Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zbójnicy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zbójnicy. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 sierpnia 2022

Rdzawka - kościół zbójecki na stokach Piątkowej

 https://www.geocaching.com/geocache/GC38Y3B

49°34'34"N 19°56'22"E 
Uwaga na dzieci i psy! położony tuż przy ruchliwej Zakopiance


Więcej zdjęć: https://photos.app.goo.gl/px5gQgxU2sHio7W8A


Jadąc zakopianka z Chabówki w stronę Nowego Targu, pod Piatkowa (714 m n.p.m.) mija sie drewniany kościół ukryty w kepie drzew. Wiadomo, ze powstal w 1757 r., ale przez kogo zostal wzniesiony i dlaczego tak daleko od ludzkich siedzib? Bywa nazywany kosciólkiem na Piatkowej, w Rdzawce lub po prostu "u krzyza". Formalnie kosciól pw. sw. Krzyza jest filia parafii w Chabówce.

Wedlug legendy ufundowal go zamozny kupiec w miejscu, gdzie napadniety przez zbójników, wzywajac pomocy Bozej, zostal cudownie ocalony. Zbójnicy rzeczywiscie mogli upodobac sobie rejon Piatkowej, bowiem latwo tu bylo zaskoczyc kupiecka karawane pnaca sie mozolnie pod góre.


niedziela, 21 czerwca 2020

Zbójnik, hulaka i zakład

Wiek XVIII nie należał do okresów spokojnych. Ledwo zakończył się czas  rebelii chłopskich, przez ziemię myślenicką przeszły wojska szwedzkie, niszcząc wspaniały zamek w Dobczycach (który już nigdy nie podniósł się z ruiny), region nawiedziła epidemia cholery. Ten pełen nieszczęść okres był idealnym czasem dla działania kompanii zbójnickich 

W omawianym regionie działały dwie bandy: mało znanego Antoniego Złotkowskiego z Pcimia oraz Józefa Baczyńskiego ze Skawicy, którego banda miała swoje kryjówki w okolicach Tokarni. Józef Baczyński nigdy nie doczekał się chwały podobnej do Janosikowej, choć był dużo ważniejszym i, w swoich czasach, siejącym popłoch harnasiem. Warto jednak wspomnieć, że żaden z nich nie dbał o biednych, rabując bogatych. Z legendy prawdziwe jest tylko to, że zbójnicy rabowali tylko bogatych, z tej prostej przyczyny, że biednym nie było co ukraść.

Nieodłącznym elementem życia zbójnika były hulanki, swawole i picie do białego rana w karczmach- niejednokrotnie balowali z panami, których potem bezwzględnie łupili. Jedno z takich spotkań, z ówczesnym sołtysem Łętowni, Janem Lisickim, znanym hulaką, odbiła się echem w okolicy.



Było to w roku 1773, kiedy stolnik owrucki*, Jan Lisicki, pił z Józefem Baczyńskim w karczmie w Bystrej. Wieczór, wg późniejszych zeznań zbójnika zakończył się we dworze w Sidzinie:
"Gdzieśmy pili, tańcowali, broń Moją imć stolnik oglądał, ja tez jego. Stąd posłaliśmy po księdza, który do nas przyszedł i podochociliśmy sobie. Posłał tez ksiądz po półgarnca wina, któreśmy wypili".

Ta zażyłość nie przeszkodziła mu jednak spalić dworu w Łętowni podczas  drogi do schronisk w Tokarni. Wszystko wskazuje na to, że to właśnie to spotkanie, jako apogeum hulaszczego życia imć Lisickiego, jak również hulaszcze praktyki syna Mikołaja w Pcimiu, spowodowały, że Barbara Lisicka (Żona Jana) jako wotum za przewinienia, ufundowała w 1760 roku kościół w Łętowni.

Poprzedni kościół w wyniku tajemniczego zakładu został przeniesiony do Krzeczowa. Warunkiem było, że Krzeczowianie przeniosą kościół do siebie w czasie jednej nocy. Tak mówi legenda. Księgi parafialne zaś mówią, iż kościół został zakupiony za oszczędności życia dwóch sióstr z Krzeczowa. Prawdą jest, że Krzeczowianie bardzo się postarali, aby kościół przenieść dość szybko. Nie była to jednak jedna noc, a półtora dnia- ksiądz proboszcz w zamian za pomoc przy transporcie kościółka- udzielał odpustu zupełnego. Chętni do pomocy zjeżdżali się zewsząd- nawet zza Myślenic. Dzięki sprawnej pracy parafian i pomocników, kościółek zdobi do dziś Krzeczów, zaś postawiony w centrum Łętowni z fundacji Barbary Lisickiej, piękny kościół jest bodaj największym i najpiękniejszym kościołem barokowym w Beskidach.


Dziś już nikt nie pamięta ani o tajemniczym zakładzie ani o pijaństwach stolnika i zbójnika, ale każdy może podziwiać oba drewniane kościółki po obu stronach masywu Zębolowej. 

* Powiat lub Ujezd owrucki - dawny powiat guberni wołyńskiej. 
Stolnik - w Polsce do XIII w. urzędnik sprawujący pieczę nad stołem panującego. W XIV-XVI w. honorowy urząd ziemski. W Koronie i na Litwie istniały urzędy stolnika wielkiego, m.in. król Stanisław August Poniatowski był w latach 1755-1764 stolnikiem wielkim litewskim.

Bibliografia:

sobota, 17 marca 2018

Rycerski Dwernik

Żyli kiedyś w Bieszczadach prawdziwi rycerze. Działo się to w czasach, kiedy ziemie te należały do polskiego księcia Mieszka, który pogaństwo z tj ziemi wyplenił. Tam, gdzie Nasiczniański wpada do Sanu mieszkał Rycerz, co zwał się Dwernikiem. Zakochał się w pięknej córce posadnika grodu, co się nad Ralskiem wznosił (dziś góra ta Horodkiem się zwie). Łopienka również miłowała Dwernika, jednak została już przyrzeczona Juraszkowi, synowi posadnika z Hoczwi. Dwernik mógł jedynie porwać dziewczynę, a to, według prastarego obyczaju mógł jedynie w noc sobótkową uczynić. Dwernik wykorzystał obrzędy odprawiane w Wigilię Św. Jana i pod osłoną nocy w blasku pierwszych ogni porwał Ropienkę.

środa, 14 marca 2018

Śladami Ondraszka

O Ondraszku- obrońcy biednych i pogromcy bogatych- słyszeli chyba wszyscy. Teraz legendarny zbójnik będzie zachęcał turystów do odwiedzenia Beskidów po obu stronach granicy.

Sławny śląski zbójnik Ondraszek to postać podobna do Janosika- obaj brali w obronę biednych i zabierali bogatym. Ondraszek, czyli Andrzej Szebesta, urodził się w Janowicach na obecnym pograniczu polsko-czeskim. Żył w latach 1680-1715. Po jego śmierci powstało mnóstwo legend i podań poświęconych jego postaci. Czerpało z nich wielu pisarzy, poetów, muzyków i rzeźbiarzy. 

Niedawno na Scenie Polskiej w Czeskim Cieszynie wystawiono spektakl inspirowany legendami o zbójniku. "Ondraszek- pan Łysej Góry" przez rok cieszył się ogromną popularnością wśród widzów. Żeby przedstawienie udostępnić szerszej publiczności, nagrano go nawet na płycie DVD. 

- Ondraszek to postać powszechnie znana po polskiej i czeskiej stronie granicy. Dlatego opracowaliśmy projekt turystyczny, aby zachęcić ludzi do zobaczenia miejsc związanych ze zbójnikiem- tłumaczy Renata Putzlacher, Polka mieszkająca w Brnie, poetka, tłumaczka, autorka scenariusza i części piosenek do widowiska o Ondraszku. 


Projekt "Ondraszkowo- zbójnickie ścieżki" otrzymał unijne wsparcie dzięki Regionalnej Radzie Rozwoju i Współpracy w czeskim Trzyńcu. Teraz trwa jego realizacja. Autorzy wybrali 10 najciekawszych miejsc (pięć po każdej stronie granicy) w różny sposób związanych z Ondraszkiem. To m.in. muzeum w Cieszynie, gdzie znajdują się poświęcone mu obrazy, skoczowskie Muzeum Gustawa Morcinka, który poświęcił zbójnikowi wiele swoich dzieł czy Koniaków, gdzie na górze Ochodzitej ukryto ponoć Ondraszkowe skarby. Po czeskiej stronie są  to m.in. mityczne góry Godula i Girowa z ukrytymi kosztownościami zbójnika czy Karpętna- miejsce urodzin Stanisława Hadyny, twórcy zespołu Śląsk, który również w swojej twórczości zajął się Ondraszkiem. Na trasie są też restauracje i pensjonaty nazwane imieniem zbójnika. 

W każdym z dziesięciu punktów są  stawiane specjalne dwujęzyczne tablice z opisem konkretnego miejsca, historią Ondraszka, mapą zbójnickich ścieżek, okolicznymi ciekawostkami i "zbójnickim zadaniem" dla turysty, np. ustaleniem jak nazywają się widoczne na horyzoncie wierzchołki gór. Powstała też specjalna, polsko-czeska strona internetowa, która jest jednocześnie przewodnikiem po szlaku (www.ondraszkowo.eu i www.ondrasovo.eu). Wydrukowano też ulotki dostępne w punktach informacji turystycznej. 
Projekt ma być rozwijany.- Chcemy rozszerzyć szlak o kolejne miejsca oraz wydać zbiór podań, legend i tekstów o Ondraszku- mówi Putzlacher.

ZBÓJNIK W ORELCU

Duża, 3,5- Metrowa figura tołhaja, czyli karpackiego zbójnika stanęła w Orelcu. Dlaczego w tej miejscowości? Bo według legendy tam żyją potomkowie zbójników.

Tę opowieść można by zacząć tak: Dawno, dawno temu, gdy sąsiadowaliśmy z Węgrami, nasza południowa granica była niebezpieczna. Mieszkańcy przygraniczych wiosek zajmowali się zbójnikowaniem. Napadali na transporty z winem z Węgier i grabili wsie. Na Węgrzech zbójników nazywano tołhajami, ale ta nazwa przylgnęła także do tych, którzy mieszkali po polskiej stronie.- Węgierscy zbójcy upodobali sobie Orelec, uprowadzając ze wsi także, oprócz materialnych rzeczy i inwentarza, młode dziewczęta. Miejscowość bowiem słynęła w całej okolicy z niezwykle urodziwych panien. Napady zbójników i porwania groziły wyludnieniem wsi. Mieszkańcy postanowili się bronić.

Gdy pewnej nocy tołhaje ponownie napadli na wioskę wpadli w zasadzkę przygotowaną przez mieszkańców. zaskoczeni beskidnicy zaczęli w popłochu uciekać- opowiada Magdalena Demkowicz ze Stowarzyszenia Orelec.- Jeden ze zbójników, mimo zagrożenia chciał porwać córkę zamożnego gospodarza spod Rubenia. Wpadł do chałupy, gdzie mieszkała, ale pojmali go bracia dziewczyny. Następnego dnia zbójnika umieszczono w żelaznej klatce, którą  postawiono w centrum wsi. Mieszkańcy nie szczędzili mu wyzwisk i obelg. Do klatki podeszła także dziewczyna- wybranka zbójnika. Odezwała się do niego ciepłym słowem. 

Wtedy w pobliskiej świątyni zaczęły bić dzwony, beskidnik zaś wyznał dziewczynie skruchę. Wówczas  to stała się rzecz przedziwna. Żelazne kraty zaczęły trzeszczeć jakby je ktoś z wielką siłą chciał rozprostować Mieszkańcy widząc co się dzieje, uznali, że sam Pan Bóg osądził już rabusia za jego czyny i tym znakiem pokazuje im, jaki jest jego wyrok. Jaki jest koniec tej legendy? Cóż prawdziwa miłość zwyciężyła i ta, która miała być siłą uprowadzona dobrowolnie poślubiła zbójnika. A potomkowie zbójnika tołhaja ponoć do dziś żyją w Orelcu- kończy Magdalena Demkowicz.

Od niedzieli pomnik tołhaja w metalowej klatce stoi w centrum Orelca. Obok niego stoją drewniane dyby.- Chcieliśmy, żeby nasz zbójnik był widoczny z daleka, żeby widzieli go turyści jadący nad Solinę albo wracający znad zalewu. I żeby do nas zajechali. Bo tak naprawdę tołhaj ma promować naszą wieś. A legenda o zbójniku, którego uratowała dziewczyna z Orelca powstała na potrzeby promocyjne- przyznaje Demkowicz.