czwartek, 3 sierpnia 2017

Jaskinia Raj


Niezwykłe bogactwo szaty naciekowej z licznymi jeziorkami i innymi, charakterystycznymi formami krasowymi, to atuty najpiękniejszej jaskini zlokalizowanej w Górach Świętokrzyskich. Najstarsze góry w Polsce kryją w swoim wnętrzu wiele tajemnic. Przez wiele milionów lat przyroda na tym obszarze tworzyła niepowtarzalne piękno. M.in. za sprawą charakterystycznych dla skał węglanowych zjawisk krasowych powstawały na ich powierzchni oraz we wnętrzu fantazyjne formy. Jednym z przykładów jest jaskinia "Raj" zlokalizowana w Dobrzączce koło Chęcin. Odkryta przypadkowo na początku lat 60. poprzedniego stulecia, z uwagi na niezwykłe bogactwo szaty naciekowej przez swoich odkrywców została nazwana właśnie "Rajem".



- Znajdziemy tu m.in. kolumny naciekowe (najbardziej znane to Harfa i Pagoda), stalaktyty i stalagmity, trawertyny oraz misy martwicowe. Osobnym, godnym wymienienia, elementem są  tzw. perły jaskiniowe czyli luźne nacieki w kształcie drobnych kulek- mówi Bogusława Krawczyńska, kierowniczka obiektu.

Woda z dwutlenkiem węgla misternie tworzyła fantastyczne formy, które nagromadzone zostały na niewielkiej przestrzeni. Dlatego też opisywana jaskinia należy do najpiękniejszych tego typu obiektów w Polsce. Ba, nie zawaham się napisać, że jest właśnie najpiękniejsza. Potwierdzają to turyści, którzy wychodząc z wnętrza jaskini długo jeszcze rozpamiętują obrazy, jakie dane im było na blisko 180 metrowej trasie turystycznej oglądać. Ale chyba najlepiej walory tego miejsca oddaje wpis dokonany do księgi pamiątkowej przez Walerego Goetla: " Zwiedziłem wiele jaskiń na świecie, aż los zaprowadził mnie do jaskini "Raj". Myślę, po zwiedzeniu tej jaskini, że nadano jej właściwą nazwę. Jaskinia jest wprawdzie maleńka, ale kryje wielkie bogactwo zjawisk i form krasowych. Tak znaczne nagromadzenie walorów przyrody budzi zachwyt i zdumienie. Jestem pewny, że jaskinia służąc dobrze zarówno celom naukowym, jak i turystyce, stanie się jednym z najbardziej cenionych w kraju rezerwatów przyrody. Dzięki odpowiednio wcześniej podjętej akcji zabezpieczenia, ochrony i zagospodarowania, jaskinię ocalono od zniszczeń, jakim uległo już wiele tego typu obiektów w Polsce...". Tyle wybitny geolog i paleontolog.

Teraz czas  na szczegóły: Zwiedzanie zaczyna się w pawilonie, gdzie turyści mają okazję zapoznać się ze stałą ekspozycją wprowadzającą w tematykę krasu. Znajdziemy wśród niej m.in. Narzędzia krzemienne wykorzystywane przez człowieka neeandrtalskiego oraz szczątki prehistorycznych zwierząt: mamuta, nosorożca włochatego, niedźwiedzia jaskiniowego- zachęca B. Krawczyńska. A później przez ponad dwudziestometrową sztolnię, pełniącą rolę śluzy zabezpieczającej mikroklimat jaskini, wkraczamy do innego świata; pełnego baśniowych elementów, których nawet najbardziej zdolny scenarzysta, z bogatą wyobraźnią, nie byłby w stanie wykreować. Mamy nadzieję, że choć trochę ich wygląd przybliżą zamieszczone, pochodzące z archiwum jaskini, zdjęcia.

Na koniec garść informacji praktycznych. Obiekt można zwiedzać od marca do listopada codziennie, oprócz poniedziałków, w godzinach od 10:00 do 17:00. czas  przejścia trasą turystyczną zajmuje około 45 minut. Z uwagi na panujące w jaskini warunki (duża wilgotność powietrza, sięgająca około 95% oraz temperaturę powietrza- około +9 st.C) do zwiedzana należy się odpowiednio przygotować (mam na myśli ubiór). Pamiętać warto również, że ze względu na konieczność ochrony mikroklimatu i szaty naciekowej jaskini wprowadzono ograniczenia w ruchu turystycznym. Dlatego też należy z wyprzedzeniem (co najmniej jednodniowym) rezerwować bilety pod numerem telefonu: 041 346 55 18. Ceny biletów: 13 zł- normalny, 9 zł- ulgowy, dzieci poniżej 4. lat- wstęp wolny (w cenie biletów obsługa przewodnicka). W okresie od 1 listopada do końca marca cena promocyjna biletów tylko 9 zł.

Do "Raju" dotrzemy kierując się z Kielc w kierunku Chęcin i za znakami w kierunku zajazdu o tej samej nazwie. Z południa Polski: za drogowym węzłem w Chęcinach kierujemy się do Kielc, następnie po kilku kilometrach w lewo za znakami.

poniedziałek, 24 lipca 2017

Diament spod Sandomierza


Świat zainteresował się krzemieniem pasiastym dopiero w latach 70-tych. Ja - ignorant biżuterii - dopiero 20 lat później, kiedy moja babcia podsunęła mi poniższy artykuł. Ponieważ wówczas nie wiedziałam jeszcze, że trzeba zachować źródło... nie mam pojęcia, czyjego jest autorstwa i w której gazecie się pojawił. Pamiętam, jak przez mgłę, że pieczołowicie przeklepywałam go na potrzeby mojej ówczesnej strony (praciotki MUWITu). Przypomniałam sobie o jego istnieniu niedawno, kiedy moje autostopowo-koncertowe losy zaprowadziły nie do Sandomierza - jedynym miejscu na świecie, gdzie ów kamień występuje. 


zdjecie pochodzi z www.ciekawesciezki.pl

niedziela, 23 lipca 2017

Brama Opatowska

Brama Opatowska - główny zabytek Sandomierza, jedna z niegdyś czterech bram wchodzących w kompleks murów obronnych Sandomierza, wzniesiona przez króla Kazimierza Wielkiego około 1362 roku. Do bramy przylegają, bo obu jej stronach pozostałości murów.


W szesnastym wieku bramę zwieńczono renesansową attyką. Attyki budowano w celu zabezpieczenia dachów przed wyrzucanymi przez nieprzyjaciela strzałami z gorejącymi wiechciami. Wspomniana attyka była więc strukturą podnoszącą obronność budowli. Bramę zamykano od góry broną, czyli mocną, okutą żelazem kratą z bali dębowych. W latach 1928-1929 Brama Opatowska została pokryta żelbetonowym stropem i udostępniona zwiedzającym. Niegdyś istniały oprócz opatowskiej trzy bramy. Żadna do dnia dzisiejszego nie zachowała się. Ponadto było 21 baszt i dwie furty, z czego jedna Dominikańska, zwana Uchem Igielnym, istnieje po dziś dzień. 

Sandomierska katedra

Tekst pochodzi z geocaching.com 

zdjęcie z https://www.geocaching.com/geocache/GC62J54

Katedra - wzniesiona w XIV w., gotycka, zachowała pierwotny układ przestrzenny i bogatą dekorację rzeźbiarską we wnętrzu. Posiada wyposażenie wewnętrzne z XV - XVII wieku (freski bizantyjsko - ruskie, ołtarze rokokowe, obrazy i rzeźby).

Bazylika Katedralna wzniesiona została w miejscu pierwotnej romańskiej kolegiaty, zniszczonej najazdami Tatarów w XIII wieku i Litwinów w 1349 roku. W 1360 roku król Kazimierz Wielki funduje nową kolegiatę, która wraz z powstaniem Diecezji Sandomierskiej w 1818 roku otrzymała godność Katedry a w 1960 roku godność Bazyliki Katedralnej. Jest to gotycka budowla typu halowego z trójbocznie zamkniętym, wydłużonym prezbiterium, nakryta sklepieniami krzyżowo-żebrowymi. Na ścianach prezbiterium zachowały się polichromie wykonane ok. 1421 roku przez warsztat ruski mistrza Hayla z Przemyśla.

Freski odsłonięto i zakonserwowano w latach 1934-1936. Ołtarze i portale Katedry wykonane są z czarnego marmuru a ozdobione marmurem różowym. Są to unikatowe przykłady wyrobów kamieniarskich warsztatów w Czarnej pod Krakowem z XVII i XVIII w. Wnętrze kościoła zdobi wspaniały zespół rokokowych ołtarzy (II poł. XVIII w.) przy międzynawowych filarach. Są one dziełem wybitnego warsztatu mistrza Macieja Polejowskiego ze Lwowa. Na ścianach naw widnieje zespół 16 obrazów, z których 12 tworzy cykl tzw. "Kalendarium", natomiast cztery obrazy pod chórem przedstawiają sceny z historii Sandomierza. Męczeństwo Sandomierzan w 1260 roku, męczeństwo dominikanów w 1260 roku, rytualny mord żydowski oraz wysadzenie zamku przez Szwedów w 1656 roku. Ten ostatni obraz przedstawia legendarny moment, kiedy to porwany podmuchem rycerz Bobola został przerzucony wraz z koniem przez Wisłę, nie doznając żadnego uszczerbku na ciele. W skarbcu Katedry przechowywane są między innymi liczne inkunabuły i relikwiarz Drzewa Krzyża Świętego podarowany Kolegiacie przez króla Władysława Jagiełłę w uznaniu zasług rycerstwa sandomierskiego w bitwie pod Grunwaldem.


      
Godziny zwiedzania:
od wtorku do soboty: 10.00, 11.00, 12.00, 13.00
w niedzielę i uroczystości: 13.00, 14.00
W pobliżu zabudowania kapitualne -  Pałac Biskupi, Sufragania, Wikariat i  dzwonnica.

sobota, 6 maja 2017

Kolonia Kolejarzy w Nowym Sączu



Odkąd zaczęłam jeździć w Beskid Sądecki (a było to jakiś czas temu) zawsze dziwiłam się turystom podróżującym pociągiem z Krakowa do Sącza. Bo cóż to za przyjemność jechać na około (bo przez Stróże koło Tarnowa) siedząc w tłukącym się pociągu przez bite sześć godzin... Po prawdzie, to sześć godzin trwała podróż do Piwnicznej, bo też ona, a właściwie położona nad nią Niemcowa, była moim ówczesnym celem. 
Dziwię się zresztą do dziś, chociaż Szymon powiada, że dziś tą trasą jedzie się 3 godziny. Choć nadal naokoło, bo nowych torów (jak wspomniałam w poprzednim poście) nie wybudowano...

Kiedy zaczęłam podróże w kierunku Sądecczyzny, nie spodziewałam się, że moje życie zwiąże się z tymi górami niejako na zawsze. Miałam przecież swoją wieś (przez przyjaciół wdzięcznie zwaną latyfundiami), miałam chałupę w sercu Gorców (co prawda kwestia posiadania jest tu kwestią bardzo sporną, ale serce moje od dawna zakopane jest gdzieś tam... na zachód od Sądecczyzny. Druga część serca tkwi w Bieszczadach i dolinach Osławy i Oslawicy, mocno zahaczając o dolinę Wisłoki. Gdzież tu zatem Sądecczyzna? 

Ano, chyba pośrodku...

Niejeden raz przechodziłam Sącz na piechotę, usiłując dojść na wylotówkę w kierunku Piwnicznej. Obserwowałam zmiany jakie zachodziły w tym mieście, pomimo tego, że nie spędzałam tam dużo czasu - tyle ile konieczne było na przejście przez miasto. No i czasem wstąpienie na lody... 


W dawnych czasach "u Misia", potem przemianowanego na Argasińskich - lody i kolejka do nich nie zmieniły się przez lata. Dalej są to najlepsze lody W Nowym Sączu... No dobrze - prawie najlepsze. Najwspanialsze są jednak w niewielkiej lodziarni Orawianka, zlokalizowanej w zaułku, na tyłach lodziarni Argasińskich. Skąd nazwa Orawianka, skoro jesteśmy u Lachów Sądeckich? Ha - nie wiem. Zastanawiałam się nad tym, ale jeszcze nie dotarłam do żadnego wytłumaczenia. Może ukochana właściciela była z Orawy? Któż to wie...


W każdym razie - na bazie lodów śmietankowo-owocowych rozpoczęłam dawno temu obserwacje rozwoju Sącza. Nie nazywałam tego obserwacjami. Ale trudno było nie zauważyć, jak z niewielkiego, powiedzmy wprost: zapyziałego miasteczka, wyrasta przepiękne, funkcjonalne miasto. Z zachowanymi ruinami zamku (niewielkimi), odrestaurowanym rynkiem i skansenem, do którego dojazd kilka lat temu został doskonale oznaczony. Miasta owiniętego wstęgami Dunajca i Popradu. Miasta, w ktorym funkcjonuje jeden z najlepszych w południowej Polsce, szpitali (z doskonałą kardiochirurgią), miasta, które za swoją siedzibę wybrało kilka wiodących firm - słynnego komputerowego Optimusa, czy równie słynnej fabryki lodów Koral. Któż z nas nie pamięta zdania, namiętnie szeptanego przez Kasię Figurę.. "zawsze jest pora na lody koral".



malopolskatogo.pl

A zaczęło się od kolei. Kolei, która stała się impulsem do rozwoju miasta.
W XIX wieku przeprowadzono przez Sącz linię kolejową Tarnów - Leluchów oraz kolejny odcinek kolei transwersalnej: Nowy Sącz-Chabówka. Na skrzyżowaniu dróg kolejowych postanowiono wybudować osiedle robotnicze dla pracowników kolei, którzy mieli tutaj - w nowozbudowanych warsztatach - naprawiać tabor kolejowy. W myśl austriackich planów, opracowano w Wiedniu plany osiedla, a pierwsze domy oddano do użytku rok poźniej. Całą inwestycję ukończono w 1917 r. 
kolonia kolejowa składała się ze stu domostw - przeważnie parterowych, wolnostojących z niewielkimi ogródkami. Większość z nich to tak zwane bliźniaki, z idealnie rozplanowanymi wnętrzami. Choć - powstały też domy dwu - i wielorodzinne. 
Całą kolonię założono niedaleko miejsca pracy kolejarzy. Ale z dala od miasta, sklepów i szkół - dlatego, na wyraźne żądania kolejarzy wybudowano tutaj Dom Robotniczy, szkołę i kaplicę św. Elżbiety (dziś kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa), wg projektu Teodora Talowskiego, znanego krakowskiego architekta.

Prezydent generalny dyrekcji dr Leon Biliński przychylił się do prośby i wyasygnował na budowę szkoły 20.000 zł. i na budowę kaplicy szkolnej 45.000 zł. Dla łatwiejszego uzyskania zezwolenia na budowę podano, że będzie to kaplica jubileuszowa, upamiętniająca półwiecze panowania cesarza Franciszka Józefa. Dlatego też na frontonie kościoła umieszczono portal z emblematami jubileuszowymi, korona, monogramem i cyframi 1848-1898. 


Wieść gminna niesie, iż świątynię wzniesiono pod wezwaniem św. Elżbiety, gdyż była ona patronka cesarzowej, zwanej Sisi. Możliwym jest, że jest w tym ziarnko prawdy. Wiadomo bowiem, że patronami kolejarzy są św. Rafał, Franciszek i św. Katarzyna Aleksandryjska. 

To właśnie w dniu jej wspomnienia (25.listopada) obchodzone jest święto kolejarza.

Dworzec kolejowy położony jest w pewnej odległości od centrum miasta. Klasycystyczny budynek dworca wygląda niemal tak samo, jak dworzec w Iwanofrankovsku czy Lwowie. W sumie - trudno się dziwić. I to Galicja, i to Galicja...
Tylko, że tamte dworce od pierwszego wejrzenia wzbudzają podziw. Od razu widać, że dworzec jest jednym z najważniejszych budynków - porównywalnie dominujący w scenerii, jak ratusz czy wieża kościelna.
"Między panem, wójtem, a plebanem" - można by rzec. Wszak kolej to inwestycja pańska. A nawet cesarska... 
W przypadku Nowego Sącza jest dokładnie odwrotnie. Niegdyś dominujący dworzec został tak jakby przyduszony wznoszącym się miastem. 
Nawet pomnikowa dziś kolejka, postawiona przed dworcem na pamiątkę pierwszego wjazdu pojazdu elektrycznego w 110 rocznicę wybudowania linii kolejowej Tarnów-Leluchów, to symboliczny chichot historii przemysłowej.
Historia kolejowego miasta odchodzi powoli w przeszłość, oddając pola biznesom na kolei wyrosłym. 

Nie tak dawno jechałam z grupą - nomen omen kolejarzy...- do węgierskiego Tisajvaros. Część grupy odbieraliśmy właśnie przy dworcu w Sączu. Próba przejazdu pod niewielkimi wiaduktami,  skończyła się objazdami, które kosztowały nas co najmniej godzinę poślizgu. Miasto Nowy Sącz, wyrosłe na kolei, oferuje kolejarzom tą samą infrastukturę, co niemal 100 lat temu. Fakt, ze infrastuktura wciąż działa. Ale nie jest już dziś potrzebna miastu do rozwoju - miasto rozwija się juz samo.

czwartek, 4 maja 2017

Galicyjska Kolej Transwersalna

Tekst: Kasia Turska "Ziellona"

W 130 rocznicę istnienia kolei transwersalnej, w Otwartym Przewodniku Krajoznawcy, Czesław Szynalik pisał tak:
(...) Henryk Sienkiewicz na łamach warszawskiego „Słowa” opublikował pierwszy odcinek „Potopu”. Trochę wcześniej Mikołaj II został carem Rosji, a Statua Wolności, rozebrana na kawałki rozpoczęła swą podróż z Francji do Stanów Zjednoczonych. Był to rok, w którym Karl Friedrich Benz kończył budować pierwszy samochód, a papież Leon XIII ostrzegł świat przed groźbą masonerii."
Był to rok 1884.
Rok otwarcia kolei transwersalnej. 
Kolei, mającej w założeniu połączyć Zachód ze Wschodem i stworzenie nieprzerwanego ciągu komunikacyjnego, jako alternatywy dla Kolei Galicyjskiej (Kraków-Lwów) na wypadek wojny z Rosją. Oprócz głównego celu militarnego, miała zaktywizować obszary wiejskie - górskie i podgórskie (z natury swej uboższe).

Podróżując po Karpatach trudno oprzeć się wrażeniu, że kolej transwersalna (ze swoimi - dość licznymi odgałęzieniami) istnieje właściwie wszędzie. Wrażenie jest nieco mylne, niemniej jednak dominujące. Od Cadcy na Słowacji, przez Żywiec, Suchą Beskidzką, Nowy Sącz, Jasło, Krosno, Sanok i Zagórz, aż po ukraiński Chyrów, Sambor, Drohobycz, Stryj i Stanisławów (dziś Ivanofrankovsk). Ostatnią stacją Wielkiej Kolei jest malutki (porównywalny do niewielkiego Zagórza) Husiatyn...

Ponieważ istniały już pewne odcinki, postanowiono je wykorzystać do budowy kolei transwersalnej - i pewnie dlatego dziś z Krakowa do Piwnicznej jedzie się przez Stróże niedaleko Tarnowa. Jak słusznie zauważył mój kolega Szymon... 
"A jak ma ten pociąg jechać? Od czasów cesarstwa nowych torów nie wybudowano..."



A dokładniej od dnia 16. grudnia 1884 r. Dnia otwarcia nowej linii kolejowej. Linii, która pod koniec XX wieku stanie się zmorą egzaminacyjną dla kandydatów na przewodników beskidzkich.
Ileż tu tematów, zabytków, historii... Ileż tu niedokończonych opowieści i fragmentów tejże. Ileż skończonych wiaduktów i mostów. Ileż dworców i stacyjek... 
Chciałoby się zaśpiewać "Są małe stacje wielkich kolei"...

Tylko, że ani te stacje nie były wcale takie małe... choć dziś mogłyby się takimi wydawać... Ani owa strasznie brzmiąca kolej nie była taka wielka... choć nie... właściwie była wielka.
Bo czyż można nie docenić przedsięwzięcia, którego efektem było wybudowanie prawie 600 km linii kolejowej w niecałe dwa lata? Co więcej... 
"Galicyjska Kolej Transwersalna w swym przebiegu i niemal we wszystkich urządzeniach technicznych istnieje do dziś. Najlepiej zachowanym i najpiękniejszym odcinkiem GKT jest trasa Chabówka-Nowy Sącz. Znajdują się tu stare dworce z 1884 r., unikatowe zabytki techniki, zupełnie wyjątkowy skansen taboru kolejowego w Chabówce. Jest to przy tym jedyny górski odcinek tej trasy wiodący najpiękniejszymi zakątkami Beskidu Wyspowego, którym dziś organizowane są przejazdy wakacyjne w stylu retro." - pisze Czesław Szynalik.
Tak - kolej transwersalna to była Wielka Kolej. 
Poczujmy jej magię na opuszczonych dworcach, podczas przejażdżki w stylu retro, w fenomenalnym skansenie kolejnictwa w Chabówce, czy też wędrując wzdłuż nieczynnych torów, wdychając "zapach podkładów kolejowych"...







poniedziałek, 1 maja 2017

Zawadka - wieś w sercu niczego...

Długi weekend majowy to planowana od dawien dawna, posiadówa na wsi. Z piesami i rodzicami :) Sorry, ale w tej kolejności:) Miało być siedzenie przy piecu, ewentualnie na trawce w słoneczku. Słoneczka nie ma, więc został piec... No ale jak tu siedzieć, kiedy na kilka godzin przyjeżdża kolega keszer? Keszer od niecałych dwóch tygodni, a już zarażony tak bardzo, że poszliśmy z Zuzką na morderczy spacer: Na Banię, a potem przez las (na tzw. pałę) do Muchy. Kesze zawadczańskie mają się dobrze. Nowicjuszowi keszerskiemu został jeszcze jeden do wyciągnięcia (z moich) plus dodatkowy na Jaworzynach (dopiero dziś go wyciągnęłam... po roku od ostatniego znalezienia.)

No to z tej okazji... kilka słów o Zawadce...




Zawadka - urocza, wysoko położona wieś, rozrzucona na odkrytym, południowym zboczu masywu Kotonia.

Rozrzucona to właściwe słowo, bo sioła tej wsi zaczynają się już pod Groniem (rola Jaworzyny) a ciągną się aż do Pękalówki (rola Pękale). Roztacza się stąd wspaniały widok, od dalekich Gorców, poprzez widoczne tylko przy dobrej przejrzystości powietrza Tatry, aż po Babią Górę. Najpiękniejsze widoki są właśnie znad "drogi pod las".
29 XI 1944 r. na Zawadce rozegrała się wielka bitwa. W jej wyniku poniosło śmierć wielu partyzantów działających tu oddziałów AK "Żelbet" oraz "Odwet". Mimo obławy udało im się wycofać w kierunku na Kotoń , a innej grupie w kierunku na Trzebunię. Wydarzenia te upamiętniono wystawieniem obelisku w 1964 r. aby w 60 rocznicę tych wydarzeń zamienić go na pomnik. Znajdują się tu dwie tablice z nazwiskami poległych partyzantów i mieszkańców Zawadki oraz okolicznych wsi, których Niemcy zamordowali w kilka dni później.
Przy czarnym szlaku (kilkadziesiąt metrów od centrum) został postawiony krzyż, upamiętniający AK-owców, którzy w tej bitwie ponieśli śmierć. Na kilkuset metrach, wzdłuż drogi, śmierć dosięgła kilku partyzantów. Tu zginął między innymi porucznik Artur korbel ps. Bicz, który został awansowany pośmiertnie. O cichych bohaterach można przeczytać w artykule Mariana Cieślika "Zawadka w Ogniu". Od niedawna we wrześniu organizowana jest rekonstrukcja bitwy pod Kotuniem.
GASTRONOMIA:
Sklep w okolicy jest jeden, niemniej jednak polecamy zrobić zakupy w Tokarni lub Krzczonowie (wiele sklepów). Restauracji czy baru tu również nie ma. W ogóle nie ma tutaj nic... I dlatego jest tu tak pięknie...
PSY:
Jak to na wsi... psów jest dużo. Tutaj raczej się nie zapuszczają, natomiast należy uważać na czworonogi, gdyż jeździ tu dość dużo samochodów (droga z płytami betonowymi jest drogą gminną i prowadzi aż na Pękalówkę, gdzie samochodów jest dość dużo - wbrew pozorom). W okolicach pól i lasów lepiej trzymać psy na smyczy, gdyż tereny te są popularne wśród myśliwych - znajduje się tu też kilka ambon.