Historycznego. Autor internetowego serwisu, poświęconego historii Krościenka. Nauczyciel historii w krościeńskim gimnazjum.

środa, 1 listopada 2000

Refleksje na cmentarzu

Wokół wysokiego krzyża przy wejściu Cmentarza Podgórskiego palą się znicze. Zapach dymu unosi się w powietrzu, blask płomieni otula najbliższą okolicę...


Idziemy tradycyjnie całą rodziną. Co roku, w Święto Zmarłych odwiedzamy groby dziadka, prababci, cioć i wujków. Kiedy odchodzili z tego świata byłam jeszcze malutka i szczerze mówiąc nie za bardzo ich pamiętam, ale tata corocznie zaprowadza nas na ich groby, mówiąc, że kiedy jego zabraknie, pewnie nawet na nie trafimy. Będziemy chodzić tylko na groby dziadków i rodziców i nasze dzieci będą robić tak samo- czyli za jakieś trzy pokolenia nikt nie znajdzie grobu ojca mojego ojca- nie będzie komu o nim pamiętać...

Jednakże ten rok jest dla mnie rokiem innym, można by rzec wyjątkowym,, ale w znaczeniu pejoratywnym. W zeszłym roku zmarł mój znajomy, Johann. W maju byliśmy wspólnie na wyjeździe i Johann prezentował się jak okaz zdrowia. 

W czerwcu już nie żył.

W tym roku również nagle zmarł ojciec mojego najlepszego przyjaciela, Marcina, fotograf Dziennika Polskiego i dziennikarz. Człowiek, którego zawsze chciałam poznać, ale niestety nie zdążyłam. Człowiek, który nade wszystko kochał swoją rodzinę. Po śmierci udało mu się pogodzić skłóconą parę przyjaciół: Marcina i mnie. 

Zostawił trójkę synów i kochającą żonę.

W tym roku znalazłam grób mego kolegi z liceum, Wojtka Zielińskiego. Był najlepszy z chemii i matematyki, potrafił niejednokrotnie zapędzić w kozi róg nauczycieli, nawet profesorów z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jako olimpijczyk został przyjęty bez egzaminów na chemię na UJ, a słyszałam pogłoski, że również zdał egzaminy na Harvard. Był wysoce wysportowany, miał nawet czepek ratownika i instruktora jazdy na nartach. 

Utopił się na zalewie Kryspinowskim. 

Miał 20 lat...

W tym roku również na grani Żuławskiego pod Mont Blanc zginął student politechniki krakowskiej- kolega mojej koleżanki z roku. Miał dwadzieścia parę lat i wielkie plany na zdobycie Nanga Parbat- największej ściany świata. Góry, której nie udało się zdobyć nawet najlepszym. Kilkukrotnie atakowali ją wspinacze z ekipy świętej pamięci Andrzeja Zawady...

Marek miał marzenia i możliwości... 

Porwała go lawina.
***

Dzień wszystkich Świętych to dzień w którym przypominamy sobie o ludziach, którzy nie byli naszymi najbliższymi, ale, choć niekiedy nawet ich nie znaliśmy osobiście, zostawili po sobie pustkę i nieutulony żal. 

Johann właściwie był znajomym moich rodziców, Marka ani ojca Marcina nie znałam, a Wojtka nawet nie lubiłam. Zawsze był skryty tajemniczy i odstający od reszty klasy. Jednak to z nim szłam do poloneza na studniówce i to on był geniuszem klasowym. Może nie był zbyt koleżeński, ani uśmiechnięty, ale był nasz. Jego śmierć uświadomiła nam, jakby nie było dwudziestolatkom, że "nie wiadomo komu z brzega" i że każdego z nas może czekać nieuchronna śmierć dziś, jutro lub pojutrze...Uświadomiła nam, że nie jesteśmy tacy młodzi, szczęśliwi i beztroscy jak nam się wydawało. Że należy żyć pełnią życia bo nie wiadomo kiedy ono się skończy...

Dzień Wszystkich Świętych jest dniem zadumy i refleksji. O naszych najbliższych pamiętamy zawsze, ale ten jedyny dzień w roku zmusza nas do odwiedzenia grobów osób zdecydowanie dla nas dalszych, jeżeli nie powiedzieć obcych. 

Na cmentarzu Rakowickim, tuż obok grobu mojej rodziny, stoi zapomniany grób pani Marii. Nazwisko na płycie nagrobnej zatarł deszcz i nieubłagany czas . Widoczna jest, oprócz imienia tylko data jej śmierci. Dziesięć lat przed narodzinami mojej babci. Nawet w święto zmarłych nie stoi tutaj żaden znicz- na tym świecie nie ma już nikogo, kto pamiętałby o pani Marii. Być może nigdy nie było- na płycie nagrobnej widnieje tylko jedno nazwisko, co nieubłaganie świadczy o braku rodziny. Co roku stawiamy na jej grobie bukiet kwiatów i zapalamy lampkę, ale jest to tylko symbol- tak naprawdę nikt z nas nie wspomina pani Marii- nawet przecież jej nie znaliśmy...
***

Pamięć ludzka jest rzeczą straszną. Najwięcej zniczy pali się zawsze pod pomnikami żołnierzy, którzy traktowani są  jako całość. Nikt nie wie, że tu leży Józek, tam Staszek- pojmowani są  jako zbiorowość. Znicze pali się zawsze na grobach ludzi znanych. Oni będą trwać w naszej pamięci, ale nie jako Józiu Ignaś, tylko jako Józef Ignacy Kraszewski, nie jako Adaś, tylko jako autor Pana Tadeusza itd. Na cmentarzu pod Osterwą- cmentarzu wspinaczy tatrzańskich, każdy grób jest pojedynczy. Tu leży ten, kory zginął atakując rysy zimą, tam zdobywca Mnicha od strony Morskiego Oka. czasem są  to groby symboliczne-ich ciał nigdy nie znaleziono. Oprócz rodziny nikt nie będzie o nich pamiętał, ale zawsze jakiś wspinacz, czy turysta przyjdzie i zapali lampkę.
Ku pamięci wszystkich wspinaczy. 
WSZYSTKICH wspinaczy.

Dzień Wszystkich Świętych to dzień, w którym uświadamiamy sobie jacy jesteśmy ulotni. Za nie dalej jak trzy pokolenia NIKT nie będzie o nas pamiętał... Staniemy się napisem na opuszczonym grobie... 

Listopad'2000- Kraków