Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beskid Dukielski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beskid Dukielski. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 października 2021

CW 003 - Ozenna


https://www.geocaching.com/geocache/GC3JYDH


Projektował Duszan Jurkowicz. Pochowani są na nim żołnierze austro-węgierscy (67) - Znanych z nazwisk jest 10. a ich przynależność pułkowa to: 47. pułk piechoty z Mariboru w Słowenii oraz 2. batalion strzelców polowych z Borgo i Rosjanie (356), głównie bezimienni, znany bowiem z nazwiska jest tylko 1. 

Cmentarz wybudowany został na miejscu cmentarza przyfrontowego założonego przez żołnierzy, znajdującego się w bezpośrednim sąsiedztwie, dziś nieistniejącej, cerkwi z 1867 r. pod wezwaniem Bazylego Wielkiego 


 Jurkowicz zaprojektował obiekt na rzucie prostokąta ogrodzonego niskim murem kamiennym dostosowanym uskokami do spadku terenu i podzielonego na kwatery: austro - węgierską i rosyjską, oddzielone od siebie murkiem ze schodkami. Kwatera "austriacka" posiadała wyróżnienie w postaci ściany pomnikowej z tablicą inskrypcyjną która głosiła: 

WIERNYCH SYNÓW, KTÓRZY ODDALI SWE ŻYCIE, 
KRYJE Z WDZIĘCZNOŚCIĄ I DUMĄ ZIEMIA OJCZYSTA 

Ściana ta była zwieńczona trzema kamiennymi kubicznymi kostkami, wyciętymi w ten sposób iż na każdej płaszczyźnie kubika widoczny był krzyż grecki (fot.2) Kwatera "rosyjska" posiadała pomnik także w postaci ściany pomnikowej, z tablicą inskrypcyjną , której napis głosi w wolnym tłumaczeniu: 
POLEGŁYM WROGOM MIEJSCE OSTATNIEGO SPOCZYNKU POŚWIĘCAJĄ WSPÓŁCZUCIE I HUMANIZM 

Forma pomnika "rosyjskiego" była skromniejsza niż na kwaterze "austriackiej" i zwieńczono go tylko 1 krzyżem – na to wskazywały pozostałości po krzyżach-kubikach, rozrzucone po terenie cmentarza wojennego jak też znajdujące się na terenie cmentarza wiejskiego (do roku 2003) . W sumie z tychże elementów dawało się złożyć 4 krzyże kubiczne, z czego jeden o mniejszych od pozostałych wymiarach, można więc wyciągnąć z tego wniosek że 3 krzyże wieńczyły pomnik kwatery „austriackiej” zaś 1, mniejszy ale wykonany w takiej samej formie wieńczył pomnik kwatery „rosyjskiej” (lub też mniejszy krzyż znajdował się na murze ogrodzenia - analogicznie na przykład do cmentarza nr 56 w Smerekowcu).

 Podobną konkluzję można wyciągnąć z przeglądnięcia dokumentacji archiwalnej tego cmentarza (w całości zresztą opublikowanej w "Polegli w Galicji Zachodniej" J. Drogomira i składającej się z planu inwentaryzacyjnego cmentarza sporządzonego w latach międzywojennych, spisu pochowanych i zbiorowego opisu elementów architektonicznych dla wszystkich zachodniogalicyjskich cmentarzy; w krakowskim Archiwum Państwowym nie ma więcej materiałów dot. tego obiektu). 

Z notatki zamieszczonej w spisie elementów architektonicznych, w rubryce "Denkmäler" (pomniki) która brzmi: "2 Giebeldenkmäler aus Bruchstein, das österr. Denkmal mit 3 Steinkreuzen" (2 ścianki pomnikowe z kamienia łamanego, pomnik austriacki z 3 kamiennymi krzyżami ) i opisującej ten właśnie obiekt można prosto wywnioskować, że kwatera austriacka była silniej zaakcentowana architektonicznie niż rosyjska. 

Niemal identyczny opis znajduje się w dziele R. Brocha i H. Hauptmanna "Zachodniogalicyjskie groby bohaterów", w tekście niemieckim - w polskim tłumaczeniu uwagę, iż krzyże wieńczyły tylko kwaterę austriacką z nieznanego powodu pominięto. Podobny wniosek wyciąga się spoglądając na w/w plan inwentaryzacyjny - wprawdzie obie ścianki pomnikowe są na nim zaznaczone, z tym że ścianka na kwaterze rosyjskiej jest wyraźnie mniejsza zaś autor planu do ścianki na kwaterze austriackiej dorysował w tylnej części 3 występy (prawdopodobnie w formie przypominającej przypory), odpowiadające 3 krzyżom z opisu. 

Pogląd, iż pomnik kwatery rosyjskiej został wykonany w formie skromniejszej niż na austriackiej prezentuje także prof. Matuš Dulla, wybitny znawca twórczości Jurkoviča w swojej książce "Vojenske cintoriny v zapadnej Haliči. Dušan Jurkovič 1916/1917" : "V tejto časti bol vybudovaný výrazný zadný múrik s pamätnou tabuľou a trojicou kamenných krížov, vpísaných do kocky a štvorstranné orientovaných. (...). Ruská časť nemala kamenné kríže na zadnom múriku."
 (W tej części była wykonana wyraźnie zaznaczona tylna ścianka z tablicą pamiątkową i trójcą kamiennych krzyży wpisanych w kostki i czterostronnie zorientowanych (...) Część rosyjska nie posiadała krzyży kamiennych na tylnej ściance.). Można przypuszczać dlaczego projektant cmentarza wyróżnił kwaterę austriacką - znajdowała się ona po prostu poniżej kwatery rosyjskiej i wymagała zaakcentowania, wobec faktu, że pochowano w tej części żołnierzy armii zwycięskiej. Przypuszczenie takiej intencji Jurkowicza potwierdza dodatkowo plan cmentarza - pomimo że kwatera rosyjska jest bliższa drodze wiejskiej to nie posiada ona bezpośredniego wejścia - najpierw wchodzi się długim chodnikiem położonym pomiędzy dwoma murkami na kwaterę austriacką, omijając kwaterę rosyjską z lewej. Dopiero z kwatery austriackiej można wejść, po kilku schodkach na kwaterę rosyjską. Przekaz takiego układu architektonicznego jest jasny: najpierw należy odwiedzić i złożyć hołd zwycięzcom potem zaś pokonanym.

 Do 2003 roku cmentarz znajdował się w opłakanym stanie, większość oryginalnych elementów była zniszczona - dawało się rozpoznać zarys cmentarza , schodki oddzielające kwatery A i B oraz jedną ławeczkę betonową przy murze. Ponadto w rowie obok można było znaleźć pękniętą na pół tablicę pomnikową kwatery "rosyjskiej" oraz resztki z ostatniego oryginalnego drewnianego krzyża nagrobnego Na terenie obu kwater można było znaleźć miejsca posadowienia oryginalnych krzyży nagrobnych w postaci tzw. „szklanek” – pionowych kanałów o ściankach wykonanych z 4 prefabrykowanych płytek betonowych. Od roku 2003 trwa remont cmentarza wykonywany przez gminę Krempna i częściowo finansowany środkami Austriackiego Czarnego Krzyża. 

Do czerwca 2006 roku odbudowano ogrodzenie cmentarza oraz pomniki obu kwater wykorzystując elementy oryginalnej kamieniarki (tablice i krzyże w przypadku kwatery „austriackiej”), z tym że na pomniku kwatery „rosyjskiej” wykonano w miejsce 1 krzyża kubicznego 3 krzyże w innej formie z nowych elementów kamiennych. Niestety takie zwieńczenie pomnika nie znajduje odzwierciedlenia w zachowanych archiwaliach jak też nie znajduje żadnej analogii do innych zachowanych kamiennych (także na rysunkach archiwalnych) elementów projektowanych przez Jurkowicza – jest więc zniekształceniem pierwotnej formy tego obiektu i zniekształceniem pomysłu polegającego na wyeksponowaniu kwatery austro-węgierskiej (obecnie pomnik kwatery rosyjskiej dominuje nad całością założenia ). Wyrównano także powierzchnię kwater i wyeksponowano miejsca pierwotnego posadowienia krzyży nagrobnych.

piątek, 10 lipca 2020

[SANKTUARIA MARYJNE] - SANKTUARIUM W JAŚLISKACH

Autor: Michał "Wittkacy" Witkowski

Od początku powstania Jaśliska posiadały własna parafie rzymsko-katolicką. Erygowano ja w 1366 r., a wiec w roku lokacji miasta.

Pierwszy kościół był drewniany kryty gontem. W latach 1724-1765 dzięki fundacji biskupa Aleksandra Fredry na miejscu dawnego drewnianego kościółka wzniesiono nowy murowany nadając mu wezwanie Św. Katarzyny Aleksandryjskiej. W ołtarzu głównym znajduje się właśnie słynący łaskami obraz Matki Bożej Jaśliskiej Królowej Nieba i Ziemi.

Matka Boża z Jaślisk przedstawiona jest w półpostaci, na lewym ręku trzyma Dzieciątko- obraz namalowany na desce. Według jednej z najnowszych hipotez obraz ten pochodzi z XV stulecia, ze szkoły krakowskiej lub nowosądeckiej.

Legenda związana z usytuowaną za dawnymi murami miasta kapliczką na tzw. Łamańcu mówi, że zatrzymał się tutaj wizerunek Matki Boskiej z Humennego uchodząc stamtąd przed profanacją. Według tradycji słynący łaskami obraz Matki Bożej z Jaślisk znajdował się najpierw we wspomnianej kapliczce, a kiedy zaczął się cieszyć kultem, zabrano go do kościoła.

Obraz Matki Bożej odbierający cześć w Jaśliskach znalazł się w tutejszej świątyni prawdopodobnie na początku XVII stulecia i już wtedy otaczany był kultem. W 1756 r. właścicielka Turan nad Ondawą, hrabina Pethejowa ze Stropkowa ofiarowała tutejszemu kościołowi znaczna sumę na odnowienie obrazu i ozdobienie ołtarza. Wkrótce, pod koniec XVIII stulecia, słynący łaskami wizerunek umieszczono w ołtarzu głównym, gdyż wspomniana kaplica nie mogła pomieścić przybywających tu pielgrzymów. Otaczały go już wtedy liczne wota.

Do I wojny światowej były Jaśliska bardzo znanym miejscem pielgrzymkowym. Przybywali tu miejscowi Polacy i Łemkowie, a także Słowacy oraz Cyganie. Po wojnie na drodze pielgrzymom ze Słowacji stanęły nowe granice państwowe, kult zaczął podupadać. Prawdziwą katastrofź była II wojna światowa. Opustoszały wsie, same Jaśliska ucierpiały 1944 r., zbombardowane podczas bitwy o Przełęcz Dukielską. Po wojnie cały obszar włączono do strefy nadgranicznej co w praktyce uniemożliwiało przybywanie pielgrzymów nawet z najbliższych okolic. Sytuacja trwała do 1956 r. Renesans kultu zaczął się w 1964 r. Dzisiaj kościół- sanktuarium jest pięknie odnowiony. Poddany konserwacji został też wizerunek. Znowu pielgrzymują Polacy, Łemkowie, Słowacy, Romowie. Dlatego też Madonna z Jaślisk nazywa się Królową Pokoju i Matką Pojednania.


O autorze:
Niegdyś wielki górołaz, dziś psycholog pracowy;) Półprzewodnik. W ramach kursu przewodnickiego kilka lat temu popełnił rewelacyjną pracę przekrojową dotyczącą miejsc kultu i osób świętych w Beskidach.

piątek, 3 lipca 2020

[Kult świętych i błogosławionych] Św. Jan z Dukli

Autor: Michał "Wittkacy" Witkowski



Młodość św. Jana

Historia nie dostarczyła nam wielu danych o pochodzeniu i dzieciństwie św. Jana z Dukli. Nawet te skąpe informacje jakie obecnie posiadamy, opierają się na późniejszych świadectwach i zeznaniach mających często swe źródło w podawanej z pokolenia na pokolenie tradycji, a niekiedy czerpane również z legendy. Nie znamy również dokładnej daty urodzenia naszego Świętego. Wiemy natomiast, że doczekał późnej starości i zmarł w roku 1484, a zatem powszechnie przyjęto iż musiał urodzić się co najmniej 70 lat wcześniej tj. ok. 1414 r.

Dom, w którym przyszedł na świat św. Jan, leżał w południowej części Dukli, na tzw. Wyższym Przedmieściu przy ul. Kaczyniec. O jego rodzicach wiemy tylko tyle, że byli dosyć zamożnymi mieszczanami, których stać było na to by posłać do szkoły swojego syna. Te nie mające potwierdzenia w źródłach historycznych wiadomości o urodzeniu i o domu rodzinnym św. Jana nie mogą przeczyć faktowi, iż pochodził on z rodziny bogobojnej, gdyż zazwyczaj z takich rodzin pochodzą ludzie wielcy i święci.

Na podstawie tradycji pochodzącej z XVII wieku dowiadujemy się, iż po skończeniu szkoły św. Jan kilka lat spędził nad potokiem Zaśpit, płynącym przez lasy otaczające rodzinną miejscowość, wiodąc tam wielce umartwione życie pustelnicze. Po wielu latach życia w klasztorze św. Jan powiedział jednemu z braci, uważającemu, że życie pustelnicze jest doskonalsze od życia zakonnego takie słowa: "Ja nigdy nie przestanę dziękować Bogu za to, że zechciał mnie niegodnego powołać do Zakonu. Jeżeli bowiem żyjąc w zakonie wykazuję pewne niedoskonałości, to jak sądzicie, ile grzechów bym popełnił żyjąc na świecie, gdzie są często, niemal nieustannie, okazje do grzechu".
Taka wypowiedź św. Jana jest pewnego rodzaju potwierdzeniem, że nie obce mu było życie pustelnicze.

W miejscu, w którym miał przebywać młody pustelnik stoi dzisiaj murowany kościółek, który jak wszyscy wierzą, jest duchowym spadkiem po św. Janie. Głęboka cisza otaczająca to święte miejsce przyciąga licznych pielgrzymów i turystów szukających wewnętrznego pokoju.

Początki życia zakonnego

Żaden z biografów opisujących życie św. Jana nie miał wątpliwości, że motywem podjęcia przez Świętego życia zakonnego, było pragnienie osiągnięcia wyższego stopnia osobistej doskonałości. Lata spędzone na puszczy były swoistym przygotowaniem do życia w klasztorze.
Św. Jan nie miał prawdopodobnie problemu z wyborem odpowiedniego zakonu, bowiem w okolicach Dukli w XV wieku najbardziej rozpowszechnionym i znanym był Zakon OO. Franciszkanów Konwentualnych. Klasztory w Przemyślu, Sanoku i Krośnie, znane jako ogniska prac misyjnych i rekolekcyjnych, dawały dużo okazji do poznania franciszkańskiego stylu życia. Nic więc dziwnego, że wybrał klasztor najbliższy, oddalony od Dukli zaledwie o 19 kilometrów.

Młodego chłopca z Dukli prowincjał osobiście przyjął do zakonu. Upewniwszy się o szczerości jego pragnień polecił mu zapewne rozdać majątek ubogim, tak jak życzył sobie św. Franciszek z Asyżu. W zamian otrzymał dwa habity, spodnie i siały na nogi.

Od samego początku br. Jan dał się poznać jako człowiek wielkiej modlitwy, mądrości i pokory. Nic więc dziwnego, że po wyświęceniu go na kapłana współbracia powierzali mu wielokrotnie urząd przełożonego. Znane nam jest dzisiaj jego przełożeństwo w Krośnie i we Lwowie, a także urząd kustosza w kustodii ruskiej, któremu podlegało 7 klasztorów. W 1461 roku św. Jan otrzymał odpowiedzialne stanowisko niemieckiego kaznodziei. Urząd ten sprawował w kościele szpitalnym św. Ducha, gdzie gromadzili się niemieccy mieszkańcy Lwowa. Te i inne prace zlecone przez przełożonych wykonywał bardzo sumiennie. Przymioty charakteru i wzorowe życie zakonne sprawiały, że był człowiekiem niezwykle lubianym i cenionym. Wielu świadków zeznało iż "śluby zakonne czystości, ubóstwa i posłuszeństwa zachowywał z największą starannością", a całym swoim życiem dowiódł, że wszelką swą nadzieję złożył jedynie w Panu Bogu. Po 25-u latach życia i pracy w zakonie franciszkańskim w sercu Jana z Dukli powstało pragnienie, by przyłączyć się do innej wspólnoty franciszkańskiej, gdzie jeszcze pilniej przestrzegano reguły św. Franciszka. Jaka to była wspólnota i dlaczego- o tym poniżej.

Franciszkanie za czasów Jana z Dukli

Św. Franciszek z Asyżu założył w 1209 roku Zakon Braci Mniejszych, zwanych popularnie franciszkanami. Pierwsi Braci Mniejsi przybyli do Polski już 10 lat po śmierci Założyciela i osiedlili się najpierw na Śląsku we Wrocławiu, a w rok później przybyli do Krakowa. Trzeba zaznaczyć, że od samego początku w łonie Zakonu trwała ożywiona dyskusja na temat przestrzegania reguły napisanej przez św. Franciszka, zwłaszcza w kwestii zachowania ubóstwa. W związku z tym na Zachodzie powstał ruch tzw. obserwancki, który opowiadał się za całkowitym zachowywaniem ostrej reguły św. Franciszka. Ten surowszy kierunek został wprowadzony do Polski dopiero w drugiej połowie XV w., a więc w czasie, gdy św. Jan z Dukli przebywał jeszcze u franciszkanów konwentualnych, z którymi franciszkanie obserwanci tworzyli nadal jeden zakon. Definitywny podział zakonu nastąpił bowiem dopiero w 1517 r. Inicjatorem przeszczepienia tego ostrzejszego nurtu w zakonie na grunt Polski stał się włoski przywódca tego ugrupowania św. Jan Kapistran, który w 1453 roku w Krakowie założył pierwszy kościół i klasztor pod wezwaniem św. Bernardyna ze Sieny. Wierni, przychodzący do tego kościoła, mieszkających tam zakonników zaczęli nazywać braćmi od św. Bernardyna, a z czasem nazwano ich popularnie Bernardynami. Zapoczątkowany przez św. Jana Kapistrana ruch, zaczął prężnie się rozwijać. Pod koniec XV wieku Bernardyni posiadali w Polsce ponad 20 klasztorów, a w nich blisko siedmiuset zakonników. Z biegiem lat stali się Bernardyni jednym z pierwszych zakonów w Polsce. Ulicom i placom nadawano bernardyńskie nazwy- istniejące zresztą aż do dnia dzisiejszego. Bernardyni weszli również do literatury polskiej, czego najlepszym przykładem jest Pan Tadeusz Adama Mickiewicza. Sławę swoją i znaczenie uzyskali jednak Bernardyni przede wszystkim przez swoje bliskie kontakty z wiernymi, przez pracę wśród ludu i działalność patriotyczną.

Do jednych z pierwszych klasztorów Bernardyńskich należał założony w 1460 roku klasztor we Lwowie. Wówczas to prawdopodobnie po raz pierwszy zetknął się z tą rodziną franciszkańską św. Jan z Dukli. Surowość ich życia i wierne przestrzeganie reguły św. Franciszka, a zwłaszcza sposób praktykowania ubóstwa urzekły naszego Świętego do tego stopnia, że postanowił przenieść się do Bernardyńskiej wspólnoty.

Przejście i działalność u Bernardynów

Ponieważ św. Jan z Dukli był wspaniałym przykładem człowieka ubogiego i do zakonu franciszkańskiego wstąpił powodowany pragnieniem praktykowania najdoskonalszego ubóstwa, postanowił zmienić klasztor, by żyć w surowszym klimacie przestrzegania ubóstwa. A Obserwanci (Bernardyni) do których postanowił przejść byli wówczas tą grupą zakonną, która za główny cel obrała sobie powrót do pierwotnej gorliwości i zachowywanie ubóstwa w takim stopniu jak życzyłby sobie tego św. Franciszek z Asyżu.

Wprawdzie przy przejściu od konwentualnych do obserwantów nie było wtedy większych trudności, gdyż obie gałęzie nadal tworzyły jeden zakon, ale przechodzący spotykał się zwykle ze sprzeciwem swoich przełożonych, zwłaszcza gdy był jednostką wybitną i wartościową. A do takich należał bez wątpienia św. Jan, który był wspaniałym kaznodzieją szanowanym przez ludność całego miasta.

Licząc się więc z oporem przełożonych, św. Jan- by pokonać ewentualne przeszkody i uzyskać formalne pozwolenie- wykorzystał pewien sprzyjający zbieg okoliczności. Był taki zwyczaj we Lwowie, że władze miejskie wyprawiały raz do roku ucztę na cześć prowincjała franciszkanów wizytującego klasztor. Podobna uczta gromadząca prowincjała, kilku ojców i przedniejszych obywateli miasta, została wyprawiona w roku 1463. Wobec tych wszystkich świadków św. Jan przystąpił do prowincjała i rzekł: Wielebny Ojcze, proszę o pozwolenie udania się do obserwantów. Prowincjał sądząc, że Jan chce ich tylko odwiedzić, chętnie takiego pozwolenia udzielił. Jan udał się natychmiast do klasztoru Bernardynów, gdzie został przyjęty. Kiedy później zażądano powrotu Jana, Bernardyni odpowiedzieli, że Jan wstąpił do nich legalnie, mając pozwolenie prowincjała, dane mu przy władzach miasta jako świadkach. W ten sposób spór upadł i Jan pozostał u Bernardynów.

U Bernardynów

Motywem przejścia św. Jana do reformatorskiego ruchu w zakonie franciszkańskim, była niewątpliwie chęć służenia Bogu i ludziom w sposób jeszcze bardziej zbliżony do pierwotnej surowości zakonnej. Św. Jan jawi się nam jako człowiek stanowczo dążący do świętości, a przy tym wykazujący życiową zaradność.

Od roku 1463 rozpoczyna się dla św. Jana nowy etap w jego życiu. Historia nie zanotowała by u Bernardynów piastował jakiekolwiek urzędy zakonne. Prawdopodobnie na własne życzenie chciał w tych nowych warunkach wieść życie ciche i ukryte. Surowy sposób życia w klasztorze bernardyńskim napawał Jana niewymowną radością. Kronikarz zakonny o. Jan z Komorowa wspomina, że gdy pierwszy raz usłyszał czytaną przy stole zwyczajem bernardyńskim regułę św. Jan rzewnie płakał. We wszystkich nabożeństwach był bardzo gorliwy. Z niemniejszą sumiennością oddawał się pracy w kościele jako wybitny kaznodzieja i spowiednik.

Św. Jan z Dukli cieszył się zawsze opinią pobożnego i gorliwego zakonnika. Modlił się we dnie i w nocy. Wspomniany kronikarz o. Jan z Komorowa pisze: "Prżebywając w chórze okazywał wielką gorliwość w modlitwie i kilkakrotnie w ciągu dnia odmawiał Oficjum o Błogosławionej Dziewicy Maryi". W innym miejscu pisze: "że niekiedy znajdowano go w nocy na modlitwie zalanego łzami. Zdarzało się to najczęściej wtedy, gdy wszyscy bracia pogrążeni byli w głębokim śnie". Pod koniec życia, gdy był już człowiekiem starszym, schorowanym nigdy nie zwalniał się ze wspólnych modlitw, a gdy czasem dokuczała mu na skutek dolegliwości wieku senność przechadzał się w chórze zakonnym, nie przerywając modlitwy urządził też sobie w ogrodzie klasztornym małą pustelnię gdzie często przebywał samotnie na modlitwie. Na jakiś czas przed śmiercią stracił wzrok, co nie przeszkodziło mu w wykonywaniu zakonnych obowiązków. Nie mogąc czytać prosił kleryków by odczytywali mu gotowe kazania, które potem wygłaszał na ambonie.

O. Jan z Komorowa pisze: "U schyłku życia osiągnął pełnię cnót, będąc dobrym przykładem dla braci. Odszedł do Królestwa Niebieskiego odmawiając z braćmi siedem psalmów pokutnych. Duszę swoją oddał Panu w dniu św. Michała RP 1484. Pochowany we Lwowie słynie z niezliczonych cudów i to nie tylko wśród prawowiernego ludu chrześcijańskiego, lecz także wśród schizmatyków."

Starania o beatyfikację i kanonizację

Św. Jan z Dukli był niewątpliwie postacią znaną i szanowaną przez mieszkańców Lwowa. Był przecież przełożonym u franciszkanów i wybitnym kaznodzieją oraz gorliwym spowiednikiem. Świętość jego życia była tak niewątpliwa, że zaraz po śmierci zaczęto się doń modlić i wzywać jego wstawiennictwa przed Bogiem. Odwiedzano też licznie jego grób. W kronikach zapisano, że jedni mieli widzieć nad jego grobem niezwykłą jasność, innym zaśmiał się zmarły zjawiać w widzeniach. Wielką sławę przyniosły zmarłemu otrzymane za jego wstawiennictwem łaski.

O. Jan z Komorowa pisze: "Pierwszym ze znaków błogosławionego Ojca po jego szczęśliwej śmierci było cudowne uleczenie miejscowego przełożonego dręczonego wielką gorączką. Skoro tylko pozbawionego świadomości położono go na łożu błogosławionego, natychmiast wyzdrowiał i dzięki składał Bogu i błogosławionemu Ojcu".

Kolejnym cudem było uzdrowienie mieszkanki Lwowa, dawnej penitentki św. Jana, która niewidoma od dziesięciu lat, odzyskała za jego przyczyną wzrok. Oba te zdarzenia dały impuls do zapisywania innych podobnych łask. Każdego roku powiększała się księga cudów o jakąś nową łaskę otrzymaną za wstawiennictwem Jana. Nic więc dziwnego, że wierni zaczęli tłumnie garnąć się do jego grobu, błagając o pomoc w różnych potrzebach. Przynoszono na grób świece, zamawiano błagalne msze, składano różne wota. Wobec takiego stanu rzeczy bernardyni nie pozostali obojętni. Rozpoczęli, jak się później okazało, długie i żmudne starania o beatyfikację swego zakonnego współbrata.

czasy jakie nastąpiły po śmierci św. Jana wpłynęły korzystnie na szybki rozwój kultu. Wojny domowe, napady tatarskie, wojny z Turcją i Moskwź niosły zawsze z sobą dużo nieszczęść dla miejscowej ludności. Przy słabej obronie orężnej, pozostawała nierzadko jedynie wiara w opieką Bożą. W tych warunkach nękani wojnami ludzie chętnie oddawali się w opiekę świętemu zakonnikowi-cudotwórcy. Wspomniane nieszczęścia przyczyniające się z jednej strony do wzrostu kultu, z drugiej spowodowały wiele negatywnych skutków, min. zubożyły bernardyńską prowincję i odłożyły sprawę beatyfikacji na kolejne lata. W ten sposób beatyfikacja Jana z Dukli mająca w połowie XVI w wszelkie widoki szybkiego ukończenia, doszła do skutku dopiero w 1733 roku.

Przed kanonizacją.

Dnia 21 I 1733 r. papież Klemens XII zaliczył o. Jana z Dukli w poczet błogosławionych. Tak więc pragnienia i wysiłki kilku pokoleń Bernardynów wreszcie się spełniły. Beatyfikacja Jana z Dukli wywołała nową falę kultu i zapału religijnego. Odbiła się ona głośnym echem w całej Polsce. Kilka lat po tym doniosłym wydarzeniu ogłoszono bł. Jana patronem Korony i Litwy. Rozszerzanie się i pogłębianie kultu bł. Jana, a także otrzymywane za jego przyczyną łaski, które uznawane były za cuda, podsunęły myśl rozpoczęcia starań o jego kanonizację. Niestety wszelkie starania i rachuby obróciły wniwecz kataklizmy dziejowe. Konfederacja barska, targowica, wreszcie I rozbiór Polski, stworzyły niepomyślne warunki do dalszych starań o kanonizację. Przestała istnieć Polska, a wraz z nią przestała istnieć możliwość kanonizacji św. Jana.

Do sprawy wrócono ponownie po II wojnie światowej. Jak się później okazało była to kolejna nieskuteczna próba, bowiem rządy komunistyczne dawały coraz bardziej znać o sobie. Przerwano wolną łączność między Kościółem w Polsce, a Stolicą Apostolską. Nastały czasy stalinowskie, które uniemożliwiły dalszy bieg sprawy uznania bł. Jana za świętego. Sprawę ponownie wznowiono w latach dziewięćdziesiątych. Opracowano dokumentację historyczną, która stała się podstawą dekretu o heroiczności cnót św. Jana. Dekret ten podano do wiadomości na specjalnej kongregacji w obecności Ojca św. Jana Pawła II, w dniu 2 VII 1994 roku. Równocześnie uznano cud, który zdarzył się za wstawiennictwem św. Jana, a polegający na uzdrowieniu z ciężkiej choroby nóg mieszkanki Lwowa .

Samego aktu kanonizacji dokonał Ojciec Święty Jan Paweł II w Krośnie 10.VI.1997 r.- podczas swej pielgrzymki do Polski.

Na koniec warto wspomnieć, że św. Jan jest patronem Lwowa i rycerstwa polskiego.



Bibliografia:

O autorze:
Niegdyś wielki górołaz, dziś psycholog pracowy;) Półprzewodnik. W ramach kursu przewodnickiego kilka lat temu popełnił rewelacyjną pracę przekrojową dotyczącą miejsc kultu i osób świętych w Beskidach.

wtorek, 6 lutego 2018

Wieża na Baranim (Beskid Nski)

Baranie, czyli Stavok

W Beskid Niski zawitałam zbyt późno, aby wieża triangulacyjna na Baranim stała się moja, jednak tych kilka wspomnień z nią związanych nie da się tak po prostu wymazać z pamięci.

Wielu turystów szybko przemyka zielonym szlakiem w dół do Olchowca, albo jeszcze dalej do przejścia granicznego w Barwinku, jednak garstka mknie specjalnie na Baranie, specjalnie dla niej. są  to przeważnie bywalcy chatki "U Malucha" w Ropiance- na Baranie nie jest ani za daleko, ani za blisko; ani za stromo, ani za płasko. Idealnie na kilkugodzinny spacer. Dodatkową atrakcją była do niedawna wspinaczka na szczyt wieży.

Tak- wieży, bo nikt nie śmiałby jej nazwać po prostu triangulem.

To była ona- Jej Wysokość Wieża. 

zdj. z internetów.

Pieczołowicie wykonana konstrukcja z drewnianych elementów niepodzielnie królowała nad tą  częścią lasu. Brzozy i sosny pną się usilnie w górę, ale gdzie im do wierzchołka...