Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beskid Wyspowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beskid Wyspowy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 grudnia 2022

Beskid Wyspowy

Charakterystyczną cechą Beskidu Wyspowego jest "wyrastanie" odosobnionych, wyspowo wznoszących się szczytów z typowo podgórskiego, sfalowanego łagodnymi garbami krajobrazu. Szczyty te mają strome, czasem nawet bardzo spadziste stoki, wierzchowina jednak z reguły jest płaska i wylesiona. 

Beskid Wyspowy jest krainą łączącą w sobie cechy podgórskie z górskimi. Góry nie łączą się tu w zasadzie w długie pasma, lecz tworzą jakby szereg wysp otoczonych głębokimi i szerokimi dolinami.

środa, 20 października 2021

CW 362 - Szczyrzyc

 

Geocaching Polska



Cmentarz wojenny nr 362 - Szczyrzyc - austriacki cmentarz wojenny z okresu I wojny światowej wybudowany przez Oddział Grobów Wojennych C. i K. Komendantury Wojskowej w Krakowie i znajdujący się na terenie jego okręgu X Limanowa . Jest to niewielki cmentarz znajdujący się w centrum miejscowości Szczyrzyc, przy skrzyżowaniu dróg do Jodłownika i Skrzydlnej. Na rozstajach dróg stała XIX-wieczna murowana kapliczka i wokół niej pochowali Austriacy poległych żołnierzy, tworząc małą nekropolię. Cmentarz jest ogrodzony a wokół rosną stare lipy. Pochowano na nim 22 żołnierzy austro-węgierskich oraz 13 żołnierzy rosyjskich, poległych w dniach 3-6 grudnia 1914 r., w walkach pod miejscowościami Góra Świętego Jana i Krzesławice w początkowej fazie operacji łapanowsko-limanowskiej. Cmentarz zbudowali jeńcy włoscy według projektu Gustawa Ludwiga.

Po drugiej stronie drogi, przy której znajduje się CW 362, Szczyrzynianie postawili grupę tablic i głazów upamiętniających mieszkańców przysiółków w okolicy Szczyrzyca spacyfikowanych przez hitlerowców w czasie II Wojny Światowej.

https://www.geocaching.com/geocache/GC4CEH9

piątek, 29 stycznia 2021

Mogielica - najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego

 https://www.geocaching.com/geocache/GC7512C

Mogielica.


Mogielica (1170 m n.p.m). wznosi się na obszarze trzech gmin: Dobra, Słopnice i Kamienica. Deniwelacje względem dna dolin leżących u jej podnóża sięgają 760 m. Mogielica nie jest typowym wzniesieniem Beskidu Wyspowego, gdyż w różnych kierunkach odchodzą od niego długie boczne grzbiety. Najdłuższy odchodzi w południowym kierunku i poprzez wzniesienia Krzystonowa i Jasienia ciągnie się aż do przełęczy Przysłop. W grzbiecie tym jest jednak dość głęboką przełęcz (pomiędzy Mogielicą a Małym Krzystonowem), przez którą prowadzi dobra, lecz zamknięta dla ruchu pojazdów droga leśna z Półrzeczek do Szczawy. Długi grzbiet tworzy też Mogielica do Przełęczy Słopnickiej. Liczne potoki spływające z Mogielicy zasilają rzeki: Jurkówkę, Słopniczankę, Łososinę, Kamienicę Gorczańską.

Rozległy masyw Mogielicy jest zalesiony. Są to głównie lasy świerkowo-jodłowe i buczyna karpacka, wierzchołkowe partie zaś porasta skarlały las świerkowy. Ten las świerkowy to jedyny w całym Beskidzie Wyspowym fragment regla górnego. Wielki kompleks leśny stanowi ostoję wielu rzadkich zwierząt. Z większych ssaków występują tu: borsuk, popielica, wydra, jeleń, sarna, dzik, ryś, okresowo pojawiają się wilki. Z rzadszych płazów występuje kumak górski, traszka górska i karpacka. Kompleksowe badania trwające od 2001 potwierdziły występowanie tutaj aż 105 gatunków ptaków lęgowych, w tym tak rzadkich, jak: głuszec, orlik krzykliwy, cietrzew, puszczyk uralski, włochatka, sóweczka, puchacz, dzięcioły białogrzbiety i trójpalczasty, siwerniak, czeczotka. Dla większości z nich Mogielica jest jedyną ostoją w całym Beskidzie Wyspowym.

Form skalnych jest niewiele. Z rzadka spotkać można niewielkie ostańce skalne i szczeliny skalne. Na południowo-wschodnim grzbiecie Mogielicy opadającym do Przełęczy Słopnickiej, przy zielonym szlaku turystycznym znajduje się szereg zwietrzałych skał.

25 lutego 2011 na szczycie Mogielicy oraz na jej północnych stokach utworzono rezerwat przyrody Mogielica o powierzchni 50,44 ha wraz z otuliną o powierzchni 90,69 ha. Głównym celem rezerwatu jest ochrona głuszca i jego biotopu oraz innych rzadkich gatunków ptaków, ich siedlisk przyrodniczych, a także form skalnych.

W masywie Mogielicy znajdowało się kilkanaście polan. Największa z polan to położona na południowo-zachodnim grzbiecie poniżej szczytu widokowa polana zwana Stumorgi, Polaną Stumorgową lub Halą Stumorgową. Nazwa hali Stumorgi pochodzi od dawnej jednostki powierzchni – mórg (ok. 0,5 ha). W istocie hala miała powierzchnię większą od 50 ha. Dawniej stały na niej szałasy i mieszkańcy Jurkowa wypasali tu ogromne stada owiec. Obecnie, po zaprzestaniu wypasu, hala stopniowo zarasta, a jej powierzchnia uległa już zmniejszeniu. Na północnym grzbiecie Mogielicy znajduje się dużo mniejsza, lecz bardzo widokowa polana Wyśnikówka, stanowiąca charakterystyczny, rozpoznawalny z daleka element sylwetki Mogielicy. Na przedłużeniu tego grzbietu w północno-zachodnim kierunku (przy niebieskim szlaku) znajduje się druga co do wielkości Cyrla. Na polanie tej nadal prowadzi się koszarowy wypas owiec. Z wszystkich tych polan roztaczają się szerokie widoki. Turyści wędrujący od przełęczy Rydza Śmigłego w dolnej części podejścia przechodzą przez niewielką polanę Mocurka. Inne polany znajdują się poza szlakami turystycznymi lub już zarosły lasem.

Mogielica jest celem wycieczek turystycznych. Mogielica należy do Korony Gór Polski. Popularność szczytu wzrosła od czasu wybudowania na nim wieży widokowej. Od dawna rozważa się też wybudowanie schroniska górskiego. Na szczycie Mogielicy od wielu już lat organizowany jest w sierpniu (w przedostatnią niedzielę) coroczny „Złaz turystyczny – Mogielica”. Jego organizatorami są gminy, na których terenie leży ten szczyt, a więc Dobra, Słopnice, Kamienica, a także starostwo Limanowej.

Z polany z krzyzem papieskim są piekne widoki na Tatry i Gorce.

Widok z polany pod Mogielicą.

 

Mogielica jest ważnym węzłem szlaków turystycznych:

szlak turystyczny zielony – zielony z przełęczy Ostrej przez Cichoń, Przełęcz Słopnicką, szczyt Mogielicy (3:15 h, ℯ 2:20 h), Przełęcz Rydza-Śmigłego, Łopień do Dobrej (z Mogielicy 4 h, ↑ 4:45 h),
szlak turystyczny niebieski – niebieski z Jurkowa przez szczyt Mogielicy 2:45 h, ℯ 2 h), Stumorgową Halę, przełęcz między Mogielicą a Krzystonowem do Szczawy (z Mogielicy 3:30 h, ↑ 4:50 h),
szlak turystyczny żółty – żółty z Tymbarku, północnym podnóżem Łopienia, przez Zaświercze, szczyt Mogielicy (5 h, ℯ 4 h), Stumorgową Halę, Krzystonów, Jasień na przełęcz Przysłop (z Mogielicy 3:20 h, ↑ 4.20 h).
szlak papieski – z Limanowej przez Skiełek, Ostrą, Cichoń, Przełęcz Słopnicką, Mogielicę, przełęcz Rydza Śmigłego, Jurków.

czwartek, 28 stycznia 2021

Droga krajowa nr 28 - odcinek miedzy Limanowa a Saczem

Droga krajowa o długości ok. 350 km łącząca Zator, województwo małopolskie z granicą państwa z Ukrainą w miejscowości Medyka, województwo podkarpackie. Droga biegnie przez miejscowości Wadowice,  Zembrzyce, Sucha Beskidzka, Maków Podhalański, Białka, Jordanów, Skomielna Biała, Rabka-Zdrój, Mszana Dolna, Limanowa, Nowy Sącz, Grybów, Gorlice, Biecz, Jasło, Krosno, Miejsce Piastowe, Rymanów, Sanok, Przemyśl.
Nazywana jest trasą karpacką. Posiada charakter drogi górskiej z dużą liczbą zakrętów, co wiąże się z mniejszym bezpieczeństwem i komfortem jazdy. Odznacza się natomiast dużymi walorami turystycznymi. Trasa kończy się na przejściu granicznym z Ukrainą w Medyce.
(opisy przydrożnych atrakcji, wraz ze zdjęciami, pochodzą ze skrzynek Blueboxa z geocaching.com - w części zarchiwizowanych). 

Kościół św. Marii Magdaleny w Kaninie

Kościół wybudowany w 1894 roku, w miejsce drewnianej świątyni która spłonęła 1886. Sam kościół nie odznacza się niczym wyjątkowym, natomiast jego położenia tak. Budynek leży w bardzo malowniczym miejscu, z którego rozpościera się widok na Beskid Wyspowy.
123 km – Wysoka Parking na górze Litacz 652 m . Można tu chwilę bezpiecznie się zatrzymać. Odpocząć podziwiając piękne widoki.
LITACZ  Odcinek pomiędzy Nowym Sączem a Limanową zwany często Grzbietem Wysokiego lub Pasmem Konińskim. Na wysokości 616 m n.p.m w pobliży Stacji Teletransmisyjnej...


124 km - Błękitna kapliczka



Zielona Kapliczka

124 km Obiekt zabytkowy. Nad wejściem obraz przypominający ikonę.


126 km - Trzetrzewina 
W Trzetrzewinie (gmina Chełmiec, powiat nowosądecki), na wschodnim stoku wzgórza Litacz (646m n.p.m.), nieopodal serpentyn drogi wiodącej z Limanowej do Nowego Sącza, znajduje się symboliczny już dziś leśny cmentarzyk.  

W trzech zbiorowych mogiłach spoczywały tu zwłoki osób rozstrzelanych przez hitlerowskiego okupanta w dniu 27 czerwca 1940 roku. Ich ciała zostały ekshumowane i przewiezione na cmentarz w Nowym Sączu w 1956 roku. Na miejscu zbrodni pozostał kamienny obelisk z napisem: „Ofiarom Barbarzyństwa Hitlerowskiego w Hołdzie i ku Pamięci Potomnym Rodacy



sobota, 31 października 2020

CW 368 - Limanowa-Jabłoniec



https://www.geocaching.com/geocache/GC4FQ65 

Jabłoniec to wzgórze o wys. 624 m.n,.p.m. położone w Beskidzie Wyspowym. W czasie I wojny światowej, w grudniu 1914 r. na wzgórzu tym doszło do tzw. bitwy pod Limanową, pomiędzy wojskami austro-węgierskimi i rosyjskimi, w wyniku której ofensywa rosyjska na zachód została powstrzymana.




Cmentarz żołnierski nr 368 wedle koncepcji Gustawa Ludwiga (projektant cmentarza) miał był reprezentacyjną nekropolią X limanowskiego okręgu cmentarnego. Kompleks składa się z dwóch części przedzielonych drogą. Na południe od drogi znajduje się miejsce pochówku żołnierzy z I wojny światowej i kaplica-mauzoleum pułkownika Othmara Muhra - dowódcy 9 węgierskiego pułku huzarów, który poległ w nocnym szturmie 11 grudnia 1914 roku.

Projekt kaplicy nawiązuje do północno-włoskiego typu architektury kaplicowej. Nazwana została kaplicą-mauzoleum, gdyż dawniej w jej wnętrzu pochowany był pułkownik Othmar Muhr (w okresie międzywojennym przeniesiono jego szczątki do grobowca rodzinnego na Węgrzech).

Na cmentarzu, w miejscu, w którym zginął pułkownik Othmar Muhr wykonano zwieńczony kulą pomnik

Na północ od drogi, na kamiennym tarasie widokowym znajduje się cmentarz z czasów II wojny światowej, miejsce pochówku żołnierzy Armii Radzieckiej.

W pobliżu cmentarza znajduje się obelisk postawiony w miejscu śmierci hr. Leonarda von Thun und Hohenstein - rotmistrza 9 pułku huzarów, którzy zdobywali wzgórze Jabłoniec.

Na cmentarzu pochowano:

161 żołnierzy armii austro-węgierskiej z 34 pułku piechoty landwery, 34 pułku strzelców, 10 pułku piechoty honwedu, 11 pułku dragonów, 4, 9, 10, 13 pułku huzarów, 45 pułku armat polowych landwery, 212, 215 i 216 batalionu zapasowego landszturmu;
1 Niemca z 219 pruskiego rezerwowego pułku piechoty
247 żołnierzy armii rosyjskiej z kaukaskiej dywizji gen. Dragomira i 10 dywizji kawalerii gen. Kellera.

sobota, 5 września 2020

Dajmy łupnia Łopieniowi

https://www.geocaching.com/geocache/GC7QZXE_opien-g23


 Łopień (951 m n.p.m.) jest gęsto zalesioną górą, wznoszącą się na południowy wchód od Dobrej i na południowy zachód od Tymbarku w Beskidzie Wyspowym. Znajduje się na nim widokowa szczytowa Polana Jaworze (kapliczka z 2006 r. z figurką Matki Bożej, ławeczki) oraz, na północny wschód od niej Polana Myconiówka. Górę opływa rzeka Łososina i jej dopływ - potok Chyszówka oraz Słopniczanka i jej dopływ - Czarna Rzeka.


Masyw Łopienia ma trzy wierzchołki: najwyższy Łopień (Złotopień, 951 m), Łopień Środkowy (Wiśnia, 855 m) i Łopień Wschodni (Rydznik, Wzory, 805 m). Według tradycji masyw dzielony jest na Łopień Dobrski i Tymbarski. Okoliczna ludność nazywa górę Złotopieniem, co związane jest z miejscowymi legendami. Mówią one, że kiedyś podobno żył tu niby dziad, który zbierał z góry kamienie i wytapiał z nich złoto. Dlatego czasem można tu jeszcze natrafić na bryłkę złota. Inna mówi, że pewnego dnia otworzyła się ziemia w Łopieniu i ludzie zobaczyli w środku liczne bogactwa, a także zaklęty tron. Łopień miał być także małżonkiem Mogielicy - mieli być połączeni podziemnym ciągiem korytarzy (według legendy koza wpuszczona do jaskini w Łopieniu wyszła na powierzchnię ziemi na Mogielicy). W okolicy szczytu Łopienia Środkowego znajdują się Bagna Łopieńskie (zwane także Jeziorkami), w których topiono kiedyś ciała samobójców. Łopień był popularnym terenem pasterskim (liczne polany i szałasy). Dziś góra jest szczególnie lubiana przez paralotniarzy (starty z polany Widny Zrąbek nad Jurkowem).


Na stokach Łopienia znajduje się kilkanaście jaskiń, głównie pochodzenia osuwiskowego (m.in. Jaskinia Zbójecka, Jaskinia Czarci Dół, Jaskinia Za Studnią). Największa - Jaskinia Zbójecka, o łącznej długości korytarzy ponad 433 m, jest jedną z największych jaskiń w polskich Karpatach. Znajduje się w niej największa w Polsce kolonia nietoperza podkowca małego (ponad 500 osobników). W masywie Łopienia występują liczne źródełka. Od 2006 r. w sierpniu organizowane są Złazy Turystyczne na Łopień (punkt spotkania: Polana Myconiówka), które jednorazowo gromadzą nawet ponad 1000 turystów (pieszych i rowerowych).

niedziela, 14 czerwca 2020

Ćwilin


Miałam jechać gdzie indziej, wylądowałam w Jurkowie. Zastanawiałam się nad wlezieniem (bo wejściem, przy moim braku kondycji i sił wszelakich, tego nieporadnego tuptania nie można nazwać) na Mogielicę. Ale właśnie nad nią zebrały się potężne czarne chmury, które sugerowały, że to co się działo przez pół dnia, tam, gdzie miałam jechać, będzie się działo właśnie tam. Innymi słowy - będzie lać. Niby dobrze, bo grzyby będą :) ale niedobrze, bo ja jednak z aparatem.... i już wiedziałam ze z Mogielicy wyjdą nici z pętelką. No to co? Ćwilin? Ano Ćwilin - choć trasa z Jurkowa nalezy do jednej z najmniej atrakcyjnych na ten przepiękny szczyt.


Więcej zdjęć na https://photos.app.goo.gl/hV9Pd8ooD7QvMbE76

Skoro zaczęłam wędrówkę o wpół do piątej po południu (coś takiego) to wiedziałam ze na szczyt nie dojdę. No to chociaż wyciągnę trzy keszyki - akurat do osiągnięcia jakiegoś tam mojego "benchmarku" - chyba miało to być 820 na GC. Wyszlo więcej, ale to w kolejnych logach :P

Skrytki w drodze na Ćwilin są proste, łatwe i przyjemne. Nie trzeba się straszliwie zmęczyć, ani poharatać gałęziami. Idealne urozmaicenie mało sympatycznego szlaku (góra-dół. Jak ja nie lubię Wyspowego :)). Ominęłam skrytkę nr 3 mając nadzieję na podjęcie w drodze powrotnej. 
Która jednak wypadła mi inaczej niż się spodziewałam - zamiast ślicznej drogi przez las, lazłam przez wykroty, łąki niekośne, kamieniska i nie wiadomo co jeszcze.

Tak - po raz pierwszy od niepamiętnych czasów POBŁĄDZIŁAM.
Wezcie latarkę (miałam rzecz jasna) - i zapasowe baterie (nie miałam - bo szłam "tylko" na krótki spacerek. ) GPS i telefon nie pomaga jak trafiacie na wykroty :)


Fajne te serie na szczyty, dzięki temu może połażę więcej po Wyspowym, bo zawsze go omijałam. (z wyjątkiem właśnie Ćwilina, ale od strony Mszany) - dziękuję....






Tekst z geocaching.com  by longmen76
Ćwilin (1072 m n.p.m.) – drugi co do wysokości szczyt górski Beskidu Wyspowego. Nazwa góry pochodzi od niemieckiego słowa Zwilling, tzn. bliźniak (sąsiedniej Śnieżnicy), a nadali ją w XIV w. niemieccy osadnicy w Tymbarku i Jurkowie. W literaturze można także spotkać błędną nazwę: "Ćwiliń"


Wznosi się ponad należącymi do gminy Dobra miejscowościami: Jurków, Wilczyce i Gruszowiec oraz należącymi do gminy Mszana Dolna miejscowościami Łostówka i Kasina Wielka. Jest górą typową dla Beskidu Wyspowego – samotną, z wszystkich stron oddzieloną od sąsiednich głębokimi przełęczami. Szczególnie strome są północne jego stoki opadające do przełęczy Gruszowiec (660 m) oddzielającej go od Śnieżnicy (1006 m). W południowo-wschodnim, opadającym do Wilczyc grzbiecie niektóre mapy wyróżniają niższe wzniesienie zwane Małym Ćwilinkiem (795 m). Przez Ćwilin biegnie dział wodny między dorzeczami Raby i Dunajca. Do dorzecza Raby należą potoki zasilające Łostówkę, Słomkę i Kasiniankę, do dorzecza Dunajca – potoki spływające do Łososiny.
Niegdyś Ćwilin tętnił życiem pasterskim, mieszkańcy Gruszowca, Jurkowa, Wilczyc i Łostówki wypasali na nim wielkie stada owiec. Pozostałością dawnego pasterstwa jest szczytowa Polana Michurowa, zwana też halą na Ćwilinie. Obecnie hala w wyniku zarastania lasem jest dużo mniejsza. Nieopodal szlaku, przy kępie buków, znajduje się drewniana kapliczka z ołtarzem. Wystawiono go w 2000 r. z okazji obchodów Roku Millenijnego. W dolnej części polany, obok resztek kamiennego szałasu, niewielkie źródło wody. Właśnie na Polanie Michurowej Kazimierz Sosnowski miał wymyślić określenie "Beskid Wyspowy".





Na Ćwilinie, jak w całych Karpatach występują procesy osuwiskowe. Największe odnotowane osuwisko na Ćwilinie miało miejsce 15 sierpnia 1927 r. W czasie burzy oddzielił się od góry namoknięty po długotrwałych opadach deszczu fragment stoku i z ogromnym hukiem zwalił się w dół. Po osuwisku tym nad korytem potoku Rosłaniec (pomiędzy Ćwilinem i Małym Ćwilinkiem) pozostały odsłonięte gołe skały, które do dzisiaj jeszcze nie zarosły całkowicie lasem. Na północno-zachodnich zboczach Ćwilina odkryto w listopadzie 2001 r. podczas prac eksploracyjnych kilka jaskiń (w nawiasach długości korytarzy): Jaskinia Spadających Kamieni (15m), Grota Rusałki (14m), Schronisko Pajęcze (9m), Schronisko Dwóch Ślimaków (6m), Schronisko w Chaszczach (2m).

W lasach Ćwilina żyje wiele dużych ssaków, m.in. dziki, jelenie, sarny, borsuki. W 2010 potwierdzono występowanie rzadkiego w Polsce rysia. Okresowo zaglądają tutaj wilki, bogata jest fauna ptaków. Interesująca jest flora masywu. M.in. stwierdzono tutaj występowanie podejźrzona rutolistnego – z polskich Karpat znanego tylko z ok. 30 stanowisk. W okresie międzywojennym na Ćwilinie istniał rezerwat głuszczów.

19 marca 1954 r. na wschodnim zboczu Ćwilina doszło do wypadku lotniczego samolotu pasażerskiego Li-2 SP-LAH lecącego z Warszawy do Krakowa. Koło Dąbrowy Tarnowskiej miał awarię prądnicy, zboczył z kursu i uderzył w zbocze góry nad osiedlem Granice (przysiółku Bursawina), koło Gruszowca. Pilot lecąc w gęstej mgle, w ostatniej chwili zauważył stok. Chcąc zredukować impet zderzenia podciągnął trochę maszynę do góry. Okoliczna ludność przetransportowywała na prowizorycznych noszach rannych do ambulansu gdyż samolot rozbił się bardzo wysoko. Szczątki maszyny przetransportowano do Limanowej gdzie przez krótki czas leżała obok Bazyliki.




Z polany Michurowej i znajdującego się na niej szczytu Ćwilina roztaczają się rozległe widoki na wschód, południe i zachód, głównie na Gorce, Tatry i sąsiednie wzniesienia Beskidu Wyspowego. Przy dobrej pogodzie widoczne są: Babia Góra, Beskid Sądecki, oraz znajdujące się na Słowacji Magura Spiska, Wielki Chocz i Mała Fatra. Na samym szczycie Ćwilina znajdują się stół i ławy dla turystów. Stromy i rozległy stok polany Michurowej jest dobrym punktem startowym dla paralotniarzy.


niedziela, 20 października 2019

Limanowa - Bazylika i Sanktuarium MB Bolesnej


Pierwsza historyczna wzmianka o Limanowej pochodzi z 1498 r. Jako miasto zaistniała w 1565 r. dzięki przywilejowi króla Zygmunta Augusta, na prawach magdeburskich.

Parafia w Limanowej powstała około 1513 r. - założył ją we własnych dobrach Achacy Jordan, który też wybudował tu pierwszy drewniany kościół. Parafia początkowo administrowana była przez zakon "Marków", a potem niezmiennie przez księży diecezji krakowskiej, a po utworzeniu w 1786 r. Diecezji Tarnowskiej opiekę nad parafią sprawują kapłani tej diecezji. Od roku 1892 Limanowa jest stolicą dekanatu.

2b9498b620a41afd.jpg 

Pierwszy kościół limanowski spalił się w wielkim pożarze miasta w 1769 r. Na jego miejscu powstał drugi z kolei kościół drewniany, poświęcony w 1779 r. Przetrwał on do roku 1909, kiedy to został rozebrany z myślą o budowie na jego miejscu obecnej świątyni. Powstała ona z inicjatywy ówczesnego proboszcza, ks. Kazimierza Łazarskiego, jako wotum upamiętniające 100-lecie Konstytucji 3-go Maja.

Na budowę świątyni został rozpisany konkurs otwarty, w którym I miejsce zdobył projekt Zdzisława Mączeńskiego z Warszawy, zmodyfikowany pod wpływem pozostałych prac. Budowa została zrealizowana w latach 1910 - 1918, kiedy kościół został poświęcony. Jego konsekracji dokonał 6 października 1921 r. biskup tarnowski Leon Wałęga

Kościół w Limanowej wyróżnia się swą sylwetką wśród kościołów Małopolski. Jest reprezentatywnym przykładem nurtu rodzimego w sztuce, wyrosłego na tradycji, kulturze i patriotyzmie. Kamienna bryła kościoła z monumentalną wieżą jest jakby przetworzeniem piękna dawnych kościółków Małopolski.
Kościół jest trzynawowy, wnętrze sprawia wrażenie bazyliki. Polskość i swojskość świątyni wyraża się w jej polichromii, witrażach, mozaikach, rzeźbach, ołtarzach.

Na fasadzie świątyni widnieje wspaniała monumentalna rzeźba Ukrzyżowania, a poniżej tarcza herbowa z polskim orłem w koronie i datą 3 V 1791-1891 r.

W roku 1991, w 200-setną rocznicę Konstytucji 3-go Maja, Ojciec Święty Jan Paweł II, podniósł kościół w Limanowej do godności bazyliki mniejszej.


wtorek, 20 sierpnia 2019

Beskid Wyspowy - księgarnia


Beskid Wyspowy - ziemia nieznana, ziemia polecana...
Bywa turystom "po drodze" - do Zakopanego, Krynicy, Szczawnicy... 
Niewiele jest grup górskich, w których z podgórskiego krajobrazu oraz szerokich, rozłożystych dolin wyrastają strome "wyspy" gór. Napoje z Tymbarku, stolica Beskidu Wyspowego - Limanowa, historyczne bogactwo Szczyrzyca, niepowtarzalna atmosfera jedynego schroniska górskiego na Luboniu Wielkim, wiekowe drewniane kościoły w Dobrej, Słopnicach, Jodłowniku i Kasinie, wody mineralne Szczawy, Żegocina przycupnięta pod Kamionną, najpiękniejsza linia kolejowa w Beskidach i wreszcie najważniejszy czynnik - ludzie, górale zwani Zagórzanami i Sądeccy Lachowie - to wszystko kształtuje niepowtarzalny klimat tych stron.

Publikacji nie ma dużo. Beskid Wyspowy jest trochę zapomniany. Choć ostatnio przeżywa renesans... W każdym razie polecam szczególnie przewodniki Rewasza - równie dobrze można je czytać do poduszki...

 https://www.rewasz.com.pl/php/strony/dane_szczegolowe.php?do_kosza=bw12

Beskid Wyspowy
Gacek Dariusz
Matuszczyk Andrzej
Rewasz

Przewodnik obejmuje cały
Beskid Wyspowy wraz z Pasmem Łysiny i
Lubomira. Publikacja jest bogato ilustrowana. Liczne mapki i planiki pokrywają prawie cały obszar opisany w przewodniku. Dla urozmaicenia zamieszczono także panoramy z najciekawszych miejsc, polan i szczytów.



piątek, 16 sierpnia 2019

Euklides na Szczeblu

Autor: Kasia Turska "Ziellona"
Zdjęcia ze Szczebla: https://photos.app.goo.gl/aoUnwj55B6NXM7EC8

Z okien mojego pokoju dokładnie widać Szczebel i Luboń. Na tych dwóch szczytach można się uczyć geometrii. I ja się uczyłam - jako zdeklarowanego humanistę (w wieku lat 6 chciałam być strażakiem, potem policjantem, ale nigdy nie chciałam mieć nic wspólnego z matematyką) - odrzucało mnie uczenie się trójkątów i trapezów, bo dokładnie tak od strony południowej wygląda Szczebel i Luboń. 

[EN] - Szczebel - hard to pronounce for foreigners. One of the hellish peaks. It is not higher then 1000 meter over sea level, doesn't have spectacular and wide panoramas and, well - in my humble opinion it is simplu - not interesting at all. But it still exists so I had to climb there.

Szczebel widziany z Zawadki
Wiele lat później, kiedy opanowałam nie tylko podstawy geometrii, ale również fakt, że góra wygląda inaczej z każdej strony :), po ponad 20 latach łażenia po Beskidach i rozpoznawania niemal każdej góry z niemal każdej strony (po kształcie, dodam...) wciąż pokutuje we mnie przeświadczenie, że jeżeli góra nie wygląda jak trójkąt, to nie jest to Szczebel. 

A z Mszany nie wygląda...

Dziewczyny na polach pod Kotuniem - widok na Szczebel, Lubon i Zębalową (zwaną też Klimasem)
Byłam na nim kilka razy (dosłownie kilka, w całym życiu) i wiem jak wygląda wejście od strony Mszany - jednym słowem - MASAKRA. Wiedziałam to tylko z mapy (poziomice nie kłamią), jako, że już dawno się zaparłam, że czarnym szlakiem nie wchodzę, choćby mnie krajali. Jest kilka takich wejść w Beskidach, które w pełni zasługują na miano "niezłej wyrypy" lub "niezłej zrypy" przy zejściu. Mam wrażenie, że czarny szlak na Szczebel znajduje się w czołówce. 


Nigdy ! powiedziałam sobie lat temu... naście. I dziś postanowienie złamałam. Co mnie podkusiło - pozostaje tajemnicą... No dobra - seria skrzynek autorstwa Makusi :) Tylko, że przecież mogłam tamtędy schodzić, a nie włazić z jęzorem wywieszonym do kolan. 


Błagam na kolanach (o które opiera się wywieszony jęzor) nie róbcie serii z Mszany ;) Za blisko mam ten Szczebel, żeby odpuścić, a postanowienie "nigdy w życiu" wciąż trwa, choć nieco nadłamane :)

Trzy pierwsze skrzynki nie zapowiadały tego, co zapowiadają poziomice...

Keszowóz zostawiłam na parkingu pod Ośrodkiem (drive-in na szlak jest fajny, ale trzeba po ten keszowóz wrócić :)) i zazwyczaj wraca się po ciemku (przynajmniej ja), przez las i na tzw "skuśki". Powiadają, ze kto szlaki prostuje... - ale przecież ja dopiero wyszłam na szlak.

Poszłam sobie ładną ścieżynką, nieco błotnistą, chociaż susza wkoło... Tu krzaczki, tu drzewka, tu potoczek, tu keszyk. Do trzeciej skrzynki - cudownie wprost... Przy trzeciej skrzynce znalazłam dwa maślaczki pieprzowe, których w tym roku nie ma jakoś szczególnie dużo.

Do czwartej skrzynki też się da dojść bez konieczności klnięcia na poziomice :)
Nad drugim potoczkiem siedziała miła pani, czytająca książkę, a dwoje wnucząt (płeć nieznana, po kaloszach trudno poznać. Chociaż były niebieskie, to pewnie chłopcy). brodziło w potoku. Łopianów Ci nad tym potokiem dostatek...
I za czwartą skrzynką.... się zaczęło.


Chociaż nie... zaczęło się znacznie później. Przy piątej skrzynce jeszcze były ładne widoki na pola i nieodległe szczyty. I nawet wiata. Która wydawała się być wiatą dla turystów, niestety okazała się zamknięta na kłódkę (w środku stoły piknikowe i miejsca do siedzenia). Na straszących kartkach widniało "teren monitorowany. Zakaz wjazdu, teren prywatny. " - z jednej strony rozumiem, z drugiej... nie do końca.


Z trzeciej strony... kiedyś w górach austriackich, na wysokości 2000 z hakiem (czyli teren równie popularny i łatwo dostępny jak np. Turbacz) stał sobie domek. 

A na domku karteczka "Drogi turysto, zapraszamy. Nas nie ma, ale w lodówce znajdziesz napoje i jedzenie. Obok pieca drewno. Piwo - x euro, woda ... itd itd... Pieniądze wrzucało się do puszki na drzwiach. I wiecie co... ta puszka miała w środku monety i banknoty - bo było słychać :) 
NIC NIE BYŁO ZDEWASTOWANE. 

Ech - marzy mi się taka kultura turystyki i na niższych poziomach (bo sądzę jednak, że tam tak było, bo jednak do tej chaty było kilka godzin marszu. A nie dlatego ze "najpiękniej wiatr układa piach, tam gdzie nas nie ma..."


Dalej droga szła przez mało urokliwy las. Jakiś taki szary i nijaki. Ale to może ja, mieszkająca na wsi, tuż przy lesie mam nieco zwichrowane poczucie "leśnej estetyki"? 

Co cieszy niezmiernie - w lesie praktycznie brak śmieci. Pojedyncze puszki (zoczyłam trzy, które zabrałam ze sobą. Swojego lasu tak nie posprzątam, zwyczajnie idąc... za dużo tego się tam poniewiera :(

Zimną Dziurę miałam ominąć, bo kolana moje i buciki (tak, poszłam jak pół kretyn w tzw. wskakiwakach. Butkach spacerowych, a nie górskich. Butki spacerowe nie trzymają kostki (coś pomiędzy adidasami, a trampkami na przyzwoitej podeszwie), i zdecydowanie nie nadają się na górskie szlaki. Wyrzuciłam całą swoją górska wiedzę z głowy i poszłam na spacer. Tyle że na Szczebel... 

Butki spacerkowe się sprawdziły. Ale odkrywanie jaskiń w tych butkach byłoby... kuszeniem losu. 
Skusiłam ten los o tyle, że weszłam do jaskini. Ale nie eksplorowałam za bardzo (choć gdzieś tam był keszyk). Wystraszyłam nietoperza (przepiękny widok, kiedy w półmroku frunie na Ciebie mysz z taaaaakimi skrzydłami) i odnotowałam gęsią skórkę (z zimna, nie ze strachu :)
Tak - zimna dziura w pełni zasługuje na swoją nazwę. Na zewnątrz ukrop, w środku chłód. Co lepsze - stajesz nad wejściem do jaskini i czujesz ten chłód na nogach. Do kilku jaskiń w życiu weszłam, ale w żadnej nie odnotowałam aż takiej różnicy temperatur. Fenomenalna rzecz.



Las troszeczkę zyskał tutaj na urodzie. Choć dalej poszycia praktycznie nie ma. Tak powinien wyglądać las z bajek braci Grimm. I wszędzie te kamerdolce :) Jak już wspomniałam - mam wysokie mniemanie o lesie i urodzie tegoż. I mocno zaburzone poczucie estetyki w tym względzie. Sądzę, że gdybym wchodziła tutaj dwa lata temu, kiedy zamieszkiwałam w betonowej stolicy, nawet ten las by mnie urzekł. Ale wchodziłam dziś, zatem mnie nie urzekł. I tyle w temacie urody lasu :)


Od jaskini aż do szczytu ... pot zalewał mi oczy i klęłam sama na siebie, że jednak kijki zostawiłam w samochodzie. Oj przydałyby się tutaj. O idiotyzmie butków spacerowych już wspominałam, choć zaskakująco dobrze trzymały na tych kamieniach. Ale kolejnym błędem nieprzygotowania (bo przecież szłam tylko na spacer) było wzięcie zbyt małej ilości wody. Na całą trasę wzięłam litr, co okazało się absolutnie niewystarczające. 

Nie piszę o tym dlatego, żeby podkreślić fakt swojego zidiocenia. Tylko po to aby każdy, kto ten log przeczyta i jest, jak ja, przekonany o swoim absolutnie ogromnym doświadczeniu w górach... , pamietał o tym, ze nawet jak idziemy na krótki spacerek:
- WODA, WODA, WODA
- czekolada lub cukierki - cokolwiek co nam da czystą energię jak trzeba będzie jej użyć. (akurat tu błędu nie popełniłam - słodycze mam ze sobą zawsze :)
Tyle chociaż, że piłam mało, żeby ten nędzny litr oszczędzać. Ale jak w końcu dotarłam do strumyka.... ale to było w drodze powrotnej :)
Na Szczebel ostatecznie nie weszłam (dotarłam tylko na startowisko, z którego rozpościera się całkiem zacny widok). Co prawda jeszcze się nie ściemniało, ale zmierzch był już o krok, a do keszowozu był kawałek... 



Zeszłam zatem zielonym szlakiem (w teorii, bo w praktyce ani jednego znaku zielonego nie widziałam). Do pewnego momentu (mniej więcej do poziomicy 650 m), potem kolejną drogą leśną, i kolejną. Aż w końcu dotarłam do strumyka, po którego drugiej stronie biegł szlak. I tak sobie dotupałam, po ciemku już (ale gdzie tam do błądzenia sprzed tygodnia pod Cwilinem...) do swojego keszowozu, który stał, jak się okazało, w pokrzywach. I o ile przez całą drogę na Szczebel i z powrotem, nie wlazłam w ani jedną pokrzywę i ani jedne ciernie, to wszystko nadrobiłam będąc o krok od samochodu. 



Istnieje prawdopodobieństwo że na Szczebel wrócę, ale od drugiej strony (jeśli pamięć mnie nie myli, to wejście jest ładniejsze.



PS. Niezmiennie dziękuję makusi za tę serię, bo zmobilizowała mnie do ruszenia "czterech liter" z domu i zrealizowania tego o czym mówiłam od roku co najmniej "dobra, jadę na ten szczebel" - i od roku plan się sypał z różnych powodów (głównie mojego niechcieja) - dzięki makusi w końcu się udało (przynajmniej z tej najgorszej strony)

piątek, 26 stycznia 2018

Tajemnice Łąckiej śliwowicy

źródło: e-gory.pl

Cyrankiewicz, jezioro i płynny zabytek

Jak poznać, że zbliżamy się do Łącka? W kasie na stacji benzynowej obok napojów i pamiątek znajdziemy skórzane opakowania na butelki śliwowicy.

Z produkcją śliwowicy jest podobnie jak z kawą w wierszu Gałczyńskiego: "Weź dobrej kawy i syp dużo w garnek". Weź śliwek węgierek ze stoków nasłonecznionych, następnie... Nie, nie, żadnej instrukcji. Niech zostanie tajemnicą górali. Za wszystko powinno wystarczyć zapewnienie, że chemia, cukier i inne bezbożne wynalazki w procesie tworzenia udziału nie mają.

zdjecie z sliwowica.blogspot.com


Historia śliwkowego trunku obrasta mitami. Wiemy jednak na pewno, że dawno temu górale sądeccy, grzeszni jak wszyscy, pokutowali pożytecznie, gdyż proboszcz Jan Piaskowy sady zakładać nakazywał. Za każdy grzech- drzewko owocowe. Już w średniowieczu suszone owoce spławiano Dunajcem i Wisłą do Gdańska, by sprzedawać je w innych krajach. 
Mocny trunek ze śliwek znano tu od XVII stulecia, lecz dopiero na przełomie XIX i XX wieku powstała gorzelnia z prawdziwego zdarzenia. 

Produkcja idzie pełną parą- trwa zlewanie sfermentowanych śliwek do parnika, w którym będą się gotować przed destylacją Jej właściciel, Samuel Grossbard, gdy szlachetny napitek dojrzał w dębowych beczkach, rozsyłał go w świat. Tak było do II wojny światowej. 
Później górale sami troszczyli się o podtrzymanie tradycji. Tak intensywnie, że Czasami milicja, szukając beczek, kłuła widłami siano w stodołach, a miejscowa władza dopraszała się dostaw, by załatwiać ważne rzeczy w Warszawie. 
Śliwowicy właściwie należy się pomnik. 
W latach 60. ubiegłego wieku postanowiono Łącko i okolicę zalać wodami Dunajca. 

Mieszkańcy przytomnie zorganizowali Święto Kwitnącej Jabłoni i zaprosili premiera Cyrankiewicza. Ów, upojony śliwkowym trunkiem, kazał zalać wieś Czorsztyn. 
Na pamiątkę tego wydarzenia w maju organizuje się Święto Kwitnącej Jabłoni, a we wrześniu, już bez okazji, Święto Owocobrania. Już od dawna trunek nosi dumną nazwę "niematerialnego dobra kultury" i przez wojewódzkiego konserwatora umieszczony jest w rejestrze zabytków. Przyjezdni naiwnie chcą go kupić w sklepach i dziwią się, że nie mogą. Bardziej uparci w końcu gdzieś kupią za 40-, 45 złotych pół litra z dobrej partii. Pytania o akcyzę, koncesję i podatki są  niestosowne.

Wydaje się, że ten stan nikomu nie przeszkadza. Przeciwnie, można pokusić się o stwierdzenie, że jest pożądany. Mądrym nie trzeba, a innym nie warto tłumaczyć. Czy śliwowica dobra jest? O, tak! Czy można ją pić, aby się upić? Lepiej nie. Jak piją ją miejscowi? Do herbaty i na smak. Co w niej jest? 60-70% mocy i aromat, którego nie da się z niczym porównać.
Smacznego.

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Diabli wzięli kamień i rzucili...

 https://www.geocaching.com/geocache/GC2VVY9


Diabli Kamien, znany takze jako Diabli Kamien k. Szczyrzyca potezny glaz (lawica piaskowca), znajdujacy sie u wschodnich podnózy góry Grodzisko w Beskidzie Wyspowym w województwie malopolskim. Znajduje sie w bliskiej odleglosci (5 min.) od drogi laczacej Raciechowice z Szczyrzycem, na wzgórzu, na granicy lasu. 



Jest pomnikiem przyrody nieozywionej, z polami uprawnymi. Ma 55 m dlugosci, 12 m szerokosci i 17-25 m wysokosci. Od zachodniej strony ma wysoka, znacznie wychylona od pionu sciane, pod która mozna schronic sie w czasie deszczu. Nie jest jednolita bryla posiada liczne wneki, wyzlobienia, spekania, a na szczycie niewielkie wglebienia, w których gromadzi sie woda po deszczu. Szczyt, na który da sie wejsc od poludniowej strony, zwienczony jest metalowym, zabetonowanym krzyzem. 

W poblizu Diablego Kamienia, na polu po jego zachodniej stronie stoi duzy drewniany krzyz. Zbudowany jest z srednio i gruboziarnistych piaskowców ciezkowickich przegradzajacych pstre lupki bedace bardziej podatne na wietrzenie. Wedlug Mieczyslawa Klimaszewskiego Diabli Kamien zostal odciety od strony poludniowej i pólnocnej przez potoki, zas od strony wschodniej i zachodniej zostal wypreparowany z otaczajacych go lupków przez denudacje. Reszta dokonala sie w wyniku wietrzenia. 



Diabli Kamien znajduje sie w miejscowosci Krzeslawice na przysiólku Smykan w gminie Raciechowice. Jednak we wszystkich dotychczasowych przewodnikach kamien ten kojarzony byl z miejscowoscia Szczyrzyc w gminie Jodlownik, zapewne dlatego, ze pustelnik zwiazany byl z klasztorem w Szczyrzycu. Od czasu wyprowadzenia sie pustelnika kapliczka i pustelnia znajdujace sie na prywatnym terenie niszczeja. Gminy Raciechowice i Jodlownik czynia starania o przejecie terenu, by móc wlasciwie konserwowac te obiekty. Wszystko to sa obiekty drewniane, wybudowane w 1886 staraniem pustelnika Antoniego Rapa. Prowadzi obok nich malopolski szlak architektury drewnianej. 

Wracając z wesela, spotkał grajek diabła, który w zamian za grę obiecał mu wór złota.
Obawiając się posądzenia o zaprzedanie duszy diabłu, grajek przeznaczył zapłatę na budowę klasztoru w Szczyrzycu.
Lucyfer powróciwszy na Łysą Górę dowiedział się od czarownicy o tym co grajek zrobił. Rozwścieczony porwał głaz i postanowił, że zniszczy klasztor.
Zakonnicy ze Szczyrzyca usłyszawszy o zamiarze diabła postanowili zawierzyć Bogu i modlić się. Z każdym wybiciem dzwonu na Anioł Pański diabeł tracił siły. Wreszcie kamień zaczął mu tak bardzo ciążyć, że upuścił go nim doleciał do celu.

 Przyczynkiem do powstania legendy byly zapewne takze fragmenty meteorytu do dzis przechowywane w klasztorze.

Pustelnia przy Diablim Kamieniu.


Diabli Kamien byl i jest popularnym celem turystycznym. O jego duzej atrakcyjnosci stanowil nie tylko sam kamien, ale równiez fakt, ze mieszkal tu stale na niewielkim placyku po wschodniej stronie kamienia pustelnik z klasztoru cystersów w Szczyrzycu. Mieszkal w niewielkiej pustelni o rozmiarze ok. 2 m x 2,5 m, spal w otwartej trumnie, hodowal pszczoly, kozy i codziennie do klasztoru w Szczyrzycu chodzil na msze i obiad. Obok jego pustelni stala niewielka kaplica pod wezwaniem Matki Boskiej Niepokalanie Poczetej i szopka dla kóz. Pod lasem znajduje sie jeszcze kaplica sw. Benedykta. Pustelnik chetnie rozmawial z turystami wypytujacymi o szczególy jego zycia. Byl to pobozny i zyczliwy ludziom czlowiek. Po jego smierci w 1992 jeszcze przez jakis czas, ale tylko okresowo mieszkal w pustelni do 1997 inny zakonnik ze Szczyrzyca.