środa, 4 kwietnia 2007

CW 242 - Zasów

 https://www.geocaching.com/geocache/GC2D5ZP

N 50° 07.733' E 021° 19.301'

Geocaching Polska


Tuz obok cmentarza parafialnego w Zasowie znajduje sie cmentarz wojskowy z I WS. Pochowanych jest tutaj 238 zolnierzy wszystkich trzech walczacych armii (austro-wegierskiej, niemieckiej i rosyjskiej), z których wielu jest niezidentyfikowanych ze wzgledu na przynaleznosc armijna. Cmentarz zostal zaprojektowany przez Gustava Rossmanna i pomimo, iz wykonany jest w wiekszosci z betonu prezentuje sie bardzo interesujaco. Monumentalnosci dodaje mu pomnik centralny w tylnej czesci cmentarza w postaci trzech kolumn nakrytych gzymsem. Na pomniku znajduje sie inskrypcja w jezyku niemieckim:

Poblogoslawcie wszystkich, którzy polegli
W ofierze wielkiego czasu i wielkich czynów.

Niegdys u podstawy pomnika znajdowala sie tablica z nazwiskami poleglych, jednak zaginela. Zostala ona zastapiona inna tablica, informujaca ogólnikowo o przynaleznosci armijnej pochowanych tutaj zolnierzy. Jest to jeden z ciekawszych cmentarzy wojennych okregu Pilzno

niedziela, 4 lutego 2007

CW 202 - Tarnów

 https://www.geocaching.com/geocache/GC91G72

Geocaching Polska

W pólnocnej czesci Tarnowa, pomiedzy ulicami Starodadbrowska i M.B. Fatimskiej znajduje sie niezagospodarowany, zadrzewiony skwer. Jeszcze przed 1939 r. znajdowal sie tu cmentarz z I WS. Pierwotnie byl ogrodzony zywoplotem, posiadal kamienny pomnik i zeliwne krzyze z emaliowanymi tabliczkami. Niektóre zródla podaja, iz zwloki zostaly ekshumowane i przeniesione na inne cmentarze, jednak nic na to nie wskazuje. Prawdopodobnie byl taki zamiar, lecz II WS przerwala prace i jedynie usunieto pomnik i nagrobki. Dzis niewiele wskazuje na to, iz jest to miejsce pochówku zolnierzy z I WS. A w sumie pochowanych ich tu jest 1485 róznych armii i narodowosci w tym Polaków. Jedynym swiadkiem istniejacej nekropolii jest samotny, drewniany krzyz z tablica ustawiony przez rodzine jednego z pochowanych tutaj Slowaków.

Austriacki cmentarz wojenny z okresu I wojny światowej wybudowany przez Oddział Grobów Wojennych C. i K. Komendantury Wojskowej w Krakowie i znajdujący się na terenie okręgu VI Tarnów. Jest jednym z 400 zachodniogalicyjskich cmentarzy wojennych zbudowanych przez Oddział Grobów Wojennych C. i K. Komendantury Wojskowej w Krakowie.

Cmentarz został utworzony w 1914 roku i znajduje się w północnej części Tarnowa. Ograniczony jest ul. Starodąbrowską od wschodu oraz ul. Szpitalną i al. Matki Bożej Fatimskiej od zachodu.Projektantem cmentarza był Heinrich Scholz. Pierwotnie cmentarz ten zajmował ok. ¾ powierzchni tzw. starego cmentarza garnizonowego i został utworzony przez władze wojskowe poprzez dokupienie gruntów otaczających „stary cmentarz” garnizonowy od południa i zachodu. Obiekt posiadał wystrój architektoniczny w postaci ogrodzenia żywopłotem, pomnika w formie pomnika z kamienia (prawdopodobnie w formie krzyża) i nagrobków z żeliwnymi krzyżami zaopatrzonymi w emaliowane tabliczki. Większość tych elementów była jeszcze zachowana i dobrze widoczna w 1938 roku, w stanie który pozwalał jednoznacznie zakwalifikować ten obiekt jako cmentarz wojskowy.

W okresie międzywojennym o cmentarz nie dbano, zarastał trawą i niszczał, a po II Wojnie Światowej dokończono dzieło zniszczenia. W połowie lat 60. XX wieku wywieziono z jego terenu pozostałe elementy wyposażenia i splantowano obszar nekropolii, nie ekshumując nawet prochów poległych 1485 żołnierzy: 680 austro-węgierskich, 9 niemieckich oraz 796 rosyjskich.

W 2011 roku zarząd miasta rozpoczął odtwarzanie cmentarza. Od strony zachodniej zrekonstruowano bramę i ogrodzenie, w centrum nekropolii ustawiono obelisk, po czym w 2015 cmentarz wpisano do rejestru zabytków województwa małopolskiego.

wtorek, 30 stycznia 2007

CW 200 - Tarnów-Chyszów

 

https://www.geocaching.com/geocache/GC22AZB


Geocaching Polska





W tarnowskiej dzielnicy Chyszów znajduje sie jeden z najwiekszych w Galicji Zachodniej Austriacki cmentarz wojenny pod wzgledem ilosci pochowanych. Do konca 1918 r. pochowano tam 1355 zolnierzy, pózniej jednak przeniesiono tam prochy poleglych z innych cmentarzy. 


Obecnie pochowanych jest tam 1619 zolnierzy, w tym 779 rosyjskich, 534 austro-wegierskich, 233 polskich, 49 niemieckich, 9 wloskich, 8 ukrainskich, 4 serbskich i 5 nierozpoznanych. Tak duza róznorodnosc narodowosciowa pochowanych tam zolnierzy wyraznie podkresla, iz te cmentarze powstaly dla uczczenia poleglych w walce bez wzgledu na to po której stronie walczyli. Znajdujacy sie na obszarze cmentarza pomnik prawodpodobnie jest tylko czescia nigdy nie zrealizowanego projektu. Mimo sporych rozmiarów cmentarz jest raczej skromnie urzadzony.

wtorek, 16 stycznia 2007

Pseudo zimowa wycieczka z Rytra

[w: Beskid Sądecki, Pasmo Radziejowej]

Autor:  Marek Ryglewicz

Takiej zimy nie pamiętają nawet najstarsi górale.


Żeby w połowie stycznia temperatury dochodziły do 10 stopni, a śnieg można tylko było oglądać wysoko w górach. I w taki to dzień, a konkretnie 16 stycznia 2007 roku wybrałem się na pieszą wycieczkę z Rytra. 


Wyruszam rano z centrum Rytra szlakiem czerwonym (główny szlak beskidzki). W dolinie wieje silny ryterski wiatr. Idę wśród pól, a za mną coraz ciekawszy widok na dolinę Popradu i wznoszące się za nim Pasmo Jaworzyny Krynickiej, z Makowicą na pierwszym planie. Tam gdzie pola uprawne obsiano zbożem widać świeżą zieleń. Mijam dużą białą kapliczkę z dwoma modrzewiami, a po chwili przechodzę obok pojedynczego gospodarstwa. Kończy się zwarta powierzchnia pól uprawnych. Szlak coraz częściej prowadzi przez las bukowy z domieszką jodły. Liczne polany po lewej stronie wciąż umożliwiają podziwianie ładnych widoków w kierunku południowo-wschodnim.

Mijam po lewej w odległości kilkunastu metrów Chatę na Kordowcu, a następnie pojedyncze gospodarstwo i po chwili jestem na rozwidleniu szlaków. Stąd w lewo odchodzi zielony szlak do Rytra i niebieski do Młodowa, natomiast ja skręcam w prawo w kierunku Niemcowej. Idę grzbietem, szeroką, wygodną drogą i po kilkunastu minutach wychodzę na rozległą halę szczytową na środku której, stoi znana miłośnikom turystyki chata babci Nowakowej. 

Nie chcąc zakłócać spokoju właścicielce ograniczam się jedynie do obejrzenie rozległej panoramy Pasma Jaworzyny Krynickiej i widoków na dolinę Popradu w okolicy Piwnicznej. Trochę dalej kończy się odkryta przestrzeń i wśród dorodnych buków zaczynam dość stromo wspinać się na grzbiet Niemcowej. Nie trwa to jednak zbyt długo i znowu wychodzę na kolejną polanę z pojedynczym gospodarstwem. Kilkadziesiąt metrów idę wzdłuż drewnianego ogrodzenia, aż dochodzę do końca polany. Tuż przy szlaku widać ruiny fundamentów szkoły podstawowej, o której Maria Kownacka pisała w książce "Rogaś z doliny Roztoki". Miejsce to upamiętnia obelisk postawiony przez Towarzystwo Miłośników Piwnicznej Zdroju. I znowu lekka wspinaczka wśród drzew.

Jestem na rozleglej hali szczytowej, z której słynie Niemcowa. Trawa zasuszona żółto- szaro-brązowa, ale wśród niej ogromne połacie intensywnie zielonych krzaków czarnej jagody. To chyba jednak zima bo wokół małe połacie zleżałego śniegu. Mijam żółty szlak do Piwnicznej, a kilkaset metrów dalej odchodzącą w lewo przez las drogę, którą  w kilka minut można dojść do schroniska studenckiego "Chatka pod Niemcową". Byłem tam ostatnio latem na wycieczce rowerowej i wciąż jestem pod urokiem tego miejsca. Ale dzisiaj, kiedy przede mną jeszcze tyle godzin marszu postanawiam iść dalej.

Szlak prowadzi grzbietem, wśród pięknych buków, ale stopniowo zwiększa się ilość jodły i świerka. Mijam odejście w prawo lokalnego, zielonego szlaku w dolinę Małej Roztoki i kilkaset metrów dalej spotykam pierwszego w tym dniu turystę, mieszkańca Piwnicznej, który wybrał się na wycieczkę z Piwnicznej na Niemcową i dalej przez Wielki Rogacz, Przełęcz Gromadzką do Kosarzysk. Po kilku minutach rozmowy ruszam w dalszą drogę. Zaczyna się łagodne podejście na Wielki Rogacz. Droga pokryta grubą warstwą ubitego śniegu prowadzi przez las świerkowo-jodłowy. Dochodzę do rozwidlenia szlaków, skąd prosto idzie się niebieskim szlakiem na Przełęcz Gromadzką, natomiast główny szlak beskidzki skręca w prawo. Jesteśmy w jednym z piękniejszych miejsc widokowych. Przed nami rozległa panorama zaśnieżonych Tatr, a lekko po prawej charakterystyczne Pieniny Czorsztyńskie. Jestem na wysokości ponad 1100 m n.p.m. Prawie kilkaset metrów towarzyszy mi po lewej ten niezapomniany widok.

Zaczyna się las z przewagą świerka, idę lekko w dół by po chwili znaleźć się na Przełęczy Żłobki. Stąd w lewo odchodzi lokalny żółty szlak do doliny Wielkiej Roztoki, a ja przed sobą mam najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego Radziejową. wąską ścieżką pokonuję ostatnie 150 metrów wysokości i wreszcie ostatnie kilkadziesiąt metrów prawie po płaskim wychodzę na szczyt. Jestem na wysokości 1262 m n.p.m. A na szczycie miła niespodzianka, bo od ostatniego pobytu sprzed dwóch lat, nastąpiły duże zmiany. Obok tablicy informacyjnej stoi sięgająca kilka metrów nad korony drzew wieża widokowa. Wielka szkoda, że nie mogę na nią wejść, bo z umieszczonej na niej kartki wynika, że jeszcze jest w budowie. Całość imponująca, na pewno będzie mekką turystów odwiedzających Sądecczyznę. I znowu pora iść, bo przede mną jeszcze ponad połowa trasy.

Znowu w dół by po kilku minutach rozpocząć podejście na Małą Radziejową. Na tym odcinku brak wysokich drzew, a młode świerki i jodły jeszcze umożliwiają podziwianie widoków na północ w kierunku Kotliny Sądeckiej, oraz na południe w kierunku Tatr. Z Małej Radziejowej doskonale widzę rozległą kopułę Radziejowej   oraz wspomnianą wieżę widokową. Idę teraz grzbietem Złomistego Wierchu w kierunku północnym i co chwilę między drzewami dostrzegam charakterystyczną wieżę przekaźnikową na Przehybie. Dochodzę do zbiegu kilku szlaków. Niebieskim, skręcającym w prawo będę schodził do Rytra, ale wcześniej postanawiam pójść do schroniska na Przehybie. Kilkanaście minut marszu i mogę wreszcie odpocząć i zjeść coś konkretnego. Pięknie położone z fantastycznym widokiem na Tatry dostępne jest ze wszystkich miejscowości od Szczawnicy przez Krościenko, Łącko, Stary Sącz, Rytro, po Piwniczną. Latem z każdej z tych miejscowości podążają liczne grupy turystów, ale i teraz spotkałem tam liczną grupę dzieci i młodzieży na zimowisku. Po obfitym i smacznym posiłku, wyruszam w dalszą drogę, a przede mną do Rytra ponad dwie godziny marszu.

 Idę teraz niebieskim szlakiem. Początkowo towarzyszy mi żółty tzw. papieski prowadzący do Starego Sącza. Niebieski szlak prowadzi grzbietem oddzielającym dolinę Wielkiej Roztoki od rozległej, mocno rozczłonkowanej doliny Przysietnicy. Szlak prowadzi przez las bukowy, mijamy wychodnie skalne Wietrzne Dziury, a w miejscach rzadziej zalesionych na lewo rozciąga się doskonały widok na dolinę Przysietnicy i Kotliny Sądeckiej. Dochodzę do kolejnego rozwidlenia szlaków skąd w lewo odchodzi zielony szlak do Barcic, a ja skręcam za niebieskim w prawo by rozpocząć zejście z grzbietu w dół doliny. Po drodze mijam bajkowy o tej porze las brzeziny i wkrótce znajduję się w dole doliny nad potokiem Roztoka Wielka. Szeroka szutrowa droga prowadzi wzdłuż potoku.

 Idąc warto zwrócić uwagę na kolejne stacje ścieżki przyrodniczej. Kończy się las, po lewej zaczyna się park ekologiczny, a ja asfaltową już drogą dochodzę do dużego parkingu stacji narciarskiej znanej pod nazwą Ryterski Raj. No cóż rozpoczęcia sezonu jeszcze nie było,  ale to jeszcze nie koniec zimy. Dalej mijam duży dom wczasowy "Perła Południa". Jeszcze kilka kilometrów marszu wśród ładnej zabudowy domów i pensjonatów i po ponad siedmiu godzinach ponownie jestem w centrum Rytra.


O autorze:

Sądeczanin z powołania, wyboru i przeznaczenia. Patriota lokalny, realizujący swoje regionalne pasje na rowerze w każdej wolnej chwili;) Autor specjalistycznych przewodników rowerowych po Beskidzie Sądeckim: "Beskid Sądecki 22 wycieczki rowerowe" oraz "Jezioro Rożnowskie i Czchowskie 27 wycieczek rowerowych". W przygotowaniu trzecia część - "okolice Nowego Sącza". Formalnie Marek jest informatykiem i automatykiem, uczy młodzież obsługi AutoCada i czym są  języki programowania...

niedziela, 30 kwietnia 2006

Wyprawa do Szwecji - Maj 2006

SPIS WIKINGÓW:


Ewa - element sprawczy całej wyprawy. Kobieta, bez której z pewnością zginęlibyśmy w ogromnym Sztokholmie, a już na pewno nocowali gdzieś pod płotem. Nasz cudowny i niezastąpiony kucharz. Głos rozsądku w ekipie.

Wiktor - bez niego nie zajechalibyśmy nigdzie. Choć kierowców mieliśmy trzech- to właśnie Wiktor woził nas po wszelkich zakamarkach Szwecji. I to właśnie Wiktor wieczorem siadał nad przewodnikiem i mapą i wymyślał. A wymyślał takie rzeczy, ze w sumie do końca nie wiem co nas powstrzymało przed wizytą za kołem podbiegunowym...

Tomasz - Razem z Ewą knuł spisek szwedzki. Razem z Ewą dzielnie dogadzal naszym żołądkom. Już w pojedynkę szkodził naszym wątrobom;)))Rewelacyjny organizator, niezastąpiony kompan. Miłośnik szwedzkich samochodów i szwedzkich kobiet. Aha, no i zapomniałabym o śluzach. Wraz z Wiktorem i Kubalką rozgryzał system parkingowy, co im się w końcu w miarę udało;)))

Kubalka - Oficjalnie dano mu na imię Łukasz, ale o tym fakcie już chyba nawet on sam nie pamięta. Szacowny prezes SKPB Łódź, na bardzo szacownym kontrakcie chwilowym w Linkoping, dzięki czemu w ogóle się do Szwecji wybraliśmy;) Uroczy gospodarz i organizator teoretycznie wolnych wieczorów. Po szwedzku nie mówi, ale dogada się z każdym (szczególnie jeśli jest to każda- w miłośników płci pięknej to nam wyprawa obrodziła, trza przyznać;))

Ziellona - Na wyjeździe czystym przypadkiem. Ale zaopatrzona w przewodnik i mapę;) czyli wieczory spędzałam na patrzeniu "gdzie by tu"- do spółki w Wiktorem przyprawialiśmy resztę ekipy o bóle głowy i nieuchronne stękanie "co wyście znów wymyślili". "Twórca" tematu wycieczki "do grobów Mormonów") Z każdego miejsca przynosiłam tony folderów i mapek, dzięki czemu na przykład byliśmy na szlaku miedzi. O poszukiwaniach fallusa już nie wspomnę...;)

sobota, 4 marca 2006

Handlowa zawierucha wokół Drakuli

Parlament Rumunii uznał we wtorek, że restytucja zamku w rumuńskim Siedmiogrodzie, popularnie nazywanego 'zamkiem Drakuli' odbyła się bezprawnie i wezwał władze do przeprowadzenia dochodzenia w tej sprawie. 

Średniowieczny zamek w Bran zwrócono w maju 2006 roku Dominikowi Habsburgowi. 69-letni arcyksiążę, architekt z North Salem w stanie Nowy Jork, jest synem księżniczki Ileany, która odziedziczyła zamek w 1938 roku po matce, królowej Rumunii Marii Koburg (1875-1938). Zamek z XIV wieku został podarowany jej przez władze pobliskiego Braszowa. W roku 1948 skonfiskowali go komuniści. 

Pod koniec ubiegłego roku Habsburg proponował władzom w Braszowie odkupienie zamku za 80 mln dolarów, ale oferta została odrzucona jako zbyt wygórowana. W zeszłym tygodniu adwokaci Habsburga zagrozili wniesieniem pozwu o 150 mln euro odszkodowania, jeśli parlament przegłosuje, że restytucja odbyła się niezgodnie z prawem. 

Parlament uznał, że dokonano jej z błędami proceduralnymi i że przed zwrotem zamku spadkobiercom właścicielki należało dokonać przekształcenia rodzaju własności. Uznano także, że należało uwzględnić pięcioro spadkobierców, a nie tylko troje- arcyksięcia Dominika i jego siostry Marię- Magdalenę Holzhousen i Elisabeth Sihofen. podczas  debaty część posłów uznała, że zamek, jako ważny obiekt turystyczny, nie powinien być przedmiotem restytucji, zaś inni- że jego zwrot jest usprawiedliwioną reparacją. Habsburg określił wynik debaty jako polityczny i zagroził pozwaniem do są du rumuńskiego państwa. 

Zwolennicy restytucji twierdzili, że jeśli sprawa trafi do są du, może znaleźć finał w Europejskim Trybunale Praw Człowieka, który w ostatnich latach wydał wiele decyzji, nakazujących rumuńskiemu państwu albo zwrot nieruchomości, albo ich nabycie od legalnych spadkobierców właścicieli. 

Zamek w Bran odwiedza co roku około 450 tys. turystów. Chociaż w celach marketingowych przedstawiany jest jako siedziba okrutnego hospodara wołoskiego Vlada Palownika, w rzeczywistości nie należał do pierwowzoru Drakuli, zaś Vlad III Tepes (1431-1476) nie był wampirem, a praktykowane przez niego wbijanie opornych bojarów i tureckich jeńców na pal nie odbiegało od standardów epoki.

Zamek Bran, w rumuńskim Siedmiogrodzie, przedstawiany turystom- jako siedziba słynnego Drakuli, wystawiono na sprzedaż.

W 1920 r., miasto Braszów, podarowało zamek- królowej Rumunii Marii (1875-1938). Obecny właściciel siedziby (prawnuk królowej Marii), Dominik Habsburg, odzyskawszy Bran dopiero w maju 2006 r., w ramach postępowania restytucyjnego, zaproponował odkupienie zamku lokalnym władzom- za 25 milionów dolarów. 

Wg historycznych podań, żyjący w latach 1431-1476 władca Wołoszczyzny Vlad III Tepes (Palownik), nie był wampirem, a praktykowane przez niego metody: wbijanie bojarów i tureckich jeńców na pal- były charakterystyczne dla ówczesnej epoki. Natomiast drugi przydomek- Draculea (Syn Smoka), oznacza iż jego ojcem był Vlad II Dracul (Smok)- członek utworzonego przez cesarza Zygmunta Luksemburczyka, rycerskiego Zakonu Smoka, któremu patronował św. Jerzy. 

Legendy o karpackim wampirze, zainspirowane z pewnością przez politycznych oponentów Vlada III, wykorzystał w swej powieści Drakula (1897 r.)- Brytyjczyk Bram Stoker. Umieszczony w książce opis siedziby krwawego hrabiego, ma wiele wspólnego z siedzibą Bran- wg historyków, Vlad III nigdy w tym zamku nie był.

PAŁAC AJAKSA?

Greccy archeolodzy odkopali pozostałości pałacu, który mógł należeć do bohatera "Iliady"- Ajaksa zwanego Wielkim. Fragmenty budowli znaleziono na wyspie Salamis, na zachód od Aten. 

Zdjęcie i tekst pochodzą z przepastnych trzewi internetowych.

Ruiny datowane są  na XIII w. przed naszą erą. są  częścią kompleksu o powierzchni około 750 m2. Według archeologów, miejsce to było poszukiwane przez turystów i badaczy od XIX wieku. Zostało ono opisane w dokumentach datowanych na pierwszy wiek przed naszą erą i odnalezionych na Akropolu. Zapisana w nich lokalizacja zgadza się z opisaną, między innymi, przez Sofoklesa. 

Ajaks to syn Telamona, króla Salaminy. Był najdzielniejszym po Achillesie wojownikiem pod Troją. Gdy Agamemnon przekazał Odyseuszowi zbroję po Achillesie wpadł w gniew i sądząc, że morduje Greków, w szale wybił stado baranów. Gdy zorientował się co zrobił, popełnił samobójstwo.