wtorek, 9 stycznia 2018

HISTORIA MUZEUM GÓRNICTWA RUD


Powstało w 1990 r. Z inicjatywy nauczyciela naszej szkoły inż. Ryszarda Kyzioła, przy wsparciu dyrekcji szkoły i wielu członków grona pedagogicznego. To właśnie tylko tu można dziś zobaczyć barwę i zarys przeszłości górnictwa olkuskiego, które ma już 750-letnią tradycję. 

Wraz z górnictwem solnym bierz swój początek XII w. Nosi zatem tradycję górnictwa krakowskiego, gdyż liczy się jako historycznie udokumentowane od czasów panowania księcia Bolesława V Wstydliwego. Jest zatem o kilkaset lat starsze od śląskiego górnictwa węglowego, które bierze początek od końca XVIII w.

Dziś spadkobiercą i kontynuatorem ciągłości eksploatacyjnej są  ZGH ,,Bolesław". Zakłady te dysponowały kiedyś własnym domem kultury. To tam na przełomie lat 60-tych i 70-tych były Dyrektór szkoły na SKAŁCE, później pracownik ZGH ,,Bolesław" mgr Edward Gawarecki stworzył barwną i ciekawą galerię tradycji górniczej. Można tam było zobaczyć nie tylko przeszłość, ale i historię Zakładów Górniczo-Hutniczych ,,Bolesław", które powstały na początku lat 50-tych. To wszystko po 1989 r., gdy "powiały inne wiatry historii", zostało brutalnie zniszczone i bezmyślnie rozproszone. Na szczęście inż. Ryszard Kozioł, który jest pasjonatem historii, zwłaszcza regionalnej, z pomocą uczniów podjął się ratowania resztek wystroju, które ulokowano w piwnicach przedszkola w Bukownie i Borze. Większość dyplomów, dokumentów okolicznościowych i różnych pamiątek została bezpowrotnie zniszczona. Udało się uratować- wyciągnąć spod gruzu- sztandary, część dyplomów i zdjęć dokumentalnych. Na bazie tych szczątkowych eksponatów, które pieczołowicie odnawiano własnymi siłami na SKAŁCE, rozpoczęto tworzenie muzeum. Z roku na rok powiększały się zbiory. Adaptowano następne pomieszczenia, które kiedyś służyły szkole gastronomicznej i internatowi.

Obecnie muzeum zajmuje 13 pomieszczeń pod szkołą gastronomiczną. Znajdują się tam eksponaty obrazujące przekrój techniki górniczej kiedyś stosowanej, ratownictwa górniczego, wyposażenia osobistego górników, techniki strzelniczej itp. W muzeum można poznać kalendarium obejmujące zarys dziejów naszego górnictwa aż po rok 1980. Muzeum posiada także zbiory etnograficzne, które obrazują funkcjonowanie gospodarstw domowych na przełomie XIX i XX w. Na Ziemi Olkuskiej. Można tu zwiedzić sztolnię, która, wyposażona w autentyczne eksponaty z Kopalni,,Bolesław", pozwala zwiedzającym odczuć aurę prawdziwej Kopalni.

Muzeum Górnictwa Rud odwiedza rocznie kilkaset osób, głównie młodzież szkolna. Zespół Szkół w Bukownie dzięki własnemu muzeum krzepi miłość do naszej małej ojczyzny, jaką jest Ziemia Olkuska, przybliżając jej historię. Jesteśmy jedyną taką placówką oświatową w powiecie olkuskim, a możliwe i w całej Małopolsce, która dysponuje muzeum.

źródło: strona internetowa Zespołu Szkół SKAŁKA  w Bukownie

Kawałek kartofla

autor: Aleksandra Rudź


Historia kartofla w pigułce


Uprawiano go już 8 tys. lat temu w iach. W XVI wieku Hiszpanie sprowadzili ziemniaki do Europy. Do Polski prawdopodobnie przywiózł je z Wiednia Jan III Sobieski w XVII wieku. Początkowo traktowano je jako rośliny ozdobne. Obecnie największe uprawy ziemniaków są w Rosji, Polsce i Stanach Zjednoczonych.

Ziemniak, czyli... 

kartofel- z niem. Kartoffel

pyra- w Poznaniu

grula- w gwarze góralskiej

dawniej perka- od Peru, jednego ze światowych zagłębi ziemniaczanych

Lecznicza moc bulwy 

W dawnym ludowym lecznictwie wiele chorób leczono właśnie ziemniakami. Na przykład:
- surowymi startymi okładano poparzoną skórę
- wdychano opary z gotujących się, żeby wyleczyć nieżyt dróg oddechowych
- surowy sok z bulwy stosowano do leczenia choroby wrzodowej żołądka i dwunastnicy
- witaminy zawarte w bulwie niszczą grzyby, bakterie, zapobiegają rozszerzaniu się naczyń krwionośnych

Podlasie nie chce ziemniaka, świat go promuje

Nie będzie babki i kiszki ziemniaczanej. Koniec placków, pyz i frytek. Podlasie już nie jest zagłębiem ziemniaczanym. Z kartoflem wygrało mleko, bo rolnicy więcej na nim zarabiają. A na świecie ta brudna bulwa króluje. ONZ rok 2008 ogłosiło rokiem ziemniaka.

Wybrano ziemniaka, bo może on ochronić miliony ludzi przed głodem. W Polsce jest królem obiadów. Można go podawać na mnóstwo sposobów, a do tego jest to chyba najtańsze danie. Nasze województwo słynie z ziemniaczanych rarytasów. Jesteśmy specjalistami w pieczeniu kiszki i babki ziemniaczanej.

W Białymstoku najsmaczniejszą kiszkę można było zjeść w Barze u Czesia (kiedyś przy al. Piłsudskiego). Teraz kucharz bankrutuje.

- Kiedyś sprzedawałem dziennie ponad 100 kg kiszki i babki. Przyjeżdżali do mnie ludzie z całego miasta. Bywało, że na czysto miałem miesięcznie nawet 20 tys. zł.- wspomina pan Czesław Szyłak.

Regionalne przysmaki przyrządza od 20 lat. Opracował własną recepturę. Używa tylko kilku gatunków ziemniaków: sokół biały, irga, dorota. Reszta to tajemnica. Jeszcze kilka lat temu wszyscy zajadali się jego ziemniaczanymi specjałami. Teraz pan Czesław chce zamknąć interes.

- Musiałem się przenieść na ul. Raginisa, bo wyburzyli Moją kamienicę, a tu jest gorsze miejsce do handlu. Do tego ziemniaki są  coraz droższe i coraz trudniej dogadać się z rolnikami- narzeka.

I nic dziwnego, gdyż na Podlasiu drastycznie spada uprawa kartofli. Jeszcze w 2001 roku powierzchnia upraw wynosiła 68 tys. ha, a w 2006 roku już tylko nieco ponad 30 tys. ha. Rolnicy teraz stawiają na mleko i kukurydzę.

- Ziemniaki przestały się im opłacać- wyjaśnia Stanisław Dudziuk z Podlaskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Szepietowie.- Piętnaście lat temu było zupełnie inaczej. Eksportowaliśmy je na Wschód, uprawialiśmy na potrzeby nasiennictwa, czyli dla innych województw, i na paszę dla zwierząt. A dziś sadzi się tylko kartofle przemysłowe, a jadalne jedynie na własne potrzeby.

Rosnące u nas ziemniaki są  bardzo smaczne i zdrowe. Nasz region sprzyja ich uprawie, ponieważ środowisko jest czyste, a gleba słaba. Kiedyś podlaskie ziemniaki robiły prawdziwą furorę. Tak jak podczas  Dni Ziemniaka w Mońkach. Nie ma już tego święta. Pierwsze odbyło się w październiku 1976 roku, ostatnie- w listopadzie 2004 roku.

- Wspominam te uroczystości z sentymentem- mówi Zbigniew Karwowski, burmistrz Moniek.- Największy rozgłos Dni Ziemniaka miały w latach 80. Przyjeżdżali plantatorzy z całego kraju, imprezie patronował minister rolnictwa. Były sesje naukowe, konkursy w obieraniu albo w zbieraniu kartofli, kiszka, babka ziemniaczana i dużo różnych atrakcji. Niestety, święta nie ma, bo i ziemniaków nie ma- stwierdza ze smutkiem.

Ciechanowiec: Muzeum Pisanki

Jaja pełne i wydmuszki, kurze, strusie i kolibrze, drewniane i kamienne- z agatu, jaspisu, wapienia...

Muzeum Pisanki
www.muzeumrolnictwa.pl


Ponad tysiąc pisanek ze wszystkich kontynentów, prócz Antarktydy, tworzy kolekcję pierwszego w Polsce Muzeum Pisanki (dziś, w 2024 roku jest ich ponad 2500)

3 kwietnia 2004 r. w przeddzień Palmowej Niedzieli zostało otwarte w Ciechanowcu, w obrębie Muzeum Rolnictwa im. ks. K. Kluka, pierwsze w Polsce Muzeum Pisanki, powstałe z liczącej ponad 1000 eksponatów prywatnej kolekcji Państwa Ireny Stasiewicz-Jasiukowej i Jerzego Jasiuka z Warszawy, ofiarowanej w darze placówce ciechanowieckiej.

Są  drapane, malowane, "pisane" woskiem, rytowane (wzór wyżłobiony w drewnianym klocku i odbity na wydmuszce), w technice collage'u, batikowe, oklejane błyszczącym papierem, sitowiem, włóczką, tkaniną, cekinami, a nawet makiem, ryżem, kaszą czy koralikami.

Muzeum Lipskiej Pisanki

źródło: www.kulturalipsk.pl


 W Lipsku nad Biebrzą powstają najpiękniejsze pisanki na Podlasiu. Pisanki w Lipsku robi się nie tylko przed Wielkanocą, ale przez cały rok. Niektóre z pisankarek w ciągu roku malują nawet kilka tysięcy pisanek. Kolorowe jajka trafiają potem na rozmaite targi rękodzieła ludowego, część z nich zdobi również wielkanocne stoły za granicą.

Dekorowane są  rozgrzanym woskiem, który się nakłada za pomocą cienkiego gwoździka lub szpilki osadzonej na drewnianym patyczku. Jest to tzw. sposób batikowy. Na powierzchni jajka tworzone są  kompozycje w formie rozet, łańcuszków itp. Następnie jajo zanurzane jest w barwnikach. Dawniej były to wywary z kory dębu, olchy, łusek cebuli, czy młodego żyta. Obecnie używa się sztucznych barwników. Później usuwany jest wosk. W Lipsku nad Biebrzą znajdują się liczne pracownie pisankarskie udostępniane turystom oraz kolekcjonerom i miłośnikom sztuki ludowej.

Muzeum Lipskiej Pisanki znajduje się w miasteczku Lipsk, położonym przy granicy  Białorusią, w otulinie Biebrzańskiego Parku Narodowego, w odległości 35 km. Od Augustowa, 85km. od Białegostoku, 67km. od Suwałk.

Muzeum powstało w maju 2007 roku, w wyniku współpracy Pracowni Architektury Żywej, lipskiego Koła Stowarzyszenia Twórców Ludowych i Działu Etnografii Muzeum Podlaskiego w Białymstoku, przy finansowym wsparciu Fundacji Wspomagania Wsi. Najbardziej zaangażowanymi osobami w realizację tego projektu byli: Marcin Lićwinko- pracownik Pracowni Architektury Żywej oraz Ewa Skowysz Mucha- twórczyni ludowa, V-ce Prezes Zarządu Suwalskiego  Oddziału Stowarzyszenia Twórców Ludowych, pod fachowym nadzorem Wojciecha Kowalczuka- kierownika Działu Etnografii Muzeum Podlaskiego w Białymstoku.

Głównym celem powstania Muzeum było zachowanie dla przyszłych pokoleń bogatej tradycji regionu związanej z pisanka. Lipsk jest swoistym zagłębiem pisankarskim, gdzie tradycje sięgające XIX wieku nadal są  kultywowane. Lipskie pisanki wykonywane metodą batiku szpilkowego, zdobione charakterystycznym dla tego terenu ornamentem, stanowią ozdobę muzealnych i prywatnych kolekcji sztuki ludowej w kraju i świecie.

Muzeum Lipskiej Pisanki leży na szlaku tradycji rękodzieła ludowego Podlasia, który obejmuje pracownie rękodzielnicze położone na skraju Puszczy  Knyszyńskiej i Augustowskiej, a mianowicie Czarna Wieś Kościelna (pracownie garncarskie i kuźnia), Zamczysk (warsztat tradycyjnego wyrobu łyżek drewnianych), Janów i okoliczne wsie; Wasilówka, Nowokolno (pracownie unikalnego tkactwa dwuosnowowego), Sokółka (pracownia rzeźbiarza ludowego Piotra Szałkowskiego), Lipsk ( Muzeum Lipskiej Pisanki pracownia pisankarka, pracownia unikalnego tkactwa dwuosnowowego Kazimiery Makowskiej).

Lipskie Muzeum Pisanki:
Miejsko- gminny Ośrodek Kultury
16-315 Lipsk, ul. Rynek 23
0-87 642-35-86, 0-87 642-26-82

Pracownie pisankarskie:

Genowefa Sztukowska,  tel. 087 642 37 97
Krystyna Cieśluk, tel. 087 642 35 99
Zofia Trochimowicz, tel. 087 642 35 83
Kazimiera Wnukowska, kol. Lipsk 18,
Barbara Rutkowska, tel. 087 642 31 85
Barbara Tarasewicz,  tel. 087 642 22 22
Roman Sztukowski,  tel. 087 642 38 59
Ewa Skowysz- Mucha, tel. 087 642 32 06
Teresa Kozłowska, tel. 087 642 20 17
Janusz Wnukowski, kol. Lipsk 12

Urszula Korniłowicz, tel. 087 642 20 68

Siekiery na bok- tradycje bożonarodzeniowe

Trwają od Bożego Narodzenia do Trzech Króli - tzw. "święte wieczory". podczas  nich należy przestrzegać kilku zasad, np. nie używać ostrych narzędzi ani niczego reperować.  To taki czas , kiedy do ręki nie powinno się brać żadnych noży, gwoździ, igieł ani siekier. 
Dlaczego?
Ponoć między Bożym Narodzeniem a Trzema Królami nasze domy odwiedzają dusze zmarłych. Ostre narzędzia mogą wyrządzić im krzywdę i wtedy duszyczki potrafią się zemścić. Kiedyś ludzie bardzo przestrzegali "świętych wieczorów". Teraz ten zwyczaj powoli zanika. Starsi ludzie wierzą, że tego, kto zapomni o przestrzeganiu zasad właściwych "świętym wieczorom", spotka coś złego. Rąbanie drzewa w tym szczególnym czasie grozi rozpadem rodziny. Tym samym skutkuje posługiwanie się nożem.

- Wtedy nie powinno się również naprawiać starych rzeczy. Raz, jak były "święte wieczory", mąż mojej cioci porwał kożuch. Uprosił żonę, żeby załatała dziurę w skórze. Rzecz wydarzyła się tuż przed Nowym Rokiem. Nie trzeba było długo czekać, a w ich gospodarstwie urodziło się chore jagnię. A wszystko przez te cerowanie kożucha- przekonywała Teresa Barcewicz-Aniśko z Janowszczyzny.

"Święte wieczory" powinny upływać na spotkaniach w gronie przyjaciół i znajomych.

Jedź ŁOŚstrożnie


Teren Biebrzańskiego Parku Narodowego jest miejscem bytowania dużej populacji łosia. Na drogach przebiegających przez tereny w obrębie parku co najmniej kilka razy w roku zdarzają się wypadki spowodowane przez te zwierzęta. Były już nawet wypadki kończące się śmiercią ludzi. Szczególnie niebezpiecznie jest na trasie z Białegostoku do Ełku, na odcinku Mońki- Grajewo, ale także na trasie Białystok- suwałki, gdzie można spotkać łosie bytujące w Puszczy Augustowskiej. 

Łoś to największy ssak w dolinie Biebrzy i drugi co do wielkości ssak w Polsce.

Przez większość roku łosie przebywają na bagnach. Jednak późną jesienią wędrują do lasu, by w nim łatwiej przetrwać zimę. Wtedy właśnie stanowią zagrożenie na drogach, które wielokrotnie przekraczają. Ze względu na wielkość i wagę łosia (może dochodzić do 400 kilogramów), kolizja z nim może zakończyć się tragicznie i wiązać się z dużymi stratami materialnymi. Łoś raczej nie wchodzi nagle na jezdnię, więc przy przestrzeganiu wyznaczonej prędkości auta nie powinno być problemów z hamowaniem lub wyminięciem zwierzęcia.

Naklejki w kształcie znaku drogowego z przebiegającym łosiem mają przypominać kierowcom zasady ruchu na odcinkach, na których można spotkać łosie. Mają one zmniejszyć liczbę wypadków z udziałem tych zwierząt na polskich drogach.

Pracownicy parku i policjanci uważają, że kierowcy jeżdżą zbyt szybko na newralgicznych odcinkach dróg, mimo tablic ostrzegawczych i ograniczeń prędkości. Stąd pomysł na akcję informacyjną dla kierowców, by uważali na łosie. Ponad tysiąc ulotek informacyjnych i naklejek ostrzegających o wypadkach drogowych powodowanych przez łosie trafiło do kierowców na trasie Mońki- grajewo podczas  inauguracji akcji. Będzie powtarzana raz w miesiącu, do wiosny.

Kolejnym pomysłem jest ustawienie znaków ostrzegających o przechodzących przez drogę łosiach-park szuka sponsorów, którzy pomogliby tę inicjatywę sfinansować. Obecnie są  na tej trasie jedynie typowe znaki ostrzegające przed zwierzętami na drodze, z umieszczonymi pod nimi tablicami.

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Piece kaflowe Warmii i Mazur

Opracowanie tekstu o piecach: Wiesława Chodkowska

Niewiele opracowań powstało na temat pieców kaflowych z terenu obecnej Warmii i Mazur. Zniszczone w czasie wojny materiały historyczne spowodowały, że nasza wiedza na temat ośrodków produkujących kafle ludowe jest znikoma. Najliczniej kafle ludowe z naszego terenu reprezentowane są w zbiorach Muzeum w Szczytnie i Olsztynie. 

W MBL-PE w Olsztynku poznajemy sposoby ogrzewania pomieszczeń i miejsca przygotowywania posiłków od czarnej kuchni do kaflowych pieców kuchennych i mieszkaniowych. W Muzeum znajduje się najstarszy na Mazurach piec ludowego oraz przykłady pieców mieszczańskich. 

Najstarszy, występujący w chałupach Muzeum sposób gotowania posiłków pokazano na przykładzie czarnej kuchni. Jest to małe zamykane, nie doświetlone pomieszczenie, o powierzchni ok. 4m2, usytuowane najczęściej w środku budynku, na planie zbliżonym do kwadratu u spodu komina butelkowego. Komin taki powstał z komina wolnostojącego, którego trzon o ścianach pochyłych rozszerzając się u dołu, tworzył czarną kuchnię. Ten typ kuchni nazywano także "kuchnią polską". W budynkach Muzeum czarne kuchnie pokazano w wielu chałupach np. w chałupie zamożnej rodziny osadników holenderskich z Zielonki Pasłęckiej na Powiślu, na Warmii w chałupie owczarza z Kaborna i w chałupie pszczelarza i garncarza z Nowego Kawkowa a na Mazurach w chałupie tkaczki z Nowej Różanki.

W budynkach naszego Muzeum znajdziemy także ciekawe przykłady rozwiązania kominów, które zbierały dym z dwu pomieszczeń łącząc się w części dachowej w jeden trzon, tworzący tzw. "gacie". 

Rzemieślnicy mazurscy wyrabiali kafle z tłustej gliny. Następnie wypalano je szlifowano piaskiem, ręcznie malowano, powlekano glazurą i ponownie wypalano.

W muzealnych izbach pokazano piece kaflowe z XVIII- XX wieku, które nadal są  użytkowane.

Przykład ludowych kafli mazurskich spotkamy w piecu XVIII- wiecznej chałupy stolarza i gołębiarza z Gźzwy w gm.Mrągowo. Piec ten przeniesiono z okolic Szczytna w okresie międzywojennym do byłego "Haimatmuzeum" w Olsztynie, skąd trafił do MBL-PE w latach 1960- tych. Jest to zachowany najstarszy mazurski ludowy piec kaflowy.

Piec złożono z kilku typów kafli. Ustawiony na podstawie z cegły, na której pierwszy rząd kafli to XVIII- wieczne kafle o jednolitej zielonej polewie, wykonane sposobem reliefowym. 

W trzonie górnym znajdują się kafle reliefowe o rokokowych obwolutach uzupełnionych malowanym ornamentem roślinnym. Narożniki wypełniają kafle o sciętych krawędziach, urozmaicone kręconymi kolumienkami, podobne do kafli narożnikowych w piecach gdańsko- elbląskich.

W górnej części pieca występują kafle gładkie, zdobione wyłącznie malaturą a wypełnienie kafli krawędziowych stanowi tralka. Figuralna tematyka kafli przedstawia: jeźdźca na koniu, piechura z karabinem między drzewkami. Pozostałe motywy zwierzęce to psy i ptaszki.

U podstawy i w zwieńczeniu pieca gzyms z malowanym ciągłym motywem roślinnym. Kolorystyka kafli w odcieniach koloru niebiesko- szarego z akcentami ciemno- brązowymi. W środkowej części pieca znajduje się kafel firmowy z data 1792 i napisem "Pantell" . Data ta wskazuje na najstarsze kafle ludowe znane na Mazurach natomiast elementy zdobienia pieca wskazują na pokrewieństwo z kaflami wyprodukowanymi w warsztatach z okolic Szczytna i Nidzicy.
W kopii karczmy ze Skiawy w gm. Barciany, II połowa XVIII w., umieszczono dwa piece kaflowe. W obecnej galerii sztuki ludowej znajduje się piec z końca XIX w, nr. Inw. 6597 zakupiony w 1998 r. z miejscowości Koniewo w gm. Lidzbark Warmiński za cenę 2500 zł[2]. Jest to narożny piec mieszczański zakończony konsolkowym gzymsem, zwieńczonym trójkątnym tympanonem przerwanym po środku szyszką na cokoliku. Boczne narożniki frontonu zwieńczone naszczytnikami- akroterion, w kształcie stylizowanych palmet. 

W gospodzie umieszczono piec kaflowy nr. Inw. 6475 zakupiony od Gminnego Ośrodka Kultury w Gietrzwałdzie w 1997r, pochodzący z pałacu w Kitnowie za cenę 2500 zł.

W kopii karczmy z Małszewa w gm. Jedwabno, XVIII w., w dużej izbie znajduje się piec kaflowy- nr. PN 598 zakupiony w 2006r. z Lichtajn za cenę 950 zł

W chałupie tkaczki z Nowej Różanki w gm. Kętrzyn, I połowa XIX wieku, wstawiono piec złożony z dwu identycznych pieców, które Muzeum zakupiło w 2006 r. w Olsztynku z domu przy ulicy Jana Pawła II.

W szkole wiejskiej z Pawłowa (gm. Olsztynek, XIX w), w izbie szkolnej wstawiono piec biały. Z oryginalnej substancji zachowanych jest ok. 70% , pozostałe elementy pochodzą z rozbiórkowego materiału, nr. PN 599, zakup z Lichtajn. Jest to piec mieszczański z reliefową, wypukłą ornamentyką. W zwieńczeniu pieca fryz z kafli zdobionych dekoracją o motywach roślinnych: mięsistego akantu, przerywanych przedstawieniami głów w medalionach. Całość wieńczy gzyms zdobiony ciągłym ornamentem: kimation jońskim (wole oczy, jajownik) lesbijskim (kwiatowy). Według informacji od zduna p. Golędzinowskiego, piec w izbie szkolnej pochodzi z Rychnowa. Piec kuchenny- oryginalny pochodzi ze szkoły z Pawłowa.

W chałupie usytuowanej w zagrodzie powiślańskiej zamożnej rodziny osadników holenderskich z Zielonki Pasłęckiej w gm. Pasłęk z 1819r., we wnętrzu odtworzono piece kaflowe używając kafli z lat 70-tych XX wieku, podobnie uczyniono w chałupie powiślańskiej z wnęką środkową z Bartężka gm. Morąg.

W zagrodzie powiślańskiej zamożnej rodziny gospodarskiej z izbą szkolną, znajduje się chałupa z wystawką podcieniową z Burdajn w gm. Godkowo z I połowa XIX w. przeniesiona z pierwszego Muzeum w Królewcu. W chałupie tej znajdują się trzy ciekawe piece mieszczańskie. Piec w izbie szkolnej: dwuczęściowy zwieńczony gzymsem, kafle narożne ścięte. Wszystkie kafle reliefowe w kolorze zielonym zdobione rocaillem.(ornament charakterystyczny dla rokoka od. ok. 1730 r. o fanazyjnej asymetrycznej formie imitującej kształty muszli, wzbogacone kogucim grzebieniem).

W izbie nauczycielki piec mieszczański o kaflach gładkich w kolorze białym, zwieńczony interesującym gzymsowaniem w polu z reliefową, wypukłą ornamentyką przedstawiającą wielofiguralne sceny mitologiczne. Całość ujęta ciągłym ornamentem: kimation joński (wole oczy, jajownik)u góry i lesbijski (kwiatowy) u dołu.

W izbie po stronie prawej sieni piec mieszczański, dwuczęściowy zwieńczony gzymsem, ścięte narożniki pieca. Kafle reliefowe w kolorze czarnym zdobione ornamentem okuciowym.

W zagrodzie powiślańskiej zamożnej rodziny gospodarskiej znajduje się chałupa z wystawką podcieniową z Chojnika gm. Morąg, poł. XIX w. a w niej piec oryginalny z gładkich białych tzw. "berlińskich kafli".

W kopii kościółka z Rychnowa, przeniesionej z pierwszego muzeum w Królewcu, znajdują się dwa żeliwne piece z końca XIX wieku.

Ostatnim piecem wybudowanym na terenie Muzeum jest piec garncarski, przy którym odbywają się lekcje muzealne.