Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kotlina biebrzańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kotlina biebrzańska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 sierpnia 2020

Przewodnik - czapla

Wiosło cicho i bezszelestnie zanurza drewniane pióro w ciemnej toni Biebrzy. Wokół niego tworzą się małe wiry. To wystarczy, żeby zwabić ryby. są  przeróżne. Małe i duże, ciemne i jasne. Największa ma chyba z 15 cm długości. Wędkarz na brzegu mówi, że trafiają się większe, ale:

- słabo dzisiej bierą, oj, słabo...



Na wędkowanie w Biebrzańskim Parku Narodowym trzeba mieć pozwolenie, ale mieszkańcy wsi nadbiebrzańskich nie mają problemów z jego uzyskaniem. Nad taflą wody unoszą się niebieskie ważki. Rozpiętość skrzydeł wynosi około 6 cm, a ich kolor jest granatowy. Soczyście granatowy. są  urocze i jak większość zwierząt w Biebrzańskim parku, unikatowe.

Raj ornitologa

Najzwyklejsze pod słońcem są  jedynie kaczki. Mnogość gatunków polskich dziwaczek właśnie chyba nad Biebrzą jest najbardziej widoczna. Zza trzcin wysuwa się błękitny czub jednej z nich, przekrzywia łepek, jakby pytając "A co ty tu robisz sama w tych stronach?" Pytanie jest chyba czysto retoryczne, bo odwraca się kuprem i znika w trzcinach. Widać nie stanowię dla niej zagrożenia. Inaczej uważa kaczka krzyżówka. Trzepocząc brązowymi skrzydłami wzbija się w powietrze przeraźliwie kwacząc. Turkot jej skrzydeł mobilizuje inne. Już po chwili cały klucz wiruje gdzieś nad moją głową. 

Z odległości kilkunastu metrów przypatruje się wszystkiemu czapla siwa. Nie przeraża jej wrzaś k kaczek. do pełnego godności odlotu zmusza ją dopiero głośniejszy plusk wiosła. Od tej pory towarzyszy mi aż do końcowego przystanku w Kamiennej Nowej. 

Za każdym zakolem rzeki czeka na mnie, a kiedy podpływam na odległość dogodną do zrobienia zdjęcia, macha skrzydłami, podkurcza nogi i już jej nie ma. Wiem, że będzie czekała za następnym meandrem...

Spomiędzy trzcin wychylają noski bobry ledwo widoczne zza zielonej ściany. W swym górnym biegu Biebrza nazywana jest właśnie Bobrą. Początkowo rzeka jest tak zarośnięta, że niedoświadczonemu kajakarzowi, którym niewątpliwie jestem, manewrowanie wśród splotu lilii wodnych sprawia niejakie trudności. 

Wkrótce rzeka rozlewa się w szeroką dolinę, a jedynie brzegi są  zarośnięte i niedostępne. Tu i ówdzie w tataraku butwieje łódka. Z nich często wędkarze korzystają przy łowieniu. Nie opłaca się stawiać pomostów, gdyż grząskie dno wnet połknęłoby bale wspierające. 

Tym razem szmer w zaroślach to nie kaczki. To małe ptaszki o ogromnych dziobach. Z wyglądu przypominające małe kolibry. Wiedząc, że ptaki mają bardzo słaby węch, mogłam, ukryta w trzcinach, obserwować do woli. Widziałam jak zimorodek pięknym pikowaniem zaatakował małą rybkę i jak zaczął ją jeść. Zimorodki to mądre ptaki. Żeby ryba nie utkwiła w gardle zaczynają ja od głowy. 

Przewodnik-czapla

Za kolejnym zakrętem rzeki nie czeka już na mnie czapla. Uznała, że opiekę nad intruzem przejął łoś. Nie widzę go, ale doskonale słyszę groźne, unoszące się wśród mgieł ryki. Nie jestem zoologiem. Dla mojego niewprawnego ucha nie słychać różnicy pomiędzy łosiem, a jeleniem w okresie rykowiska. Mógł to więc być jeleń. W tym wypadku, jednak, musiałby być to ogromny okaz. Nawet w okresie godów przeciętny jeleń nie jest w stanie wydobyć takiego ryku z płuc. 

Ekipa kajakarzy dobiła do pomostu. Cieszą się, płaczą, całują zmurszałe deski.
-ląd, ląd!- krzyczą- Ile ja czasu nie stałem na własnych nogach!
Zachowują się trochę za głośno. A może to tylko ja, przesiąknięta biebrzańską ciszą tak uważam...?


Sierpień'2000- Lipsk nad Biebrzą

piątek, 10 kwietnia 2020

Szlak Tradycji Wielkanocnych

Święta Wielkanocne są  najważniejszymi świętami w liturgii katolickiej. Zaraz po nich plasują się Zielone Świątki, a Boże Narodzenie – dopiero na trzecim miejscu.

zdjęcie poglądowe

Obrzędy i zwyczaje Świąt Wielkanocnych są  niezwykle barwne i różnorodne – niegdyś pamięć o zwyczajach i obrzędach była żywa w całej Polsce, dziś tylko w niektórych miejscowościach.

czwartek, 11 stycznia 2018

O powstaniu Tykocina

źródło: tykocin.podlaskie.pl

W grodzisku na lewym brzegu Narwi żyło plemię słowiańskie, którego potężnym władcą był Boguchwał. Miał on córkę imieniem Boginka. Była Bardzo ładną i majętną dziewczyną. Po drugiej stronie rzeki, wśród dzikich puszcz i kniei żył władca Jaćwingów, równie potężny. Zwał się Jocem.



Od niepamiętnych czasów te dwa ludy toczyły ciężkie boje. Joc organizował grabieżcze wyprawy na statecznych Słowian niszcząc ich domostwa, porywając dobytek. Nie mogli, więc zaznać spokoju praprzodkowie dzisiejszych mieszkańców Tykocina. Joc posiadał syna, zwanego Jurem. Był on postawnym, odważnym młodzieńcem. Jego pasją były polowania.




Pewnego pięknego poranka, gdy ścigał dorodną łanię, nie wiedząc kiedy, znalazł się nad słowiańskim grodem. Nad rzeką ujrzał piękną Boginkę, córkę Boguchwała. Bardzo mu się podobała. Chciał nawet ją porwać. Niestety osobista ochrona Boginki, zwana strażą przyboczną, przegoniła go gradem strzał. Jur musiał ratować się ucieczką. Jednak myśl o Bogince nie dawała mu spokoju. Nie potrafił o niej zapomnieć. Ojciec Jura widząc rozpacz syna postanowił słać swaty.


Przybyli posłańcy Jura do Boguchwała z wozami pełnymi darów. Rozmowy trwały długo, lecz Boguchwał nie wyraził zgody twierdząc, że jego córka żoną poganina nigdy nie zostanie. Taka była wola ojca.


Jur gdy usłyszał o odmowie, nie mógł dojść do siebie. Chodził po komnatach ciągle krzycząc, iż Boginkę weźmie siłą, a z grodziska TYKO – CIŃ, TYKO – CIŃ, TYKO – CIŃ zostanie.( w języku Jaćwingów oznacza to – tylko cień. )


Postanowił zorganizować wielką wyprawę na gród Boguchwała. Gdy się Boguchwał dowiedział o planach Jura, powiedział swoim poddanym – Już ja mu zrobię tyko – ciń, pokażę, na całe życie popamięta.


Jur zbroił swoje wojska, a Boguchwał fortyfikował gród, a także przygotowywał zasadzkę na rzece.

W chwili, gdy wojska jaćwieskie stanęły nad brzegiem rzeki, w miejscu bardzo płytkim, Jur rozkazał ją zasypać. Kiedy jeden z wojów zameldował, że Narew "nie ciece" Jur podjął wyprawę. I następnie wpadł w zasadzkę. Bój trwał od świtu do wieczora. Wśród tumanów kurzu, jęków, krzyków i szczęku oręża szale zwycięstwa chyliły się to na jedną, to na drugą stronę. Ostateczne zwycięstwo przypadło Boguchwałowi.

Dla uczczenia zwycięstwa, a także ku przestrodze ewentualnych odwetów, nazwał Boguchwał swój gród Tykocinem, zaś Joca i Jura kazał pochować na szczycie wzgórza niedaleko grodu. Rozkazał by w ciągu nocy usypano na ich mogiłach kurhan. Tak powstała wieś Nieciece ( od "nie ciece" ponieważ w tym miejscu był gród na Narwi, który Jur kazał zasypać).


Chcecie to wierzcie, a nie, to nie, ale Tykocin istnieje do dziś, a mieszkańcy wsi Nieciece nazywają wzgórze znajdujące się między Tykocinem Tykocinem niecieczami Jocą Górą.

wtorek, 9 stycznia 2018

Muzeum Lipskiej Pisanki

źródło: www.kulturalipsk.pl


 W Lipsku nad Biebrzą powstają najpiękniejsze pisanki na Podlasiu. Pisanki w Lipsku robi się nie tylko przed Wielkanocą, ale przez cały rok. Niektóre z pisankarek w ciągu roku malują nawet kilka tysięcy pisanek. Kolorowe jajka trafiają potem na rozmaite targi rękodzieła ludowego, część z nich zdobi również wielkanocne stoły za granicą.

Dekorowane są  rozgrzanym woskiem, który się nakłada za pomocą cienkiego gwoździka lub szpilki osadzonej na drewnianym patyczku. Jest to tzw. sposób batikowy. Na powierzchni jajka tworzone są  kompozycje w formie rozet, łańcuszków itp. Następnie jajo zanurzane jest w barwnikach. Dawniej były to wywary z kory dębu, olchy, łusek cebuli, czy młodego żyta. Obecnie używa się sztucznych barwników. Później usuwany jest wosk. W Lipsku nad Biebrzą znajdują się liczne pracownie pisankarskie udostępniane turystom oraz kolekcjonerom i miłośnikom sztuki ludowej.

Muzeum Lipskiej Pisanki znajduje się w miasteczku Lipsk, położonym przy granicy  Białorusią, w otulinie Biebrzańskiego Parku Narodowego, w odległości 35 km. Od Augustowa, 85km. od Białegostoku, 67km. od Suwałk.

Muzeum powstało w maju 2007 roku, w wyniku współpracy Pracowni Architektury Żywej, lipskiego Koła Stowarzyszenia Twórców Ludowych i Działu Etnografii Muzeum Podlaskiego w Białymstoku, przy finansowym wsparciu Fundacji Wspomagania Wsi. Najbardziej zaangażowanymi osobami w realizację tego projektu byli: Marcin Lićwinko- pracownik Pracowni Architektury Żywej oraz Ewa Skowysz Mucha- twórczyni ludowa, V-ce Prezes Zarządu Suwalskiego  Oddziału Stowarzyszenia Twórców Ludowych, pod fachowym nadzorem Wojciecha Kowalczuka- kierownika Działu Etnografii Muzeum Podlaskiego w Białymstoku.

Głównym celem powstania Muzeum było zachowanie dla przyszłych pokoleń bogatej tradycji regionu związanej z pisanka. Lipsk jest swoistym zagłębiem pisankarskim, gdzie tradycje sięgające XIX wieku nadal są  kultywowane. Lipskie pisanki wykonywane metodą batiku szpilkowego, zdobione charakterystycznym dla tego terenu ornamentem, stanowią ozdobę muzealnych i prywatnych kolekcji sztuki ludowej w kraju i świecie.

Muzeum Lipskiej Pisanki leży na szlaku tradycji rękodzieła ludowego Podlasia, który obejmuje pracownie rękodzielnicze położone na skraju Puszczy  Knyszyńskiej i Augustowskiej, a mianowicie Czarna Wieś Kościelna (pracownie garncarskie i kuźnia), Zamczysk (warsztat tradycyjnego wyrobu łyżek drewnianych), Janów i okoliczne wsie; Wasilówka, Nowokolno (pracownie unikalnego tkactwa dwuosnowowego), Sokółka (pracownia rzeźbiarza ludowego Piotra Szałkowskiego), Lipsk ( Muzeum Lipskiej Pisanki pracownia pisankarka, pracownia unikalnego tkactwa dwuosnowowego Kazimiery Makowskiej).

Lipskie Muzeum Pisanki:
Miejsko- gminny Ośrodek Kultury
16-315 Lipsk, ul. Rynek 23
0-87 642-35-86, 0-87 642-26-82

Pracownie pisankarskie:

Genowefa Sztukowska,  tel. 087 642 37 97
Krystyna Cieśluk, tel. 087 642 35 99
Zofia Trochimowicz, tel. 087 642 35 83
Kazimiera Wnukowska, kol. Lipsk 18,
Barbara Rutkowska, tel. 087 642 31 85
Barbara Tarasewicz,  tel. 087 642 22 22
Roman Sztukowski,  tel. 087 642 38 59
Ewa Skowysz- Mucha, tel. 087 642 32 06
Teresa Kozłowska, tel. 087 642 20 17
Janusz Wnukowski, kol. Lipsk 12

Urszula Korniłowicz, tel. 087 642 20 68

Jedź ŁOŚstrożnie


Teren Biebrzańskiego Parku Narodowego jest miejscem bytowania dużej populacji łosia. Na drogach przebiegających przez tereny w obrębie parku co najmniej kilka razy w roku zdarzają się wypadki spowodowane przez te zwierzęta. Były już nawet wypadki kończące się śmiercią ludzi. Szczególnie niebezpiecznie jest na trasie z Białegostoku do Ełku, na odcinku Mońki- Grajewo, ale także na trasie Białystok- suwałki, gdzie można spotkać łosie bytujące w Puszczy Augustowskiej. 

Łoś to największy ssak w dolinie Biebrzy i drugi co do wielkości ssak w Polsce.

Przez większość roku łosie przebywają na bagnach. Jednak późną jesienią wędrują do lasu, by w nim łatwiej przetrwać zimę. Wtedy właśnie stanowią zagrożenie na drogach, które wielokrotnie przekraczają. Ze względu na wielkość i wagę łosia (może dochodzić do 400 kilogramów), kolizja z nim może zakończyć się tragicznie i wiązać się z dużymi stratami materialnymi. Łoś raczej nie wchodzi nagle na jezdnię, więc przy przestrzeganiu wyznaczonej prędkości auta nie powinno być problemów z hamowaniem lub wyminięciem zwierzęcia.

Naklejki w kształcie znaku drogowego z przebiegającym łosiem mają przypominać kierowcom zasady ruchu na odcinkach, na których można spotkać łosie. Mają one zmniejszyć liczbę wypadków z udziałem tych zwierząt na polskich drogach.

Pracownicy parku i policjanci uważają, że kierowcy jeżdżą zbyt szybko na newralgicznych odcinkach dróg, mimo tablic ostrzegawczych i ograniczeń prędkości. Stąd pomysł na akcję informacyjną dla kierowców, by uważali na łosie. Ponad tysiąc ulotek informacyjnych i naklejek ostrzegających o wypadkach drogowych powodowanych przez łosie trafiło do kierowców na trasie Mońki- grajewo podczas  inauguracji akcji. Będzie powtarzana raz w miesiącu, do wiosny.

Kolejnym pomysłem jest ustawienie znaków ostrzegających o przechodzących przez drogę łosiach-park szuka sponsorów, którzy pomogliby tę inicjatywę sfinansować. Obecnie są  na tej trasie jedynie typowe znaki ostrzegające przed zwierzętami na drodze, z umieszczonymi pod nimi tablicami.