Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bośnia i Hercegovina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bośnia i Hercegovina. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 marca 2018

Odkrywanie nieznanej Europy- Czarnogóra

Którędy nas droga wiodła?

Autor: Wojciech


Gdzieś w okolicy Świąt Bożego Narodzenia został przypieczętowany pomysł wakacyjnej podróży na Bałkany. Docelowym miejscem miała być Czarnogóra. Planowaliśmy czterotygodniową podróż, z czego co najmniej półtora miało być przeznaczone na lenistwo, plaże, słońce i morze. Jak wyszło, o tym w kolejnych rozdziałach.

Plan był prosty:
* Dobrze opracowana trasa, wyznaczone miejsca postoju, wraz z awaryjnymi.
* Zdobycie kompletu map, przewodników i sprawdzonych informacji wcale nie było proste.
Jednak Internet, księgarnie turystyczne i Pascal zaspokoiły moje potrzeby w wystarczającym stopniu. Na miejscu okazało się, że tylko kilka razy trzeba było improwizować, na większość sytuacji, w mniejszym lub większym stopniu, byliśmy przygotowani.
* Zaopatrzenie w miarę możliwości zrobione w Polsce, aby nie tracić czasu na miejscu.
 Jednak niezbędne jest poznawanie kuchni regionalnych, tak więc wizyty w restauracjach i barach, zakupy na targowiskach, w sklepikach i u obwoźnych sprzedawców były włączone do planu. Teraz już mogę spytać: kto tak naprawdę wie, co to jest "burek"?
* Wyznaczone miejsca, które koniecznie należy odwiedzić i te drugorzędne. Jednoznaczne ustalenie, co omijamy, jak na przykład Albania, do której nas ciągnęło, choćby tylko na jeden dzień

No cóż..., plan był dobry, ale życie nieco go pokrzyżowało. Jednak w większej części udało się go zrealizować, a niespodzianki dostarczyły nam ogromną ilość wrażeń! Poszkodowane były chyba jedynie dzieci: lenistwa i ciepłego morza było trochę za mało. Następnym razem postaramy się oddać im to z nawiązką.



Trasa, czyli którędy droga nas wiodła

Naszą podróż odbyliśmy właściwe dwa razy.
Pierwsza rozpoczęła się 29 lipca o 9.40. Z Tychów pojechaliśmy przez Żywiec do przejścia granicznego ze Słowacją w Korbielowie. Następnie przez Żylinę, Trnawę i Nitrę do granicy węgierskiej w Komarno, a dalej przez Dunaujvarosz do Dunafoldvar na kamping.

Kamping typowo przejazdowy – przespać się i jechać dalej. Jedyny problem to "godzina seksualna" komarów, na którą  akurat trafiliśmy. Istny koszmar. Następnego dnia pakujemy się i przez Cele i Szekszard kierujemy się na Udvar i dalej na Osjek już po Chorwackiej stronie. W okolicach Cele jest mnóstwo straganów z warzywami i owocami. Warto zrobić zaopatrzenie w melony, arbuzy i inne wiktuały. Brzoskwinie jednak najlepiej kupić bezpośrednio w sadzie, których kilka mija się po drodze. Z targowaniem się nie jest najlepiej – cenę można zbić maksymalnie o 10-15 proc.

Po krótkim zwiedzaniu Twierdzy nad Dravą, czyli starej, zrujnowanej części Osjeku, kierujemy się na Vrpolije i Slovanski Brod na kamping, omijając, niestety, widoczną po drodze z lewej strony największą w Chorwacji katedrę w Dakovie. W Slovanskim Brodzie niespodzianka- kampingu brak.

Niestety, nie jest to jedyne zmartwienie, drugie to auto. Od mniej więcej Osjeku coś nie bardzo pasuje naszemu autku skręcanie. Po około trzygodzinnym postoju na stacji benzynowej i kilkunastu telefonach dociera do nas pomoc drogowa. Szybka przejażdżka na lawecie i jesteśmy w warsztacie. Po dalszych 30 minutach wiemy, jak się nazywa problem: "letva volana". Ponieważ jest już późna noc z piątku na sobotę, ubezpieczalnia kwateruje nas w pensjonacie. Całkiem przyjemny – tyle, że nas zaprzątają inne problemy. Sobotę i niedzielę poświęcamy na nieco odpoczynku i przede wszystkim konsultacje z fachowcami i "ludźmi wiedzącymi": co dalej? 

Miejscowy mechanik życzy sobie horrendalną sumę za naprawę. Tak więc z duszą na ramieniu, kupując zapas płynu do układu kierowniczego, wyruszamy w drogę powrotną. Jedziemy niczym pociąg, tzn. tylko łagodne łuki, przez niektóre ronda przejeżdżamy na wprost, zakręty bezlitośnie ścinamy i co pewien czas  dolewamy płynu, który cieknie nieprzerwanym strumieniem. Tym sposobem, wracając niemal po swoich śladach, porządnie wyczerpani po 12 godzinach jesteśmy w domu.

Teraz następuje przerwa na naprawę pomiędzy 2 a 6 sierpnia.
7 sierpnia rozpoczynamy drugie podejście do naszej podróży. Zaczyna się "nieźle"! W Pszczynie, po przejechaniu kilkunastu kilometrów, łapie nas drogówka na radar! Kilkunastominutowe negocjacje i kończy się na pouczeniu, i życzeniach miłej podróży. Dzięki ci, pszczyńska drogówko! Trasa niemal identyczna jak poprzednio, z tą  różnicą, że za Mohaczem, z powodu deszczu, decydujemy się na domek typu bungalow zamiast namiotu. Jednak po kilkunastu minutach lądujemy w zdecydowanie ładniejszym pokoju niż wspomniany domek bez konieczności dopłaty. Ośrodek usytuowany jest nad Dunajem, koczuje tu wielu wędkarzy. Niestety, pozostawili nam w pokoju prezent – pełzające, białe larwy. Po polowaniu i morderstwie wielokrotnym na tych stworzeniach możemy odpocząć, rozkoszując się oglądaniem MŚ w lekkoatletyce w Helsinkach z madziarskim komentarzem. Ekstra.


Następnego dnia podążamy dalej poznaną wcześniej trasą (ponownie omijamy Dakovo), jednak nie skręcamy na Slovanski Brod, tylko prosto na południe- przez  Samac wjeżdżamy do Bośni i Hercegowiny. Następnie przez Doboj, Żenicę do Sarajeva i na kamping do Ildży, kilkanaście kilometrów za stolicą.

Przejazd przez ten kraj dostarcza wiele "atrakcji", szczególnie osobie przyzwyczajonej do środkowoeuropejskich standardów. Poczynając od dróg, zachowania na drogach oraz masy policji i minaretów (nie wiem, czego było więcej), przez konieczność szybkiego przypomnienia sobie cyrylicy, na sanitariatach kończąc- nawet w całkiem niezłej knajpce są  zdecydowanie bardziej "orientalne" niż można by się spodziewać. Sarajevo i przejazd przez to miasto (tygiel kulturowy wyrażany także w charakterze jazdy) jest przeżyciem samym w sobie i raczej nie do opisania. Polecam każdemu, komu wydaje się, że jest dobrym kierowcą. Chyba każdego jest w stanie nauczyć pokory. Dodam tylko, że w trakcie naszej krótkiej wizyty wymieniano asfalt na głównej arterii, oczywiście nie zamykając ruchu. Kto był, ten wie, o czym mowa, kto nie był, ten musi przeżyć to na własnej skórze.

Kolejny dzień, 9 sierpnia, pakujemy się wcześnie i przez Brod (kier. Focza) i Hum docieramy do Czarnogóry w miejscowości Scepan Polije. Ostatni odcinek jest "dość trudny", tzn. ograniczenie do 10 km/h, którego nie sposób złamać, nowo wybudowane mosty, które dziwnym trafem należy objechać i skorzystać z pobliskiego brodu, oraz temu podobne atrakcje. Sama granica przypomina bardziej powszechne wyobrażenie punktu przerzutowego hilarzy kokainą gdzieś w Ameryce Południowej niż przejście graniczne w Europie. Jedynym dokumentem, którym interesowali się pogranicznicy był... dowód rejestracyjny samochodu. Sprawdzenie go zajęło kilkanaście minut.

Dalsza trasa prowadziła przez Plużine, Pivski Monastyr, Trsa do Żablijaka. Przejechaliśmy tym samym przez najwyższą partię Gór Dynarskich, i to bynajmniej nie po asfalcie czy przyjemnym szutrze. Potem odwiedzamy największy w Europie kanion na rzece Tara i usytuowany nad nią monastyr. 

11 sierpnia, pokonując 100 (!) kilometrów serpentyn docieramy do Niksica. Z drogi do Podgoricy odbijamy, aby zwiedzić monastyr Ostrog, święte miejsce dla wszystkich wyznawców prawosławia na Bałkanach. Niecałe 10 kilometrów serpentyn nad przepaścią na niezabezpieczonej drodze, wydawać by się mogło, szerokości naszego auta. Niby nic, ale trzeba było się wyminąć kilkakrotnie z autobusami (dobrze, że pomyślano o symbolicznych "mijankach"), nie licząc kilkudziesięciu osobówek. Oczywiście niemal za każdym razem byliśmy po zewnętrznej. Opis monastyru w rozdziale: "Monastyry, meczety i minarety". Wracamy na drogę do Podgoricy i cudem przejeżdżając przez nie oznakowaną stolicę Czarnogóry, kierujemy się nad morze.

Korzystając z dopiero co otwartego tunelu, za 2,5 euro skracamy sobie drogę i dojeżdżamy do morza. jadąc dalej na południe, przebijając się prze nadmorskie kurorty, docieramy do Ulcinj, gdzie kwaterujemy się na kampingu.

Następnego dnia odwiedzam znowu warsztat mechanika. Coś nieprzyjemnie trzeszczy i zgrzyta w podwoziu. Bardzo pomocna, choć niezbyt przyjemna w obejściu, była Polka mieszkająca w tej okolicy od lat, a zajmująca się wynajmowaniem kwater. Okazało się, że przejazd przez góry okupiliśmy stratą kilku śrub w podwoziu i nielichymi wgnieceniami, a i chłodnica klimatyzacji nieźle oberwała. Trzech mechaników, najwyraźniej przyzwyczajonych do tego typu usterek, sprawnie i bezproblemowo, półtorametrowymi łomami poodginała wgniecione elementy, a następnie uzupełniła braki w śrubunku. Pół godziny czekania, 10 minut "naprawy" i 5 euro – to cena spokoju i braku trzasków. Klimatyzacja do naprawy niestety w Polsce.

Przez następne dziesięć dni plażujemy, zwiedzamy wybrzeże oraz niezbyt odległe Cetinje i Jezioro Szkoderskie, a także Bokę Kotorską. 22 sierpnia wieczorem docieramy do chorwackiego Orsacza. Jest to wioska za Dubrownikiem z kapitalnym polem namiotowym "Stara Maslina", obsługiwanym przez niesamowitych ludzi. Opis tych dni zawarty jest w rozdziałach: "Wybrzeże czarnogórskie: Ulcinj – trochę orientu, Sveti Stefan – luksus w najlepszym wydaniu, Boka Kotorska – Błękitna Grota i rzymskie mozaiki" oraz "Cetinje, Stari Bar i Stara Maslina – przeszłość nowsza i starsza" i "Jezioro Szkoderskie".


Kolejny wtorek i środa przeznaczone są  na zwiedzanie Dubrownika, plażowanie i robienie podwodnych zdjęć. 

Teraz dopiero czujemy, jak brakuje nam straconych na początku dni. Ku wielkiej rozpaczy dziewczynek nie możemy oddać się zaplanowanemu lenistwu w należytym stopniu. Trudno ukryć, że i my byliśmy niepocieszeni...

Następnego dnia jedziemy na kemping do Sibenika, obserwując po drodze zmieniający się krajobraz, architekturę i ludzi. Zmiany na trasie są wprost niewiarygodne, a rozpoczynają się już od Ulcinj, które jest najbardziej orientalne ze wszystkich odwiedzonych przez nas miast. Samo miasto i okolica są  pełne turystów, najczęściej z Kosowa i Serbii, a mieszkańcy bardzo życzliwie nastawieni do przyjezdnych – choć nie tak bezinteresowni jak w głębi Czarnogóry. Potem Budva z leżącym nieopodal Svetim Stefanem, przygotowane na przyjęcie zamożniejszych gości, potrzebujących dyskotek, głośnej muzyki itp. Dalej Zatoka Kotorska z samym Kotorem, który jest tu wyjątkiem na tle pozostałych miejscowości leżących na brzegach tego "Fiordu na Adriatyku". Mijamy dziesiątki osad i miasteczek, których historia  sięga nierzadko II wieku. Najczęściej są  ciche, spokojne, a Czasami wręcz opuszczone. Wydaje się, że to tylko cień dawnej świetności. Tutaj przecież biło serce kulturalne, naukowe i gospodarczym tego regionu. Dalej Dubrownik – miejsce zupełnie odmienne od reszty regionu – zapchany ludźmi, turystami, samochodami, zapachami. jadąc dalej na północ wybrzeże coraz bardziej zaczyna przypominać Riwierę Francuską, choć niewątpliwie w karykaturze. Im dalej od niemalże orientalnego południa, tym bardziej komercyjnie, nijako i nieciekawie. Szczerze mówiąc, bardzo się cieszymy, że to nie w tym rejonie postanowiliśmy spędzić wakacje.

Kiedy opuszczaliśmy Sibenik, spotkała nas jedna z niewielu niemiłych niespodzianek. Portier/kasjer na "pokomunistycznym" kempingu, którego lata świetności dawno odeszły w zapomnienie, wbrew wcześniejszym ustaleniom postanowił nie przyjąć zapłaty w euro. Na szczęście poczta była niedaleko. Odwiedzamy Park Narodowy Krka. Późnym popołudniem jedziemy nową, asfaltową drogą pomiędzy... polami minowymi. Wrażenie co najmniej niesamowite. Skradin (Krka)–Knin–Korenicko. Tutaj wynajmujemy kwaterę. Do Plitvic pozostało nam kilkanaście kilometrów. Kolejny dzień poświęcamy sławetnym jeziorom. Choć pogoda nas nie rozpieszczała, warto było je zobaczyć. 

Kolejny dzień jest ostatnim w naszej podróży. Potem Plitvice, Zagrzeb i przez Słowenię, Węgry, wzdłuż granicy Austriackiej i Słowację, gdzie nie można było kupić obowiązkowej "poplatki", wracamy do domu.

Tak więc po 22 dniach podróży lub, jak kto woli, 26, uwzględniając nasz falstart, po przejechaniu 3750 kilometrów (lub 4600) i spędzeniu niemalże 79 (91) godzin za kierownicą wróciliśmy do punktu wyjścia. Ubożsi o 550 litrów paliwa (benzyny i gazu w stosunku 1:3) i całkiem pokaźną kwotę, za to bogatsi o moc wrażeń, przeżyć, widoków i zapachów, zmęczeni i wysmyczeni postanowiliśmy jak najszybciej powtórzyć podobną do tej podróż.

środa, 21 maja 2003

ROLA WIELKICH MITÓW NARODOWYCH - Z DZIEJÓW MITU KOSOWSKIEGO

Z DZIEJÓW MITU KOSOWSKIEGO


Pisanie i mówienie o problemie kosowskim jest niezwykle trudne ze względu na fakt, że dyskusje o nim nacechowane są najczęściej emocjami, czego konsekwencją jest zatracanie przez ich uczestników poczucia rzeczywistości. Konflikt etniczny między Serbami a Albańczykami oparty jest, mówiąc językiem kolokwialnym, na "spiskowej teorii dziejów". Przez serbskich historyków dzieje tego regionu odczytywane są jako "biologiczne i kulturowe ludobójstwo nad Serbami" [65]. Uważają oni również, że "destruktywne sprzężenie nacjonalizmów i szowinizmów antyserbskich" [66] doprowadziło w konsekwencji do sprowadzenia Serbów do rangi uciskanej mniejszości.

Serbowie, dochodząc swoich praw do terenów położonych między rzekami Sitnica i Lab [67], powołują się na znaczenie, jakie te tereny miały w średniowieczu. Dla Serbów Kosowo jest kolebką serbskiej państwowości, jest duchowym i kulturowym "sercem Serbii". Niektórzy badacze wykazują jednak, że korzenie średniowiecznego królestwa serbskiego znajdowały się w Raszce, terenie przylegającym do Kosowa od strony północno-zachodniej. Informują również, że większość monastyrów i cerkwi serbskich z wczesnego średniowiecza wzniesiona została poza granicami Kosowa [68]. Temat ten wykracza poza zakres niniejszej pracy. 

Do przedstawienia historii mitu Narodowego wystarczy informacja, że w Kosowie znajduje się, jeżeli nawet nie najwięcej, to na pewno ogromna ilość średniowiecznych monastyrów i cerkwi. Ponadto, w niniejszej pracy staram się pokazać "świadomościowe i podświadomościowe przyczyny konfliktu", a w świadomości serbskiej to właśnie Kosowo jest ową kolebką państwowości. Warto jeszcze zwrócić uwagę, że Raszka, wskazana przez Malcolma i większość historyków zachodnich jako centrum państwowości, znajduje się w granicach Serbii, a jej terytorium oraz znaczenie nie jest w żaden sposób zagrożone.

Aby wykazać, dlaczego właśnie teren Kosowa jest dla Serbów tak niezmiernie ważny, trzeba cofnąć się do roku 1389, do czasu bitwy na Kosowym Polu, która z czasem urosła do rangi mitu Narodowego (a z czasem politycznego[69] ) i zaczęła zajmować w świadomości zbiorowej miejsce ważne, jeśli nawet nie najważniejsze.

W XIV wieku Europa stanęła przed realnym zagrożeniem ze strony tureckiej. Fala "barbarzyńskich Turków" przemieszczała się od ówczesnego państwa tureckiego w kierunku Europy, mając na celu maksymalną ekspansję i powiększenie terytorium Królestwa Osmańskiego. Pretekstem, jak zwykle w takich wypadkach, było nawrócenie pogan na jedyną prawdziwą wiarę, czyli islam. W dzień św. Wida (Vidovdan), 15 czerwca 1389 roku, na Kosowym Polu (nazwa wskazuje, że były to tereny puste, niezamieszkałe) spotkały się wojska serbskie i tureckie. Wydarzenie to odczytywane jest, przez społeczeństwo serbskie, jako klęska Serbów, jednak książki historyczne traktujące o tym okresie, informują wprost, że bitwa ta pozostała nierozstrzygniętą. Wasilewski i Felczak w "Historii Jugosławii" piszą:

Oba skrzydła chrześcijańskie wycofały się bez większych strat,
a wśród Turków w całym sułtanacie szerzyły się wieści o klęsce sułtańskiej.
Król Bośni Tvrtko I zawiadomił Trogir i Florencję
o odniesionym przez swą armię wielkim zwycięstwie nad Turkami" [70]

Jednakże ten fakt umknął uwadze społeczeństwa. Utrata niepodległości na pięćset lat przesłoniła prawdę o niedokończonej bitwie. Śmierć serbskiego księcia Lazara Hrebeljanovicia odczytywana jest jako symboliczne opowiedzenie się w imieniu całego narodu serbskiego za "królestwem niebieskim", czyli za wolnością, która wobec ekspansji tureckiej w "królestwie ziemskim" była nieosiągalna[71] . Również ofiara, jaką poniósł Miloš Obilić, interpretowana jest jako konkretne działanie w sprawie chrześcijaństwa i wolności. Młody wojownik wdarł się podstępem do namiotu sułtana i zamordował go, ponosząc niemal natychmiast śmierć z Rąk straży przybocznej. Interesujące, że gdyby wiadomość o śmierci sułtana przedostała się do jego żołnierzy, bitwa na Kosowym Polu miała wielkie szanse zakończyć się klęską turecką [72].

Tak się jednak nie stało, Serbowie już wtedy wybrali "królestwo niebieskie". Decyzja ta odbija się echem w historii najnowszej Serbii, a nawet, jeżeli nie szczególnie, w programie nauczania:

"Mało jest obszarów Serbii, o których serbski uczeń dowiaduje się tyle, ile o Kosowie. Wiedza ta kończy się na historycznych mitach o serbskiej wielkości, wzbogaconych współczesnymi uprzedzeniami do wrogich i zacofanych Albańczyków. Serbski uczeń szkoły średniej szczegółowo zapoznaje się z pieśniami epickimi [73] opisującymi wielką bitwę na Kosowym Polu w 1389 roku, (...). Pieśni twierdzą, że stało się tak na skutek bohaterskiej decyzji księcia Lazara, który w przededniu bitwy wybrał dla swego narodu klęskę i "królestwo niebieskie" (...). O zamieszkujących Kosowo Albańczykach zaś wiedzą tyle, że mają największy stopień niepiśmienności i przyrostu naturalnego w Europie oraz, że od lat chcą oderwać od Serbii tę najbardziej drogocenną jej część, tę "serbska Jerozolimę"[74]

Wspomniany program nauczania jest tylko jednym z elementów podsycania miłości do Kosowego Pola wśród Serbów. Równie ważne są tradycje epickie oraz wpływ Cerkwi Prawosławnej na społeczeństwo serbskie. Temat sakralizacji społeczeństwa serbskiego poruszę w rozdziale czwartym niniejszej pracy, teraz chciałam się skupić na wykorzystywaniu tradycji epickich w politycznej nowomowie.

Główni przywódcy serbskiego populizmu, Dimitrije Ljotić, Svetislav Hodjera i Slobodan Milošević, wywodzą się z tego samego regionu Serbii, znad dolnego biegu Wielkiej Morawy. Planowane są szczegółowe badania, które mają wykryć wspólne korzenie populistycznych wodzów w kulturowej i społecznej specyfice tego regionu, a nie tylko w cechach osobistych i zbiegu historycznych okoliczności, które "domagały" się wodza.
Slobodan Milošević, główny aktór dramatu kosowskiego z roku 1999, zyskał ogromną popularność ponad dziesięć lat wcześniej. Politolodzy są zgodni, że jego kariera polityczna, datuje się od momentu wystąpienia w kwietniu 1987 roku, gdzie do wystraszonych ludzi zebranych na Kosowym Polu, pięknym desertecem [75], powiedział: "Nikto Srba ne smije biti"[76] , czym zaś karbił sobie zaufanie zdecydowanej większości społeczeństwa serbskiego. Przyczyn ogromnego ubóstwienia Miloševicia przez naród nie należy szukać w jego własnych ideach. Nie można ich znaleźć również w harmonijnej, całościowej doktrynie partii[77] . Nie zamierzam poruszać w niniejszej pracy politycznych przyczyn kariery Miloševicia. W ujęciu antropologicznym można się ich jedynie doszukać we "wrodzonym" [78] sposobie kierowania masami i w powszechności mitu kosowskiego, który został przez niego perfekcyjnie wykorzystany.

Zaledwie dwa lata po pamiętnym wiecu, na którym Milošević wziął w obronę zgromadzonych Serbów, mówiąc, że nikt nie śmie ich bić, "Wielki Slobodan"Wziął udział w obchodach sześćsetlecia bitwy na Gazi Mestanie [79]. Przybył helikopterem, "z nieba", zaś milionowy tłum śpiewał współczesną wersję pieśni epickich:
Ty Lazarze, carze byś żałował,

że nie z Tobź Slobo spacerował"[80]


Społeczeństwo serbskie, wyjałowione po długim okresie podporządkowania innym narodom, a później wchodząc w skład społeczeństwa jugosłowiańskiego, potrzebowało charyzmatycznego wodza (a trzeba pamiętać, że państwo jugosłowiańskie w założeniu miało, według ideologów serbskich, realizować ideę Wielkiej Serbii, a pomimo prób tego nie uczyniło). Kult jednostki, jaki ujawnił się po dojściu Miloševicia do władzy, można porównywać jedynie z kultem Tita, jaki był obecny w całej komunistycznej Jugosławii:

Dziś się naród cały głośno pyta,

Kto się zjawi, by zastąpić nam Titę.

Dziś już wiemy, kto się Titą stanie,
Ty, z imieniem dumnym Slobodanie!"[81]

Uwielbienie jednostki nie kończy się na wynoszeniu na ołtarze, równie ważne, jeżeli nie ważniejsze, są groźby kierowane do wszystkich, którzy "ośmieliliby się sprzeciwić woli mas":

"Kto się waży, kto się waży

Tknąć nam Slobodana,

Poleci mu głowa z ramion
Niczym odrąbana".[82]

Niech nie dziwi pieśń epicka, jako element przekazu. Epika jest szczególnie odpowiednia do mówienia o sprawie Narodowej. W społeczeństwie serbskim można nawet mówić o swoistym "kulcie baśni" [83]. Dyskurs polityczny, w którym pojawiają się cytaty z literatury i wspomniany desertec, jest znakiem, że mówiący podjął bardzo istotny problem Narodowy i że wybrał ten sposób narracji, aby podkreślić jego wagę. Oskarżaniem Slobodana Miloševicia zajmują się ludzie kompetentni, warto jednak zwrócić uwagę, że na jego miejscu mógłby wystąpić ktokolwiek, pod warunkiem, że "uderzyłby w struny" serbskiej tradycji [84]. Mit bitwy na Kosowym Polu nie jest, bowiem jedynym mitem, który odegrał ważną rolę w konflikcie kosowskim. Równie ważnym jest mit Matki Ziemi.
Często słyszy się twierdzenie:
"Naród serbski od zawsze żyje na serbskiej ziemi.

Ona jest jego terytorium.

Naretva jest aortą serbskiego krajobrazu, Drina kręgosłupem, lub tchawicą, a bośniackie i serbskie góry po obu stronach Driny to serbskie płuca.
Ta ziemia, zrośnięta ze swym narodem, jest żywym organizmem.
Matką każdego Serba" [85]


Z tak widzianą Serbią- Matką wiąże się inny mit, mit granicy i serbskich grobów.

Związek Serbów z ciałem matki ziemi i wzajemna łączność pokoleń, co zazwyczaj nazywa się serbskością, utrzymuje się dzięki zachowaniu tej samej substancji łącznej- serbskiej krwi. Płynie ona w podwójnym krwiobiegu. Jednym przenosi się z pokolenia na pokolenie, drugi krwią ofiarną poległych bohaterów nasącza ciało Serbii, rodzicielską pierś. Dlatego miejsca, gdzie przelano tę krew- pola bitew, mogiły i miejsca straceń, cmentarze i groby- mają wyjątkowe znaczenie symboliczne. To one są zarodkiem odnowy Narodowej, która zakłada uprzednią ofiarę i śmierć, i korzeniami, którymi naród połączony jest z ziemią praojców. Groby to zatem prawdziwe granice Serbii" [86]

W poprzednim rozdziale wspominałam o micie granicy, wyznaczonej przez serbskie groby. Ów mityczny topos serbskiej ziemi, jako terenów wyznaczonych przez serbskie groby, przeniknął tak głęboko do świadomości Narodowej, że znajduje swój wyraz nawet w piosenkach stylizowanych na folklorystyczne, czego przykładem niech będą wersy:
"tam, gdzie dziadów naszych kości, są granice serbskich włości" [87].


Nieco bardziej dosadnie wyraża się eseista:
"Granic nie wytyczyli Serbowie, wyznaczono je ciałami zabitych Serbów. Tam, gdzie padły ścięte głowy, wyznaczono strażnice graniczne" [88]


Mit granicy wyznaczonej grobami serbskimi pojawia się nawet w dyskursie naukowym:
"Niedawno ustalono, że w usypiskach na powierzchni ziemi łatwo można rozpoznać serbskie cmentarzyska z wczesnego średniowiecza.
Ich rozmieszczenie wyznacza nasze terytorium etniczne sprzed około 1300 laty między dorzeczami Morawy i Kupy" [89]

Oczywistym jest, że serbskie kości złożone są również w Kosowie, które przecież jest kolebką serbskiej państwowości. Co jednak sprawiło, że inteligentny naród, który niejeden raz znosił przeciwności losu, dał się ponieść nacjonalistycznym hasłom? [90] Czym jest ów nacjonalizm i dlaczego tak ostro się rysuje w krajach bałkańskich? Mam nadzieję, że na te pytania przyniesie odpowiedź dalsza część pracy.

Byłabym jednak niesprawiedliwa, gdybym winą za konflikt kosowski obarczyła jedynie mity Narodowe Serbów. Albańczycy, ze swojej strony mają również potężne mity, Chociaż zdecydowanie mniej malownicze. Brakuje mi kompetencji, aby móc poddać je analizie, warto je jednak przytoczyć.

Roszczenia Albańczyków co do Kosowa opierają się na twierdzeniu, że są oni potomkami Ilirów, którzy jako pierwsi zasiedlili Kosowo. Brak jest jednak źródeł historycznych, jednoznacznie stwierdzających ilirskie pochodzenie Albańczyków. Również język albański, choć przypisywany do ilirskiej lub trackiej grupy językowej, wciąż ma niewyjaśnione pochodzenie[91] . Albańczycy powołują się również na mit Skierberga, który, podobnie jak w serbskim micie książę Lazar, obronił Europę przed najazdem tureckim. Najnowszy mit pochodzi z roku 1878, kiedy to delegaci wszystkich obszarów zamieszkałych przez Albańczyków złożyli przysięgę, że będą walczyć o zjednoczenie Narodowe[92] .

Obie strony konfliktu posługują się mitami Narodowymi.
Rodzi się pytanie, na które nie ma odpowiedzi, jak daleko w przeszłość można sięgnąć, że udowodnić swoje racje?
Czy w konfrontacji z tak silnymi mitami (należy tu jeszcze dodać tradycję albańskiej wendety- zemsty rodowej) NATO, ONZ i organizacje humanitarne mają szanse wygrać?
Czy jest rozsądnym, wobec niemożności zapobieżenia konfliktowi, zastanawianie się nad mitami Narodowymi?


PRZYPISY:
[65] A. Jevtić, Stradanja ..., s.88.
[66] R. Samarđić, Kosovo ..., s.310.
[67] Aktualna nazwa okręgu autonomicznego Kosowo nie pokrywa się z pojęciem geograficznym. Obejmuje region Kosowa i Metohiji (tak stosowano je w średniowieczu), które, według geografa z Nowego Brda, jest: "równiną wzdłuż rzek Sitnica i Lab, otoczoną ze wszystkich stron górami, rozciąga się do wsi Kačanik i przełomu Klisury, którym biegnie droga do Skopje. Na jednym końcu znajduje się Priština (…), na drugim (…) Novo Brdo".- R. Samarđić, Kosovo..., s. 22.
 [68] N. Malcom, Kosowo, "Erasmus", 1998, nr 24, s. 61.
[69]  Różnice pomiędzy mitem politycznym a Narodowym wykazuję w rozdziale trzecim niniejszej pracy.
[70]  W. Felczak, T. Wasilewski, op. cit., s. 152.
[71]  S. Nowak, op. cit., s. 91.
[72] J. Rapacka, Kult Vidovdanu, "Gazeta Wyborcza", 1999, nr 79.
[73]  Por. A. Kamieńska, Perły i kamienie. Wybór poezji serbsko-chorwackiej. Warszawa 1967.
[74] A. Uzelac, Trzy ojczyzny Albańczyków, "Gazeta Świąteczna"- dodatek do "Gazety Wyborczej", 21-22 marca 1998, nr 68 (2664).
[75] Desertec- dziesięciozgłoskowiec. Desertecem pisane były wszystkie pieśni epickie, a w późniejszych czasach również wszystkie hasła nacjonalistyczne.
[76] "Nikt nie śmie bić Serba".
[77]  N. Popov, Serbski …, s. 53.
[78] Główni przywódcy serbskiego populizmu, Dimitrije Ljotić, Svetislav Hodjera i Slobodan Milošević, wywodzą się z tego samego regionu Serbii, znad dolnego biegu Wielkiej Morawy. Planowane są  szczegółowe badania, które mają wykryć wspólne korzenie populistycznych wodzów w kulturowej i społecznej specyfice tego regionu, a nie tylko w cechach osobistych i zbiegu historycznych okoliczności, które "domagały" się wodza. [w:] N. Popov, op. cit., s. 83] 
[79] Gazi Mestan- to konkretne miejsce, w którym odbyła się bitwa. Kosowo Pole jest krainą geograficzną.
[80] N. Popov, op. cit., s. 132.
[81]  Ibidem , s. 133.
[82]  Ibidem, s. 57.
[83]  I. Čolović, op. cit., s. 16.
[84] Stwierdzenie to pochodzi od Macieja Czerwińskiego – koordynatora, z ramienia ONZ, pierwszych niezależnych wyborów w Kosowie.
[85] Cyt. za: I. Čolović,op. cit., s. 18.
[86] Ibidem, s. 18.
[87] D. Knežević- Krunica, Gdje su padle srpske glave (gdzie padły glowy Serbów) na kasecie Srpska zora (Serbska Zorza), Grafosund, Belgrad 1992.
[88] M. Komnenić, Glas praštaoca, "Kjiževne novine", 1 stycznia 1989.
[89] Đ. Janković, O jedinstvenom pristupu našoj arheološkoj baštini, [w:]  Srpsko pitanje danas. Drugi kongres srpskih intelektualaca, Belgrad 1995, s. 316.
[90] O przekształceniu mitu kosowskiego w mit nacjonalistyczno- wojowniczy piszę w rozdziale III.
[91]  S. Nowak, op. cit., s.91.

[92] M. Dąbrowska-Partyka, Kosowo…,, A. Gawarecka, A. Naumow, B. Zieliński (red.), Poznań 1999, s.57.

wtorek, 20 maja 2003

ROLA MITÓW NARODOWYCH - SERBSKI ETNOMIT POLITYCZNY

SERBSKI ETNOMIT POLITYCZNY 


Należy zauważyć, że problematyka Narodowej mitologii Słowian nie znajdowała się dotychczas w centrum zainteresowania. Dopiero wielkie przemiany rzeczywistości (rozpad ZSRR, Czechosłowacji, Jugosławii) zaowocowały, niejako post factum, zwróceniem uwagi badaczy. W ostatnich latach pojawiło się więc wiele książęk, tomów zbiorowych i artykułów podejmujących tę problematykę [93]. Tematyka związków świadomości kulturowej i Narodowej, problematyka etnokulturowa, a w szczególności problematyka mitów i wielkich mitów Narodowych jest zagadnieniem trudnym, wieloznacznym, a przede wszystkim kontrowersyjnym. Pojęcie mitu, które okazuje się przydatne w świetle niniejszych rozważań, można znaleźć w Małym słowniku terminów i pojęć filozoficznych pod red. A Podsiada i Z. Więckowskiego.

Według tegoż słownika mit to:
1. Ujęcie w formie obrazowej i udramatyzowanej jakichś rzeczywistych bądź postulowanych faktów będące pierwotną formą wyjaśniania świata przyrodniczego i społecznego. Odzwierciedlające duchowość, wiedzę i organizację danej grupy ludzkiej.

W tym znaczeniu mit stanowi normalny wytwór świadomości poszukującej tożsamości.

2. W odniesieniu do społeczeństw współczesnych, mity są to wytwory świadomości zbiorowej, nie odpowiadające obiektywnej rzeczywistości, natomiast inspirujące i pobudzające do działania. [94]

Ta druga definicja okazuje się być niezwykle przydatna przy omawianiu mitów Narodowych, gdyż w tym znaczeniu mit porównywany jest do ideologii, czy utopii, przedstawia obraz świata wraz z zawartym w nim systemem wartości oraz zespół odległych celów.

Wielkie mity Narodowe można rozumieć w sensie largo, jako którykolwiek z mitów związanych z dowolnym zakresem kanonu tradycji kulturowej i historycznej. Natomiast w sensie stricto można rozumieć jedynie te z nich, które są reprezentatywne dla danej tradycji Narodowej. Według Bogusława Zielińskiego kanon tradycji kulturowej i historycznej Słowian można podzielić na cztery zakresy tematyczne:
1. mity o pochodzeniu
2. chrystianizacja, a wiec tradycja łacińska i cyrylometodjańska.
3. Wielkie mity Narodowe w sensie stricto, czyli mit kosowski (tradycja serbska), mit Zrinskich- FranKopanów (tradycja chorwacka), mit Mateusza Čaka (tradycja słowacka), czy mit Jana Husa (tradycja czeska).
4. dzieje i tradycja w okresie po upadku niepodległości, które współtworzą osoby, wydarzenia i idee [95] . Łatwo zauważyć, że owe wydzielone tematy łączą się ze sobą i choć w swojej pracy zajmuję się mitami w sensie stricto, nie uniknę jednak nawiązań do tematyki pozostałych grup.

Mit kosowski, o którym mowa w niniejszej pracy, kształtował się w procesie przekształcenia religijno-państwowego kultu "wysokiego"W kult "niski" [96]. Z czasem historiografia i epika ludowa przysłoniła "wysoki" kult świętych serbskiego panteonu Narodowego i patrona Cerkwi Prawosławnej, św. Sawy, kultem "niskim" trzech bohaterów serbskiego mitu: Cara Lazara, Miloša Obilicia i Vuka Draškovicia, stanowiących symbol, triadę świętości, męstwa i zdrady. Ze zjawiskiem współistnienia kultu "wysokiego" i "niskiego" związane jest, charakterystyczne dla serbskiej tradycji, przeniesienie znaczenia z "przymierza świętosawskiego" na "przymierze kosowskie". Śmierć księcia Lazara i jego chrześcijańska ofiara, przypieczętowana męką jako świętego i obrońcy wiary, są początkiem "przymierza kosowskiego". Niezgoda na jarzmo wasalstwa pcha do walki i świadomego wyboru śmierci, która nie oznacza klęski, ale jest triumfem wolnej woli i niezłomnego ducha. Kosowo ucieleśnia myśl, że tylko przez ofiarę- śmierć, naród może doświadczyć odrodzenia. Kosowo jest Golgotą, a jednocześnie jedyną pewna drogą ku zmartwychwstaniu. Mitologizacja i kanonizacja kultu "niskiego" doprowadziły do powstania serbskiego mitu Narodowego, którego głównymi cechami jest kult śmierci, wiara w zbawczą i oczyszczającą moc ofiary i zemsty, wizja kolistości i powtarzalności się czasu oraz kształtowanie się idei millenarystycznych i mesjanistycznych, zacierających granicę między religią a polityką [97] .

Należy jednak zauważyć, ze w mitologii serbskiej mit kosowski nie jest jedynym mitem odgrywającym rolę w konflikcie serbsko-albańskim. Metodologicznie błędnym byłoby wyodrębnianie jasno rozgraniczonych motywów i toposów czy nawet zbioru wyraźnie ukształtowanych idei i wyobrażeń. Język mitu cechuje fragmentaryczność, płynność i ambiwalentność. W swej strukturze mit podobny jest do baśni. Wypada w tym miejscu przytoczyć pozostałą część schematu serbskiego mitu politycznego [98] :

Naród serbski jest najstarszy na świecie, z niego powstały wszystkie inne narody, a od języka serbskiego pochodzą wszystkie inne języki. Ale jest on jednocześnie językiem najmłodszym i najświeższym, on niesie światu zaczątek ogólnoludzkiego lub przynajmniej ogólnoeuropejskiego odrodzenia. Jest to możliwe, jako, że naród ów istnieje na uboczu czasu historycznego, bezpowrotnego trwonienia historii. Żyje w czasie wiecznej teraźniejszości, stary i młody zarazem, w wiecznie trwającym zgromadzeniu martwych, żyjących i tych, którzy się dopiero narodzą.

Serbowie do dzisiaj pozostali tacy, jacy są , Chociaż inne narody, liczniejsze od nich, materialnie bogatsze i z silniejszym wojskiem, ciągle próbują zetrzeć ich w pył fizycznie albo zniszczyć duchowo. Wrogom Serbii zawsze pomagali w tym niewdzięczni i fałszywi bracia i sąsiedzi oraz różni zdrajcy i zakały narodu serbskiego. W przetrwaniu Serbów- to jest ich duchowego pionu"- tego, kim są , i to wbrew wszystkim i przeciw wszystkim, trzeba widzieć palec losu, wolę bożą, serbski krzyż. Serbom pisane jest, aby bez reszty i bez żadnych warunków poświęcali się w imię wartości, które przeznaczenie oddało w ich pieczę: swego imienia, krzyża świętego, wolności narodu. Tę stanowczą wolę obrony tożsamości Narodowej w bezwzględnej walce przeciwko ciemięzcom świata Serbowie najdobitniej potwierdzają w bitwie na Kosowym Polu, dlatego nazywa się ją kosowskimi ślubami. Serbowie i dziś są strażnikami najrzadszych i najważniejszych wartości cywilizacyjnych, wartości serca i ducha.

"W pozbawionym ducha świecie nowoczesnego materializmu i racjonalizmu, w cywilizacji fałszywego dobrobytu materialnego i tchórzliwego pacyfizmu, oni dzierżąprym w walce o ideały miłego naturze, a jednocześnie świętego człowieka- wojownika. Dzisiejsze cierpienia Serbów i niebezpieczeństwo, jakie zawisło nad ich istnieniem, można porównywać tylko z zagładą Żydów w Trzeciej Rzeszy."

Walka Serbów wymierzona jest przeciw wszystkim formom współczesnego życia wbrew naturze, przeciw mieszaniu ras, religii i języków w sprzecznych z naturą małżeństwach mieszanych, w zdegenerowanych i niezdrowych miastach pozostających we władzy kosmopolitycznego i demokratycznego ducha, w państwach wieloetnicznych.

" Dzisiaj Serbia jest kością w gardle lichwiarsko-ateistycznej, szatańskiej międzynarodówki, która wmusza narodom Nowy Ład Światowy, tylko dlatego, że Serbowie są dumnym narodem i chcą zbudować swoje państwo na zdrowych, zgodnych z naturą podstawach.
Państwo, gdzie wszyscy będą razem, na serbskiej ziemi, gdzie wszyscy będą jednym narodemjednym państwemz jednym wodzem, gdzie wszyscy będą wyznawali jedną religię, mówili jednym serbskim językiem, pisali jednym serbskim alfabetem, myśleli jedną serbską myśl[99]"


Mamy tu do czynienia ze strukturą narracyjną, ze zbiorem fabuł, które najłatwiej stosuje się w niektórych tekstach literackich i folklorystycznych formach narracji. Mit polityczny tylko w tej postaci może liczyć na prestiż, gdyż występując w postaci folklorystycznej, staje się bardziej wiarygodny jako "głos ludu". Folklor spełnia nie tylko rolę podstawowego instrumentu kultury popularnej, służącego kreowaniu i wyjaśnianiu najważniejszych wydarzeń w życiu jednostki i zbiorowości, ale również staje się nad wyraz umiejętnie wykorzystanym narzędziem polityki, stając się mocno w politykę zaangażowanym [100] . Epicka forma narracji powoduje, że wydarzenia współczesne "nabierają patyny odległej, wspaniałej przeszłości" [101] , co sugeruje, że tylko w przeszłości należy szukać klucza do zrozumienia wydarzeń współczesnych. Taka forma, forma opowieści, baśni jest szczególnie przydatna do mówienia o sprawach Narodowych i politycznych, również dlatego, ze nie pojawia się problem wiarygodności mówiącego. Z założeń gatunku wynika, że narrator jest wszechwiedzący, a prawda przekazywana jest wyłącznie na podstawie autorytetu narratora, nie wymaga natomiast żadnych dowodów ani argumentów.

Przedstawiony powyżej schemat mitu jest tylko luźną postacią różnych mitów, które są ze sobą ściśle powiązane. Z tej matrycy czerpią politycy, mówcy, piewcy sięgając do poszczególnych prawd i pojedynczych fabuł. Fragmenty te, łącząc się z innymi służą systemowi politycznemu, przekształcając się za pomocą symboli z mitu Narodowego w nacjonalistyczny mit wojowniczy. Owe mityczne opowieści o narodzie serbskim, wykorzystane później w polityce, ukształtowane zostały mniej więcej w XIX wieku, jednak w ostatnim dziesięcioleciu zostały one ożywione i przybrane w etniczną sieć, dzięki czemu stały się znów żywe w społeczeństwie serbskim. Historia odnawiania i użytkowania jest częścią politycznej historii Serbii. Tworzy ona historyczne wyobrażenie, kontroluje i manipuluje nim.

Wojującym nacjonalistom udało się narzucić ludziom kult przeszłości, kult czasu, ludzie powrócili tak jakby do czasów średniowiecza. Nacjonaliści potrafili skłonić społeczeństwo, aby ożywili dawne konflikty, wrócili do dawno zakończonych wojen . W ten sposób społeczeństwo przestało się interesować sprawami bieżącymi i realnymi potrzebami. Chociaż trzeba uczciwie przyznać, że Chociaż przez długi czas rzeczywiście starano się poszukać związków z przeszłością, o tyle w ostatnich latach kryzysu odzywały się głosy, że Serbowie muszą wyjść poza czas historyczny.

W tym samym czasie wojujący nacjonaliści mówili o wydarzeniach z zamierzchłej przeszłości, jakby odbywały się tu i teraz, a właściwie wydarzenia aktualne były jak gdyby poza czasem. Pokazują takie postrzeganie czasu, w którym wydarzenia i bohaterowie są wciąż żywi, są "wiecznie obecni", bądź wiecznie powracają. W tak rozumianym czasie, dzisiejsza wojna jest tylko i wyłącznie kontynuacją niedokończonej wojny z przeszłości, a dzisiejsi przywódcy są w istocie wcieleniami swoich poprzedników. Nietrudno chyba zgadnąć, że, przynajmniej według mediów i najpopularniejszych dzisiejszych piosenek, osobami, w które mogą się wcielić bohaterowie Narodowi (Obilić, ksiażę Lazar, car Dušan), są przywódcy serbscy, poczynając oczywiście od Wielkiego Slobo, jak Serbowie nazywają Slobodana Miloševicia.

Podstaw takiej interpretacji najczęściej szuka się dziś w pseudonaukowych teoriach o dziedzictwie biologiczno-rasowym. Według, nazwijmy to, mitycznej genetyki, w żyłach jednego narodu od prawieków płynie ta sama krew, tworząc etniczną tożsamość i jedność z dawno minionym historycznym losem narodu. W mitycznej fabule geny, jako nosiciele cech dziedzicznych, zachowują i przenoszą z pokolenia na pokolenie zalety, talenty i skłonności właściwe danemu Narodowi. Nawet orientację kosowską tłumaczy się determinizmem genetycznym, co więcej miłość do dziesięciozgłoskowca i gęśli również "podobno" przenoszą geny. [102] .

Słyszałam o przypadku pewnego reportera, który pisał reportaż o życiu serbskich dzieci w ośrodkach dla uchodźców. Dzieci przygotowały program artystyczny, w czasie którego, ubrane w żołnierskie mundury, zaśpiewały piosenkę, o tym jak będą bronić Serbii, że chętnie oddadzą za nią życie. Oczywiście dzieci piosenkę zaśpiewały dziesięciozgłoskowcem. Autor reportażu podsumował tę sytuację mniej więcej tak:

"te dzieci nigdy nie znały deserteca, układając piosenkę użyły go podświadomie. Desertec jest wrodzony, wprowadzony w genotyp każdego Serba." [103] .

Powyższy, z konieczności pobieżny przegląd serbskiego etnomitu politycznego zakończę stwierdzeniem Zorana Mišicia, najtrafniej chyba oddające sytuację z 1999 roku, Chociaż zostały napisane ponad 30 lat wcześniej:
"Czym było Kosowo i co ono znaczy, czym właściwie była kosowska orientacja zupełnie zapomniano.
Zapomnieli o tym przede wszystkim ci, którzy mit kosowski zagarnęli dla siebie
i umyślili sobie, że osiądą w pompatycznej, imperialnej i imperialistycznej świątyni Dnia świętego Vida". [104] .


Nasuwa się zapewne pytanie, dlaczego społeczeństwo się na to zgodziło, dlaczego serbski naród ruszył za Slobodanem, dlaczego naród okazał się tak podatny na nacjonalistyczne hasła?
Tym zajmę się w następnym rozdziale.




PRZYPISY:

[93] Por. Współcześni Słowianie wobec własnych tradycji i mitów. Sympozjum w Castel Gandolfo, 19-20 sierpnia 1996, M. Bobrownicka, L. Suchanek, F. Ziejka (red.), Kraków 1997; Słowianie wobec integracji Europy. Prace poświęcone XII Międzynarodowemu Kongresowi Slawistów w Krakowie. M. Bobrownicka (red.), Kraków 1998; Kategoria narodu w kulturach słowiańskich, T. Dąbek- wirgowa, A.Z. Makowiecki (red.), Warszawa 1992; Kategoria Europy w kulturach słowiańskich, T. Dąbek- wirgowa, A. Z. Makowiecki (red.), Warszawa 1993; Rozpad mitu i języka? B. Czapik (red.), Katowice 1992; Rapacka J., Godzina Herdera...; M. Bobrownicka, Narkotyk mitu. Szkice o świadomości Narodowej i kulturowej Słowian zachodnich i południowych. Kraków 1995; B. Zieliński, Serbska powieść historyczna. Studia nad źródłami, ideami i kierunkami rozwoju. Poznań 1998.

[94]A. Podsiad, Z. Więckowski, Mały słownik pojęć i terminów filozoficznych, Warszawa 1983, s. 219.

[95] B. Zieliński, W kręgu problematyki wielkich mitów Narodowych Słowian, [w:] Wielkie mity Narodowe, A. Gawarecka, A. Naumow, B. Zieliński (red.), Poznań 1999, s. 6.

[96] Dla świadomosci kosowskiej charakterystyczne jest współistnienie dwóch związanych z Kosowem kultów: kultu Cerkwi, zwanym "wysokim" i kultu niskiego, ludowego. Por. B. Zielińśki, W kręgu …, s. 4 18.

[97] Ibidem, s. 8.

[98] Mit o Matce-Ziemi, micie granicy i serbskich grobach przytoczyłam w rozdziale drugim.

[99] I. Čolović, op. cit, s. 18-20.

[100] D. Gil, Za krzyż święty i za wolność złotą..., s. 215.

[101] I. Čolović, op.cit., s. 8.

[102] Ibidem, s. 29.

[103] Nie jest to dokładny cytat, gdyż informację o tym reportażu uzyskałam na wykładach z Kultury regionu u prof. Marii Dąbrowskiej-Partyki (Uniwersytet Jagielloński, Wydział Filologiczny, Katedra Filologii Chorwackiej)

[104] Z. Mišić, Kritika pesnickog iskustva, Belgrad 1976, s. 246.

niedziela, 18 maja 2003

ROLA MITÓW NARODOWYCH W KONFLIKCIE KOSOWSKIM - Podsumowanie

PODSUMOWANIE


Problematyka mitów Narodowych i symboli wykorzystywanych w polityce zajmuje antropologów, socjologów i politologów od dawna. W naszych czasach traktowanie polityki jako sprawy symboli stało się szczególnie popularne, kiedy pojawiły się totalitarne systemy polityczne oparte na rozwiniętych technikach manipulacji masami. Świadomość symbolicznej natury polityki może pomóc w lepszym zrozumieniu współczesnych gałęzi politycznego totalitaryzmu i despotyzmu [130] .
Problematyka ta jest również związana z demokratyzacją społeczeństwa, szczególnie w krajach znajdujących się w fazie przekształceń, jak państwa powstałe po rozkładzie [131] byłej Jugosławii. Jedną z największych przeszkód na drodze do demokracji stanowią żywe nacjonalistyczne kulty i mity. Już w latach 40-tych XX wieku niemiecki filozof, Ernst Cassirer, zauważył, że:

"Kiedy usłyszeliśmy pierwszy raz o mitach politycznych, wydały nam się tak surowe tak śmieszne, tak szalone i bezsensowne, że z trudem udawało nam się traktować je poważnie.
Teraz wiemy, że był to duży błąd. Nie powinniśmy go popełniać po raz drugi.
I dlatego trzeba rozpocząć wnikliwe badania nad pochodzeniem, strukturą i użyciem mitów politycznych" [132] .

Jednakże do dnia dzisiejszego brakuje odpowiedzi na pytanie, czy można się im przeciwstawić? Czy należy je podważać racjonalnymi argumentami, czy raczej zwalczać poprzez spopularyzowanie innych mitów, odpowiedniejszych dla społeczeństwa demokratycznego? Czy, jak pyta Ivan Čolović, demokracja jest tylko otwieraniem przestrzeni dla debaty o sprawach publicznych, czy też aby mogła istnieć, domaga się czegoś innego- swojego wcielenia, swojej figury? [133]. Mit Narodowy i niektóre elementy historii, łącząc się z czasem w mit historyczny, przechodzą w sferę języka symbolicznego. Symbole te są wykorzystywane później w politycznej nowomowie i działaniach politycznych.

[Mit] nadaje sens biegowi minionych zdarzeń, wyjaśnia swą aktualną sytuację, definiuje własną tożsamość oraz próbuje nakreślić pożądany obraz przyszłych dziejów" [134] .

Koło: mit- symbol- polityka- wydarzenia- nowy mit nakręca się samo. Czy do walki z mitami Narodowymi należy wykorzystać je same (ich naturę, wymowę), czy też istnieje jakiś inny sposób?

Niniejsza praca nie jest odpowiedzią na te pytania, nie czuję się osobą kompetentną, aby próbować znaleźć rozwiązanie, wszak najwięksi specjaliści w dziedzinie słowiańskich, a szczególnie serbskich, mitów Narodowych, nie znaleźli go do tej pory. Moja praca jest tylko i wyłącznie próbź przedstawienia najważniejszych mitów Narodowych i politycznych, przyczyn dla których odgrywają tak znamienną rolę w społeczeństwie serbskim. Nie należy jednak na jej podstawie wysnuwać wniosku, że za konflikt kosowski i inne konflikty na Bałkanach odpowiedzialne są jedynie Serbowie. Praca niniejsza dotyczy jedynie społeczeństwa serbskiego, ale należy pamiętać, że mitami o podobnej nacjonalistycznej wymowie karmią się Albańczycy, Chorwaci, Muzułmanie bośniaccy.

Po długich dyskusjach toczonych ze slawistami z Uniwersytetu Jagiellońskiego, doszliśmy do wniosku, że ani słowo "rozpad", ani "rozbicie" nie oddają pełni sytuacji, a w niektórych przypadkach wręcz fałszuje rzeczywistość. Wraz z dr Maciejem Czerwińskim uznaliśmy słowo "rozkład" za najbardziej adekwatne określenie. Również ze względu na fakt, że, pochodzące z języka nauk biologicznych, sugeruje proces gnilny, zepsucie.
Mit kosowski bowiem, nie był przyczyną wojny jedynie w Kosowie. Odegrał równie znaczącą rolę podczas rozkładu Jugosławii, wojny serbsko-chorwackiej, wojny w Bośni. W tych konfliktach jednak miał nieco inną wymowę i inne jego elementy zostały wykorzystane w populistycznej nowomowie.

Na pytanie, czy należy i czy warto zastanawiać się nad mitami Narodowymi, mam nadzieję, że odpowiedziałam w mojej pracy. Jeszcze raz podkreślam, że odpowiedź jest zdecydowanie na "tak". Jednak problemem nie jest zdobywanie wiedzy na ten temat przez naukowców i badaczy, ale wykorzystanie wyników badań etnologicznych, socjologicznych, psychologicznych i innych, w polityce.

Niech za podsumowanie tej pracy posłużą słowa emerytowanego profesora uniwersytetu w Prištinie, Milenko Karana, który jest jednym z nielicznych Serbów, cieszących się szacunkiem wśród Albańczyków:

"Tę mitologię Narodową powinniśmy umieścić tam, gdzie jej miejsce- w skansenie.
Ale ona, niestety wciąż żyje...
Dzisiaj w Kosowie nadal można spotkać wykształconego Serba i wykształconego Albańczyka, którzy pokłócą się o to, kto był większym bohaterem: albański Skanderberg, czy serbski królewicz Marko [135], rozejdź się jako śmiertelni wrogowie, a historyczna Prawdą jest, że obaj byli tureckimi wasalami"[136]


PRZYPISY:


[130] I. Čolović, op. cit., s. 5-6.

[131] Po długich dyskusjach toczonych ze slawistami z Uniwersytetu Jagiellońskiego, doszliśmy do wniosku, że ani słowo "rozpad", ani "rozbicie" nie oddają pełni sytuacji, a w niektórych przypadkach wręcz fałszuje rzeczywistość. Wraz z dr Maciejem Czerwińskim uznaliśmy słowo "rozkład" za najbardziej adekwatne określenie. Również ze względu na fakt, że, pochodzące z języka nauk biologicznych, sugeruje proces gnilny, zepsucie.

[132] Cassirer Ernst, The Myth of the State, Yale University Press 1946, s. 6.

[133] I. Čolović, op. cit, s. 7-8.

[134] M. Dąbrowska- Partyka, op. cit., , s.51.

[135] Bohater ludowych pieśni epickich, opowiadających o walkach z Turkami.

[136] Uzelac A., Serbska Jerozolima, "Gazeta Wyborcza", 1998, nr 68, s. 12.