Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włochy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włochy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 marca 2018

WENECKIE PROBLEMY

Wenecja, do której ściągają miliony turystów, wydała wojnę piknikom na ulicach, walającym się papierkom po jedzeniu i roznegliżowaniu. Przestrzegania zasad przyzwoitości pilnują specjalne strażniczki- poliglotki. A za łamanie zasad grożą grzywny.

Strażniczek na placu św. Marka, który Napoleon nazwał najpiękniejszym salonem Europy, jest siedem. Mówią m.in. po polsku i po chińsku. Od czerwca patrolują teren między bazyliką św. Marka i wieżą zegarową, Canal Grande (Wielkim Kanałem) a Pałacem Dożów i zwracają uwagę turystom, że nie wypada wyciągać własnego jedzenia ani spacerować z obnażonym torsem.

Na koszach od śmieci i na przystankach wodnych tramwajów umieszczono ostrzeżenia, że za nieprzestrzeganie tych zasad grożą grzywny. Strażniczki w specjalnych T-shirtach rozdają turystom ulotki z informacjami, gdzie można urządzić sobie miejski piknik- około 150 metrów dalej od placu.

W razie kłopotów z opornymi zatrudnione przez władze miasta strażniczki mogą zadzwonić na policję, która z kolei może wymierzyć za niewłaściwe zachowanie grzywnę w wys. od 25 do 500 euro. Na początku sierpnia według agencji ANSA ponad 100 turystów ukarano grzywnami w wys. 25 euro.

Ci, których na to stać, popijają kawę i słuchają na żywo muzyki w kawiarni Florian, która powstała w 1720 roku i którą  odwiedzali najsławniejsi pisarze, m.in. Goethe i Marcel Proust.

Ale w mieście, w którym proste śniadanie złożone z kawy i rogalika kosztuje ponad 5 euro- niemal dwa razy tyle co w Mediolanie- wielu turystów zabiera ze sobą własny prowiant lub kupuje przekąski na wynos.

Co roku Wenecję odwiedza blisko 20 mln turystów i władze miasta chcą, aby zachowywali się oni z godnością.

Byli tacy, którzy chcieli po Wenecji chodzić z gołą piersią, a to jest niedopuszczalne, byli też tacy, którzy Canal Grande traktowali jak plażę- mówi Augusto Salvadori z weneckiego ratusza, odpowiedzialny za turystykę i wizerunek miasta. Wenecja to miasto sztuki, należące do całego świata i chętnie witamy tu gości. Ale Wenecję trzeba szanować.

Przypomnijmy, ze przed sezonem władze Wenecji wydały specjalny dekret, według którego  jeść będzie można jedynie w barach i restauracjach na słynnym placu przed bazyliką świętego Marka, na chodniku zaś- nigdzie. Nie będzie można nawet chodzić z kanapką czy kawałkiem pizzy w ręku. Już od soboty obowiązuje natomiast zakaz jedzenia prowiantu na stopniach wokół placu, co niezwykle często robią przebywający tam turyści. kara za to wynosi 50 euro. Niedługo również wprowadzony zostanie jeszcze jeden zakaz: nie wolno będzie sprzedawać karmy dla gołębi. Tysiące tych ptaków krąży nad Placem świętego Marka.

Gołębie niszczą pomniki nie tylko żrącymi ekskrementami, ale także wyrządzają inne szkody. 
Najgorsza jest sytuacja na słynnym placu Św. Marka, przy którym znajdują się najważniejsze zabytki- bazylika, pałac dożów, biblioteka Marciana, i gdzie gołębi są  tysiące. Dziennik 'La nueva Venezia' pisze, że nadzór archeologiczny po analizie zdjęć z prac renowacyjnych fasady pałacu stwierdził, że w niektórych miejscach płaskorzeźby są  całkowicie zniszczone przez gołębie. Wszystkie zbadane rzeźby mają rysy wyżłobione w tych samych miejscach- na nosach i ramionach, gdzie gołębie przysiadają i czyszczą dzioby. Zniszczenia występują również w strefach porośniętych mchem. Według dziennika władze zgadzają się, że na placu Św. Marka należy zakazać sprzedaży ziarna dla gołębi. Torebka ziarna kosztuje jedno euro i zawiera ilość pokarmu wystarczającą do wykarmienia 10 gołębi dziennie. Dlatego masowo zlatują się one na plac Św. Marka, odwiedzany w ciągu roku przez około 25 mln turystów, z których wielu czerpie przyjemność z ich karmienia. Doradca władz miejskich Giuseppe Bortolussi powiedział gazecie, że sprawa staje się coraz pilniejsza i że we wrześniu odbędzie się posiedzenie z udziałem nadzoru archeologicznego, aby znaleźć rozwiązanie problemu.

EROTYCZNE POMPEJE

Setki turystów stoją w kolejce we włoskich Pompejach, żeby wejść do jednego z najbardziej ekstrawaganckich dawnych domów publicznych. Odrestaurowane freski na ścianach przedstawiają różne pozycje łóżkowe.
W budynku, który ma 2000 lat, można obejrzeć erotyczne freski. Teraz, po zakończeniu kosztownych prac konserwatorskich, turyści podziwiają je w pełnej okazałości. Lupanar (od łacińskiego określenia 'lupa' oznaczającego 'prostytutka') jest aktualnie jedną z największych atrakcji Pompei. Miasto zostało zalane lawą z Wezuwiusza w 79 r. n.e. W tamtych czasach prostytucja nie była zakazana. Większość prostytutek była niewolnicami i pochodziła z Grecji. Według archeologów, cena, jaką pobierały za usługę przedstawicielki najstarszego zawodu na świecie była równorzędna ośmiu kieliszkom wina. Miejsce przyciąga dużo turystów. Jak twierdzi jeden z przewodników, niewiele jest tam do zobaczenia, ale dużo rzeczy można sobie wyobrazić!

WENECJA WYLUDNI SIĘ?

Jeżeli mieszkańcy Wenecji będą w dalszym ciągu ją masowo opuszczać, to w 2030 roku w mieście nikt nie pozostanie, a turyści będą ją odwiedzać niczym Disneyli. Obecnie każdego roku wyjeżdża stamtąd na zawsze około 2500 dotychczasowych mieszkańców, co znaczy zdaniem ekspertów, że za 20 lat nie będzie tam już nikogo. 

podczas  gdy w ciągu 40 lat ludność Wenecji zmniejszyła się o połowę- ze 120 tysięcy do około 60 tysięcy osób- cały czas  rośnie liczba przybywających tam turystów. Rocznie odwiedza ją 18 milionów gości, około 50 tysięcy dziennie. Zarazem przewiduje się, że w ciągu dwóch najbliższych dekad liczba turystów wzrośnie dwukrotnie- do 100 tysięcy każdego dnia. 
Exodus mieszkańców jest rezultatem stałego podnoszenia się poziomu wody w mieście; w ciągu pięciu lat wzrósł on o pięć centymetrów. To zaś w konsekwencji prowadzi do kolejnych powodzi, dalszego niszczenia budynków, także mieszkalnych. Stały brak funduszy na ich konserwację i ratowanie miasta prowadzi w konsekwencji do znacznego obniżenia się poziomu życia i ucieczki przede wszystkim młodych ludzi. 
W Wenecji pozostali głównie najstarsi mieszkańcy; w tej chwili jedna czwarta z nich ma więcej niż 64 lata. Młodzież stanowi niecałą jedną czwartą populacji. Jeśli proces ten nie zostanie zahamowany, w 2030 roku całkowicie opustoszała Wenecja będzie otwierana rano dla turystów i zamykana wieczorem, a przy bramie wjazdowej trzeba będzie kupić bilet wstępu.

Muzeum Wiatru BORA

Inicjatywa wyszła od grupy kilkunastu zapaleńców, którzy podzielają opinię malarza z XIX wieku Carlo Wostry'ego, że "jedyną prawdziwie oryginalną rzeczą, jaką mamy w Trieście, jest bora". 
W muzeum wiatru znalazłyby się eksponaty i dokumenty związane z historią wykorzystania przez człowieka siły wiatru, jak wiatraki czy żagle, ale również najnowocześniejsze urządzenia do produkcji energii elektrycznej. Główną jego atrakcją byłby jednak specjalny tunel, w którym zwiedzający na własne życzenie mogliby przekonać się, co znaczy zetknięcie się z borą, ale też ze zwykłym huraganem czy trąbą powietrzną. Na to wszystko nie ma miejsca w tymczasowej siedzibie muzeum, nazwanej "magazynem wiatrów". Zgromadzono buteleczki szklane i plastikowe, woreczki i tekturowe pudełka, gliniane dzbanuszki i blaszane puszki, w które "złapano"Wiatry ze wszystkich niemal stron świata. Jest tam i portugalski ciepły "Nortada de Carrapateira", i monsun z Burkina Faso, i Nyala z Darfuru, a nawet prawdziwa burza z Rhonda Valley w Walii. Do zbiorów przyjęto także przesyłkę z Francji od niejakiego Oliviera Douzou, który schwytał do szklanej buteleczki własne kichnięcie.

Wybuch Wezuwiusza mógłby zabić 3 mln osób

W razie ewentualnego wybuchu Wezuwiusza mogłyby zginąć nawet trzy miliony osób- twierdzą specjaliści z amerykańskiego czasopisma "National Geographic". Włoscy specjaliści, obserwujący na co dzień górujący nad Neapolem wulkan, nie podzielają tych obaw, które ich zdaniem są  nieuzasadnione. 
Wezuwiusz, jeden z trzystu czynnych i najniebezpieczniejszych wulkanów na świecie, jest pod stałą obserwacją, 24 godziny na dobę. Uwadze naukowców nie umknie najmniejszy ruch terenu, nawet o pięć milimetrów. Dlatego nie mogą się on zgodzić z opinią uczonych amerykańskich, twierdzących, że najbliższa erupcja będzie groźniejsza od zagłady Pompei w 79 roku naszej ery. Przebudzenie Wezuwiusza zagraża osiemnastu gminom, leżącym na jego zboczach i zamieszkanym przez 600 tysięcy osób. Plan ich ewakuacji jest opracowany w najmniejszych szczegółach i zupełnie realny. Tym bardziej, że jak powiedział dyrektor obserwatorium na Wezuwiuszu Marcello Martini, od pierwszych jego pomruków do erupcji minąć mogą tygodnie, a nawet miesiące. Wulkan milczy od 1945 roku.

Rzymska pasta do zębów

Starożytni Rzymianie produkowali pastę do zębów ze sproszkowanego pumeksu rozrobionego w ludzkiej urynie. Urynę używano też jako płyn do przemywania ust. Bogate arystokratki Rzymu ceniły sobie najbardziej urynę specjalnie importowaną z Portugalii, jako że uchodziła za najmocniejszą na kontynencie europejskim.

Prawo Romulusa

Najstarsze prawo rzymskie, t.zw. `Prawo Romulusa' zobowiązywało rodziców do wychowywania synów i pierworodnych córek. i aż do późnych czasów Cesarstwa Rzymskiego wielu Rzymian dostosowywało się do tego zalecenia. W mieście były specjalnie przeznaczone miejsca dla porzucania noworodków, m.in. podnóże kolumny Lactaria. Porzucano zwykle dziewczynki. ale często i nieślubnych czy kalekich chłopców, lub jeśli ich urodzenie wiązało się z jakimiś diabelskimi znakami.

Camerlengo w Watykanie

Camerlengo to ważny urzędnik w hierarchii watykańskiej, choć rzadko spełnia on swoje funkcje, ze względów, powiedziałbym, obiektywnych. Jest to kardynał zawiadujący sprawami Kościoła w czasie interregnum (po śmierci papieża i przed wyborem następcy). Do obowiązków jego należy organizacja pogrzebu papieża i konklawe. Ale zanim to nastąpi, do niego należy oficjalne potwierdzenie śmierci papieża. Robi to w następujący, zgodny z wielowiekową tradycją, sposób. Camerlengo pochyla się nad ciałem papieża i srebrnym, ceremonialnym młoteczkiem stuka go w czoło zwracając się do niego silnym głosem po imieniu, ostatnio było to "Giovanni Battista Enrico Antonio Marie, czy zmarłeś?" Po tym pytaniu Camerlengo czeka całą minutę na odpowiedź. Kiedy nie ma odpowiedzi, powtarza rytual po raz drugi i następnie, jeśli ciągle nie ma odpowiedzi, po raz trzeci. Kiedy w dalszym ciągu papież milczy, Camerlingo odwraca się do zebranych dworzan i wygłasza orzeczenie, ostatnio brzmiało ono: "Papież Paweł naprawdę nie żyje..". To dopiero uruchamia przygotowania pogrzebowe.

Źródło: Dziwy i dziwadła obyczajowe, Roman Antoszewski

Klasztorne bale

W osiemnastowiecznej Wenecji zamknięcie się w klasztorze wcale nie oznaczało dla dziewczyny pożegnania radości życia doczesnego. W czasie karnawału, kiedy cała Wenecja szaleje, szaleństwo nie omijało murów zakonnych, nawet tych o ostrej regule. Urządzano bale dla publiczności w rozmównicach, tzw. parlatoriach, a siostrzyczkom zakonnym wolno było obserwować zabawę poprzez kratki. Jako ciekawostkę warto dodać, że były to z reguły bale maskowe, przy tym chodzenie w maseczce balowej po ulicy (czy używanie gondoli) nie było czymś nadzwyczajnym. Tylko wysoko postawionej arystokracji wolno było na balu występować bez maseczki.

Italia znaczy Włochy

Zapewne każdy Polak zastanawiał się, dlaczego Italia to po polsku Włochy. skąd w naszym języku tak dziwne słowo, podczas  gdy zdecydowana większość Europejczyków pozostaje blisko słowa Italia (np. Italy, Italie, Italien). Pora przyjrzeć się bliżej tej zagadce. 

W dawnej polszczyźnie używano firmy Italia, jednak z czasem upowszechniła się nazwa Włochy. skąd wzięła się tak odmienna forma, można się jedynie domyślać i domniemywać. Najprawdopodobniej wszystko zaczęło się od celtyckich i romańskich plemion, które Niemcy określali mianem "Walh&#8221. W językach słowiańskich zadomowiła się forma "Wołch", która objęła swym znaczeniem wszystkie ludy romańskie. Potem doszło do przekształcenia słowa w formę lepiej nam znaną "Włoch". Polacy ograniczyli znaczenie tego słowa do określenia mieszkańców Półwyspu Apenińskiego. I tak już zostało, choć z inicjatywy Włochów, którym owa nazwa nie przypadła do gustu, podejmowano próby zmiany. Polacy okazali się jednak wierni swojemu określeniu.

Współcześnie w języku polskim obowiązuje forma Włochy (Włosi, włoski), natomiast Italia bywa używana jako ozdobnik stylistyczny oraz  na określenie starożytnego państwa na Półwyspie Apenińskim. 
Na pocieszenie dodajmy, że nie tylko Polacy wyróżniają się w tej dziedzinie. Węgrzy również postanowili zrobić "krok w bok" i nazwali Italię... Olaszország.
Oryginalnie, nieprawdaż?

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Bitwa w cieśninie Otranto (Battle of the Strait of Otranto)

 


The 1917 Battle of the Strait of Otranto was the result of an Austro-Hungarian raid on the Otranto Barrage, an Allied naval blockade of the Strait of Otranto. The battle took place over 14–15 May 1917, and was the largest surface action in the Adriatic Sea during World War I. The Otranto Barrage was a fixed barrier, composed of lightly armed drifters with anti-submarine nets coupled with minefields and supported by Allied naval patrols.
The Austro-Hungarian navy planned to raid the Otranto Barrage with a force of three light cruisers and two destroyers under the command of Captain Miklós Horthy, in an attempt to break the barrier to allow U-boats freer access to the Mediterranean, and Allied shipping. An Allied force composed of ships from three navies responded to the raid and in the ensuing battle, heavily damaged the Austro-Hungarian cruiser SMS Novara. However, the rapid approach of the Austro-Hungarian relief force persuaded Rear Admiral Acton, the Allied commander, to retreat.

Disposition of forces

Under the command of Horthy, three Austro-Hungarian cruisers: Novara, Saida, and Helgoland, modified to resemble large British destroyers, were to attack the drifters on the night of 14 May and attempt to destroy as many as possible before daybreak. The destroyers Csepel and Balaton were to mount a diversionary raid off the Albanian coast in order to confuse any Allied counter-attack. Two Austro-Hungarian U-boats, U-4 and U-27, along with the German U-boat UC-25, were to participate in the operation as well. A supporting force composed of the armored cruiser Sankt Georg, two destroyers, and a number of torpedo boats was on standby if the raiders ran into trouble. The old pre-dreadnought battleship Budapest and a screen of torpedo boats were also available if necessary.
An Allied destroyer patrol was in the area on the night of 14 May, to the north of the Barrage. The Italian flotilla leader Mirabello was accompanied by the French destroyers Commandant Rivière, Bisson, and Cimeterre. The Italian destroyer Borea was also in the area, escorting a small convoy to Valona. A support force was based in the port of Brindisi, consisting of the British cruisers Dartmouth and Bristol and several French and Italian destroyers.

Raid on the drifters

The Italian convoy escorted by Borea was attacked by the Austro-Hungarian destroyers Csepel and Balaton at approximately 03:24. The Austro-Hungarians sank the Borea and a munitions ship, and a second was set on fire and abandoned.
The three cruisers were able to pass through the line of drifters, and at 03:30 began attacking the small barrage ships. The Austro-Hungarians frequently gave the drifter crews warning to abandon ship before opening fire. In some instances, the drifter crews chose to fight: the Gowan Lee returned fire on the Austo-Hungarian ships. The ship was heavily damaged, but remained afloat; her captain, Joseph Watt, was later awarded the Victoria Cross for his actions during the battle.
There were 47 drifters in Barrage on the night of 14 May; the Austro-Hungarians managed to sink 14 drifters and damage 4 more. The lack of sufficient Allied escorts forced the withdrawal of the remaining blockading ships, although only for a short time.

Battle

By this time, the Allied naval forces in the area were aware of the raid, and were in a position to block the Austro-Hungarian retreat. Rear Admiral Alfredo Acton, the commanding officer of the Italian Scouting Division, ordered the Mirabello's group southward at 04:35, while he embarked on the British light cruiser HMS Dartmouth. By 06:45, the cruisers Dartmouth and HMS Bristol, along with the Italian destroyers Mosto, Pilo, Schiaffino, Acerbi, and Aquila were sailing north in an attempt to cut off the Austro-Hungarian cruisers. The Italian light cruiser Marsala, the flotilla leader Racchia, and the destroyers Insidioso, Indomito, and Impavido were readying to sail in support as well.
The Mirabello group engaged the Austro-Hungarian cruisers at 07:00, but were heavily outgunned, and instead attempted to shadow the fleeing cruisers. At 07:45, Rear Admiral Acton's ships encountered the destroyers Csepel and Balaton. After 20 minutes, the Italian destroyers were able to close the distance to the Austro-Hungarian ships; the two groups engaged in a short artillery duel before a shot from Csepel struck Aquila and disabled the ship's boilers. By this time, the Austro-Hungarian destroyers were under the cover of the coastal batteries at Durazzo, and were able to make good their escape.
At 09:00, Bristol's lookouts spotted the smoke from the Austro-Hungarian cruisers to the south of her position. The Allied ships turned to engage the Austro-Hungarian ships; the British ships had both a superiority in numbers and in firepower; Dartmouth was armed with eight 6 in (150 mm) guns and Bristol had two 6 inch and ten 4 in (100 mm), compared to the nine 3.9 in (99 mm) guns on each of the Austro-Hungarian ships. Unfortunately for the Allies, their numerical superiority was quickly lost, as their destroyers were either occupied with mechanical problems, or protecting those destroyers suffering from breakdowns. The support forces of both sides—the Sankt Georg group for the Austro-Hungarians, and the Marsala group for the Allies—were quickly dispatched to the battle.
The Dartmouth, faster than Bristol, closed to effective engagement range with the Austro-Hungarian ships, and opened fire. A shell from Dartmouth struck the Novara, at which point the Austro-Hungarian ships laid a smoke screen in order to close the distance. Dartmouth was struck several times, and by 11:00, Acton ordered the ship to reduce speed to allow Bristol to catch up. Novara was hit several more times, and her main feed pumps and starboard auxiliary steam pipe had been damaged, which caused the ship to begin losing speed. At 11:05, Acton turned away in an attempt to separate the Saida from the Novara and Helgoland. At this point, the Sankt Georg was approaching the scene, which prompted Acton to temporarily withdraw to consolidate his forces. This break in the action was enough time for the Austro-Hungarians to save the crippled Novara; Saida took the ship under tow while Helgoland covered them.
Unaware that the Novara had been disabled, and fearing that his ships would be drawn too close to the Austrian naval base at Cattaro, Acton broke off the pursuit. The destroyer Acerbi misread the signal, and attempted to launch a torpedo attack, but was driven off by the combined fire of the Novara, Saida, and Helgoland. At 12:05, Acton realized the dire situation Novara was in, but by this time, the Sankt Georg group was too close. The Sankt Georg group rendezvoused with the Novara, Saida, and Helgoland, and the Csepel and Balaton reached the scene as well. The entire group returned to Cattaro together.
At 13:30, the submarine UC-25 torpedoed the Dartmouth, causing serious damage. The escorting destroyers forced UC-25 from the area, but the Dartmouth had to be abandoned for a period of time, before it could be towed back to port. The French destroyer Boutefeu attempted to pursue the German submarine, but struck a mine laid by UC-25 that morning and sank rapidly.

Aftermath

As a result of the raid, it was decided by the British naval command that unless sufficient destroyers were available to protect the barrage, the drifters would have to be withdrawn at night. The drifters would only be operating for less than twelve hours a day, and would have to leave their positions by 15:00 every day. Despite the damage received by the Austro-Hungarian cruisers during the pursuit by Dartmouth and Bristol, the Austro-Hungarian forces inflicted more serious casualties on the Allied blockade. In addition to the sunk and damaged drifters, the cruiser Dartmouth was nearly sunk by the German submarine UC-25, the destroyer Boutefeu was mined and sunk, and a munitions convoy to Valona was interdicted.
However, in a strategic sense, the battle had little impact on the war. The barrage was never particularly effective at preventing the U-boat operations of Germany and Austria-Hungary in the first place. The drifters could cover approximately .5 mi (0.80 km) apiece; of the 40 mi (64 km)-wide Strait, only slightly more than half was covered. The raid risked some of the most advanced units of the Austro-Hungarian fleet on an operation that offered minimal strategic returns.

czwartek, 21 lutego 2008

Włosi znaleźli jaskinię Romulusa i Remusa

Autor:  Sylwia Wysocka / Źródło: Wp.pl

Na rzymskim Palatynie znaleziono jaskinię, w której legendarna wilczyca wykarmiła założycieli Wiecznego Miasta- Romulusa i Remusa. Poinformował o tym we wtorek włoski minister kultury, wicepremier Francesco Rutelli.



Według relacji Rutellego, byłego burmistrza Rzymu, jaskinię zlokalizowano już w sierpniu, gdy archeolodzy zaczęli drążyć ziemię na niezbadanym dotąd odcinku wzgórza, tuż obok siedziby cesarza Augusta. 

Grota o wysokości 9 metrów i szerokości 7,5 metra jest częściowo naturalna, a częściowo zbudowana. Jej sufit jest z marmuru. Znaleziono na nim rysunek białego orła, którego znaczenie jest wciąż badane. 


"To oszałamiające odkrycie"- oświadczył wicepremier, dodając, że "Rzym nie przestaje zadziwiać świata swymi archeologicznymi znaleziskami". 

"To zdumiewające, gdy pomyśli się, że znaleźliśmy mitologiczne miejsce, które wreszcie stało się realne"- powiedział włoski minister kultury.

Zgodnie z legendą bliźniacy Romulus i Remus żyli w VIII wieku przed naszą erą. Zdaniem rzymskich historyków bracia byli wnukami króla miasta Alba Longa (dziś Castel Gandolfo)- Numitora. Brat Numitora Amulius dokonał zamachu stanu, w wyniku czego króla uwięził, a jego córce Rei Sylwii nakazał zostać westalką i żyć w celibacie. 

Rea Sylwia zaś zła jednak w ciążę i urodziła bliźnięta- Romulusa i Remusa, a ich ojcem miał być bóg Mars. Amulius nakazał utopić dzieci w rzece. Wrzucony do wody koszyk z nimi popłynął z prądem i utknął w jednej z zatoczek. Płacz dzieci usłyszała wilczyca, która wykarmiła je własnym mlekiem.

Legenda głosi, że jako dorośli Romulus i Remus dokonali zamachu stanu i przywrócili na tron prawowitego władcę Numitora. Następnie założyli swą siedzibę nad Tybrem, gdzie było siedem wzgórz. Na jednym z nich postanowili założyć miasto.


Dwa dni po ogłoszeniu rewelacji...

Były superintendent Rzymu Adriano La Regina zaprzeczył prawdziwości rewelacji sprzed dwóch dni, według której na rzymskim Palatynie znaleziono jaskinię, w której legendarna wilczyca wykarmiła założycieli Wiecznego Miasta- Romulusa i Remusa. 

La Regina w wywiadzie opublikowanym w czwartek na łamach dziennika "La Stampa" powiedział, że widział zdjęcia jaskini i "kategorycznie zaprzecza", jakoby mogła to być jaskinia Romulusa i Remusa. 

Zdaniem archeologa legendarna jaskinia znajduje się w tym samym rejonie archeologicznym Palatynu, gdzie był pałac Nerona, ale "nieco bardziej na zachód". 

La Regina uważa, że "zbytnio pospieszono się" z ogłoszeniem rewelacji o historycznej jaskini, kiedy jeszcze nie zakończono innych ważnych badań we wspomnianej strefie.