Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogranicze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogranicze. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 sierpnia 2022

Leszno - Poździacz - Cerkiew greckokatolicka Trójcy Świętej

  



Dawna drewniana kaplica greckokatolicka pw. Trójcy Świętej została zbudowana w 1857. Stoi przy polnej drodze za wsią. Została opuszczona po 1947, jednak w latach 1991-1993 została wyremontowana i rozbudowana. Od 1990 służy jako greckokatolicka cerkiew parafialna.


Kaplica ma konstrukcję dwubryłową; składają się z nawy i prezbiterium o jednakowej szerokości, które przykryte są blaszanym dachem o jednej kalenicy. Na środku kalenicy wieżyczka posiada sygnaturkę. Przed nawą znajduje się węższy i niższy przedsionek, a przed nim obszerne zadaszenie chroniące przed deszczem. Podwaliny cerkwi są osłonięte szerokim ochronnym okapem z blachy.

Leszno - Pozdziacz - cerkiew Bazylego Wielkiego




Cerkiew pw. św. Bazylego Wielkiego w Poździaczu (Lesznie) zbudowano w 1737 r. na miejscu starszej świątyni. Po wysiedleniu miejscowej ludności ukraińskiej w latach 40. XX w. stała opuszczona. W 1957 r. cerkiew została przejęta do kultu przez Kościół rzymskokatolicki, zyskała wezwanie Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.

Świątynia jest orientowana, konstrukcji zrębowej, trójdzielna, z kryłosami w nawie. Prezbiterium zamknięte trójbocznie, sklepione kolebką. Dach nad sanktuarium kalenicowy, pięciopołaciowy. Nawa na planie kwadratu nakryta sferyczną ośmiopołaciową kopułą posadowiona na tamburze z pozorną latarnią w zwieńczeniu. U podstawy tamburu daszki koszowe. Narteks pod dachem dwuspadowym. Opasanie wsparte na rysiach (sanktuarium) i słupach. Kryłosy niskie, na planie prostokąta, pod dachami pulpitowymi.


Oryginalny ikonostas został przeniesiony do Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku i umieszczony w cerkwi z Grąziowej. W czasie ostatnich remontów wycięto oryginalny portal główny (z inskrypcją zawierającą datę), ściany pobito wewnątrz boazerią oraz zastąpiono blachą gontowe poszycie dachu.

Na terenie cerkiewnym uszkodzone zabytkowe kamienne nagrobki. Obok cerkwi stała drewniana, czworoboczna dzwonnica z XVIII w. z XVI-wiecznym dzwonem, która runęła w 2000 r. Obecnie stoi tam współczesna spawana, niewielka wieża.


W pobliżu dawnej cerkwi parafialnej, przy drodze wiejskiej, usytuowana jest drewniana greckokatolicka kaplica pw. Trójcy Świętej wybudowana w 1858 r. Obecnie funkcjonuje jako greckokatolicka cerkiew parafialna.

W 1977 r. zmieniano nazwy miejscowości brzmiące ukraińsko – Poździacz otrzymał nazwę Leszno. W czasie tzw. pierwszej Solidarności (1981 r.) przywrócono poprzednie nazewnictwo. Jednak kilka miesięcy później, na wniosek mieszkańców, Poździacz ponownie nazwano Lesznem.

poniedziałek, 8 sierpnia 2022

Podlaskie cerkwie

 

Tokary - Koterka - Cerkiew na bagniskach



Cerkiew prawosławna  p.w. Ikony Matki Boskiej Wszystkich Strapionych Radość, położona jest w leśnym uroczysku Koterka. Zadziwiające jest jej usytuowanie - leśne grzęzawisko z dala od siedzib ludzkich. Historia powstania cerkwi jest świadectwem objawienia się Matki Bożej jak i głębokiej wiary miejscowej ludności. Cerkiew wybudowano w 1912 roku, w miejscu opbjawienia, gdzie wytrysnęło źródełko, które do dziś znajduje się przy cerkwi. Nie lada wyczynem była budowa na terenie bagiennym, chociaż mimo upływu lat budowla pozostaje bez pęknięć.




Góra Grabarka położona obok wsi o tej samej nazwie w województwie podlaskim, powiecie siemiatyckim, w gminie Nurzec-Stacja. Stała się najważniejszym miejscem kultu religijnego dla wyznawców prawosławia w Polsce.
Na Grabarce znajduje się utworzony w 1947 monaster żeński Świętych Marty i Marii, a także 3 klasztorne cerkwie (Przemienienia Pańskiego, Ikony Matki Bożej Wszystkich Strapionych Radość i refektarzowa – Zaśnięcia Przenajświętszej Bogurodzicy). Główna cerkiew klasztorna (Przemienienia Pańskiego) jest jednocześnie świątynią parafialną. Monaster, cerkwie oraz dwa Domy Pielgrzyma (drewniany i murowany) tworzą osadę Grabarka-Klasztor. Na terenie osady znajduje się również prawosławny cmentarz.

Molenna w Wodziłkach


Molenna w Wodziłkach zostałą zbudowana przez staroobrzędowców w 1885 r. Początkowo nie posiadała ona "zwonarni" (dzwonnicy), którą dobudowano w 1928 r. i tym samym nadano molennie wygląd siedemnastowiecznych cerkwi. Staroobrzędowcy modlą się w niej do dziś.



czwartek, 3 lutego 2022

Stara Lubovna - zamek

  


Dominantą miasta jest bez wątpliwości ZAMEK LUBOWNIA, zbudowany na początku XIV wieku. Do jego najstarszej historii zapisali się czlonkowie znanych węgierskich szlacheckich rodów- Omodejów i Drugethów. Pod koniec XIV wieku na zamku gościli królewna Maria i Zygmunt Luksemburski. Najważniejsze wydarzenie w dziejach zamku miało miejsce w roku 1412, kiedy władcy Węgier i Polski podpisali traktat o pokoju. W tym samym roku węgierski król Zygmunt Luksemburski przekazał polskiemu władcy Władyslawowi II Jagiellońskiemu w zastaw za 37 000 kop praskich groszy, Lubowniański Zamek i 16 spiskich miast. 


W latach 1412- 1769 zamieszkiwali na zamku polscy starostowie, zarządzający darowanymi ziemiami Spisza. Do najznakomitszych starostów należeli członkowie polskich szlacheckich rodow- Kmitowscy i Lubomirscy. W czasie zarządzania zamkiem przez Polakow, odwiedzili go zacni polscy władcy: Władyslaw II Jagiełło, Jan Albert, Jan Kazimierz, a takze Jan III Sobieski. W latach 1655- 1661 na zamku były przechowywane polskie klejnoty koronne. 



Zmiana pozycji zamku po roku 1412 wyraźnie odbiła się na  architekturze. W XV wieku dominująca częścią zamku była główna wieża z gotyckim pałacem. W roku 1553 doszło na zamku do wielkiego pożaru. Polski król Zygmunt August nakazał jego odbudowę, podczas której zmienił się na wieką renesansowa twierdzę.  Na najbardziej niedostępnym miejscu zamku, zostalo wybudowane według projektu Jana Frankensteina renesansowy pałac. Włoski architekt Anton Italicus zbudował w tym czasie najnowocześniejszy zachodni bastion. Dalsza wielka przebudowa zamku pod okiem wiedeńskiego architekta Pochsbergera miała miejsce w połowie XVII wieku za czasów Stanisława Lubomirskiego. Wybudowana zostala nowa brama wstępu, wschodni bastion, wczesnobarokowy pałac i kaplica.  Zamek przebudowywano jeszcze w XVIII wieku pod okiem włoskiego architekta Francesco Placidiho. 



W roku 1772 za panowania Marii Teresy skończyly się polskie rządy nad częścią ziem Spisza, Lubowniański Zamek stracil swoje dotychczasowe znaczenie. Na poczatku XIX wieku zostal przekazany do rąk węgierskiego szlachcica Juraja Felixa Raisza, od roku 1883 stal się majątkiem polskiego szlacheckiego rodu Zamojskich. Ostatnim prywatnym wlaścicielem zamku ( do roku 1945) był Jan Zamojski, którego żona Izabela de Bourbon pochodziła z hiszpańskiego królewskiego rodu. 



Do najcenniejszych obiektów zamku należy główna wieża, po odbudowie dostępna rownież dla odwiedzających od roku 2003. W barokowym pałacu prezentowany jest charakterystyczny dla tego wieku wystrój wnętrz, a w wysokim bastionie ekspozycja Zamojskich. zwiedzanie zamku trwa 80 minut. Można ją odbyć z przewodnikiem albo indywidualnie z informacyjną ulotką. 

Tekst pochodzi z: https://www.staralubovna.sk/lubowniaski-zamek/

sobota, 17 lipca 2021

Sławików - pałac, mauzoleum i duchy

Jeżeli komuś wydaje się, że po ruinach zamków, czy pałaców, można chodzić jedynie po Dolnym Śląsku, to znaczy... że jeszcze nie był w okolicach Raciborza. A konkretniej w gminie Rudnik, która zajmuje się od niedawna wspaniałymi ruinami pałacu w Sławikowie. Poniższy tekst pochodzi ze strony goraciborz.pl i jest autorstwa pana Grzegorza Wawocznego. Zdjęcia archiwalne - Bolesław Stachow, tegoroczne - z zasobów własnych. 

Dodam tylko, że jest to jedna z najpiękniejszych ruin, jakie miałam okazję podziwiać. I to słowo idealnie oddaje urok pałacu w Sławikowie.


 http://www.goraciborz.pl/atrakcje/art/29.html#

Autor: Grzegorz Wawoczny


Miejscowa ludność ze strachem spoglądała nocą na potężny zamek Eickstedtów. Nie było nikogo, kto nie opowiadałby sobie o mieszkających tu maszkarach i białej damie. Sprawa zaintrygowała Josepha von Eichendorffa. Pewnej nocy ze świecznikiem w ręku wybrał się na poszukiwanie ducha kobiety. Znalazł trupa służącego.

z goraciborz.pl

wtorek, 22 października 2019

Łapsze Niżne i Wyżne - serce polskiego Spisza

ŁAPSZE NIŻNE

Duża wieś u pd. podnóży Pienin Spiskich, rozciągnięta na lewym brzegu Łapszanki wzdłuż drogi Trybsz -Niedzica. Od pn. lesiste wzgórza Tynusia  i Sołtysia.  Mieszkańców 1200. Siedziba gminy o powierzchni 125 km2, obejmującej 9 wsi z 8200 mieszkańcami - niemal cały obszar polskiego Spisza.


Nazwę kojarzą historycy z wyrazem łopuch, rumuńskie lapus. Góralska wymowa: Łapsy. Nazwy niw w okolicy (Halpus, Krymerwis, Bendyk) świadczą o niemieckim wkładzie osadniczym. Niepewne wzmianki o istnieniu parafii pochodzą z r. 1274. W r. 1313 wieś weszła w posiada­nie miechowitów (bożogrobców), osadzonych wówczas we wsi Lendak przez Kokosza Berzeviczego. W r. 1593 nabył ją wraz innymi lendackimi ziemiami zakonu György Horváth. W rękach bożogrobców pozostał miejscowy kościół. György Horváth miał wznieść tutejszy kasztel, być może przebudowując klasztor. W XVIII w. renesansowy kasztel przekształcił Jan Giovanelli, usuwając attykę i nakrywając budynek gontowym łamanym dachem. 

Łapsze Niżne miały 78 domów i były znacznie mniejsze od Wyżnych ( 120 domów). Wieś stanowiła ostoję polskości na Spiszu. W r. 1848 ze stopni dworu obwieszczono chłopom zniesienie pańszczyzny: "chmara hajduków wystrzelała swe pistolety na wiatr, zatętniały dzwony w pobliskim kościele, zagrzmiały nawet moździerze kościelne" - pisał naoczny obserwator, Teodor Tripplin (1856). Podobnie jak Falsztyn, tutejszy folwark w l. 1885-1933 należał do Jungenfeldów. Za ich sprawą pańszczyzna przetrwała we wsi do r. 1931 (!). Rodzin zelarskich było 8, średnie obciążenie wynosiło 22 dni z morga rocznie. Do lat międzywojennych utrzymał się też archaiczny ustrój rolny, oparty na trójpolówce i kolektywnej pracy na roli. Owce z całej wsi zbierano w jedno stado, przed wojną liczące do 1000 sztuk. Pospolite było szałaśnictwo rolne. W l. 1936-39 przeprowadzono prace komasacyjne, początkowo wśród oporu ludności. 

Wieś zamieszkują górale spiscy, w latach międzywojennych była ona jednym z ośrodków regionalizmu spiskiego. Noszono strój w odmianie kacwińskiej, do dziś zachowała się piękna gwara.   

ŁAPSZE WYŻNE

Długa ( 1, 75 km) wieś spiska, położona na wysokości 635-670 m w wylesionej części głębokiej doliny Łapszanki, wzdłuż drogi Trybsz - Niedzica. Od pn. osłania ją stromy grzbiet zw. Grandeusem (795 m). Stare domy są przeważnie murowane, zwrócone do ulicy ścianami licowymi. Posiadłości wsi zajmują 1685 ha, z czego aż 35% pokrywają lasy a 16% łąki i pastwiska. Mieszkańców ok. 800.

Pierwsze wzmianki o Łapszach Wyżnych pochodzą z lat 1463 i 1469. W r. 1589 swoją część wsi sprzedał Olbracht Łaski Györgyemu Horváthowi. Możliwe, że przez pewien okres wieś zamieszkiwali Rusini. Pisze historyk Spisza, prof. Tadeusz M. Trajdos (1991): ,,(...) zjawili się masowo w XVI w ., zapewne z Osturni, pozostając tu ok. półtora stulecia. W środku wsi wznieśli oni drewnianą cerkiew. Późniejsze przekazy dowodzą, że ludność polska, rzymskokatolicka, nie dała się wchłonąć, tylko zastosowała model separacji - wokół własnego kościółka (św. Antoniego?). (...) Najpóźniej po połowie XVII w. nastąpił masowy exodus Rusnaków..." Samodzielna parafia rzymskokatolicka wzmiankowana jest w r. 1660. Polska społeczność najpierw adaptowała cerkiew a potem wystawiła w jej miejscu okazały kościół. W XIX w. górale: byli intensywnie madziaryzowani. "Ludność tu rdzennice polska, łamać się musi z trudnościami stawianymi jej na polu języka przez rząd węgierski. Napisy tylko węgierskie Iub słowackie" - notował w r. 1912 Bolesław Łazarski. Po I wojnie światowej wieś przypadła Polsce. W r. 1920 pożar zniszczył 80 zagród - z tego czasu pochodzi murowana zabudowa przy głównej ulicy. Do r. 1931 przetrwała pańszczyzna kościelna - 2 poddanych odrabiało po 12 dni rocznie. Z dniem 1 września 1939 Łapsze zostały włączone do hlinkowskiej Słowacji, latem 1944 doprowadzono tu bitą drogę a Niemcy zaczęli budowę umocnień, które  w styczniu 1945 posłużyły im do krótkiej obrony.

Miejscowa ludność zachowała interesujące zwyczaje, jak witanie maja zatykaniem zieleni przed domami dziewcząt na wydaniu.

poniedziałek, 21 października 2019

Trybsz - wieś spiska

Tekst pochodzi z: http://www.zzw-niedzica.com.pl

Nieduża wieś spiska u pd.-zach. przedgórzy Pienin Spiskich, w głęboko wciętej dolinie Trybskiej Rzeki, prawobocznego dopływu Białki. Wysokość 650-675 m. Krótka ulicówka rozciągnięta wzdłuż drogi Nowy Targ - Niedzica. Z trzech stron wznoszą się stromoboczne bezleśne grzbiety: od pn. Ubocz, od pd. - Zapłocie, Wąska i Szeroka. Ogólna powierzchnia gruntów zajmuje 1176 ha, z tego 40% przypada na lasy, 14% na łąki i pastwiska. Mieszkańców 800.



Wieś należała do klucza dunajeckiego (niedzickicgo)- W l. 1589-94 Olbracht Łaski sprzedał ją rodzinie Horvathów - w dokumentach sprzedaży występuje nazwa Trepsia, Trepschya.  Od 1769 samodzielna parafia, wcześniej kościół filialny parafii Frydman. Ok. 1820 wieś liczyła 88 domostw, w 1880- 624 mieszkańców, w 1931 - 588. Do lat międzywojennych utrzymała się pańszczyzna kościelna: 2 poddanych odrabiało po 18 dni rocznie. W r. 1845 urodził się tu Franz (Ferenc) Dénes, znany spiski badacz Tatr i Pienin. 

W r. 1921 pisał o Trybszu (" Trypsach ") Mieczysław Orłowicz: " Wieś dość uboga, przetrzebiona przed wojną silną emigracją do Ameryki, wygląd zepsuty wielu bezstylowymi doma­mi murowanymi, do których stawiania rząd węgierski zmuszał ludność. Stary kościółek ma, podobnie jak w Dębnie, czworoboczną wieżę, której cześć dolna murowana, służy za babiniec, ściany i sufit podobnie jak w Dębnie malowane (...) Belki spajane kołkami, bez pomocy gwoździ." W r . 1937 założono wodociąg grawitacyjny. Na początku lat 50. część wsi zniszczył wielki pożar.











Trybsz jest ważną ostoją spiskiego folkloru. Można tu zobaczyć tradycyjne stroje z oryginalnym zdobieniem spodni i sukman. Edyta Starek wyróżnia w ubiorze spiskim specjalną odmianę "trybską". Zachowało się kilka starych drewnianych zagród, na niektórych rzezane w drewnie kapliczki.

murowany neogotycki kościół Św. Elżbiety

Przy drodze stoi murowany neogotycki kościół Św. Elżbiety, zbudowany ok. 1900 r. (w 1902 "daleki od wykończenia", w 1905 konsekrowany). Ołtarze przeniesione są ze starego kościółka, stamtąd też pochodzą gotyckie monstrancja i kielich. Dzwon z r. 1629.

Stary kościółek.  
Obok ciemnieje skromny drewniany kościółek, zbudowany podobno w r. 1567, restaurowany w w. XVIII. Po wystawieniu nowej świątyni podupadł, w 1924 rozebrano przylegającą do nawy wieżę i zakrystię. W r. 1937 wstępnie za­bezpieczony z zamiarem utworzenia muzeum spiskiego, po wojnie poddany był zabiegom konserwatorskim (w l. 1953-56, 1972 i 1976). Budowla ma konstrukcję zrębową. Po zakrystii pozostał prowadzący do niej portal z nadprożem wyciętym w "ośli grzbiet" ( od pn. ). Wnętrze przykryte jest jednolitym pułapem, w nawie z zaskrzynie­niami. Temperowa polichromia z r. 1647 - już w końcu XIX w. "bardzo zatarta " - została wykonana w kilka lat po odebraniu świątyni protestantom - za sprawą ówczesnego proboszcza, ks. Jana Ratułowskiego.


"Choć wątpliwy jest jego udział w realizacji malowideł w sensie warsztatowym, to z całą pewnością czynny był przy powstawaniu kon­cepcji ideowej całości i wyłącznie jemu przypisać należy autorstwo ikonograficzncgo programu oraz układu treści i ogólną kompozycję całości. (...) Z inskrypcji łacińskiej umieszczonej na ścianie kościoła, pod amboną, dowiadujemy się, że właśnie pod dyktando owego probo­szcza dogmaty wiary zajaśniały dla ludzi żywymi barwami; on też prawdopodobnie ułożył szereg wierszowanych łacińskich napisów objaśniających poszczególne sceny (...)." (Stanisław Szymański, 1970). Ściany prezbiterium pokryte są wizerunkami świętych, zaś pozbawioną okien ścianę pn. zdobią duże kompozycje. Najokazalsze malowidła pokrywają pułapy. W prezbiterium są to sceny Koronacji i Wniebowzięcia NMP. W tle krajobraz górski, uważany za najstarszą polską panoramę Tatr (?) - były nawet próby identyfikacji poszczególnych szczytów. Na stropie nawy w przedstawieniu Sądu Ostatecznego również można się dopatrzeć widoku na góry. Po prawej stronie ściany tęczowej wisi skrzydło tryptyku z wizerunkiem Chrystusa z 2 poł. w. XVI, część środkową z postacią św. Elżbiety przeniesiono do nowej świątyni. Jawor i lipę uznano w r. 1935 za zabytki przyrody.


Wycieczki:
  • Do Przełomu Białki pod Kramnicą
  • do Białki przez Trybski Bór; na Czarną Górę (903 m) z pięknym widokiem na Tatry; 
  • do Dursztyna. Kąpiele w Białce. 
Na pn. od wsi i od doliny Trybskiej Rzeki ciągnie się na długości 5 km grzbiet Rozpucia, którego wierzchowiną wiedzie droga o ładnej nazwie Powierchówka. Franz Denes wspomina (1932), że jako chłopiec często wędrował tą drogą, tęsknie popatrując na Tatry. Widok ten - jak pisze - pełne uznanie zyskał już ok. 1860 r. u wiedeńskich geologów.








środa, 14 marca 2018

Śladami Ondraszka

O Ondraszku- obrońcy biednych i pogromcy bogatych- słyszeli chyba wszyscy. Teraz legendarny zbójnik będzie zachęcał turystów do odwiedzenia Beskidów po obu stronach granicy.

Sławny śląski zbójnik Ondraszek to postać podobna do Janosika- obaj brali w obronę biednych i zabierali bogatym. Ondraszek, czyli Andrzej Szebesta, urodził się w Janowicach na obecnym pograniczu polsko-czeskim. Żył w latach 1680-1715. Po jego śmierci powstało mnóstwo legend i podań poświęconych jego postaci. Czerpało z nich wielu pisarzy, poetów, muzyków i rzeźbiarzy. 

Niedawno na Scenie Polskiej w Czeskim Cieszynie wystawiono spektakl inspirowany legendami o zbójniku. "Ondraszek- pan Łysej Góry" przez rok cieszył się ogromną popularnością wśród widzów. Żeby przedstawienie udostępnić szerszej publiczności, nagrano go nawet na płycie DVD. 

- Ondraszek to postać powszechnie znana po polskiej i czeskiej stronie granicy. Dlatego opracowaliśmy projekt turystyczny, aby zachęcić ludzi do zobaczenia miejsc związanych ze zbójnikiem- tłumaczy Renata Putzlacher, Polka mieszkająca w Brnie, poetka, tłumaczka, autorka scenariusza i części piosenek do widowiska o Ondraszku. 


Projekt "Ondraszkowo- zbójnickie ścieżki" otrzymał unijne wsparcie dzięki Regionalnej Radzie Rozwoju i Współpracy w czeskim Trzyńcu. Teraz trwa jego realizacja. Autorzy wybrali 10 najciekawszych miejsc (pięć po każdej stronie granicy) w różny sposób związanych z Ondraszkiem. To m.in. muzeum w Cieszynie, gdzie znajdują się poświęcone mu obrazy, skoczowskie Muzeum Gustawa Morcinka, który poświęcił zbójnikowi wiele swoich dzieł czy Koniaków, gdzie na górze Ochodzitej ukryto ponoć Ondraszkowe skarby. Po czeskiej stronie są  to m.in. mityczne góry Godula i Girowa z ukrytymi kosztownościami zbójnika czy Karpętna- miejsce urodzin Stanisława Hadyny, twórcy zespołu Śląsk, który również w swojej twórczości zajął się Ondraszkiem. Na trasie są też restauracje i pensjonaty nazwane imieniem zbójnika. 

W każdym z dziesięciu punktów są  stawiane specjalne dwujęzyczne tablice z opisem konkretnego miejsca, historią Ondraszka, mapą zbójnickich ścieżek, okolicznymi ciekawostkami i "zbójnickim zadaniem" dla turysty, np. ustaleniem jak nazywają się widoczne na horyzoncie wierzchołki gór. Powstała też specjalna, polsko-czeska strona internetowa, która jest jednocześnie przewodnikiem po szlaku (www.ondraszkowo.eu i www.ondrasovo.eu). Wydrukowano też ulotki dostępne w punktach informacji turystycznej. 
Projekt ma być rozwijany.- Chcemy rozszerzyć szlak o kolejne miejsca oraz wydać zbiór podań, legend i tekstów o Ondraszku- mówi Putzlacher.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Taradajką do Puńska


Nie przyjechałam tu taradejką, Chociaż miałam wielką ochotę. Niestety górę nad tradycją wzięła wygoda i cywilizacja. Większość Litwinów na obchody święta Matki Boskiej Zielnej- 15. sierpnia- przyjechała samochodami. 

Litewskie bryczki o niskich burtach, ogromnych szprychowych kołach z błotnikami i miękkich, wyściełanych siedzeniach można jeszcze spotkać w niektórych domach. Podobno jeszcze kilka lat temu na nabożeństwo 15. sierpnia tradycyjni Litwini do tarantasów (druga nazwa teradejki) zaprzęgali traktory, ale dziś zdecydowana większość zajeżdża przed kościół maluchami i polonezami.

Miasto polskich Litwinów

Puńsk- małe schludne miasteczko położone między malowniczymi pagórkami nad przeraźliwie zanieczyszczonym jeziorem Punia- jest stolicą polskich Litwinów. Powstało w połowie XVI wieku na skraju nieskolonizowanego jeszcze kawałka Puszczy Mareckiej. Kolonizacja następowała z dwóch stron: od strony Łoździejów i od strony Wiżajn. Pierwszymi osadnikami byli Polacy, Litwini i Rusini. Ci ostatni, jako element najsłabszy, szybko ulegli lituanizacji i polonizacji. Na Sejneńszczyźnie- najdalej na zachód położonej Litewskiej wyspie- mieszka około 12000 Litwinów. Drugie tyle jest rozrzucone po całej Polce. Choć jako mniejszość Narodowa nie stanowią dużej grupy nie grozi im wynarodowienie.

Litwini, jak żadna inna grupa etniczna, trzymają się razem, kultywują tradycję i dbają o naukę litewskiego w szkołach. Skupieni są w różnych organizacjach, które umacniają patriotyzm i poczucie przynależności Narodowej. Działa "Stowarzyszenie Litwinów w Polsce", wydawane jest czasopismo  "Ausra", odrodziło się również Towarzystwo im. św. Kazimierza i Związek Młodzieży Litewskiej. To jedna strona medalu.

Druga strona medalu

Druga, jak zwykle jest ciemniejsza.

Dużo naczytałam się o gościnności litewskiej, ale wnet okazało się, że, owszem, Litwini litewscy są  uroczy, natomiast Litwini polscy, a przynajmniej ci spotkani w Puńsku, darzą Polaków szczera nienawiścią. Tyle lat minęło od zmienienia granic po I i II wojnie Światowej, a oni nie zapomnieli. Ale najgorsza jest obojętność...

Z taką ignorancją, wszystkich i wszystkiego, co nie-litewskie spotkałam się po raz pierwszy w życiu. I u Łemków i u Cyganów, nie mówiąc już o naszych rodzimych góralach, mój plecak i torba na aparat wywoływały szczere zainteresowanie. Każdy rwał się, żeby się przywitać, wyrazić zdziwienie, czy samemu nie straszno, albo po prostu się uśmiechnąć. Zazwyczaj też chętnie opowiadali o swoich rodzinach, regionie, zwyczajach... 

Tutaj nic.

Zero kontaktu.


Moje rozpaczliwe próby dowiedzenia się czegokolwiek, spełzały na niczym. Ani rozmowa ze sprzedawczynią, ani z mieszkańcami nie przyniosły rezultatów. Najczęściej wzruszano ramionami i odchodzono. Rozmowni okazali się tylko strażnicy graniczni, ale oni byli z pochodzenia Białorusinami i ich też Litwini nie darzyli sympatią. Uważali, że strażnicy są  tu niepotrzebni - ponoć żaden z mieszkańców Puńska nie chciał tutaj punktu granicznego.

Już zdecydowałam się opuścić niegościnne miasto....

..już szłam drogą na Suwałki....

...już klęłam pod nosem za stracone pół dnia

....kiedy z drogi zawrócił mnie głos.

-Proszę pani! Pani wstąpi do nas na kawę. Na pewno jest pani zmęczona...

Otwarły się przede mną wrota raju. O kawie marzyłam od mniej więcej trzech godzin i smętnie myślałam o pozostałych mi 60 groszach. Do jutrzejszego otwarcia poczty nie spodziewałam się kawy. Pani Jasia, przeurocza kobieta, jest Polką. I ma syna Grzegorza. Syn Grzegorz, podobnie jak ja, jeździ stopem i przeróżni ludzie mu pomagają, stąd niespodziewana gościnność pani Jasi.

Chociaż, nie! Z czymś takim w sercu człowiek się rodzi, a warunki i okoliczności tylko go ukierunkowują. Tu okoliczności sprawiły, że zostałam podjęta kawą, serem białym i przepysznym ciastem z gruszkami. Kiedy szliśmy wieczorem na występy folklorystyczne nad jezioro Punia, trzymałam za rękę Igora, przecudnego wnuka pani Jasi. Miał lat pięć i był (nadal jest) niekwestionowanym żywym srebrem. Złotem! Platyną!

Nigdy w życiu nie spotkałam tak uroczego dziecka! Normalnie mam awersję do dzieci, ale Igor po prostu mnie oczarował. Mój czas  podzieliłam na zabawy z nim i rozmowy z panią Jasią i jej mężem panem Edwardem. Nie skarżyli się. Tego typu ludzie nigdy się nie skarżą. Ale wyczuwałam z rozmowy żal i rozgoryczenie. Pani Jasia od kilku lat nie może znaleźć pracy w okolicy z prostego powodu: nie mówi po litewsku. Tutejsi Litwini znają język polski. Muszą znać. Ale nie przyjmą do pracy nawet sprzątaczki nie-Litewki.

Polacy dyskryminują ????!!!!

I nam się zarzuca dyskryminację!? Kiedy we własnym kraju dyskryminowani są  Polacy! Na 100 numerów na ulicy, gdzie mieszkają moi dobroczyńcy, tylko 4 należą do Polaków. Ale nie w liczbach sprawa. Litwini też mają prawo do własnej stolicy na terenach dawniej należących do nich. Ale niewiele Litwinów odkłoni się Polakowi na ulicy. Pani Jasia jest przeuroczą kobietą i naprawdę ciężko było mi zrozumieć brak znajomych.

Raptem kilkoro Litwinów przyznaje się do przyjaźni z Polakami. Pani Jasia ma jedną litewską przyjaciółkę. Ona nie przejmuje się konwenansami. Pani Jasia to pani Jasia, a nie Polak, którego z założenia należy nie lubić. 

Ludzie!!! opamiętajcie się!!!

Jeżeli przez przypadek dowiecie się, że wasz najlepszy przyjaciel jest na przykład Cyganem, a wy akurat Cyganów nie lubicie, odwrócicie się od niego?! Człowieka należy oceniać jakim jest, a nie jaką ma Narodowość, wyznanie, rodzinę!

Proszę bardzo! Niech na Sejneńszczyźnie będą dwa języki urzędowe, centrum kultury litewskiej, święta...

Zdaję sobie sprawę, że tylko granice zmusiły Was, drodzy Litwini, do życia w obcym kraju, ale żyjecie już tu 50 lat, a obok Was Polacy. 
Nie zapominajcie o nich.
Oni też chcą żyć normalnie...


Sierpień'2000- Puńsk


Oświadczenie autorki:

Zaznaczam, ze artykuł poniższy powstał na podstawie moich osobistych odczuć podczas  pobytu w Puńsku w sierpniu 2000 roku. Pobyt na Litwie w siedem lat później przekonał mnie że Litwini są  gościnni i bardzo mili. Czy miałam pecha wtedy w Puńsku? Być może. Nie twierdzę że WSZYSCY są  tacy, albo NIKT nie jest taki. W róznych społecznościach trafiają się przeróżni ludzie. Jedna niefortunna znajomość potrafi zrazić lub przekonać do całej nacji. Jednakże takie odczucia pozostawił we mnie Puńsk po 2000 roku. Może pojadę tam kiedyś powtórnie i moje podejście się zmieni. 

Dziękuję pani Bożenie z punsk.com.pl na zwrócenie mi uwagi - cytuję wpis do księgi gości: 
Przykro mi, że trafiła Pani na obojętnych Litwinów. Zapewniam Panią, że nie wszyscy są  tacy i zazwyczaj staramy się służyć pomocą przyjezdnym. Ponadto, znam wielu Polaków w Puńsku, którzy nie czują się w jakiś sposób osaczeni, czy szkalowani przez Litwinów. Wręcz przeciwnie, znaleźli tu swoje miejsce i mają się bardzo dobrze:)
Wierzę, że moje wrażenie było mylne i przepraszam wszystkich którzy poczuli się urażeni.

czwartek, 20 września 2001

Z zezwoleniem w kieszeni

Wyruszyliśmy ze Stuposian świtkiem rankiem. Starą asfaltówką przedeptaliśmy 4 kilometry i, zaraz za bardzo ostrym lewym zakrętem (kilometr za górką Syhłą), skręciliśmy w lewo w drogę gruntową. Stary smolarz w pobliskiej smolarni popatrzył się na nas jak na wariatów...





Leśna droga prowadząca do dawnej wsi Dydiowa była mocno wyjeżdżona przez traktory ściągające drewno. Zapadanie w błoto po kolana było więc główną atrakcją trasy;-) W końcu dochodzimy do chatki. "Dydiówka. Adres: Dydiowa 1". Ani jednego zabudowania, oprócz tej maleńkiej chatynki, będącej schronieniem dla myśliwych.