piątek, 10 lipca 2015

Siódemką w twarz

Sztorm na Bałtyku



Znaleźć z Łeby wyjście na "ruchome wydmy" to zadanie nie lada. Zwłaszcza, kiedy ma się mapę z pięćdziesiątego któregoś roku. Myślałam o przejściu plażą, ale rychło okazało się, że wybrzeże jest pocięte kanałami i portami. Musiałam iść do centrum. Jeżeli już w nim byłam, to odwiedziłam miejscowe biuro podróży, gdzie dowiedziałam się o organizowanych wycieczkach lokalnych. Czerwone światełko zapaliło się przy pozycji "Skansen Słowińców w Klukach".

wtorek, 9 czerwca 2015

[NOCLEGI] - GÓRA CISOWA - SPK (Gulbieniszki)



AgroCamp - Stara Pawłówka

 Stara Pawłówka 18, 16-427 Pawłówka

Duże siedlisko położone pól kilometra za wsią w kierunku Suwalskiego Parku Krajobrazowego. Na terenie posesji można korzystać z zarybionego małego stawu. Do dyspozycji gości duży, zielony teren - możliwość postawienia przyczep kempingowych i namiotów, plac zabaw dla dzieci i miejsce na ognisko. Oferujemy Państwu 4 dwuosobowe pokoje, pokój dzienny, aneks kuchenny, 2 łazienki w domu po kapitalnym remoncie.



Jeżeli szukasz spokojnego miejsca na ekologiczne spędzenie wakacji, odpoczynek wśród starych drzew, terenów zamieszkiwanych przez ptactwo – żurawie, bociany i wiele innych gatunków – zapraszam serdecznie do Pawłówki. Ekologiczne warzywa i owoce prosto z ogrodu. Możliwość korzystania z nart biegowych na posesji.

Duży zielony teren w starodrzewiu z pięknymi widokami na Suwalski Park Krajobrazowy. Idealne miejsce dla ludzi szukających odpoczynku w towarzystwie natury. Obiekt dysponuje duża sala dla gości w klimacie dawnej obory. Zarybiony staw czeka na wędkarzy. Plac zabaw dla dzieci i piękne bezpieczne przestrzenie zadowolą dzieci.


Lady to dama. To ona wybiera kto się z nią może witać. łaskawie. No chyba, że Fąfel właśnie jest miziany to natychmiast domaga się atencji :)

Jeden z fantastyczniejszych noclegów. Pokój duży, czysty. Łóżko wygodne. Łazienka prywatna, pomieszczenia wspólne - kuchnia, jadalnia, ogród - świetnie zrobione, zagospodarowane. Takich warunków nie mamy normalnie w domu. Zaskoczyły nas ręczniki - standard hotelowy za cenę "kwatery".


Ten Fąfel skradł moje serce i ręce do miziania

Ogromnym plusem tego miejsca jest pełna akceptacja zwierząt (nawet dużych psów). Jeśli chcecie przyjechać z psami - zadzwońcie wcześniej. Miejsce jest przygotowane nawet na husky :) niemniej jednak na miejscu są dwa śliczne małe kundelki. I zwyczajnie wypada się zapytać czy miejsce dla psów jest aktualnie wolne :) - jest to osobne pomieszczenie, tak żeby wszystkim było wygodnie. W ogrodzie jest też dużo miejsca na postój kamperów - chętnie tu widzianych. Genialne miejsce i na pewno wrócimy. Tym razem z trzema psami :)

Zdjęcia z Agrocampu są tutaj: https://photos.app.goo.gl/HNmt5gCQ4DZZg9ZKA



POnizej  inne możliwości - dane zbierane w 2015 r. 
Jezeli nie chcecie pocalowac klamki, zadzwońcie wcześniej i zróbcie rezerwację
  • MAREK DOMŻALSKI

Lizdejki 11, gm. Rutka- Tartak, tel. /087/ 568 85 52, /087/ 567 77 42, 503 501 330


  • GOSPODARSTWO AGROTURYSTYCZNE POD CISOWĄ GÓRĄ

Gulbieniszki, 16-404 Jeleniewo,  0515 28-78-00; 0600 04-93-50;

  • HENRYKA I MARIAN BANASZEWSCY
Gulbieniszki, gm. Jeleniewo, tel. /087/ 5683369,


  • DOROTA I LESZEK BAGIŃSCY

Jeleniewo Kolonie, gm. Jeleniewo, tel. /087/ 5683283


  • DOMEK NAD JEZIOREM
Jałowo 54, 16-407 Rutka-Tartak 087 565-24-66; 087 565-38-07; 0602 75-95-23;


  • HALINA I ADAM KUŁAKOWSCY
Rutka, gm. Jeleniewo tel. /087/ 5683557,


  • IRENA JUSZCZAK
Sidory 6, gm. Jeleniewo, tel. /087/ 568 31 03
e-mail: paulinajuszczak@wp.pl


  • GRZEGORZ BACEWICZ
Sidory, gm. Jeleniewo, tel. 501 34 59 82,


  • TERESA I JÓZEF BAGAN
Sidory, tel. /087/ 568-33-37, 

  • JANINA I MARIAN KALINOWSCY
Sidory, gm. Jeleniewo, tel. /087/ 5683342,

  • KRYSTYNA I EDWARD SIENKIEWICZ
Sidory, gm. Jeleniewo, tel. /087/ 5683345,

  • KRYSTYNA I JANUSZ SIENKIEWICZ

Sidory, gm. Jeleniewo, tel.  /087/ 5683339,

  • ŁUCJA CHARŁAMPOWICZ

Sidory gm. Jeleniewo, tel. /087/ 568 33 38,

  • GOSPODARSTWO ŚCIBOWO- GRAŻYNA BEDNARSKA
Ścibowo 6, tel./0-87/562-17-76, 504-042-442, www.GospodarstwoScibowo.pl
  • GRAŻYNA I MAREK MACKIEWICZ

Szurpiły, gm. Jeleniewo, tel. /087/ 566 68 55,

  • ELŻBIETA I JAN MIKIELSCY

Szurpiły, gm. Jeleniewo, tel. /087/ 5683482,

piątek, 31 października 2014

Przecław z Pogorzeli - biskup wrocławski

Przecław z Pogorzeli, Preczlaw von Pogarell (ur. 5 maja ok. 1310 r., zm. w nocy z 5 na 6 kwietnia 1376 r. w Otmuchowie), śląski duchowny katolickibiskup wrocławski w latach 1342-1376.
/tekst i zdjęcie nagrobka pochodzi z Wikipedii/

Przecław z Pogorzeli pochodził z rodu panów z Pogorzeli. Był synem Bogusza z Michałowa i Pogorzeli, wiązany również z Owiesnem kołoDzierżoniowa. Miał starsze rodzeństwo: Henryka, Boguszkę i Mirzana oraz młodszego brata Guntera. Po raz pierwszy został wymieniony 14 kwietnia 1329 r. jako kanonik wrocławski. Po 29 lipca 1336 r. wyjechał na studia do Bolonii. 5 maja 1341 r. kapituła wybrała go na biskupa jako kandydata popieranego przez Luksemburgów, a wbrew naciskom polskim. Z powodu sprzeciwu arcybiskupa gnieźnieńskiego Janisława musiał osobiście pojechać do Awinionu po zatwierdzenie papieskie. Bulla konfirmacyjna została wydana w Awinionie 28 stycznia 1342 r., 17 marca 1342 r. także w Awinionie Przecław został wyświęcony na biskupa.
Przecław z Pogorzeli jako biskup wrocławski wspierał politykę Luksemburgów. Otworzył zamki biskupie wojskom czeskim, a króla Jana Luksemburskiego zwolnił od kar kościelnych. Za jego pontyfikatu Karol IV zatwierdził wszystkie przywileje nadane kościołowi wrocławskiemu od czasów Henryka Brodatego oraz przyrzekł bronić praw, swobód i mienia osób duchownych. Zwrócił też zamek milicki, który biskup przekazał później kapitule katedralnej. 
W okresie jego panowania doszło w kościele św. Wojciecha do pojednania biskupa z wrocławską radą miejską. Przeciwstawił się jednak dyplomacji luksemburskiej, która usiłowała włączyć biskupstwo wrocławskie do nowo utworzonej metropolii w Pradze
Od księcia Bolesława III kupił w 1344 r. Grodków
W latach następnych nabył kilka zamków między innymi w Paczkowie, powiększając obszar księstwa biskupiego. W 1358 r. został zmuszony do zakupu zamku w Žulovej. W celu zebrania niezbędnych do tego celu środków sprzedał kasztelanię milicką księciu oleśnickiemu Konradowi I. Nie szczędził wydatków na wyposażenie i przyozdobienie wrocławskiej katedry. Dziełem biskupa Przecława było ukończenie budowy gotyckiej katedry oraz wzniesienie od strony wschodniej Kaplicy Mariackiej. W diecezji biskup wprowadził świętośw. Jadwigi. W Nysie ufundował dwa przytułki: św. Józefa dla mężczyzn i św. Barbary dla kobiet. Za jego rządów na terenie diecezji wrocławskiej osiedlili się karmelicikartuzi i paulini, którzy przyczyniali się swoją pracą do podniesienia poziomu życia religijnego wśród wiernych. W Brzegu książę Ludwik I ufundował w 1368 r. kolegiatę św. Jadwigi przy kaplicy zamkowej, a jego brat, Wacław I założył w 1354 r. w Legnicy kolegiatę Bożego Grobu. Wspólnie zaś założyli w Legnicy klasztor dla benedyktynek w 1348 r. W listopadzie 1351 r. we Wrocławiu spotkali sięcesarz Karol IV Luksemburski i Kazimierz Wielki. Na pamiątkę tego spotkania został wzniesiony kościół św. StanisławaWacława i Doroty, przy którym Karol IV dał początek klasztorowiaugustianów-eremitów.
Czas rządów Przecława z Pogorzeli to w historiografii kościelnej „złoty wiek” biskupstwa wrocławskiego. Biskup został pochowany w Kaplicy Mariackiej, przy katedrze wrocławskiej, gdzie znajduje się jego marmurowy sarkofag.

=======================================================
Pogorzela

Miejscowość została wymieniona w zlatynizowanej, staropolskiej formie Pogrella w łacińskim dokumencie wydanym w 1273 roku w Pogorzeli. 
Według rejestru Narodowego Instytutu Dziedzictwa na listę zabytków wpisane są[2]:

  • kościół par. pw. Najśw. Serca Jezusa, z poł. XIV w., XVII w., XVIII w., z zachowanymi freskami
  • szkoła, z pocz. XIX w.
  • zajazd, z XIX w., nie istnieje
  • dom nr 77, z 1845 r.
  • dom nr 78, z poł. XIX w.
  • dom nr 92, z poł. XIX w.
  • dom nr 93, z 1833 r.
  • dawna kuźnia, z 1836 r.

czwartek, 25 września 2014

Ruislip - the church in West London


The Norman lord, Ernulf de Hesdin, granted the manor of Ruislip and probably its church to the Benedictine monks of Le Bec-Hellouin in 1087. Officials administering this alien priory’s English lands had a small chapel at Manor Farm. Bec’s prestige and a population increase apparently caused the church’s enlargement, but later heavy taxation of alien priories brought about disrepair and confiscation. By 1422, John, Duke of Bedford granted the church’s income to the Dean and Canons of Windsor, who continue to appoint the vicar.




Medieval features survive, notably wall-paintings, two piscinas, a priest’s door and two wooden chests. 15C expansion included a north vestry (demolished) and a tower with later bell-chamber currently housing eight bells and a 19C clock. There are 15C and 16C references to chantry priests. Furnishings include monumental brasses, linenfold panelling, 17C pulpit and livery cupboard, wall monuments and funeral hatchments. The stained glass windows are of 19C and 20C.



Around 1870, Sir Gilbert Scott and Ewan Christian restored the church. A west porch and two lych-gates were added, followed by a 20C vestry, sacristy and hall. The larger former parish is now sub-divided.

niedziela, 14 września 2014

Z widokiem na Parlament

 Każdy ma jakiegoś bzika... Mnie odpaliło ostatnio na punkcie keszowania. Jest to wybitnie fantastyczna gra, w której absolutnie każdy może brać udział. Warunków nie ma, aczkolwiek dobrze jest mieć dostęp do internetu:) Przydaje się również GPS - aczkolwiek są i tacy, którzy i bez tych udogodnień dają radę perfekcyjnie.


W związku z wymienionym powyżej bzikiem, zamiast pójść po pracy prosto do domu, jak pan Bóg przykazał, potupałam sobie wzdłuż Albert Enbankment, za którym pluskała sobie Tamiza... Kesz po którego się wybrałam, opisany został jako "najpiękniejszy widok na parlament - uwielbiam to miejsce". Keszerka, która ten miły kesz założyła, porusza sie na wózku inwalidzkim, prowadzona przez przyjaciela, ślicznego Goldena. Fakt braku pełnej sprawności fizycznej założycielki nie powinien mieć znaczenia, ale ma. Ma - bo oznacza że nie musisz się wspinać po drzewach, być w pełni sprawności fizycznej, posługiwać się 10 językami i mieć opanowany komputer. Nie musisz. Wystarczy że chcesz.


Widok na Parlament jest rzeczywiście oszałamiający.... Szczególnie nocą.
W dzień zapewne jest szaroburo - jak to w Londynie.
Ale nocą - Parlament, niedaleko świecąca tarcza Big Bena, a z drugiej strony City i nowoczesne budynki, w których prowadzi się biznesy.

Keszyk został namierzony i podjęty nie bez trudu - niby banalna lokalizacja, niby wiadomo gdzie jest. Niby wiadomo, że MUSI być magnetykiem i MUSI być przyczepiony z tyłu takiej wielkiej, czarnej metalowej skrzynki, której przeznaczenia jeszcze nie pojęłam (pewnie jakajsik tam elektryka, obca mej duszy). Fajnie - tylko go znajdź! 15 minut macania, szukania, oglądania...

Któryś raz w Londynie przebiegło mi przez głowę, że terroryści w tym mieście mają naprawdę ułatwione zadanie. W Polsce by mnie zaraz jakiś miły policjant shaltował z zapytaniem "a czego Pani tu właściwie szuka?". Tak jak kolegę mojej siostry (też keszera jak się okazuje), który z obłędem w oku obmacywał Mickiewicza czy innego Jagiełłę pod szatą. Ale to tak nawiasem.

piątek, 6 czerwca 2014

Na początku było metro....

 Lat temu... dawno...

Wykopano pierwsze tunele, potem stacje. Niektóre mają po dwa poziomy, dla łatwiejszej komunikacji. Poszczególne stacje połączono chodnikami i przejściami podziemnymi, dzięki czemu przejście między poszczególnymi liniami metra stanowi miętę z bubrem...
Do stacji doprowadzono schody, windy i schody ruchome. Kiedy wszystko było gotowe i działało prawie bezbłędnie, całą konstrukcję przysypano ziemią i na tym wybudowano miasto. Londyn.



Tak powinna wyglądać historia londyńskiego metra.

Tak jednak nie było. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że na początku było metro.... takiej organizacji jak tutaj, nie można spotkać nigdzie indziej. Poszczególne linie są połączone ze sobą w sposób lepszy od pajęczej sieci. Podróżowanie metrem i koleją to tutaj czysta przyjemność. Problem polega tylko na koszcie transportu, który jest kosmicznie wysoki. Jednakże, jeśli coś jest dobre, należy za to zapłacić:) Ale to na marginesie....

Londyńskie metro jest największym metrem na świecie i wcale nie dziwi, że podróżuje nim codziennie ok 3 milionów podróżnych. Nie ma lepszej, szybszej i mniej awaryjnej metody podróżowania po Londynie. Przykładowo - podróż z III strefy do London Bridge zajmuje... 12 minut. Autobusem można jechać godzinę, ale tylko kiedy nie ma korków. O samochodzie, w Londynie właściwie można zapomnieć.

Są chyba tylko dwa minusy - jedno to upał podziemny. Polscy dziennikarze z polskiej gazety w Londynie lubują się w nagłówkach typu "Piekło w londyńskim metrze"... Nie byłam w piekle - jeszcze. Ale sądzę że temperatura może być podobna.... Na zewnatrz chłód i wiatr, a w metrze? Karaiby, panie,.... właściwie można by było podróżować w dwóch strojach - jeden na zewnątrz, drugi do metra. Chociaż w tunelach łączących poszczególne perony panuje temperatura z gatunku przyjemnych....



Co ciekawe - rozsuwane drzwi w metrze, zastosowane już w 1921 roku (nieco ponad 10 lat przed zamontowaniem uchwytów dla osób podróżujących na stojąco - co niewątpliwie oznacza, że wcześniej nie było potrzeby stać - zapewne podróżnych było duuużo mniej... ), otwierają się równocześnie z szklanymi (bądz z plexi) drzwiami, w ścianie oddzielającej peron od torów. Do tej pory nie mam pojęcia, jak taka koordynacja jest możliwa. Pociąg zatrzymuje się w konkretnym miejscu, gdzie drzwi pociągu idealnie pokrywają przesuwne drzwi w ścianie. Tu tkwi jakaś tajemnica techniczna, której swoim umysłem humanistycznym objąć nie mogę.
Wygląda to tak, jakby pociąg jechał, powoli hamował, a potem niewidoczne ręce  zatrzymywały go w konkretnym miejscu - jakiś stoper czy co? Ani milimetra dalej czy bliżej. I nie ma żadnego zatrzymywania się i cofania do odpowiedniego miejsca. przód, tył. Motorniczy zatrzymuje pociąg w konkretnym miejscu od pierwszego kopa. Nawet nie potrafię tej zawiłości technicznej dokładnie wytłumaczyć, a co dopiero pojąć.



Niewiele się pomyliłam, myśląc, że metro ma dwa poziomy. Generalnie - nieco ponad połowa linii metra (UNDERGROUND - czyli pod ziemią...) sunie torami NAD ziemią. Ale to tak na marginesie. To co pod ziemią dzieli się na dwie strefy. Jedna płyciutka: (sub-surface), na głębokości ok. 5 metrów pod poziomem ziemi. Oba tory położone są w jednym tunelu.
Stoisz sobie zatem, drogi podróżny, na peronie Jubilee Lane na stacji London Bridge...  O! przyjechał pociąg do Stradford. Ale przecież chciałeś jechać w drigą stronę. No to siup - po prostu się odwracasz i już jesteś na drugim peronie. 

Gorzej, jeśli jedziesz tzw. deep line. Aaa tu tak łatwo nie jest...


Po pierwsze jesteś 20 metrów pod ziemią (to właśnie te pociągi, w których atakuje Cię upał. Nawet w zimie). Ponoć tory drążono za pomocą specjalnego sprzętu - ktoś coś mówił o jakiejś tarczy, ale wg mnie to musiała być mega wiertarka.... Od tych linii metro londyńskie wzięło swoją nazwę - Tube. Tunele mają bowiem charakterystyczny półkolisty kształt. Jak rura.

Żeby przejść na inny tor, peron czy stację , musisz opuścić ten na którym jesteś - czyli prawdopodobnie musisz się wydostać na górę i znów w dół. Brzmi okropnie?

Tylko, że komunikacja między peronami i stacjami jest taka, ze nie zauważa się w ogóle jakichkolwiek niedogodności. Większość sprzętu  jest zelektryfikowana i ruchoma. Część nie. Ale żeby się zgubić pod ziemią to trzeba albo nie patrzeć w ogóle albo spać na stojąco. Bo nawet jeśli nie umiesz czytać, to kolory oznaczające poszczególne linie atakują Cię ze wszystkich stron (w wagonach metra nawet uchwyty są tego samego koloru co barwa danej linii). 

Drugi minus, choć niewielki, to możliwość ataków terrorystycznych. Dlaczego niewielki?- dlatego bo atak terrorystyczny może nastąpić wszędzie, choć Londyn jest dość narażony. Ze względu na ogromną liczbę imigrantów i mnóstwo odmian różnych religii. A pod ziemią się łatwiej wybucha niż nad ziemią. Ponoć:)
Prawdopodobnie jednak terroryści o tym nie wiedzą, bo oprócz kilkukrotnych ataków IRA, metro londyńskie było miejscem ataku terrorystycznego w 2005 roku (dwukrotnie). Osobiście uważam, że jak na tak długi życiorys metra i ilość ludności przeróżnych religii i narodowości, nie jest to jakaś oszałamiająca liczba.
Aczkolwiek - drodzy terroryści, nie czujcie się wywołani do odpowiedzi... Proszę.



Historia metra londyńskiego w wikipedii:

http://www.londontransport.info/ - london transport info

https://www.tfl.gov.uk/cdn/static/cms/documents/standard-tube-map.pdf - standard tube map

A tutaj znajdziecie nazwy i kolory linii londyńskiego metra (źródło Wikipedia)

  • Bakerloo Line - brązowy

  • Central Line - czerwony 

  • Circle Line - żółta 

  • District Line - zielony 
  • Hammersmith & City Line Różowy
  • Jubilee Line Srebrny
  • Metropolitan Line Purpurowy
  • Northern Line Czarny
  • Piccadilly line Ciemnoniebieski
  • Victoria Line Jasnoniebieski
  • Waterloo & City line4 Morski

piątek, 2 maja 2014

Oda do niejedzenia...

Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek ograniczę palenie. 
Nie żebym musiała, chciała czy ktoś mnie namawiał (to ostatnie powoduje wzrost ilości wypalanych papierosów. Nienawidzę nacisków), tak ot po prostu samo mi się ograniczyło. I to dość znacznie.
Jasnym jest, ze głównym motywem są finanse - nie czarujmy się. Moja centusiowata dusza gwałtownie wzdraga się przed wydawaniem 30-35 złociszy na paczkę fajek. W przeliczeniu to wychodzi właśnie tyle. Tylko, że... no właśnie. Są to niecałe dwie godziny pracy za minimalną płacę. Czyli na polskie warunki wychodzi podobnie - ok. 10 zł. 
Dostęp do papierosów jest utrudniony, ale to ze względu na zakwaterowanie na zadupiu. W MObile shopie są co prawda papierosy, ale mam wewnętrzne opory przed zakupem tychże u chłopaczka na oko dwunastoletniego. Pomaga chłopak mamie, co się wybitnie chwali i mam wewnętrzny opór przed zakupem szkodliwych dla zdrowia, generujących okropny nałóg, fajek.
W każdym razie - troche niezależnie ode mnie, niemniej jednak ograniczyłam papierosy. Chciałoby się powiedzieć - fajnie. Ale minusy są ogromne. Przede wszystkim wyostrzył mi się węch. A zmysł powonienia, pracując w kuchni angielskiej, to jest coś co chciałoby się mieć w zaniku.
To ich jedzenie nieprawdopodobnie śmierdzi.
Mam nieodparte wrażenie, że mają wyśmienite produkty, tylko psują je w trakcie przygotowania.
Oczywistym jest, że każdy ANglik zaprzeczy i zada pytanie o nasze ogórki kiszone. Lub o kiszone śledzie w Szwecji. Ja rozumiem , że każda nacja ma swoje smaki i wonie. I skoro przyjechałam z własnej woli do tego kraju to muszę się z ich róznorodnością pogodzić. Niemniej jednak tzw. Fish Pie - czyli gotowana ryba w koszmarnie śmierdzącym cieście (które tak naprawdę sprawia wrażenie niedogotowanego), to jest masakra dla mojego nosa.
Z rzeczy nadających się do jedzenia, wg mnie rzecz jasna, rządzą, nazwijmy to, zapiekanki. Zapiekanka jako taka nie jest tu słowem właściwym - na wszelakich potykaczach można przeczytać "PIES", co niekobniecznie oznacza jedzenie chińskie, a "a pie" czyli ciasto z farszem - typowo angielskie jedzonko. Może być wspomniany fish pie (nie do zjedzenia dla mnie), chicken pie i inne "paje":)


CDN....