źródło: e-gory.pl
Cyrankiewicz, jezioro i płynny zabytek
Jak poznać, że zbliżamy się do Łącka? W kasie na stacji benzynowej obok napojów i pamiątek znajdziemy skórzane opakowania na butelki śliwowicy.
Z produkcją śliwowicy jest podobnie jak z kawą w wierszu Gałczyńskiego: "Weź dobrej kawy i syp dużo w garnek". Weź śliwek węgierek ze stoków nasłonecznionych, następnie... Nie, nie, żadnej instrukcji. Niech zostanie tajemnicą górali. Za wszystko powinno wystarczyć zapewnienie, że chemia, cukier i inne bezbożne wynalazki w procesie tworzenia udziału nie mają.
Historia śliwkowego trunku obrasta mitami. Wiemy jednak na pewno, że dawno temu górale sądeccy, grzeszni jak wszyscy, pokutowali pożytecznie, gdyż proboszcz Jan Piaskowy sady zakładać nakazywał. Za każdy grzech- drzewko owocowe. Już w średniowieczu suszone owoce spławiano Dunajcem i Wisłą do Gdańska, by sprzedawać je w innych krajach.
Mocny trunek ze śliwek znano tu od XVII stulecia, lecz dopiero na przełomie XIX i XX wieku powstała gorzelnia z prawdziwego zdarzenia.
Produkcja idzie pełną parą- trwa zlewanie sfermentowanych śliwek do parnika, w którym będą się gotować przed destylacją Jej właściciel, Samuel Grossbard, gdy szlachetny napitek dojrzał w dębowych beczkach, rozsyłał go w świat. Tak było do II wojny światowej.
Później górale sami troszczyli się o podtrzymanie tradycji. Tak intensywnie, że Czasami milicja, szukając beczek, kłuła widłami siano w stodołach, a miejscowa władza dopraszała się dostaw, by załatwiać ważne rzeczy w Warszawie.
Śliwowicy właściwie należy się pomnik.
W latach 60. ubiegłego wieku postanowiono Łącko i okolicę zalać wodami Dunajca.
Mieszkańcy przytomnie zorganizowali Święto Kwitnącej Jabłoni i zaprosili premiera Cyrankiewicza. Ów, upojony śliwkowym trunkiem, kazał zalać wieś Czorsztyn.
Na pamiątkę tego wydarzenia w maju organizuje się Święto Kwitnącej Jabłoni, a we wrześniu, już bez okazji, Święto Owocobrania. Już od dawna trunek nosi dumną nazwę "niematerialnego dobra kultury" i przez wojewódzkiego konserwatora umieszczony jest w rejestrze zabytków. Przyjezdni naiwnie chcą go kupić w sklepach i dziwią się, że nie mogą. Bardziej uparci w końcu gdzieś kupią za 40-, 45 złotych pół litra z dobrej partii. Pytania o akcyzę, koncesję i podatki są niestosowne.
Wydaje się, że ten stan nikomu nie przeszkadza. Przeciwnie, można pokusić się o stwierdzenie, że jest pożądany. Mądrym nie trzeba, a innym nie warto tłumaczyć. Czy śliwowica dobra jest? O, tak! Czy można ją pić, aby się upić? Lepiej nie. Jak piją ją miejscowi? Do herbaty i na smak. Co w niej jest? 60-70% mocy i aromat, którego nie da się z niczym porównać.
Smacznego.