środa, 10 września 2003

Mykologiczno-florystyczna wyprawa na Orawę

Piątek wieczór, wychodzę zmęczona z pracy z jedną myślą w głowie "spać, spać, spać". Moje wspaniałe marzenia przerywa dźwięk telefonu. Tata.
- Jeżeli chcecie jechać na wieś to dzwońcie do Zenita- wybiera się do nas na grzyby. 

środa, 20 sierpnia 2003

Zielony koszmar - Kosodrzewina w Czarnohorze

Kosodrzewina w Czarnohorze

Zmierzch zapadał nad Połoninami Hryniawskimi. 
Na horyzoncie złotawo-czerwonawa kula słońca chowała się za Grałutem. Za naszymi plecami noc wzięła już góry w swoje mroczne władanie. Ciemność spowiła Skupową i Połoninę Kryntą, u ich stóp, w Zelenem i Dżembronii raz po raz pojawiały się światełka - niechybny znak, że gospodarze powracali już do domów.




Siedzieliśmy przy prymitywnym ognisku zbudowanym naprędce z kilkunastu znalezionych gałązek. Nie zapuszczaliśmy się daleko w las w poszukiwaniu drewna- opowieści o bandytach ukraińskich zostawiły ślad w naszych duszach, Chociaż usiłowaliśmy się do tego nie przyznawać za żadne skarby świata.
Później miało się okazać, że opowieści nie tyle były fikcyjne, ale kompletnie wyssane z palca. Wtedy jednak, w pierwszym dniu wycieczki wydawało nam się, że zawierają w sobie ziarnko prawdy i wbrew logice, bo kogóż mogliśmy spotkać na starej drodze Legionistów?, nie oddalaliśmy się od siebie na krok. 
Otoczeni Hryniawskimi Wzgórzami, spowici w ogniskowy dym, przeżywaliśmy nasz pierwszy nocleg pod wymarzonym ukraińskim niebem. Piliśmy gorącą herbatę "dymówę" i snuliśmy plany na nadchodzący tydzień w Czarnohorze.





Wyobraźnia płata figle

Oczyma wyobraźni widziałam trawiaste kopuły szczytów, czułam zapach końskiej skóry i piłam żętycę w napotkanych huculskich bacówkach. Mówiłam cicho: "to już jutro...".

Rzeczywistość jednak rządzi się swoimi prawami, a jednym z nich jest nieprzewidywalność. W najśmielszych snach nie mogłam przewidzieć tego co stanie się naszym udziałem już na następny dzień...

Zaczęło się od całkiem zwyczajnego pobłądzenia. Wyjątkowo nie zgubiliśmy się my, zgubiła się droga... 

Ot, szła sobie całkiem długo, porządnie między drzewami, aż w końcu znudziło jej się chyba nasze towarzystwo, bo tak jak stała, bez żadnych oznak zniknęła, zostawiając nas z kompasem, mapą i przewodnikiem Orłowicza po Galicji. Droga nie była jednak złośliwa, zostawiła nam również furtkę. Bynajmniej nie jest to przenośnia. Furtka, co prawda nie otwierała się, ale prowadziła na huculskie pastwisko. Pastwisko zaś zawierało w sobie trawiastą połoninkę i starą, zaznaczoną tylko gdzieniegdzie ogromnymi płaskimi kamieniami, galicyjską drogę.

Doszliśmy za nią aż do lasu.


Według mapy las miał się ciągnąć kilkaset metrów, zaraz za nim miał się znajdować szczyt Skorusznego - pierwszy nasz cel. Mapa pochodziła jednak sprzed I Wojny Światowej, a to oznaczało, że las nieco podrósł i może nawet rozszerzył swoją działalność. Ostatecznie jednak umiemy chodzić po lesie i nawet nieprzebyte trakty nie są  nam straszne. 

Zasuszone, stare świerki usiłują nam włożyć swoje kłujące gałązki za koszulę i w plecaki. Pnie rosną tak blisko siebie, że z trudem i uszczerbkiem dla karimat przedzieramy się między nimi. Las wygląda, co najmniej nieciekawie: szary, brudny, zaschnięty, nijaki. Zwykły stary las, który trzeba przejść, aby dotrzeć do sedna gór. 

Czarnohora jednak jest jednym z najpiękniejszych, o ile nie najpiękniejszym z masywów, jakie widziałam i, jako przeszkodę nie do pokonania, nie sprezentowała nam jedynie zwykłego suchego lasu. Ale o tym jeszcze nie wiedzieliśmy.


Najpiękniejsza połonina

Na razie przed sobą mieliśmy pierwszą połoninkę Skorusznego, czarowną i niesamowitą, a we wspomnieniach chyba najpiękniejszą. czasem myślę sobie, że Czarnohora dała nam Skoruszny jako osłodę przyszłych przeżyć, i usiłuję zapomnieć, że przecież trasę z Zelenego wybierałam sama. 

Prowadziłam również naszą dwójkę, przez porośnięty jałowcami szczyt, aż do przełęczy. Wtedy nam się wydawało, że nic gorszego na trasie zdarzyć nam już się nie może. Karimaty były potargane, my poobdzierani i zmęczeni. Pomimo wszystko zadowolenie z nas tryskało. Zdobycie jest ciekawsze, kiedy trzeba pokonywać przeszkody. Nieopatrznie powiedzieliśmy to głośno, a Czarnohora nas usłyszała...

Skoruszny (zdj. własne)

Skończyliśmy pić poranną kawę, ognisko powoli dogasało, a przez gęste gałęzie drzew przenikały pierwsze promyki słońca. 

- w południe powinniśmy być na Stajkach, a najpóźniej wieczorem wejdziemy na główne pasmo i prześpimy się w ruinach obserwatorium na Popie. Co ty na to?
- Na Stajkach będziemy wcześniej- zawyrokowałam i ruszyliśmy w drogę.
O! Biedni naiwni!!!



Nie chcieliśmy powielać szlaku  poprzedniej grupy i postanowiliśmy zdobywać Stajki od północy. Cóż to zresztą za różnica i tak z żadnej strony nie prowadzi szlak. Po zboczu spływała ogromna ilość strumyczków, jednak spora susza panująca w tym czasie nie dopuściła do powstania błotnistych kałuż- tego by tylko brakowało... 

Początkowo szliśmy za drogą, potem za ścieżką, później za wydeptaną nitką w lesie. Kiedy i ona się skończyła zaczęliśmy śledzić, z przeproszeniem, końskie kupy. Zgodnie z zasadą: jak one przejdą to my też...



zasada zawiodła. 


Końskie kupy się skończyły, a my znaleźliśmy się w środku lasu, bez żadnej widocznej szansy na poprawę naszej sytuacji.
- Tam, na gorze, są  jakieś krzaczki. Chodź, przejdziemy przez nie i wejdziemy na szczyt. Tam powinna być połonina.


Nigdy więcej kosodrzewiny?

Nie zawsze jest ławo...

Nie, nie okazało się, że nie było połoniny. Było gorzej. Krzaczki okazały się być kosodrzewiną- przekleństwem naszego wyjazdu. Potężne drzewa wysokości człowieka, wtykające swoje igły wszędzie, gdzie o możliwe, a nawet tam gdzie niemożliwe, ciasno posadzone pnie, gęsta plątanina potężnych konarów. Z każdej strony drzewa o podobno pięknych igłach. Mnie te igły kuły właśnie w ucho i z tej perspektywy ciężko mi było podziwiać ich urodę. 
Weszłam na kolejny konar. Podwyższona o pół metra zobaczyłam gdzieś w oddali polankę, na której nie rosła kosodrzewina. Tak się przynajmniej wydawało z tej perspektywy
Gdy w końcu wymordowani stanęliśmy na szczycie, nomen omen, Stajek, było dobrze po południu.
Przedzieraliśmy się przez zielony busz ponad cztery godziny!!!
Kilkaset metrów!!! 

Nigdy więcej kosodrzewiny?


- Nigdy więcej kosodrzewiny- poprzysiągł Radek i zaraz na następny dzień tą  zasadę złamał. Cud boski ustrzegł nas przed pokusą "pójścia jeszcze kawałek", zgodnie, z niedziałającą w zielonym buszu, zasadą, że "przespać się można wszędzie..."


Nazajutrz obudziła nas Opatrzność, która czuwa nad idiotami i wariatami różnego rzędu. Wiedziała chyba co nas czeka i musiała zarezerwować nam trochę czasu. W porannym słońcu zobaczyliśmy nasz cel- Smotrec- oddalony o jakieś trzy kilometry...
... zielonego morza.

Sierpień'2003 - pod Howerlą


niedziela, 10 sierpnia 2003

Jot Jot Jot- Historia Jednej Znajomości - część druga


Jot Jot Jot- Historia Jednej Znajomości

Przez Świdowiec

Pauza w Rachowie

W Rachowie siedzieliśmy cały dzień, chodziliśmy od knajpy do knajpy- tu obiad tam lody, tu piwko, a tu kolacja. Spędziliśmy uroczy wieczór, w tym czasie chłopcy dzielnie maszerowali już po paśmie Świdowca. Kiedy zdecydowaliśmy się na kolejne lody, wiedzieliśmy, że Jurków już nie dogonimy, nie było na to najmniejszych szans. Chociaż strasznie chcieliśmy się jeszcze spotkać, a nade wszystko dowiedzieć się gdzie w końcu nocowali, mogliśmy posiedzieć trochę w Rachowie- do chłopaków mieliśmy adresy i spokojnie bezproblemowo mogliśmy się skontaktować w Polsce. Mogliśmy, ale nie musieliśmy...


Zabudowania Rachowa ciągną się w nieskończoność. Zamierzaliśmy wyjść tylko kawałek w góry, w poszukiwaniu miejsca na nocleg, ale zanim skończyły się domy, zanim opuścili nas uroczy młodzi Huculi, którzy chcąc nam pomóc towarzyszyli nam przez trzy godziny, zanim po prostu znaleźliśmy to miejsce okazało się, ze już mocno po dziesiątej i jesteśmy pod Dumeniem.

-Tam jest krzyż i jakieś krzaczki- tam się rozłożymy- zawyrokował Radek. Podeszliśmy jeszcze kawałek.
-Raduś.... Tu też są  jakieś krzaczki... Śpijmy tu...

Jak się później dowiedzieliśmy, Jurki nocowały w krzakach pod krzyżem. Dzieliło nas mniej więcej 500 metrów...


"Niechciej"


W górach jest zazwyczaj tak, że po długim marszu człowieka ogarnia tzw. "niechciej". Nas dopadł w Świdowcu. Do Bliźnicy mieliśmy dzień drogi, a szliśmy trzy, nocując w dziwnych miejscach i wynajdując preteksty do małych odcinków trasy. 
Zmieniło się dopiero pod Tatulską.


Wstaliśmy niezwykle rano i niemal od razu ruszyliśmy w drogę. I tuż za Tatulską skończyła się nam widoczność. Kompas w takich sytuacjach nie na wiele się zdaje, bo jakiekolwiek punkty orientacyjne spowite są  czapą mgły, tak gęstej, że nie widać w niej nawet zarysów szczytów. Szliśmy i szliśmy wciąż w tym samym krajobrazie niezmiennym jak mleko. Droga prosta jak stół, brak szlaku. Nic ciekawego.
W tej mgle otumanienie nasze sięgnęło zenitu.

- Popatrz, szlakowskaz!- we mgle widać było go wyraźnie. Kiedy podeszliśmy okazał się być krzyżem prawosławnym z poprzeczką.
Marzyliśmy tylko o jednym. O zejściu stąd i kubku gorącej herbaty. Jak na złość nie było widać żadnej bacówki. Co ja mówię! Nic nie było widać.

W końcu trafiliśmy na skrzyżowanie dróg. W tej sytuacji nonsensem było iść w góry, poszliśmy drogą w dół. W lesie prowadzono wyrąb, o czym się dowiedzieliśmy, kiedy trzydziestometrowa sosna z hukiem rymsnęła na drogę przed nami. Drwale okazali się niezwykle przyjaźni, gadatliwi i pomocni. Pokazali nam drogę, którą  mieliśmy dojść do Uści Czornej. Mieliśmy..

"Na zachód!- Musimy iść na zachód!"

Droga jak to droga. Szybko zamieniła się w ścieżkę, jeszcze szybciej zniknęła za pierwszym drzewem i za drugim prawdziwkiem. Prawdziwków tu było zatrzęsienie!!! Zabraliśmy ze sobą pół poszycia leśnego, już widząc wieczorna kolację. Nie wiedzieliśmy jeszcze tylko, gdzie ta kolacja wypadnie.


Radek dzielnie trzymając kompas parł do przodu z okrzykiem "Na zachód, musimy iść na zachód". Nasz zachód znajdował się na trasie bogatej w krzaki, drzewa i dziwnie upośledzonej pod względem ścieżki. Chaszczyliśmy jednak dzielnie, aż dotarliśmy do końca góry. Daleko w dole płynął strumyk, a właściwie rzeka. Staliśmy na górze, usiłując wypatrzyć, czy płynie w dobrym kierunku. Radek upierał się, że tak, bo piana układała się podobno w kierunku zachodnim. Ja nie widziałam nawet wody - znajdowała się tak z kilometr niżej. Zrypa jaką szliśmy była tak ogromna, że Radek będąc przede mną o dwa kroki, miał moje buty na wysokości twarzy. W życiu czymś takim nie schodziłam!!!! Kiedy w końcu po długim czasie stanęliśmy na brzegu rzeki, Radek wyciągnął z krzaków tabliczkę- szlakowskaz. Napisane na nim było "Bezimiennyj". Kwintesencja włóczenia się po Świdowcu!

Czy to skansen?









Już byliśmy na dole, już zakończyła się nasza wycieczka, ale jeszcze czekało nas dojście do Uści, które przedstawiało sobą same problemy. Rozszalała rzeka, brak brodów, kładek- nie sprzyjało to milej wędrówce... Po dwóch godzinach, kiedy już zapadł zmrok dotarliśmy do raju. Raj charakteryzował się łączką na brzegu rzeki, najwyraźniej pozostałą po powodzi. Na niej stały dwie chałupy i rosły stare jabłonie, grusze i śliwy. Byliśmy tak otumanieni, zmęczeni i oszołomieni, że pierwsze słowa, które wyrwały mi się na usta, brzmiały:
- Radek, popatrz skansen!

Gdzie skansen na Ukrainie- tu wszystko jest skansenem!. Dopiero kiedy z chałupy wyszedł dziadek, a za nim owca, zorientowaliśmy się co to za skansen.

Dziadek mieszka tu sam, jego rodzina ma dom w niedalekiej Łopuchowej. Jemu został ten kawałek ziemi, po powodzi z 1997 roku. Do wsi jest stąd 7 kilometrów, dalej do UŚci jeszcze 15. Kiedy Dziadek opowiadał nam o swoim życiu tu na odludziu, do jego nogi tuliła się wytresowana owca. W życiu nie widziałam owcy, która przychodziła by na zawołanie, siadała, kładła się, a nade wszystko tuliła do właściciela. Tak naprawdę to był wspaniały, wierny pies, którego chyba w ramach dowcipu Stwórca ubrał w owczą skórę.

Niebieski namiot


Opuściliśmy Dziadka z żalem w sercu na następny dzień. Nasz plan obejmował jeszcze kawałek Gorganów i gdybyśmy nie pobłądzili, dochodzilibyśmy właśnie do przełęczy Legionów. No ale pobłądziliśmy... Po kilkunastu przeprawach przez rwącą rzekę dotarliśmy w końcu do wsi. Nad rzeką, niedaleko klauzy, rozłożony był niebieski namiot.

- A jakby to były Jurki?- powiedział nieśmiało Radek.

- Tak, jasne, Jurki. Przypominam Ci kochanie, ze mamy ponad tydzień opóźnienia do nich. Musieliby tu na nas czekać, a przypominam Ci, ze tu nie biegnie szlak. Wychodzi gdzieś indziej, a my tu jesteśmy dlatego, ze pobłądziliśmy...- gadam, gadam i wiem, że mam rację, tylko, że ten namiot faktycznie jest niebieski.

- Chodź, sprawdzimy. Pewnie, że to nie oni, ale zapytamy się, gdzie tu sklep jakowyś.

Skręciliśmy z drogi, kierując się ku namiotowi, aż tu nagle...

- Nie. To jest pewna przesada! Co wy tu...

Fakt, że w ostatni dzień we mgle i deszczu zrobiliśmy prawie 40 kilometrów, oraz to, że oni ten deszcz przesiedzieli w namiocie grając w karty, pozwolił nam znowu się spotkać. Do sukcesu dołączył się również ich "niechciej", a życzliwa Opatrzność pozwoliła im również pogubić trasę.

Wyprawa do sklepu po piwo i kiełbasę i wieczór przy ognisku zadecydował o naszej rezygnacji z Gorganów. Dodatkowo Radek wpadł na pomysł penetracji nieodległej opuszczonej chałupy, skąd wywlekliśmy cebrzyk, balię i obrazek malowany na szkle. Dodatkowy balast w plecakach w postaci klepek i obręczy (dodatkowe 15 kilogramów) zdecydowanie odsunęły gorganowe plany na następny rok. A tak niewiele brakowało, a wywlekłabym jeszcze stamtąd beczkę na ogórki. Radek jednak przytomnie stwierdził, że dodatkowe 40 kilo to już będzie pewna przesada. 

Ostatecznie pożegnanie odbyło się przy plusku rzeki w niedzielę o godzinie 13,00. Chłopcy szli na autobus, który odjeżdża stąd dwa razy dziennie (o 7 rano i o 14.00) do Taczewa. My jednak nie chcieliśmy jechać do Taczewa na południe, tylko gdzieś bardziej na północ. Chcieliśmy jeszcze zwiedzić kilka miasteczek i miast: Iwanofrankowsk, Halicz, Stryj. 

JJJ towarzyszyli nam przez całą Czarnohorę i Świdowiec. Skończył się Świdowiec, chłopcy ruszyli drogą do centrum wsi. My zaś pomachawszy im na pożegnanie weszliśmy do rzeki, oczyścić się z brudów podróży... 


"Nic mnie już nie zdziwi..."


W kilka godzin później dowiedzieliśmy się, że jedyne autobusy odchodzące z Łopuchowej to te dwa do Taczewa. Podobnie jest w Uści Czornej, do której dojechaliśmy stopem. Nie było wyjścia. Rozłożyliśmy namiot przy drodze na jedynej dostępnej łące z krzakami. Ranne zbieranie obozu było rekordem w tej dziedzinie. O siódmej odjeżdżał nasz autobus. Zebraliśmy się w 10 minut, łącznie z rekordowym śniadaniem. Przez chwilkę myślałam, że autobus nam się nie zatrzyma; był tak załadowany, ale to przecież Ukraina!

Otworzono nam tylne drzwi, jakiś facet wziął mnie na ręce, drugi wziął mój plecak, trzeci- plecak Radka. Radek wsiadł o własnych siłach, aczkolwiek już w środku został porwany przez tłum i siedział jakiejś kobiecie na kolanach, zgięty w pół, bo nad nim wisiał worek z ziemniakami. 

Kiedy wysiedliśmy w Taczewie, mieliśmy w portfelu ostatnie dwie hrywny. Postanowiliśmy pójść na szybką kawę i do centrum rozmienić pieniądze. Podeszłam do budki.

- Dwie kawy poproszę.
- Ej, hej, hej. Żadne kawy. Jedziecie z nami- odezwał się za mną Jędrzej.


Jeszcze w górach. To ja rozumiem, ale tu? Kiedy wyraźnie mieli wczoraj odjeżdżać do Lwowa? Okazało się, że spóźnili się na wczorajszy autobus, mieli w planach przeczekanie nocy parku, ale spotkali Polkę, która mieszka tu od lat dwudziestu i zaprosiła ich do siebie. Stąd tak późny wyjazd w dzień następny...

Przeznaczenie? Opatrzność? Chyba tylko one, bo racjonalnego wytłumaczenia na takie zbiegi okoliczności nie ma. 

Nic jednak nie trwa wiecznie. Kiedy wysiadaliśmy w Stryju, Jurek powiedział:

- Zostawiamy Was w Stryju, ale założę się, że wysiądziemy we Lwowie, a tam nasze Krakusy.

- Mnie już nic nie zdziwi- powiedział Jędrzej.

W związku z czym we Lwowie się już nie spotkaliśmy... 


sierpień'2003- Taczew

NASZA TRASA W ŚWIDOWCU:

Rachów >> Novoselica >> Magurica (1266 m) >> Dumeń (Terentin-1391 m) >>Douzina (1380 m) >> "Borówczana" (1338 m) >> Perelisok >> Bilińska (1439 m) >> Stare (1475 m) >> [szlak żółty] >> Bliźnica (1883m) >> Stih (1707 m) >> Veliki Kotel (Tatulska-1774 m) >> Vorożesek (1735 m) >> Trojaska (1707 m) >> Ungarjaska (1711 m) >> Podpula (1634 m) >> Klauza Jablonec >> Łopuchowa (Brustury)

środa, 6 sierpnia 2003

Jot Jot Jot- Historia Jednej Znajomości

Minęliśmy masyw Brebeneskula. Przed nami sterczał szczyt Gutin Tomnatyka. Z niewiadomych powodów, czy to w południe, czy o świcie, szczyt ten zawsze sprawia wrażenie, jakby panował na nim wieczny zmierzch. Mroczna połać kosodrzewiny i jałowców na szczycie, ukryte w skałach ciemne jeziorko, cień padający z potężnego Brebeneskula- wszystko to sprawiało wrażenie wejścia w inny świat, świat z mrocznych legend, pełnych czarownic, magów i niespodzianek czyhających na każdym kroku...


Od strony namiotu rozbitego nad malutkim jeziorkiem szedł człowiek. Doszedł do ścieżki, którą  szliśmy i usiadł na kamieniu. Mieliśmy do niego jeszcze jakieś 300 metrów. 
- Rozbijemy się tam, gdzie ten namiot?
- A bo wiadomo kto to? Może im będziemy przeszkadzać? Tam w górze też dobre miejsce, płaściutko, a do jeziorka przyjdziemy się umyć.
Zza zakrętu, który dzielił nas od tajemniczego człowieka na kamieniu, dolatywały dźwięki granego na harmonijce krakowiaka. Pierwszy dotarł Radek...
- O Boże!!!- usłyszałam. Kiedy i ja doszłam na miejsce, jedyne słowa, które z siłą pocisku wysunęły się na usta, brzmiały:
- Czy przez te cholerne Stajki była jakaś droga????



zaschnięty las pod Skorusznym


Pierwsze spotkanie z Jurkiem i jego synami wypadło na zarośniętej, leśnej przełęczy pod Skorusznym. Kończyliśmy poranną kawę, dogaszaliśmy ognisko i dopakowywaliśmy ostatnie rzeczy do plecaka. 

- Za godzinę będziemy na Stajkach- zawyrokował Radek- jak myślisz?

-Cicho bądź. Coś idzie...- powiedziałam, może niekoniecznie w odpowiedzi. - Chyba konie.

Chociaż żadne konie huculskie na świecie nie wydają takich odgłosów, obecność ludzi w tym oddalonym od cywilizacji miejscu była po prostu niemożliwa. Po chwili z lasu wypadł człowiek. Wypadł jest najbardziej adekwatnym określeniem: potknął się zapewne o jakąś gałązkę, bo wypadł na polankę z takim impetem, że ptaki na gałęziach przestały śpiewać. Równie gwałtownie go zahamowało. Wyraźnie było widać, że zgłupiał. My zresztą też..

-Cześć- powiedział facet. Odpowiedziałam również po polsku. Zdumienie na jego twarzy zaczęło powoli się rozlewać: od uszu po podbródek.

- Co wy tu...?- zaczął z niedowierzaniem.

Od słowa do słowa dowiedzieliśmy się, że to ojciec z dwoma synami, z Warszawy. Wybrali drogę z Zelenego, bo nie chcieli powielać drogi wszystkich turystów z Szybenego. Kropka w kropkę jak my. Tyle, że my chcieliśmy jeszcze oszczędzić dolara, którego trzeba zapłacić przy wejściu do Karpackiego Parku Narodowego. Spotkanie dwóch polskich grup, z podobnym celem w Czarnohorze nie nastręcza problemów. Polaków jest tu zatrzęsienie. Ale poznanie się w gęstym lesie, gdzie wejścia na główne pasmo strzeże niedostępna kosówka, to już zakrawa na działalność przeznaczenia.


Zielony koszmar


Jurki poszli wtedy na szczyt Stajek, my okrążaliśmy je od północy, uparcie realizując I zasadę chaszczowania, że jeżeli gdziekolwiek jest jakaś droga, to póki prowadzi mniej więcej w naszym kierunku trzeba nią iść. Niejednokrotnie później w kosodrzewinie zastanawiałam się czy aby na pewno zrobiliśmy dobrze, ale wiedziałam, że już się tego nie dowiemy. Według moich obliczeń Jurki wyprzedzały nas o ponad dwa dni. Teraz siedząc na kamieniu pod Brebeneskulem Jurek uśmiechnął się szeroko.

- Was też zatamowało to zielone zielsko? Chodźcie na dół do namiotu- pogadamy.

Po drodze przedstawił nam swoich synów: Jędrzeja i Jana, razem z nim tworzyło to zgrabną grupę JJJ. 

- Droga na Stajki była zarośnięta, jak w Gorganach- opowiadali- Kilka godzin zeszło nam zdobywanie szczytu. Potem było tylko gorzej. Ścieżki niknęły zaraz na początku, zielony las kosodrzewiny nie chciał nas przepuścić. Straciliśmy dwa dni na dojście do Popa. Potem- głównym pasmem doszliśmy aż tutaj. A wy?

Opowiedzieliśmy mu naszą wersję zielonego koszmaru. Przeznaczenie działało ostro.

Zbyt dużo podobieństw..


W międzyczasie wyszło na jaw, że im również potrzebne są  zakupy w Rachowie, gdyż nie mogą robić zdjęć, ze względu na brak baterii- moje baterie odmówiły współpracy pod Popem Iwanem. Swego czasu studiowałam zootechnikę- Jurek okazał się być absolwentem tego wydziału. Jędrzej- starszy syn- będzie kiedyś etnologiem, aktualnie na drugim roku w Warszawie- ja też, tyle, ze we Wrocławiu. Jurek zajmuje się teraz konserwacją antyków- mój tata też.... I tak dalej i tak dalej. Ogromu podobieństw i zbiegów okoliczności nie sposób zliczyć. Jedyna znaczna różnica polegała na tym, że oni zaczynali dzień o szóstej rano i po trzeciej już gotowali obiad, my- zaczynaliśmy o dziesiątej, ale kończyliśmy wraz ze zmrokiem. Wspólnej wędrówki nie można było kontynuować Tyle wspólnego, że umówiliśmy się na nocleg pod Howerlą.

Howerla- święta góra Ukraińców


Grupa RKT została jednak drastycznie opóźniona, przez niespodziewaną burzę, z rodzaju słabych deszczowo, mocnych piorunowo i pół dnia przesiedzieliśmy pod foliź, za Pożyżewską, dyskutując wesoło ze studentem leśnictwa z Lwowa. Na przełęczy pod Howerlą byliśmy o siódmej wieczór. Jurków jednak nie było. Oglądnęliśmy dokładnie wszystkie namioty w okolicy- nie było tego dużo, zaledwie dwa- i podjęliśmy decyzję zdobycia Howerli. Akurat mijał piąty miesiąc naszej znajomości i postanowiliśmy go jakoś uczcić- najwyższy szczyt Ukrainy, choć wcale nie najładniejszy, wydawał nam się godnym tego wydarzenia.

Tuż za Howerlą obozowisko rozłożyli Ukraińcy, których początkowo mylnie wzięliśmy za JJJ. Poczęstowali nas kolacją i wódką i poszli spać... Siedzieliśmy przy dogasającym ognisku i zastanawialiśmy jak przeznaczenie zadziała dalej. Chłopcy musieli również minąć Howerlę i gdzieś w okolicy rozłożyć nocleg. Aby ich dogonić musieliśmy wstać rano... Nie ma się co łudzić pobudka poranna się nie udała: jeszcze kawa jeszcze herbata, jeszcze trzeba się umyć, bo nie wiadomo, kiedy na trasie miniemy nadający się do tego strumyczek, i tak dalej, i tak dalej. Kiedy dotarliśmy na pierwszą przełęcz, było dobrze po południu. Na tablicy informacyjnej Karpackiego Parku Narodowego powiewała biała karteczka.

-Kasia i Radek- przeczytał Raduś- ty wiesz, jeszcze jacyś Polacy o takich imionach się tu krę.... Hej to do nas!!!- tego się nie spodziewaliśmy...

Nie ma najmniejszych szans


Szybkie obliczenia... Nie już dziś ich nie dogonimy- nie ma szans. Może jak będą robić popas nad Kvasami, ich jednodniowy odpoczynek może nas do siebie zbliżyć i spotkamy się w Kvasach...

Nie podejrzewaliśmy, że kolejna burza, tym razem pod Pietrosem opóźni nas o kolejne pół dnia, że pod Szeszulem spotkamy pasterza, a spotkanie oddali nas od JJJ o prawie cały dzień. Jednak wiedzieliśmy, że muszą być w poniedziałek w Rachowie. Naiwna wiara w przeznaczenie kazała nam mniemać, ze spotkamy się na dworcu kolejowym w Kvasach. Najwcześniejszy pociąg do Rachowa odchodził o 12,00. 

Czekaliśmy i czekaliśmy... 

Czekaliśmy i czekaliśmy...

Ale nic. 

Po JJJ nie zostało śladu, ani popiołu...



NASZA TRASA W CZARNOHORZE:

Zelene >> Skoruszny (1551 m) >> Przełęcz  pod Skorusznym >> Stajki (1745 m) >> Smotrec (1896 m) >> połonina Baleatul >> Pop Ivan (2022 m) >> Dżembronia (1900 m) >> Minczel (1999 m) >> Brebeneskul (2037 m) >> Jeziorko pod Gutin Tomnatykiem (2016 m) Rebra (2001 m) >> Turkuł (1932 m) >> Dancerz (1950 m) >> Pożyżewska (1822 m)  >> Breskuł (1911 m) >> Howerla (2058 m) >>  Pietros (2020 m) >>  Połonina Szeszul >>  Kvasy

czwartek, 29 maja 2003

Rola Wielkich Mitów Narodowych - cz. 00

Zmotywowana przez dziewczyny w dyskusji o kategoryzacji książek (dyskusja na portalu czytelniczym nakanapie.pl), postanowiłam w końcu "upublicznić" mój artykuł na temat bałkańskich mitów. Mit mitowi nierówny. Mity kojarzą nam się z Zeusem, Herą i panem Parandowskim. 

Ale są też mity inne - narodowe, geopolityczne, te mają wpływ na nas, nasza historię i postrzeganie świata.

Kiedy usłyszeliśmy pierwszy raz o mitach politycznych, wydały nam się tak surowe tak śmieszne, tak szalone i bezsensowne, że z trudem udawało nam się traktować je poważnie. Teraz wiemy, że był to duży błąd. Nie powinniśmy go popełniać po raz drugi. I dlatego trzeba rozpocząć wnikliwe badania nad pochodzeniem, strukturą i użyciem mitów politycznych"

[Cassirer Ernst, The Myth of the State, Yale University Press 1946]


Publikuję, bo...

mitologia to nauka o mitach (mythos (mit) + logos (nauka)). Ale nigdzie nie jest napisane, że mit musi być o bóstwach. Mit to szerokie pojęcie. Z którego większość osób nie zdaje sobie sprawy. 

piątek, 23 maja 2003

Rola Wielkich Mitów Narodowych - cz. 01

Pomimo, że ten artykuł jest przestarzały (2003) to pewne prawdy są niestety niezmienne. Myślę, że warto się zapoznać z tematem i spróbować zrozumieć, co i jak rządzi społeczeństwem.

  • Wstęp
  • NARÓD I NACJONALIZM
  • Z DZIEJÓW MITU KOSOWSKIEGO
  • SERBSKI ETNOMIT POLITYCZNY
  • SakraLIZACJA SPOŁECZEŃSTWA SERBSKIEGO
  • PODSUMOWANIE
  • BIBLIOGRAFIA
  • Artykuł napisany jako praca semestralna pod kierunkiem dr Małgorzaty Michalskiej (Uniwersytet Wrocławski, Antropologia i Etnologia, wydz. Historyczny) i merytorycznym okiem pani dr Doroty Gil (Uniwersytet Jagielloński, Wydział Filologiczny).

    I jeszcze raz - bardzo dziękuję pani dr Gil za sprawdzenie, czy aby nie pojawiły się tam błędy merytoryczne. Teraz - po latach - mogę już to powiedzieć. Pani doktor, bez Pani moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Byłoby dużo płytsze. Bez Pani i dr Czerwińskiego (ale on już to wie :))

    Pamiętam, że zdradziłam dr Gil temat mojej pracy (pisany na zupełnie innym Uniwersytecie), a ona na spokojnie powiedziała

    - Kasia, czy Ty chcesz zapisać całą Bibliotekę Watykańską? Ja piszę artykuł o wpływie 1 mitu na 1 wydarzenie i już mam 500 stron. Jeśli już musisz, to napisz to tak, żeby zwyczajni ludzie w zwięzłej formie dostali przekrój wszystkiego. nie wgłębiaj się - zostaw to innym. Jeśli choć jedna osoba zauważy wpływ mitu na nasza codzienność, to i tak odniesiesz ogromny sukces.

    Nie chcę odnosić sukcesu :) 

    Ale chcę, życzę sobie, pragnę nawet, aby starać się zrozumieć dlaczego jest tak a nie inaczej. I jeśli choć jedna osoba zauważy manipulację symbolami, to i tak będzie dobrze :)

    Za wszelkie błędy stylistyczne i interpunkcyjne ponoszę wyłączną winę (jest ich tu kilka, wiem, ale nie wyszukujcie specjalnie, proszę :).

    Rola Wielkich Mitów Narodowych - Wstęp

    Rola Wielkich Mitów Narodowych - Wstęp

    Konflikt w Kosowie kojarzy się opinii publicznej z rokiem 1999 i wkroczeniem wojsk serbskich do prowincji.
    Wnikliwi obserwatorzy zauważą jednak, że zaczął się on już dużo wcześniej, właściwie od momentu, kiedy Albańczycy, ogromny naród w ciasnych granicach Albanii, zaczęli masową migrację na tereny Kosowego Pola [1]. W niniejszej pracy nie chcę poruszać problemu bezpośrednich przyczyn ani przebiegu samego konfliktu, pragnę jedynie przestawić rolę, jaką w konflikcie odegrały mity Narodowe, zarówno albańskie, jak i serbskie.

    Ogromną rolę w oddziaływaniu mitów Narodowych odgrywa serbski nacjonalizm, o którego wskrzeszenie oskarżany jest Slobodan Milošević.


    Nie będę rozważać tego problemu, zrobił to już Njebojša Popov [2]. Jednak w świetle rozważań nad problemami bałkańskimi, należy wspomnieć o pojęciu narodu i nacjonalizmie, co czynię w rozdziale pierwszym niniejszej pracy. Już w latach sześćdziesiątych minionego wieku pojawiła się ogromna ilość prac o tej tematyce. Nie sposób wymienić wszystkich autorów, skupiłam się więc na pracach Ursa Altermatta, Rogersa Brubekera, Ernesta Gellnera [3] oraz pracach traktujących o współczesnych konfliktach społecznych [4]. Nacjonalizm sprzężony jest z mitami Narodowymi, zaś one z nacjonalizmem. Nie sposób mówić o jednym, nie wspominając o drugim. Zaznaczam jednak, że część ta stanowi teoretyczne wprowadzenie do zasadniczych rozważań.

    Bałkański etnomit narodowy, przekształcając się w mit polityczny, stał się zabójczym narzędziem w rękach przywódców, a "gra na czułych strunach Narodowej tradycji" [5] doprowadziła do krwawych rozgrywek międzynarodowych. Tradycja, kultura i głęboko zakorzenione mity Narodowe, są tak bardzo żywe w świadomości narodów bałkańskich, że wystarczy jedynie charyzmatyczny przywódca, aby światem wstrząsnęła kolejna wojna na Bałkanach.

    Ponieważ poprzedni konflikt kosowski nie znalazł zadowalającego obie strony rozwiązania, wielce prawdopodobnym jest, że kolejny konflikt dotyczyć będzie również Kosowa, albo Macedonii, która usilnie walczy o stworzenie państwa wieloetnicznego. Znawcy terenu i kultury mogą z zamkniętymi oczami wyznaczyć miejsce kolejnego konfliktu, jednakże metod zapobieżenia nie ma i najprawdopodobniej nigdy nie będzie, gdyż wojna tkwi w samym społeczeństwie. W obliczu zagrożenia Narodowej tożsamości (realnego bądź wyimaginowanego) ruszą wszyscy, a przynajmniej wspólnie będą popierać tych, którzy walczą. Kosowo tkwi w sercach, umysłach i ciałach Serbów, a idea Wielkiej Albanii w Albańczykach.

    Temat słowiańskich mitów Narodowych, a w szczególności mitów krajów postjugosłowiańskich, poruszany jest w ostatnich latach bardzo często na konferencjach i międzynarodowych kongresach slawistów. Z polskich ośrodków naukowych najważniejszą rolę odgrywają ośrodek poznański i krakowski. Dzięki współpracy tych kręgów naukowych powstało wiele opracowań zbiorowych, które wykorzystałam w swojej pracy. Są to Wielkie mity Narodowe Słowian pod redakcją Anny Gawareckiej, Aleksandra Naumowa i Bogusława Zielińskiego, Słowianie wobec integracji Europy pod redakcją Marii Bobrownickiej, czy tejże autorki Narkotyk mitu. Szkice o świadomości Narodowej i kulturowej Słowian zachodnich i południowych [6].

    Mity Narodowe, jak twierdzi Dorota Gil, "wchłaniając wojenno propagiowe ideologemy" [7], angażują się w politykę i odgrywają ogromną rolę w konfliktach na Bałkanach. Zresztą idea, że "polityka to, w największej mierze, sprawa symboli" [8] nie jest bynajmniej Ideą nową. Od dawna obecna jest w antropologii i filozofii politycznej, odnaleźć ją można u Rousseau ("władza obywateli też ma swoją świecką religię"), czy w totalitarnych systemach i ich metodach manipulacji masami. Symboliczny aspekt polityki ujawnia się też w tworzeniu systemów demokratycznych, tak jak w krajach powstałych po rozpadzie Jugosławii [9].

    Nic więc dziwnego, że politycy nawołując do wojny etnicznej (gdyż w takim aspekcie należy rozpatrywać wszelkie konflikty na Bałkanach), wykorzystywali te elementy kultury i tradycji Narodowej, które w społeczeństwie były mocno zakorzenione. Wystarczy przypomnieć sylwetkę Radovana Karadžicia, który w swoim wystąpieniu telewizyjnym, nawołującym do wojny w Bośni, grał na gęślach (Narodowym instrumencie serbskim) na tle portretu Vuka Karadžicia [10]. Wykorzystanie tego samego nazwiska (jego domniemane pokrewieństwo z Vukiem jest wciąż niesprawdzone) przez przywódcę bośniackich Serbów dowodzi, czegokolwiek by o tej osobie nie powiedzieć, doskonałej znajomości serbskiej tradycji, serbskiego społeczeństwa i perfekcyjnego opanowania manipulacji symbolami.

    Problem mitów Narodowych przekształcających się w mity polityczne i tym samym odgrywających ogromną rolę w konfliktach na Bałkanach podnosili już liczni autorzy: filolodzy, etnolodzy i politolodzy. Kulturowe tło konfliktu naświetlają prace zmarłej niedawno prof. Joanny Rapackiej [11], bez której książek i artykułów trudno mówić o zapoznaniu się z kulturą krajów byłej Jugosławii.

    Geopolityczną stronę konfliktu odsłaniają prace Andrzeja Nowosada [12] i Sylwii Nowak [13], jak również wspaniałe artykuły Doroty Gil [14]. Bezpośrednim wpływem mitów na politykę zajmuje się również serbski etnolog Ivan Čolović. Właśnie jego książka Polityka symboli (zbiór esejów o antropologii politycznej) zainspirowała mnie do napisania niniejszej pracy. Wielu cennych informacji przyniosły mi artykuły Ryszarda Bilskiego [15] oraz skromne opracowanie Henryka Batowskiego [16].

    Wspomniałam o Radovanie Karadžiciu, wykorzystującym tradycję Narodową do celów politycznych. Również Slobodan Milošević, rozpoczynając XX- wieczną bitwę o Kosowo, powoływał się na Vuka Karadžićia, choć nieco w innym sensie.
    Srbi svi i svuda (Dosł. Serbowie wszyscy i wszędzie) "manifest" Vuka z 1836 roku [18], mający na celu zjednoczenie Serbów wszystkich trzech wyznań (Srbi sva tri zakona) w czasach Miloševicia przerodził się w manifest polityczny służący do eliminacji wszystkich nie- Serbów, żyjących w granicach Serbii. Granice Serbii są tu jednak rozumiane w specyficzny sposób. Nie chodzi o granice w sensie politycznym (linearnym), ale o miejsca, które Serbowie jako naród kiedykolwiek na przestrzeni wieków zamieszkiwali. Serbowie wszyscy i wszędzie oraz granice Serbii wyznaczają serbskie groby to nie są zwykłe zdania, ale hasła nacjonalistyczne, padające na bardzo podatny grunt społeczny.

    Przyczynami aprobaty społecznej i afirmacji przywódców zajmę się w rozdziale czwartym, dotyczącym sakralizacji społeczeństwa serbskiego. Trudno sobie bowiem wyobrazić rozważania na temat mitów Narodowych, nie tłumacząc podstaw ich istnienia oraz stopnia zaangażowania w tworzeniu świadomości Narodowej.

    Przyczyny, dla których mity Narodowe, retoryka polityczna oraz symbole odgrywają tak doniosłą rolę w kształtowaniu historii na Bałkanach, tkwią głęboko w "uświęceniu władzy" i zaangażowaniu Cerkwi Prawosławnej w politykę.

    W tej części pracy korzystałam głównie z artykułów Doroty Gil [19], światowego autorytetu od spraw Kosowa i Cerkwi Prawosławnej, jak również publikacje Aleksandra Naumowa [20], specjalizującego się w tematyce serbskiego prawosławia. Szczególnie przydatne okazały się publikacje serbskich teologów, i historyków [21].

    Historia Słowian, a szczególnie Słowian Południowych, pisana jest mitami, co postaram się wykazać w niniejszej pracy. Naukowcy zajmujący się Słowiańszczyzną Południową zapełnili już swymi pracami niejedną półkę biblioteczną. Jest to bowiem tematyka wielce problematyczna, kontrowersyjna, znajdująca swoje odbicie również w najświeższych reportażach wojennych.

    PRZYPISY:
    [1] Wydarzenie to miało miejsce jeszcze w średniowieczu.
    [2] N Popov, Serbski dramat, Warszawa 1994.
    [3] U. Altermatt, Sarajewo przestrzega. Etnacjonalizm w Europie., Kraków 1997;
    R. Brubaker, Nacjonalizm inaczej. Struktura Narodowa i kwestie Narodowe w Nowej Europie, Warszawa-Kraków 1998;
    E. Gellner, Narody i nacjonalizm, Warszawa 1991 i inni.
    [4] Por: R. Dahrendorf, Nowoczesny konflikt społeczny, Warszawa 1993;
    Konflikty etniczne. Źródła, typy i sposoby rozstrzygania, I. Kabzińska-Stawarz, S. Szynkiewicz (red.), Warszawa 1996;
    Narody i stereotypy, T. Walas (red.), Kraków 1995;
    Narody. Jak powstawały i jak wybijały się na niepodległość, M. Kula (red.), Warszawa 1989 i inni.
    [5] Przynależne do języka publicystycznego wyrażenia: 'panteon bohaterów Narodowych' oraz 'gra na strunach Narodowej tradycji' przeszły już do dyskursu naukowego. Dziś te wyrażenia z powodzeniem stosowane są w pracach naukowych dotyczących Bałkanów.
    [6] Pełną bibliografię na ten temat podaję na końcu pracy.
    [7] D.Gil, Za krzyż święty i za wolność złotą. Mistyczno- Mitologiczny obraz dziejów narodu w oczach Serbów bośniackich, [w:] Przemiany w świadomości i kulturze duchowej narodów Jugosławii po 1991 roku, J. Kornhauser (red.), Kraków 1999, s. 215.
    [8] I. Čolović, Polityka symboli. Eseje o antropologii polityczne, tłum. M. Petryńska, Kraków 2001, s. 5.
    [9] Ibidem, s. 7.
    [10] Vuk Karadžić jest postacią z samego szczytu panteonu serbskiego. Jako reformator cyrylicy i gramatyki zapisał się w tradycji jako ojciec języka serbskiego.
    [11] J Rapacka, Leksykon tradycji chorwackich, Warszawa 1997,
    Idem, Godzina Herdera. O Serbach, Chorwatach i idei jugosłowiańskiej, Warszawa 1995.
    [12] A Nowosad, Bałkańskie domino, "Polityka", 1999, nr 15.
    [13] A Nowosad, S. Nowak, Kosowo- mit za mit, "Polityka", 1999, nr 16, S. Nowak, Kosowo- mit i historia w konflikcie serbsko-albańskim, [w:] Przemiany w świadomości i kulturze duchowej narodów Jugosławii, J. Kornhauser (red.), Kraków 1999.
    [14] D Gil, Za krzyż święty i za wolność złotą... oraz Idem, Świętosawie, a dzisiejsze oblicze kultury duchowej Serbów bośniackich, [w:] Przemiany w świadomości i kulturze duchowej narodów Jugosławii po 1991 roku, J. Kornhauser (red.) Kraków 1999.
    [15] R. Bilski, Nie strzelajcie do nocnego ptaka. Bałkany 1991-1998, Warszawa 1998.
    [16] H. Batowski, Podstawy kryzysu jugosłowiańskiego, "Rocznik PAU", Kraków 1991-1992.
    [17] Dosł. Serbowie wszyscy i wszędzie.
    [18] M. Dąbrowska-Partyka, Kosowo, Piemont, Jugosławia. O niebezpieczeństwach projektowania historii, [w:] Wielkie mity Narodowe, A. Gawarecka, A. Naumow, B. Zieliński (red.), Poznań 1999, s. 57.
    [19] D. Gil, Świętosawie... oraz Idem, Za krzyż święty i za wolność złotą...
    [20] A Naumov., Dar słowa. Ze starej literatury serbskiej, Łódź 1984.
    [21] M.in.: A.Jevtić, Stradanja Srba na Kosovu i Metohiji od 1941-1990 godine, Priština 1990, R. Samarđić, Kosovo i Metohija u srbskoj istoriji, Beograd 2000.

    czwartek, 22 maja 2003

    NARÓD I NACJONALIZM >> Rola Mitow Narodowych cz. II

    NARÓD I NACJONALIZM >> Rola Mitow Narodowych cz. II

    Aby móc prowadzić dyskusje na temat konfliktu etnicznego między dwoma narodami (rozważamy tu konflikt etniczny w Kosowie, między Serbami i Albańczykami), należy przede wszystkim wytłumaczyć terminy takie jak naród, państwo kulturowe i państwo Narodowe, etnia i etniczny, jak również zagłębić się nieco w sposób rozumienia tych pojęć przez poszczególne szkoły (koncepcja zachodnioeuropejska i wschodnioeuropejska). Z tematyką tą związana jest również problematyka szeroko pojętego nacjonalizmu, który w rzeczywistości europejskiej, a szczególnie bałkańskiej , odgrywa doniosłą rolę. Ze względu na wpływ nacjonalizmu na rzeczywistość bałkańską, rozpocznę od naświetlenia tej problematyki, w części dalszej poruszając tematykę narodu i etnii.

    Nacjonalizm, "pierwsze i największe z szaleństw" [22], nie jest zjawiskiem nowym. Już w XIX wieku stanowił on największą siłę polityczną, a John Lukacs określił go wręcz mianem "jedynej religii popularnej naszych czasów" [23]. Wielu historyków twierdziło, że szczególną cechą naszego wieku nie jest walka klas, czy idei, lecz walka narodów. Jednakże wraz z końcem II wojny światowej, po okresie ludobójstwa i przesiedleń, wszelkie ruchy nacjonalistyczne wydawały się tak bardzo pozbawione jakichkolwiek szans na przetrwanie, że triumfalnie ogłoszono kres epoki nacjonalizmu. Jak pokazała historia, przedwcześnie.

    Wszelkie przejawy nacjonalizmu na świecie, czy to walki czarnej ludności w Stanach Zjednoczonych o pełnię praw obywatelskich, czy ruchy wyzwoleńcze w Afryce i Azji, przyjmowane były jako "powielanie europejskiego pierwowzoru" lub "chwilowy nawrót do minionych czasów". Dopiero wielkie przemiany rzeczywistości XX wieku, rozpad ZSRR, Czechosłowacji i Jugosławii, przyniosły powrót dyskusji nad nacjonalizmem i jego wciąż żywą obecnością w dzisiejszym świecie.

    Wydarzenia ostatnich lat powodują pojawienie się powszechnego są duże problem nacjonalizmu i problemów etnicznych dotyczy krajów słabych cywilizacyjnie, a w Europie dotyczy on tylko krajów byłego bloku komunistycznego. Nie jest to prawdą. Wszak nacjonalizm, owo szaleństwo zbiorowości i jednostek, wynika z zazdrości i strachu, a przede wszystkim z utraty indywidualnej świadomości [24](podkreślenie moje). Zagraża ona wszystkim narodom. W krajach Europy Zachodniej objawia się w działaniach skrajnych ruchów prawicowych i populistycznych, jak również w dyskusjach nad potrzebą integracji europejskiej oraz w europejskim stosunku do mniejszości Narodowych. Kraje Europy Środkowej i Wschodniej znajdują w nacjonalizmie zastępstwo upadłej ideologii komunistycznej.
    Nacjonalizm karmi się odnawianiem konfliktów z przeszłości,
    podsycaniem niechęci do mniejszości Narodowych
    i trudnościami wynikającymi ze zmian gospodarczych i politycznych [25]

    Dubravka Ugrešić, chorwacka pisarka, ten sam problem przedstawia bardziej poetycko:
    Jugosłowiańska armia federalna pożre najpierw Chorwację,
    potem z braku strawy będzie żarła resztę "Titoliu", jaja, z którego się wylęgła.
    W końcu pożarłszy własne dzieci, będzie umierać w straszliwych męczarniach
    pożerając sama siebie [26]

    Pomimo tego, że nacjonalizm jest sam w sobie zjawiskiem niepokojącym i, w świetle dzisiejszego "zmniejszenia świata" i otwarcia granic, zasadź złą, to jednak w Europie (o innych częściach świata nie wspomnę) wciąż święci triumfy. Chociaż niewątpliwie Prawdą jest, że w dzisiejszych czasach na każdym kroku zauważamy "gwałcenie" doktryny nacjonalistycznej. Głosi ona, że:
    Nacjonalizm jest przede wszystkim zasadź polityczną, która głosi,
    że jednostki polityczne powinny pokrywać się z jednostkami Narodowościowymi [27]

    Istnieją jednak takie państwa, których granice nie obejmują wszystkich rodaków. Doskonałym przykładem jest tu Albania, której XIX wieczna idea Wielkiej Albanii była próba realizacji gellenrowskiej zasady nacjonalizmu. Innym przykładem naruszenia podstawowych zasad nacjonalizmu jest Serbia. Abstrahując od faktu, że w XIX tutaj także usiłowano realizować ideę Wielkiej Serbii [28] , w kraju tym następuje tak jakby podwójne złamanie praw nacjonalistycznych. Po pierwsze Serbowie żyją nie tylko w Serbii, ale również ogromna ich liczba zamieszkuje tereny Bośni i Hercegowiny (która została podzielona na dwie części: Republikę Serbską oraz federację Chorwacko- Muzułmańską), przed 1995 rokiem zamieszkiwali również obszar Serbskiej Krainy (Liki) oraz Slawonii w Chorwacji, duża ich liczba żyje również w innych krajach byłej Jugosławii. Z drugiej strony państwo uważanym za serbskie nie tylko boryka się z problemem mniejszości Narodowych, ale wręcz pozostaje w konfederacji z Czarnogórą, czyli w kraju serbskim zamieszkują obce grupy na tych samych prawach, co Serbowie. podczas wszystkich konfliktów w krajach byłej Jugosławii usiłowano wprowadzić w życie kolejną zasadę nacjonalizmu, głoszącą, że państwo może stać się czyste etnicznie, jeżeli wszystkich obywateli obcego pochodzenia się zabije lub wypędzi.

    Nie chcę bynajmniej tutaj powiedzieć, że największymi nacjonalistami byli Serbowie, Chociaż tak to zostało naświetlone w polskich mediach. Każdy naród bałkański, być może z wyjątkiem Słowenii, za dominującą zasadę w tych czasach wyznaczał zasadę nacjonalistyczną. Urs Altermatt twierdzi, iż, po pierwsze, "Europa cierpi na nowotwór tożsamości" [29], a jak już wspomniałam wcześniej, brak tożsamości implikuje powstanie tendencji nacjonalistycznych, a także, iż "po Europie snuje się upiór etnizacji polityki i społeczeństwa" [30]

    W społeczeństwie końca XX wieku i początku wieku XXI, kiedy ludność cechuje niebywała wręcz mobilność, gdy obywatele świata migrują z miejsca na miejsce, a wielokulturowość społeczeństwa objawia się z całą siłą, rodzi się nowa odmiana nacjonalizmu- uznający zasadę apartheidu (izolacji na jak najmniejszym terenie) etnonacjonalizm. zasada ta opiera się na przekonaniu, że lud, naród i etniczność są bytami naturalnymi. Chociaż od dawna nie używa się już biologicznej argumentacji o wyższości bądź niższości danego narodu, etnonacjonalizm poszedł dalej w swojej doktrynie. W jego ramach pojawia się tutaj kategoria swój- obcy, przy czym obcy zawsze jest "tym złym".
    My- to nie oni, My jesteśmy po stronie dobra, oni po stronie zła, nasze cechy: Narodowe, nacjonalistyczne nie odgrywają roli, chyba ,że są w zestawieniu z ich nacjonalizmem: my, owszem jesteśmy nacjonalistami, ale oni są jeszcze większymi, my podrzynamy gardła, ale oni też, a nawet bardziej, my może pijacy, ale oni to wręcz alkoholicy, nasza historia jest poprawna, w porównaniu z ich historią" [31]

    Jak widać z powyższego, nacjonalizm jest z zasady egoistyczny, egocentryczny. Według nacjonalistycznego myślenia innymi nie są tylko obcy, ale wszystko, co nie jest "moje". Danilo Kiš twierdzi, że nacjonalista jest ignorantem, jest bezwartościowy jako składnik zbiorowości i równie nieprzydatny jako jednostka. Nacjonalista żyje własnym wygodnym życiem, które nie zostawia miejsca na poznanie "innego", a co za tym idzie nacjonalista staje się wyalienowany i jeszcze bardziej popada w swój nacjonalizm [32]

    Wreszcie należy powiedzieć, że nacjonalizm nie jest wywoływany przez narody. Jest wprowadzany przez "pola polityczne" [33]. Może być również produkowany przez pola kulturowe lub ekonomiczne. Jednakże należy pamiętać, że dynamika rozwoju nacjonalizmu regulowana jest przez właściwości wspomnianych pól, a nie poprzez właściwości zbiorowości, jaką jest naród. Pora więc wyjaśnić pojęcie narodu, tak często dotychczas używane, a jeszcze nie zdefiniowane.

    W wieku XIX i XX pojęcie narodu niejednokrotnie było nadużywane i do dziś w niektórych językach wywołuje negatywne skojarzenia. Chociażby zbrodnie hitlerowskie, popełniane w imieniu "aryjskiej rasy panów", spowodowały, że po II wojnie światowej niełatwo było podejmować tę tematykę bez automatycznych skojarzeń. Jednakże pojęcie to zachowało się w języku niemieckim, Chociaż początkowo sami Niemcy odnosili się do niego z nieufnością.

    Za odpowiednik słowa "naród" przyjęto słowo umma. Oznacza ono wspólnotę religijną "wszystkich muzułmanów. W wieku XX Arabowie zastosowali to słowo również do swej wspólnoty językowej, a nawet w odniesieniu do lokalnych jednostek geograficznych, takich jak naród egipski. Słowo umma cechuje wieloznaczność. Co za tym idzie arabskie al.-umma al.- Muttahida można przełożyć jako "Organizacja Narodów Zjednoczonych", lub jako "Zjednoczone Wspólnoty Religijne".

    Bardzo dobrym przykładem na wieloznaczność terminu naród jest Organizacja Narodów Zjednoczonych. Założona w Stanach Zjednoczonych, nosi nazwę United Nations. Nazwa ta w językach niemieckim, francuskim i hiszpańskim została przełożona dosłownie jako: Vereinte Nationen, Nations Unies i Naciones Unidas. Na podstawie powyższych tłumaczeń można odnieść wrażenie, że ma się do czynienia ze związkiem narodów, w rzeczywistości chodzi o umowę między państwami. Podobnie rzecz się miała z poprzedniczką ONZ, Ligą Narodów. Jej nazwa w języku niemieckim sugerowała, że opiera się na wspólnocie ludów. Problem nazwy komplikuje się jeszcze bardziej w językach pozaeuropejskich. I tak na przykład arabski odpowiednik nazwy "Organizacja Narodów Zjednoczonych"- al-umma al- Muttahida- można by, z równym powodzeniem, przełożyć jako "Zjednoczone Wspólnoty Religijne" [34]

    Czym więc jest naród?
    Niemiecki filozof, Johann Gottfried Herder, na którego tezy będę się w niniejszej pracy niejednokrotnie powoływać, twierdził:
    Naród jest wychowywany i kształcony za pośrednictwem języka(...) [35]

    Niektórzy badacze Słowiańszczyzny poddają w wątpliwość jego teorię twierdząc, że wojna serbsko-chorwacka jest dobitnym przykładem na to, że wspólnota języka nie determinuje definitywnie poczucia wspólnoty Narodowej [36]. Jednakże w świetle dzisiejszych badań trudno te tezy potwierdzić. Równie trudno jest im zaprzeczyć. Badacze bowiem nie są zgodni w kwestii, czy chorwacki, serbski i bośniacki (ten sam problem dotyczy bułgarskiego i macedońskiego) są osobnymi językami, czy też tylko dialektami tego samego języka [37]. Sami zainteresowani, biorąc pod uwagę nieustające konflikty, stoją na stanowisku odrębności tych języków. Podobnie twierdzili XIX- wieczni ideolodzy serbscy i chorwaccy. Nie wnikając w programy Narodowotwórcze, należy przyznać częściową rację badaczom nieuznającym determinującej roli języka. Wszak w kulturach pierwotnych istnieją grupy, których tożsamość nie jest zdeterminowana przez język [38]. Wychodząc z tego założenia, swoją koncepcję narodu przedstawił w 1913 roku Józef Dżugaszwili. Twierdził on, że:
    "Naród jest stabilną wspólnotą ludzi, która powstała historycznie na gruncie wspólnoty języka,
    terytorium, życia gospodarczego i charakteru psychicznego, objawiającego się we wspólnocie kultury"[39]

    Cokolwiek by o sowieckim wodzu rewolucji nie powiedzieć, faktem bezspornym pozostaje, że połączył w swej definicji czynniki subiektywne i obiektywne. Teza ta, w kręgach komunistycznych, kształtowała dyskusje nad pojęciem narodu aż do lat pięćdziesiątych XX wieku. Również w kręgach serbskich ideologów zyskała wielką popularność [40].

    Zmierzając do podsumowania pojęcia narodu, nie wypada nie wspomnieć o tezie francuskiego badacza religii, Ernesta Renana, która echem odbiła się w późniejszych teoriach serbskich ideologów i w nowomowie serbskich polityków. Renan ujmował naród jako:>
    "Wielką wspólnotę solidarnościową, opartą na poczuciu ofiar, które złożono i ofiar, które jest się skłonnym jeszcze popełniać.(... )Naród jest duszą, zasadź duchową. (...) Podobnie jak jednostka, naród jest punktem końcowym długiej historii wysiłków ofiar i poświęcenia.(...)Wspólna sława w przeszłości, wspólna wola wspólnego dokonywania czegoś wielkiego w teraźniejszości- oto istotne przesłanki istnienia ludu"[41]
    Miloševicowski manifest nawołujący do eliminacji wszystkich nie-Serbów, decyzja Franjo Tuđmana o exodusie tysięcy Serbów z Srbskiej Krainy, egzekucje popełniane przez UČK [42], są niczym innym, jak zbrodnią popełnianą w imię narodu, rozumianego według definicji Renana.

    Wytłumaczenie, dlaczego właśnie definicja Renana wydaje mi się najbardziej adekwatną, tkwi w trafnej konstatacji Ursa Altermatta, szwajcarskiego historyka dziejów najnowszych:
    "Słowo naród swe konkretne znaczenie uzyskuje dopiero w kontekście historyczno- kulturowym[43]

    Kontekst ów powoduje podział narodów na państwowe i kulturowe, po raz pierwszy wyrażony w filozofii Rousseau i Herdera. Przyczyną podziału narodów był antagonizm polityczny między Francją, a Niemcami, który dominował w Europie od XIX wieku aż do zakończenia II wojny światowej. Czym więc jest naród państwowy, a czym naród kulturowy? Należy zwrócić uwagę, że wszystkie wspomniane wyżej definicje narodu, pośrednio lub bezpośrednio, wywodzą się z państwa. Wielce ciekawym jest fakt, że za punkt odniesienia może służyć również brak państwa. Łatwo zauważyć, że zazwyczaj "posiadanie" państwa implikuje model narodu państwowego, zaś jego brak- narodu kulturowego. Należy jednak pamiętać, że jest to jedynie pewna prawidłowość, nie zaś reguła.

    Koncepcja narodu państwowego, zwana również koncepcją zachodnioeuropejską, wychodzi od politycznego pojęcia narodu, formułującego się w już istniejącym państwie. Historycznie wywodzi się z Francji, Wielkiej Brytanii i Szwajcarii [44], które przeszły swoją rewolucję i w związku z tym, w tej koncepcji naród rozumie się jako polityczną wspólnotę obywateli, równych wobec prawa, niezależnie od pozycji społecznej, religii, języka, czy pochodzenia. Taka polityka powodowała w XIX wieku asymilację przyjezdnych i nadawanie obywatelstwa drugiemu pokoleniu imigrantów [45]

    Ojczyzną koncepcji wschodnioeuropejskiej (zwanej też w literaturze przedmiotu, koncepcją środkowoeuropejską) są Włochy i Niemcy [46] , gdzie, wobec braku własnego państwa, poczucie przynależności opierało się na języku i kulturze. Dla szkoły tej znamiennym jest przekonanie, że naród istnieje poza strukturami państwowymi. Taka polityka implikuje różnicę między "swoimi" a "obcymi", między obywatelami a imigrantami [47]

    Po rozpadzie Jugosławii właściwie każdy naród ma swoje państwo (oczywiście, jeżeli Albańczyków w Kosowie, Sižaku i Macedonii "zaliczymy" do narodu albańskiego, a tak się sami zainteresowani określają). Państwa te borykają się z dwoma podstawowymi problemami. Po pierwsze, nie ma pomysłu na model państwa, po drugie, ogromnym problemem jest sprawa mniejszości Narodowych, które w niektórych rejonach (jak na przykład w Kosowie, Bośni, czy Sižaku) zyskały przeważającą większość liczebną.

    Twórcą pojęcia "państwo zorientowane Narodowo" jest wspomniany Rogers Brubaker. Używa tego pojęcia zamiast terminu "państwo Narodowe", aby podkreślić dynamiczne stanowisko polityczne. Twierdzi on, że państwo zorientowane Narodowo nie implikuje homogeniczności etnokulturowej. Poza tym Brubaker uważa, że pierwsze pojęcie, w przeciwieństwie do drugiego, nie implikuje "skończoności", informuje wręcz, że homogeniczność etnokulturowa nie została jeszcze osiągnięta. W rozumieniu elit państwa zorientowanego Narodowo jest, w pewnym sensie, niedokończonym państwem, państwem "niekompletnym" [R. Brubaker, op. cit., s. 81].

    Istnieją trzy alternatywne modele państwa. Model państwa obywatelskiego, to państwo wszystkich obywateli niezależnie od ich przynależności etnicznej. W tym modelu państwa etniczność, czy Narodowość etniczna nie ma publicznego znaczenia. Inaczej jest w modelu państwa dwu- lub wielonarodowego, jako państwa dwu lub więcej rdzennych narodów. W tym modelu etniczność ma ogromne znaczenie publiczne. podczas gdy w państwie obywatelskim jednostkami składowymi są osoby, w drugim przypadku są nimi grupy etnonarodowe.

    Według profesora Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, zajmującego się problemami etnicznymi w Nowej Europie, Rogersa Brubakera, żaden z tych modeli nie ma szans powodzenia w krajach byłej Jugosławii [48]. Jedynym wyjściem dla tych państw, jest zastosowanie modelu hybrydowego praw mniejszości. Państwo rozumiane jest jako Narodowe, ale nie zorientowane Narodowo [49], a członkowie grup mniejszościowych mają zagwarantowane nie tylko równe prawa (jako obywatele), ale również specyficzne prawa mniejszościowe, zwłaszcza w zakresie języka i edukacji.

    Warto zauważyć, że liczba studentów w Kosowie była najwyższa wśród państw drugiej Jugosławii. Wynosiła 26 studentów na każde 1000 mieszkańców, podczas gdy w najzamożniejszych republikach jugosłowiańskich- Chorwacji i Słowenii- wynosiła zaledwie 14. Patrząc jednak z drugiej strony, w latach osiemdziesiątych XX wieku Kosowo cechował największy przyrost naturalny. Stopa przyrostu naturalnego wśród Albańczyków w Kosowie wynosiła 29,4‰ i była najwyższa w Europie. W konsekwencji społeczność albańska była społecznością młodą, 52% osób miało poniżej 19 lat. [dane za: M. Waldenberg, Rozbicie Jugosławii, Kraków 2000, s. 278-279].

    Ten model istniał przez wiele lat w Kosowie. Faktem co prawda jest, że antagonizm serbsko-albański nie narodził się dzisiaj, ale ma głębokie podłoże historyczne, jednak również niezaprzeczalnym faktem jest, że dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku antagonizm ten przerodził się w ostry konflikt etniczny. Bezpośrednią przyczyną tragicznego finału w 1999 roku stało się ograniczenie praw Albańczyków, po dojściu do władzy Slobodana Miloševicia. Zmiany w konstytucji z 1974 roku ograniczały uprawnienia organu ustawodawczego republiki. Nie zniesiono jednak autonomii Kosowa. Wkrótce jednak nastąpiło jej zawieszenie, pomimo deklaracji władz serbskich o gotowości zapewnienia Kosowu owej autonomii. Slobodan Milošević usunął z pełnienia funkcji politycznych niektórych czołowych albańskich przywódców, zamknął uniwersytet w Prisztinie, co spowodowało masowe demonstracje [50]. Spirala nienawiści sama się nakręcała. Demonstracje spowodowały kolejne represje, aż 2 lipca 1990 roku albańscy członkowie parlamentu Kosowa proklamowali je republiką, natomiast kilka dni później parlament Serbii przyjął ustawę o rozwiązaniu parlamentu i rządu Kosowa.

    Kosowo stało na drodze do wojny.
    Pytaniem, dlaczego Serbowie tak zaciekle bronili Kosowa i dlaczego nie chcieli nadal realizować modelu hybrydowego państwa, które przez wiele lat realizowany był z mniejszym lub większym powodzeniem, zajmę się w następnym rozdziale, teraz jednak przywołam powody, dla których w państwach Półwyspu Bałkańskiego obowiązuje koncepcja wschodnioeuropejska i dlaczego państwo obywatelskie lub wielonarodowe nie ma na tym terenie racji bytu.
    Państwem dwu-narodowym pragnie zostać Macedonia. Władze macedońskie chcą w ten sposób uniknąć konfliktu etnicznego z Albańczykami. W niektórych terenach Macedonii liczebność Albańczyków przekroczyła już 90%!!! [51]
    Należy pamiętać, że na Bałkanach narody były znacznie przemieszane. Ma to związek z koncepcją milletu. Pojecie "millet" pochodzi z języka osmańskiej administracji, czyli z czasów, kiedy na Bałkanach trwała ekspansja turecka. Oznacza zarówno wspólnotę Narodowościową, jak i wspólnotę religijną, przy czym millety miały własny Kościół i język codzienny. Pozostawały pod zwierzchnictwem muzułmańskim i mogły regulować swoje życie ustalonymi przez siebie prawami. Jednakże millet nie posiadał własnego terytorium i jego członków określała jedynie przynależność religijna. Członkowie milletu poruszali się po całym Imperium Otomańskim, wciąż należąc do tej samej społeczności. Turecka koncepcja milletu jest główną przyczyną "pstrokatej" etnicznie mapy Bałkanów.

    W świetle powyższego, dziwić może fakt obowiązywania na Bałkanach koncepcji etnicznej, jednakże należy pamiętać, że w stosunki na Bałkanach ingerowały wielkie mocarstwa europejskie. W różnych okresach czasu monarchia habsburska kontrolowała Słowenię, Chorwację, Bośnię i Hercegowinę oraz Serbię (wraz z autonomiczną jednostką Wojwodiną), Włochy miały pod kontrolą część Słowenii i Chorwacji, a południową część Półwyspu Bałkańskiego zalewała fala turecka [52].
    Wielkie mocarstwa europejskie wykorzystywały etnonacjonalistyczne koncepcje lokalnych elit, by realizować własne cele polityczne. Faktem jednak również pozostaje, że gwarantowały pokój na Bałkanach, pełniąc funkcję rozjemcy. Przez wieki tego rodzaju rozjemcą było Imperium Otomańskie ze swoja koncepcją milletu. Potem na arenę wkroczyły monarchia austro-węgierska i inne europejskie mocarstwa. One decydowały o tym, jakie pojęcie narodu będzie funkcjonować na danym terytorium.

    W tym miejscu należy przypomnieć o pojęciu, równie często występującym w niniejszej pracy. Mowa tu o słowie "etnia", bądź "etniczny". Kontrowersje nagromadzone wokół tych pojęć, brak jednoznacznej definicji, chaos językowy panujący między rozróżnieniem etnii i narodu, pozwalają na dość dowolne stosowanie obu pojęć. Jednakże nagminność stosowania pojęcia etnii i jego dość młoda kariera w dyskursie naukowym, niejako zmuszają mnie, do, Chociaż pobieżnego, przybliżenia obu pojęć.

    Kariera pojęcia "etniczność" rozpoczęła się pod koniec XX wieku. Nie znaczy to jednak, że pojawiło się ono w tym okresie. Słowem "etniczność" posługiwali się już pod koniec XIX wieku Ludwig Gumplowicz i Adolph Fischhof [53] , jednakże w słownikach z połowy wieku XX próżno szukać tego pojęcia. Pojawia się dopiero w suplemencie Oxford English Dictionary z 1972 roku [54] . Socjologowie zgodnie twierdzą, że "etniczność" jest pojęciem nowym, ujmującym nową realność (po zmianach w Europie w XX wieku), a zatem odzwierciedla zmianę w świecie społecznym i ze względu na to jest warta poświecenia jej uwagi badawczej, jednak samo zjawisko, używając języka poetyckiego, "ma na sobie kurz stuleci".

    Geneza pojęcia jest przejawem zmiany paradygmatu w naukach społecznych [55] . W Europie pojęcie "narodu" istniało od dawna, ale po obu wojnach światowych nabrało pejoratywnego znaczenia. Do tej pory grupy etniczne traktowane były jako grupy, w pełnym tego słowa znaczeniu, marginalne, jednak wszelkiego typu ruchy nacjonalistyczne, ruchy obrony praw obywatelskich i dopominanie się swoich praw przez grupy mniejszościowe, przypomniały badaczom o istnieniu "etniczności". Do rozpowszechnienia tego terminu przyczynili się antropologowie. Koniec epoki kolonializmu zmienił przedmiot badań badaczy kultury, którzy dotychczas zajmowali się głównie społeczeństwami pierwotnymi. Gdy kolonie stały się niepodległymi państwami, zostali oni zmuszeni do zmiany przedmiotu badań i skupili się na grupach marginalnych w wielkich aglomeracjach miejskich i problemach społeczeństwa wielokulturowego w swoich ojczyznach [56] .

    Wśród badaczy etniczności można wyróżnić dwa kierunki. Clifford Gertz, amerykański antropolog, należący do primordialistów, uważa etnię za twór naturalny, jeśli nie wręcz biologiczny. Etnię określa wspólne pochodzenie i wspólna kultura jej członków [57]. Podobne ujęcie dotyczące narodu przedstawia wspomniany już Herder, który uważa lud za byt naturalny, zbiorowy. Naród (etnia) ma dla Herdera wyższą wartość niż jednostka, gdyż swe cechy zawdzięcza przynależności do danego ludu:
    "natura wychowuje rodzinę(...)
    Ludzkie berło jest o wiele za słabe, by moc okiełznać tak sprzeczne części;
    tedy zostają one sprzęgnięte w kruchą machinę,
    która nazywa się machiną państwową,
    bez życia wewnętrznego i wzajemnej sympatii między poszczególnymi częściami" [58]
    Konstruktywiści natomiast uważają, że etnia jest "nowoczesnym środkiem społecznego i politycznego organizowania różnic kulturowych" [59] . Przedstawiciele tej szkoły [60] twierdzą, że język, pochodzenie, czy historia nie są "naturalne", gdyż kultura nigdy nie traci podatności na formowanie. O ile, więc, antropolodzy uważają etnię za byt naturalny, to historycy trwają na stanowisku, że etnia powstaje dopiero poprzez kontakt z innymi grupami społecznymi. Uważam, że najtrafniejszą byłaby tu definicja, stworzona z połączonych sił primordialistów i konstruktywistów, to znaczy, że etnia to twór naturalny o wspólnej kulturze, którego cechy i siła objawiają się dopiero poprzez kontakt z innymi grupami etnicznymi. Do tego celu służą symbole takie jak: religia, sztuka, język, obyczaje, mity Narodowe. W symbolach zakorzeniona jest cała siła etni, jest ona bowiem tworem społecznym, stale podlegającym przeobrażeniom. Często jest bardziej konstruktem marzeń, pragnień i politycznych celów elit rządzących, niż rzeczywistością.

    Różnice między narodem, a etnią bardzo trudno wykryć. Problem nie daje się rozwiązać na drodze definicji. W najbardziej ogólnym założeniu, grupa etniczna powinna się charakteryzować poczuciem tożsamości, wspólnym językiem, wspólną historią zapamiętaną (mity Narodowe), wspólną religią, bądź przynajmniej jedną z tych cech. Jedyny prawidłowy wniosek można sformułować na bazie falsyfikacjonizmu Karla Poppera: jeżeli jakaś grupa nie przejawia żadnego poczucia tożsamości, to nie jest ani etnią, ani narodem [61]

    Wielu badaczy uważa naród za połączenie wielu grup etnicznych, inni teoretycy mówią, że lud składa się z wielu narodów. Należy jednak zauważyć, że w wielu przypadkach europejskich grupa etniczna uzyskiwała postać narodu. Jest jednak równie wiele przypadków, szczególnie znanych z państw byłej Jugosławii, kiedy grupa etniczna długo nie mogła zaistnieć jako naród, stało się to dopiero możliwe po rozpadzie państwa. Jednak do tej pory istnieją kontrowersje. Serbowie uważają Chorwatów za Serbów- katolików, Bosanci (Muzułmanie bośniaccy) nie są uznani za naród ani przez Serbów, ani przez Chorwatów, pomimo uznania na arenie międzynarodowej, przykłady można by mnożyć.

    W państwach postjugosłowiańskich istnieje jednak pewien problem. Wszystkie narody zaistniały w swoim organizmie państwowym jedynie na krótki okres przez ostatnie tysiąclecie. Cały wiek XX spędziły w łonie jednego organizmu państwowego, jakim była Jugosławia (czy to w formie Królestwa Słoweńców, Chorwatów i Serbów, królestwa Jugosławii, czy drugiej Jugosławii). Odzyskanie niepodległości w latach 90-tych XX wieku przywitane zostało z radością, jednak w niektórych kręgach również z nieufnością. Obywatele, przez całe swoje życie, w rubryce "Narodowość"Wpisywali "Jugosłowianin/ Jugosłowianka". Po wojnie musieli określić, czy przynależą do narodu serbskiego, chorwackiego, słoweńskiego, czarnogórskiego, bośniackiego, czy też macedońskiego.
    "Prawdopodobnie nie wypowiadam się tylko we własnym imieniu, gdy mówię, że kocham Jugosławię"

    - pisze współczesny pisarz słoweński Drago Jančar [62]. Dubravka Ugrešič - chorwacka pisarka- przyznaje się do swoistej jugonostalgii [63], zaś Slavenka Drakulić stwierdza:
    Być Chorwatką stało się moim przeznaczeniem... jestem określona przez Moją Narodowość i tylko przez nią...
    Wraz z milionami innych Chorwatów zostałam przyszpilona do ściany struktury Narodowej- nie tylko przez zewnętrzną presję ze strony Serbii i armii federalnej, ale przez Narodową homogenizację w samej Chorwacji.
    Oto co czyni nam wojna, redukując nas do jednego wymiaru: Narodu.
    Kłopot z tą strukturą Narodową jednakże jest taki, że (...) czuję się odarta ze wszystkiego .Jestem nikim, ponieważ nie jestem już sobą.
    Jestem jedną z 4,5 miliona Chorwatów. Nie mam możliwości wyboru. (...)
    Nie trzeba ulegać z własnej woli ideologii narodu- jest się przez nią wsysanym.<br />
    Zatem teraz, w nowym państwie Chorwacji, <b>nie zezwala się nikomu nie być Chorwatem. [64]

    Jej słów można użyć w stosunku do każdego z państw byłej Jugosławii.

    ===============================================================================

    Przypisy:

    [22] D.Kiš, O nacjonalizmie, "Krasnogruda", 1997, nr 6, s. 3.
    [23] Cyt. za: U. Altermatt, op. cit, s. 23.
    [24] D.Kiš, op. cit, s. 3.
    [25] T. Mazowiecki, Wstęp, [w:] U. Altermatt, op. cit., s. 2.
    [26] D. Ugrešić, Amerykański fikcjonarz, Wołowiec 2001, s. 18.
    [27] E. Gellner, op. cit, s. 9.
    [28] Wiek XIX był okresem, w którym wielkie Narodowe projekty Narodowotwórcze święciły swoje triumfy. Oprócz idei Wielkiej Albanii i Wielkiej Serbii, usiłowano realizować zasadę Wielkiej Chorwacji, Wielkiej Bułgarii, Wielkiej Rumunii, Wielkiej Macedonii oraz Wielkiej Grecji. Wszystkie projekty opierały się rzecz jasna na tych samych zasadach.
    [29] U.Altermatt, op. cit., s. 10.
    [30] Ibidem., s. 10.
    [31] D.Kiš, op. cit, s. 4.
    [32] Ibidem, s. 3.
    [33] R. Brubaker, op. cit., s. 20-21.
    [34] Za odpowiednik słowa "naród" przyjęto słowo umma. Oznacza ono wspólnotę religijną "wszystkich muzułmanów. W wieku XX Arabowie zastosowali to słowo również do swej wspólnoty językowej, a nawet w odniesieniu do lokalnych jednostek geograficznych, takich jak naród egipski. Słowo umma cechuje wieloznaczność. Co za tym idzie arabskie al.-umma al.- Muttahida można przełożyć jako "Organizacja Narodów Zjednoczonych", lub jako "Zjednoczone Wspólnoty Religijne" "U. Altermatt, op. cit., s. 28.
    [35] J.G. Herder, Briefe zur Beforderung der Humanitat, cyt.za: Urs Altermatt, op.cit. .s. 32.
    [36] M. Kuniński, Język a tożsamość Narodowa. Aspekty filozoficzne i socjologiczne, [w:] Język i tożsamość Narodowa, M. Bobrownicka (red.), Kraków 2000, s. 7.
    [37] Ciekawego materiału dostarcza opracowanie Język i tożsamość Narodowa, Maria Bobrownicka (red.), Kraków 2000. Por. również prace Juliana Kornhausera i Barbary Oczkowej.
    [38] R. Benedict, Wzory kultury, przeł. J.Prokopiuk, Warszawa 1999, s. 293.
    [39] J. W. Stalin, Marxismus und nationale Frage., cyt. za: Urs Altermatt, op. cit., s. 33.[40] Pomimo sławnego Titowskiego "NIE" skierowanego do Stalina, powszechnie znanym jest fakt, że ZSRR, a obecnie Rosja jest wieloletnim sprzymierzeńcem Serbów.
    [41] E. Renan, Czym jest naród?, Odczyt przed studentami Sorbony, 11 marca 1882 roku, cyt. za: M. Jeismann-Henning Ritter, Granzfälle. Über neuen und alten Nationalismus, Leipzig 1993, s. 308-309 [podkr. moje]
    [42] Armia Wyzwolenia Kosowa- albańska organizacja terrorystyczna.
    [43] U. Altermatt, op.cit., s. 29.
    [44] Do tej grupy należałoby dołączyć również Stany Zjednoczone, ale w niniejszej pracy skupiam się na Europie.
    [45] R. Brubaker, op.cit., s. 122.
    [46] Mowa tu o Włoszech i Niemczech z okresu przed zjednoczeniem.
    [47] R. Brubaker, op. cit., s. 30-32.
    [48] Ibidem, s. 91.
    [49] Twórcą pojęcia "państwo zorientowane Narodowo" jest wspomniany Rogers Brubaker. Używa tego pojęcia zamiast terminu "państwo Narodowe", aby podkreślić dynamiczne stanowisko polityczne. Twierdzi on, że państwo zorientowane Narodowo nie implikuje homogeniczności etnokulturowej. Poza tym Brubaker uważa, że pierwsze pojęcie, w przeciwieństwie do drugiego, nie implikuje "skończoności", informuje wręcz, że homogeniczność etnokulturowa nie została jeszcze osiągnięta. W rozumieniu elit państwa zorientowanego Narodowo jest, w pewnym sensie, niedokończonym państwem, państwem "niekompletnym" [R. Brubaker, op. cit., s. 81]
    [50] Warto zauważyć, że liczba studentów w Kosowie była najwyższa wśród państw drugiej Jugosławii. Wynosiła 26 studentów na każde 1000 mieszkańców, podczas gdy w najzamożniejszych republikach jugosłowiańskich- Chorwacji i Słowenii- wynosiła zaledwie 14. Patrząc jednak z drugiej strony, w latach osiemdziesiątych XX wieku Kosowo cechował największy przyrost naturalny. Stopa przyrostu naturalnego wśród Albańczyków w Kosowie wynosiła 29,4‰ i była najwyższa w Europie. W konsekwencji społeczność albańska była społecznością młodź, 52% osób miało poniżej 19 lat. [dane za: M. Waldenberg, Rozbicie Jugosławii, Kraków 2000, s. 278-279]
    [51] Państwem dwu-narodowym pragnie zostać Macedonia. Władze macedońskie chcą w ten sposób uniknąć konfliktu etnicznego z Albańczykami. W niektórych terenach Macedonii liczebność Albańczyków przekroczyła już 90%!!!
    [52] Zob. przypis 1.
    [53] J. Marko, Autonomie und Integration. Rechtsinstitüte des Nationalitätenrechts in funktionalen Vergleich, Vien-Koln- graz 1995, s.46.
    [54] Suplement to the Oxford English Dictionary, Vol. I, Oxford 1972, s. 980, cyt. za: U. Altermatt, op. cit., s. 32.
    [55] U. Altermatt, op. cit., s.58.
    [56] Ibidem., s. 59.
    [57] C.Geertz, Peddlers i princes, social change i economic modernization In two Indonesian towns, Chicago- London 1963, cyt. za: R. Dahrendorf, op. cit., Warszawa 1993, s. 43.
    [58] J. G. Herder, Briefe zur Beforderüng der Humanität, cyt. za: Urs Altermatt, op.cit., s. 32.
    [59] U. Altermatt, op cit., s. 61
    [60] Por: F. Barth, Ethnic Groups i Boundaries. The Social Organization of Culture Difference, Oslo 1969.
    [61] A. Chalmers, Czym jest to, co zwiemy nauką?, tłum. A. Chmielewski, Wrocław 1993, s. 216.
    [62] J. Rapacka, Z dziejów idei Jugosłowiańskiej. Od początków do końca XIX wieku., [w:] Idem, Godzina Herdera..., s. 29 .
    [63] D. Ugrešič, Kultura kłamstwa. Eseje antypolityczne. Wrocław 1998. "Za przyznanie się do jugonostalgii oraz do niewiedzy, jak być Chorwatką, Dubravka Ugrešič została wydalona z kraju. Mieszka w Stanach Zjednoczonych, będąc czołową pisarką esejów antypolitycznych, w kraju jest znienawidzona.
    [64] S. Drakulić, The Balkan Express: Fragments from the Other Side of War, New York 1993, s. 50-52.