sobota, 3 kwietnia 2010

Żegnaj zawieszenie - czyli skróty lanosem

W ramach wyjazdu na święta Wielkiej Nocy na wieś, zrobiliśmy sobie przepiękny objazd. Po co się pchać zatłoczoną zakopianką, skoro można opłotkami i "boczarami". Na pierwszy ogień poszedł Barwałd Górny - W zeszłym roku z babcią i ciocią Lusią, pojechałyśmy do Kalwarii Zebrzydowskiej i odwiedziłyśmy Barwałd. Z trudem znalazłyśmy kaplicę św. Rozalii, wspomnianej jako zabytek architektury drewnianej.

No i ... okazało się, że rudera, którą wtedy oglądałyśmy była dawną strażnicą, pełniącą przez jakiś czas rolę kaplicy. Dziś - z Grześkiem i psem (BTW - co za kolejność!), udało nam się (Dzięki nieocenionej pomocy Dymka na polsce niezwyklej) dotrzeć do prawdziwej kaplicy św. Rozalii, zlokalizowanej pod
lasem, na roli Wyręby (z rynku, w lewo i do samej góry).
No i warto było - co prawda zewnętrze ładne i nic poza tym (a klimat psują XXI domy, które podeszły już pod las, choć na początku XX wieku tu faktycznie mogła być pustelnia). Ale wnętrze... klimatyczne, piękne i w stylu. Zakratowane - z pewnością gdzieś można pobrać klucz, ale nawet nie szukaliśmy. Była ostatecznie Wielka Sobota.

Dwór w Stryszowie, co zawsze mnie szokowało, jest oddziałem Państwowych Zbiorów Sztuki na Wawelu. Nigdy nie pojmę przynależności pewnych miejsc do wyższych instytucji, kompletnie się z lokalizacja nie kojarzących. Ale to temat na zupełnie inne opowiadanieW dworze stryszowskim znajduje się wystawa, którą koniecznie muszę kiedyś obejrzeć. A samego wejścia pilnują GROŹNE PSY - jak informuje tabliczka. Grześ jednemu wyciągał insekty, a drugiego głaskał przez kraty:) Szekla w samochodzie o mało nie oszalała z zazdrości.
A potem... potem ruszyliśmy do Suchej Beskidzkiej... Przez Marcówkę - takiej nawierzchni nie widziałam nigdy. Gdybym była sama, zawróciłabym ze względu na zawieszenie, ale przed nami jechał Pan miejscowy i sprawnie omijał dziury, więc my za nim.
Poniewczasie - ominąwszy kolejną wyrwę pt "Żegnaj zawieszenie", stwierdziliśmy, że choćby ten Pan jechał przez pole orne jedziemy za nim - najwyraźniej doskonale znał trasę
.
Po karkołomnym zjeździe z Marcówki, skręciliśmy w Suchej Beskidzkiej, na Lachowice. Zaparłam się zadnimi łapami, ze muszę zobaczyć ten olśniewajacy kościół - jeden z najpiękniejszych w tej części Beskidów. Niedaleko co prawda są również Gilowice i zaczyna się śląski odcinek szlaku, ale dziś sobie odpuściliśmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz