sobota, 29 września 2012

Poradnik autostopowicza

Autostop to nie sposób na transport.
To sposób na życie.


Dla autostopowicza istnieje tylko jedna prawda: Każdy kierowca jest miły i chce go podwieźć, tylko czasami sam jeszcze o tym nie wie. Bardzo rzadko zatrzymują się osoby zatrzymujące sie zawsze i wszędzie,”bo kiedyś też tak jeździli”. Zdecydowaną większość trzeba do tego przekonać. Jak to zrobić?



PORADNIK AUTOSTOPOWICZA:

zasada nr 1.- UŚMIECH

Przede wszystkim trzeba się uśmiechać. Miły uśmiech potrafi wszystko! Złożone, jak do modlitwy, ręce też niekiedy pomagają, a padanie na kolana jest już absolutną koniecznością; niekiedy ktoś się zlituje, ale raczej kierowcy uważają to za pewną przesadę. Gdy na polu- bądź, dla reszty Polski, na dworze- jest zimno, bardzo dobrze, jeśli druga osoba ubiera się lub udaje, że dygocze z zimna (czasem wręcz nie musi udawać…)

Tabliczka czasami przydatna

Przydatną rzeczą na wszelkich rozjazdach i poza granicami kraju jest tabliczka. Dlatego w każdym plecaku powinien znaleźć się obowiązkowo czarny marker (kawałek tektury zawsze można wybłagać w pobliskim sklepie). W Polsce osobiście nie używam tabliczek, za granicą-zawsze. Nigdy nie wiadomo, czy wypowiadaną przeze mnie nazwę kierowca skojarzy z odpowiednią miejscowością, a tak- wszystko jest napisane i nie ma mowy o „różnicy akcentów”.

Co z bagażem?

Z plecakami bywa różnie: kwadratowo i podłużnie. Kiedy jedzie się w kilka osób, plecaki oraz ludzi lepiej jest ukryć w krzakach a na „wabia” wystawić jedną lub dwie dziewczyny. (Kiedyś w rowie koło Starego Sącza siedzieliśmy skuleni w dziesięć osób i stop łapał się zawsze wtedy, kiedy któryś z kolegów szedł w krzaczki :-) ).

Zresztą, czy stoimy sami, czy z kimś, zawsze lepiej wystawić jeden plecak, aby kierowca zobaczył, ze jadą turyści, a nie bandyci…

Solo czy grupowo?

Dla większego bezpieczeństwa lepiej jest podróżować we dwójkę i to mieszaną. Najszybciej jeździ się samemu- dotyczy to zwłaszcza dziewczyn. Wtedy trzeba jednak sporej odwagi, rozsądku oraz tak zwanego „szóstego zmysłu”. Jeżeli zatrzymuje się samochód, którego kierowca, z jakichkolwiek względów, nie przypadł nam do gustu, nie wsiadajmy za żadne skarby świata!- może akurat mamy przeczucie? Zawsze możemy powiedzieć, że czekamy na bezpośredniego stopa do Gdańska i podwiezienie z Zakopanego do Warszawy kompletnie nam nie odpowiada. Najwyżej kierowca popatrzy na nas dziwnie…

Jadąc dwójką mieszaną, niech lepiej łapie dziewczyna, a chłopak pilnuje bagaży, najlepiej nie rzucając się w oczy. Może jest to pewna dyskryminacja, ale Panowie! uwierzcie! tzw. „słaba płeć” ma zdecydowanie większe szanse na złapanie. Może dlatego, że większość kierowców stanowią mężczyźni, a ci, z absolutnie niezrozumiałych względów, wykazują dziwną niechęć do zatrzymywania się innym mężczyznom…

Znałam jednak chłopaka, który był niekwestionowanym królem autostopu. Potrafił zatrzymać wszystko: od luksusowej limuzyny, po wóz drabiniasty. Kiedyś nawet, wracając z Budapesztu przekonał pewnego Holendra mającego zamiar zwiedzić Pragę, że Kraków jest dużo piękniejszy. Ten, nie przejmując się zbytnio rezerwacją hotelu w Pradze podwiózł go pod sam dom. Jak on to robił, na zawsze pozostało tajemnicą, choć „chodziły słuchy”, że wszystko opierało się na kolosalnym wdzięku i proszących jak u spaniela oczach.

Jeżeli dziewczyna podróżuje sama, lepiej niech nie wsiada do samochodu z dwoma lub trzema młodymi chłopakami, z których każdy chce pokazać jak on wspaniale prowadzi. Wbrew obiegowym opiniom wyjątkowo bezpiecznie jest podróżować TIR-ami. Tu jednak posiadanie „szóstego zmysłu” ma szczególne znaczenie. Jak wyskakiwać w biegu z Renault Magnum??? Jeżdżenie ciężarówkami ma tą wspaniałą zaletę, że kierowcy jeżdżą zazwyczaj na dalekie trasy, oraz posiadają CBradio, co niesamowicie ułatwia podróż, szczególnie kiedy jest ciemno, zimno, głodno i do domu daleko. Wśród TIRowców panuje przekonanie, że o ile niebezpiecznie zatrzymać się komuś na trasie, o tyle przekazanie pasażera za pomocą CB gwarantuje uczciwość i bezpieczeństwo. Tak jakby towar był już sprawdzony…;) (Osobiście kilka razy wyjeżdżałam z Augustowa po ósmej wieczorem, z Zagrzebia i Monachium po trzeciej popołudniu, a w Krakowie pod domem byłam przed otworzeniem sklepów.)

Autostop jako taksówka;)

Na ogół kierowcy są bardzo mili i czasem zdarzy się, że podrzucą dalej niż sami jadą. Ostatnio miałyśmy taką sytuację z przyjaciółką. Nie dość, że pan jadący do Nowego Sącza podrzucił nas na „wylotówkę” w stronę Rytra, oszczędzając nam godzinnego marszu przez miasto, to jeszcze tam inny zatrzymał się z zapytaniem dokąd chcemy jechać. -Do Piwnicznej, a potem do Kosarzysk. – A podrzucę was bo mi się nudzi… Drobne 50 kilometrów…

Podstawową zasadą jest stare „byle do przodu”. Co z tego, że jedziemy do Zakopanego i mamy do pokonania 100 kilometrów? Jeśli zatrzymuje się kierowca jadący 30 kilometrów, to też dobrze! Pod warunkiem, że wysiądziemy w miejscu nadającym się do łapania, tzn. nie na zakręcie i absolutnie nie pod górkę. Najlepiej na przystanku, bo tam jesteśmy widoczni z daleka.

Za granicą istnieje pewien problem: szeroko rozwinięta sieć autostrad. Tam najlepiej stać na wjazdach, stacjach benzynowych i parkingach. Należy pamiętać o zakazie autostopu na autostradach wszędzie zagranicą (W Polsce też, ale tu nikt sie tym nie przejmuje) oraz totalnym zakazie autostopu we Włoszech. Wtedy łapie się na tak zwaną „gębę”. Podchodzimy i pytamy „przepraszam, czy nie jedzie Pan do…” Dobrze nauczyć się tych kilku słów w ichniejszym języku (przydatne oczywiście też jest „czy może się Pan zatrzymać. Tu wysiadam.” i kilka standardowych zwrotów).

Autostopowicz w zastępstwie radia

Gdy już wsiądziemy do upragnionego środka lokomocji, nie zamykajmy buzi na kłódkę. To najgorsza rzecz jaką możemy zrobić. Mojego gadania zawsze i wszędzie nauczyłam się właśnie na autostopie. Pierwszy mój TIR był na trasie Nowy Sącz- Kraków. nauczona przez tatę zasady „nie przeszkadzać kierowcy” siedziałam cicho. Na co pan popatrzył się na mnie krzywo i powiedział: – Pani! Jo poni nie wziołek bo mo poni pikne łocy, bo poni ni mo, ino mi sie radio zepsuło. Może by poni co godoło…. Najczęściej pada pytanie „skąd jesteś i co robisz”. nie należy odpowiadać „Z Krakowa, AGH”. Trzeba ze wszystkich sił starać sie rozwinąć rozmowę, kierowca nie po to nas wziął żeby mieć koło siebie milczącego mruka. Do wyjątków należą sytuacje, z których jasno wynika „podrzucę Cię tylko nic nie mów”

I na koniec sprawa zasadnicza. Im sympatyczniejsza wyda się kierowcy jazda, tym większa szansa, że na próbę wyciągnięcia pieniędzy padnie krótkie „nawet się nie wygłupiaj”. Po dziesięciu tysiącach kilometrów (ani razu, pomimo prób, nie udało mi się zapłacić) też przestałam się wygłupiać…

niedziela, 4 marca 2012

Gotowość Grecji do sprzedaży i najmu wysp



Grecki Fundusz Prywatyzacyjny wyznaczył 40 niezamieszkałych wysp i wysepek, które zamierza wynająć na okres 30 do 50 lat i w ten sposób podreperować finanse kraju. są  to terytoria o korzystnym położeniu i ukształtowaniu, położone blisko kontynentu, z rozwiniętą infrastrukturą, których najem nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa Narodowego Grecji. Obecnie obowiązujące regulacje prawne nie zezwalają na ich sprzedaż. Na razie żaden z polityków nie zapowiada zmiany, jednak Dyrektor Funduszu oznajmił, że aktualnie trwają prace nad zmianą prawa, które umożliwiłoby najemcom wznoszenie budynków na nowych nabytkach.

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Diabli wzięli kamień i rzucili...

 https://www.geocaching.com/geocache/GC2VVY9


Diabli Kamien, znany takze jako Diabli Kamien k. Szczyrzyca potezny glaz (lawica piaskowca), znajdujacy sie u wschodnich podnózy góry Grodzisko w Beskidzie Wyspowym w województwie malopolskim. Znajduje sie w bliskiej odleglosci (5 min.) od drogi laczacej Raciechowice z Szczyrzycem, na wzgórzu, na granicy lasu. 



Jest pomnikiem przyrody nieozywionej, z polami uprawnymi. Ma 55 m dlugosci, 12 m szerokosci i 17-25 m wysokosci. Od zachodniej strony ma wysoka, znacznie wychylona od pionu sciane, pod która mozna schronic sie w czasie deszczu. Nie jest jednolita bryla posiada liczne wneki, wyzlobienia, spekania, a na szczycie niewielkie wglebienia, w których gromadzi sie woda po deszczu. Szczyt, na który da sie wejsc od poludniowej strony, zwienczony jest metalowym, zabetonowanym krzyzem. 

W poblizu Diablego Kamienia, na polu po jego zachodniej stronie stoi duzy drewniany krzyz. Zbudowany jest z srednio i gruboziarnistych piaskowców ciezkowickich przegradzajacych pstre lupki bedace bardziej podatne na wietrzenie. Wedlug Mieczyslawa Klimaszewskiego Diabli Kamien zostal odciety od strony poludniowej i pólnocnej przez potoki, zas od strony wschodniej i zachodniej zostal wypreparowany z otaczajacych go lupków przez denudacje. Reszta dokonala sie w wyniku wietrzenia. 



Diabli Kamien znajduje sie w miejscowosci Krzeslawice na przysiólku Smykan w gminie Raciechowice. Jednak we wszystkich dotychczasowych przewodnikach kamien ten kojarzony byl z miejscowoscia Szczyrzyc w gminie Jodlownik, zapewne dlatego, ze pustelnik zwiazany byl z klasztorem w Szczyrzycu. Od czasu wyprowadzenia sie pustelnika kapliczka i pustelnia znajdujace sie na prywatnym terenie niszczeja. Gminy Raciechowice i Jodlownik czynia starania o przejecie terenu, by móc wlasciwie konserwowac te obiekty. Wszystko to sa obiekty drewniane, wybudowane w 1886 staraniem pustelnika Antoniego Rapa. Prowadzi obok nich malopolski szlak architektury drewnianej. 

Wracając z wesela, spotkał grajek diabła, który w zamian za grę obiecał mu wór złota.
Obawiając się posądzenia o zaprzedanie duszy diabłu, grajek przeznaczył zapłatę na budowę klasztoru w Szczyrzycu.
Lucyfer powróciwszy na Łysą Górę dowiedział się od czarownicy o tym co grajek zrobił. Rozwścieczony porwał głaz i postanowił, że zniszczy klasztor.
Zakonnicy ze Szczyrzyca usłyszawszy o zamiarze diabła postanowili zawierzyć Bogu i modlić się. Z każdym wybiciem dzwonu na Anioł Pański diabeł tracił siły. Wreszcie kamień zaczął mu tak bardzo ciążyć, że upuścił go nim doleciał do celu.

 Przyczynkiem do powstania legendy byly zapewne takze fragmenty meteorytu do dzis przechowywane w klasztorze.

Pustelnia przy Diablim Kamieniu.


Diabli Kamien byl i jest popularnym celem turystycznym. O jego duzej atrakcyjnosci stanowil nie tylko sam kamien, ale równiez fakt, ze mieszkal tu stale na niewielkim placyku po wschodniej stronie kamienia pustelnik z klasztoru cystersów w Szczyrzycu. Mieszkal w niewielkiej pustelni o rozmiarze ok. 2 m x 2,5 m, spal w otwartej trumnie, hodowal pszczoly, kozy i codziennie do klasztoru w Szczyrzycu chodzil na msze i obiad. Obok jego pustelni stala niewielka kaplica pod wezwaniem Matki Boskiej Niepokalanie Poczetej i szopka dla kóz. Pod lasem znajduje sie jeszcze kaplica sw. Benedykta. Pustelnik chetnie rozmawial z turystami wypytujacymi o szczególy jego zycia. Byl to pobozny i zyczliwy ludziom czlowiek. Po jego smierci w 1992 jeszcze przez jakis czas, ale tylko okresowo mieszkal w pustelni do 1997 inny zakonnik ze Szczyrzyca.

niedziela, 5 grudnia 2010

Nordic Walking - jak się zmienia punkt widzenia

Jakiś czas temu rozpoczęłam również tzw. spacery Nordic Walking, na które górale nieodmiennie reagują "a gdzież Pani ma narty".
Dotychczasowa, zatwardziała przeciwniczka Nordic walking zmieniła swój pogląd na ta modę.  

Dalej twierdzę, że kijki NW są produktem marketingowym - równie dobrze można wykorzystać dwa badyle znalezione w lesie. Ale niesamowitym plusem tych kijków (tej mody) jest działalność integracyjna. Ludzie się na spacerach spotykają, potykają o własne kijki i mają że tak powiem - powód do ruszenia tyłka z domu.

Kolejny niesamowity plus tych kijków to fakt, że wymuszają pewną postawę, wymuszają konkretny ruch rąk i nóg (bo inaczej się człowiek o owe wspomniane kijki potyka), co skutkuje: wyprostowanymi plecami, wyciąganiem nóg i tempem - już nie plezę się powyginana za moim psem, ale wyprostowana lecę do przodu (mówię o normalnym spacerze, a nie jakiś wersjach sportowych czy fitness:)

Minusem tych kijków jest to, że jeżeli cokolwiek chce się zrobić (rzucić psu patyczka, zrobić zdjęcie) to one tylko przeszkadzają. 

Summa summarum: Wszystko jest dla ludzi, tylko trzeba umieć z tego korzystać. I drugi wniosek - nie mój, ale się pod nim podpisuję - tylko krowa nie zmienia zdania...

sobota, 5 czerwca 2010

NOCLEGI - WIGRY




I kilka noclegów w okolicach Wigier


  • STARY FOLWARK
+48 (0-87) 563-77-52 
po godz.18 0 509 804 679 
pokoje@wigry.net


  • ROSOCHATY rÓG
AGROTURYSTYKA U JUSTYNY

Rosochaty róg, Justyna Giedrojć

tel.0691251887


  • BUDA RUSKA
buda ruska 2, 16-503 Krasnopol
zbigniew terlecki

tel. 0509-320-229 229

niedziela, 25 kwietnia 2010

Diabeł ogonem nakrył

Wybraliśmy się z moimi chłopakami na poszukiwanie Diabelskiego Kamienia. Adaś twierdzi, że Diabeł go ogonem nakrył i przeniósł. Ja twierdzę, że zgubiłam żółty szlak:) Co jest normą:)

Tak czy tak zrobiliśmy trasę ogromną, jak na siedmioletnie nóżki. Z Zawadki przez Pękalówkę i powrót przez rolę "U Muchy"i "Uboce" - na okrętkę jakieś 6-7 km...

niedziela, 18 kwietnia 2010

Motorem do Żywca

Jako, że umówiłam się z Leszkiem Młodzianowskim - autorem szlaku zbójników karpackich - w Żywcu około godziny trzeciej, wsiedliśmy na motor i pomknęliśmy w kierunku. Pogoda więcej prześliczna, ptaki drą ryje, kwiaty czuć... a przy czwartym zakręcie stoi sobie drewniany kościół XV-wieczny. Tu, w Woli Radziszowskiej, dwa lata temu zepsuł nam się na amen lanos - szlag mu trafił alternator, kiedy pojechaliśmy inwentaryzować Podchybie razem z Anią i ś.p. Mariuszem. Wtedy pogoda była pod psem, dziś - cudowna.


Jeżdżenie opłotkami ma te plusy, ze poznaje się mnóstwo ciekawych zakamarków, ma też te minusy, ze siedząc na motorze, za Grześkiem, nie jestem w stanie kontrolować mapy. No i się pogubiliśmy. Może to było przeznaczenie? Na tej trasie, której nie mieliśmy w planach, w rowie leżał motor. Niby nic się nie stało - chłopak trzeźwy, poobijany tylko lekko i dużym szoku, motor w stanie agonalnym (Jawa - sądzę ze go naprawi). Zszokowało mnie co innego - przejechało około 7 samochodów, zanim myśmy zdążyli zawrócić i mu pomóc.
NIKT. ABSOLUTNIE NIKT - nie zatrzymał się aby pomóc wyciągnąć motor z rowu, żeby zapytać czy wszystko w porządku. Jeden nawet bezzębny idiota, śmiał się i pokazywał palcami jako atrakcję? dowcip? Znieczulica społeczna to mało powiedziane.
Nie przepadam za wariatami jeżdżącymi na jednym kole po zakopiance. Uważam ze kilka lat robót publicznych bardzo by im się przydało. Nie lubię crossowców i gdybym miała broń to taki crossowiec w lesie miałby problem. Nie lubię również zachowania niektórych motocyklistów (obojętne na czym jedzie) - przeciskania się na siłę, niezauważania przechodniów, rowerzystów i innych uczestników ruchu drogowego.
Ale ta (duża zapewne) grupa, której nie lubię (i sądzę ze większość traktuje ich jako "dawców", którzy na własne życzenie mają wypadki) jest mnóstwo motocyklistów, którzy jeżdżą normalnie i zachowują się normalnie. Idiotów bym strzelała, obojętne czym jadą.

Ale to co powyżej NIE ZWALNIA NAS z OBOWIĄZKU UDZIELENIA POMOCY.
jak już wylezie z tego rowu, możemy mu naubliżać, ale się zatrzymajmy i udzielmy mu tej pomocy - kto ma to zrobić? sarna? a może lis? który przemknie gdzieś bokiem?
Akurat ten chłopak po prostu jechał - nie należał do grupy tzw.dawców. Jechał z prędkością niewielką (bo gdyby była większa niewiele by z niego zostało w tym rowie), trzeźwy (a na pijaków mam uczulenie i łyk piwa wyczuwam na kilometr), zwyczajnie miał wypadek. I nikt -żaden dupek w samochodzie się nie zatrzymał, wszyscy przejeżdżali nawet nie zwalniając

Wracając do tematu wycieczki:
Jako ze pobłądziliśmy, spóźniliśmy się do Żywca - poszliśmy z Leszkiem do jednej knajpki nad rynkiem. W samym Żywcu (dużo się tu zmieniło odkąd w 2004 roku byłam tu na praktykach), w rynku jest kilka fajnych knajpek, z ogródkami piwnymi, ale myśmy poszli do knajpki na drugim, albo trzecim piętrze. I tam Grzesiek zrobił sobie sesję. To znaczy nie sobie tylko gołębiom. Lokal znajduje sie na poddaszu i na wysokości kolan znajdują się małe lukarny (za strasznie brudnymi szybami). Od strony rynku w owych lukarnach gniazdują gołębie. Dokładnie w każdym oknie znajduje się gniazdo, na którym siedzi gołąb lub gołębica i wysiaduje jaja. Przyznam, ze Grzesiek wpadł w szał fotograficzny - kilka zdjęć (pomimo koszmarnych warunków) wyszło mu naprawdę super!

Potem poszliśmy się przejść do pałacu Habsburgów i parku - już zmierzchało, więc tylko tak: rzucić okiem. W pomieszczeniach pałacu jest szkoła i... mieszka ostatnia Habsburżanka - nobliwa pani w wieku 90 lat (mniej więcej), bardzo żywotna i bardzo sympatyczna.

Park jest ogromny, stoi w nim domek chiński - taki on chiński, jak ja królowa perska, ale niech będzie.
Wracając, pojechaliśmy do Jeleśni coś zjeść. Stoi tam bowiem stara karczma z XVIII w., drewniana - tylko, ze ze względu na awarię wody, nieczynna. Wot pech. Zjedliśmy w szałasie na górce, przy drodze z Jeleśni do Żywca - jedzenie okej, pani niedociumana, ale sympatyczna, a ceny nieporównywalne do krakowskich, czy do centrum konferencyjnego i spa w Jeleśni, gdzie myśleliśmy nad obiadem, ale ceny nas wygoniły...



Nocna podróż motorem odbiła się na moich plecach i wszystkich mięśniach. Mimo wszystko mamy kwiecień i w nocy moja śliczna skórzana kurteczka, którą byłam dostałam kilka dni temu, okazała się niewystarczająca. Po powrocie do domu Grzesiek po raz pierwszy, odkąd go znam, opatulił się kocem:)

A jeszcze tylko dodam, ze jadąc w tamtą stronę, po raz pierwszy (i pewnie ostatni) w życiu, jechaliśmy w asyście policji. Inaczej rzecz ujmując od Salwatora po obwodnicę, po obu stronach stali policjanci w pełnym umundurowaniu, rozstawieni co 80 metrów. Tylko jeden z nich kucał, reszta stała. Co prawda owa ochrona przygotowana była do ochrony dygnitarzy i delegacji przyjeżdżających do Krakowa w związku z uroczystościami na Wawelu, to jednak czuliśmy się niesamowicie.