czwartek, 16 kwietnia 2020

Kozia Szyja pod Górą Chrobrego // The goat's neck under Chrobry Mount


Mało które śląskie miasteczko wygrało los na loterii. I żadne tak go nie zlekceważyło.

Leżące na nizinach miasta wydawały kolosalne pieniądze na stworzenie systemu wodociągowego, widocznego dziś w formie zapomnianych wieży ciśnień. Brak dużych połaci lasów nie dostarczał budulca, który trzeba było ściągać z innych regionów. Inaczej rzecz się miała z Głuchołazami...

Rynek w Głuchołazach - przed rewitalizacją.
Choć dokumenty datują powstanie miasta na połowę  XII wieku, to legenda miejscowa wspomina, iż już w czasie najazdu Mongołów w 1241 r. istniał tu mały gródek, który bronił się nadspodziewanie długo. Wg dokumentów hordy tatarskie omijały jednak miasteczko, które powstało najprawdopodobniej w celu ochrony już istniejących kopalni złota.

Dziś mało znane, leżące na pograniczu, niemal zapomniane, trochę depresjogenne, miasteczko przez wieki całe było jednym z najważniejszych śląskich miast. Odpowiedź na pytanie dlaczego ta sytuacja nie trwa do dziś, zahacza już o politykę i socjologię i wykracza poza ramy tego artykułu – prawdą jednak jest że począwszy od sprowadzonych w XII wieku wysoko wykwalifikowanych frankońskich górników, a na pracownikach uzdrowiska kończąc, Głuchołazianie zawsze potrafili sobie radzić i wyciągnąć z atutów miasta profity.

Szlak Złotych Górników
Wszystko zaczęło się w XII wieku, kiedy odkryto tu złoża złota. Zawieruchy historyczne nie oszczędziły miasta i rozkwit nastąpił dopiero w XVI wieku. Wtedy właśnie powstało najwięcej płuczek, szybów i sztolni wraz ze słynną Sztolnią Trzech Króli, gdzie znaleziono największe samorodki (1,3 i 1,7 kg) dziś znajdujące się w muzeum w Wiedniu.

Szczególny czas  dla miasta to jednak wiek XIX. Wiek, który przyniósł Głuchołazom światową sławę dzięki... rękawiczkom, guzikom i paście do butów. Równolegle do rozwoju przemysłu, przyszła moda na jeżdżenie "do wód". Choć Vincent Priessnitz rozpoczął swoją uzdrowiskową działalność dopiero w XIX wieku, w Głuchołazach już od XVII wieku działało uzdrowisko. Sprowadzeni przez arcyksięcia austriackiego i wrocławskiego biskupa Karola Ferdynanda, jezuici otwarli tu już w XVI wieku dom zdrojowy "Leśny Dwór" (Waldhof) dla braci zakonnych. Wtedy było jednak jeszcze za wcześnie na wykorzystanie naturalnych walorów, przede wszystkim specyficznego mikroklimatu: powietrza  przesyconego olejkami żywicznymi i eterycznymi, wyrównanej temperatury i braku skoków ciśnienia, jak również ogromnych połaci lasów na Górze Parkowej – dotychczas  drzewo użytkowano tylko w celach budulcowych i opałowych. Góra Chrobrego zaś była wykorzystywana jako poligon doświadczalny dla górnictwa złota, nigdy nie znaleziono tu dużych ilości cennego kruszcu.

Trzy wieki później, kiedy w pobliskim Jeseniku rozpoczął swą działalność Vincent Priessnitz, zwany wodnym doktorem, Głuchołazy wykorzystały jedyną w swoim rodzaju szansę. Szybko powstające domy zdrojowe zaopatrywano w wodę, zbieraną do dużego zbiornika, skąd rozprowadzana była rurami. Dzięki naturalnemu spadkowi nie było potrzeby budowania wieży ciśnień, stąd był to najtańszy system wodociągowy na Śląsku.

W głuchołaskich sanatoriach, bo tak je trzeba nazwać, wykorzystywano ciekawą metodę: zawijanie w prześcieradła i polewanie wodą z różnymi składnikami.
W końcu dostrzeżono dobrobyt górujący nad miastem – dodatki pochodziły głównie z tego lasu. Były to więc borowiny, wywary z igliwia leśnego, miazga drzewna, którą  pozyskiwano w pobliskiej papierni z wysokogórskiego świerku podczas  szlifowania w temperaturze 60 stopni C.

Po pierwszej Wojnie Światowej sanatoria przekształcono w domy wczasowe. Moda na jeżdżenie do wód przeminęła, wody spływające z Góry parkowej okazały się niewystarczająco zmineralizowane. Wydawać by się mogło, że historia głuchołaskiego uzdrowiska się skończyła. A ona się dopiero zaczęła...

Fontanna Amorek w Głuchołazach Zdrój
Historia medycyny poznała miasto od strony płuc. Na początku XX wieku gruźlica dziesiątkowała ludność, a właśnie w Głuchołazach rozwinęło się tego typu lecznictwo. Opracowano tez rewelacyjną metodę naświetlania krtani promieniami słonecznymi. Polegała na tym, że pacjent siedział z otwartymi ustami tyłem do słońca, przed nim stało lustro, które odbijając słoneczne światło nagrzewały krtań.

To był świetlany okres historii Głuchołaz. O kuracjuszy i turystów dbano tutaj wyjątkowo – organizowano przejażdżki dorożkami, wycieczki na Kopę Biskupią, gdzie już w 1890 roku powstała pierwsza drewniana wieża widokowa, organizowano wycieczki do Podlesia, powstał nawet basen z podgrzewaną wodą, z którego wypompowywano wodę, co było zupełną nowością na odkrytych kąpieliskach. Plotka głosi, że w basenie tym ćwiczyli niemieccy reprezentanci na igrzyska olimpijskie. Inna plotka mówi iż był to prezent Adolfa Hitlera dla Ewy Braun. Powstało również niewielkie kąpielisko w Pokrzywnej (czynne do dzisiaj) – przed wojną popularność jego była tak wielka, ze każdemu 10 tysięcznemu turyście wręczano zegarek, a w czasie letnich dni uroczystość taka odbywała się co tydzień!

Jak to się więc stało, że dziś Głuchołazy są  zapomnianym miasteczkiem, jednym z licznych punktów na mapie? Mieszkańcy zgodnie obwiniają władze, jednakże zarząd miasta od czasów Drugiej Wojny Światowej kilkunastokrotnie się zmieniał. Wydaje się, iż można obwinić za to autorkę sukcesu – Górę Parkową. Wyczerpały się bowiem zmineralizowane wody spływające z jej zbocza, do tego jednostronna specjalizacja w leczeniu gruźlicy, która w wieku XXI nie jest już plagą. I najważniejsza sprawa: jednoosobowe działanie.

Ponieważ młodzi ludzie wyjeżdżają na studia lub za granicę i już nie wracają, na rozwój przemysłu w Głuchołazach i okolicy nie ma co liczyć. W tym momencie trzeba postawić na turystykę- zwłaszcza że Euroregion Pradziad jest skłonny przeznaczyć ogromne fundusze na rozwój turystyki w mega regionie.

Ruiny schroniska na Górze Chrobrego
Dopóki jednak nie będzie współpracy między Głuchołazami, a miejscowościami podgórskimi, na rozwój nie ma co liczyć. Władze miasta nie dostrzegają ani Pokrzywnej ani Jarnołtówka, a głównie tam przyjeżdżają turyści. Właściciele ośrodków nie są  rdzennymi mieszkańcami, więc "nie warto o nich dbać", na ich głosy w kolejnych wyborach nie można liczyć. Wszystkie imprezy lokalne odbywają się więc w Głuchołazach i żadna informacja o nich nie przedostaje się do ośrodków. W związku z tym na imprezy głównie przychodzą rdzenni mieszkańcy.
Dlaczego będąc w Ośrodku Mieszko w Pokrzywnej codziennie dostawałam oferty imprez organizowanych w Złotym Stoku, skansenie w Opolu czy Srebrnej Górze, a o festiwalu Kropka w Głuchołazach dowiedziałam się od kolegów z Łodzi?

Głuchołazy w czasach dzisiejszych stanowią atrakcję jedynie w połączeniu z Górami Opawskimi – warto tu postawić na turystykę. Zbudować aquapark czy centrum fitness- zwłaszcza że fundusze są już przyznane. Dopracować informację turystyczną. Przypatrzmy się naszym sąsiadom – mają dużo mniej atrakcji turystycznych do zaoferowania, a informacja turystyczna, aż cieknie po kamieniach ruin zamków.

Głuchołazianie zawsze potrafili sobie radzić – czemu dziś panuje tu stagnacja i depresja? Czemu dziś nie potrafimy zadbać o turystów, czemu nie potrafimy ich przyciągnąć?


Wrzesień'2008- Głuchołazy

Bibliografia: 
- Brygier Waldemar- Przewodnik: Góry Opawskie, Zlatohorska Vrhovina, wyd. Galileos
- Lachur Czesław- Opolszczyzna. miejsca i ludzie, Kępa 2008
- Rocznik Głuchołaski 2008

- Morawsko Śląskie Sudeckie Towarzystwo Górskie 1881-1945

piątek, 10 kwietnia 2020

Dolina Słupi

Park Krajobrazowy "Dolina Słupi"- został utworzony w 1981 roku i jest jednym z najstarszych parków krajobrazowych w Polsce. Jego powierzchnia wynosi 37 040 ha i wraz ze swoją otuliną- 83 170 ha, obejmuje obszar środkowego biegu rzeki Słupi i jej zlewni od miejscowości Soszyca do drogi Krępa-Łosino.

Kraków jak Londyn

Multikulturowo

Nie pojechałam w góry - tak wyszło. Dlaczego o tym piszę? Bo - wiem, że wszyscy wiedzą, ale ja jakoś nie dopuszczałam tej myśli do świadomości - weekend w szczycie sezonu spędzony w mieście może być bardziej multikulturowy od wyjazdu zagranicę...

Na Plantach

Zaczęło się od Kubańczyka z kotem w klatce, którego poszarpały słowackie psy (kota, nie Kubańczyka), potem dwie urocze Brytyjki, które "love you meeting there. wonderful i w ogole brilliant :)

Gdzieś w środku lunch w typowo polskiej restauracji, gdzie podawano sushi i jakieś cusie z ostrym sosem chili (gdzie do cholery rośnie chili?) Potem randka z Cath, gdzieś pomiędzy Kubańczykiem, kotem i Cath wpadła jeszcze Sayko (wbrew imieniu - Austriaczka). 

Oczywiście do tego cały Rynek opanowany przez anglo i inno-języcznych...

I na sam koniec końców, kupując zapałki w sklepie, zostałam zapytana czy wiem gdzie jest hotel Puro. 

Wiem. 

Że gdzieś tu.

Powiedziałam mniej więcej gdzie i tyle by było, gdyby nie fakt, że wyszedłszy zobaczyłam owego miłego, niewielkiego Dubajczyka (jak się później okazało) idącego w kierunku baaaardzo mrocznego Starego Kleparza. Nie byłabym sobą, gdybym za nim nie pobiegła. 

Naim właśnie wchodził między stragany...

Kleparz tuż przed północą prezentuje sobą coś co wahałabym się nazwać prezencją jakąkolwiek. Już abstrahując od mojego lokalnego patriotyzmu (co sobie te zagraniczniki pomyślą) to po prostu zwyczajnie bałam się, że ten Pan nie tylko tam straci telefon, portfel i paszport, ale prawdopodbnie również życie, a przynajmniej zdrowie.

Dwóch pijaków dyskutowało nad flaszką *chyba to była dyskusja w narzeczu, bo ja rozumiałam tylko bełkot), dwie lekko roznegliżowane, starsze prostytutki przerzucały się argumentami słownymi nie-do-znalezienia w słownikach, dwie młodsze - jeszcze wyraźnie niewprawne - ograniczały się do kurew z różnymi przymiotnikami, a w krzakach siedział ekshibicjonista (nie wiem jakiej nacji, po tyłku nie poznałam).

Taaaaak. weekend w Krakowie może być baaardzo multi-kulti.




Szlak Tradycji Wielkanocnych

Święta Wielkanocne są  najważniejszymi świętami w liturgii katolickiej. Zaraz po nich plasują się Zielone Świątki, a Boże Narodzenie – dopiero na trzecim miejscu.

zdjęcie poglądowe

Obrzędy i zwyczaje Świąt Wielkanocnych są  niezwykle barwne i różnorodne – niegdyś pamięć o zwyczajach i obrzędach była żywa w całej Polsce, dziś tylko w niektórych miejscowościach.

Chcesz urodzaju?

źródło: Gazeta.pl

Urządź tańce w Popielec

Ale to propozycja tylko dla kobiet and tylko do południa. Taki był dawniej zwyczaj na wsiach: przed pójściem na mszę and posypaniem głowy popiołem kobiety tańczyły w karczmach.

Nie były to jednak tańce dla rozrywki, lecz obrzędowe, połączone ze skakaniem np. przez ławę. 
- Miały zapewnić dobre plony, sprawiać, by powiększały się rodziny - tłumaczy Andżelika Bilska, etnolog z Muzeum Częstochowskiego. 

AB OVO - jajka, pisanki, kraszanki

"Starodawny zwyczaj malowania jaj na święta Wielkanocne, sporządzania malowanek, z ruska hałunek, kraszanek lub pisanej, przed laty powszechny na ziemiach słowiańskich, z biegiem czasu zanika coraz bardziej. W wielu okolicach naszego kraju zwyczaj ten jest całkowicie już nieznany, w innych zanika i jeszcze tylko najstarsi wiekiem ludzie utrzymują go..." - te słowa napisał Włodzimierz Fisher w 1922 roku. 

Ale jaja! Jajo wykonane przez Monikę Turską. Zdjęcie też.


Proroctwo kompletnego zaniku tradycji na szczęście się nie sprawdziło. Niemal w 90 lat później, wciąż istnieją regiony, w których pisankarstwo jest nie tyle popularne, co wręcz modne i w wielu przypadkach stanowi źródło zarobkowania dla specjalistek od pisania (rysowania) jaj.

Skąd wziął się symbol jajka? - tego nie wiadomo.

Znane jest kilka sposobów ozdabiania jaj:

Jednokolorowe - zwane kraszankami, malowankami lub ałunkami (od roztworu ałunu). Jajka gotuje się na twardo w roztworze farby, w wielu miejscowościach używa się wciąż barwników naturalnych:

kolor żółty - daje kora jabłoni. Najładniejszy pochodzi z kory drzewka młodego. Przesądy mówią o korzystaniu TYLKO z jabłoni dzikiej, inne zaś o wybraniu najlepszej w całym sadzie.  Odcień z lekka zielonkawy daje dodana do roztworu jemioła.

kolor zielony- najładniejszy powstaje z młodego żyta, zasuszonego fiołka lub kotków osiki (po dodaniu szczypty ałunu). często wykorzystywanym barwnikiem jest tez korzeń pokrzywy, widłak, ziarna słonecznika czy listki barwinka.

kolor czerwony - przede wszystkim z łupin cebuli. Pospolitym barwnikiem jest też burak ćwikłowy

kolor fioletowy - tutaj prym wiedzie kwiat ciemnej malwy oraz kora z olchy czarnej. Doskonałym barwnikiem jest tez jagoda bzu czarnego oraz listki czarnego klonu

kolor niebieski - w tradycji nie znamy żadnego barwnika roślinnego barwiącego na niebiesko - stąd też zapewne występuje praktycznie brak tego koloru na wszelakich pisankach ludowych

kolor czarny - przede wszystkim z kory dębowej, olszowej i szyszek olszowych. Znanym sposobem jest też barwienie ... woda deszczową odstałą w lesie w zagłębieniu pnia dębowego.

piątek, 3 kwietnia 2020

Żegnaj zawieszenie - czyli skróty lanosem

Lachowice. Zdj. własne

[Tekst stary, ale...]

W ramach wyjazdu na święta Wielkiej Nocy na wieś, zrobiliśmy sobie przepiękny objazd. Po co się pchać zatłoczoną zakopianką, skoro można opłotkami i "boczarami".

Na pierwszy ogień poszedł Barwałd Górny - W zeszłym roku z babcią i ciocią Lusią, pojechałyśmy do Kalwarii Zebrzydowskiej i odwiedziłyśmy Barwałd. Z trudem znalazłyśmy kaplicę św. Rozalii, wspomnianej jako zabytek architektury drewnianej.

No i ... okazało się, że rudera, którą wtedy oglądałyśmy była dawną strażnicą