Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mazury. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mazury. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 października 2020

Wiadukty kolejowe linii Gołdap - Żytkiejmy

https://www.geocaching.com/geocache/GC4G117

Mosty w Stańczykach są najwyższymi na linii i jednymi z najwyższych w Polsce. Długość - 200m i wysokość 36m.

Konstrukcja żelbetowa, pięcioprzęsłowa o równych 15m łukach. Architektura charakteryzuje się doskonałymi proporcjami a filary ozdobione są elementami wzorowanymi na rzymskich akweduktach w Pont du Gard. 

Stąd nazwa - 'Akwedukty Puszczy Rominckiej.


“Atlantyda Pogranicza”: Jest to dwuletni projekt współpracy transgranicznej pomiędzy partnerami z Polski, Litwy i Rosji (Obwód Kaliningradzki), który ma na celu stworzenie wspólnego szlaku kulturowego, od Sejn i Krasnogrudy przez Kedainiai i Czystie Prudy, do Kaliningradu. W projekcie biorą udział młodzi ludzie (w wieku 16–18 lat, po 10 osób z każdego uczestniczącego kraju). Są oni zaangażowani w wyznaczanie szlaku, opracowywanie i tworzenie materiałów do publikacji i wystaw, a także biorą udział w warsztatach edukacyjno-artystycznych. Celem warsztatów jest poznawanie wspólnego dziedzictwa kulturowego regionu, jak również jego krajobrazu, oraz stworzenie podręcznika-przewodnika po szlaku kulturowym w trzech językach i wystawy multimedialnej. Zarówno przewodnik jak i wystawa stanowić będą materiał pomocniczy dla nauczycieli i przyszłych przewodników szlaku z trzech krajów, którzy wezmą udział w projekcie. Dla nich będą skierowane kursy służące poszerzaniu wiedzy o sąsiadach z drugiej strony granicy, o kulturach mniejszości narodowych i wyznaniowych, o tradycjach dialogu i tolerancji pogranicza polsko-litewsko-rosyjskiego. Dla wszystkich tych grup program stwarza szanse kształcenia, podróży i nawiązywania kontaktów z partnerami z innych krajów, jednocześnie ugruntowując ich tożsamość, związki z regionem i miejscem z którego się wywodzą.




Kiepojcie

Stary most kolejowy należący do tego samego szlaku kolejowego, który przebiegał przez słynne Stańczyki. Ten most w odróżnieniu od stanczykowego leży na uboczy i nie jest nawiedzany przez tysiące turystów, a jest równie interesujący, chociaż zdecydowanie mniejszy.
Wiadukt Botkuny - właściwie mosty Botkuny - to pozostałość po nieistniejącej linii kolejowej Gołdap - Żytkiejmy. Urokliwie wkomponowane w naturę i zrośnięte z nią wybudowane w podobnym stylu jak słynniejsze mosty w Stańczykach. Do lustra wody rzeki Jarki 16 m.

Kamień graniczny majątku Galwiecie - drugiej miejscowości Mazur Garbatych, której data powstania to 1531r. Na kamieniu niewyraźne napisy. Niedaleko parking i ścieżka edukacyjna "Rechot". We wsi Galwiecie znajduje się XIX wieczny pałac.

Jezioro kętrzyńskie

 Jezioro Kętrzyńskie

(potocznie: Jezioro MiejskieJezioro GórneJeziorko; niem. Oberteich)–jezioro w województwie warmińsko-mazurskim, w Kętrzynie, o powierzchni 8,2 ha (0,5 km dł. x 0,3 km szer.), w dorzeczu rzeki Guber.

Do jeziora wpływają wody z Rozlewiska Wopławki, a odpływają ciekiem do Gubra. W średniowieczu ciek ten płynął naturalną fosą po wschodniej stronie starego miasta i zamku krzyżackiego. W XIX w. ciek został obmurowany i zamieniony w podziemny kanał. Istnieją przesłanki, aby przypuszczać, że z ówczesnego podziemnego kanału istniało przejście do kętrzyńskich podziemi. W czasie prac konserwacyjnych prowadzonych na początku drugiej połowy XX w., w kanale znaleziono szkielety w mundurach SS. W jednym z opublikowanych opisów technicznych kanału zauważono, że "Cegły stropowe wiszą, jakby chciały zaraz opaść". W 1993 kanał uległ częściowemu zawaleniu, przez co miastu groziła powódź. Wybudowanie tamy ziemnej na cieku doprowadzającym wodę z Rozlewiska Wopławki zmniejszyło napływ wody wpływającej do jeziora i zneutralizowało zagrożenie powodzią. W 2005 podziemny kanał wodny w znacznej części zastąpiły rury o odpowiednich przekrojach.

Najlepiej zachowany kościół obronny

https://www.geocaching.com/geocache/GC7V4HR


Kościół św. Jerzego budowany na miejscu dawnej strażnicy od 1359, rozbudowywany do pierwszych lat XVI wieku.



Najlepiej zachowany kościół obronny w regionie. Początkowo był to obiekt halowy, jednonawowy, zlokalizowany w południowo-zachodnim narożu miasta. W koronie murów wybudowano ganki obronne i wieżę zwieńczoną blankowaniem. Na początku XV wieku wzniesiono drugą wieżę (dzwonniczą), a pod koniec stulecia obiekt przebudowano na trójnawową pseudobazylikę (dobudowano nawę boczną północną, nawa środkowa i południowa mieści się w obrysie kościoła halowego). Po pożarze w 1500 r., podczas odbudowy powstało istniejące i charakterystyczne odchylenie osi kościoła (prezbiterium) nie leży dokładnie na osi nawy środkowej, ze środka nawy głównej są widoczne tylko dwa okna: prawe i środkowe, trzecie jest niewidoczne). W kościele zasługują na uwagę: sklepienia kryształowe z 1515 r. (wykonał je mistrz Matz z Gdańska), XVI-wieczna ambona, organy z 1721 r. (Josue Mosengel twórca organów w Świętej Lipce) były przebudowywane – obecne z 1975 r. mają 43 głosy, płyta nagrobna (epitafium) Krzysztofa Schenka von Tautenburg z 1597 r. oraz karcer (wejście z kościoła) znajdujący się pod wieżą wysoką.

Do II wojny światowej nazywany "kościołem niemieckim" (w odróżnieniu od stojącego obok "kościoła polskiego"). Po wysiedleniu Niemców w 1945 r., kościół był używany przez kętrzyńską parafię ewangelicką. Już rok później - w 1946 - budynek został zarekwirowany przez władze komunistyczne i natychmiast przekazany Kościołowi rzymskokatolickiemu.

Jako świątynia rzymskokatolicka, kościół św. Jerzego ma tytuł bazyliki mniejszej oraz pełni także funkcję kolegiaty. W kościele dawna kaplica św. Jakuba po reformacji pełniła funkcję baptysterium, które po 1946 roku ukształtowano architektonicznie na wzór Ostrej Bramy w Wilnie. Z tego miejsca zawsze na początku lipca odbywają się piesze pielgrzymki do Wilna.


Z lochami kościoła w Kę­trzy­nie zwią­za­na jest le­gen­da o ska­zań­cu, któ­re­mu o­bja­wi­ła się Ma­tka Bo­ska, na­ka­zuj­ąc mu wy­rzeź­bić swą po­do­bi­znę. Gdy ra­no krzy­żac­cy stra­żni­cy zaj­rze­li do ce­li wię­zien­nej i zo­ba­czy­li tam wy­rzeź­bio­ną fi­gur­kę, bar­dzo się zdu­mie­li. Uzna­li to za cud i wy­puś­ci­li wię­źnia, ten zaś u­dał się w kie­run­ku Re­szla. Po dro­dze za­wie­sił fi­gur­kę na jed­nym z mi­ja­nych drzew li­po­wych. Drze­wo to da­ło po­czą­tek san­ktu­a­rium zwa­ne­go Świę­tą Li­pką.


Więcej na:

  • http://www.zamkipolskie.com/ketrzynk/ketrzynk.html

piątek, 5 czerwca 2020

NOCLEGI - Puszcza Romincka (WiM)



GOSPODARSTWO AGROTURYSTYCZNE "PUSZCZA ROMINCKA"

Galwiecie 50 19-500 Gołdap
Tel: +48 603 123 625
Maciej i Ewa Kordjak


www.agroturysta.info



  • TRZY ŚWIERKI
19-500 Gołdap, Galwiecie 48(87) 562-55-02 606 641-938trzyswierki@poczta.onet.pl


  • ZAJAZD JURAND

19-500 Goldap, Stadionowa 3
(87) 615-49-35, 502-644-599

www.juri.goldap.net


  • STAŃCZYKI 3

Stańczyki 3, 19-504 Dubeninki, (87) 615-82-11


  • SIEDLISKO DUBENINKI

509 650-505, 691 524-512
 www.dubeninki.republika.pl



  • ZIELONE TARASY

19-504 Dubeninki, ul. Szkolna 3/2
(87) 615-82-05 606 973-356
tady615@poczta.onet.pl

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Raj na Rosochatym Rogu



Wędrówką jedną życie jest człowieka...


Są takie dni, że człowiekowi nie chce się iść. Siedziałby tylko, czytał książkę i wpatrywał się w przepastną toń jeziora. 
Ale są też takie dni, że nogi same niosą. Mijają metry, kilometry, a człowiek idzie i idzie i wcale nie ma ochoty na odpoczynek. Taki dzień mam dzisiaj. Właściwie tylko kilometrowy odcinek z Magdalenowa do Czerwonego Folwarku nie sprawił mi satysfakcji, ale serce moje czuło...

Czuło zbliżający się raj.

Raj, który otworzył się przede mną, kiedy minęłam zardzewiałą tabliczkę "Rosochaty Róg". 

Przedzieranie się przez zarośla stanowiło dla mnie zawsze najprzedniejszą rozrywkę świata - dlatego tak kocham Beskid Niski. Nie spodziewałam się odkryć go na nizinach. Zaraz potem weszłam na drogę czasem uczęszczaną przez samochody, ale tylko czasem. Kurz jaki się podnosi po przejechaniu, odstrasza właścicieli eleganckich wozów.

Nie wiedzą, co tracą.

Bezbłędnie błękitna, a zarazem niesamowicie wprost przejrzysta toń Jeziora Wigry to pokusa nie do odparcia. Także kiedy dotarłam na skraj cypla nie odmówiłam sobie przyjemności zanurzenia grzesznego ciałka w wodzie. Tu, na samym końcu, jednak zdarzają się turyści - przypływają kajakami, żaglówkami, szukając sklepu. 

Ale nie tędy droga.

Najbliższy sklep jest gdzieś w okolicach Wigier. Niedaleko, ale trzeba opłynąć kilka zatoczek i, niebezpiecznych dla żaglówek, płycizn. Na tych "szuwarowych wyspach" tętni życie. Kaczki, perkozy, łabędzie- to władcy tego małego świata. Ludzie, jak zwykle, chcą go ratować, stworzywszy Park Narodowy.
Ale są też inni ludzie - odwieczni mieszkańcy tej ziemi - procesujący się z parkiem o "brzegowe". Uważają, że z dziada, pradziada, łowili tu ryby i mają do tego prawo. Udokumentowane jest to papierami carskimi, nadającymi im te ziemię we wieczyste władanie.
I oni też mają rację. 
Gdyby tylko zechcieli łowić ryby na własne potrzeby, na pewno nie uszczupliłoby to zasobów jeziora. Ale staropolskie przysłowie mówi: "daj chłopu palec, weźmie całą rękę". Gdyby Park zezwolił na połów, wkrótce zabrakłoby ryb w jeziorze, a miejscowe sklepy, bazary i restauracje zawalone byłyby siejami, sielawami i węgorzami. 

Mam czas  na myślenie.

Nogi same połykają kilometry piaszczystej drogi. 
Jeden, drugi, trzeci. 
Na tak równej drodze nie muszę zastanawiać się, gdzie postawić nogę, nie zastanawiam się nawet nad zmianą trasy. I dobrze. Droga sama wyprowadza mnie na najpiękniejszy punkt widokowy. Gdzie tam osławionym "górom" Suwalszczyzny do tego prostego widoku na Plos Wigierski!

Na północ zatoka wschodnia. Choć stąd nie widać, wiem, że tuż za nią znajduje się miejsce mego wczorajszego noclegu: wdzięczne, choć niewielki jeziorko Mozguć. Z dala przebłyskuje Postaw. Nad taflą przepięknęgo Jeziora Wigry góruje szlachetna sylwetka pokamedulskiego zespołu klasztornego. Od bielonych ścian odbija się słońce, rażąc tak okropnie, że muszę odwrócić wzrok. 

Tam, na południe, też jest pięknie. Zastanawia mnie, czy słońce, aby nie specjalnie tak mocno przypieka, żebym odwróciła oczy ku cudownemu Plosowi Zakątowskiemu z zatokami Krzyżańską i Wasilczykowską. Na jego powierzchni rozpanoszyły się trzy wyspy: Kamień, Brzozowa i przysadzista Krowa. Wody Jeziora wkoło szuwarów przybrały kolor stalowoszary, wewnątrz zaś przerażają mroczną czernią. 

Zbliża się wieczór.

zasiedziałam się w tym uroczym miejscu. A jeszcze przed chwilą pisałam, że nie mam ochoty na odpoczynek. Cóż w obliczu takiego cudu natury, człowiek sam nie wie czego chce... 


sierpień'2000- Magdalenowo

sobota, 5 czerwca 2010

NOCLEGI - WIGRY




I kilka noclegów w okolicach Wigier


  • STARY FOLWARK
+48 (0-87) 563-77-52 
po godz.18 0 509 804 679 
pokoje@wigry.net


  • ROSOCHATY rÓG
AGROTURYSTYKA U JUSTYNY

Rosochaty róg, Justyna Giedrojć

tel.0691251887


  • BUDA RUSKA
buda ruska 2, 16-503 Krasnopol
zbigniew terlecki

tel. 0509-320-229 229

czwartek, 3 stycznia 2008

Żubry i róg tura w puszczach mazurskich

Żubry Puszczy Boreckiej


W ciągu pięciu lat stado żubrów w Puszczy Boreckiej (Warmińsko- Mazurskie) ma wzrosnąć z 72 do 90 sztuk i tym samym stać się drugim pod względem liczebności stadem tych zwierząt w Polsce- poinformował PAP nadleśniczy nadleśnictwa Borki, Krzysztof Wyrobek.

foto: Tomasz Goliński


"Jest opracowywana nowa koncepcja ochrony żubra na terenie Polski i w myśl tego dokumentu, który oficjalnie zostanie zaprezentowany w pierwszej połowie stycznia, nasze stado ma zwiększyć liczebność, co mnie niezmiernie cieszy"- powiedział Wyrobek. 

Teraz (styczeń'2008) stado żyjących na wolności żubrów w Puszczy Boreckiej liczy 72 sztuki, wśród których 18 zwierząt to tegoroczny, rekordowy pod względem liczebności, przychówek. 

"Ponieważ żubry wymagają odpowiedniej przestrzeni i pożywienia, liczebność stada musi być pod kontrolą. Decyzja zwiększająca stado wymusi na nas wygospodarowanie w lesie dodatkowych łąk dla żubrów i zmagazynowanie na zimę większej ilości pożywienia dla nich, ale damy sobie z tym radę"- zapewnił nadleśniczy. 

Koniec roku to w Puszczy Boreckiej okres eliminacyjnego odstrzału żubrów. W tym roku za zgodą ministra środowiska zostanie zastrzelonych 6 sztuk, w tym krowa i cielę, które urodziła w pierwszych dniach listopada. "Małe nie przeżyłoby zimy, a matka bez cielaka mogłaby dostać zapalenia wymion. Poza tym najpewniej co roku rodziłaby o nietypowych porach, stąd trudna decyzja o jej odstrzale"- wyjaśnił Wyrobek.

Od lat Nadleśnictwo Borki sprzedaje odstrzały eliminacyjne myśliwym, którzy płacą za nie od 2 tys. do 10 tys. euro. Pieniądze uzyskane w ten sposób przeznaczane są  na utrzymywanie stada żubrów. W poprzednich latach odstrzał eliminacyjny w mazurskiej puszczy wykupił m.in. król Hiszpanii Juan Carlos. 

Żubry w Puszczy Boreckiej żyją od 1956 r., gdy naukowcy z Polskiej Akademii Nauk przywieźli je do zagrody w Wolisku. Kilka lat później podczas  remontu zagrody stado uciekło do lasu i od tej pory żubry żyją na wolności. Turyści przez cały rok mogą oglądać te zwierzęta w pokazowej zagrodzie. 


Najliczniejsze stado żubrów żyjących na wolności znajduje się w Puszczy Białowieskiej.


Polską część puszczy zamieszkuje około 400 sztuk żubrów. Co roku eliminuje się egzemplarze chore, słabe i agresywne. Pomimo nacisków lobby myśliwych eliminacji dokonują wyłącznie wyznaczeni w tym celu pracownicy Białowieskiego Parku Narodowego. Część mięsa trafia do badań, resztę kupują restauratorzy. W ramach ubiegłorocznego pozwolenia na odstrzał zlikwidowano 28 sztuk żubrów. Zdaniem niektórych specjalistów stado zamieszkujące Puszczę Białowieską już jest zbyt duże i należałoby pomyśleć o jego radykalnym zmniejszeniu. Jednak Chociaż zwierzęta te znajdują się pod ścisłym naukowym nadzorem, od lat 20. ubiegłego wieku nikt dotychczas  nie przeprowadził rzetelnych badań na temat właściwej wielkości białowieskiej populacji.

Róg Tura w Puszczy Piskiej


Robotnik drogowy znalazł róg tura w połowie grudnia'2008 r. Oczyścił go z mułu i torfu, następnie przekazał muzeum. Jak powiedział Dietmar Serafin, dyrektor piskiego muzeum, mężczyzna dostał za to "kilkaset złotych znaleźnego".

- Z doświadczenia wiem, że to róg tura, potwierdzili to inni historycy. Na moje oko ma on ok. 1,5 tys. lat, ale żeby wystawić go w gablocie, muszę poczekać na wyniki ekspertyz archeologicznych, które są w toku. One dokładnie określą wiek znaleziska- powiedział Serafin.

Dyrektor piskiego muzeum zaznaczył, że róg tura będzie najcenniejszym eksponatem w jego placówce. Nieczęsto się spotyka ludzi na tyle uczciwych i solidnych jak ten pan, który nie próbował sprzedać tego na aukcji w internecie czy wywieźć za granicę, lecz przekazał znalezisko muzeum- powiedział.

Wymarłe tury uważa się za przodków bydła domowego. Ostatnie zwierzęta tego gatunku wyginęły na terenie Prus (obszar m.in. dzisiejszych Mazur) ok. 1500 roku.

niedziela, 7 lipca 2002

Dwa lata spóźnienia - Autostopem po Mazowszu

Pewnego pięknego czwartkowego (szantowego) wieczoru w Starym Porcie, Bartek z Psiej Wachty gromkim głosem zapowiedział, że w następnym tygodniu koncertu nie budiet, patamu szto chłopcy zostali zaproszeni do Giżycka na festiwal.

A ponieważ akurat miałam tygodniową przerwę między egzaminami, nie zastanawiając się długo znalazłam Giżycko na mapie. W międzyczasie na GG odezwał się Lesiu - dawno niewidziany kolega z serwisu yapowego. Spotkaliśmy się w poniedziałek w miejscu, gdzie droga łódzka trafia Piotrowską- w Rawie Mazowieckiej.
A że ja już wcześniej uknułam chytry plan zwiedzeniowy, Lesiu nie miał wyboru. Na pierwszy ogień poszedł Wyszogród...


Zbyt wolno- Drewniany most w Wyszogrodzie


Okazało się jednak, że jechaliśmy za wolno. Most rozebrano dwa lata temu... Powstał nowy, łączący dwa przeciwległe brzegi Wisły, ale nie jest to już TEN most- NAJDŁUŻSZY DREWNIANY MOST W EUROPIE (Jak wyglądał można zobaczyć tutaj). Z miejsca zrobiłam się zła niebotycznie. Pchaliśmy się tutaj żółtymi drogami, przez jakieś Wiskitki, a mostu nie ma i nie będzie... 

Z drugiej strony ten most był jedyną atrakcją i jedynym pretekstem dla turystów, jadących drogą z Płocka do Warszawy, do odwiedzenia sennego miasteczka. Wyszogród jest tak przeraźliwie senny i leniwy, że na widok dwóch objuczonych postaci nawet bury kundel nie majtnął ogonem, a szczerze wątpię, czy pchła na jego ogonie otworzyła oko...


Chcieliśmy zobaczyć choć resztki mostu i w tym celu udaliśmy się nad Wisłę. Jakaś kobieta siedząca w progu nędznie wyglądajacego domku powiedziała:
- Most jest tu, nad amfiteatrem.

Machnęła ręką w kierunku wybetonowanego placyku 3m x 3m i kilkanaście obskurnych, połamanych ławeczek na zboczu. Kawałki desek ze starego mostu ledwo trzymały się ma metalowych szynach. Wyszogrodzianie używają go jako "molo"- centrum schadzek i punkt widokowy na most. Most nowy, nowoczesny. O starym moście- najdłuższym drewnianym trakcie przez europejską rzekę- nikt już nie wspomina. 

Rozczarowanie?
Ogromne.

Jeszcze większym szokiem była dla mnie informacja, że niestety, ale w miasteczku położonym niecałe 60 kilometrów od stolicy państwa, jest jeszcze dużo domów, które nie mają wody, ani kanalizacji. 
Śmierdzące latryny to nie dziwota na wyszogrodzkiej ulicy.

- Pranie?- pyta- ano robię u teścia na rynku, tam woda jest. A na normalne potrzeby donosimy wodę wiadrami z rynku. Tam jest taki kranik.

Z kranika sączyła się brązowa-żółta ciecz...


Twierdza Modlin

Po długim tuptaniu drogą w poszukiwaniu wylotówki na Serock, która według mapy "gdzieś tu powinna być...", Leszek się zdenerwował.
- Machamy, bo mam dość.
Trafił akurat na moment, kiedy Jarek wracał do domu od dziewczyny.

- Mogę was podrzucić do Modlina. Wylotówka jest w Starym Modlinie, ale mogę was wziąć do twierdzy. 


Nawet nie popatrzyliśmy się z Leszkiem na siebie. Decyzja została podjęta. Rozłożyliśmy namiot w środku fortyfikacji z 1811 roku. Napoleon zbudował, Rosjanie przejęli, my wykorzystaliśmy. Jarek okazał się przemiłym chłopakiem, zagubionym nieco w w miejscowości stricte wojskowej, gdzie jedynymi młodymi byli chłopcy z band. Brat Jarka jest policjantem, wujek pracuje w Centralnym Urzędzie Śledczym, jako obywatel skoligacony z wymiarem sprawiedliwości nie ma w tej mieścinie znajomych. Stanowiliśmy dla niego żywą atrakcję turystyczną, symbol wolności i w ogóle cudo. Wino przywiezione przez Leszka rozluźniło atmosferę do końca. Siedzieliśmy przy blasku niemrawego ognisko długo w noc.

Nie wiem jakim cudem wstaliśmy rankiem. Czekaliśmy na Jarka dwie godziny, ale się nie doczekaliśmy. Zamiast niego przyszła wycieczka ze starym przewodnikiem, który najwyraźniej był mocno przewrażliwiony. Butelki i śmieci były już ładnie spakowane, ślad po ognisku zasłonięty trawą i jedynym śladem naszej bytności była nieco wygnieciona łąka. Przewodnik jednak najwyraźniej nas obarczał winą za napisy graffiti i poniszczone mury. Dzieciom zabroniono się odzywać do podejrzanych.

Kiedy poszliśmy do centrum Modlina, aby spisać sobie adres Jarka, Jarek właśnie wychodził z domu. Miał ponad dwie godziny wolnego. No to:
Plecaki na plecy, latarki w ręce...

Ruszyliśmy w kurs po lochach. Większość przejść została zasypana przez wojsko, bo za często odbywały się tam imprezy pijackie. Pod wpływem ciężko trafić do własnego domu, a co dopiero wyjść z lochów... Jarek znał niektóre przejścia, więc wszedłwszy w jeden korytarz, wyszliśmy z drugiej strony mieściny...

Sam Modlin jest typową wojskową miejscowością. Szare nieciekawe budynki wśród brukowanych ulic. Ostatnio pokryli je nową kostką brukową. Na koszt Niemców. Powiadają, że za to Niemcy wymogli na władzach Modlina brak oznaczenia cmentarza żydowskiego. Więcej- na tym cmentarzu nie ma ani jednej macewy. Przewodnicy oprowadzający wycieczki nawet o nim nie wspominają...

Najdłuższy rynek Europy- Pułtusk

Kolejny przystanek- PUŁTUSK. 
Szczerze mówiąc, nic ciekawego. Rozłożony na skraju Puszczy Białej, przy ujściu małej rzeczki Pełty do Narwi, w przewodnikach wyróżnia się informacją, że posiada najdłuższy, bo 400-metrowy rynek w Europie. Rynek robi wrażenie ogromne. Połowa, wraz z domem Polonii, wygląda jakby właśnie wyszedł spod ręki konserwatora. 
Druga połowa...

No cóż, na drugiej stronie rynku rozłożył się obskurny targ, żywcem wyciągnięty z czasów PRL-u. Plecaki zostawiliśmy na pobliskim komisariacie i poszliśmy do zameczku. Malutki, kiczowaty, ale pod nim jakiś starszy pan miał warsztat, w którym wyrabiał gliniane garnki z herbem Pułtuska.

Jednak Pułtusk nie zrobił na nas takiego wrażenia, abyśmy mieli zostać dłużej niż na szybkie zwiedzenie ryneczku i zjedzenie dwóch niedobrych hamburgerów. Upał trwający od początku podróży sprawił, że jednomyślnie zadecydowaliśmy zmienić trasę. Po raz kolejny zrezygnowałam z odwiedzin Tatarów pod Białymstokiem na rzecz... jeziora...

Harcerze; nie-harcerze

Łapał Leszek. 

Zdecydowanie lepiej mu szło. Każdy samochód, którym chciałam pojechać, na jedno skinienie Leszka zatrzymywał się z piskiem opon. Gdzieś za Ostrołęką zatrzymał się Ford Modeno, z przesympatycznym Pawłem w środku. Paweł jechał nad jezioro Dobskie, a że z pochodzenia, wykształcenia i powołania był harcerzem, zawiózł nas do Doby, bo tam dziko i bez turystów. Po drodze kiwnął ręką w prawą stronę
- Przejdziecie dosłownie kawałeczek tą  drogą. Na tej górce jest mauzoleum- grobowiec właścicieli tych ziem. Mauzoleum jest zniszczone, ale prowadzi tam piękna aleja drzew...

Nad jeziorem Dobskim okazało się, że są tylko dwa wejścia do wody. Jedno zajęte było przez miejscowych wędkarzy, zajmujących się bardziej alkoholem, niż rybami, a nad drugim- szerokim i wygodnym- rozłożył się obóz. Leszek, jako stary wyjadacz harcerski, podszedł do wachty.

- Czuwaj! jeżeli jest to obóz harcerski. Czy można rozmawiać z drużynowym?

10-letni może, chłopczyk zamiótł brudnymi nogami i pobiegł, wzniecając kurz na drodze. Okazało się, że jest to obóz katolicki dla dzieci z biednych rodzin śląskich. Młodzi księża nie zdecydowali się jednak na przyjęcie na teren obozu dwójki autostopowiczów. Szczerze mówiąc, słysząc to co działo się w nocy, w ogóle im się nie dziwię. Wyciągnęli jednak pomocną rękę. Obiecali nam dzbanek wrzątku i obronę w razie nocnego ataku miejscowej ludności. Rozłożyliśmy się może 200 metrów od obozu na górce. Leszek poszedł po wodę, a ja zaczęłam karczować pokrzywy. Chyba w całym moim życiu turystycznym nie rozkładałam namiotu na takiej plątaninie gałęzi, krzaków i chwastów. Takie schowanie pomogło nam w nocy, kiedy zaczęła się codzienna impreza miejscowych chuliganów. Bluzgi, jakie biegły w kierunku obozu, mogły hipopotama wyprowadzić z równowagi. 

"Urocze" kucharki...

Zgodnie z zapowiedziami w TVN, słońce wywlokło nas rankiem z namiotu. Spoceni i brudni, po Wyszogrodzie i Pułtusku, wleźliśmy na teren obozu i od razu podeszliśmy do jego serca- namiotu kuchennego. Dwie Ślązaczki obierały ziemniaki. Poprosiliśmy o wrzątek.

Zanim zdążyłam wyciągnąć z plecaka herbatę, woda w menażkach nabrała koloru brązowawego. Wczoraj w nich była kaszka i zupka... Kucharki uderzyły w krzyk.
- Trzeba było powiedzieć, ze chcecie herbatę. Proszę to wylać!!!!

- Ale...

- Nie ma ale! Proszę to wylać!!!

Dostaliśmy herbatę z cukrem i kanapki. Przy czym nie zostały nam wręczone z tradycyjnym turystycznym zdaniem "zostało nam ze śniadania, jak chcecie to możecie zjeść", tylko Panie walnęły talerzem z kanapkami o stół i powiedziały podniesionym głosem

- Proszę to zjeść!!!

Full service! Ale nad jezioro nas nie puściły, bo nie było księdza kapelana...

Piękna Aleja Drzew

Grzeszne ciałka zamoczyliśmy w wodzie dopiero po godzinie marszu przez pola. Orzeźwiająca kąpiel przywróciła nam przytomność umysłu. W porę przypomnieliśmy sobie o mauzoleum.

Skręciliśmy w dróżkę w las i z miejsca zaczęliśmy oganiać się od gzów. Cięły z podziwu godnym zapałem. <br />Idziemy i idziemy. <br />Idziemy i idziemy. Mijamy tabliczkę "Zakaz wstępu" i idziemy dalej. Mauzoleum nie ma. Po prawej jeziorko. Ukryte w lesie, z rzęsą na powierzchni. Z zielonej łąki wystają suche kikuty.

- Może skręcimy? Ono miało być na górce.

Półtorej godziny chodziliśmy po lesie. Przełażąc przez młodniki, ocierając się o pnie sosen. Spacer był piękny, ale mauzoleum jak nie było, tak nie ma.<br />

- Kasiek, wracamy. Nie ma go. Może się Pawłowi coś pomyliło, a może skręciliśmy nie w tą ścieżkę.
Kiedy byliśmy trzysta metrów od asfaltu, Leszek nagle powiedział
- Kasia, a to nie to?

Oganiając się od gzów, nie zauważyliśmy zielonego sklepienia lip. Aleja rzeczywiście okazała się przepiękna, natomiast samo mauzoleum kompletnie zrujnowane. Brak dachu, poobijane ściany. Niezbyt pocieszający widok. 

"Dziki" półwysep Fuleda

Szliśmy po asfalcie do Kamionek z pieśnią na ustach. Nie jest to żadna przenośnia. Uczepiła się nas szanta "Zrobię małe baby Juliannie" i całą drogę płoszyliśmy zające i inną zwierzynę swoim wyciem. Nie wychodziła nam z głów, aż do półwyspu Fuleda. To Leszek wynalazł na mapie ten "dziki półwysep". 

Na nocleg wybraliśmy krzaki na końcu półwyspu. Ale okazało się, że to jednak Mazury. Pani, do której poszliśmy po wodę, suchym głosem powiadomiła nas, że to jest teren prywatny, należy do jej syna i nie ma tu miejsca na dwójkę włóczykijów. Mało tego: Do brzegu dobili żeglarze z małym woreczkiem śmieci. Po długich bojach pani pozwoliła im wyrzucić go do PRYWATNEGO kontenera. Nie lubimy się pchać tam, gdzie nas nie chcą. Wróciliśmy więc do Kamionek, gdzie w ramach odreagowania poszliśmy do knajpy. 

Kuba, Michał i dziewczyny

Kilka godzin siedzieliśmy w towarzystwie Kuby i Michała oraz dwóch dziewczyn. Towarzystwo okazało się przemiłe, w całości pochodziło z Jeleniej Góry, a Kuba studiował kulturoznawstwo w Warszawie. Zaczęło się robić ciemno. Dziewczęta zmęczone i upojone mocnym piwem poszły do domu, to znaczy do namiotu, a chłopcy zostali jeszcze z nami.

W końcu, mocno po północy zameldowaliśmy się z Leszkiem w krzakach za przystankiem. Nie zdążyliśmy jeszcze dobrze zasnąć, kiedy wrócił do nas Kuba.

- nie widzieliście może plecaka? Tam była cała nasza forsa na wyjazd i dokumenty...

Na całe szczęście rzucił mi się w oczy jeszcze za jasności. Umówiliśmy się na ewentualne widzenie na szantach w Giżycku.

Pół roku później stojąc na podwórku budynku Etnologii, gdzie właśnie rozpoczęłam studia, podszedł do mnie facet i powiedział 
- hej, nie masz może papierosa dla starego znajomego? Nie musiałam się obracać, wiedziałam, że to Kuba... 

Wrocław-  wrzesień'2002 

NASZA TRASA AUTOSTOPOWO-PIESZA:
Kraków- Częstochowa- Piotrków Trybunalski- Rawa Mazowiecka- Mszczonów- Żyrardów- Sochaczew- Wyszogród- Zakroczym- Nowy Dwór Mazowiecki- Kikoły- Serock- Pułtusk- Różan-  Ostrołęka- Myszyniec- Ruciane Nida- Mikołajki- Ryn-  Giżycko- Doba- Dziwiszewo- Kamionki- Fuleda- Fuledzki Róg- Fuleda- Guty- Kamionki- Guty- Giżycko.