Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 marca 2018

Plaża nad Sekwaną

W centrum Paryża można odpoczywać i bawić się na plaży, urządzonej na wybrzeżach Sekwany. Nad rzekę przywieziono tony piasku, ustawiono donice z palmami i setki leżaków. 
By stworzyć tę sztuczną plażę o łącznej długości 3 kilometrów, merostwo musiało sprowadzić statkami kilka tysięcy ton piasku. Został on rozsypany na nabrzeżach- w miejscu, przez które przebiega trasa szybkiego ruchu imienia Georges'a Pompidou. Paryska plaża jest również częściowo pokryta trawnikami lub kamieniami. W ostatniej chwili zostały do tego wszystkiego dodane parasole słoneczne i leżaki, które stwarzają w tym miejscu prawdziwie wakacyjną atmosferę. Plażowicze mogą poczuć się jak na Lazurowym Wybrzeżu dzięki kilkudziesięciu palmom, rosnącym w donicach wzdłuż rzeki. Druga część plaży została urządzona nad szerokim kanałem Bassin de la Villette. W tym miejscu można wypożyczać kajaki, rowery wodne i niewielkie żaglówki. Dzieci mogą bawić się w zasypanej w piasku niewielkiej łodzi podwodnej

Tramwajowy renesans

Tramwaje przeżywają we Francji prawdziwy renesans. Kolejne miasta zdecydowały się wprowadzić je do komunikacji miejskiej. 
Z komunikacji tramwajowej korzysta już 16 miast. W siedmiu kolejnych trwają prace nad uruchomieniem pierwszej linii. Tramwaje pojawią się między innymi w Paryżu, Marsylii oraz Nicei. Po 60. latach od chwili wycofania ich z ulic francuskiej stolicy, w przyszłym tygodniu pojawią się w mieście ponownie. Nowoczesne wagony połączą XV i XVIII dzielnicę. 
'To nie kwestia mody, lecz czysta kalkulacja'- twierdzą francuscy specjaliści do spraw transportu. Wyjaśniają, że tramwaj znacznie mniej zanieczyszcza powietrze, stwarza mniej hałasu i jest 6-krotnie tańszy od metra. 
W przyszłym roku we Francji długość nowych linii tramwajowych zwiększy się o 160 kilometrów.

Działający od 15 lipca 2006 r. w Paryżu system wynajmu rowerów wzbudził duże zainteresowanie u mieszkańców miasta i zwiedzających miasto turystów. Jednorazowa opłata za wynajem roweru wynosi 1 euro za dzień, jednak dla stałych użytkowników dwóch kółek przygotowano dodatkową ofertę: mogą płacić 5 euro za tydzień i 29 euro za cały rok korzystania z roweru. Wynajęty rower można zostawić na każdej z 750 stacji zlokalizowanych w różnych częściach Paryża. Zanim z usługi zaczęli korzystać paryżanie, wynajem rowerów wprowadziły z sukcesem takie miasta jak Kopenhaga, Genewa, Barcelona i Lyon.

Mona Liza była w ciąży

Mona Lisa, uwieczniona na słynnym obrazie przez Leonarda da Vinci, podczas  pozowania mistrzowi była w ciąży lub zaraz po porodzie- ogłosił w środę francuski ekspert od sztuki. "Dzięki najnowszej technologii odkryliśmy, że Mona Lisa okrywała suknię specjalnym woalem z gazy, jaki niegdyś nosiły kobiety w ciąży lub zaraz po porodzie"- powiedział telewizji LCI Michel Menu. Wielu ekspertów już od dawna sugerowało, że Mona Lisa była w ciąży. Tajemnicza kobieta z obrazu Leonarda od wieków budzi ogromne zainteresowanie na całym świecie. Dzięki pracom naukowców wiadomo już, że nazywała się Lisa Gherardini. Jej mężem był florencki kupiec Francesco del Giocond. Da Vinci zaczął ją malować w 1503 roku. "Mona Lisa" to odpowiednik "Madame Lisa". La Gioconda, jak często określa się ją w wielu krajach, to francuska wersja jej nazwiska. Leonardo da Vinci przywiózł "Mona Lisę" do Francji w 1517 roku. Od 1804 roku obraz można oglądać w Luwrze.

Koskinomancja


Interesujący sposób wykrywania winnych stosowano od stuleci we Francji. Na francuskiej prowincji przesłuchiwanie podejrzanego odbywało się za pomocą sita, na oczach gawiedzi. Dwaj asystenci sędziego, przytrzymywali za pomocą tylko jednego palca, sito, zawieszone w taki sposób, aby najmniejsza zmiana w nacisku sita palcami, powodowała ze zaczynało ono się obracać w wyniku braku zrównoważenia nacisku.

Przesłuchujący wypowiadał słowa niezrozumiałego dla nikogo zaklęcia, następnie wypowiadał imiona podejrzanych. Wierzono, ze na dźwięk  imienia winnego, sito zacznie się obracać. (info: Dziwy i dziwadła obyczajowe, Roman Antoszewski)

Zakaz umierania

Mer niewielkiego francuskiego miasteczka wydał zarządzenie zakazujące... umierania w tej miejscowości. Wbrew pozorom mer nie postradał zmysłów i jego zarządzenie było uzasadnione 
Swoją decyzję mer miasteczka Cugnaux, Philippe Guérin, argumentował brakiem miejsca na cmentarzu. Od lat bezskutecznie stara się o zezwolenie na budowę nowego miejsca pochówku. Jednak jedyna działka, która pod względem geologicznym nadaje się do pełnienia takiej roli, jest własnością wojska. Tymczasem armia nie chce nawet słyszeć o nowym cmentarzu. Twierdzi, że miejsce to byłoby niebezpieczne ze względu na bliskość poligonu. Po długich staraniach mer Cugnaux uznał, że jedyną pozostającą mu bronią w dyskusji z władzami wojskowymi będzie prowokacja. Stąd ten niecodzienny zakaz. Ministerstwo Obrony nie odpowiedziało jeszcze na tę desperacką próbę wywarcia na nie presji. Na razie jedynie rodziny, które wcześniej wykupiły grobowce na cmentarzu w Cugnaux, mogą chować tam swoich bliskich. Kantonów.

wtorek, 20 lutego 2018

Święto cytryny w Menton

Autor: Joanna Pietrzak-Thébault


W połowie lutego wszyscy zjeżdżają tu na święto cytryn, a przez okrągły rok zwiedza się bajeczne ogrody.


Czy wjedziemy do miasta nadmorską krętą drogą z Nicei i Monako, czy autostradą  Nicea- Turyn wiszącą na kilkudziesięciometrowych słupach nad górskimi dolinami, czy też od strony Włoch- wszędzie pojawi się napis, że oto wita nas "perła Francji".

"Perłą" została Mentona w 1861 r., kiedy włoskie Mentone odstąpiono Francji w zamian za pomoc Napoleona III w walkach o zjednoczenie Włoch. Przez wieki była częścią Republiki Genueńskiej, a potem Księstwa Monako i Piemontu. Dziś mało kto już o tym pamięta, a włoski dialekt figuruje na liście przedmiotów, z których zdawać można w okręgu egzamin maturalny.

30-tysięczne miasto rozłożyło się nad zatoką Garavan, zajmując wąski pas wybrzeża i wciskając się głęboko w cztery doliny, które ostro schodzą z wysokich Alp wprost do Morza Liguryjskiego. Kamienista plaża leży właściwie w samym centrum Mentony, wzdłuż kilkukilometrowego bulwaru. W każdą pierwszą niedzielę miesiąca zamyka się go dla ruchu i zamienia w promenadę. Najciekawszy jest tu niewielki genueński fort z XVII w., który niegdyś strzegł portu, a od 40 lat jest siedzibą muzeum Jeana Cocteau (1889-1963), poety, dramaturga, malarza. We wnętrzach, które ozdobił sam artysta, przechowywane są  jego rysunki, ceramika, pastele z cyklu "Zakochani". Cocteau często do Mentony przyjeżdżał, namalował też freski w sali ślubów w merostwie (można ją zwiedzać).

Samo śródmieście nie jest zbyt interesujące. XIX- wieczna architektura sąsiaduje z gęstą, nowoczesną zabudową, ruch samochodów i skuterów jest bardzo duży, a o miejsce do Parkowania (nawet jak na francuskie warunki) niezwykle trudno. To, co ciekawe ukryło się na okolicznych wzgórzach...

Włoska Mentona, nazywana Starym Miastem, wspięła się na wysokie wzgórze Colla rogna, niemal wprost nad morzem. wygląda malowniczo z domami koloru jasnej ochry (niedawno odmalowane), lecz turystów dociera tu niewielu. Kto szuka spokoju, latem dodatkowo cienia, a nie boi się wspinaczki, ujrzy tu jeden z najpiękniejszych placów miasta.

Do bazyliki św. Michała Archanioła prowadzą niemal wprost z plaży rozchodzące się teatralnie na dwie strony szerokie schody, wyłożone kamienną mozaiką. Na placu przed kościołem układa się ona w herb rodziny Grandmaldich- białe i czerwone romby (wioska Grandmaldi, skąd wywodzi się książęca rodzina panująca w Monako, leży niedaleko stąd, po włoskiej stronie granicy). Kremowa fasada konsekrowanego w 1675 r. kościoła ukończona została co prawda dopiero w XIX w, ale udało się w pełni zachować harmonijność liguryjskiego baroku. Na wyjątkowe okazje kolumny podtrzymujące kolebkowe sklepienie głównej nawy i część ołtarza głównego ubierane są w stare bordowo-złote "sukienki". Wysoką dzwonnicę (53 m) wieńczą okrągłe wieżyczki; niestety, nie można się na nią wspiąć. Radzę jednak zajrzeć do zakrystii, mamy stamtąd przepiękny widok na zatokę, port i miasto. Od 1950 r. w sierpniowe wieczory ten wyjątkowej urody zespół architektoniczny zamienia się w salę koncertową festiwalu muzyki klasycznej (www.musique- Menton.com). Jestem pewna, że podczas  koncertów ożywa figura Archanioła Michała w złoto-bordowej rzymskiej zbroi i hełmie, stojąca w tanecznej pozie nad głównym ołtarzem bazyliki...

Nieco dalej, przy drugim placyku, stoi kaplica Białych Pokutników z XVIII w., otwarta tylko latem. Jej biało-różową późnobarokową fasadę (może trochę zbyt rozłożystą) zdobią liczne filary, pilastry i nisze, a także spływające po ścianach kiście owoców i kwiatów. Bliżej śródmieścia znajdziemy jeszcze XVII- wieczną kaplicę Czarnych Pokutników (nadal aktywne pobożne stowarzyszenia świeckie, ślad po włoskiej historii miasta). Staromiejskie zaułki są wźziutkie i strome, nie wciśnie się tam żaden pojazd (z wyjątkiem ręcznych wózków na zakupy). Pomimo spokoju i wielkiego uroku, żyje tu coraz mniej stałych mieszkańców, gdyż domy są  na ogół bez wygód.

Na przełomie lat 50. i 60. XIX w. zaczęli tu przybywać podróżni z północnej Europy. Za odkrywcę klimatycznych walorów maleńkiej wówczas  Mentony, gdzie nawet zimą, dzięki otaczającym ją od zachodu i północy górom jest o kilka stopni cieplej niż w pobliskiej Nicei (w styczniu średnio 11,3, latem 25, ten klimat geografowie określają jako "śródziemnomorski z tendencją subtropikalną"), uważa się Jamesa Henry'ego Benneta (1816-91). To w myśl zaleceń tego angielskiego lekarza, od 1859 r. coraz liczniej zjeżdżali tu jego bogaci pacjenci. Uciekali od mgieł i deszczów do miejsca, gdzie słońce świeci średnio 316 dni w roku. Większość zjawiała się tylko na sezon, który trwał od października do maja (odwrotnie niż dziś). Nieco operową architekturę ówczesnych hoteli, stojących wśród palm, cyprysów, drzewek pomarańczowych i bananowców można jeszcze podziwiać w śródmieściu i na okalających je wzgórzach. W 1913 r. Mentona miała 62 hotele z 4500 pokojami, a dziś 30 z zaledwie tysiącem. Spośród tych starych jedynie Hotel des Ambassadeurs zachował (od 1865 r.) swoją funkcję i styl dawnych hoteli Riwiery Francuskiej, inne przerobiono na apartamenty, a ich ogrody zamknięto na klucz.

Najbogatsi cudzoziemcy, oczarowani klimatem kupowali wille i posiadłości, by pozostać w Mentonie na zawsze. Zakładali też wspaniałe ogrody, które i dziś przyciągają obfitością kwitnących od stycznia kremowych i bladoróżowych kamelii, cyklamenów, anemonów, róż i wielu innych gatunków, które cieszą oko niemal przez cały rok- przyjmują się tu rośliny z całego świata.

Przewodniki wymieniają niemal tuzin ogrodów wartych odwiedzin, a każdy inny. Villa Maria Serena zaprojektowana przez Charles'a Garniera (tego od paryskiej opery!) góruje nad zatoką z kolekcją palm i rzadkim okazem Dracaena draco- smoczego drzewa. Val Rahmeh, nazwany tak na cześć indyjskiej żony lorda Percy'ego Radcliffa, jak dawniej stanowi "laboratorium" hodowli roślin tropikalnych. Fontana Rosa urządzona przez hiszpańskiego pisarza Vicente Blanco-Ibaneza to ogród-czytelnia z ławeczkami, pergolami i altankami pokrytymi barwną ceramiką, a alejki noszą imiona sławnych pisarzy, od Cervantesa po Dostojewskiego. W Serre de la Madone, który stworzył słynny angielski major-ogrodnik Lawrence Johnston, można podziwiać pomidory z Peru o ciemnobordowych owocach, australijskie kwiaty podobne do tulipanów (we wszystkich kolorach) i afrykańskie krzewy o fantastycznych kształtach. Będące pod opieką lokalnych władz ogrody są  otwarte dla publiczności przez okrągły rok, od rana do wieczora (wstęp płatny, w stałych godzinach wizyty z przewodnikiem).

Klasycystyczny Pałac Carnoles, który w XVIII w. był letnią rezydencją książąt Monako, w 1961 r. zamieniono w miejską pinakotekę (na bazie kolekcji obrazów z XIII-XVIII w. rodziny Wakefield- Mori). Otaczający go ogród zaprojektowany w 1725 r. ma bodaj najbogatszą w Europie kolekcję ok. stu gatunków cytrusów, wśród nich stoją nowoczesne rzeźby (wstęp wolny).

Do kilku ogrodów prywatnych (w Mas Flofaro rośnie np. 20 gatunków mimozy!) wejdziemy, uzgodniwszy wizytę telefonicznie z właścicielem. Pełną ich listę wraz ze szczegółami dotyczącymi godzin zwiedzania i wizyt z przewodnikiem dostaniemy w biurze informacji turystycznej, w tzw. Pałacu Europy przy ulicy Ogrodów Bioves (zimą godz. 8.30 do 18 z przerwą w południe, latem- od 9 do 19 bez przerwy, www.menton.fr ).

To właśnie przy tej ulicy odbywają się doroczne obchody święta cytryn (w tym roku od 16 lutego do 5 marca, www.feteducitron.com ). Przybywa na nie ok. 250 tys. turystów, nie tylko z Francji i pobliskich Włoch, ale i z bardzo daleka.

Bo cytryna to znak firmowy miasta. Począwszy od XIV w., Mentonę otaczały rozległe gaje- cytryny były głównym bogactwem regionu. Jeszcze w XIX w. bosonogie chłopki przynosiły do miasta pełne ich kosze na głowach albo przywoziły na grzbietach osiołków. Gaje niemal doszczętnie zniszczył mróz, jaki nawiedził okolicę w 1956 r. W ostatnich latach cytrynowe drzewka powoli wracają na wzgórza. Na razie dostarczają tylko 5 proc. owoców używanych podczas  święta cytryn do budowy figur i skomplikowanych konstrukcji, reszta sprowadzana jest z Włoch, Hiszpanii i krajów Maghrebu.

A zaczęło się na początku lat 30. XX w., skromnie- od pokazu cytrusów w malowanych na złoto i srebrno wiklinowych koszach w ogrodach hotelu Riviera Palace. Z czasem święto się rozrosło, zamieniając się w karnawał. Towarzyszą mu konkursy na najpiękniej udekorowaną witrynę i pokaz orchidei. Wszędzie grają orkiestry dęte, jazz-bandy i zespoły folklorystyczne.

Dekoracje są tematyczne. Był już Pinokio i Alicja w krainie czarów, bohaterowie bajek la Fontaine'a i kreskówek Disneya. W tym roku będą to "wyspy całego świata". Owoce tworzące cytrynowo-pomarańczowo- grejpfrutowe dekoracje i wzory przytwierdzane są  ciasno obok siebie żółtymi i pomarańczowymi gumkami, a wszystko razem trzyma się na stalowych stelażach, wysokich nawet na osiem metrów. Stoją na zielonej trawie w otoczeniu barwnych prymulek i cyklamenów, ostro odcinając się na tle błękitnego, zimowego nieba. W niedzielne przedpołudnia odbywa się tzw. corso- umieszczone na samochodowych platformach cytrusowe konstrukcje przejeżdżają nadmorskim bulwarem, po drodze obficie sypie się confetti. Po zmroku pokazom towarzyszą efekty świetlne, a wszystko kończy się pokazem sztucznych ogni (bilety od 6 do 22 euro). Jeden dzień zarezerwowany jest dla dzieci- w tym roku piraci zabiorą je na tajemniczą wyspę.

Konkurencję cytrynom robi mimoza- lasy porastające okoliczne wzgórza są w lutym wprost złote. Maleńkie kuleczki wśród drobnych listków wyglądają niczym zrobione z delikatnej waty. Inspirują zarówno cukierników, produkujących lirynki w ich kształcie, jak i producentów gadżetów- sztuczne kwiatki wieńczą m.in. eleganckie opakowania prezentów. Pamiętajmy, że te prawdziwe nie tylko pięknie wyglądają, ale wstawione do gorącej (tak, tak!) wody, długo stoją i oszałamiająco pachną. Taki bukiet owinięty ciasno w gazetę można spokojnie przywieźć samolotem.

W okolicy


Godne uwagi są  przede wszystkim górskie wioski i miasteczka, powietrze jest ostre, a roślinność inna niż w Mentonie. Najbliżej jest do Gorbio, z kilkusetletnią oliwką na głównym placu i średniowiecznymi murami obronnymi. Do najbardziej turystycznych, ale i najbardziej malowniczych należy St. Agnes położone 750 m n.p.m. Sospel zachowało resztki dawnej świetności- rezydował tu biskup, stąd największa w okolicy barokowa katedra, tędy biegła droga kupców solnych z Nicei do Turynu, uczęszczana zwłaszcza w XVII i XVIII w. Wioska Castillon, całkowicie zniszczona podczas  II wojny, odbudowana w prowansalskim stylu. Domy z jasnego kamienia lub otynkowane na kolor ochry, z niewielkimi oknami o zielonych okiennicach i z łukowatymi wejściami, stały się mekką artystów- fotografów, malarzy, projektantów mody i witraży. Bezpretensjonalne Castellar wygląda jak wyjęte z XIX- wiecznego obrazka- życie toczy się tu wolniej, a dzieciaki grają w piłkę na placyku przed kościołem. Nie zapomnijmy też o Roquebrune- jego część nadmorska Cap Martin to schowane w piniowych gajach wille bogaczy i rzymskie ruiny, a część "wysoka" to XIV- wieczny zamek-forteca z widokiem na całą okolicę, aż po Niceę.

Warto kupić


Cytryny z Mentony rzadko pojawiają się na targach. Mają duże owoce o nieco nieregularnym kształcie, grubą skórę, wyjątkowo długo zachowują aromat. Drzewka potrafią owocować nawet cztery razy w roku, a każdy zbiór ma inny smak i zapach- zapewniają znawcy. Szczęśliwcy, którzy mają kawałek ziemi na okolicznych wzgórzach, hodują je dla przyjemności, czasem robią konfitury albo nalewkę. Turystom pozostają cytrusowe mydełka z naturalnych składników, łudząco podobne do małych cytrynek, miarynek, pomarańczy- do kupienia za parę euro (włożone do szuflady z bielizną pachną jeszcze po kilku latach). Jest też cytrynowa woda toaletowa i wyroby z drewna oliwkowego oraz obrusy i serwetki- nie całkiem tutejsze, bo z prowansalskich materiałów. Niestety, rodzima produkcja rzemieślnicza ustępuje miejsca pamiątkowej sztampie. Dobrze, że nadal można dostać fougasse- delikatne drożdżowe ciasto pachnące kwiatem pomarańczy i anyżkiem, sprzedawane tylko tutaj. W miejskich halach u stóp starego miasta (otwarte tylko rano) warto napatrzeć się na dorodne owoce i jarzyny. Takie same, choć mniej efektownie wyeksponowane i dużo tańsze kupimy na każdym targu, a oliwki w kilkunastu smakach i odmianach (lokalne to maleńkie, czarne, tzw. nicejskie), także w warzywniakach. Dobrze zapakowane przechowują się świetnie w lodówce nawet przez kilka tygodni.

Mentona (fr. Menton) – miejscowość i gmina we Francji, w regionie Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże, w departamencie Alpy Nadmorskie.

Co zobaczyć: 



KRÓTKO O SZAMPANIE

Autor: Tadeusz Pióro / źródło: MaleMan



Szampan powstał przez przypadek. W opactwie benedyktynów w Épernay, tak jak w całej Szampanii, co najmniej od XIV wieku wytwarzano wina ciche, czyli bez bąbelków. W wieku XVII czuwający nad piwnicami opactwa mnich zauważył, że rozlane już do flaszek wino przechodzi powtórną fermentację. Z ciekawości spróbował tego wina i – doznał objawienia. Wykrzyknął "Bracia! Bracia! Piję gwiazdy!". Mnich ten zwał się Dom Perignon, zaś jego odkrycie wywarło olbrzymi wpływ na rozwój nie tylko kultury wina, lecz całej cywilizacji Zachodu. Mówię serio.


Rzadko spotyka się wina, których cena tak beztrosko, a zarazem systematycznie, od wielu dziesięcioleci, przekracza granice rozsądku i przyzwoitości. Najwyraźniej płacimy nie tylko za wino, lecz cały zespół związanych z nim mitów. Dodajmy bez ogródek – płacimy chętnie, chętniej niż za jakikolwiek inny kaprys, zapewne dlatego, że to nie kaprys przecież, tylko potrzeba, tak jak potrzebą jest noszenie butów i rozkładanie parasola, kiedy pada deszcz. Mówiąc "my" nie mam na myśli nas, Polaków, lecz konsumentów szampana na całym świecie.

W polskich sklepach dom perignon z najnowszego rocznika kosztuje około 600 złotych, więc w restauracjach jego cena raczej nie schodzi poniżej tysiąca. Wspominam o tym dlatego, że w wielu lokalach karta win wygląda następująco: sześć kompocików z Nowego Świata poniżej stu złotych, sześć sikaczy z Francji i Hiszpanii powyżej stu złotych, oraz dom perignon za tysiąc trzysta. Dla kogo ten dom perignon? I dlaczego? Czy właściciel liczy na to, że do jego nędznej budy przyjdzie jakiś utracjusz albo gangster i zaś zaleje? Czy czerpie jakiś kulturowy i psychiczny komfort z tego, że poza winami niewartymi nawet splunięcia, a co dopiero stówy, ma w karcie wino wybitne, którego pewnie nigdy nie pił, lecz nazwę zna od maleńkości?

W zrozumieniu mitu pomoże nam fakt. Otóż dom perignon, szampan ikoniczny, czyli towar luksusowy par excellence, wytwarzany jest na skalę przemysłową. Roczna produkcja przekracza cztery miliony butelek (to dane nieoficjalne, ponieważ oficjalne objęte są  tajemnicą handlową). Czy wobec tego mamy do czynienia z towarem luksusowym, czy z masówką? Czy samochody marki bentley uważano by za luksusowe, gdyby co roku cztery miliony sztuk "zjeżdżały z taśmy"? Lecz to chybione porównanie, bo przecież każdemu z nas zdarzyło się wypić dwie butelki dom perignon podczas  jednej przejażdżki bentleyem. Pomyślmy zatem o innych rzeczach, które da się zjeść albo wypić. Na przykład o wielkich winach burgundzkich albo truflach z Alby. Ich ceny są  jeszcze bardziej wygórowane, lecz podaż – znacznie bardziej ograniczona. I żeby nie pastwić się dłużej nad biednym mnichem, dodajmy, że polityka cenowa większości słynnych domów szampańskich (czyli wycisnąć absolutne maksimum, a do tego bonus tysiąc procent) najczęściej idzie w parze z wielkoprzemysłową produkcją. Lecz nie tylko za to ich kochamy.


W Szampanii zrozumiano znacznie wcześniej, niż w innych regionach winiarskich, jak dużo zależy od marketingu. Jeżeli cokolwiek może usprawiedliwić ceny szampana, to tylko kwoty, które najwięksi jego producenci wydają na promocję i marketing. Oto przykład, trochę niedyskretny, więc zataję nazwy własne. Na degustacji w ciemno mamy wino korkowe. Okazuje się, że to jeden z najdroższych szampanów. Odsyłamy flaszkę do importera, żeby ten z kolei odesłał ją do producenta i w zamian otrzymał nową, taki jest obyczaj i procedura. Przy okazji dowiadujemy się, że koszt wymiany wadliwej butelki stanowić będzie jedną dziewięćsettysięczną budżetu reklamowego firmy. Co za ulga.

Specjaliści od marketingu już w XIX wieku usiłowali przekonać klasy średnie do szampana, powołując się na jego popularność wśród arystokratów i rodzin królewskich. Jednocześnie przekonywali, że to wino dla każdego, i na każdą okazję. Utrzymane w konwencji art nouveau etykiety firmy Laurent Perrier miały działać na dwóch frontach na raz: jedne ukazywały ściętą w czasie rewolucji francuskiej królową Marię Antoninę, w ten sposób trafiając do przekonania czczącym jej pamięć konserwatystom, inne zaś przedstawiały wydarzenia takie, jak zburzenie Bastylii, by do zakupu wina zachęcić lewicowców. Co ciekawe, wiele energii poświęcano nakłanianiu kobiet do picia szampana, posługując się wizerunkami macierzyństwa lub romantycznej miłości – zapewne dość głupawy podział na wina męskie i kobiece ma swój początek właśnie w tych kampaniach reklamowych.

Dom Perignon wykrzyknął, że pije gwiazdy, dziś gwiazdy piją szampana. Zwłaszcza te najdroższe flaszki darzą sympatią. Rysuje się tu interesujący podział na gwiazdy sportu i muzyki młodzieżowej, które gustują w cristalu Roederera (winie robionym od 1876 roku na specjalne życzenie rosyjskiego cara, i wyłącznie dla niego przeznaczonym – dopiero w XX wieku wprowadzono je do ogólnej sprzedaży), oraz ludzi ze sfer finansowych, którzy piją wina od Kruga. Amerykański prozaik Jay McInerney przytacza anegdotę o finansiście, który na bankiecie podchodzi do baru i prosi o kolejny kieliszek kruga. Barman mówi, że krug właśnie się skończył, ale mają świetne wino od Roederera, cristal. – To poproszę wodę mineralną, mówi niezłomny krugista. I rzeczywiście krugiści stanowią klub miłośników szampana absolutnie przekonanych, że liczy się tylko ten. Warto przy tym zauważyć, że finansiści młodego pokolenia, wyszydzeni w powieści "American Psycho" Bretta Eastona Ellisa, piją wyłącznie cristal. zaś staromodny agent 007 pił wyłącznie taittinger, wino nie cieszące się dziś uznaniem smakoszy. A kto pije dom perignon, ikonę Szampanii, wymyśloną przez speców od marketingu i wprowadzoną na rynek w 1936? Odpowiedzi prosimy przesyłać na kartach pocztowych.